Ocean's eleven: ryzykowna gra ****

19.11.04, 17:25
Ocean's eleven?! Jedenastka Oceana... Dobra, ale po co nam aż 11, skoro
wystarczyłoby znacznie mniej typków! Widz i tak tych jedenastu nie
zapamiętał, bo część z nich pojawiła się na kilka sekund. Był Pitt, Dammon,
OK. To dwóch. Dalej Don Cheadle, z Trafficu i paru innych filmideł, no i
(T.S.)Elliot Gould. Czterech. A co dalej? Ten dziadek, co przetrzymywał
walizkę i udawał, że umarł, poza tym koleś od kluczy, co instalował kamerę.
(6). Reszty się nie zapamięta, bo przez co, skoro reżyser nierównomiernie
opowaida o tej dwunastce. I to według mnie błąd. Powinien skoncentrować sie
na wszytskich tak samo. Spójrzmy na "12 gniewnych ludzi". Lumet dobrał tam
takich charakterystycznych typków, że widz zapamięta wszytskich, a nie tylko
paru. W takim razie po co 11-tu?!! czyżby reżyser miał za dużo pieniędzy i
wydał na obsadę? Mógłby bardziej rozwinąć pozostałe postaci kosztem wycięcia
tej niepotrzebnej obsady! Tak samo w "Parszywej dwunastce". Zapamięta się
Bronsona, Savallasa, Sutherlanda, może jeszcze Murzyna; tego co zginął na
końcu i tego co Marvin kazał mu się atakować. (Jak John Cleese w skeczu o
obronie przed napaścia z użyciem owoców) A reszta?!! To tylko sześciu!
Podobnie w "Obcym 3" Więźniów jest od groma, obcy i tak wszystkich pozabija,
no, może poza jednym, tego sie zapamięta, poza tym Charlesa S.Duttona,
dyrektora więzienia, lekarza i co? I nic. zostanie kilkunastu albo i
kilkudziesieciu pozostałych, których obcy pozabija tak jak mrówkojad mrówki.
Moim zdaniem to straszne głupstwo ze strony reżysera zawracać widzowi głowę
jakimiś pobocznymi aktorami, którzy do niczego nie są potrzebni. Co innego
w "Żądle","Pulp fiction", czy "Big Lebowskim". Obsada jest obszerna, ale
żadnej z postaci nie dałoby sie usunąć, bo każda idealnie komponuje sie
estetycznie i scenariuszowo w całośc filmu. Można też zrobić tak jak
w "Szeregowcu ryanie", czy jak już jesteśmy przy Obcym, to przy "Obcym
decydującym starciu". Jest ludków całkiem sporo, ale giną w jakiejś masakrze
i widz interesuje sie pozostałymi bardziej, bo przeżyli i zobaczy sie, czy
dalej sobie poradzą. W "Ocean's eleven", "Obcym 3" i "Parszywej dwunastce" te
zabiegi sie nie udały. Dlatego od "Ryzykownej gry" będę wolał "Żądło",
od "Obcego 3" jego poprzednie części, a od "Parszywej dwunastki" "Ryana",
chociaż napisanie tego ostatniego przykładu budzi we mnie najwięcej skrupółów-
wiem, że Ryan bywa nazywany kiczem i pogardzany przez zwolenników
intelektualnej "Cienkiej czerwonej linii", ale musze rzec, ze "Linia" też ma
ten sam błąd o którym sie rozwodzę. Mallick opowiada o grupie żołnierzy, jest
ich sporo. O tym powie się wiecej, o tym mniej. Tego sie zabije, tego
zostawi, generalnie jednak większośc przeżyje. Jest dużo znanych gęb, ale nie
mają wiele do powiezenia, (poza Nickiem Nolte, ale mało go tu). Bardziej
oddziaływują obrazy, ale ja wolę treść od formy. "Bo jak nie ma tam treści,
to po prostu można tam popodstawiać rózne treści, nawert takie, które by nam
nie odpowiadąły" (REJS)
Pełna wersja