Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 2 (vol. 52)

    • barbasia1 BAFTA 2015 red carpet 08.02.15, 21:58
      www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2939792/Glamour-girls-Nadia-Forde-Hofit-Golan-walk-carpet-2015-BAFTAs.html
      Trzymamy kciuki za "Idę" w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny!
      "Lewiatan" ponownie największym konkurentem "Idy".



      • barbasia1 Re: BAFTA 2015 dla "Idy"!!! 08.02.15, 22:03
        Podano właśnie we wiadomościach w radiowej Trójce!!! :)))

        GRATULACJE!!!
      • barbasia1 "Ida" nagrody 08.02.15, 22:10
        "Ida" otrzymała dziś również nagrodę GOYA dla Najlepszego Filmu Europejskiego, przyznawaną przez Hiszpańską Akademię Sztuki Filmowej.

        wyborcza.pl/1,75248,17374628,_Ida__z_nagroda_Goya__Najlepszy_Film_Europejski_.html
        • grek.grek Re: "Ida" nagrody 09.02.15, 13:48
          cała seria sukcesów. teraz to zaczynam się zastanawiać, na ile "Ida" dostaje kolejne nagrody ze względu na swoją znakomitość, a na ile ze względu na swoją wspaniałą reputację ;]

          żartuję, oczywiście, ale wydaje mi się, ze jest jakiś TREND, MODA by nagradzać ten film. a to wspaniale, bo kiedyż był jakiś polski film, którego obsypywanie nagrodami byłoby modnym trendem w światowym kinie ? to sukces niezwykły.

          GOya, Bafta, ENF... wydaje sie, że Oscar powinien być zwieńczeniem tego triumfalnego pochodu, ale... no właśnie - wg mnie, "Ida" zmierzy się nie z "Leviatanem", ale z polityką. Jak sądzisz ? Jak sądzicie ?

          PS : inny oscarowy film polski, nominowany jako krótki dokument, "JOanna", to też kawał fantastycznej ponoć roboty. Polska jak burza idzie ;]
          • angazetka Re: "Ida" nagrody 09.02.15, 16:28
            Ale to tak trochę działa na zasadzie "prawa serii". Gdy śledzisz wszystkie znaczniejsze nagrody, na etapie Oscarów możesz typować niemal bez pudła, kto zgarnie nagrody. Kolejne gremia nagradzają te piosenki, które już znają ;)
            Oraz tak to działa, że Oscar dla filmu nieanglojęzycznego zawsze był odrobinę polityczny. Ale ponoć "Lewiatan" jest też doskonałym film sam w sobie.
            • grek.grek Re: "Ida" nagrody 09.02.15, 16:30
              zdecydowanie.

              bardzo to ciekawe, który wygra - uhnorowana już chyba wszędzie "Ida" czy tak poręczny i idealnie wpisujący się w obecne zapotrzebowania polityczne "Leviatan".
            • pani_lovett Re: "Ida" nagrody 09.02.15, 23:55
              > Oraz tak to działa, że Oscar dla filmu nieanglojęzycznego zawsze był odrobinę p
              > olityczny.

              Racja.

              >Ale ponoć "Lewiatan" jest też doskonałym film sam w sobie.

              Zatem konkurent zacny. Z takim konkurentem przegrać to poniekąd zaszczyt.
          • pani_lovett Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 00:08
            > GOya, Bafta, ENF... wydaje sie, że Oscar powinien być zwieńczeniem tego triumfa
            > lnego pochodu, ale... no właśnie - wg mnie, "Ida" zmierzy się nie z "Leviatanem
            > ", ale z polityką. Jak sądzisz ? Jak sądzicie ?

            Tak , od początku uważałam, ze względy pozafilmowe, polityczne mogą ostatecznie zdecydować o przyznaniu Oscara w tej akurat kategorii. Na korzyść "Lewiatana" przemawia poza tym jeszcze jeszcze podobno znacznie lepsza ,lepiej opłacona kampania promocyjna tego filmu w Ameryce, w Hollywood.

            Ale wiesz, myślę, że te europejskie nagrody filmowe można już traktować jako uwieńczenie sukcesu "Idy" jej karierze światowej.
            • grek.grek Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 14:23
              yes.

              no właśnie, na ile Ameryka i Oscar to sukces większy niż Goya, Bafta czy Europejska Nagroda Filmowa ? można mieć wątpliwości, niemniej... wiesz, jak jest, Oscar ciągle ma swój prestiż, idzie to na cały świat itd. No i... do kolekcji by był :]]
              • siostra_bronte Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 14:40
                Powiedzmy sobie szczerze, że często Oscary w tej kategorii to były zupełne pomyłki. W ogóle te nagrody od dawna mają charakter marketingowo-towarzyski, ale o tym już pisałam wiele razy.
                • grek.grek Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 16:04
                  niemniej ostatnio wygrywały filmy niekwestionowanie bardzo dobre : "Miłość", "Rozstanie", "Wielkie piękno".

                  a ile byś postawiła, Siostro, postawilibyście, Czcigodni, na wygraną "Joanny" w krótkometrażowych dokumentach ? ja coś czuję w kościach, że to właśnie "Joanna" może być oscarowa, a "Ida" jednak "przegra" z "Leviatanem".

                  a dwa Oscary, to już by była korba luz ;]
                  • pani_lovett Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 18:50
                    grek.grek napisał:

                    > niemniej ostatnio wygrywały filmy niekwestionowanie bardzo dobre : "Miłość", "Rozstanie", "Wielkie piękno".

                    Prawda.

                    Jakiś angielski krytyk , słyszałam w telewizji, wskazywał z wielką pewnością "Lewiatana" na zwycięzcę BAFT-y, a jednak to "Ida" zgarnęła nagrodę.
                    Z Oscarem też do końca nic nie będzie pewne.

                    Dwa Oscary - to byłoby fantastycznie. :)
              • pani_lovett Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 18:35
                >No i... do kolekcji by był :]]

                Co racja to racja. :)
                • siostra_bronte Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 18:41
                  Życzę "Idzie" Oscara, oczywiście. Ale nie wiem co by się działo w naszych mediach, gdyby to się stało :) Już po nagrodzie BAFTA było gorąco.

                  Przy okazji, pamiętacie słynną procesję z Oscarem Wajdy w Krakowie? To możliwe tylko u nas :)
                  • pani_lovett Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 18:52
                    siostra_bronte napisał(a):

                    > Życzę "Idzie" Oscara, oczywiście. Ale nie wiem co by się działo w naszych media
                    > ch, gdyby to się stało :) Już po nagrodzie BAFTA było gorąco.

                    Prawda. :)

                    > Przy okazji, pamiętacie słynną procesję z Oscarem Wajdy w Krakowie? To możliwe
                    > tylko u nas :)

                    Ożeż! Nie pamiętam!?!?! Co się działo?
                    • siostra_bronte Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 19:00
                      Otóż Wajda przekazał nagrodę UJ w Krakowie. Odbyła się z tej okazji wielka impreza. Pamiętam relację w tv, orszak z odświętnie ubranymi akademikami niosącymi cenną nagrodę wyglądał komicznie :) Tutaj dłuższe info:

                      "Uniwersytet Jagielloński zawsze był domem dwunastu muz. Wielki to zaszczyt dla kina - trzynastej muzy, która ma tylko 104 lata, że ponad 600 - letni uniwersytet zechce przyjąć tę statuetkę do swoich zbiorów - mówił Andrzej Wajda, przekazując 2 kwietnia 2000 roku otrzymaną od Amerykańskiej Akademii Filmowej statuetkę Oscara rektorowi UJ Franciszkowi Ziejce. - To wspaniały, iście królewski dar od człowieka zaprzyjaźnionego od lat z Uniwersytetem - mówił z kolei rektor. Uroczystość przekazania Oscara odbyła się na krakowskim rynku, gdzie laureata Amerykańskiej Nagrody Filmowej fetował tłum krakowian. Wiceprezydent Krakowa Teresa Starmach wręczyła reżyserowi tytuł "Krakowianina Roku 1999", a zebrani mieszkańcy odśpiewali mu "Sto lat". Chwilę później, przy dźwiękach poloneza z "Pana Tadeusza", orszak z reżyserem na czele ruszył do budynku Collegium Maius. Statuetka trafiła do muzealnego skarbca, gdzie stanęła obok - wcześniej przekazanych przez Wajdę - Złotej Palmy z Cannes i Złotego Lwa z Wenecji. Oscar -jak i pozostałe trofea reżysera - jest jednym z elementów stałej ekspozycji muzeum. Zgodnie z wolą Andrzeja Wajdy pozostanie tam "na wsze czasy".
                      • pani_lovett Re: "Ida" nagrody 10.02.15, 19:57
                        Wiesz, że nawet o tym nie wiedziałam! Dzięki! :) Rzeczywiście, brzmi to komicznie. :))
                      • angazetka Re: "Ida" nagrody 11.02.15, 12:58
                        O matko, nie wiedziałam o tym :D
    • grek.grek Berlinale 2015 day4 ["Knight of Cups"/"Mr Holmes"] 09.02.15, 16:41
      spora dawka, w tym "Knight of cups" Malicka, "Mr Holmes" dla Angazetki, i jeszcze to i owo o "Queen of the Desert" i "Cobian. Montage of heck" :

      esensja.stopklatka.film/film/recenzje/tekst.html?id=20188&ref=ak_ty
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-dzien-czwarty-glaskanie-klosow-szalenstwo-nad-jeziorem-i-ciaza-ze/9wp8
      www.filmweb.pl/article/BRELINALE+2015%3A+%22Knight+of+Cups%22+i+%22Mr.+Holmes%22-109684
      www.rp.pl/artykul/1176919,1177799-Taksowka-z-Iranu.html
      wyborcza.pl/1,75475,9777438,Berlinale_2015__Kidman_na wielbladzie__Binoche_w_sniezycy_.html

      film.interia.pl/wiadomosci/film/news/berlinale-2015-christian-bale-poszukuje-sensu-zycia,2090203,38
      wroblewski.blog.polityka.pl/2015/02/08/hymn-o-perle/
      wyborcza.pl/1,75475,17380224,Berlinale+2015__James_Dean_kontra_wampiry_popkultury.html
      • grek.grek Re: Berlinale 2015 day4 ["Knight of Cups"/"Mr Hol 09.02.15, 16:43
        jakiś wielbłąd ?

        wyborcza.pl/1,75475,977799438,Berlinale_2015__Kidman_na_wielbladzie__Binoche_w_sniezycy_.html
        tutaj także coś o "45 years", które Wam się spodobało.
    • grek.grek "Zazdrość" teatr w TVP1 10.02.15, 14:06
      oglądaliście ?

      utrzymana w dobrym tempie niegłupia opowieść o relacjach damsko-męskich, a moze w ogole międzyludzkich. Zaczyna się to wszystko w połowie czerwca jednego roku i kończy jakoś latem następnego, kolejne miesiące i przeskoki czasowe są zaznaczane.

      Rzecz się rozgrywa w wypasionym apartamentowcu, na wysokich piętrach. Pod mieszkaniem Heleny Stawińskiej [gra ją Krystyna Janda] chawirę ma panna Kama Stern [Dorota Segda wyglądająca jak milion dolców :)]. I pewnego dnia panna Stern za pomocą przefaksowania listu informuje panią Helenę, że ma romans z jej mężem Leszkiem [Jan Englert, sprowadzony do roli symbolicznego "mężczyzny"]. I żeby pani Helena jej go oddała, bo "on kocha mnie, a ja kocham jego". Że poznali się w zepustej windzie i od tego czasu zapałali do siebie namiętnością. Dla Heleny brzmi to jak kiepski dowcip. Odpisuje swojej konkurentce, że zapewne coś się jej pokręciło, bo - owszem, byli w tej windzie, ale trwało to 5 minut i NIE BYLI SAMI, lecz w towarzystwie pół tuzina innych ludzi. Tyle że panna Kama podrzuca pani Helenie klucz na schody awaryjne obok jej mieszkania, a z tych schodów na coś w rodzaju lufciku, przez który można podglądać co się u panny Stern dzieje w mieszkaniu. No i dzieje się... pani Helena widzi swojego męza w objęciach panny Stern i podłamuje się lekko.

      Właściwie cały ten spektakl opiera się na korespondencji za poomocą faksów między bohaterkami. Albo czyta list autorka albo adresatka. Listy są to zazwyczaj zgtrabne, pełne ironii, złośliwości i przytyków, ale bez grubiaństwa, zawsze z kulturą języka i wypowieddzi, jak przystało na kobiety wykształcone, doskonale sytuowane i wygładzone [Kama jest architektem, Helena wziętą prawniczką], co nadaje całości pozory komedii.

      Panna Stern triumfuje, wie że Helena ich ogląda, więc się popisuje i wdzięczy gapiąc się bezczelnie w stronę lufcika. W listach Kama zachęca Helenę, żeby się nie przejmowała, że jest stara i brzydka, żeby patrzyła w lustro i powtarzała sobie że jednak jest jeszcze całkiem fajnie, a jak już nic nie pomoże, to niech idzie do psychiatry i tam szuka pomocy. Panna Stern jest nawet tak "łaskawa", że sugeruje iż to ona bierze na siebei cięzszy obowiązek, w końcu "Misio" najlepsze lata [55] ma już za sobą. Ofk, pani Helena te docinki i przytyki znosi z trudem, przed lustrem próbuje jeszcze znaleść choć resztki powabu fizycznego, ale powoli zaczyna się zgadzać z tym, ze "tak to biologia ustawiła,że mężczyźni szukają młodszych". Próbuje kontratakować i ostrzega, z satysfakcją, Kamę że Leszek jest po zawale, nie dba o zdrowie i cierpi na rózne reumatyzmy, a do tego szczypie ją dotkliwie uwagami, że "jesli 36-latka [wiek Kamy] nie znalazła sobie mężczyzny, to musi mieć problem, a na pewno będzie go miała - z tym mężczyzną, bo "wolni 40-latkowie, to tylko psychopaci albo geje" :). Nie waha się także przed uwagą, że "[widziałam jak stała pani topless w oknie] muszę zauważyć, że mimo wszystko mam lepsze warunki, a do tego ciągle nie potrzebuję niczym ich podpierać" :]

      Helena w pięknym stylu wyprowadza z domu Leszka. Po prostu pakuje jego klamoty w walizę i z balkonu zrzuca go ją na patio [wyłożone białym żwirem] mieszkania Kamy. Waliza ląduje z cięzkim plaśnięciem :"] a Helena dorzuca leszkowe skarpetki, bieliznę, kremy do golenia i generalnie wszystko, co złapie pod rękę :]]

      Zaczyna odwiedzać to stanowisko przy lufciku regularnie. Gdy mija pierwsza złość - Helena odkrywa, że nie mozę przestać kochać mężą, a może nie umie się wyzbuć przywiązania ? Tak czy owak, ogląda ich erotyczne wygibasy, żeby... choć w ten sposób być z nim ciągle blisko. Jest zazdrosna i zaczyna się do tego przed sobą przyznawać. A także przed Kamą. Zaczynają się ze sobą dziwnie dobrze porozumiewać. Od komediowych listów ironicznych do pewnego rodzaju symbiozy. Kama w pewnym momencie próbuje odzyskać od Heleny ten klucz, a kiedy ta nie chce oddać - panna Stern zakrywa lufcik zasłonami, wtedy Helena pisze jej faks, żeby "natychmiast odsłoniła !", przypadkiem trafia on w ręce Leszka, ale Kama wyrywa mu karttkę i wyrzuca z balkonu.

      I wydawałoby się tak już zostanie, gdyby ten trójkąt nagle nie przekształcił się w czworokąt.

      Yes, Leszek znajduje sobie nową dziewczyne. Dosłownie. Ma 25 lat, na imię Inka, nosi kolorowe bandany i studuije buddyzm [gra ją Maria Seweryn]. A co ciekawe - mieszka w tym samym apartementowcu, co one.

      Leszek spotyka się z nią, okłamujjąc Kamę, że wychodzi na jogę :] Kama i Helena łączą więc siły we wzajemnym wsparciu. Helena zachowuje pion i poziom, za to Kama zachowuje się jak wariatka. Pisze list do Inki zaczynając go od "Ty kur..o ? Zabiję cię !" :]] Ale dalej jest już tylko parlamentarnie. Przy okazji, niechący Kama używa faksu Heleny, więc Inka sądzi, że to stateczna żona Leszka ją prześladuje. Helena ze spokojem konstatuje "Groziłaś jej śmiercią w liście ? NIeostrożne" - zwłaszcza, że z jej faksu pisała :]]

      Kama zatem histeryzuje i miota się po pokoju,a Helena próbuje ją uspokajać i pisze list do Inki. Ta odpisuje, zeby Kama się uspokoiła i przeszła w stan skupienia właściwy buddyzmowi, a zatem - niech wyzbędzxie się chęci władzy, dominacji, żądzy, a odnajdzie spokój w siedmiu szlachetnyhch ścieżkach. Kama jest wściekła jak osa, więc czytanie tego listu nacechowanego łagodnością wprowadza ją w stan ostatecznego wrzenia. Helena jej pomaga, ale nie omieszka dodać, że "cóż, znalazł sobie młodszą od ciebie... prawa biologii, natura, sama rozumiesz" :] Ofk, INka takze wypomina Kamie, że "dużo starsza [od niej]" jest, a zatem Kama czuje się teraz tak samo jak Helena, kiedy traciła męża, czyli, cytując Helenę - "ch,jowo".

      Obie panie ganiają teraz na schody awaryjne i podglądają mieszkanie Inki, przez identyczny lufcik, co ten na ścianie od mieszkania Kamy. A panna Stern dodatkowo biega do Inki i próbuje ją urabiać, spotykając się z buddyjskimi odpowiedziami.

      Jako że na stopniach drabiny, którą podąża Leszek nie ma już niższego stopnia [zona 55, kochanka 36, druga kochanka 25, wg ciągu arytmetycznego - dalej są już tylko zarzuty prokuatorskie], wiadomo że albo zostanie sam albo... wróci do żony. BO ze z rozstanie się z INką, to pewne.

      Rozstaje się, bo nie może już znieść urabiania przez nią. Ona nie je mięsa, więc jemu tez zabrania. Ona leży na łózku na płask, więc jemu też zabrania poduszek. W końcu więc Leszek-Misio-Lou traci nerwy i odchodzi z krzykiem "Mam tego dośc, odchodzę, idę... bedą jadł MIĘCHO !!!".

      Tak jak Kamie opadła wyższościowa ironia, z którą punktowała porzuconą Helenę, tak Ince opada buddyjski spokój, z którym znęcała się nad porzuconą Kamą. Traci nerwy, popłakuje w swoim mieszkaniu, a spotykając na korytarzu Helenę agresywnie ją atakuje "On i tak do pani nie wróci ! Niech pani na siebei spojrzy w lustrze, z czymś takim miałabym przegrać ?!".

      ZAZDROŚĆ. W jej obliczu wszystkie panie tracą spokój, poczucie triumfu i rozwagę.

      Misio vel Lou alias Leszek wraca... do żony ":] Jak zmoknięty szczur, z walizeczkami, z głową spuszczoną w pokornej pozie. A ona go przyjmuje, tak samo bez słowa. I układa się między nimi, jak między starym dobrym ? małżeństwem.

      Kama w tym czasie znajduje sobie adoratora w swoim wieku, a raczej po 40-tce. Najpierw jest dobrze, potem gorzej, aż wreszcie kiedy się spotykają z Heleną, Kama wyznaje "MIałaś racje, po 40tce to sami psychopaci" ;]], a zatem padło na twarz.

      PO co się spotykają [i obejmują czule] ? Bo zostały koleżankami, przyjaciółkami, odkryły, że ten cały kołowrót bardzo je do siebie zbliżył. A Helena odkryła coś jeszcze - że zazdrość... nadaje życiu smak i temperaturę. Prosi więc Kamę, zeby jeden jedyny raz umówiła się - niby "zdradziecko" - z Leszkiem. Tak aby Helena mogła poczuć ten właśnie pociągający smak zazdrości ubarwiającej życie.

      I Kama z Heleną patrzą z balkonu w galerii handlowej jak Leszek niecierpliwie czeka na Kamę, omiatając wzrokiem każdą spódniczkę przechodzącą w pobliżu. Kama do niego podchodzi, całują się, macha Helenie [on nie widzi]...
      • mozambique Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 10.02.15, 14:14
        widzialam pare lat temu

        zadna nowosc ,parwda stara jak swiat = facet który zdradził raz zdradzi poraz kolejny
        • grek.grek Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 10.02.15, 15:59
          według statystyk, kobiety zdradzają równie często ;]

          zaryzykowałbym, że to wada ludzka, a nie płciowa, tyle że kobiety dopiero wychodzą z opresji kulturowej poprawności, która hamowała ich naturalne zapędy odpowiednim przekazem społecznym.

          jak jeszcze spadnie jarzmo ekonomiczne, to wreszcie ród męski poczuje się mniej na-cenzurowanym ;]
          • pepsic Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 11.02.15, 17:53
            Do grekowej tezy dorzuciłabym jeszcze istotną kwestię, a mianowicie dostęp kobiet do powszechnej antykoncepcji.

            Swoją drogą ciekawe, jaką wiarygodność i czy w ogóle mają takie badania w dobie pozornej anonimowości;)
            • pani_lovett Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 11.02.15, 18:21
              pepsic napisała:

              > Do grekowej tezy dorzuciłabym jeszcze istotną kwestię, a mianowicie dostęp kobi
              > et do powszechnej antykoncepcji.

              Tak, antykoncepcja całkowicie zmieniła podejście kobiet do seksu.

              Myślę, że prowadzone przez naukowców badania są wiarygodne.
              • pepsic Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 11.02.15, 18:35
                Szczerze mówiąc mam na myśli wiarygodność ankiet i ich uczestników, czyli źródła danych i prawdziwość intencji.
          • pani_lovett Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 11.02.15, 18:14
            grek.grek napisał:

            > według statystyk, kobiety zdradzają równie często ;]

            Według statystyk to jednak mężczyźni wciąż wiodą prym w zdradzaniu. :)


            "O ile jeszcze pięć lat temu do zdrady przyznawało się 20 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn, to dziś jest to odpowiednio 30 i 60 proc." / z artykułu z roku 2013/

            www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/zwiazki/zwiazki-dlaczego-mezczyzni-czesciej-zdradzaja-niz-kobiety_38850.html?page=0&
            Słuchałam kiedyś rozmowy z prywatnym detektywem specjalizującym się w wykrywaniu małżeńskich zdrad, powiedział on, że 80 % jego klientów to kobiety.

            Nie sądzę, by w przyszłości liczby zdradzających kobiet i mężczyzn się wyrównały.

            • grek.grek Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 12.02.15, 14:09
              tylko z kim ci mężczyźni zdradzają, skoro kobiety są o połowę mniej zdradziecko aktywne ? ;]

              hehe :]
              wiesz, 80 % klientów to kobiety, bo zdradzany mężczyzna to dla otoczenia żałosna pierdoła, a zdradzana kobieta to obiekt powszechnego współczucia i troski :] Kobiety zatem moga się z tym obnosić, a mężczyźni wolą się ukrywać.

              kobiety zatem częsciej z tym chodzą do detektywów, a mężczyźni nie chodzą wcale. Kobiety chcą mieć dowód na zdradę mężczyzny, żeby go dołączyć do podania o rozwód i podział majątku. Mężćzyznom niespecjalnie zależy, z powodów oczywistych.

              no i dodatkowo : rzadko kiedy znajdzie się mąz na utrzymaniu żony, który dla zabicia czasu wdaje się w romans. Jednak więcej możliwości i czasu na takie rzeczy mają kobiety.

              ja myślę, że to się już wyrównało :]]

              www.wprost.pl/ar/170667/Kobiety-zdradzaja-czesciej-niz-mezczyzni/
              • siostra_bronte Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 12.02.15, 14:38
                Tak, wiem, że statystyka to dosyć skomplikowana materia :) Ale łatwo to wytłumaczyć. Żonaci faceci zdradzają głównie, choć nie wyłącznie, z samotnymi kobietami. Bo kobiet jest więcej niż mężczyzn. Facetów po prostu brakuje na rynku. Popyt przewyższa podaż :) Stąd takie statystyki.

                Z ciekawości zajrzałam nawet do danych GUS-u za 2013 r. Oczywiście są one różne w zależności od regionu, czasem te różnice są małe, ale zawsze jednak są. Dla przykładu dane z Warszawy. Mężczyźni: 793 tys, kobiety: 935 tys. Znalezienie sensownego i w dodatku wolnego faceta graniczy z cudem :)
                • siostra_bronte Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 12.02.15, 14:46
                  Eeee, trochę pokręciłam. Oczywiście chodziło mi o Twoje pytanie, z kim zdradzają mężczyźni. Zdanie "Stąd takie statystyki" powinno wypaść, bo nie dotyczy tego tematu :)
                  • siostra_bronte Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 12.02.15, 14:53
                    Bo jak rozumiem badano mężczyzn i kobiety, którzy są w stałych związkach.
                • grek.grek Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 13.02.15, 13:29
                  "sensowego" czy "seksownego" ? ;]
                  do zdrady, to chyba ten drugi bardziej jest potrzebny.
                  a im bardziej zonaty, tym lepiej, bo nie będzie nalegał na rozwód i ślub ;]

                  żonaci zdradzają z samotnymi kobietami ?
                  możliwe.

                  tylko co z męzatkami ?
                  idąc tropem Twojej hipotezy, i wg kryterium ilościowego, one już nie mają wyboru - muszą sięgać po żonatych, bo nie wyrobiłyby nawet średniej normy ;]

                  PS : Siostro, w Polsce żyje ponad 5 mln singli, więc z tymi "sensownymi i wolnymi", tak mężczyznami jak i kobietami, nie jest aż tak źle, hehe. Zdrada to jednak bardziej seks, a do tego singiel nadaje się idealnie, a jego "sensowość" może się w 80 % zawierać w umiejętności zachowania dyskrecji ;]
                  • siostra_bronte Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 13.02.15, 16:30
                    Haha, oczywiście "sensownego" :)

                    Yes, mężatki często romansują z żonatymi. Obie strony są zainteresowane utrzymaniem dyskrecji.

                    Wiesz, jak napisał klasyk: "są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki" :)

                    Napiszę coś niepoprawnego politycznie, ale mężczyźni łatwiej oddzielają seks od miłości. Potem są tłumaczenia, że "ona nic dla mnie nie znaczy" i "to był tylko seks". Nie wiem czy to kwestia budowy mózgu czy może coś innego, ale zdecydowanie coś jest na rzeczy :)
      • grek.grek Re: "Zazdrość" teatr w TVP1 10.02.15, 14:20
        ... Helena macha jej zwrotnie, a potem oni odchodzą objęci, a Helena niczym detektyw ze starych filmów, ale za to w żółtej sukience, sledzi ich kryjąc się za rogami ścian i innej infrastruktry :]

        świetnie napisane, może minimalnie szeleszczące papierem i stereotypami oraz tezami z opracowań naukowych, może postaci nieco schematami wypełnione, ale jest żart, jest trafiona ironia, są szpilki i twisty, które zmieniają punkt widzenia i siedzenia bohaterek, a Janda, Segda i Seweryn grają zgodnie z konwencją, jedynym słabszym punktem jest zmuszenie Segdy do sztucznego histeryzowania,. kiedy Helena ją informuje o kochance Leszka. Poza tym - żadnych potknięć, a przyszło mi do głowy, że gdyby nie chodziło o róznicę wieku między tymi trzema kobietami, to mogłaby je wszystkie zagrać sama Janda i to dopiero by było ciekawe ;] Jako że to ona rezyserowała - zapewne tym lepiej by jej to wyszło, hehe.

