naturella
06.09.02, 11:33
Mój mężczyzna już od ponad roku nie mieszka ze swoją żoną, rozwód w trakcie,
a problem polega na tym, że ta kobieta nie przyjęła tego nadal do wiadomości.
Dzwoni do niego niemal codziennie. Większość telefonów polega na tym, że
wszczyna awanturę od pierwszego słowa, wyzywa go, prowokuje, czepia się i tak
dalej. Za każdym niemal razem on rzuca słuchawką, albo też w mało kulturalnym
tonie kończy rozmowę. Wtedy ona dzwoni znowu. Dochodzi do sytuacji, że ona
dzowni, on rozłącza rozmowę, ona znów dzwoni i tak po kilkanaście razy. On
odbiera telefony od niej, bo może jej chodzić o coś poważnego - np. o
dziecko - że ma jakąś konkretną informację. Od ponad roku jednak nigdy z
niczym konkretnym nie zadzwoniła (chyba, że awantury o pieniądze uznać za
konkret). Druga sprawa to smsy. Ila razy ona jest na jakiejś imprezie, wypije
sobie trochę itp to zaczyna przysyłać smsy z wyznaniami miłosnymi,
propozycjami seksualnymi. Zresztą czasem w tym tonie też dzwoni i nagrywa się
na pocztę głosową. Nic nie pomaga. Ani jego milczenie, ani rozłączanie się,
anni olewanie, ani tłumaczenia. Wie, że mieszkamy razem, a jednak wciąż
dzwoni i smsuje. Zastanawiam się, do jakiego stopnia kobieta może się
poniżyć. Na wniesienie pozwu rozwodowego sama wyraziła zgodę i robiła
wszystko, żeby ich małżeństwo się rozpadło, a teraz wyprawia takie brewerie.
Nie wiem po co - czy żeby go odzyskać, czy też, żeby jak najwięcej krwi
napsuć. Czy ktoś ma pomysł, jak to ukrócić? Ja się nie chcę w to mieszać, ale
może jest jakiś sposób?