seom
23.12.18, 23:07
Witam ciekaw jestem opinii co byście zrobili w takiej sytuacji.
A więc jestem 5 lat po ślubie wszystko było miło, wszystko było ok, pojawiło się 1wsze dziecko, było normalnie, znośnie, jednocześnie zajmowałem się dopilnowywaniem budowy domu. Wprowadziliśmy się 1,5 roku temu. Warunki bytowania się poprawiły, pojawiło się 2gie dziecko i od tego momentu zaczęła się gehenna.
Odwrót o 180 stopni. Żonie nie pasuje nic. Non stop średnio 3-4 razy w tygodniu od 1,5 roku robi mi awantury o byle co, bo kubek zostawiony, bo niepozamiatane, bo dziećmi się nie zajmuję, bo jestem wredny. Problem w tym, że nie znam w swoim otoczeniu ojca, który by tyle czasu poświęcał dzieciom co ja, woził rano do żłobka i przedszkola, odbierał, jeździł na zebrania, warsztaty dla dziecka (bo żona nie może bo jest na etacie a ja mam możliwość opuszczenia swojej firmy kiedy mi się podoba). Dodatkowo robię jedzenie, zabawiam się z nimi, kupuję różne zabawki edukacyjne, poświęcam czas przeznaczony na prowadzenie firmy do maks 7 godzin dziennie aby zawsze po 15tej odebrać dzieci. Żona co prawda ma swój samochód ale muszę ją wozić do pracy i z pracy bo po co dwoma pojazdami jeździć - tak mi tłumaczy. Regularnie od 4 lat robi mi awantury tuż przed świętami, przez co ostatnie udane święta pamiętam tylko te sprzed ślubu. Nie chce się spotykać z moimi znajomymi, po prostu zaczynam się przez to alienować od otoczenia i strasznie mnie to irytuje.
Problem w tym, ze nie zauważa tego co zrobiłem własnymi rękami aby zapewnić dzieciom i rodzinie dobre warunki tj wykończyłem w połowie dom sam, zamontowałem elektrykę oraz wiele innych prac. W odpowiedzi dostaję informacje, że to było kiedyś a liczy się to co teraz.
Jak coś wokół domu robię czy przydomowe prace, np zakładanie oświetlenia na podbitkę to dostałem awanturę, że wymyślam sobie roboty, żeby dziećmi się nie zajmować. Po prostu dla mnie sytuacja, gdzie gospodarz zajmuje się sprawami technicznymi wokół domu a żona pilnuje dzieci w tym czasie to dosyć normalny i rozsądny podział obowiązków. Tu niestety tak nie ma.
O jej urodzinach w grudniu zawszę pamiętałem, kwiaty wino kolacja. Niestety w czerwcu odwdzięki za to nie dostałem, od dnia ślubu nie składa mi życzeń. W dniu urodzin nawet nie powiedziała symbolicznego "wszystkiego najlepszego" tylko jeszcze pyskowała o jakieś pierdoły. Strasznie mnie to zdołowało i teraz w grudniu odwdzięczyłem się tym samym kamienną twarzą i zero reakcji na urodziny.
Jest uzależniona od matki, co dziennie z nią rozmawia, podejmuje z nią decyzje, potrafi wziąć dziecko i zabrać, siedzieć u matki po 2-3 dni. Ciągle narzeka, że na nic nie ma czasu, proponowałem zrobić grafik abym np 2 dni w tygodniu dziećmi zajmował się tylko ja a ona w tym czasie będzie mogła się zająć tylko sobą, iść na basen czy co tam chce. Oczywiście nie ma mowy bo ona nie ma siły. Natomiast jak dzieci śpią i ja usiądę pod koniec dnia przed telewizorem gdzieś ok 21-22 czy oczytam książkę, następnego dnia awantura, że zamiast "wziąć się za robotę" i sprzątać to mi się pod telewizorem chce siedzieć. Oczywiście w drugą stronę jak siedzi przy "m jak miłość" problemu jej nie robię.