        Janda bez swojej maniery egzaltacyjnej, może tylko raz - kiedy pisze na klawiaturze list do Kamy i co chwila myli się, jest cała nakręcona, trochę daje znać, że nie zapomniała jak to robić. Łamie to jednak zabawnymi sposobami denerwowania się koniecznością użycia backspace', więc wypada zabawnie i wiarygodnie :]

        sztukę napisała Esther Vilar i zapewne nie jest to rzecz pierwszej młodości ?
        spektakl jest z 2001.

        żałuję,że nie notowałem co lepszych momentów, bo tekst leciał strasznie szybko i bez kartki ani rusz. Przypominam sobie moment, kiedy Kama czyta list od Inki i stoi tam "Lou to takie światło w moim życiu, oświetla mnie, czuję się nim oswietlona...", co Kama kwituje zdyszanym od nerwów "A to ci żaróweczka !".

        sporo tego tam jest, mam nadzieję na powtórkę.

        jest zwiastun, niewiele ale pozwala złapać wyobrazenie klimatu całości :

        www.teatrtelewizji.tvp.pl/teatr_tv/wideo/zobacz/zazdrosc-zwiastun_18790861/
    • grek.grek Berlinale2015, day5 "Body/Ciało", "Klub" 10.02.15, 15:48
      www.rp.pl/artykul/9146,1177998-Nowy-film-Malgorzaty-Szumowskiej-na-festiwalu-w-Berlinie.html#
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-dzien-piaty-polskie-slowo-cialem-sie-stalo-relacja/xl7sl
      film.wp.pl/id,148730,title,Berlinale-Szumowska-pokazala-swoj-konkursowy-film-BodyCialo,wiadomosc.html
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+W+pułapce+ciała-109711
      wyborcza.pl/1,75475,17382667,Berlinale_2015__Klub_upadlych_ksiezy.html
      kulturaliberalna.pl/2015/02/10/berlinale-pustynie-starych-mistrzow-relacja-smolinski/
      • siostra_bronte Re: Berlinale2015, day5 "Body/Ciało", "Klub" 10.02.15, 17:24
        Dzięki, Greku. Film Szumowskiej wygląda bardzo interesująco.
        • grek.grek Re: Berlinale2015, day5 "Body/Ciało", "Klub" 11.02.15, 17:04
          dzięki :]

          o, podobno zbiera bardzo pochlebne recenzje.
          dobry czas polskiego kina, nieprawdaż ?

          w kraju 3 najchętniej oglądane filmy ost. roku, to same polskie.
          "Ida" szaleje.
          "JOanna" nominacja do Oscara.
          Szumowska atakuje Berlin...

          dzieje się ;]
          • pani_lovett Re: Berlinale2015, day5 "Body/Ciało",  11.02.15, 18:31
            A konkurencja w Berlinie ponoć marna w tym roku ...
    • grek.grek "Scena zbrodni" dokument w Dwójce 10.02.15, 15:56
      w czwartek "Sugar Man" w Jedynce, teraz "Scena zbrodni" w Dwójce... czyżby ktoś zaczął w Publisi szanować pieniądze podatnika ? ;] niepojęte...

      22:55 & 3:40

      hit ostatnich lat.

      dokumentalista Oppenhaimer wybrał się z kamerą do Indonezji, aby porozmawiać z ludźmi, którzy w latach 60-tych byli częscią machiny prawicowego terroru, ktory wymordował 2 miliony komunistów i lewicowców. Powstał tego szokujący ponoć film, bo mordercy sprzed lat do dziś chodzą po wolności, nie ponieśli kary, a teraz z bezprzykładną szczerością, drobiazgowością i beztroską opowiadają o zbrodniach jakich, a majestacie opresji władzy dopuszczali się 50 lat temu.

      najczęsciej spotykanym określeniem w recenzjach, które zdarzało mi się czytać, było : "wstrząsający".

      must-see, jak sadzę ?

      • siostra_bronte Re: "Scena zbrodni" dokument w Dwójce 10.02.15, 17:26
        Hehe, to chyba chwilowe zaćmienie :)

        Przyznam, że nie słyszałam o tym filmie. Nie będę oglądać, to za mocne jak na moje nerwy.
      • pani_lovett Re: "Scena zbrodni" dokument w Dwójce 10.02.15, 18:22
        Must-see, choć późno się zaczyna.

        :)
        • grek.grek "Scena zbrodni" 5 słów a propos 11.02.15, 14:01
          Barbasiu, oglądałaś ?

          może kilka słów.

          MOcne. Mocne w przekazie. Absolutnie wspaniale pan Oppenhaimer to rozegrał i zaaranżował. Wszystkie nagrody świata mu się należa za pomysł, wizję i wykonanie.

          Jako się rzekło, jedzie on z kamerą do Indonezji, aby spotkać się z ludźmi, ktorzy w połowie lat 60-tych ub wieku przeprowadzali w kraju czystkę na komunistach. Nie ponieśli żadnej odpowiedzialności za tamte zbrodnie, co więcej żyją sobie dzisiaj w dostatku, mają rodziny, pozycję społeczną... NO ale skoro ministrowie i prezydenci Indonezji robią za gości honorowych na zjazdach faszystowskiej bojówki Pancasila, będącej spadkobiercą bandyckiej tradycji organizacji, która te czystki przeprowadzała ?..

          Kongo, Hermann i Abi należeli do tzw. permemenów, czyli żulio-gangsterów, którzy chcieli wygodnie żyć i modnie się ubierać, ale nie bardzo chcieli pracować. Rząd ich wynajmował i ich rękoma zabijał złapanych komunistów. 2 i pół miliona komunistów, albo ludzi podejrzewanych o komunizm.

          Portrety tych ludzi są zróznicowane. Hermann niby ma rodzinę, ale lubi się przebierać za kobietę, przy okazji jest głupi jak but; Kongo jest wysoki, chudy i ma fizjonomię gestapowca - typ egzekutora; Abi to inteligent. Ale zabijali i torturowali tak samo sprawnie. Tutaj się nie róznili. Zresztą, wspaniale wspominają tamte czasy.

          Oppenhaimer namawia ich do nakręcenia filmu o ich wyczynach. Zgadzają się skwapliwie. Dlaczego ? To proste. Uwielbiają kino, zawsze uwielbiali. Zwłaszcza amerykańskie filmy sensacyjne i kryminalne. TO z nich czerpali pomysły do zabijanie swoich wrogów politycznych. Motywację dodatkową było to, że komuniści postulowali usunięcie z repertuaru indonezyjskich kin filmów made in USA. A jak tutaj żyć bez "Ojca Chrzestnego", bez "Marlona Brando i Ala Pacino" ? Permani ich kochali.

          Oczywiście, trik Oppenhaimera poolega na tym, że on tych bandziorów przekonuje do robienia filmu, którego nigdy nie miał zamiaru zrobić. Chodzi o to, aby mieć pretekst do namówienia ich na zwierzenie oraz do sportetowania ich postaci w rozmowach, reakcjach, spontanicznych wspominkach. Oni sądzą, że grają w jakimś filmie, film niby powstaje, ale to tylko zasłona dymna. Pewnie się chłopaki nieźle zdziwili jak zobaczyli, jak ich "JOsh" przekręcił :]

          JUż na samym początku Kongo wiedzie ekipę do starego budynku, w którym dziś mieści się sklep z galanterią, ale na górze ciągle jest coś w rodzaju małego patio. Tam znoszono komunistów do "przesłuchania". Kongo z entuzjazmem opowiada jak obijali tych ludzi, a później zorientowali się, że to wcale nie takie fajne, bo trzeba sprzątać kałuże krwi. Kongo zatem wpadł na pomysł, by ich dusić drutem. Przywiązać drut do słupa, zrobić pętlę na szyi delikwenta i ciągnąc za drugi koniec za przymocowaną rączkę. "Czysta robota", z dumą oświadcza Kongo.

          Tyle, że zostaje ślad. Coś jednak zostaje. JAkaś myśl. Kongo wyznaje, że nawiedzają go duchy zmarłych, którch zabił. Zwłaszcza jeden, faceta któremu obciął głowę maczetą. "Nie zamknąłem tej głowie oczu", tłumaczy "i dlatego mnie prześladuje ten duch". Na codzień, wówczas, wystarczała marihuana, procenty i tańce. TO skutecznie uśmierzało dziwny odruch po sesji zabijania.

          "Byliśmy permanami, wolnymi ludźmi", powiada Kongo. Elegant. Lubi kamerę. Paraduje przed nią, popisuje się jak dziewczyna i przebiera ze sto razy. Chyba w żadnej scenie nie dubluje koszuli, spodni, marynarki albo kurtki. Modelka normalnie. Zawsze taki był, po to potrzebował pieniędzy.

          Dzisiaj permanów nie ma, ale zastąpiła ich Pancasila, oficjalna bojkówka skupiając TRZY miliony ludzi w Indonezji. Mają swoje barwy [pomarańczowo-czarne], mają swoje zebrania, odwiedza ich viceprezydent, ministrowie... Faaszyści w służbie rządu. "Pancasila, to wolni ludzie,a każdy kraj takikch potrzebuje, aby dbali o to, by komuniści nie doszli do władzy. Przemoc nie jest dobra, ale czasami jest niezbędna", przemawia wicek na zebraniu organizacji. Rządzą nią ci, ktorzy w latach 60 byli w aparacie terroru państwowego. Uśmiechnięci, zadowoleni z siebie, w jednej chwili przechodzący od świńskich kawałów do skupionej modlitwy. Jak tu żądać sprawiedliwości po latach, skoro krajem rządzą takie szumowiny ?

          Bardzo pieczołowicie Kongo z kolegami inscenizują sceny z lat 60-tych. Dobierają ludzi na ulicach, kobiety udają zrozpaczone matki zabieranych synów, mężów i ojców, Chińczycy z bazaru grają bazarowych handlarzy Chińczyków, z których w latach 60-tych permani ściągali haracze [przy okazji dowiedzieć się możemy, jak to robili, bo nasi chłopcy radarowcy są absolutnie naturalni i można zakładac, ze 1 do 1 pokazują dziś to, CO i JAK robili wówczas]. Inni Chińczycy grają prześladowanych komunistów. Rzecz w tym,że w latach 60-tych permani masowo polowali na Chińczyków. Władza podejrzewała, ze każdy Chińczyk to potencjalny komunista.

          Kongo, Hermann, Abi i koledzy stylizują jedną ze scen na porzesłuchanie w stylu amerykańskiego filmu noir. Z lubością noszą te charakterystyczne garnitury i kapelusze.

          Jeden z Chińczyków zaangazowanyhch do odgrywania sceny przesłuchania opowiada ze swojego życia historię, jak to w latach 60-tych właśnie permanos zabili mu wujka czy ojca ? On był mały wtedy i musiał tego ojca czy wujka pochować pod płotem, bo nie mozna było inaczej. A ci ówcześni permanos, a dzisiejsi bohaterowie kina siedzą przed nim i słuchają. "JA was nie oceniam, nie oskarżam, ja tylko chcę wystąpić w tym filmie", tłumaczy się Chińczyk. Niby że ma doświadczenie, które go predystynuje. Te sceny, na bazarze i ta omawiana, wskazują że w Dzakarcie nadal chińska społecznośc drży przed prawicową władza. TO SIĘ MOZE POWTÓRZYĆ, sugeruje Oppenhaimer. Nic się nie zmieniło od 50 lat. Chińczycy wiedzą, że powinni się bać, a tamci wiedzą, że jak tylko polityczna burza nada odpowiedni pęd wiatrom historii, to znów dojdzie do pogromu.

          MIędzy "bohaterami" wywiązują się rozmowy. Zaczynają się zastanawiać, czy powinni kręcić te sceny. "Wmawialiśmy wtedy ludziom, że to komuniści są okrutni. Jesli teraz przyznamy się do własnego okrucieństwa, obnażymy nasze kłamstwa", powiada Adi, ale chęc zagrania w filmie jest większa niż wstyd. "Bedą nas przeklinać po kres czasów", zauważa Kongo. Bez przyjemności, a nawet z pewną zadumą.

          TO jakże wymowna scena, kiedy Kongo spokojnie łowi ryby. Wędka w jego rękach wygląda jak substytut garoty, którą zabił tylu ludzi... Wtedy dusił garotą, dzisiaj łowi ryby... Czy to jest cała zmiana jaka w nim zaszła ? A może wyraz sentymentu za dawnymi czasami ?

          "Szedłem i dźgałem nożem. I tak przez całą długośc ulicy. Ojca mojej dziewczyny też", ze śmiechem wspomina Abi dzień, w którym doszło do jakiegoś pogromu Chińczyków na dzielnicy. KOngo wtóruje mu ubawieniem. Ale potem kamera pokazuje Kongo jak odpoczywa wieczorem i nie mozę zmrużyć oka. Domaga się zainscenizowania sceny, w której nawiedza go duch zamrdowanego przez niego człowieka, co - jak utrzymuje - codziennie mu się przytrafia.

          Abi nie ma wyrzutów sumienia, nie dręczy go pamięć, nie nachodzi refleksja. Razem z rodziną chodzi po centrum handlowym, ma na twarzy okularki na sznurku i wygląda jak stateczny, dobrze zakonserowowany 70-latek. On się nie przebiera i nie farbuje włosów jak Kongo. On jest zimny i wykalkulowany.

          "A jesli oskarży cię Trybunał w Hadze ?", pytta go z offu Oppenhaimer. Abi prowadzi akurat auto i nic go nie rusza. Tłumaczy tonem człowieka rozumnego i panującego nad sytuację, że "Teraz bóstwem jest konwencja genewska, ale jutro może być jakaś inna, świat się zmienia. Wg naszych kodeksów, nie naruszyłem żadnego paragrafu. To zwycięzcy piszą historię, a my wygraliśmy. Nawet gdyby, jednak, to wszystko sie przedawniło. A jeśli Haga chce mnie wezwać ? Proszę bardzo, pokażą mnie w telewizji [cynicznie się uśmiecha], z przyjemnością się stawię". Oni są przekonani, ze włos im z głowy nie spadnie. Od 50 lat nie spadł, więc ich filozofia ma mocne podstawy w rzeczywistości.

          cdn
          • grek.grek Re: "Scena zbrodni" 5 słów a propos 11.02.15, 14:29
            Hermann, utyty o maoryskiej fizjonomii, kandyduje do parlamentu miejskiego. Jeździ po ulicach w odkrytym małym samochodzie i przez mikrofon namawia by na niego głosować. Tuman skończony, nie umie zapamiętać DWÓCH zdań autoprezentacji. A jego wizja politykowania jest rozkosznie prosta : będzie wyłudzał łapówki za urzędnicze decyzje. Jak jakiś bogaty gośc będzie potrzebował ziemi, a biedacy nie zechcą oddac, to będzie brał kasę od bogatego, a na biedaka nasyłał kiziorów, żeby go wyrzucili. Taki z niego cwaniak. Tyle że ludzie nie są głupi, kobiety na bazarze, którym wręcza swoje wizytówki, zagadują go o prezenty od kandydata. On na to, ze będą później, jak już wygra, na co one "Za durnia nas pan masz ?" :]] Jedyne, co umie, to bicie związanych ludzi. REszta to dla niego czarna magia.

            Wszyscy pomostują na demokrację. Grają sobie w kręgle [poza Hermannem, który toczy kulę prosto w te rowki między torami], wodzostwo przycina w golfa, fajnie im się żyje.

            Łączyła ich, i łączy nadal, prócz pamięci wspólnej młodości - nienawiść do komunistów. Faktycznych lub domniemanych. "To będzie piękny film, będzie opiewał nasze bohaterstwo. Bo Bóg nienawidzi komunistów", powiada Abi. KOledzy pozują na szeryfów i gauchos. Wszyscy siedzą w rządowej telewizji, która zaprosiła ich na wywiad z okazji filmu jaki kręci Oppenhaimer. "Dlaczego dzieci komunistgów nie szukają odwetu ? Bo wszystkich wymordowaliśmy", powiada ABi z triumfalizmem i dostaje od widowni wypełnionej młodzieżą w mundurach Pancasilas gromkie brawa i uradowane śmiechy. Radośnie wtóruje im także pani przeprowadzająca wywiad, pani "dziennikarka". Jaki kraj, taka telewizja.

            "Oni wszyscy oszaleli", podsumowuje z offu któryś w członków ekipy Oppenhaimer, oglądającej ten cyrk na monitorach w reżyserce.

            KOngo ma wnuki. Kiedy jeden z nich nieostrożnie obchodzi się z małą kaczuszką dreptającą, z innymi kaczuszkami, po podwórku - dziadek cierpliwie tłumaczy wnukowi, że do kaczuszki delikatnie trzeba, z subtelnością. "Przeproś kaczuszkę", namawia wnuczka. A ten przeprasza. JAki dobry dziadzio, nie ?

            "Idź do lekarza", radzi mu Abi, w związku z koszmarami jakie nawiedzają Kongo. A ten na to "NIe pójdę, to by oznaczało, że oszalałem". NA co Abi tłumaczy mu, że psycholog mu pomoże, że to nowoczesne itd. Kongo ma jednak problem, bo wymusza [na co Oppenhaimer przystaje z ukrywaną złośliwością] by do filmu dołączyć sceny, jak po śmierci ten prześladujący go duch znęca się na nim, podrzyna mu gardło, odcina głowę i sztukuje wnętrzności. Skuruplatnie nasłuchuje czy aktor grający ducha śmieje się "z niego" tak jak duch to czyni, gdy nawiedza go nocami. Stary będzie mocno obs..any na łózu śmierci, oj mocno.

            Mówi o karmie, że to prawo natury. Wierzy w karmę. Widać to po nim, gdy jest sam. Z kolegami umie się rozluźnić, w samotności dopada go chyba refleksja.

            Na początku jedyne uwagi jakii Kongo miał do nakręconych już kawałków "filmu", to takie, że "Do tej robotry nie włożyłbym białych spodni. To musimy zmienić. Zawsze ubierałem się na czarno". Teraz, z biegiem czasu, coś tam się zaczyna w nim otwierać.

            Cała ekipa jedzie za miasto, gdzie kręcą sceny z pacyfikacji wioski, gdzie mieszkali komuniści. Angażują do tego całą miejscową ludność. KOngo jest koordynatoreem, chodzi w stroju szeryfa jak jego ulubiony John Wayne i zawiaduje akcją, pokazuje co jak robić. W rolę perm,anów z lat 60-tych wciela się dzisiejsza młodzież Pancasilas. Zanim zaatakują wznoszą okrzyki "Krwi ! MOrdować komunistów ! Torturować ! Palić !" - dzisiaj brzmi to potwornie. a to TYLKO FILMOWA INSCENIZACJA. Na czele Pancasilas stoi minister, który przyjechał specjalnie pod kamerę. Od razu zastrzega "To tylko na potrzeby filmu, bo myu tacy nie jesteśmy naprawdę. NIe możemy wyjśc na oprawców, to by było zabójcze dla naszego wizerunku", ale chwilę później poprawia "Joshua, niech pan zostawi tę scenę, niech nasi nieprzyjeciele wiedzą, na co nas stac, jak wygląda nasz gniew, a możemy być GORSI !".

            Scena pacyfikacji jest tak autentyczna, że Oppenhaimer wyłącza głos. Widzimy tylko obrazy i możemy sobie w pełni wyobrazić jak to wyglądało 50 lat temu, kiedy naprawdę ludzie byli zabijani maczetami przez zdziczałych oszołomów, a wioska poszła z dymem. Jakiś grubas siedzi na krzesełku niedaleko i wspomina jak fajnie było gwałcić 14-latki, reszta mu wtóruje w tym mlaskaniu z ukontentowania.

            CUt ! - pada wreszcie komenda. "Oprawcy" podnosszą "ofiary" io poklepują, a ofiary się uśmiechają, a widz nie może się pozbyć wrażenia, że wystarczy małe machnięcie skrzydeł motyla, aby taka pacyfikacja powtórzyła się dzisiaj. I ci "aktorzy" z łatwością zabijaliby naprawde, a ofiary umierałyby z taką samą trwogą w głosie.

            Dzieci. Dzieci płaczą naprawde. Są rozstrzęsione. Także córka Hermanna. "Gwiazdy płaczą tylko w filmie, nie w rzeczywistości", poucza ją ojciec, ale łzy tej małej są świadectwem historii.

            Kongo jest ponury. Na osobności wyznaje Oppehnaimerowi "Nie wiedziałem, że to tak wyglądało... Nie miałem pojęcia, że to będzie tak potworne. Z trudem dotrwałem do końca".

            cdn



          • grek.grek Re: "Scena zbrodni" 5 słów a propos 11.02.15, 14:49
            "CO z dziećmi ? Jaka przyszłość czeka te dzieci ?", zdobywa się na odkrycie Kongo.

            Przychodzi scena, kiedy KOngo sam odgrywa role ofiary przesłuchania. Ma charakertyzację na twarzy, rany i siniaki [ z Abim bardzo chętnie dawali się malować i dolepiać sobie blizny i krwawe ślady][. Potem jest duszenia garotą. KOngo doskonale wie, jak zachowuje się ofiara takiego procederu, bardzo zmyślnie charczy i konwulsyjnie macha dłońmi. Ale... nagle słabnie. Zamiera. Nie ze zmęczenia ciała, ale chyba... ze zmęczenia ducha. "Nie mogę już", cichutko wyznaje z opuszczoną głową.

            POtem w domu prosi Oppenhaimera, żeby wyświetlił tę scenę jego wnukom. Prośbie staje się zadość, ale najpierw reżyser pyta go "To twoje wnuki, wiessz co robisz ?". Kongo jest zdecydowany. Chwali się dzieciakom "O, zobaczcie, jak dziadka duszą !". Maluchy gapią się ciekawie, jeden tam się raz chichra.

            "Wiesz, Josh, chyba rozumiem, co czuły wtedy moje ofiary", powiada Kongo, "Czuły strach. Przerażenie. Strach zamiast godności".

            Ale Oppenhaimer mówi "Ty nie wiesz, nie masz pojęcia do one czuły... Ty wiesz, że grasz w filmie. ONE WIEDZIAŁY, ŻE NAPRAWDĘ UMIERAJĄ", powiada Oppenhaimer z offu. Kongo sie zamyśla, nieudolnie próbuje przekonywać, ze mimo wszystko coś zrozumiał i coś poczuł, ale brzmi to słabo... płacze, płacze jak człowiek nienawykły do łez.

            Kongo naprawdę zrozumiał dopiero teraz - TO NIE BYŁ FILM. Wy sie bawiliście jak na filmie, szukaliście sobie alibi dla zabijania, a oni UMIERALI NAPRAWDĘ.

            Ostatnia scena jest porażająca. Porażająca.

            Raz jeszcze Kongo idzie na to patio gdzie zabijali komunistów. Jest noc. Chodzi po tym wybetonowanym kawałku przestrzeni okolonym żelaznym płotem i nagle zaczynają nim wstrząsać konwulsje. Tak jak wstrząsają one ciałem człowieka, gdy chce zwymiotować, ale nie ma czymm. Torsje. Charczy potęznie, widać jak ciało mu się skręca, jak brzuch kkurczy się do samych pleców. Trzy razy ma takie ataki. Długie, minutowe. Nic nie mówi. Nikt z filmujących nic nie mówi. Kongo wpatruje się tylko tępo w ziemię.

            On dopiero teraz zobaczył tamtych pobitych ludzi i tamte strugi krwi, tamte morderstwa i dopiero teraz, rozumiejąc co zrobił, rozumiejąc co czuli ci ludzie, doznał reakcji naturalnej, na którą wtedy nie mógł się zdobyć - zebrało go na wymioty. Po 50 latach zachciało mu się rzygać na wspomnienie, w miejscu w którym to wszystkoo się stało...

            A potem Kongo znika za drzwiami tego magazynu/sklepu z odzieżą, na którego piętrze jest opisywane patio.

            ON coś zrozumiał, coś dotarło, wreszcie. Zaistniała w nim empatia. Droga do nawrócenia ? Do szczerego żalu ? MOże on, jako jedyny. Herman jest za głupi, a Abi za mądry, by to odczuć.

            Przed tym finałowym ujęciem ma miejsce dwuznaczna scena - Kongo w ciemnej sukni tańczy z dziewczynami w strojach jak z Aruba, na tle wodospadu, w rajskiej scenografii. Ukazują się ofiary, które dziękują mu, że "wysłał je do Nieba", a on te dziękczynne uściski przyjmuje jakby mu się należały. Po tym ostatnim akcie - nic już nie ma racji obowiązywania.

            [te werrsja w jutubie jest felerna, całośc ma 2 godziny] :
            www.youtube.com/watch?v=sLoOhLS3RxA
            • siostra_bronte Re: "Scena zbrodni" 5 słów a propos 11.02.15, 15:35
              Dzięki, Greku :)

              Bardzo ciekawa historia i świetny pomysł na film. Ale jednak dla widzów o mocnych nerwach.
              • grek.grek Re: "Scena zbrodni" 5 słów a propos 11.02.15, 16:57
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

                w pewnym sensie masz rację.
                niemniej, spodziewałem się bardziej, nie wiem jak to ując, szokujących obrazów z przeszłości.
                tutaj zdecydowanie najbardziej szokujące są te zadowolone z siebie twarze oprawców, ich bezkarnośc oraz wyglądać musiały pierwowzory tych inscenizowanych sztucznych scenek. Oraz to, że patrząc na współczesność Indonezji, nie da się wykluczyć, że to wszystko nie powtórzy się wkrótce. Oprawcy nowego pokolenia już są, są też Chińczycy, a jacyś "komuniści" zawsze się znajdą.

                przeczytałem,że Oppenhaimer kręcił jakiś inny film w Indonezji i od ludzi, z którymi się stykał dowiedział się o tej spirali terroru z lat 60-tych, której "bohaterowie" mają się dziś wspaniale i radośnie. Postanowił to rozegrać...

