alic.ja011
14.06.11, 12:15
Domyślam się, że umoralnianie mnie tu nie ominie, ale zęby zacisnę i zniosę.
Ludzie otóż seksu mi się chce.
Z nowo poznanym gościem.
Temat zaczęliśmy, ale z różnych względów nie zakończyliśmy. Od piątku mam miękkie kolana i nie jestem w stanie o niczym innym myśleć. Przeżyłam lat grubo ponad 30 [on zresztą też], a takiej chemii nie. Klnę się, że pierwszy raz coś takiego zrobiłam, w sensie wyhaczenia pana pod sam koniec imprezy, i przywiezienia na chatę [nie moją akurat, tylko inną wolną, ale nieistotne]. Ja go wylukałam już na początku, ale był z jakąś panną która potem wcześnie się zmyła, nie miałam wobec niego kompletnie żadnych planów i tak niechcący jak się towarzystwo rozchodziło zaczęliśmy gadać. Stwierdziliśmy po chwili zgodnie, że nie do końca sobie wyobrażamy, żeby każde poszło w swoją stronę, no to nie poszliśmy każde w swoją tylko razem. Następnie przy wiśniówce lubelskiej przegadaliśmy siedząc w kuchni grzecznie jak u mamusi na kawie kilka godzin, każde na swoim stołeczku, obrobiliśmy wszelkie tematy, łącznie z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa, byłymi nieudanymi małżeństwami, uzależnieniami od używek itp. itd. Już było widno, jak zwierzęta z nas wyszły. Zero skrępowania, zero hamulców, otwarcie instruowaliśmy się nawzajem, w zasadzie ‘normalnego seksu’ zero, bo gumek niet, ale cała reszta jak najbardziej tak. Ja rozumiem, że jestem niewyżyta, bo od roku w celibacie, ale normalnie diabeł z piekieł we mnie wstąpił.
A potem się sfrajerzyłam okrutnie – wciąż zszokowana swoim niezmiernie niestosownym zachowaniem, całą sobą po prostu dałam znać, że dla mnie temat jednorazowy i dziękuję. Powiedziałam jedynie, że nie żałuję ani chwili, było nieziemsko … i tyle. Gdy czekaliśmy na ławeczce na taryfę, pan coś próbował sugerować i podpytywać, że można by gdzieś w plener w taki piękny dzień, i że w ogóle tutaj w okolicy [w sensie w mojej okolicy] jego brat mieszka i on coś u niego zostawił i jutro musi do niego podjechać i to odebrać, i w ogóle jakbyśmy się następny raz spotkali itp. itd. a ja kretynka ogłosiłam wszem i wobec, że nie śpię od 24h i muszę natychmiast do domu… No dosłownie jakbym miała ‘odp*erdol się’ napisane na czole. Podrzucił mnie więc taryfą do mnie, parę domów dalej, i wziął i pojechał w dal …. Numeru od niego nie wzięłam, on po moich powyższych popisach o mój tel. nawet już nie zapytał.
Oprzytomniałam kolejnego dnia. Numer to ja mogę mieć, bo towarzystwo się zna, w sumie on do mnie też mógłby mieć, no bo towarzystwo się zna hehe. Jednakowoż, towarzystwa to ja wolę w to nie wciągać. Chociaż nie wiem czy nie będę musiała, bo ludzie, normalnie ledwo chodzę.
Pytanie brzmi: zrobić z siebie kolejny raz debila, i pojawić się u wspólnego kumpla żebrząc o numer, ewentualnie prosząc, aby przekazał tamtemu człowiekowi, przez którego jeść nie mogę, żeby do mnie zadzwonił, a następnie wysypać się po całości i powiedzieć tamtemu człowiekowi, że jest mnóstwo rzeczy, które zamierzam mu robić, i jak to nie będzie dzisiaj, to ja chyba umrę? Oczywiście biorę poważnie pod uwagę, że nie będzie chciał ze mną gadać, co byłoby na dzień dzisiejszy pewnym ciosem, ale zaczynam być gotowa na takie ryzyko.
Czy też pierdyknąć łbem w ścianę, zacisnąć zęby i poczekać aż mi przejdzie?
Proszę o głosowanie.
Tylko please, bez teoretyzowania o jakiejś pogoni za króliczkiem, nie jestem żadnym kuźwa króliczkiem, nie marzę o ołtarzu i białej sukni i nie chcę żeby mnie wziął najpierw na 10 randek zanim mu dam pomacać kolano, dam się mu zjeść tu i teraz, wszelkie konwenanse mam po prostu po pierwszy raz w życiu w doopie.
p.s. zero trollowania z mojej strony, nick nowy bo pod oryginalnym zna mnie tu chyba parę osób, a na ten temat akurat nie mam ochoty dyskutować z nikim znajomym.