ines_1989
06.10.17, 14:17
Od pewnego czasu spotykam się z jednym facetem. Zawsze mówił mi, że pięknie wyglądam - miałam na sobie krótką spódnicę lub sukienkę przed kolano. Ostatnio jednak rozmawialiśmy i on wyskoczył z tekstem, że w sukienkach wyglądam okej, ale on lubi kobiece tyłeczki w dobrze dobranych spodniach, ale nie legginsach. Początkowo odebrałam to normalnie - pomyślałam, lubi pośladki i tyle, może rzeczywiście kręcą go opięte gacie. Nawet stwierdziłam, że choć od kilku lat nie noszę jeansów, mogę sobie jakieś sprawić, może wtedy nakręci się i pójdziemy do łóżka. Później jednak zaczęłam się zastanawiać, czy nie chce przejąć nade mną kontroli. To wszystko było powiedziane w miłym tonie, ale po głębszym zastanowieniu dostrzegłam w tym drugie dno. Na co dzień noszę mocno opięte spódnice, wiele sukienek też podkreśla pośladki. Widywał mnie w nich i mówił, że przepięknie wyglądam, mega kobieco. Zaczęłam się zastanawiać, na ile on z tymi jeansami po prostu wyraził chęć urozmaicenia, a na ile chodzi mu o to, że powinnam się bardziej zakrywać, żeby nie wyglądać na ulicy zanadto atrakcyjnie. Nie jestem jakąś fanką jeansów i spodni w ogóle, bo wbrew pozorom sukienki są dla mnie wygodniejsze, bo wykonane z przyjemniejszego w dotyku materiału, ale jak go to kręci, to mogę je założyć na randkę z nim.
Zastanowiło mnie jego pytania: "Czy zawsze się tak ubierasz, bo szef tego wymaga? Czy wychodzisz tak też na miasto?". Generalnie wydaje mi się, że on ma jakiś problem z moim szefem, bo zawsze o niego wypytuje. Czy jest młody, czy stary, dlaczego mnie podwiózł. Na drugiej randce wyszło, że mam szefa, on na to: dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedziałaś? Rzeczą zrozumiałą jest, że nie było ku temu okazji.