                Jako epilog mozna by dopowiedzieć, że przez cały czas kręcenia tego filmu, ekipa była śledzona przez policję i tajniaków, a zwykli ludzie bali się rozmawiać, co dowodzi że od 50 lat niewiele się tam zmieniło.

                co ciekawe, nie wiem czy wiesz ?, Oppenhaimer w 2013 albo 14 dokręcił niejako 2 częśc pt "The Look of silence" - spotkał się z rodzinami ofiar terroru i skonfrontował je z katami ich bliskich.
          • pepsic Re: "Scena zbrodni" 5 słów a propos 11.02.15, 18:20
            Kiedyś oglądałam. Rzeczywiście ten brak uczuć i jakiejkolwiek refleksji jest przerażający.
            • grek.grek Re: "Scena zbrodni" 5 słów a propos 12.02.15, 13:59
              do tego prowadzi zaczadzenie ideologią.
              oni to dokładnie opisują, zwłaszcza ten inteligentniejszy Abi : "Żeby to robić i nie mieć wyrzutów na sumieniu, trzeba było znaleźć solidne uzasadnienie, a najlepszym uzasadnieniem jest przekonanie, że robi się to w imię szczytnych celów".

              to również, jak pamiętasz, motto tego filmu, które wyświetla się na samym początku. Cytat z Woltera "Zabijanie jest zabronione, chyba że zabija się na wielką skalę i przy fanfarach trąb".

              ciekaw jestem tej drugiej odsłony "The Look of silence", gdzie druga strona, rodziny ofiar, dostają głos i bodajże Oppenhaimer konfrontuje ich z mordercami.
    • grek.grek Berlinale2015 day6 ["Every Thing will be fin"] 11.02.15, 16:47
      all the way form Ber-Lin :]

      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20216
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-dzien-szosty-film-glos-mniejszosci/c4g0h
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Grzechy+Kościoła%2C+grzechy+artysty-109722
      wyborcza.pl/1,75475,17391043,Berlinale_2015__Wampiry_i_wybuchajace_galarety_u_Guya.html
      www.rp.pl/artykul/9146,1178485-Film-o-skutkach-smierci-dziecka.html
    • siostra_bronte "Patrioci" 11.02.15, 17:24
      W Kulturze o 22.00. Francuski thriller z 1994 roku, ma całkiem niezłe recenzje.

      Oglądamy? :)
      • pepsic Re: "Patrioci" 11.02.15, 17:48
        Nie mamy wyjścia, bo znowu bryndza, jak zwykle w środy.
        Tez zwróciłam uwagę:)
        • siostra_bronte Re: "Patrioci" 11.02.15, 18:00
          W środę leci też w Ale kino brytyjski serial "Zaginiony". Całkiem emocjonujący. Tydzień temu była pierwsza część. Historia o dziecku zaginionym w czasie wakacji we Francji. Po latach ojciec wciąż go szuka, matka rozstała się z nim, ale śledzi sprawę.
          • siostra_bronte Re: "Patrioci" 11.02.15, 18:02
            Oj, zapomniałam, że pokazują dwa odcinki na raz.
          • pepsic Re: "Patrioci" 11.02.15, 18:13
            Widziałam migawki a`la zaginiona Madeleine tydzień temu. Odpuściłam, bo nie jestem specjalnie serialowa.
      • siostra_bronte Re: "Patrioci" 12.02.15, 18:11
        Ktoś oglądał? Mnie się podobał.
        • siostra_bronte Re: "Patrioci" 12.02.15, 20:15
          No dobra, nie ma chętnych, więc napiszę parę słów. Film pokazuje agentów Mossadu i ich akcje, głównie w Paryżu. Ale to nie efektowna bajeczka a la Bond z pościgami i strzelaninami. Oglądamy żmudną pracę agentów, którzy werbują do współpracy ludzi. I oczywiście nie mają wobec nich żadnych skrupułów.

          Spodobało mi się realistyczne pokazanie tej historii, np. postaci mówią w swoich językach: Amerykanie po angielsku, Żydzi po hebrajsku. To się rzadko zdarza. Akcja trzyma w napięciu. Dobre aktorstwo (Yvan Attal w roli głównej, na drugim planie Sandrine Kiberlain i Emmanuelle Devos, które potem zrobiły karierę). Polecam.

          Jeszcze trailer, niestety tylko po francusku:

          www.youtube.com/watch?v=ut4Ood7abfg

          • grek.grek Re: "Patrioci" 13.02.15, 13:22
            dzięki, Siostro :]

            jakoś się nie spiąłem.
            może następnym razem.
    • pepsic "Istota" - wczoraj publiczna tivi nadawała 11.02.15, 18:09
      Nawiedzeni naukowcy, prywatnie para eksperymentują nad ludzką hybrydą, tyle że nie potrafią zdecydować, czy stworzone dzieło kochać, jak własne dziecko, czy traktować jak namiętną kochankę. Nie byłoby źle, bo początek obiecujący, aktorzy przyzwoici, gdyby pan reżyser trzymał się przekazu o zabawie w Pana Boga, a nie brnął coraz bardziej niedorzecznie. Tak, czy siak poczciwina Adrien Brody z pewnością zapamięta na całe życie gorący seks z mutantką.
      I nie pytajcie, dlaczego oglądałam:(
      • pani_lovett Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nadawała 11.02.15, 18:23
        >Tak, czy siak poczciwina Adrien Brody
        > z pewnością zapamięta na całe życie gorący seks z mutantką.

        Hehehehe! :))

        > I nie pytajcie, dlaczego oglądałam:(

        Chyba Cię nie dopadł jakiś wirus!?
        • pepsic Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nadawała 11.02.15, 18:37
          Jest ok. Trzydniowego wirusa przepędziłam, mam nadzieję.
      • grek.grek Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nadawała 12.02.15, 13:55
        mam nadzieję, że ten seks to prawilny, a nie taki z dowcipu Kabaretu Moralnego Niepokoju -
        Cieślak : przeprasszam, ze się spóźniłem, ale brałem udział w biciu seksualnego rekordu świata
        Stużyńska [ze znaczącym uśmieszkiem] : no to ilu cię tam... przeleciało ?
        ;]

        Pakosińska by tego lepiej nie powiedziała :]
        • pepsic Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nad 12.02.15, 20:00
          Seks, jak seks, nawet gorący, tyle że wybranka jakaś nie teges: łysa, z długim ogonem zakończonym ostrzem z jadem i dwoma stawonogami zamiast nóg, nie wspominając, że czasami wyrastały jej skrzydła, takie husarskie. Choć oczy i twarz muszę przyznać miała prześliczne. Wiec sami powiedzcie, jak tu człowieka nie lubić, znaczy pana reżysera;)

          " Prawilny", a co to jest?

          Ha, ha aż chciałoby się coś dodać, ale nie wypada publicznie;)
          • siostra_bronte Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nad 12.02.15, 20:18
            Oj, Greku, będziesz się musiał wytłumaczyć z tego dowcipu :)
          • grek.grek Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nad 13.02.15, 13:21
            prawilny, czyli bez tych stawonogów zamiast nóg i husarskich skrzydeł ;]]

            [chociaż, husarskie skrzydła... to by nawet mogło być interesujące... tylko czy nie odebrano by tego jako atak na polską tradycję narodową, a już pewno kulturę polskiego oręża ? ;)]
            • pepsic Re: "Istota" - wczoraj publiczna tivi nad 13.02.15, 18:42
              Ależ Greku, wszak pisałam, że polubiłam pana reżysera, jako że polska husaria jest powodem do dumy.
    • grek.grek "John Tucker musi odejść" [Polsat] 12.02.15, 13:49
      ja też nie wiem dlaczego obejrzałem ten film ;]]

      typowa high school comedy, ale tym razem bez żartów feklano-genitalnych, dzięki czemu
      dało się to jednym okiem obejrzeć.

      Kate jest sympatyczna, miła, inteligentna i całkiem ładna, no ale jednak ludzie jej nie zauwazają. Matka, erotyzująca 40tka, umawia się z kolejnymi "wujkami" i nigdy nic z tego nie wychodzi, a najlepszą formą zapomnienia o kolejnych nietrafionym uczuciu jest przeprowadzka. Kate zmienia więc co chwila środowisko rówieśnicze i szkołę.

      trafia wreszcie do takiej, w której jej los się odmieni.

      dżolero w tej szkole jest tytułowy John Tucker - kapitan koszykówki, syn bogatych rodziców i pan Lalunio, który akuratnie chodzi z trzema dziewczynami naraz i sprytnie kamufluje się przed nimi. Biała blondynka pseudo-intelektualistka, biała brunetka ekolożka i afroazjatka czirliderka. do kompletu brakowało tylko rudej Eskimoski.

      kiedy wszystkie trzy panny odkrywają, że Tucker kręci na trzy strony, zawierają sojusz, celem którego jest ośmieszenie, poniżenie i degradacja zdrajcy.

      Nic się jednak nie sprawdza - ani wrobienie go w bycie Twarzą Kremu Na Opryszczkę, ani dosypywanie mu do sportowej odżywki żeńskich hormonów, co powoduje u niego atak histerii podczas meczu, ani w ogole nic. wszystko Tucker potrafi przekuć w swój sukces, nawet płaczliwość, bo zawsze znajdzie się gorąca laska, która powie "Jesteś taki odważny, umiesz wyrażać swoje uczucia". No i klapa ;]

      wreszcie trzy panny wpadają na pomysł perfekcyjny - sztafirują, modelują i odpowiednio instruują Kate, żeby zrobić z niej dziewczynę, za której Tucker się zakocha, a ona go odrzuci, co bedzie dla niego ciosem, porażką życiową, a z niej samej uczyni "legendę". Kate jest bystra, ale zawsze była niezauważana, więc szansa na zostanie "szkolną legendą" to dla niej okazja do podniesienia własnej wartości.

      angażuje się więc w ten projekt, nawet jeśli jej licealne serduszko zaczyna bić dla młodszego brata Tuckera - Scotta, inteligentnego, normalnego i pełnego niewymuszonego wdzięku, z którym rozmawia się jej doskonale od pierwszej chwili.

      ofk, John Tucker łapie przynetę i Kate, sterowana przez swoje twórczynie, wciąga go w kolejne tarapaty, ale nawet wpakowanie go, ubranego w fikuśne stringi, do łózka nauczycielki, która robi rejwach na cały hotel [dzieje się to podczas wyjazdu całej szkoły na jakiś ważny mecz wyjazdowy w koszykówkę] - nie obniża notowań Tuckera. Gościu jest niezatapialny, jak minister Sienkiewicz albo poseł Michał Kamiński. Wystarczy , że Tucker zaczyna eksponować te stringi i zachwalac ich własności aerodynamiczne korzystne dla koszykarza, żeby stały się one hitem szkolnym i cała populacja chłopięca zaczęła je nosić podciagając niemalże do pół pleców.

      cała nadzieja w tym, ze Tucker się jednak zaczyna zakochiwać w Kate. mściwa trójca zaciera ręce. A Kate powoli odpada z tej zabawy.

      Odpada, bo na jej oczach John Tucker z taniego podrywacza i pretensjonalnego lalusia przeistacza się w całkiem przyjemnego gościa. Organizuje jej taką kolację i rejs jachtem po rzece nocą, że aż szczęka opada. Kate nie chce mu zrobić krzywdy, a przecież taki był plan. W ogóle, zaczyna do niej docierać, ze bardzo się zmieniła i to niekorzystnie. w pogoni za "szkolną legendą", chcąc odreagować lata "bycia zerem" zupełnie sie pogubiła. Matka też jej o tym mówi, bo matka w sumie poczciwa kobieta jest, taka ładna i sexy, ale z głową i brakiem szczęścia w miłości.

      Trzy harpie są wściekłe, ze Kate im rozwala plan zemsty, więc próbują same sprawę załatwić. Najpierw nagrywają jak się w męskiej szatni Tucker chwali, że "zaliczy" Kate, a kiedy i z tego udaje mu się wybrnąć, próbują zademonstrować wyznanie Kate o treści "Johnie Tucker, nigdy nie będziesz dla mnie tym jedynym". Problem w tym, że nagrały je z Kate na samym początku akcji, kiedy Kate uważała Tuckera za świnię czarną.

      i chcą to zrobić na jego szampańskich urodzinach, na których jest cała szkoła, yikes !

      Kate udaje się do tego nie dopuścić, a potem po kolei bohaterowie tej marnej farsy wychodzą na scenę i wyznają że kłamali, bo nie umieją być sobą, Kate okłamywała Tuckera, Tucker swoje panny itd. Widownia jednak wcale nie oczekuje od nich szczerości i co kogo obchodzi, czy Tucker kłamie żeby "wyrywać lachony" [to nie ja, to Robert Górski, ja to się wstydzę jak takie teksty widzę... he he he... ;)] - grunt, że je wyrywa i za to jest przez chłopców ceniony. kończy się to na wzajemnych pretensjach i bitwie na torty.

      a następnego dnia Kate i Tucker zostają przyjaciółmi, bo przecież Kate pasuje do Scotta :] a Tucker już nigdy nie będzie okłamywał żadnej dziewczyny... oficjalnie będzie chodził z dwiema ;]

      niegłupie. naprawdę. bez humoru poniżej paska, z jakąs tam refleksją nt znaczenia bycia sobą, na poziomie gimnazjalnym, ale zawsze.

      odicjalny tytuł "John Tucker must die" ;]

      www.youtube.com/watch?v=uEnLySS2Op8
      • siostra_bronte Re: "John Tucker musi odejść" [Polsat] 12.02.15, 17:16
        Haha. Dzięki Greku :) Ale cała historia była dosyć przewidywalna?
        • grek.grek Re: "John Tucker musi odejść" [Polsat] 13.02.15, 13:33
          o, zdecydowanie :]

          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]
          jakbyś kiedyś trafiła na ten film i nie mogła uciec, to mam nadzieję przypomnisz sobie moją recenzyję i
          doda Ci to otuchy :]]
    • grek.grek Berlinale2015 day7 ["Eisenstein w Guanajuato"] 12.02.15, 16:03
      możliwe, że komisja festiwalowa będzie musiała przemyśleć system kwalifikacji, bo bezkrytyczne przyjmowanie do konkursu głównego filmów uznanych mistrzów prowadzi w malinowy chruśniak obniżenia poziomu całego wydarzenia - z dośc bezlitosnych ocen filmów Herzoga czy Malicka można wysnuć chyba taką tezę wstępną ?

      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,17394416,_KORESPONDENCJA_Z_BERLINA__Skandalu_nie_bedzie__O.html#Czolka3Img
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2015-dzien-siodmy-klaps-za-mamusie-klaps-za-tatusia-relacja/ntnl8
      film.wpl.pl/id,148793,title,Berlinale-2015-Epidemia-w-Berlinie,wiadomosc.html?ticad=114548&_ticrsn=5
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Eisenstein+Greenawaya+i+komediowy+western+z+Rumunii-109752
      www.rp.pl/artykul/1176919,1178727-Berlinale-2015--Mocne-kino-z-Ameryki-Poludniowej.html
      wyborcza.pl/1,75475,17393947,Berlinale_2015__Nie_ma_sie_czego_bac__to_tylko_cialo_.html
    • grek.grek "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 12.02.15, 16:12
      22:35 & 2:40 ofk w Dwójce

      lata 60-te.
      funkcjonariusz SB starając się zaszkodzić jakiemuś opozycjoności, wpada na trop, kltóry sugeruje że Witkacy wcale nie popełnił samobójstwa w '39 roku i nadal żyje, a na dodatek artystycznie się produkuje.

      brzmi intrygująco, nieprawdaż ?

      Stuhr młodszy i Stuhr starszy, Karolina Gruszka, Ewa Błaszczyk, Ewa Dałkowska, Władysław Kowalski, Krzysztof Stroiński, Jerzy Nowak... obsada nie w kij dmuchał. scenariusz i reżyseria Jacek Koprowicz, wracający tym filmem po ponad 22 latach przerwy. Jego "Medium", to był kawałek dobrego polskiego kina z pogranicza grozy i mistycyzmu. MOżna mieć oczekiwania :]

      skaczemy, niczym kangury ? :]
      • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 12.02.15, 16:20
        Oczywiście, że skaczemy!

        Pomysł na film świetny, oczekiwania też były duże, bo to powrót Koprowicza po długiej przerwie. Ale pamiętam raczej chłodne recenzje. Ktoś napisał, że Jerzy Stuhr przypomina raczej Maksia z "Seksmisji" niż Witkacego :) Ale może nie ma co się sugerować.
        • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 13:18
          niestety, te recenzje, o których wspominasz, były słuszne, tak oceniam.

          a Ty ?

          pomysł na Witkacego, który mówi głosem Jerzego Stuhra, był nieco ryzykowny.
      • pani_lovett Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 12.02.15, 21:33
        Kiedy ja się wyśpię!?

        Skaczę ... już! :)
      • mozambique Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 09:22
        W MISTYFIKACJI najppesza jest Ewa Błaszczyk :)
        • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 18:12
          Prawdziwe objawienie. Szkoda, że tak rzadko gości na dużym ekranie.
      • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 10:57
        Świetny film! Ma pewne słabe punkty, ale to nie zmienia ogólnego wrażenia. Jaka szkoda, że Koprowicz tak rzadko robi filmy. Bardzo lubię jego oryginalny styl, zupełnie inny od tego co serwują nasi filmowcy.
        • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 13:02
          dzięki, Siostro :]

          scena orgii w hotelu, z odznaczaniem prostytutek medalami Polski Ludowej - znakomita. W ogóle cała ta sekwencja, niepostrzeżenie film przeszedł z realizmu w surrealizm albo jakąs odmianę groteski.

          Ewa Błaszczyk, jako Mozambique rzekła - pierwsza klasa. z gołą głową wyglądała jak piękniejsza wersja Nosferatu z filmu Herzoga. fantastycznie ekspresyjna w konfrontacyjnych dialogach i mowie ciała, a jednocześnie potrafiąca się wyciszyć, w szpitalu, a także wtedy kiedy pali sobvie papieroska w restauracji i znosi kelnera, który po 25 razie nadal nie wie, żeby tej zamówionej butelki piwa jej nie otwierać :]

          młody Stuhr odpowiednio zmieniający rejestry i odpowiednio szczurkowaty.

          tak sobie myślałem, co by było jakby pan reżyser skupił się tylko na jednym wątku - tzn. albo na szukaniu Witkacego przez Łazowskiego albo na drugim życiu Witkacego z Czesławą [to komiczna scena, kiedy żona Witkacego, dowiedziawszy się że mąż siedzi u kochanki, dobija się do drzwi i wrzeszczy "To mój mąz ! A Czesława to nie jest imię dla kobiety !"]. razem do kupy sklejone te dwie narracje wydawały się jakoś dziwne, bo tutaj mamy wątek detektywistyczny, z pytaniami, dociekaniami,śladami i tropami, a równolegle - oczywistą odpowiedź na te pytania i dociekania, ktore filmowo stają się bezprzedmiotowe.

          na mój gust, Jerzy Stuhr nie pasuje do swojej roli.
          gra w swojej manierze, jest to nie "Witkacy", ale "pan aktor Stuhr" w formie i treści absolutnie znajomej przeciętnemu widzowi polskiego kina. Nie jest nawet ucharakteryzowany. Nie ma więc Witkacego i to mi gdzieś zgrzytało.
          Kapitalnie zagrał scenę, w której Czesława opuszcza Witkacego, a on się do niej drze z balkonu, że "przechodzę na k..wy, to jedyny słuszny wybór aby artysta mógł zachować niezależność !". Drze się zawodowo. Poza tą sceną, nie mogłem sobie poradzić z powyższym problemem - był pan Stuhr, nie było pana Witkacego.

          a przy okazji, to wydaje mi się, ze tę postać można było porządnie podhajcować :] seks oralny z pociągu z przebraną zakonnicą i podglądanie dziewczynek grających w gumę na dachu - miały załatwić sprawę, zwłaszcza że w obu przypadkach reżyser pilnie dba o to, by wszystko rozsadzić humorem w postaci kłótni lub dziwnej miny ? inna rzecz, że Jerzy Stuhr kompletnie nie uwiarygodniał tych scen.

          muzyka Włodka Pawlika - rewelacja.
          ten lejtmotiw powtarzający się przez cały czas - zostaje w pamięci.

          zdjęcia jak zawsze doskonałe, jak zawsze w polskim filmie :]

          plus dla scenariusza za stworzenie sugestii, że wszyscy, którzy mogliby potwierdzić iż Witkacy naprawdę
          żyje są w jakiś sposób niewiarygodni.
          Czesława, który z nim mieszka - okazuje się być chora na raka mózgu i chyba w ogole jest niespełna rozumu. Nosi też pamięć wspólnej próby samobójczej. Łazowski sledzi ją, wkrada się nawet do jej mieszkania, ale Witkacego widzi tylko podczas hotelowej orgii, podczas której jest kompletnie pijany, więc moze mieć zwidy. Widzi białą myszkę, więc dlaczego miałby nie widzieć człowieka, na punkcie odnalezienia którego ma korbę ? :] No i dozorca, który słyszał jak Czesława pyskowała na chodniku w stronę balkonu, ale nie słyszał już Witkacego, który jej odpyskowywał z balkon u tegoż.

          NIE MA żadnego dowodu na to, ze to "łgizm" i "oszukizm" zmysłów, którego ofiarą padają ww..

          Ofk, polski ubek znów przedstawiony jako wulgarny prostak, zamawiająćy kotlety z mizerią :] Ze świadectw ludzi stykających się za tzw. komuny z UB wyniika, że takie portrety są chciejstwem, a nie realiami. Zwłaszcza ubecy przeznaczani do inwigilacji środowisk twórczych byli nieźle wykształceni i kulturalni, nie nachalni i dobrze wychowani, jakkolwiek ta kindersztuba była sztuczna. Tutaj przynajmniej mają przeciwwagę w języku stosowanym przez samego Witkacego, choć ofk u niego rzecz cała ma posmak poetyckiej bohemy.

          uff, chętnie drugi raz obejrzę :]]

          Barbasiu, skoczyłaś ? :]

          Czcigodni ?

          • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 15:14
            Dzięki, Greku :)

            Jak już napisałam wyżej film bardzo mi się podobał. A podchodziłam do niego raczej sceptycznie, pamiętając mieszane recenzje.

            Najpierw o plusach. Świetny temat na film. Wreszcie coś innego niż tematy jakimi zajmują się nasi filmowcy. Przy okazji przypomnienie wstydliwej historii z pochówkiem Witkacego. To zasługiwało na uwiecznienie :)

            Rewelacyjna rola Ewy Błaszczyk. Naprawdę jestem pod wrażeniem! I świetne, małe rólki aktorów, których znamy ze wcześniejszych filmów Koprowicza (Dałkowska, Kowalski, Benoit).

            Znakomita muzyka Pawlika, z powracającym motywem, która dodatkowo buduje klimat filmu. I jeszcze ta aria z początku i końca filmu, świetne! Oczywiście, także zdjęcia są znakomite.

            Całość ma swój oryginalny styl, typowy dla Koprowicza. Temat, muzyka, charakterystyczny klimat. Bardzo mi się podoba takie kino.

            Są też słabe punkty, które jednak nie zmieniają mojej oceny. Główny minus to niestety Jerzy Stuhr w roli głównej. Trochę zepsuł cały film. Zgadzam się z Tobą, kompletnie nie pasuje do tej roli! Nie tylko fizycznie. Jak słusznie napisałeś, oglądamy Stuhra, a nie Witkacego.

            W ogóle Witkacy został przedstawiony zbyt jednostronnie, jako obleśny erotoman, a to zdecydowanie niesprawiedliwe!

            Postać szefa Łazowskiego, którego gra Chyra rzeczywiście zbyt stereotypowa. Można było go pokazać ciekawiej.

            Co do samej fabuły. To, że Witkacy w 1969 r. wygląda tak samo jak w retrospekcjach przed wojny, kiedy romansuje z Karoliną Gruszką, od razu sugeruje, że jest on jedynie wytworem wyobraźni Czesławy. Bo ona pamięta go takim jakim widziała go po raz ostatni.

            Może ciekawiej byłoby gdyby w scenach współczesnych Witkacy był postarzony, tak żebyśmy do końca nie wiedzieli czy to efekt choroby Czesławy czy jednak artysta naprawdę żyje? Chociaż pewnie postarzony Stuhr wyglądałby groteskowo.

            Przyznam, że nie rozumiem tej historii z butelkami. Greku, jak myślisz? Ale pomysł powtarzania tej sceny, dokładnie takich samych ujęć, kiedy Czesława zamawia butelkę piwa w restauracji i prosi, żeby jej nie otwierać jest znakomity.

            Nie jest dla mnie jasne dlaczego Czesława stawia krzyże pod drzewem w parku (jeszcze na początku filmu), skoro Witkacy "żyje" i mieszka z nią.

            Pytań jest więcej, ale te najważniejsze, jakie przyszły mi do głowy.

            Też chętnie obejrzałabym ten film jeszcze raz :)











            • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 18:10
              Butelki z piwem to forma spektaklu, a zarazem rytuału, że niby wielki artysta lubi się napić piwa z wielkopańskim gestem, czyli serwowanego z cała otoczką przez kelnera. Całkiem możliwe, że Witkacy robił to codziennie za życia, wiec stanowiło to przedłużenie życia pozagrobowego. Przy okazji już w połowie filmu pojawia sie niezbity dowód w postaci nienapoczętej baterii piwa na balkonie świadczący o tym, że Witkacy był wytworem fantazji Czesławy.
              • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 13:57
                a jesli te butelki są puste ? :] to by sugerowało, że jednak Witkacy je opróżnił, więc jednak żyje.
                • pani_lovett Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 15.02.15, 15:59
                  Na butelkach po pyfku dla Witkacego były kapsle. Butelki na pewno nie były otwierane. Tylko, jak zwróciła uwagę Pepsic, skąd Czesława miała butelki zwrotne, które przynosiła do restauracji?

                  Ja się zorientowałam w czym rzecz, dopiero kiedy Czesława pokazała Witkacemu swój guz w słoiku, mówiąc, o ile dobrze pamiętam, "Lekarze wycieli mi ciebie w głowy"! :/
            • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 18:36
              Krzyże stawiała w podświadomości, czując że coś jest nie teges.
            • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 13:56
              właściwie pod wszystkim, co napisałaś, mogę się tylko podpisać, Siostro :]

              a co jest z tym dowodem osobistym Czesławy, wedle którego ma ona 65 lat, choć przecież wygląda na dobre 20 mniej ? tu też jest jakaś zagwozdka, nie sądzisz ? jej mocno nieadekwatny do wieku wygląd to kolejne oszustwo ze strony... reżysera ? :]

              co do butelek, to wydawało mi się, że ona je zamawia dla swojego mistrza.
              robi z tego rytuał, jest zamyślona, co sugeruje że dzięki tej powtarzalności raczej oddaje się podrózom sentymentalnym niż zanosi to piwo realnemu człowiekowi.