Teściowa z jednej strony miła dla mnie i bardzo życzliwa, jakkolwiek mam wrażenie, że doradza żonie i ją podjudza. Bo większość awantur jest wszczynana zaraz po tym jak przyjeżdża od matki. Jej siostra jest rozwódką i zaczynam się martwić czy matka nie dąży do tego z drugą córką ponieważ ma na nią bardzo duży wpływ. Żona wynosi wszystkie "pomyje" z domu i raportuje non stop matce.
Ciągłe wyrzuty, że nie przebywałem całą noc z nią w szpitalu przy porodzie drugiego dziecka i wmawianie innym w tym matce i swojej siostrze dookoła, że to dlatego, że nie chciałem drugiego dziecka. Co jest kłamstwem i nawet przez myśl mi to nie przeszło.
Wiesza na mnie psy komu się da. Ostrzegałem ją aby nie narzekała ciągle na mnie mojemu bratu czy matce, nie posłuchała, przez co doszło do głośnego spięcia bo zrobili jej awanturę o to. W efekcie moja matka nie chce już do mnie przyjeżdżać bo jest zmęczona ciągłym narzekaniem żony.
Ostatnimi czasy próbowałem załagodzić relację, proponowałem jakieś wino wspólne, film aby obejrzeć, wyjść razem na spacer, niestety nic z tego, nie pozwala nawet do siebie dojść, czasu praktycznie ze mną nie spędza, zamyka się w swoim pokoju, od roku śpimy oddzielnie. Jej codzienne funkcjonowanie opiera się o podanie posiłku dzieciom, poczytanie gazetek promocyjnych przed snem i to tyle. Kupiłem jej na prezent kwiaty doniczkowe. Niestety wylądowały w śmieciach zagłodzone bo miesiącu bo ona ma w '''d..pie" moje kwiaty. Nie ma żadnego hobby, nic nie lubi, nic ją nie interesuje, kwiaty w domu i wystrój to moja fucha bo jej takie rzeczy nie interesują. Przed ślubem naprawdę nie było tego widać po kilku latach tak się to niestety ujawniło i zintensyfikowało, że ciężko z taką osobą przebywać po prostu.
Jutro mamy wigilię, oznajmiła, że do mojej rodziny nie pojedzie bo jej nie lubią i ona ich też nie i mnie też ma dość. Najlepiej jakbym zrobił skok w bok to by miała pretekst, żeby ze mną wkońcu zerwać, bo w sumie to ja chciałem się z nią usilnie żenić nie ona ze mną.
No i generalnie tuż przed kolejnymi świętami fajnie coś takiego usłyszeć nie? To już będą 5te "udane" święta do kolekcji
Jeśli chodzi o mnie, nie wybielam się, jestem impulsywny, po prostu od czasu tych kłótni zrobiłem się podenerwowany, często na jej narzekania reaguję gniewem, krzykiem, ale nigdy nie podniosłem ręki i nigdy nie zainicjowałem żadnej awantury jako pierwszy. Zwykle prosze o to aby przestała już jątrzyć i staram się reagować spokojnie co ją jeszcze bardziej nakręca i suma sumarum i tak muszę krzyknąć aby zakończyć zwadę.
Im więcej robię tym więcej dostaję awantur na temat czego jeszcze nie zrobiłem i żeby brać się za robotę itd. nie jestem w stanie normalnie prowadzić firmy bo ciągle mam głowę napchaną kłótniami i rozmyślaniem co dalej.
W efekcie ostatniej kłótni po prostu impulsywnie zagroziłem rychłym rozwodem. Na co dostałem info od niechcenia, żebym sobie robił co chcę.
I tutaj naprawdę mam mętlik w głowie, dwoje dzieci 1,5 roku i 4 latka, moje oczka w głowie, dom, który w 80% sfinansowałem, materialnie naprawdę sporo do stracenia i wiek już sędziwy 36 lat.
Z drugiej strony patrzę czy sprawy materialne powinny brać górę nad zdrowiem psychicznym człowieka i czy po prostu nie lepiej się w życiu wyresetować i dać dzieciom opiekę naprzemienną. Może to da im lepiej niż patrzenie co 2gi dzień na warczących na siebie rodziców. Myślę, też, że skoro już po 5 latach mam dość to kolejnych kilkudziesięciu naprawdę nie wytrzymam.
Czy ktoś miał taką sytuację i przebrnął przez nią?
Sorry za długi tekst i pozdrawiam