bukem
04.10.04, 16:20
Sam, nie znaczy samotny.
Mam ostatnio w życiu taki okres, kiedy mieszkam sam. Po burzliwym związku
zamieszkałem sam w środku wielkiego miasta. No cóż... Kilka pierwszych
tygodni było bardzo ciężkich, jestem co prawda samowystarczalny (sam gotuję i
o mieszkanie też potrafię zadbać), ale cięzko było siedzieć samemu w czterech
scianach. Po kilku miesiącach przyszło chyba przyzwyczajenie...
W momencie, gdy nauczyłem się mieszkać sam wszystko stało się prostsze. To
chyba prawda, że aby móc cokolwiek budować nowego z kimkolwiek, najpierw
trzeba się nauczyć żyć samemu... Co myślicie?