              Pepsic celnie zauważa, że na balkonie stoi cała armia butelek piwnych - tylko... opróżnionych czy nieotwieranych ?

              dodałbym jeszcze, ale to naprawdę na wariata, bo zupełnie nie pamiętam faktów [może Ty ? Wy ? pamiętacie ?], że nie ma żadnej sceny, w której Witkacy pije to piwo, więc to może/mógłby być jeszcze jeden kamyczek do ogródka tezy, że on w istocie żyje w jej wyobrazeniu.

              stawianie krzyży... no własnie - może Czesława ma napady trzeźwości ? Rak powoduje halucynacje i przenosi ją do alternatywnej rzeczywistości z obecnością Witkacego, a chwilowe osłabienie aktywności nowotworu przywraca jej przytomnośc, w której ona wie, ze Witkacy nie żyje, więc peielęgnuje jego pamięć ?

              tylko jak wyjaśnić, ze już po operacji ona znowu go widzi i z nim rozmawia, pokazuje mu słoik z "tym, co jej wycięli" ?

              mam wrażenie, ze reżyser porządnie zamieszał, żebyśmy łamali sobie głowy ;] możliwe,że chce po prostu powiedzieć ; wszystko jest kwestią zmysłowości, twarda namacalna rzeczywistość nie istnieje, a to co widzimy, egzystuje wyłącznie w takiej formie jaką my temu nadamy. Czesława powołuje do życia Witkacego, Łazowski ulega tej sugestii oraz własnym marzeniom plus licznym procentom i promilom, a przez to i nam się udziela ich pozytywna szajba :].

              może na tym polega rezyserska misja i mistrzostwo ? :].
              • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 18:38
                Bez przesady, Czesława wygląda nieźle, ale na dobrze zakonserwowaną 60-tkę.

                Butelki wyglądały na pełne (miały kapsle). Z drugiej strony stanowiły błąd scenariuszowy, bo w takim razie skąd Czesława miała butelki na wymianę.

                Jak dla mnie nie ma żadnej wątpliwości, że Witkacy tkwi w świadomości chorej kobiety i pijanego esbeka. Scena, kiedy Czesia przynosi piwo słyszymy głos artysty i dowcip o czarnym kondomie, ale w perspektywie wyraźnie widać pusty fotel. Dziecko i matka w pociągu obserwują Czesławę przebraną za zakonnicę (wiadomo o którą scenę chodzi), podczas gdy Witkacego nie. Dziewczynki na dachu - podobnie. Cieć donosiciel słyszy awanturę, ale w akcji widzi tylko Czesławę etc.
                • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 18:52
                  Moim zdaniem Czesława wygląda na mniej niż 60 lat :)

                  Tak, z butelkami coś się nie zgadza.

                  Też tak uważam. Oprócz scen, które wymieniłaś świadczy o tym fakt, że Witkacy wygląda tak samo, w ogóle się nie zestarzał.

                  Ale młody Stuhr jest przekonany, że Witkacy zmarł dopiero w 1969 r. (opowiada o tym w końcowej scenie pod drzewem z Łukaszewiczem). Niby go widział (ale po pijaku), no i ma zęby :)
          • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 17:55
            Wiedziałam, wiedziałam, że postać ubeka nie spodoba Ci się;)
            • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 18:05
              Ale przyznaj, że jest sztampowa :)
              • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 13.02.15, 18:32
                Ale i tak miałam dziką satysfakcję;)
            • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 14:06
              :] tandetna.

              nie mam nic w związku z UBekami, nigdy żadnego nie znałem etc., ale cały czas mam wrażenie, ze to typ postaci, któreej potencał się marnuje w filmie.

              jedynym, który umiał skorzystać jest Pasikowski - zarównow "Psach' jak i w "GLinie" portretuje ich w sposób bardzo ciekawy i barwny.

              inny polscy filmowcy zrobili sobie dyżurnego buraka i chama, czyli chłopca do bicia :] a tutaj NIemcy potrafili zrobić "Zycie na podsłuchu", co sugeruje, że jak zwykle Polacy są świętsi od papieża i reżyserzy wygladają jakby za pomocą schamienia i zgłupowacenia esbeków w swoich filmach pragnęli zasłużyć na medal kombatantów walki z tzw.komuną. W końcu, w Polsce z komuną walczyli wszyscy :] nawet ci, którzy za komuny nie byli nawet w planach. Zapomnieliśmy od czego startowaliśmy w '45 roku i co mieliśmy w '89. jakby nie patrzeć ta "komuna" wykarmniła, wyształciła i wysłala w życie jakieś 50 mln ludzi, podniosła kraj z ruiny, przeprowadziła reformę oświatową, wybudowała szkoły, szpitale i fabryki, zgromadziła majątek narodowy na niebagatelną sumę. wg filmów, zrobili to pijani tepi ubecy :] oj, daleką mamy drogę do przejścia, jako społeczeństwo :]
              • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 14:37
                Greku, takie argumenty nie docierają. To były mroczne lata sowieckiej okupacji, a jak ktoś się nie zgadza to był agentem albo komuchem.
                • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 17:10
                  nietety, polscy filmowcy wyraźnie próbują nadrobić czas stracony, ewentualnie załapać się na pociąg, który już dawno został zezłomowany :]
                  • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 17:48
                    Nie tylko filmowcy. Jakiś czas temu widziałam na pochodzie prawicy (nie pamiętam jaka to była okazja, chyba 11 listopada?) hasła "Precz z komuną" :)
                    • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 14.02.15, 18:13
                      oni chyba tym terminem tytułują wszystkie inne formy ustrojowe niż monarchia, ewentualnie dyktatura ;]
                      • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 15.02.15, 13:47
                        Hehe.

                        Jutro powtórka "Mistyfikacji" w Kulturze o 20.20, a potem po nocy. Ale szybko!
                        • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 15.02.15, 16:49
                          hehe, rzeczywiście - nie ociągali się :]

                          dzięki za informację.
                          • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 16.02.15, 18:33
                            Wracając do tematu, dzisiaj powtórka. Oglądasz?

                            Przy okazji, muszę się do czegoś przyznać. Otóż byłam pod takim wrażeniem filmu (mimo pewnych zastrzeżeń), że aż napisałam krótką wiadomość do reżysera na fb! Od razu mówię, że używam fb wyłącznie jako źródła informacji :) Napisałam, że film bardzo mi się podobał, tudzież zapytałam o plany filmowe. No i dostałam miłą odpowiedź. Co do planów, nie są sprecyzowane, ale pan Koprowicz robi co może :)
                            • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 00:18
                              Za drugim razem też się świetnie oglądało.

                              Czytając napisy przyuważyłam, że piosenka "Hop, szklankę piwa" Grechuty, którą nuci Czesława ma tekst Witkacego :)
                              • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 18:27
                                A właśnie kolejny paradoks i zabawa czasem. Piosenkę Grechuty pochodzącą z 1977 roku nuci Ewa Błaszyk/Czesława w 1969 roku.
                                • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 18.02.15, 14:28
                                  Tak, świetny pomysł. Oczywiście znałam piosenkę Grechuty, ale kompletnie zapomniałam, że to fragment musicalu "Szalona lokomotywa" z tekstami Witkacego.

                                  A w hotelowym barze Ewa Kasprzyk odgrywa swój monolog "Patty Diphusa" wg. Almodovara z 2006 r. :)
                            • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 16:52
                              oglądałem, dzięki Siostro :}

                              nie wiem, jak Tobie ??, ale mnie się nic nie wyjaśniło do końca, chociaż chyba jednak jestem bliżej
                              tego, co Pepsic napisała, czyli ze to jednak groteskowa fantazja Czesławy i podpitego fana Witkacego w prochowcu szpicla :]

                              no proszę !, brawo Siostro. musiał Ci się film naprawdę spodobać. pan reżyser zapewne poczuł się mile połechtany Twoimi korzystnymi recenzjami ? :}

                              wg mnie, największym atutem jest to, że p. Koprowicz zgrabnie bawi się zmieszaniem widza, nie do końca wiadomo, co jest prawda, co iluzją i snem.

                              ot, np. te butelki piwa na balkonie. niby kapslowane, co sugeruje że Czesława je kupowała dla Witkacego, który ich nie wypijał, bo nie istniał w rzeczywiistości.

                              ale jest scena, w której Czesława odkapslowuje jedną z butelek i nalewa piwa do szklanki.
                              a obrazy Witkacego ? któż je malował ? ona ? i znosiła je do antykwariatu ?

                              słowem : wiele wskazuje na to, ze to fantazja i złudzenie, ale są drobne niejasności, które nie dają odpowiedzi 100 %.

                              tak czy owak, splot aktorstwa, stylu tej opowieści, muzyki i pomysłowej narracji daje świetny efekt. za drugim razem oglądało się jeszcze lepiej niż za pierwszym.
                              • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 17:04
                                Moim zdaniem to oczywiście fantazja Czesławy. Ale jak słusznie napisałeś jest tu kilka niejasnych fragmentów, które budzą pewne wątpliwości, ale to taka sprytna gra reżysera :) Też pomyślałam o obrazach, które Czesława przynosi do antykwariatu. Ale widocznie uchowały się w czasie wojny.

                                Tak, pan reżyser był oczywiście zadowolony z moich pochwał :) Pewnie pamiętasz, już kiedyś pisałam o "Medium" w samych superlatywach. Bardzo podoba mi się styl Koprowicza i tematy jakie porusza w swoich filmach. To kino wychodzące poza opis współczesności, lepszy lub gorszy, jaki głównie pokazują nasi filmowcy.

                                Masz rację, za drugim razem oglądało się chyba nawet jeszcze lepiej!
                                • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 18:24
                                  Również i ja nie odmówiłam sobie przyjemności, aby obejrzeć drugi raz, uważniej, bo i pora bardziej dogodna. Przy okazji poszperałam w necie, jako że nie znałam dotąd twórczości Koprowicza. Natrafiam na ciekawy wywiad z reżyserem sprzed kilku lat w prawdziwie sensacyjnym stylu. Trzeba przyznać, ma żyłkę do wynajdywania zaskakujących faktów historycznych. Dla zainteresowanych poniżej linkuję. Siostro, Greku, zgrabnie i zgodnie podsumowaliście fikcję na faktach, jak o "Mistyfikacji" mówi sam reżyser. Przyłączam się, że obleśny Stuhr jako Witkacy to totalna porażka, również orgia okraszona medalami PRL jakoś do mnie nie trafia zalatując na metr Karolakiem i Adamczykiem;) Jednak nic nie wspomnieliście o wyśmienitej rólce Stroińskiego wykonanej z prawdziwym zacięciem komediowym, co ja niniejszym czynię. W ramach zachwytów nad komuną zwracam uwagę na wątek Zawieyskiego, poety, aktora, również posła. W 1968 roku z mównicy sejmowej broniąc studentów zaatakował Gomułkę, w efekcie czego inwigilowany był przez SB, która nie bezwzględnie wykorzystała jego orientację seksualną. Zawieyski zginął tragicznie w szpitalu, w którym znalazł się po wylewie , tak jak pokazano w filmie. Wbrew sugestiom lekarz dyżurny (Krzyżanowski z ukłonem w stronę "Na dobre i na złe") nie podpisał protokołu o samobójstwie i musiał się salwować ucieczką do Austrii. Akcja mająca wyjaśnić okoliczności śmierci Witkiewicza "Meduza" stała się przykrywką spartaczonej roboty. A propos niezadowolenia Greka z wizerunku filmowego esbeka. Wprawdzie uzasadniasz, ok. przyjmuję. Wiem, że jak przychodzili po ofiarę to był pełny Wersal i savoir vivre bez rzucania na glebę, a prawdziwy hardcor zaczynał się w mrocznych ubeckich kaźniach za zamkniętymi drzwiami. Ale nadal nie wiem, jaki typ ubeka cię satysfakcjonuje. Mi się np. podobała wygłoszona ubecka sentencja: "Prymas, wydawałoby się taki światły człowiek, a wierzy w tajemnicę korespondencji". I podoba mi się scena, kiedy Czesława w przebraniu zakonnicy mknie po peronie w wysokich obcasach w tle rewelacyjnej arii Belzebuba przewijającej się przez film. Również postać młodego esbeka Łazowskiego jest oparta na pierwowzorze.Jak reżyser wspomina, wcale ni rzadkie były przypadki, kiedy podpadnięci studenci przymuszeni szantażem przechrzcili na ciemną stronę zła, czyli UB. Tuż po premierze rodzimi krytycy nie pozostawili suchej nitki na filmie, za to pozytywnie zweryfikowali go widzowie, a także gremia zagraniczne. Muszę przyznać, też jestem pod wrażeniem.
                                  • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 18:25
                                    Niestety linka nie przyjmuje, mówi, że spam (!?).
                                  • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 19:25
                                    Bardzo się cieszę, że film tak Ci się podobał, że obejrzałaś go ponownie :)

                                    Zaraz, czy to znaczy, że nie widziałaś "Medium"? Musisz koniecznie zobaczyć!! Wyszedł na dvd. To zdecydowanie jeden z moich ulubionych polskich filmów ostatnich lat.

                                    Masz rację, rólka Stroińskiego też jest świetna. Ale dużo było do opisania, że zapomnieliśmy o niej z Grekiem.

                                    Tak, czytałam, że wątek Zawieyskiego jest autentyczny. Ale "zachwyty nad komuną" to już lekka złośliwość :)

                                    Też jestem zaskoczona, że film miał tak słabe recenzje.

                                    • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 18.02.15, 18:12
                                      I to prawda, że film ogląda sie lepiej za drugim razem. Widać ten gatunek tak ma.

                                      Juz kiedyś pisałam, że mam białe plamy, ale nie ma co sie doszukiwać sensacji. Ot proza życia.

                                      Zaraz złośliwość, obrona przed atakiem. :)

                                  • grek.grek Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 18.02.15, 16:10
                                    wiesz, chodzi raczej o zdrowy balans w ocenie tzw. komuny.

                                    nie przechodzę do porządku dziennego nad tragediami ludzkimi, nad metodami inwigilacji i całą resztą.
                                    rzecz w tym, ze propaganda ostatnich 25 lat w tym właśnie upatruje prawdy czasu, a jest to z gruntu
                                    błędne, z powodów które już zostały wyszczególnione.

                                    krytycy tzw. komuny zbyt łatwo o nich zapominają.

                                    zauważyłaś ciekawy paradoks ?
                                    kiedy się POlskę łaje za prześladowania żydowskie, to narodowcy i patrioci powtarzają : jakieś trzy epizody mają zamazywać fakt, że w Yad Vashem to Polacy są najliczniej honorowani za pomaganie Żydom w trakcie
                                    II wś ?

                                    i tylko ci narodowcy i patrioci się odwrócą, a już powielają błędy, które piętnują : zupełnie ignorują fakt, że tzw.komuna wykarmiła, wykształciła 50 mln ludzi, odbudowała kraj z ruiny powojennej, przeprowadziła reformy, elektryfiokację, zlikwidowała analfebetyzm, rozwinęła kulturę... nie - istotne jest TYLKO to, ze paru opozycjonistów za mocno podduszono. Nie bagatelizuję ich tragedii, ale każde państwo ma swoje problemy. W demokracji francuskiej morduje się dziennikarzy, w Szwecji morduje się premiera, we Włoszech również morduje się premiera, w Ameryce morduje się prezydenta, przeprowadza się polowanie na czarownice, czytaj : rzekomych komunistów, aby wziąć za twarz demokratów i liberałów. Wszędzie są takie epizody. Róznica polega na tym, ze u nas te epizody mają decydować o obrazie całego ustroju, a w ww. krajach jednak nikt nie pozwala sobie na to, by za ich pomocą negować istotę i sens oraz zdobycze demokracji.

                                    jaki ubek ?
                                    może nie tak prymitywny, może z wiekszym wdziękiem, może z sensownymi dylematami, a jesli śmieszny, to
                                    nie głupio smieszny.

                                    to jest ciekawa postać ekranowa.
                                    z potencjałem, do tej pory niewykorzystanym.

                                    jedynym, który się na coś odwazył, był Pasikowski, który z esbeka Franza Maurera zrobił jedynego sprawiedliwego i w istocie szlachetnego w Polsce przełomu.
                                    wszyscy inni jakimś trafem uznali, że na ekranie mają szansę zemścić się za lata prześladowań, których
                                    sami osobiście nie doświadczyli.

                                    za mało jest też pokazywania prawdy czasu.
                                    a prawda czasa polega na szukaniu odpowiedzi - dlaczego tak było ?
                                    z lektury polskich filmów powstaje wrażenie, że Polska była wolnym, całkowicie niezależnym
                                    krajem, w którym esbecy istnieli dla kaprysu władzy.
                                    otóż tak nie było.
                                    był jakiś głębszy cel tego wszystkiego.
                                    nikt nie próbuje odpoweidzieć sobie na pytanie, jaka była wtedy polska racja stanu.
                                    chyba wiem dlaczego nikt się na to nie porywa :]
                                    ... bo chcąc pozostać w zgodzie z faktami historycznymi, musieliby powiedzieć wprost, iż
                                    rozpad systemu, na tamtym etapie, byłby równoznaczny z wojną domową i niemal pewną
                                    "bratnią pomocą'. Czechosłowacy i Węgrzty to przerabiali.

                                    ja często rozmawiałem z Czechami i Słowakami, uwierz mi, ci którzy pamiętają tamte czasy byli
                                    przekonani, że interwencja zalezała wyłącznie od zachowania polskich władz. Gdyby okazłąy się
                                    niezdolne do zaprowadzenia porządku - Kreml ruszyłby swoje bazy w POlsce i byłaby jatka.

                                    a zatem, utrzymanie w kupie systemu było polską racją stanu.
                                    z drugiej strony - trudno nie rozumieć protestów przeciw temu systemowi, który istotnie
                                    ograniczał wolności obywatelskie.
                                    to było zderzenie tragiczne i nierozwiązywalne w sprzeczności dążeń obu stron.
                                    może tak powinniśmy na to patrzeć, a nie "kto kogo" ?
                                    może obie strony miały swoje racje ?

                                    w polskich filmach tylko jedna strona je ma.
                                    to ogromnie zubaża treść tych filmów i pozbawia młode pokolenie szansy na refleksję na bazie
                                    analizy historycznej, która pokazywałaby całe spektrum ówczesnych postaw i sposobów myślenia,
                                    żadnemu z nich nie odbierając walorów, a i nie tuszując wad.

                            • pepsic Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 18:32
                              Gratulacje za odwagę:)
                              Koprowicz wspomina w wywiadach, że coś o Chopinie tworzy i że wcale nie umarł na gruźlice.
                              • siostra_bronte Re: "Mistyfikacja" [2010] w Kocham Kino 17.02.15, 19:28
                                Haha, dzięki :) Tak, też słyszałam o Chopinie.
    • siostra_bronte "Rękopis znaleziony w Saragossie" 12.02.15, 19:06
      Arcydzieło Hasa (cz. 1) w sobotę o 11.35 w Kino Polska, niestety. Must-see dla tych, którzy filmu nie widzieli (wstyd!) i dla tych którzy widzieli też!! :)
      • pepsic Re: "Rękopis znaleziony w Saragossie" 12.02.15, 19:44
        O mamo, w sobotę o tej porze chyba w życiu żadnego filmu nie oglądałam.
        He, he, jakoś mi nie wstyd;)
        • siostra_bronte Re: "Rękopis znaleziony w Saragossie" 13.02.15, 19:52
          Żeby nie znać jednego z najlepszych polskich filmów (imo najlepszego)??! Jestem zbulwersowana! :)
      • pani_lovett Re: "Rękopis znaleziony w Saragossie" 12.02.15, 21:27
        Ufff! Widziałam. ;)
        • siostra_bronte Re: "Rękopis znaleziony w Saragossie" 13.02.15, 00:27
          Hehe.
    • pepsic Polskie "Futro" za chwilę w stoplatce 12.02.15, 19:51
      Swojskie scenki rodzajowe, w tle I komunia św. Jednym słowem ciekawe klimaty. Kiedyś mi znajoma polecała.
    • angazetka Na szaro 12.02.15, 19:55
      Drodzy,
      właśnie zanabyłam drogą kupna siedem biletów na jutrzejsze "50 twarzy Greya".
      Czujcie się ostrzeżeni ;)
      • pani_lovett Re: Na szaro 12.02.15, 21:26
        angazetka napisała:

        > Drodzy,
        > właśnie zanabyłam drogą kupna siedem biletów na jutrzejsze "50 twarzy Greya".
        > Czujcie się ostrzeżeni ;)

        Ożeż! :)

        Znaczy się, będzie siedem opinii na temat filmu i siedem zestawów z wrażeniami!?
        Będę czytać po 22:00. :}

        • zbigniewstonoga Re: Na szaro 12.02.15, 23:34
          ONLINE BEZ WYCHODZENIA Z DOMU !!! www.50-twarzy-greya.com
          • pani_lovett Re: Na szaro 13.02.15, 22:21
            Dziękuję, zbigniewstonoga!
      • maniaczytania Re: Na szaro 12.02.15, 21:50
        Oł je! :)))))
        Czekam z niecierpliwością na opis wrażeń ;)

        ps - książki - I tomu - dałam radę przeczytać coś ok. 150 stron chyba, potem zmogła mnie wewnętrzna bogini, święty Barnaba i zagryzanie warg ;)
        • mozambique Re: Na szaro 13.02.15, 09:25
          niezlaenie od tresci ta ksiazka jest FATALNIE przetłuamczona

          dostałam w prezencie calośc , 3 tomy
          przeczytalam jakies 1/3 pierowszej czesci
          reszte po porstu nie dalam rady

          oddam bardzo niedrogo - ktos reflektuje ????

          p.s.wiecie , tu nie wcale sadomaso i bdsm jest najciekawsze , ja jestem ciekawa czy ( zgodnie z ksiazką) pokażą , ekhm ekhm - boberka ,bo to by był największy skandal :!!!!
          • siostra_bronte Re: Na szaro 13.02.15, 10:55
            Ja tam się nie znam, ale z tego co słyszałam to nie jest prawdziwy obraz bdsm, bo tam obowiązują pewne zasady, a tutaj facet wykorzystuje babkę często bez jej zgody.
          • angazetka Re: Na szaro 13.02.15, 11:21
            Ja książki w ogóle nie czytałam, wiem tyle, co z przekazów medialnych i recenzji znajomych, którzy mieli więcej samozaparcia. Wszyscy raczej zgodni, że książka szokuje nie BDSM, a fatalnym stylem i kreacją postaci. No ale hello, to fanfic do "Zmierzchu"...
            • pani_lovett Re: Na szaro 13.02.15, 22:43
              >Wszyscy raczej zgodni, że książka szokuje nie BDSM, a fatalnym stylem i kreacją postaci. No ale hello, t>o fanfic do "Zmierzchu"...

              Hehehe! :)
          • pani_lovett Re: Na szaro 13.02.15, 22:41
            >p.s.wiecie , tu nie wcale sadomaso i bdsm jest najciekawsze , ja jestem ciekawa czy ( zgodnie z >ksiazką) pokażą , ekhm ekhm - boberka ,bo to by był największy skandal :!!!!

            Hehehe! :)

            Nie ma co się spodziewać takich widoków. ;) "One critic pointed out that sex only makes up 15 minutes of the two-hour runtime. Another pointed out that there are no visible genitals, no orgasms - and not that much nudity".
            !
            Read more: www.dailymail.co.uk/news/article-2948669/Frustrated-movie-critics-clamor-sex-flaccid-Fifty-Shades-Grey-fails-hot-collar.html#ixzz3Rf6GyYS8

            Nie będzie/ ni ma, Inaczej film byłby przeznaczony tylko dla widzów dorosłych, a tak załapie się młodzież i zyski będą większe.


            >oddam bardzo niedrogo - ktos reflektuje ????

            :)
            Dzięki, ale w necie już znalazłam 1. tom. Na więcej też się nie suszę.
    • grek.grek Berlinale 2015, day8 13.02.15, 15:28
      finiszujemy chyba powoli ?
      "Every thing will be fine", "Mr Holmes", "Good things await", "Eisenstein w Guanajuato", ""Vergine giurata", "Ned rifle".

      wyborcza.pl/1,75475,17399403,Berlinale_2015__Nowy_film_Wendersa_z_Jamesem_Franco.html
      film.interia.pl/raport/berlinale-2015/news/berlinale-2015-rozne-oblicza-cielesnosci,2091880,8609
      esensja.stopklatka/pl/film/recenzje/tekst.html?id=20223
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Mściwi+katolicy+i+zaprzysięgłe+dziewice-109773
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2015-dzien-osmy-kino-od-kuchni-relacja/ze8ez
      www.rp.pl/artykul/1176919,1179000-Greeneway-obnaza-klasyka.html
    • siostra_bronte Filmy de Siki w Kulturze 13.02.15, 16:23
      Wypatrzyłam, że od 23 lutego będzie leciał przegląd jego filmów.

      Lista tytułów: "Dzieci ulicy", "Złodzieje rowerów", "Cud w Mediolanie", "Umberto D.". Jeszcze nie ma info o piątku. Widziałam tylko "Złodziei..". Brawo dla Kultury!

      Szkoda tylko, że filmy będą pokazywane późno, po 23.00. Następnego dnia rano powtórka, ale to pora nie dla każdego.
      • siostra_bronte Re: Filmy de Siki w Kulturze 14.02.15, 17:58
        Ostatnim filmem będzie "Stacja końcowa". Widziałam dosyć dawno, typowy melodramat, ale warto zobaczyć dla Montgomery'ego Clifta.
      • grek.grek Re: Filmy de Siki w Kulturze 14.02.15, 18:32
        brawo KUltura :]

        dzięki, Siostro, za informację. oglądamy ! mam nadzieję :]
      • pani_lovett Re: Filmy de Siki w Kulturze 15.02.15, 14:48
        > Szkoda tylko, że filmy będą pokazywane późno, po 23.00. Następnego dnia rano po
        > wtórka, ale to pora nie dla każdego.

        No nie! :/
        • siostra_bronte Re: Filmy de Siki w Kulturze 15.02.15, 15:29
          Tak, wielka szkoda. Poprzednie przeglądy klasyki były emitowane ok. 22.00. Nie rozumiem dlaczego to pasmo zostało przesunięte na później.
    • pepsic Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłość" 13.02.15, 18:31
      "Valkirię" z Tonym Cruis'em jako von Stauffenbergiem zapodają w Ale kino! Doszły mnie słuchy, że udało się zamach na Hitlera przedstawić w niezwykle sugestywnej formie jako thriller.

      O filmie "Raj: miłość" słyszeliśmy od Greka, że wypada się zapoznać. Temat dołujący: pragnienie miłości. Kanał tvp kultura.

      Obydwa filmy o identycznej porze, o godz. 20:00.
      • siostra_bronte Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 13.02.15, 18:46
        Widziałam "Walkirię", całkiem sprawnie zrobiona, no i ciekawy temat. Tylko Tom Cruise nie pasował mi do roli.

