the_man
18.02.16, 13:09
Ciotka mojej partnerki na wieść o naszym ślubie zaproponowała jej, zeby zamieniły się mieszkaniami - mieszkanie ciotki jest 2 razy większe, niż mojej narzeczonej. Ciotka chce załatwić sprawę u notariusza przed ślubem żeby mieszkanie było zapisane tylko na nią i nie weszło do wspólnego majątku.
Jestem dosyć zaskoczony i zniesmaczony sytuacją. Podobnie moi rodzice uważają, ze ciotka powinna darować mieszkanie nam jako małżeństwu, a nie wprowadzać jakieś podziały. Jak miałbym tam za coś płacić, czy inwestować w remonty skoro mieszkanie nie należy do mnie? Narzeczona mówi, ze rozumie moje podejście i zapewnia, ze za utrzymanie mieszkania oraz remonty zapłaci ona sama. ALE jako to sama? skoro mamy mieć wspólnotę majątkową to zapłaci ze wspólnej kasy. Nie prawdaż?
Moja mama powiedziała dziewczynie, ze powinna zapisać część mieszkania na mnie, w innym wypadku nie przyjdzie na nasz ślub. Na to moja partnerka bezczelnie odparowała moim rodzicom, że skoro ona ma zapisać część mieszkania (po jej dziadkach) na mnie to niech oni zapiszą część naszego domu na nią. Mama wpadła w furię i nazwała narzeczoną podłą, chciwą suką. Na tym zakończył się niedzielny obiad.
Mamy ustaloną datę ślubu, salę wynajętą, zaproszenia wysłane.
Tłumaczę mamie, ze jest w gorącej wodzie kąpana, że urobię żonkę aby rozszerzyła wspólnotę majątkową i z czasem ulegnie. Mama trzyma się jednak swoich warunków - dziewczyna ma ją przeprosić i umieścić mnie w akcie notarialnym. Dziewczyna tak samo obstaje przy swoim - przepraszać nie będzie i mieszkania mi nie zapisze.
Nie chcę by na ślubie zabrakło mojej mamy. Z drugiej strony jak ślub odwołam to dziewczyna pewnie mnie zostawi, a tego też nie chcę.