Gość: Kaśka
IP: *.szczecin.ppp.tpnet.pl
15.02.01, 14:01
Wspomnienia z dzieciństwa. Wyidealizowane i wyolbrzymione sprawiają, że różni się świat, który przechowujemy w wyobraźni my sami, i inni uczestnicy tych samych wydarzeń. Cóż nam tak na prawdę zostaje w pamięci? Przecież nie dokładny przebieg zdarzeń, ale pewne nastroje, odczucia. Może temperatura barw? Rozczarowanie - to chyba najlepsze określenie uczucia, które towarzyszyło mi w trakcie oglądania najnowszego filmu Wojciecha Marczewskiego. Podzielam opinię Wojciecha Cesarskiego wyrażoną w recenzji zamieszczonej przez "Gazetę" w internecie. Niedostatki w konsekwentnym budowaniu nastroju, uzasadnieniu motywów postępowania dorosłych bohaterów, niewidoczna na ekranie "tajemnica", która miała jakoby otaczać Dawidka, groteskowe dialogi bohaterów - to tylko niektóre z uwag, jakie kierować by można do autorów scenariusza. Potwierdza się niestety opinia wyrażona pozez samego reżysera, iż nie interesuje go raczej anegdota, a pewne wrażenia, które po obejrzeniu filmu pozostają. Zdjęcia budują taki nastrój, który chciałoby się pamiętać. Wrażliwość na detal, barwy, znaczenie ujęć pozwala rozpoznać ten film jako autorski. Cóż z tego, skoro to wspaniałe opakowanie zawiera zepsutą nieco już magdalenkę. Naturalizm dżwiękowy razi, kiedy dotyczy całego filmu - wciąż słyszałam tupanie, szuranie, kapanie, nawet wtedy, kiedy nie miało to najmniejszego znaczenia w scenie.
Polski "Piknik pod wiszącą skałą" mógł być bardziej konsekwentnie zrealizowany.