        Zastanawiam się nad "Raj: miłość", ale film jest chyba przygnębiający, jakoś nie mam nastroju na takie tematy.
        • maniaczytania Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 13.02.15, 19:08
          o właśnie, ja kiedyś zaczęłam "Walkirię", ale nie dałam rady ...
          • pepsic Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 14.02.15, 19:15
            Bo akcja tak naprawdę zaczyna sie dopiero po 35 minutach, przynajmniej dla kobiet nie znających się na sztabach i strategiach wojennych;)
            • maniaczytania Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 15.02.15, 09:11
              wytrwałam nawet więcej trochę, ale nie, Tom Cruise skutecznie mnie zniechęcił ;)
        • pepsic Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 14.02.15, 19:13
          Oglądając "Ostatniego samuraja" zaczęło mi świtać, że Tom Cruise niekoniecznie jest dobrym aktorem. I "Valkirie" potwierdziła, że drewniany płk. von Stauffenberg w jego wykonaniu jest najsłabszym ogniwem i że fizyczne podobieństwo to nie wszystko, nie wspominając, że nijakiego tu bohatera tradycyjnie wybielono. Co do obsady drugoplanowej (pierwszorzędnej) i ogólnego wykonania jestem bardzo happy. Nurtuje mnie tylko jedno, dlaczego tak ważną misję, jak zamach na Hiltera powierzono osobie nie w pełni sprawnej fizycznie. Niby jak Stauffenberg miał trzema palcami lewej ręki uruchomić dwie bomby, przeciąć zawleczki obcęgami, a wcześniej wyjąc je z teczki zapiętej na zatrzask? Pytanie retoryczne.
          • siostra_bronte Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 14.02.15, 19:38
            Fajnie, że Ci się podobało. Faktycznie drugi plan jest znakomity.

            Kiedyś w "Sensacjach XX wieku" Wołoszański opowiadał o tej historii i też się zastanawiał, dlaczego akurat Stauffenberg to zrobił, ale nie pamiętam do jakich wniosków doszedł :)
          • maniaczytania Re: Piątkowy wieczór "Valkiria" kontra "Raj:miłoś 15.02.15, 09:12
            akurat w "Ostatnim samuraju" był jeszcze do strawienia, tutaj nie. Masz rację - drewniany na maksa, nie pasował w ogóle do pozostałych aktorów.
      • barbasia1 "Raj:miłość" 14.02.15, 17:17
        Tu Grek niedawno opisywał ten film:
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,155338425,155510684,_Raj_Milosc_slow_pare.html
        Powiem Wam, że mnie irytowała Teresa. I tak się zastanawiałam, skąd u niej przekonanie, że akurat w Kenii w ciągu dwutygodniowego urlopu znajdzie m i ł o ś ć !? spotka mężczyznę, który obdaruje ją szczerym uczuciem, troską. Czy to skrajna naiwność, czy jakieś rasowe /podświadome?/ poczucie wyższości?


        • barbasia1 Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 17:26
          Greku. Ty mówiłeś o naiwności Teresy. Ale ona jest dojrzałą kobietą, matką, była mężatką, na pewno poznała niejednego mężczyznę.

          • barbasia1 Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 18:26
            barbasia1 napisała:

            > Greku. Ty mówiłeś o naiwności Teresy. Ale ona jest dojrzałą kobietą, matką, był
            > a mężatką, na pewno poznała niejednego mężczyznę zanim wyszła za mąż ...
        • barbasia1 Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 17:50
          Do Grekowego opisu chciałam tylko dodać, nie udało mi się wcześniej, że "Raj"miłość" ma dokumentalny sznyt, ale jednocześnie zawiera wiele efektownych malarskich , symbolicznych scen, jak np. ta najbardziej znana, kojarzona z filmem - śpiąca nago pod niebieska moskitierą Teresa w pomalowanym na niebiesko i żółto pokoiku należącym zdaje się do Mungo.
          1.fwcdn.pl/ph/38/29/523829/333210.1.jpg
          Mnie zaraz przed oczami stanął obraz Luciana Freuda "Benefits Supervisor Sleeping"
          (o którym wspominaliśmy tu z racji tego, że sprzedany on został za rekordową kwotę 33,6 mln dolarów) i jego śpiąca naga modelka, muza o bardzo obfitych kształtach , Sue Tilley.

          www.cialoisztuka.pl/aktualnosci/lucian-freud---benefits-supervisor-sleeping
          • grek.grek Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 18:12
            świetne uwagi, Barbasiu, jak zawsze.

            wiesz, wydaje mi się, że Teresa ma uoasabiac zachodnie tęsknoty, tak jak je sobie wyobraża/diagnozuje Seidl i faktycznie ta jej naiwność dojrzałej i doświadczonej kobiety, matki córce, nieco jest
            papierowa. nie wiem, czy też tak go odebrałaś ?

            na moje oko, pan reżyseiro chciał powiedzieć, ze człowiek zachodni ulega złudzeniom, że tam gdzieś, w Afrykach i Tajlandiach żyją sobie inni ludzie - nie są cyniczni, nie zalęzy im na kasie, generalnie umieją kochać i są nieskażeni zachodnią cywilizacją przeżartą do cna przedmiotowymi relacjami międzyludzkimi.

            i chyba dlatego Teresa doznając zawodu jednego czy drugiego, szuka nadal, bo wierzy że w tym świecie jest gdzieś uczucie dla takich jak ona, które wg zachodnich kanonów atrakcyjnośc są upośledzone i nie zasługują na szczęście.

            dlatego nie rezygnuje, aż do utraty złudzeń i klęski, bo jak nie tu, to gdzie ? gdzie są jeszcze ludzie o szczerym sercu, jeśli nawet proste chłopaki z Kenii, to naciągacze, cwaniaki i manipulanci ? Ona bardzo chce wierzyć w to, co oni jej mówią, że jest ładna i sexy, i wierzy, bo uważa, że TU MYSLĄ INACZEJ niż tam, inaczej patrzą, są INNI. niestety, tu jest tak samo.

            jak sądzisz ? jak Ty to widzisz ?

            ciekawe, czy Pepsic oglądała ?
            • pepsic Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 18:52
              Pepsic dostała zlecenie na "Valkirię", które wykonała:)

              Obejrzałam scenę końcową, kiedy mało apetyczna blondyna (Teresa?) protekcjonalnym tonem instruuje czarnego chłopaka, jak ma jej dogodzić. Wyglądało to dość obrzydliwie i upokarzająco dla dwóch stron. Rozumiem desperacje kobiet złaknionych miłości, ale chyba są granice zachowania szacunku dla siebie.
              • barbasia1 Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 19:12
                Jak zlecenie było, to trudno. :/

                Tak, to była właśnie Teresa.

            • barbasia1 Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 18:57
              > ciekawe, czy Pepsic oglądała ?
              Mam nadzieję, że obejrzała. Pepsic lubi nowości filmowe.

              Nie myślę, tak dobrze o Teresie jak Ty. Mnie się wydaje inaczej, że jest w tej poniekąd naiwnej Teresie nieuświadomione chyba do końca poczucie wyższości rasowej wobec mieszkańców Afryki, i że ona się spodziewa, że mężczyźni z Kenii powinni obdarzyć ją uczuciem tylko dlatego, że jest biała, czyli lepsza.
              • pepsic Re: "Raj:miłość" 14.02.15, 19:30
                Może nie powinnam sie wypowiadać, bo nie oglądałam, ale w świetle ostatniej sceny mam odczucia dokładnie takie same.
                • pani_lovett Re: "Raj:miłość" 15.02.15, 14:45
                  Musisz zobaczyć ten film.

                  Miałam od pierwszej sceny takie odczucie.
                  A film się zaczyna podobna sceną do tej z finału. Teresa umawia się na seks z dopiero co poznanym na plaży Kenijczykiem, Mungu, który sprawiał dość sympatyczne wrażenie. Facet jest bardzo napalony na seks, chce to zrobić natychmiast, ale Teresie to się nie podoba, chciałaby poczuć coś więcej niż tylko seksualną przyjemność, usiłuje więc wytłumaczyć Mungu, że najpierw chce pieszczot, czułości. Facet kompletnie nie rozumie, o co jej chodzi . Teresa więc z trudem odpycha napalonego kochanka. Ubiera się i ucieka z wynajętego za jej pieniądze pokoiku.


                  PS To poczucie wyższości rasowej, lepszości, wiąże się też oczywiście z przewagą ekonomiczną Teresy i wszystkich białych kobiet, które ochoczo korzystają z uroków seksturystyki w Afryce.
                • pani_lovett Re: "Raj:miłość" 16.02.15, 23:04
                  pepsic napisała:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,14,156457892,156657687,Re_Raj_milosc_.html
              • grek.grek Re: "Raj:miłość" 15.02.15, 16:45
                na dwoje babka wróżyła :}

                ja myślę, że ta rasowa wyższość przychodzi dopiero z czasem, kiedy zawiedzione zostają jej uczucia. To widać w ostatnich dwóch scenach, tej z resztą koleżanek, które nigdy nie miały takich oczekiwań jak one i zawsze tę wyższośc czuły, a potem kiedy Teresa odpycha zaproszonego chłopaka, który odmawia jej seksu na rozkaz.
                • pani_lovett Re: "Raj:miłość" 16.02.15, 23:03
                  > ja myślę, że ta rasowa wyższość przychodzi dopiero z czasem, kiedy zawiedzione
                  > zostają jej uczucia. To widać w ostatnich dwóch scenach, tej z resztą koleżanek
                  > , które nigdy nie miały takich oczekiwań jak one i zawsze tę wyższośc czuły, a
                  > potem kiedy Teresa odpycha zaproszonego chłopaka, który odmawia jej seksu na ro
                  > zkaz.

                  TAK. MASZ CAŁKOWITĄ RACJĘ.

                  Coś po tym urlopie moja kondycja umysłowa jest kiepska!?? :/
                  • grek.grek Re: "Raj:miłość" 17.02.15, 16:53
                    ;]]

                    znaczy się, urlop był dobry i udany :]
    • angazetka Grey - recenzje zebrane 14.02.15, 12:33
      Koleżanka 1, w połowie seansu: Alkoholu, morza alkoholu!
      Koleżanka 2, przy kolejnej scenie seksu: Ziew.
      Ja: 50 twarzy Greya - 50 moich facepalmów (liczyłam z nudów, serio).

      No więc tak. Na widowni, sądząc po odgłosach, mniej więcej pół na pół fanek książki i ludzi, którzy przyszli dla beki. Na ekranie dwie godziny czegoś, co bardzo, przede wszystkim, nie ma fabuły. Serio. Tam się NIC nie dzieje. Poznają się, na pstryk! jest uczucie, potem panienka się miota, potem koniec w momencie cokolwiek z d... wziętym.
      W kwestii NIC - równie zerowa jest chemia między bohaterami. Nie wiem, dlaczego spec od kastingu chciał położyć ten film, ale świetnie mu wyszło. Poza tym Jamie Dornan w roli, jak rozumiem, absolutnie przeboskiego, fascynującego i majtki-przez-głowę Greya jest sztywny, nijaki i niewiarygodny. Koleżanki, które oglądają serial "The fall", twierdzą, że chłopię grać umie. Najwyraźniej nikt mu nie powiedział, że że w tym filmie też powinien. Jeśli chcecie zobaczyć, jak w najbardziej wyprany z czegokolwiek sposób mówi się takie kwestie jak: "Chcę cię mieć tu, na tym stole" albo "Ja się nie kocham, ja się piep...", to polecam.
      Odważne sceny seksu - buhahahaha. Owszem, biust głównej bohaterki oglądamy pod każdym możliwym kątem, podobnie jak klatę Greya. Znaczy - nie ma tam nic, czego nie było w normalnym filmie, w którym pokazano scenę seksu. No tak, jest (buhahahaha) BDSM, jak to pięknie określiła koleżanka 1: "BDSM dla kucharek". W ogóle całość jest na zasadzie, jak mały Kazio wyobraża sobie:
      a) multimilionera zarządzającego korpo i jego pracę,
      b) uwodzenie w wykonaniu ww. multimilionera,
      c) dziki seks.

      Mogłabym jeszcze długo o tzw. psychologii postaci (buhahahaha), o wkurzającym modelu relacji damsko-męskiej, o kalkach ze "Zmierzchu", ale chyba wam oszczędzę ;)
      • barbasia1 Re: Grey - recenzje zebrane 14.02.15, 17:04
        To jest jeden z tych przypadków, kiedy więcej frajdy dostarcza czytanie recenzji zebranych i komentarzy z wrażeniami od oglądania samego filmu.
        Cudne, dzięki. :))

        Jaka "literatura", taki film, to chyba było do przewidzenia.

        To aż nieprawdopodobne, żeby do takiego filmu dobrać aktorów pomiędzy, którymi nie ma chemii!?
        • angazetka Re: Grey - recenzje zebrane 14.02.15, 21:01
          Jaka literatura, taki film, tak, ale tutaj jeszcze ten efekt braku chemii, mam wrażenie, boleśnie pogłębia żałość przedsięwzięcia. W książce można nadrobić własną wyobraźnią (chyba, jak sądzę - nie wiem, nie czytałam).
      • grek.grek Re: Grey - recenzje zebrane 14.02.15, 17:20
        rzec bvy można, że puściłaś te 50 twarzy Greya po kolei na piłę tarczową. Okrakiem ;]]
        dzięki, to jest dobre :]

        w sumie, sam pomysł był dośc karkołomny, bo jak tu z pieprzem pokazać zakazany seks w w filmie
        skierowanym do masowej widowni ?

        wydaje sie, że pani reżyserka i aktorzy od początku byli na straconej pozycji.
        z tym, ze film zarobi i zdaje się o to tutaj wyłącznie chodziło.
        najhpierw ktoś narobił szumu wokół ksiązki, potem ktos sprzedał ekranizację i wszyscy
        zdrowi :] kto miał przytulić kasę, ten przytuli.

        z tego co czytałem, film idzie w zupełne maliny i usprawiedliwia upodobania pana Greya faktem, że
        w dzieciństwie był molestowany seksualnie, czy to prawda ?

        [jesli tak, to wydaje mi się to tłumaczenie najgorszym pomysłem z możliwych]
        • angazetka Re: Grey - recenzje zebrane 14.02.15, 21:05
          Dzięki za słowa uznania :)
          Tak, jest to tłumaczone tym, że gdy miał lat 15, zaczęła go molestować przyjaciółka matki. Matki adopcyjnej, dodajmy, albowiem jego matka biologiczna była narkomanką i prostytutką. I tak, uważam, że to tłumaczenie najgorsze z możliwych i robiące straszne kuku BDSM, które niby książka i film mają wprowadzać na salony.
          Ale przy okazji - przykład psychologicznej głębi scenariusza: "Nauczyłeś się grać na pianinie w wieku sześciu lat, by zadowolić swoją nową rodzinę, prawda?"
          • grek.grek Re: Grey - recenzje zebrane 15.02.15, 16:43
            my pleasure :]

            polityczna poprawnośc doprowadzona do skrajności - wszystko, co łamie jakies tabu i wyłamuje się z rutyny musi być chorobą, karą za grzechy, efekem "złego dotyku" itp :] ech, a niby mamy XXI wiek.

            hehe, zaiste złotousty scenariusz musi to być.
            • pani_lovett Re: Grey - recenzje zebrane 15.02.15, 16:58
              > polityczna poprawnośc doprowadzona do skrajności - wszystko, co łamie jakies ta
              > bu i wyłamuje się z rutyny musi być chorobą, karą za grzechy, efekem "złego dot
              > yku" itp :] ech, a niby mamy XXI wiek.

              Dobra uwaga.

              Ale gdyby było inaczej, chyba za mądry film by powstał. ;)
              • grek.grek Re: Grey - recenzje zebrane 15.02.15, 18:02
                haha, z pewnością :]
                na pewno film nie na Walentynki ;]
                • pani_lovett Re: Grey - recenzje zebrane 15.02.15, 20:04
                  No tak, biznes Walentynkowy! :)
                  • grek.grek Re: Grey - recenzje zebrane 16.02.15, 16:32
                    i to jaki !

                    jak przekaziory donoszą - w ciągu pierwszych 3 dni rozpowszechnienia zarobił już 250 mln dolarów :]
                    w samej Ameryce 81.

                    tylko... czy my jestesmy zdziwieni ? :]]
                    • siostra_bronte Re: Grey - recenzje zebrane 16.02.15, 16:40
                      A u nas najlepsze otwarcie ever- ponad 850 tys. widzów :(

                      • angazetka Re: Grey - recenzje zebrane 16.02.15, 21:15
                        Bardzo jestem ciekawa, jak im słupki spadną w kolejny weekend :P
                        Bo wynikiem nie jestem zdziwiona. Do kina tłumnie ruszyły fanki książki, ciągnąc za sobą facetów, ludzie liczący na porno na wielkim ekranie, osoby ciekawe, co powstanie ze sfilmowania bardzo złej literatury... Liczne grono.
                        • pani_lovett Re: Grey - recenzje zebrane 16.02.15, 23:02
                          Właśnie.
                          Jeszcze będą pieniądze za sprzedaży płyty DVD, tantiemy z wyświetlania filmu w TV w każde Walentynki. Biznes będzie się jeszcze długo kręcił i przynosił profity. ;)
                    • pani_lovett Re: Grey - recenzje zebrane 16.02.15, 22:59
                      grek.grek napisał:

                      > i to jaki !
                      >
                      > jak przekaziory donoszą - w ciągu pierwszych 3 dni rozpowszechnienia zarobił ju
                      > ż 250 mln dolarów :]
                      > w samej Ameryce 81.
                      >
                      > tylko... czy my jestesmy zdziwieni ? :]]

                      Obawiam się, że tak. :/ Aleśmy głupi!
    • grek.grek "Purpurowe rzeki" [2000] via Puls 14.02.15, 13:36
      jak to, nie mamy na liście filmu, który 14 zainwestowanych mln rozmnożył się do ponad 640 ? :]

      Vincent Cassel powiedział, że "nie ma pojęcia, o czym jest ten film" :]
      może lekko kokietował, ale w istocie pewne scenariuszowe wkręty są wymuszone.

      W górskiej miejscowości na północy FRancji ma miejsce morderstwo. Znalezione zostają pocięte i pozbawione dłoni [za życia, uch !] zwłoki pracownika naukowego uczelni wyższej, która ma swoją siedzibę niemalże pod stokiem górskim. Ponad tysiąc studentów, stu pracowników naukowych, rektor jest najbardziej wpływową postacią w całym regionie.

      z Paryża zostaje ściągnęły komisarz Niemans [Jean Reno].
      Zaintrygowany faktem, że oczy ofiary zostały usunięte, a zamiast nich wlano pod powieku wodę górską - wybiera się na lodowiec w poblskich górach. Jego przewodniczką jest Fanny Ferreira [urodziwa Nadia Fares], studentka, glacjog i alpinistka w jednym. A nade wszystko - niezwykle krytyczna wobec swojej alma mater obserwatorka. To ona znalazła zwłoki podczas górskich wojaży, które ma w umowie - jej zadaniem jest nadzorować sytuację i ostrzegać o ewentualnym zagrożeniu lawinowym.

      Niemans i Ferriera podczas tej wyprawy znajdują drugie ciało - w bryle lodu. Też studenta z miejscowej uczelni. I też bez dłoni, chociaż te akurat amputowane zostały po śmierci. Ciało nie jest okaleczone.

      Równolegle w miejscowości sąsiedniej, porucznik po cywilu, Kerkerian [Vincent Cassel] prowadzi śledztwo w sprawie profanacji grobu niejakiej Judith Herrault. Na wejściu do krypty wymalowane są swastyki, więc podejrzewa się skinheadów.

      Judith Herrault miała 10 lat, kiedy zginęła w wypadku samochodowym. Wpadła pod rozpędzoną wielką cieżarówkę. Nie miała szans. Jej matce został w reku tylko palec córki. PO tym zdarzeniu matka zwariowała i zamknęła się w klasztorze. Kerkerian odwiedza ją tam. Jejmość przebywa, na własne życzenie, w zaciemnionej celi, a jej oczy pokryte są bielmem. "To diabły, diabły ją zabrały", powiada o śmierci córki. Dodatkowo Kerkerian odkrywa, że było włamanie do archwium miejscowej szkooły, znikły wszystkie dokumenty dot. małej Herrault.

      Skinów wkrótce Kerkerian musi wykluczyć jako ewentualnych spprawców. Przy okazji dostaje informację o tym, że przy grobowcu widziane było auto, biała Łada. Nietypowy samochód w tych okolicach. I tak oto Kerkerian, idąc śladem białej Łady, i Niemans idąc śladem drugiej ofiary, jak się okaże - właściciela tejże Łady, spotykają się pod drzwiami mieszkania tegoż właściciela aka drugiego nieboszczyka.

      Dotąd jest jeszcze w miarę przejrzyście ":]
      a potem zaczynają się schody. Zabity zostaje, jakże efektownie, lekarz uczelniany, bliski znajomy obu ofiar. Zakapturzony morderca jest w budynku, policaje go ściagją, ale im ucieka - wcześniej mógł zabić Niemansa, ale nie skorzystał. Wybiera ucieczkę, a ścigająćego go biegiem Kerkeriana odstawia jak długodystansowiec olimpijski.

      Grzebalnictwo w papierach wszystkich trzech ofiar oraz kolejne rozmowy prowadzone tu i tam przez Niemansa prowadzą do ciekawych odkryć - uczelnia [świetnie filmowana, z monumentalną biblioteką, przypominająca fortecę] skupia samych kujonów i sportsmenów. Od wielu lat lekarze i wtajemniczeni studenci pracują nad rasą idealną, skupiającą w sobie cechy intelektualistów i atletów. Całą trójka zamordowanych brała w tym udział. Co am jednak z tym wspólnego Judith Herrault ? Kto ich zabił ?

      Im głębiej kopią policaje, tym bardziej się to komuś nie podoba. Zostają zaatakowani nocną porą. Jadą sobie autem, kiedy napada ich terenówka z pancernymi szybami i usiłuje zabić. Wychodzą z tego w miarę ciało, a prześladowca ginie. Okazuje się nim być syn rektora.

      Śledztwo na moment utyka, ale zaraz rusza znów z kopyta, kiedy Kerkerian nie wiedzieć czemu wraca do sprofanowanego grobowca Judith Herreault i zabiera jej fotografię z nagrobka. Na fotce jest dziewczynka, co do którrej dorosłej tożsamości nie można mieć cienia wątpliwości - to Fanny Ferreira. A zatem - śmierć małej Judiht była farsą. Jej matka słusznie twierdziła, ze "zabrały ją diabły", tyle że to nie były diabły, a - jak wyjdzie terraz na wierzch - ludzie z uczelni. Judith była córką zdrowej, silnej kobiety z gór - idealnym materiałem genetycznym do krzyżówki z jakimś jajogłowym.

      Kto zatem zabija ?

      Niemans zobaczywszy foto goni do Fanny, ale jej nie ma. Jest ranek, a ona wybrała się ponoć w góry. W jej mieszkaniu Niemans konstatuje, że zabvrała ze sobą granaty do wywoływania lawin [Niemans odwiedził ją raz w jej mieszkaniu].

      Ostateczna rozgrywka ma miejsce na słonecznym śnieżnym stoku. Fanny chce pogrążyć uczelnię, spowodować lawinę, która ją przysypie i położy kres tej nazistowskiej ideologii wcielanej w czyn.

      Fanny nie jest sama. Nie wiem czy można się było domyślać wcześniej czy nie, ale Judith Herrault nigdy nie zmarła. Jej śmierć została najpewniej upozorowana przez matkę [dorosła Judith istotnie nie ma palca u dłoni], która pragneła uchronić jedną z córek przed porwaniem przez tych, którzy zabrali jej drugą. A ci drudzy zapewne bardzo chcieli, by proceder wybierania "nadających się do ich eksperymentów" dzieci pozostał w sekrecie; stąd zapewne włamanie do grobowca i do szkoły, którego dokonała druga z ofiar, po tym jak znaleziono makabrycznie pociętego jego kumpla, z którym porywał mała Judith. Zapewne szukał jakichś śladów czy cholera wie czego :] Tak czy owak, jest to dośc grubymi nićmi szyte. Jedyne co jest tutaj jasne i stuprocentowo logiczne, to fakt, że zabijała Judith z pomocą Fanny, która nigdy nie dała się spiknąc z żadnym jajogłowym. Zabijały z zemsty i obrzydzenia do nazizmu stosowanego. GDzie przebywała Judith od momentu rozdzielenia z Fanny, aż do teraz ? Tego film nie wyjaśnia.

      finał jest już typowo akcyjny. Judith okazuje się agresywną, bad girl, która chce pozabijać policajów i sugestywnie namawia Fanny do odstrzelenia im głów. Ale oni się bronią i strzelają do niej, raniąc w bark i zmuszając do wypuszczenia broni. Huk wystrzału prowokuje do zejścia lawinę [efektowne ujęcie], która zabija na miejscu Judith. Policaje i ranna Fanny trzymają się pługa śniegowego, dzięki czemu zostają tylko przyspani i niebawem odnalezieni przez służby ratunkowe.

      Generalnie - są efektowne morderstwa, popularni aktorzy francuscy, sekrety owianej mgłą uczelni, pościgi nożne i samochodowe, odkrycia, szukanie tropów, zakonnica z bielmem na oczach ;] Wszystko jest. Tylko niektóre fakty wyskakują trochę deus ex machina.

      reżyserował Mathieu Kassovitz, który ma chyba lepszą rękę do dramatów społecznych [doskonała "Nienawiść" i świetny "Zabójca"] niż do filmów sensacyjnych.

      Niemniej, coś jest takiego, że te zachodnie FILMY sensacyjne czy trhillery mają zdolnośc wprowadzenia człowieka w pewien świat przedstawiony i jak się ogląda te zdarzenia, to się wierzy w ten świat. Jest wyrazista muzyka, jest tempo, aktorzy czujący konwencję. POlskie kino sensacyjne zbyt często każe w ten świat na słowo uwierzyć i nie potrafi go wykreować, wyczarować, nawet jesli fabuiły pisze niezgorsze.

      na szczęście w telewizji jest lepiej - "Glina" śmiało może stawac w szranki z każdą produkcją made in France, made in US czy made in Uk, albo made in Skandynawia :]

      www.youtube.com/watch?v=VkbJfmYj75A
    • grek.grek na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 14:33
      pozwólcie, że z klasyki :] :

      www.youtube.com/watch?v=EHV0zs0kVGg
      z życzeniami analogicznymi do tytułu utworu :"]
      niech to będzie Ktoś... żywy albo nieżywy, realny albo wymyślony, gadatliwy albo milczący, mądry albo głupi, poważny albo wesoły, biały, czarny, czerwony, żółty LUB też od stóp do głów zielony, płci pięknej lub płci zupełnie odmiennej, tu albo tam, teraz albo w przyszłości lub ongiś onegdaj, ... byle to miłośc była radosna, inspirująca, upiększająca Wasze życie i trwała :]



      • siostra_bronte Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 14:44
        Pięknie napisane. Dzięki :)
      • maniaczytania Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 15:09
        Dzięki wielkie i nawzajem oczywiście!!!

        A'propos piosenki dziś na tvp2 komedia muzyczna "Soulowi bracia", w jednej z dwóch głównych ról wokalistów! Samuel L. Jackson ;)
      • barbasia1 Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 16:47
        He, he! Dzięki. :)
        I vice wersja.
        Może z tym włączeniem opcji "nieżywy/a",
        bo z takim osobnikiem to już skrajnie ciężko się dogadać. ;)
        A w miłości, w moim pojęciu, chodzi o to m.in., żeby mieć całe życie o czym rozmawiać.
        • grek.grek Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 17:23
          dzięki Siostro, Maniu, Barbasiu :]

          wiesz, czasami z nieżywymi albo wymyślonymi mozna prowadzić całkiem zgrabny dialog, a sama relacja bywa nie mniej satysfakcjonująca niż z żywymi :}
          przyświecała mi idea pod tytułem : każda forma miłości jest wartościowa, jesli tylko odpowiada kochającemu/kochającym :]
          • barbasia1 Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 17:29
            > przyświecała mi idea pod tytułem : każda forma miłości jest wartościowa, jesli
            > tylko odpowiada kochającemu/kochającym :]

            Tak, oczywiście masz rację, słuszność. Wycofuję moją poprzednią wypowiedź.
            Szkoda, że nie mam nożyc.
            • grek.grek Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 17:35
              haha ;] no coś Ty, Twój argument był bardzo sensowny. ot, rodzajów miłości wiele jest, tylko tyle ;]
              • barbasia1 Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 17:52
                :)
      • pepsic Re: na Walentynki 2015 :] 14.02.15, 19:25
        Z pozdrowieniami walentynkowymi:)
        • pani_lovett Re: na Walentynki 2015 :] 15.02.15, 15:39
          To urocze, Pepsic! :)
        • grek.grek Re: na Walentynki 2015 :] 16.02.15, 14:12
          dzięki !

    • grek.grek Berlinale 2015, day 9 [ "Cinderella"] 14.02.15, 17:07
      wieczorem nagrody ? ponoć faworyta nie ma; z recenzji wiele przemawia za "Eisensteinem" Greenawaya albo "Klubem" z Chile. A wygra pewnie jeszcze ktoś inny.

      wyborcza.pl/1,75475,17114914,Berlinale_2015__Kenneth_Branagh_zrobil__Kopciuszka_.html
      www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2015%3A+Niemieckie+melodramaty+i+japońskie+Miasto+Aniołów-109787
      esensja.stopklatka.pl/film/recenzje/tekst.html?id=20258
      film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-dzien-dziewiaty-flaga-w-tylku-krew-na-snieg-relacja/kxe7m
      www.rpl.pl/artykul/1176919,1179158-Berlinale-2015--Aleksiej-German-Jr-o-wspolczesnej-Rosji--w-ktorej-narasta-frustracja.html
      • angazetka Re: Berlinale 2015, day 9 [ "Cinderella"] 14.02.15, 21:09
        Buuu, recenzja "Kopciuszka" za piano, a taka jestem ciekawa, jak się Branaghowi udało...
        BTW zwiastun puszczano wczoraj przed "Greyem" ;)
        • pani_lovett Re: Berlinale 2015, day 9 [ "Cinderella"] 15.02.15, 13:46
          Wrzuć do innej przeglądarki link z "Kopciuszkiem"!
      • maniaczytania Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 09:15
        a właściwie dla Małgośki Szumowskiej i jej najnowszego filmu. "Wyjeździła" sobie, co pokazuje, że warto być wytrwałym ;)
        • siostra_bronte Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 09:56
          Gratulacje dla Szumowskiej. Cieszą mnie nagrody aktorskie dla Charlotte Rampling i Toma Courtenaya.

          film.onet.pl/wiadomosci/berlinale-2015-zasluzeni-zwyciezcy-slabego-konkursu-i-niespodziewane-objawienie/lem2z
          • angazetka Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 11:24
            Mnie też bardzo ucieszyły nagrody aktorskie. I tak sobie myślę, że wygląda na to, że nasze kino w końcu jest w dobrej formie.
        • pani_lovett Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 15:34
          Złoty Niedźwiedź: "Taxi", reż. Jafar Panahi
          Srebrny Niedźwiedź, Wielka Nagroda Jury: "Klub", reż. Pablo Larrain
          Nagroda im. Alfreda Bauera: "Ixcanul", reż. Jayro Bustamante
          Najlepszy reżyser: Radu Jude ("Aferim") oraz Małgorzata Szumowska ("Body/Ciało")
          Najlepsza aktorka: Charlotte Rampling ("45 lat")
          Najlepszy aktor: Tom Courtenay ("45 lat")
          Najlepszy scenariusz: Patricio Guzman ("Perłowy guzik")
          Najlepsze zdjęcia: Sturla Brandth Grovlen ("Victoria") oraz Jewgienij Priwin i Serhij Michalczuk ("Pod elektrycznymi chmurami")

          "Pod elektrycznymi chmurami" to koprodukcja rosyjsko-ukraińsko-polska! Piękny przykład współpracy artystycznej ponad podziałami, antagonizmami.
          • grek.grek Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 16:39
            mrs Szumowska ma pewne miejsce w konkursie głównym Berlinale przez następnych 5 lat :] może robić filmy specjalnie na konkurs. duże osiągnięcie.

            nagroda dla "Taxi" wydaje się nieco polityczna, ukłon dla reżysera, którego się knebluje w jego ojczyźnie.

            generalnie, zbiorcze oceny są takie jak w linku zacytowanym przez Siostrę - to nie był festiwal wybitnych filmów.
            • pani_lovett Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 17:09
              > mrs Szumowska ma pewne miejsce w konkursie głównym Berlinale przez następnych 5
              > lat :] może robić filmy specjalnie na konkurs. duże osiągnięcie.

              Zabrzmiało to trochę ironicznie!? :)


              > nagroda dla "Taxi" wydaje się nieco polityczna, ukłon dla reżysera, którego się
              > knebluje w jego ojczyźnie.

              Tak. Ale na festiwalu w Berlinie to nie dziwi. :)
              Z drugiej strony w opisie film prezentuje się bardzo ciekawie. W ogóle kapitalny pomysł na film, i na wystrychnięcie na dutków tajniaków, który zapewne mają cały czas na oku reżysera.
              Właśnie ten film jest pierwszy na liście festiwalowych filmów z Berlina , które chciałabym obejrzeć.
              • grek.grek Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 18:00
                bez intencji :]

                yes, zdecydowanie. opis interesujący. może po prostu, możliwe że całkiem niesłusznie dopisuję temu werdyktowi jakieś ukryte sensy, ale... wiesz : Iran, reżyser-więzień, społeczno-polityczne zacięcie Berlinale... tak jakoś się można zachwiać w stronę doszukiwania się pozafilmowych motywacji :]
                • pani_lovett Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 15.02.15, 20:03
                  :)

                  Pewnie masz dużo racji, niemniej , jak wskazują recenzenci, jest to bardzo dobry film.
                  • grek.grek Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 16.02.15, 14:10
                    o, nie mam co do tego wątpliwości.
                    z Januszem Gajosem, to musi być dobry film :]

                    recenzje były dobre, masz rację w całej rozciągłości, Barbasiu :]
                    • pani_lovett Re: Srebrny Niedźwiedź dla Polski ;) 16.02.15, 23:05
                      No właśnie. :)

                      :)
    • grek.grek "Artysta i modelka" w Kulturze 14.02.15, 17:34
      "El Artista y la modelo" org.

      20:20 & 2:30

      11 nominacji do nagród Goya w 2013. prezentacja w konkursie głównym w, pamięć zawodna..., chyba w Cannes, pamiętam ten film z linkowanych recenzji festiwalowych.

      czasy II wojny światowej, ale z daleka od frontowych zawieruch.
      prowincja Francji.
      stary rzeźbiarz jest przekonany, że już nic nie stworzy, aż do momentu, kiedy jego żona przyprowadza do domu młodą Hiszpankę, która uciekła z obozu. w zamian za schronienie dziewczyna zgadza się zostać modelką dla mistrza.

      Jean Rochefort i Claudia Cardinale grają starszych państwa, a modelkę Merce - Hiszpanka Aida Folch, z oglądu : przepisowo ładna.

      skaczę :] skaczecie ze mną ?

      Kino festiwalowe w KUlturze - doskonale, oby tak dalej !

      • pani_lovett Re: "Artysta i modelka" w Kulturze 15.02.15, 13:25
        Brzmi ekscytująco! Opowiesz?

        :)
        • grek.grek Re: "Artysta i modelka" w Kulturze 15.02.15, 14:02
          trafiłaś w punkt, Barbasiu :]
      • grek.grek "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 słów a'propos 15.02.15, 13:57
        skoczyliście, Czcigodni ? :]

        ja owszem i to był wartościowy skok, pozwolę sobie powiedzieć :]]

        film czarno-biały, co samo w sobie jest zaletą, aczkolwiek jako że akcja dzieje się w pięknych okolicznościach przyrody, to możliwe iż także wersja kolorowa przyniosłaby korzyści. NIemniej, czarno-biała wygrywa nostalgię i poetykę, którymi jest ten film nasycony.

        Historia jest prosta : trwa II wś., w małym miasteczku na południu FRancji para rześkich 80-letnich przygarnia młodą dziewczyne.

        Marc [doskonały Jean Rochefort] jest rzeźbiarzem, jego żona Lea [wciąz piękna Claudia Cardinale] jego dawną modelką, a od niepamiętnych czasów także życiową partnerką. Mają posiadłość za miastem. Ładny dom, w starym stylu, w tym domu pracownię w której uwija się Marc, ogród, niedaleko stąd do lasu, a tam jest staw w którym mozna się wykąpać, jakaś łąka na której można się opalać, w sumie - pięknie jest i przyjemnie.

        w miasteczku, Lea spotyka spiącą pod murem młodą dziewczyną. POtem obserwuje jak myje ona nogi w fontannie - ocenia ją fachowym okiem i wie, że to będzie dobry wybór. Zaprasza ją do domu i, dowiedziawszy się że Merce uciekła z faszystowskiego obozu pracy w swojej rodzinnej Katalonii, proponuje gościnę w zamian za... pozowanie jej męzowi do rzeźby, nad którą właśnie pracuje.

        Merce dostaje pokój w pracowni Marca. Rankiem zaczynają wspołpracę. Merce ofk trochę się krępuje za pierwszym razem rozbierając się do rosołu, ale widzi, że Marc nie gapi się na nią obleśnie, a raczej spogląda jak wytrawny artysta, jej ciało jest mu potrzebne do stworzenia dzieła. JUż tracił nadzieję, że przyjdzie inspiracja, a tutaj Lea sprawiła mu tak wspaniały prezent zapraszając Merce, w której dostrzegła nadzieję na być mozę ostatni w jego życiu wzlor twórczy Marca.

        Reżyser [Fernando Trueba] doskonale czuje psychikę starego rzeźbiarza. NIe spieszy się z opowieścią. Daniel Vilar, autor zdjęc, ślizga się kamerą po nagości modelki, przechodząc ku rzeźbiarzowi, który ustawia jej pozy, porusza się płynnie między nimi. NIe ma tutaj żadnego seksualnego podtekstu, za to jest czysta zmysłowość, zarówno jej kobiecości, jak i jego artystycznego spojrzenia. Nawet kiedy podchodzi do niej i dotyka jej ramion, ud, próbując jakby poczuć coś, zbliżyć się do swojej wizji tego, co ma powstać - nie wchodzi w grę erotyczna relacja między nimi.

        Merce jest prostą dziewczyna. Piekną, zmysłową, ale niewykształconą. Marc najpierw odnosi się do niej tyleż kulturalnie, co nieco obcesowo i jak do przedmiotu, jak do modelki która ma swoje zadanie do spełnienia i nic więcej. Ale z czasem ich relacja sie zmienia. Czy to z potrzeby serca czy może z powodu przeczucia, że ma ona jakiś potencjał wrażliwości w sobie - Marc tłumaczy jej własne motywacje i metodę uprawiania sztuki.

        Wszystko, wg niego, zasadza się na POMYŚLE. Tworzy więc całe dziesiątki szkiców, "wprawek" z gliny, czekając własnie na POMYSŁ. Na olśnienie, kształt ostateczny rzeźby, do którego powinien dązyć. Kiedy Merce naiwnie pyta "Długo to potrwa ? Jak będzie wyglądała ta rzeźba ?", on rozkłada ręce i mówi "NIe wiem. Ciągle czekam na pomysł".

        We wspaniałej scenie Marc pokazuje jej mały niepozorny szkic, przedstawiający rodzinę. Mówi, że to "najpiękniejszy rysunek w historii" i że jego autorem jest Rembrandt. A potem interpretuje go, każde znaczenie i kreskę, otwierając przed Merce istotę sztuki, znaczenie czułości i szczerości artysty, natchnienia i własnie pomysłu - kiedy on się pojawia, praca jest szybka. Najwięcej czasu zajmuje własnie oczekiwanie. Merce dodaje swoje interpretacje i cała rozmowa bardzo ją zaciekawia. Marc co rusz spogląda na nią zaskoczony jej celnymi uwagami. MOżliwe, że w tym momencie zaczyna ich łączyć coś więćej, jakieś porozumienie. Ona rozumie jego artystyczną duszę, a także zaczyna pojmować wagę swojej obecności w tym uniwersum. On dostrzega w niej kogoś więcej niż modelkę, niż ciało.

        Lea jest żywo zaciekawiona tym, jak podoba się Marcowi ciało Merce, jak ona pozuje, czy jest w tym dobra. NIe ma tutaj cienia zazdrości, przeciwnie. Jest troska i życzliwość, Lea cieszy się z pochwał Marca pod adresem Merce, a samej Marce podarowuje sukienki, buty, dba o jej wyżywienie. Możliwe, ze dba jak o przedmiot użyteczności, ale nie dostzregłem tego - Lea traktuje ją raczej jak inkarnację siebie. PIekna relacja. Lea kiedyś była modelką dla Marca, a on wspomina ją i idealizuje jej ciało i zmysłowość, które dawały natchnienie nie tylkko jemu, ale i wielu malarzom. KIedy Merce pyta, czy Lea zagląda do pracowni - Marc zaprzecza "Nigdy tutaj nie przychodzi. Za dużo wspomnień..."

        Merce pozuje w stawie, Merce pozuje na łące, wśród kwiatów i roślinności, w pracowni na postumencie... a Marc ciągle szkicuje, poprawia palcem kreski, z gliny "wprawia" się czekając na wyświetlenie się w głowie kształtu właściwego, formy idealnej tego, co ma powstac... "Chciałbym by była to kobieta wyłaniająca się z sedna natury", powiada w zamyśleniu, dodaje że chce "stworzyć równowagę, a potem ją zaburzyć", wspomina "zbombardowanie wioski sąsiadujące z przepychem ukwieconych łąk", jako ideał formy podaje niesamowite drzewo, ktore wyrosło z kaawałka skały [istotnie; kamera je pokazuje]. Jean ROchefort jest doskonały w podawaniu tekstu, epatuje tą ukrytą energię starszego człowieka, który czuje że oto jest moment końcowy, szansa by jeszcze coś urwać z tego mijającego zbyt szybko życia, by zanurzyć się w głębinę tworzenia.

        Ona zerka na niego, on patrzy na nią, może widzi już więcej niż na początku ? A wszystko w ciszy, bez słów, nawet niespecjalnie muzykę słychac. Pięknie jest fo filmowane, reżyser nie boi się tych długich ujęć, nie martwi się "brakiem akcji", bo tylko w taki sposob można coś zbudować, oddać ten rodzaj relacji między ludźmi, coś co rodzi się na przecięciu tak jaskrawych kontrastów - młodości i starości, kobiecości i męskości, zmysłowości fizycznej i zmysłowości duchowej.

        "Ja nie mam już czasu, dla mnie liczy się każda godzina, ba - każda minuta", powiada Marc. Otwiera się coraz bardziej przez Merce, a ona jest szczerze zaciekawiona tym, co mówi, co robi i stara się jak może by być lepszą w swojej roli.

        POd pracownię, od strony miasteczka, podchody robią mali chłopcy, dowiadujący sie ze "chodzi tam goła kobieta" :] Jeden z nich zdobywa się na odwagę i robiącej zakupy na bazarze Lei zadaje pytanie w tym temacie - ona mu tłumaczy z całą życzliwością, jak dorosłemu, o co w tym chodzi i że dziewczyna jest modelką, a jej mąz artystą i ona tam jest dla celów twórczych... Malcy chcą jednak sami zaspokoić ciekawość, co zmusza Marca do interwencji - wychodzi ze strzelbą, wypala w niebo i zasmiewa się do rozpuku kiedy maluchy wieją jakby ich stado diabłów goniło :]

        Jakoś niebawem po tym zabawnym incydencie, w pracowni pojawia się inny mężczyzna. Młody. Merce znalazła go w lesie, kiedy nocą poszła się wykąpać do stawu. Chłopak spadł na spadochdornie, jest powstańcem z Hiszpanii. Jego amerykański towarzysz zginął na miejscu. Merce pomaga mu pochować kolegę i melinuje w pracowni na piętrze. Marc spostzrega go jednak i bierze oboje do raportu. Wtedy dowiaduje się, że Merce jest przewodniczką górską, która pomaga ludziom uciekać z Hiszpanii albo do niej wracać. Głównie chodzi o Żydów.

        Chłopak ma złamaną rękę, ale chodzi. Jest skromny i siedzi cicho. Ma ksiązki, zakazane przez faszystów. Kiedy Merce prosi Marca o to, by pomógł chłopakowi finansowo, Marc odpowiada "Niech sprzeda ksiązki", na co chłopak, że nie moze tego zrobić, bo one są "święte" - święte są dlatego że należały do tego zmarłego Amerykanina, który prosił go, żeby, w razie czego, nie sprzedawał ich nikomu. Marc nie przepada za chłopakiem. Nie podoba mu się jego obecnośc. Jest zazdrosny. Zwłaszcza że Merce zaprasza go do swojego pokoju i nie wiadomo co tam robią. Zadrość Marca zapewne wynika zarówno z artystycznego powodu, chłopak psuje mu skupienie, ale i z całkowicie męskich pobudek - na tym etapie starszy pan wyraźnie dostrzega w Merce kobietę.
        • grek.grek Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 słów a'pro 15.02.15, 14:33
          Pewnego poranka, chłopak i Merce truchleją. POd pracownię zajeżdzają... Niemcy ! Ukradkiem zaglądają przez szybę i widzą jak Marc ściska się przyjacielsko z oficerem wysiadającym z auta.

          Niemiec okazuje się człowiekiem niezwykle kulturalnym i z doskonałymi manierami. Odwiedza Marca od dawna, są przyjaciółmi, bo Niemiec studiuje sztukę i pisze pracę o Marcu, jak się okazuje rzeźbiarzu cenionym w śrfodowisku. Marc, rzecz jasna, chroni swoich młodych lokatorów - Merce przedstawia zgodnie z prawdę, jako modelkę, a chłopaka - jako swojego asystenta. Niemiec potrąca leżący pod nogami plecak chłopaka, wypadają z niego ksiązki Gide'a i Jarry'ego. Marc i młodzież wstrzymujją oddech, ale Niemiec grzecznie zauważa tylko, że te ksiązki są na indeksie. Zwraca je jednak i nie porusza żadnego niewygodnego tematu, zwłaszcza że Marc bierze to na siebie, a Niemiec ma do niego ogromny szacun i nie ośmiela się mu prawić kazań. Krążą chwilę po pracowni, Niemiec pyta o to jak Marcowi idzie praca nad najnowszym projektem, zwierzxa się że chyba się prędko nie zobaczą, bo wysyłają go na front wschodni, a potem serdecznie sie ściskają i Niemiec odjeżdza machając ręką.

          Sztuka łączy ludzi i znosi granice, jak widać. Ale tylko ludzi kulturalnych ;]

          Chłopak po jakimś czasie też odchodzi. Wraca do Hiszpanii. Merce idzie z nim, przeprowadza go przez góry, i szybko wraca. Marc nie skończył dzieła, ona wie że nie może odejśc zanim się to stanie. Wiadomo, że wojna się kończy, Merce pyta Marca "Kiedy będę mogła odejść ?"< on jej na to ":Kiedy zechcesz, to twój wybór". Ona się zastanawia "co będzie robić po wojnie" i nieśmiało mysli o modelowaniu. Marc popiera ją i obiecuje, że wypisze jej rekomendację, aby mogła znaleźc pracę u jego znajomych. POleca Marsylię i Mathisa - "spodobasz mu się", powiada.

          Po odejściu chłopaka, znów wracają do pracy, znów dni mijają na tym co przedtem, znów ona pozuje i zerka ukradkiem, a on wprawia się, szkicuje, czasami podchodzi do niej i dotyka ją. Pewnego dnia nagle rzuca wszystko i wybiega cały zdenerwowany, a może tylko... zmieszany. Oto bowiem... przydarzyła mu się erekcja. NIe mówi tego wprost, ale Lea pytta go w lózku - "Czy ona to zauważyła ?", on na to, ze raczej chyba nie. "Długo to trwało ?", pyta, na co Marc odpowaida "Dobre 10 minut". I Lea jest szczęśliwa, żartuje sobie trochę, ale tak kocha Marca, że wie, iż erekcja to oznaka doskonałego zdrowia, a cóż kochająćej żonie przeszkadza że kochający mąz jest zdrowszy z powodu gapienia się na inną kobietę ? :] to jest chyba szczytowy poziom miłości zmysłowej, nieprawdaż ?

          "Są dwa cuda na tym swiecie, dwa dowody na istnienie Boga", oświadcza Marc Merce. I opisuje : pierwszy cud, to kobiece ciało. "Mężczyzna to tylko wypadek przy pracy, kobieta to istota pierwszorzędna, pierwowzór, człowiek doskonały", przekonuje. I wykłada swoją teorię grzechu pierworodnego - wg niego, Bóg stworzył Ewę dla SIEBIE, aby była JEGO partnerką, dopiero potem pojawił się twór Adama. Ewa zdradziła Boga z Adamem i dlatego Bógb wygnał ich z Raju. Ciekawy punkt widzenia, nie sądzicie ?

          Merce uśmiecha się słuchając tego, a na końcu gryzie z zapałem jabłko i z szerokim uśmiechem powiada "Jestem Ewą !" - doskonały moment.

          Drugi dowód na istnienie Boga, zapytacie ? To oliwa z oliwek :] którą Marc zrasza świeży chleb, które jada z upodobaniem. I popija winem.
          Wobec Merce bywa krytyczny, a to upomina ją, ze je za dużo chleba, a to że znów schudła od łażenia po górach... wszystko z powodu zmian jej kształtów, które mu dezorganizują pracę, bo przecież jako artysta dostzrega nawet minimalne wahania.

          Wreszcie... wreszcie któregoś dnia Marc zachodzi do pokoju Merce, która leży w rozgrzebanym szlafroku, odsłaniającym efektownie ciało... Marc siada przy łózku i przesuwa dłonią po jej biodrach i plecach, ona przewraca się na wznak, pochyla ku niemu i czule dłońmi obejmuje i głaszcze jego twarz, wpatruje się w niego, potem zamyka oczy, on tak samo... bardziej zmysłowej sceny erotycznej ze świecą szukać. Łączy ich coś więćej niż ciało, to coś co urodziło się podczas tych sesji modelowania - porozumienie na gruncie sztuki, ono tutaj dominuje, aczkolwiek oboje zapewne doznają takze spełnienia na gruncie czysto męskim i kobiecym. Daniel Vilar pokazuje to w pięknym długim ujęciu bez zbytecznych słów i rozpraszania zbyt aktywną muzyką.

          Wreszcie rzeźba powstaje. Dzięki Merce. W pewnym momencie przybiera ona pozę, która olśniewa Marca. Prosi ją, by tak została i oto zjawia się idea na którą czekał. Rzeźba jest duża i biała. Przedstawia nagą kobiete siedzącą płasko z lekko podkurczonymi nogami i lewym łokciem opartym na lewym udzie, z lekko opuszczoną głową.

          Merce jej nie zobaczy. Wyjeżdza wcześniej. Udaje się do Marsylii, z rekomendacją Marca w kieszeni i na jego rowerze. Żegnają się ciepło. Merce obiecuje stanowczo odwiedzić Marca wkrótce.

          Kawałek drogi pokonuje w aucie Lei, która też wyjeżdza, ale na krótko. Chyba do Bordeaux, ale powód... zastrzelcie mnie, zapomniałem :] Tak czy owak, pożegnanie Merce i Lei także jest jakże serdeczne. "Jaka pani jest piękna...", szczerze komplementuje ją na odchodnym Merce, a Lea odpowiada jej "Jesteś cudowna, kochanie" - wsiada, uśmiecha się i odjeżdza.
          I w tych dwóchj scenach nie ma za grosz ckliwości :]

          Marc zostaje sam. Miejscowy kamieniarz i jego pomocnicy, od lat znajomi pomagający Marcowi, wynoszą gotową rzeźbę na powietrze. Marc dokonuje ostatnich miminalnych poprawek.

          Potem siada w fotelu, patrzy na swoje dzieło, sięga po strzelbe, ładuje nabój... Kamera pokazuje ptaki wariujące na koronie drzewa. I nagle - wystrzał ! I koniec filmu.

          Artysta skończył dzieło. Artysta już nie musi żyć. MOże, a nawet powinien, odejść. Nie ma już na co czekać. Spełnienie nadeszło, umiera radosny i spokojny. Na własnych zasadach. Czyż można wyobraziuć sobie piękniejszą puentę ?
        • grek.grek Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 słów a'pro 15.02.15, 14:49
          niespieszny, zmysłowy, nostalgiczny, pełen życia film. wspaniałe zdjęcia, powtórzę tylko,, bo jak zauważyliście chwaliłem bez przerwy ;]

          nastrojowa, kameralna, skupiona w jednym miejscu opowieść, zaledwie 2-3 krotnie kamera wybiera się za bohaterami pomiędzy mury i budynki, aby filmować typowe zdjęcia z codzienności na rynku południowegoeuropejskiego miaasteczka.

          wspaniały jest Jean ROcherfort. Gra mistrzowsko, oddając postaci starego rzeźbiarza, budzącego się po raz ostatni w życiu, zapewne mnóstwo z samego siebie. Claudia Cardinale może mieć 80 lat czy 95, ale to nieistotne - jest w jej postaci tyle życia, a ona sama wciąz i niezmiennie czaruje głosem, oczami, uśmiechem i stylem bycia. Piękno nie starzeje się nigdy. Starzeć się mozę najwyżej ciało. Jest mięzy nimi świetne porozumienie, takie jakie jest możliwe tylko między dwójką doświadczonych aktorów, którzy już nic nie muszą, a wszystko mogą.

          Na drugim biegunie jest młoda Aida Folch, kobieca, kształtna, naturalna [także :niewydepilowana [całe szczęscie, bo to by odebrało częśc wiarygodności tej historii], pełne usta, zaraźliwy uśmiech, doskonale pokazana i odegrana prostota połączona z oddziałującą intensywnie świeżością. nie wiadomo, na ile grała, a na ile po prostu była, ale to mało chyba istotne. Takie filmy kreują ikony seksu. Panna Folch przez pół filmu pląsa nago, jest ta nagośc apetyczna i kobieca [co w ostatnich czasach, dominującej chudości i silikonu, wcale nie jest tak oczywiste], a w poetyckiej kamerze Daniela Vilara dodatkowo zyskuje walory prezencji artystycznej, bez grama wulgarności.

          nie dziwi 11 czy tam 13 nominacji do Goya. zasłużone są.

          www.youtube.com/watch?v=nc65EzFxBfQ
          • siostra_bronte Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 15.02.15, 15:06
            Dzięki, Greku :)

            Żałuję, że nie oglądałam, bo historia brzmi ciekawie i wygląda stylowo w trailerze. Zastanawiam się tylko, czy ta idealna relacja między żoną Marca i dziewczyną jest do końca realistyczna. Może przydałoby się jednak trochę więcej emocji w tym układzie?
            • grek.grek Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 15.02.15, 16:36
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

              powtórka zapewne będzie wkrótce.
              z chęcią polecam :]

              o, wydaje mi się, że to własnie porozumienie na gruncie wymogów sztuki jest spoiwem
              tej relacji. żona nie wnika w to, co się dzieje między Marcem, a Merce', bo dla niej nadrzędną
              wartością jest artystyczne spełnienie Marca, któremu Merce może tylko i wyłącznie pomóc,
              być inspiracją, zarzewiem idei.

          • pani_lovett Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 15.02.15, 16:56
            >Claudia Cardinale może mieć 80 lat czy 95, ale to nieistotne - jest w jej postac
            > i tyle życia, a ona sama wciąz i niezmiennie czaruje głosem, oczami, uśmiechem
            > i stylem bycia. Piękno nie starzeje się nigdy.

            Wspomnienia Marca o inspirującej jego i innych malarzy urodzie żony nabierają dodatkowego sensu w związku z tym , że gra ją Claudia Cardinale, prawda!?.

            Rzeczywiście, Bronte ma trochę racji może nazbyt sielankowa jest ta opowieść? Za mało emocji ?

            Niemniej opowieść bardzo ciekawa, dzięki, Greku.
            Muszę obejrzeć ten film.
            • grek.grek Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 15.02.15, 17:54
              nie pomyślałem o tym, a to bardzo ciekawe spostrzeżenie, Barbasiu.
              rzeczywiście, ma to dodatkowy wymiar.

              ha :] nie wiem. chyba wszystko zależy od odbiorcy.
              mam nadzieję, że również obejrzysz, obejrzycie, ten film - i absolutnie możliwe,że
              odnajdziecie w nim zupełnie inne nuty i tonacje niż ja.
              liczę na Wasze recenzje po obejrzeniu :]

              dzięki, Barbasiu.

              koniecznie obejrzyj :]
              • pani_lovett Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 15.02.15, 19:49
                Yes! :)


                Zapomniałam powiedzieć, że bardzo podobają mi się dwa dowody na istnienie Boga. Zwłaszcza pierwszy. :)
                • grek.grek Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 16.02.15, 14:05
                  hehe :] ja to nawet czuję, że mógłbym zostać ministrantem w takim kościele.
                  • pani_lovett Re: "Artysta i modelka" w Kulturze - 5 sł 16.02.15, 22:34
                    Hahahaha! :))
    • mozambique 'Witaj , do widzenia" na Canal + 16.02.15, 10:47
      sympatyczna i nieco refleksyjna opowieśc o malzenstwie w mocno srednim wieku ( Gerard Deardieu + Fanny Ardant , nie po raz pierwszy jako namietna para na ekranie):
      paryski wziety zamożny ginekolog i jego luksusowa niepracująca żona wioda spokojne i wygodne zycie w PAryżu i wlasnie dobrze ozenili syna. Maja więc dziecko z głowy , zadnych probelmwó finansowych wiec - jak to zywkle bywa - zaczynaja soebi te probelmy wynajdywać. a raczej żona zaczyna wynajdywac.
      Sęk tym ze je mąz, Depardieu jest francuskim Żydem , a konkretnie pochodzi z rodziny żydów aszkenazyjskich ( czyli tych eurpoejskich, ryżawych blondynów z niebeiskimi oczami) kompletenie juz ześwieczczoinych, bardzo daleko od religii i pratyki judaistycznej. Ardant wychodząc za mąż, jako gojka, musiałą przejsc na judaizm i to tyle byłoby z ich regiljnosci. Teraz , po 25 latach pani żóna zaczyna sie trosze nudzic i postanawia w koncu co nieco sie dowiedziec o kulturze i religii rodziny , do której weszla, NAmawia wiec męza - calkowicei pragmatycznego i parktycznego grubasa na zwylkłą turystyczne wycieczke do IZraela w celu poznania kolebki przodków.
      JAdą więc do kraju "gdzie wybuchają autobusy" , ogladają zwykel turystyczny zestaw obowiązkowy Tel-Aviv+ JErozolima, ogladaja nowo budujace sie apartamentowce, mąz przy okazji odwiedza duzy szpital i dowiaduje sie od dyrektora , ze niedługo zwlaniaja sie etaty na ginekologii i gdyby chciał to móglby u nich popracować ...... i wracają. Mąż oddycha i wraca do odbeirania porodów a żona mylsi i myśli i postanawia - otóz przeprowadzaja sie na ZAWSZE do Izraela. Do ziemi przodków, do kolebki cywilizacji, do zródła religii.
      Ze to jest wlasnie na czas na realizacje potzreb duchowych ( jej potzreb) ze zawsze chciala wiedziec i czuc więcej niz statystyczny zjadacz chleba, ze ona chce wiećej od życia więc on powinien sie dac namówić itp . I pociicwy mąż , troche spacyfikowany a trochę majac nadziej ze to chwilowy kaprys ukochanej kobiety zgadza się.
      On zwalnia sie z pracy , likwidują swoje paryskie mieszkanie, caly dobytek ładują na fracht okrętowy i lecą do TEl-Avivu. Oczywiscie jzu pierwszego dnia trafiaja na szabas wiec powrót do kraju przodków zaczyna sie od kilku godzin oczekiwana na krzesełku na lotnisku , gdzie zona z czcią całuje ziemię obeicaną ( czyli wykładzinę) a maż rozgląda sie czy aby na pewno nikt ich nie widzi .
      I potem jest juz jazda bez trzymanki -
      - przed wszystkim okazuje sie ten apartamentowiec na wybrzeżu to bylo oszustwo budowlane wiec musza zamieskzac w takim osrodku dla emigrantów co wyglada jak strupieszały akademik - mieskzanko 1-pokojowe i łazienka na korytarzu
      - - w szpitalu okazuje sie ze wakat sie nie zwalnia, pracy nie ma a wszyscy mu mowią " w IZraelu jest za duzo lekarzy" wiec specjalista od ginekologii i poloznictwa zaczyan zarabiac jako pracownik myjni samochodowej w luksusowym hotelu ( i strasznie upokorzony trzyma to w tajemnicy przed żóną)
      - o koszernej kuchni w Izraelu zapomnij , w kazdej knajpie Depardeiu słyszy " chcesz to sobie sam gotuj , u mnie idzie wieprzowina , jak sie nie podoba to spadaj!"
      - zona dostaje telefon z portu , ze straszna rzecz sie stała- statek wiozący ich caly dobytek wpadl w w huragan, byalo zagrozenie wywrotką wiec dla bezpieczenstwa czesc kontenerów została wyrzucona do morza , a zgadnijcie czyj ??? no wlasnie , i nalezy im sie odszkodowanie całe 150 euro ( i strasznie upokorzona trzyma to w tajemnicy pzred mężem)
      - żona realizując swe pragnienia duchowe zapisuje sie na lekcje czyatania Tory, intepretacji symboli, odczytwywani znaków duchowych i religijnych , i poznaje tam mądrego rabina. - a żeby juz było po całości żona mówi męzowi , ze oczekuje od niego żeby się obrzezał , tak dla pełni transformacji ....i on sie zgadza ...

      film jest opisany jako komedia ale czysta komedia to nie jest - to raczej troche refelksyjna i optymistyczna opowieść o średnich latach życia , poszukiwaniach religijnych , ambicji i zapalczywosci neofity , o wzajemnym powsieceniu ale pelna całkiem humorystycznych wątków, nieźle napisanych .
      Np . zona przyprowadza do domu tego rabina, ktorym okazuje sie przystojny, modnei ubrany 35-latek pelen męskiego erotyzmu . NA jego widok Depardieu rzuca " pan jest rabinem ? Rabini noszą kapelusze, zapuszczają pejsy i mają łupiez na marynarce" a na to rAbin "jesli pan chce mogę się obsypac mąką"

      Scenariusz jest autorstwa Michaela Lelloucha ( !!i) i ma przepiiekną ilustracje muzyczną ( nie moglam znależc kto to napisał) . I jest oparty na dwojgu swietnych i mocno juz niemłodych aktorach , a to rzadkosc we wspolczesnym kinie. - a graja subtelnie, niemal delikatnie i tak ładnie.
      Zreszta pare Ardant-Depardieu znam z filmu "KObieta z sąsiedztwa" i zagrali tam tak przejmująco i namiętnie , ze sciska gardlo.

      POlecam oba filmy , jedne z 2008 i ten wczensiejsszy z 1981 roku
      • grek.grek Re: 'Witaj , do widzenia" na Canal + 16.02.15, 15:35
        tradycyjnie świetny opis, Mozambique :]

        napisałaś, ze to "optymistyczna i refleksyjna" para-komedia, ale ja tam widzę więcej ironii niz
        komizmu ;]

        zona doznaje wzmożenia religijnego i wykonuje ruinację życia własnego i męza swego [zamozny paryski lekarz w izrealskiej myjni ? te przerosty kadrowe muszą być tam niekiepskie, hehe].

        proszę, napisz że na końcu oni jednak wracają do Paryża i odzyskują swoje poprzednie życie.
        albo przynajmniej mąż, bo autentycznie czuję troskę o los tej filmowej postaci :"]

        a'propos ginekologii.
        w Ameryce złapali 17-latka, który otworzył fikcyjny gabinet o tej właśnie specjalizacji i leczył
        przez jakiś czaas :"]

        u nas jest jeszcze lepiej : lekarka udaje premiera.

        PS : mam wrażenie, ze ten film był w TVp2 w ostatnich tygodniach...

        barwnie napisane, zabawnie, La Fiesta, , dzięki :]


        • siostra_bronte Re: 'Witaj , do widzenia" na Canal + 16.02.15, 16:04
          Tak, świetna recenzja :)

          Historia brzmi zabawnie. Do tego gra Fanny Ardant, którą bardzo lubię. Chociaż oczywiście fabuła trochę naciągnięta. Bohaterowie palą za sobą wszystkie mosty bez przygotowania sobie życia na miejscu (choćby umowa o pracę w szpitalu dla Depardieu).

          Masz rację Mozambique, "Kobieta z sąsiedztwa" Truffauta to znakomity film.

          Sprawdziłam. Zgadza się Greku, ten film leciał 6 lutego w tvp2 o...00.50. Nic dziwnego, że go przeoczyłam.

          • grek.grek Re: 'Witaj , do widzenia" na Canal + 16.02.15, 16:23
            przeoczylismy go... zespołowo, Siostro ;]

            w sumie, po recenzji Mozambique - w lwiej częsci, mam przeczucie, że to jest jedna z tych
            dobrych, klimatycznych francuskich komedii, której nie do końca komediami są, ale za to
            pachną i smakują francuszczyzną od pierwszego dotknięcia. znasz ten typ, jak sądzę :]

            o tym samym pomyślałem - państwo Francuzi improwizują na całego ;]
            • ewa9717 A "Żyła sobie baba" wczoraj na TVP Kultura 16.02.15, 19:47
              nikt nie oglądał?
              • pani_lovett Re: A "Żyła sobie baba" wczoraj na TVP Kultura 16.02.15, 22:52
                Obejrzałam tylko jedną scenę -w której teść rozeźlony widokiem zdychającego konia, pięknego, silnego, a więc cennego, z furią okłada biczem dziewczynę, młodą żonę swojego syna za to, że dzień wcześniej napoiła konia, choć nie powinna była tego robić, zdaje się ze względu na okoliczności pogodowe (siarczysty mróz wtedy panował, a koń cały dzień pracował na zewnątrz ) - i zwiałam, bo to był dopiero początek niedoli wiejskiej dziewczyny, Warwary, której losy ukazane zostały na tle historii Rosji w latach 1909–1921.

                Ale postaram się zdobyć na drugie podejście.
              • siostra_bronte Re: A "Żyła sobie baba" wczoraj na TVP Kultura 17.02.15, 01:01
                Tytuł chyba zniechęcił :)
              • grek.grek Re: A "Żyła sobie baba" wczoraj na TVP Kultura 17.02.15, 16:42
                chciałem, ale czynniki obiektywne mnie zatrzymały w dążeniu :]

                mogłabyś, Ewo, napisać coś a'propos ?
      • pani_lovett Re: 'Witaj , do widzenia" na Canal + 16.02.15, 22:58
        mozambique napisała:

        A może jednak państwo nie wrócili do Paryża, tylko odnaleźli się w Izraelu, poukładali sobie życie zawodowe, kupili ładny dom, mieszkanie, poczuli, że to jest ich miejsce do życia?

        Historia brzmi, dobrze. Dzięki, Mozambique.
        • mozambique Re: 'Witaj , do widzenia" na Canal + 17.02.15, 10:30
          akcja sie zaogniła - akurat na wycieczke turystyczną do Tel-Avivu przyjechal jego dawny przyjaciel - tez lekarz - ze szpitala, z zóną. I wiadomo "czesc , co slychac?, podobno tu pracujesz w szpitalu ? chetnie bym cie odwiedził ? " , Depardieu miga sie jak może no ale juz nie dluzej moze , wiec ok, umawia sie z przyjacielem w szpitalu ( w tym , w którym wciaz nie ma wakatu) , i tradycyjnym amerykanskim chwytem - zwija jakis bialy fartuch z pierwszego pod reką wieszaka, jakąś przypadkową plakietkę przypina i "oprowadza" przyjaciela po swym oddziale.
          A ze juz troche liznął hebrajskeigo wiec do miajającego go personelu co chwial rzuca jakeis 2 slowa po hebrajsku ( a konkretnie "którędy do autobusu?" czy cuś podobengo ) , tu kogos w biegu poklepei po plecach, tu podejdzie do jakiegos spiącego pacjenta i pogladzi go policzku z komentarzem "to naparwde ciezki przypadek" itd. i Zgdonei z regułą ze pewnośc siebei to juz pól sukcesu nikt go jakos nie zdemaskował i "oprowadzanie" sie udalo w 100%, tylko jakos dziwnie ten przyjaciel nie zauważył ze na oddziale połowa pacjentów w piżamach to mężczyźni :)

          a sparwy malzenskie powoli zaczynają trzeszczeć , zonie wciaż ten pryzmitywizm warunków sie podoba tum bardziej że jest coraz bardziej zafasycnowana przytojnym rabinem , nawet po klotni z mezem - umaiwa sie nim na "nocną" randke ale w ostatnij chiwli rejteruje, mąż coraz bardziej ma dosyc tej myjni i tego calego Izraela no bo "co ja tu do cholery robię, jestem lekarzem" i czesto umaiwa sie na piwko , zona dla rownowagi zaczyan podejrzewac meza o romans ( na zlodzieju czapka gore?) i zaczyna go sleidzic. DOseldziła go tak do tego lusksuowego hotelu ( wiadomo, ma chyab bogatą kochankę ) i do tej myjni, gdzie widzi jak mąz szmatką pucuje srebnego porszaka i przyjmuej napiwki.
          I trochę trzepnęło ją to zobaczyła, zdłąwiłą ja ta swiadomosc ze mąz ukrywa przed nią swe zajęcie wiec teraz ona ukrywa przed nim to ze wie , że on ukrywa itp
          Robi sie troche gęsto w uczuciach - on nie wie ze ona wie itp , babka zaczyana miec delikatne wyrzuty sumienia za to izraelskie szaleńswta , a do kompletu kiedys gdy siedzą w restauracji jakas kobieta przy sasiednim stoliku zaczyna błyskawicznie rodzic , dziecko sie pcha na swiat w tempie kosmicznym i wiadomo , rozlega sie "czy jest na sali lekarz"?

          i tu Depardieu reaguje zupelnei odruchowo, przyjmuje szczesliwie poród , wszyscy biją mu brawo , kelnerzy piją " l'chaim" , szczesliwy mąz rodzącej szlocha mu w rękaw , Depardieu i Ardant patzrą sobei w oczy i oboej jzu wiedzą - on jest lekarzem i jako lekarz musi funkcjonować, nie ma innej opcji .
          Wiec on zdecyduje sie wyjechac, ona nie bardzo ale powala mu odejśc i wrócic do Francji, on jednak nie chce wracac bez niej jest jeszce wiele pierepał ( . m.in. z upiornie szczególową izraelską strażą graniczną) ale finałowa scena rozgrywa sie na lotnisku ,na schodach do samolotu lini TelAviv-Paryż.
          No - jedno wchodzi , drugie stoi na płycie lotniska, potem jedno schodzi , drugie biegnie z terminalu , jedno kaze drugiemu wyjechac dla szczęscia ale to pierwsze samo jechac nie chce, itp
          JEst pieknie, romantycznie i wzruszajaco ( i nie pytajcei mnie jak to mozlwie ze sobei mozna biec samotnie i dowolnie po płycie izraelskeigo lotniska:) i jest hepi-end !!!
          I w tle leci tak przepiekna , niesamowicie "francuska" muzyka , tak kojarzaca sie z francuskim kinem ze az zaczelam kliakc kto ją napisał - i niesttey jakos nigdize nie moge znaleźc pelnej ekipy realizacyjenj tego filmu , i nie wiem kto napisal muzykę. A szkoda.

          p.s. jak sie skonczyl to az pomyslaam - no klasyczny "lelouch". TYlko ze jak sprawdzilam to chyab Micheale Lellouch nie ma chyba nic wspolnego z Claudem Lelouchem ( inna pisownai nazwiska)
          • grek.grek Re: 'Witaj , do widzenia" na Canal + 17.02.15, 16:30
            rzeczywiście, nie ma nigdzie nazwiska ludzi/człowieka odpowiedzialnego za muzykę w tym filmie.
            pozostaje chyba szukanie w necie soundtracka ?

            dzięki za dopowiedzenie finału tej historii, Mozambique :]

            odetchnąłem z ulgą, bo zrobiło się żal głównego bohatera ;]
            w imię żonowego kaprysu podązył w krainę nieznaną i niewdzięczną, spadł do
            roli pariasa daleko poniżej swoich kwalifikacji.
            ale coś tak czułem, że to nie mogło się źle skończyć.
            albo zaakceptował myjnię i dostał podwyżkę albo jednak wrócą do Paryza, no i chyba wracają,
            dobrze odczytuję ?

            jak w filmie francuskim - zwycięzca miłośc obopólna, czyli kompromis w imię wspólnej
            przyszłości, hehe.

            "dziecko pcha się na świat w tempie kosmicznym" ?? :] dobre !

            ja w ogole nie rozumiem bohaterki, czy oni w tym Paryżu nie mają jakiejś żydowskiej
            diaspory, w której by mogła uskuteczniać swoje ciągoty judaistyczne ? :]

            good stuff, dzięki :]
    • grek.grek "Bicz boży" polska komedia z 67 roku 17.02.15, 14:17
      pełna tego staromodnego wdzięku polska komedia z '66 roku.

      via Stopklatka.

      gdybyście mieli ochotę sami spróbowaać :
      www.youtube.com/watch?v=RuYrpQbSjqA
      rzecz sie rozgrywa w małym miasteczku, letnią porą.
      Na oko 7-letni Felek bardzo chce pomóc swojemu starszemu bratu Pawłowi [Stanisław Mikulski w stylu Pana Samochodzika], milicjantowi, w upragnionych przenosinach do Warszawy. Paweł oraz ich fertyczna matka [Barbara Drapińska] wierzą, ze przepustką do awansu może być rozwiązanie przez Pawła jakiejś grubszej afery kryminalnej.

      mały Felek zaczyna więc dostarczać materiały do takowej afery - wycina z Życia Warszawy literki i klei anonimy do róznych ludzi, w których ujawnia ich małe grzeszki i grozi ich ujawnieniem. Grzeszki owe podbiera z rozmów matki z psiapsiółkami, w ktorych aż roi się od plotek i ploteczek o ludziach z miasteczka. Szantażowani anonimami wpadają w popłoch, niewinne sprawy urastają w ich oczach do cięzkich przestępstw, a oni sami starają się albo spełnić wolę szantażysty albo rozpaczliwie domagają się interwencji milicji.

      No i molicja, czyli Paweł oraz trzech poczciwców których ma do pomocy, ruszają ze śledztwem. Najpierw próbują tropić tych, którzy kupują nałogowo "Życie...", ale okauzje się, że kupują je wszyscy, zwłaszcza panie z kółka różańcowego, które ogłaszają się tam matrymonialnie :] Wtopa. Każdy kolejny ślad prowadzi w maliny, bo na jego końcu jest ktoś również szantażowany i nękany anonimami, których autor podpisuje się "Bicz bożY".

      a mały Felek w rękawiczkach klei kolejne listy i wpędza w panikę towarzystwo :] Jest to przepyszna zabawa, bo dostaje się wszystkim : lekarzowi, mecenasowi, księdzu, ekspedientce, sekretarzowi partyjnemu, a takze kierownikowi spółdzielni... Plotki okazują się nosić w sobie ziarenko prawdy, czasami coś tam jest na rzeczy, ale to dopiero te anonimy z takich rzeczy jak racjonalizacja kosztów w spółdzielni, zarządzanie finansami parafii czy niewinny romans pozamałzeński robią prawdziwe "dramaty" :]

      Paweł na dziewczynę, Hanię [przepiękną w tym wydaniu, w każdym jest piękna, ale tutaj - jeszcze bardziej, Polę Raksę w okularach], do której uderza szarmancki lekarz. Zatem goniąc za przestępcą jednocześnie widzi jak mu próbują niektórzy koło pióra zrobić.
      A w domu matka, fanka Agathy Christie i Herculesa Poirota, podsuwa mu jakieś pomysły rodem z kryminałów.

      Felka nikt nie podejrzewa, no bo jak można podejrzewać takiego malca ? Dzieciak jest więc w tle tej opowieści, jednocześnie będąc spiritus movens całej akcji, na planie pierwszym jest komiczna szamotanina mieszkańców. refrenem tej opowieści są komentarze Pawła "to musi być niezwykle inteligentny i doświadczony przestępca, sprytny i bystry, niebezpieczny przeciwnik" :] Czasami podsuwa pomysły Felkowi, jak wtedy kiedy w domu, przy obiedzie, głośno się zastanawia "Ten szantrażysta, to jakiś wariat chyba... ci zwykli zawsze żądają pieniędzy" - no i mały bierze to sobie do serca, od tej pory każe płacić :]]

      Zakończenie ? och.... :] Korzystając z okazji, mały używa policyjnej maszyny do pisania do zaadresowania kolejnego listu, i Paweł wpada w konseternację, bo macki ośmiornicy sięgają już na komisariat. Organizuje zasadzkę w kościele, gdzie szantażysta kazał ostatniemu szantażowanemu złożyć okup. A mały idzie do Hani, dziewczyny wspaniałej i rozsądnej oraz zabawnej, która wysyła do Pawła list i wywabia go na zewnątrz.

      Tutaj następuje parodia westernów, bo Paweł w mundurze milicjanta wychodzi na pustą ulicę, wyciąga z kabury pistolet, niczym w "W samo południe", a za chwilę Hania wychodzi zza drzewa z rozbrajającym uśmiechem i wyjaśnia mu wszystko, razem z Felkiem.

      No i Paweł chowa pistolet, a zamiast tego wyjmuje pasek od spodni :] Felek rzuca sie do ucieczki, a za nim całe miasteczko goni, scena jak z Benny Hill Show.

      w ostatnim ujęciu Felek leży na brzuchu i komentuje z offu "Miałem nadzieję, że będę siedział... ale to niemożliwe, za bardzo mnie jeszcze boli" :]]

      są dialogi i one linery, oczywiście.

      Przekomiczny jest Mariusz Dmochowski jako ksiądz-choleryk, który wpada na komisariat i rzuca "Co się dzieje, no co się tutaj dzieje... co to, Teksas jakiś ?". POtem mdleje, a kiedy przytomnieje dowiaduje się, ze cne panie z kółka rózańcowego szukały amantów przez ogłoszenia w gazecie - i mdleje ponownie, cała załoga komisaratu rzuca się wachlowania go gazetami :]

      Panie z kółka... Paweł pyta je o nałogowe kupowanie "Życia...", a one na to "Nie wymusicie na nas żadnych zeznań, możecie nas torturować !", Paweł na to "Niech panie sobie nie żartują...", na co jedna z nich "MY znamy żywoty świętych męczenników !".

      scena w sklepie mięsnym. Sprzedawca jest rumianym atletą pod wąsem, którego krzepa rozaniela kupujące towar damy. I kiedy one są pełne podziwu "Jaki pan silny !" gośc czyta anonim, który właśnie do niego przyszedł i pada jak kawka.

      Paweł rozstawia czujki po całym miasteczku. Pilnują strategicznych punktów, gdzie szantażysta mógłby kazać zostawiać okup szantażowanym. Potem milicjanci [jednego, jąkałę, gra młody Janusz Gajos] raportują. Jeden z nich powiada "... a potem ta pani kupowała imperialistycznej produkcji biuzterię..." :] I dodaje "Wie pan, mam taką indukcję..." :] cóz, dedukcja czy indukcja... byle dobra była, hehe.

      Szantazowanej ekspedientce Felek każe się wykupić. Spanikowana kobiecina idzie więc z kopertą pełną kasy w umówione miejsce. Kłopot polega na tym, że nie ma podrzucić tych pieniędzy, bo co chwila ktoś je podnosi i goni za nią sądząc, że właśnie je zgubiła. Jednym z takich ludzi jest jakiś aktywista na rzecz laicyzacji państwa, oddaje kopertę i przy okazji wręcza jej ulotkę wiadomej treści. Pani ekspedientka powtarza manewr, ale zamiast koperty upuszcza właśnie tę ulotkę. Podnosi się milicjant, czyta i chwali jej postawę światopoglądową :]]

      podczas rodzinnej kolacji Paweł mówi matce, że złapanie szantażysty z pewnością da mu awans do Warszawy. Matka na to : "Oby tylko nie zaprzestał swojej działalności !" - Pawweł gromi ją wzokiem, a ona połyka język :]]

      oczywiście, nie zabrakło odniesienia do postaci Klossa. Premiera "Bicza bożego" miała miejsce w 67 roku, "Stawka..." była kręcona w latach 67-68.

      w jednej ze scen matka mówi do Pawła ; "Ale wiesz co, Kloss to by...", na co on jej zniecierpliwiony przerywa "Mamo, daj spokój z Klossem" :]

      rezyserowała i napisała Maria Kaniewska, pani od ekranizacji "Szatana z siódmej klasy", o którym nie tak dawno rozmawialiśmy. Ma jejmośc rękę do takich filmów. Ten też ma w sobie mnóstwo czaru i prowadzony jest w poczciwej, wdzięcznej manierze.

      wspaniałą muzykę napisał Wojciech Kilar.

      aktorzy spisują się pierwszorzędnie, obok Mikulskiego, Drapińskiej i Raksy - wspomniany Dmochowski, Gajos, Leon Niemczyk jako mecenas w wiecznie telepiącym się samochodzie, Irena Karel jako jego koochanka, i sama Maria Kaniewska, jako ta nieszczęsna ekspedientka... we własnym komisie [yes, właścicielka komisu, to jest wersja właściwa, przepraszam za zmyłkę].




      • mozambique Re: "Bicz boży" polska komedia z 67 roku 17.02.15, 14:54
        nie wiidzialam alt tak jakbym juz widziała :))
        uwielbiam takei stare , dobre ramotki

        podejzrewam ze z tej samej klasy pochdoiz z kolei mój ulubiony stary film czyli "Nieproszony gość"- jak to u zwyklego malzenstwa , w najzwyekljszym bloku , w M-3 , zamelinował sie , ni mniej nie więcej tylko ...duch.
        Autentyczny duch, taka mara rozmazana, pojawiający sie zupeleni nieoczekiwanie ale upierdliwie robiąc zycie uciązliwym .
        No wiec , skoro on nieproszony to trzeba cos z nim zrobic - wiec po kolei w mieskzaie zjawiaja wszystkei mozlwie czynniki wyjaśniające - konserwator ze spoldzielni, gazownia, elelktrownia, w koncu milicja, komisja d/s rozwiazywania probelmwów alkoholowych, ksiądz z egozrcyzmami , w koncu SMutni PAnowie w Kapeluszach i kij wie kto jescze

        i wszyscy koniecznie chca wiedziec, na jakich parwach ten duch , czy ma zlecenie i w i jakim celu ....

        bosssskie , calosc jest tutaj www.youtube.com/watch?v=PGL1vhpmqac

        strrrasznie szkoda ze od dawna zadna tiwi go nie dała
        • grek.grek Re: "Bicz boży" polska komedia z 67 roku 17.02.15, 16:40
          o !, w takim razie zachęcam Cię do osobistego skoku, w wolnej chwili :] 75 minut, góra 81 :]

          nie oglądałem "Nieproszonego", ale brzmi udatnie.
          jakoś w zeszłym roku przerabialiśmy serię "Opowieści niesamowitych", krótkich nowelek na podstawie opowiadań grozy [m.in E.A Poe], ofk made in TVP 60's.
          może to coś w tym stylu [o ile/jesli kojarzysz te "Opowieści..."] ?

          a, jest link, widzisz - to sprawdzę. dzięki.

          kurde, polskie kino to jednak kawał dobrego towaru.
          dziwnym trafem przez ostatnie 6-7 lat ten dorobek tzw.peerelowski był dośc skwapliwie omijany
          przez kolejne ekipy rządzące w publicznej. był taki jeden, co mocą urzędu prześladował nawet
          psa Szarika, który podobno był komuchem i donosicielem.

          ruszyło się teraz i, nie wiem jak Ty, jak Wy, ale ja przecieram patrzały gestem pod tytułem "aż tyle tego mieliśmy na składzie ? damn..."
      • siostra_bronte Re: "Bicz boży" polska komedia z 67 roku 18.02.15, 15:00
        Dzięki, Greku :)

        Bardzo zabawna historia. I do tego jaka obsada! Ech, gdzie te czasy, kiedy potrafiliśmy robić takie filmy...
        • grek.grek Re: "Bicz boży" polska komedia z 67 roku 18.02.15, 15:08
          cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]

          ha, mogę się tylko podpisać pod Twoimi uwagami :]
          zaiste, film w sam raz na każdy dzień, dla poprawy humoru, jesli tylko ktoś potrzebuje.
      • pani_lovett Re: "Bicz boży" polska komedia z 67 roku 21.02.15, 21:27
        Ale fajna komedia! :)

    • pepsic Propozycje poweekendowe - poniedziałek 17.02.15, 19:01
      "Sen o Warszawie" dokument o Czesławie Niemenie, godz. 22:55 tvp2. Solidnie i na temat, acz bez fajerwerków, tyko nie wiem, czy to dobrze, czy źle, bo opinia nie moja.

      Na kulturze zwyczajowo we wtorki o 20:20 spektakl teatralny, tym razem "Krum" z 2007 roku.

      O 20:10 w Ale Kino! francuska komedia pt. "Wspaniała".
      • siostra_bronte Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 17.02.15, 19:33
        O "Wspaniałej" pisała Mozambique, tak dobrze, że nie trzeba już oglądać :)
        • pani_lovett Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 17.02.15, 20:28
          siostra_bronte napisał(a):

          > O "Wspaniałej" pisała Mozambique, tak dobrze, że nie trzeba już oglądać :)

          Hehehe! Czy Ty czasem , Bronte, nie idziesz na łatwiznę, hę? ;)
      • pani_lovett Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 17.02.15, 20:27
        > Na kulturze zwyczajowo we wtorki o 20:20 spektakl teatralny, tym razem "Krum" z
        > 2007 roku.

        Dzisiejszy spektakl to ... wyzwanie! :) Spróbuję.
        • grek.grek Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 18.02.15, 15:05
          oglądałaś, Barbasiu ?

          ja się skusiłem.

          doskonale zrobiony i zagrany spektakl, z kapitalną scenografią.
          trochę CZechowem zalatujący, ale znacznie bardziej histeryczny i dosadny, bezpośredni.

          Krum wraca z Ameryki do rodzinnego miasta w Izraelu.
          wrócił bez niczego, niczego nie przywiózł poza osobistą porażką, i to jest pierwszy zawód dla czekająch na niego bliskich i znajomych. Potem porażki sypią się jak z rękawa. Nikt nie umie znaleźć w tym życiu
          wartości i satysfakcji, jak w tym hicie Stonesów.

          Krum odrzuca Trudę, bo "chcciałby czegoś więćej", rozgoryczona Truda wiąze się z Taktykiem, pantoflem który chętnie zostaje "sekretarką u swojej kierowniczki" i przebiera się w garsonkę, co tylko pozornie jest przykładem uległości - w istocie Taktyk to transwestyta, i takim ukazuje się Krumowi w finale. Truda i Taktyk mają dziecko, ona się zaszywa w domu gdzie tyje obżerając się czpisami, a potem zmieniając pieluchy małemu.

          Du,pa, koścista wystylizowana na mieszankę gotyku i punka, czeka na swojego księcia z bajki, a dostaje się jej gruby i niemodny Tugati, przyjaciel Kruma. wychodzi za niego za mąż, ale zwiążek jest to na tyle żałosny, że Du,pa zwija manele i opuszcza lokal aby pracować na kasie w "sjupermarkiecie" gdzieś gdzie bywają Amerykanie, i na pewno któryś ją wyrwie. biorąc pod uwagę jej trupią prezencją a'la Helena Paździoch, można stawiac tutaj duże znaki zapytania.

          publika pada ze śmiechu kiedy Du,pa powtarza "Jestem wesoła, wesoła laska, chcę wesołego faceta...", a jej twarz i bodytalk przypominają ekspresją kondukt pogrzebowy. groteska pełną gębą.

          Tugati okazuje się mieć raka mózgu, po operacji umiera, a w ostatniej drodze towarzyszy mu Krum, dowodząc że przyjaciel nie powinien martwić się o pozostawienie tak g.wnianwego świata. "Będzie ci żal świata, ktory opuszczasz "> pyta go Krum i bezlitośnie wylicza kolejne wady rzeczywistości, w której obaj żyją, i ich otoczenie. Beznadziei i apatii, która toczy ich, i ten świat, od zawsze i zawsze toczyć będzie. MOżliwe, że Tugati umiera w spokoju, a na pewno jego śmierć otwiera Krumowi oczy na to, ze czeka go jałowa, pozbawiona kontaktu z otoczeniem i sensu, egzystencja. Ostatnim miłym obrazkiem dla Tugatiego, a może i jedynym, jest tyłek pielęgniarki z seks-fantazji, robiącej mu zastrzyk.

          czasami pojawiają się znajomi : małomówny Dulce i histeryczna Felicja, równie niedopsaowani jak Tugati i Du,pa, tyle że ci trwają razem, bo Felicja trzyma się męża, ze strachu przed samotnością i "nie byciem z kimś",a on jej z przyzwyczajenia i marazmu życiowego. Tak Felicja, jak i wszyscy inni rozumieją jak są bezpłciowi, jak kompletrnie bez właściwości, że nawet, a moze zwłaszcza, cierpieć nie umieją z wzniosłych powodów, że nigdy żadna wzniosła mysl nie nawiedziła ich głów, że ich egzystencja jest czcza, pozbawiona jakiekolwiek głębi i wyrazu. A najgorsze, ze nic nie mogą z tym zrobić. Nawet wyjazd, jak czyni to Du,pa i jak jej śladem idący Szkita ["Znudziłem się... nuda, znudziłem się tym wszystkm"] - nic nie zmieni. Marazm istnieje wszędzie i króluje wszędzie.

          Czasami zjawia się Lekarz, który tonem oznajmującym, jak z reklam, tłumaczy im, że medycyna nie zna lekarstwa na ich dolegliwość. A oni by chcueli zastrzyku, po którym poczują się lepiej... i jak na rozkaz wszyscy wystawiają tyłki, niektórzy gołe, do szprycy. NIe ma szans... spodnie i sukienki na tyłek włóż ! wróć do tego co było !

          cięzkości tego światka nie uczyni lżejszym nawet dowcip w wykonaniu matki Kruma. zgromadzeni reaugją histerycznym śmiechem, udawanym, jakby chwytali instgynktownie moment rozluźnienia, który w istocie nie nastąpił.

          matka krązy wokół Kruma i dobitnie powtarza "Dziecko chcę... dziecko chcę ! I masz zrobić dziecko, chcę wnuka, a potem praca, i kredyt do końca życia. Nie ma dla ciebie więćej zabawek na tym świecie..." - Krum popada w rozpacz.

          W tejże rozpaczy Krum próbvuje uciec. Ma nadzieję na to, ze "światowa dama" Cica zabierze go ze sobą do Kalifornii. "zazdroszczę ci, że Kalifornia to dla ciebie taki rarytas", powiada Cica, a on jej na to "A ja tobie zazdroszczę, że Kalifornia dla ciebie to taki chleb powszedni". Przymila się do niej, a ona krązy w niedbałej pozie po scenie, jak ostatnia deska ratunku na obcasach. Ona na to, ze "wszystko jest możliwe, zrób coś ze sobą", a on wygłasza tyrade, ze "niemożliwe nie istnieje", to kłamstwo i obrzydliwa ściema. Wreszcie ona go zostawia, odchodzi chwiejnym krokiem w dal, pomiędzy publicznośc, choćby tylko przez chwilę bardziej zainteresowana włoskim macho, który za szybą hotelowego przybytku wykonuje ręką dziwne ruchy we własnych majtkach, niż błagającym ją o pomoc Krumem przez całą scenę.

          nie ma ucieczki. Krum zostaje w apatii swojego świata.

          scenogarfia z rzędami krzesełek kinowych, surowym stołem, neonami i ekranem pod sufitem. ascetyczna, ale za to funkcjonalna i dodająća ten groteskowej opowieści walorów dramatu.

          aktorzy zapraszający na scenę ludzi z publiczności [Krum robi zdjęcie umierającemu Tugatiemu i chce by razem z przyjacielem pozowała "szczęsliwa młoda para, a nawet nie młoda, ale szczęsliwa, może nawet nie młoda i nie szczęsliwa, ale chociażby PARA", potem z okazji jakiegoś spotkania częstuje publikę ciastem]
          spotyka Taktyka w damskim stroju, paląćego fajkę i swobodnie rzucającego "Truda i dziecko to jedno, a to co naprawdę lubię, to inna rzecz". Informuje Kruma, że matka nie żyje. Zmarła. Krum opada bezgłośnie na podłogę i płacze. Chciał tego, ale teraz dociera chyba do niego, ze śmierć matki niczego nie rozwiązuje, a przeciwnie - znosi opresję, którą mógł tłumaczyć własny bezruch i zostawia go sam na sam z własną niemocą i całkowicie własnym brakiem energii i pomysłu na życie, na to "coś więcej".

          doskonali się aktorzy. Jacek POniedziałek jako Krum, Stanisława Celińska jako jego matka, Danuta Stenka jako seks-pielęgniarka i Cica, Redbad Klijnstra jako Tugati i nie do podrobienia Małgorzata Hajewska-Krzysztofk jako Du,pa, kradnąca dla siebie całe szoł; wspaniale zagrywa się na śmierć Anna Radwan jako Felicja, a Zygmunt Malanowicz jako Dulce pomrukuje ze spuszczoną głową; Maja Ostaszewska jako Truda ma pełne pole do popisu w swoim egzaltowanym i neutorycznym stylu, last but not least rzuca mięsem po mistrzowsku. Marek Kalita szarzuje w roli Taktyka i jest w tym wspaniały od pierwszsej do ostatniej sekundy.
          najważniejsze zaś, ze jako zespół spisują się na medal.

          świetna rzecz, wg mnie.

          • grek.grek "Krum" w Kulturze. 18.02.15, 15:07
            tytuł.

            takie coś może się przydać kiedyś :]]
            • pani_lovett Re: "Krum" w Kulturze. 18.02.15, 15:34
              O widzisz, bardzo dobrze zrobiłeś! :)

              Skoczyłam Greku, wytrwałam ;) prawie trzy godziny. Bardzo mi się podobał spektakl. Dopiszę słówko, jak tylko przeczytam Twój post.

              Wspaniale, że wreszcie mamy okazję oglądać dokonania współczesnego teatru polskiego.

              A'propos "(A)pollonię” Warlikowskiego przeoczyliśmy (ja przeoczyłam). Pod koniec ubiegłego roku pokazano na Dwójce, strasznie późną porą . Liczę, że TVPKultura wyemituje powtórkę.
              • grek.grek Re: "Krum" w Kulturze. 18.02.15, 16:22
                dzięki, Barbasiu :]

                świetnie, napisz koniecznie, ciekaw jestem Twoich wrażeń i przemyśleń.

                yes, coraz więcej spektakli, powtórek cennych, którye oryginalnie przegapiliśmy.
                niestety, Apollonia" nam umknęła, ale pewnie jeszcze wróci, wierzmy w to :]

              • grek.grek Re: "Krum" w Kulturze. 18.02.15, 16:24
                PS : Barbasiu, po teatrze czekamy na kolejną [re]transmisję z Metropolitan Opera, prawda ? :]]
                • pani_lovett Re: "Krum" w Kulturze. 18.02.15, 20:38
                  grek.grek napisał:

                  > PS : Barbasiu, po teatrze czekamy na kolejną [re]transmisję z Metropolitan Oper
                  > a, prawda ? :]]

                  Święta prawda, Greku. :))

                  A ja mam jeszcze do obejrzenia "Don Giovanniego", którego udało mi się nagrać.
                  • grek.grek Re: "Krum" w Kulturze. 19.02.15, 10:29
                    no właśnie :] pamiętam.
          • siostra_bronte Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 18.02.15, 15:12
            Dzięki, Greku :)

            Brzmi świetnie. Ale długość spektaklu mnie zniechęciła.
            • grek.grek Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 18.02.15, 16:23
              dzięki, Siostro :]

              o, zdecydowanie warto było spróbować :]
              wiesz, faktycznie trwa blisko 3 godziny, ale, ofk wyłącznie w mojej perspektywie oglądacza, przeleciało
              szybko i płynnie.
          • pepsic Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 18.02.15, 18:00
            W ogólnym zarysie sie zgadzam, choć wolałabym mniej awangardy i mniej dosadności, chociażby w scenach, które wymieniam w innym miejscu. W całej rozciągłości popieram opinię, co do świetniej obsady i wykonania. Zwłaszcza Ostaszewską i Stenkę w odmiennym emploi oceniam na duży plus. Celińska tradycyjnie w roli styranej życiem kobiety brzmi tu za mało nowatorskie. Grająca Dupę M. Hajewska - Krzysztofik rzeczywiście wymiata. Zdecydowanym minusem są nic nie wnoszące dłużyzny. Pan reżyser Warlikowski mógłby sie bardziej postarać i streszczać, a przynajmniej zrezygnować z wstawek filmowych, bo na Niemena nie zdążyłam. Aha, moi zdaniem Czechow to wyższa półka, mimo że traktuje o tych samych, uniwersalnych problemach.
        • pepsic Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 18.02.15, 17:23
          Dzisiejszy spektakl to ... wyzwanie! :)
          Powiem więcej, hardcor! Goła dupa Poniedziałka i śliniący, onanizujący się żigolak (współczuję roli aktorowi):)

          Więcej i na poważnie w stosownym drzewku, jak tylko odczytam zapis myśli Greka w temacie "Kruma".
          • grek.grek Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 19.02.15, 16:22
            sceny mało estetyczne, dla mnie zwłaszcza :], ale w jakiś sposob budujące nastrój tego spektaklu. a może tylko współczesne sztuki nie moga się obyć bez golizny, niestety męskiej ?

            z Twoją powyższą recenzją w gros punktów nie sposob się nie zgodzić.
            jedyne co pozwoliłbym sobie zakwestionować, to temat dłużyzn.
            wg mnie, one pozwalają jakoś to poczuć lepiej, wejśc w klimat tego mikrokosmosu.
            • pani_lovett Re: Propozycje poweekendowe - poniedziałek 19.02.15, 22:58
              > sceny mało estetyczne, dla mnie zwłaszcza :], ale w jakiś sposob budujące nastr
              > ój tego spektaklu. a może tylko współczesne sztuki nie moga się obyć bez golizn
              > y, niestety męskiej ?

              Sceny, o których mówicie to swoisty odcisk palca Autora inscenizacji, który dopracował się etykietki prowokatora, skandalisty.
              :)
      • grek.grek "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 14:31
        ten documental o Niemenie, faktycznie solidny i faktycznie bez fajerwerków :]

        urodził się tu i tu, wyjechał tu i tu wtedy i wtedy, wtedy i wtedy wydał taką i taką płytę, wtedy i wtedy odebrał nagrodę, wtedy i wtedy wystąpił w telewizji albo na festiwalu w Opolu/Sopocie, wtedy i wtedy pojechał do Włoch albo Niemiec lub też na trasę do ZSRR... itd.

        plus 2-3 nieprzyjemne sytuacje, w które próbowały go wmanewrować czynniki polityczne : m.in preparując informację jakoby na jakimś koncercie, będący na gazie Niemen ściągnął spodnie i pokazał publiczności pionowy uśmiech; a także wyrywając z kontekstu jakieś zdanie, sugerujące że człowiek poparł stan wojenny, co ściągnęło na niego zmasowaną krytykę opozycyjnych środowisk i falę bojkotów jego występów, także zagranicą [Szwecja]; plus : jakieś epizody z kasowaniem nagrań NIemena, specjalnym przesuwaniem występu na festiwalu transmitowanym w TV na godzinę 5 n/ranem, kiedy nikt już nie oglądał, a także programem "100 pytań do..." w którym kilku odpowiednio nie lubiących go dziennikarzy i ludzi kultury sponiewierało go zupełnie idiotycznymi waprosami, z których miało wynikać że Niemen i jego piosenki oraz image to kupa śmiechu; aż po film inspirowany ponoć przez środowiska przyjazne władzy, w którym pokazano Niemena jako cymbała i bufona.

        sporo gadających głów, od krewnych i znajomych pamiętających go jeszcze z dzieciństwa na Białorusi, po kolegów z zespołów i branży [Skawiński, Skrzek, Namysłowski, Urbaniak, muzycy z Niebiesko-Czarnych itd], muzyków mających go za mistrza i guru [Skawiński z Kombi], no i rzesze dziennikarzy - na czele z Gaszyńskim i Rogowieckim,który wypowiadał się tonem nieznośnie oznajmującym, jakby kręcił własny film w filmie.

        Plus jakichś paru gostków przedstawionych jako "niemenolodzy" ;], jakiś starszawy Italiano, który nagrywał wystręp Niemena we Włoszech, no i Farida NIepamiętamnazwiska - Włoska piosenkarka wyglądająca jak miss Tunezji, z którą Niemen nagrywał i romansował, ale ona miała męża i "ta miłośc nie mogła się spełnić", ale za to wleźli na Giewont i "przed Bogiem" wymienili symbolicznie obrączki. Taki new romantic wątek ;]

        Piosenki - "POd Papugami", "Dziwny jest ten świat", "Czy mnie jeszcze pamiętasz" i tytułowy "Sen..." plus sto innych, tytuły albumów, daty, generalnie - wyciąg z wikipedii. ILustrowany zdjęciami, fragmentami koncertów, występów, wywiadów, zdjęciami.

        Głos Niemena nadal brzmi jak dzwon i nie starzeje się, niektóre teksty i owszem.

        Niewiele o nim samym, poza tym że jak już coś, to w samych supelrlatywach. Miły, wrażliwy, utalentowany... Generalnie, pomnik trochę.

        Za mało o tym, jak jego styl kontrastował z estetyką PRL, zamknięto ten wątek w paru zdaniach, a można by chyba było go rozwinąć śmiało.

        generalnie, najlepszy moment to początek - "Sen o Warszawie", to oficjalny hymn kibiców Legii Warszawa, zaczyna się film od ujęcia jak przed meczem cały stadion, na 30 tys gardeł, ryczy ten tekst, aż się niesie na kilometr, by za chwilę płynnie w ten chór kibicowski wszedł oryginalny wykon Niemena. Zgrabne. A potem pierwsze ujęcia domu rodzinnego oraz o narodzinach i już wiedziałem, że będzie buchalteria ;]
        • siostra_bronte Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 15:25
          Dzięki, Greku :)

          Wygląda to na solidny dokument, ale Niemen faktycznie zasłużył na ciekawszy film. Ale dokument powstał zdaje się z okazji 10 rocznicy śmierci Niemena, więc siłą rzeczy to musiała być laurka. Być może reżyser był też ograniczony ewentualnymi roszczeniami rodziny (wdowa jest znana z wykłócania się o prawa autorskie, zdaje się, że nie zaakceptowała filmu).
          • grek.grek Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 16:16
            moja przyjemnośc, Siostro :]

            yes, zamiast noty w wiki mozna obejrzeć, i posłuchać, filmu :]

            w filmie nie poruszono żadnych wątków rodzinnych dot. Niemena, trudno powiedzieć
            zatem, na ile bliscy śp. mieli tutaj wpływ na charakter całości.
        • mozambique Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 15:27
          mam i obejrze
          ale jak mniemam pewnei ani slowa o skandaliczych rucha wdowy NIemenowej calkowicie blokującej wszystkei oddolne ruchy w celu ucczenia tego artysty ?
          • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 15:47
            Ani słowa. W dokumencie nie pada nawet imię drugiej żony Niemena. Jest tylko ujęcie Urzędu Stanu Cywilnego i ktoś ( )autor dokumentu?) mówi, że w tym oto urzędzie w 1975 roku Niemen zawarł po raz drugi związek małżeński.

            Małgorzata Niemen odmówiła autorowi tego dokumentu wypowiedzi, mówili o tym w jakiejś audycji radiowej na Trójce.
            • pepsic Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 17:17
              Tak tyko pytam, jakim sposobem obejrzeliście pozycje nakładające się na siebie?
              ;)
              • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 19:06
                pepsic napisała:

                > Tak tyko pytam, jakim sposobem obejrzeliście pozycje nakładające się na siebie?

                He,he! :)

                Prawdę mówiąc, to ja obejrzałam spory fragment dokumentu, bez początku z oczywistych powodów.
              • mozambique Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 19.02.15, 09:44
                ja z koniecznosci nie ogladam na zywo , nagrywam i ogladam póżniej
              • grek.grek Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 19.02.15, 16:23
                Kruma" oglądałem live.
                "Sen" TVP2 powtarzała jakoś po 3 nocy.
        • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 16:06
          Co ciekawe od kilku lat trwa spór o piosenkę „Sen o Warszawie” pomiędzy kibicami Legii, a Małgorzatą Niemen, która chętnie zakazałaby kibicom jej wykonywania na stadionie . W ubiegłym roku córka Niemena poparła matkę wyznając , że nie wie czy tata , by się zgodził na takie wykonanie jego piosenki ("nagranie [...] na stadionie wespół ze śpiewami z gardzieli kibiców"). "To, co jest kontrowersyjne - powiedziała Natalia w wywiadzie dla portalu TVP.INFO - to sposób, w jaki kibice wykonują tę piosenkę, te ich pienia trochę zagłuszają mojego tatę."

          Śmieszne zarzuty!
          • grek.grek Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 16:18
            no to już ociera się o parodię :]

            w istocie Niemen nie jest chyba autoreem tej piosenki, prawda ?
            on ją tylko śpiewal, więc w sumie pani córka mogłaby się najwyżej domagać
            nieodtwarzania "Snu" w wykonaniu jej męza, a nie śpiewania samego utworu ? :]
            • siostra_bronte Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 16:28
              Niemen napisał też muzykę. Ale faktycznie chodzi o zakaz odtwarzania tej piosenki w wykonaniu Niemena. Przyznam, że nie wiem jak to się skończyło.
              • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 20:31
                siostra_bronte napisał(a):

                > Niemen napisał też muzykę. Ale faktycznie chodzi o zakaz odtwarzania tej piosen
                > ki w wykonaniu Niemena.

                To przepraszam za nieścisłość.

                >Przyznam, że nie wiem jak to się skończyło.

                Sprawa chyba się jeszcze nie skończyła.
            • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 20:29
              >pani córka mogłaby się najwyżej domagać
              > nieodtwarzania "Snu" w wykonaniu jej męza, a nie śpiewania samego utworu ? :]

              No właśnie.
              • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 20:36
                pani_lovett napisał(a):

                > >pani córka mogłaby się najwyżej domagać
                > > nieodtwarzania "Snu" w wykonaniu jej męza, a nie śpiewania samego utworu
                > ? :]
                >
                > No właśnie

                POST DO WYCIĘCIA! SPRAWA WYJAŚNIONA!
        • pani_lovett Re: "Sen o Warszawie" 2014 - dokument 18.02.15, 16:25
          Dodałabym jeszcze wspomnienie o tym, choć rzecz to dobrze znana od dawna, jak to władzy ludowej nie podobała się piosenka "Dziwny jest ten świat". Bo przecież w PRL-u , w najlepszym z ustrojów ;) , nie mogło być "dziwnie".

          ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka