Dodaj do ulubionych

Namolna żona

06.09.02, 11:33
Mój mężczyzna już od ponad roku nie mieszka ze swoją żoną, rozwód w trakcie,
a problem polega na tym, że ta kobieta nie przyjęła tego nadal do wiadomości.
Dzwoni do niego niemal codziennie. Większość telefonów polega na tym, że
wszczyna awanturę od pierwszego słowa, wyzywa go, prowokuje, czepia się i tak
dalej. Za każdym niemal razem on rzuca słuchawką, albo też w mało kulturalnym
tonie kończy rozmowę. Wtedy ona dzwoni znowu. Dochodzi do sytuacji, że ona
dzowni, on rozłącza rozmowę, ona znów dzwoni i tak po kilkanaście razy. On
odbiera telefony od niej, bo może jej chodzić o coś poważnego - np. o
dziecko - że ma jakąś konkretną informację. Od ponad roku jednak nigdy z
niczym konkretnym nie zadzwoniła (chyba, że awantury o pieniądze uznać za
konkret). Druga sprawa to smsy. Ila razy ona jest na jakiejś imprezie, wypije
sobie trochę itp to zaczyna przysyłać smsy z wyznaniami miłosnymi,
propozycjami seksualnymi. Zresztą czasem w tym tonie też dzwoni i nagrywa się
na pocztę głosową. Nic nie pomaga. Ani jego milczenie, ani rozłączanie się,
anni olewanie, ani tłumaczenia. Wie, że mieszkamy razem, a jednak wciąż
dzwoni i smsuje. Zastanawiam się, do jakiego stopnia kobieta może się
poniżyć. Na wniesienie pozwu rozwodowego sama wyraziła zgodę i robiła
wszystko, żeby ich małżeństwo się rozpadło, a teraz wyprawia takie brewerie.
Nie wiem po co - czy żeby go odzyskać, czy też, żeby jak najwięcej krwi
napsuć. Czy ktoś ma pomysł, jak to ukrócić? Ja się nie chcę w to mieszać, ale
może jest jakiś sposób?
Obserwuj wątek
    • Gość: Miluś Re: Namolna żona IP: 2.3.STABLE* / 192.168.48.* 06.09.02, 12:44
      naturella napisała:

      > Nie wiem po co - czy żeby go odzyskać, czy też, żeby jak najwięcej krwi
      > napsuć. Czy ktoś ma pomysł, jak to ukrócić? Ja się nie chcę w to mieszać, ale
      > może jest jakiś sposób?

      Postarszyc policją, sądem. Przeciez macie jej "nagrania", świadków, itp.
      Moim zdaniem facetka jest typem histeryczki-choleryczki. Zbyt bardzo pewna
      siebie (stąd łatwa zgoda z jej strony na rozwód), zadufana co do swojej
      atrakcyjności (zycie to szybko zweryfikowało - nie znalazła odpowiedniego
      pocieszyciela). Zrozumiała po czasie błąd i reaguje paniką.
      Sprawa ucichnie jak sie pobieżecie.
      • naturella Re: Namolna żona 06.09.02, 13:09
        Nie wiem, czy strasznie coś da, bo zawsze może powiedzieć, że dzowniła w
        sprawie syna - ona pod pretekstem rozmów o synu nawet usiłuje spotkania
        aranżować, które od początku są takie jak rozmowy telefoniczne (ty taki,
        owaki). Mój chłopak już kilka razy zmieniał numer telefonu - nawet nie
        specjalnie, ale tak jakoś wyszło, ale za każdym razem jakoś to zwąchała. Inna
        rzecz, że mój chłopak zawsze daje numer telefonu swojemu synowi, żeby mieć z
        nim kontakt - a twedy prędzej czy później ona przegrzebie małemu telefon i
        numer zdobywa. Aha, coś mi się przypomniało. Czasem nawet dzwoni z telefonu
        małego, żeby nie było widać, że to ona, albo też wyrywa małemu telefon w
        trakcie rozmowy z ojcem.
        Jak o tym wszystkim myślę, to nie tyle jestem wściekła, ile cały czas nie mogę
        wyjść z podziwu - skąd ta desperacja? Myślę, że gdyby nie wiedziała o mnie, to
        byłby spokój.
        Poza tym wydaje mi się, że jest trochę "nie tego" - jednego dnia potrafi wyzwać
        go od drani, gnoi, skurwieli, a za chwilę dzwonić i pytać, kiedy wróci do
        domu. A potem wysyła smsa z propozycjami seksualnymi twierdząc jednocześnie,
        że tylko z nią będzie mu dobrze w łóżku.
        Wydaje mi się, że to wszystko by się skończyło, gdyby ona sobie kogoś znalazła.
        Nawet nasz ślub i ich rozwód (niekoniecznie w tej kolejności:)) niczego nie
        zmieni, bo będzie zawsze wspólny syn i wspólne sprawy związane z nim - będzie
        mogła to wykorzystywać.
        O w mordę.
        • Gość: Miluś Re: Namolna żona IP: 2.3.STABLE* / 192.168.48.* 06.09.02, 13:35
          naturella napisała:

          Przejdzie jej. Długo to potrwa - ale przejdzie. Czas zrobi swoje.
          Ona po prostu zrozumiała że tak naprawde bardzo kocha twojego chłopaka. Rozwód
          wydaje mi się konieczny jak najszybciej - bo dopuki jest oficjalą żoną to nie
          popuści. A w miedzyczasie zbierajcie na nia papiery. Nagrywajcie jej rozmowy,
          zbieracie świadków.

          Pamietasz film "fatalne zauroczenie"? ;))
    • Gość: kobieta Re: Namolna żona IP: *.um.man.koszalin.pl 06.09.02, 13:26
      tak to jest jak się przechodzonego faceta bierze!!!;))
      • naturella Re: Namolna żona 06.09.02, 13:58
        Gość portalu: kobieta napisał(a):

        > tak to jest jak się przechodzonego faceta bierze!!!;))


        Racja. Święta racja. Ale co zrobić - miłość nie wybiera. :)
        • Gość: pomeranka Re: Namolna żona IP: *.waw.cdp.pl 06.09.02, 14:39
          Czy to z Twojego powodu "twój" chłopak rozstaje się z żoną, która widać dostała
          pomieszania zmysłów ?
          • naturella Re: Namolna żona 06.09.02, 15:18
            Gość portalu: pomeranka napisał(a):

            > Czy to z Twojego powodu "twój" chłopak rozstaje się z żoną, która widać
            dostała
            >
            > pomieszania zmysłów ?


            Żałuję, ale nie. Poznaliśmy się, kiedy rozwód był już w trakcie. Zresztą
            pierwszy raz o rozwodzie zaczęli mówić po roku małżeństwa. Dojrzeli do tego
            nieco później. A ja pojawiłam się niedawno. A ten cudzysłów jest niepotrzeby,
            bo mój mężczyzna często mi powtarza, że czuje się tak, jakby tamtego nigdy nie
            było i jakbym to ja była jego żoną. Może ktoś kpić, że to brzmi banalnie, ale
            nie wszystkie związki są powierzchowne i nie wszystkie małżeństwa są z
            miłości...
            • Gość: Thaliaa Zdesperowana kochanka IP: *.chello.pl 06.09.02, 17:07
              Napisałaś, że jego żona jest zdesperowana, ale ja uważam, że ty także jesteś.
              Skoro godzisz się na takie zachowanie i "podwójne" życie swojego faceta to Ci
              współczuje. Jeżeli by nie chciał takiego zachowania skończył by z tym. A poza
              tym, nie wiadomo jak długo jeszcze będzie z Tobą. Jak sama napisałaś miłośc nie
              wybiera a tacy mężczyźni się nie zmieniają...........
    • Gość: staach Re: Namolna żona IP: *.abo.wanadoo.fr 06.09.02, 23:19
      Ludzie ona prosi o rade a nie o ocene. Pierodly wypisujcie w glupich watkach.
      Tu sprawa jest powazna. Szczerze widze to tak: policja albo sad!!! Inaczej sie
      to nie skończy. Wiem ze prosto napisac policja. Ale jak chcesz miec swiety
      spokoj i zdrowa rodzine musisz to dla was zrobic.
      • thaliaa Poważna sprawa? 07.09.02, 00:02
        Ja troszeczkę się z Tobą nie zgadzam. W tej sprawie kochanka męża "namolnej
        żony" nie powinna się zastanawiać co zrobić. Nie zamierzam nikogo oceniać, ale
        to On powinien się tym zająć. Skoro nic nie robi w tej sprawie to najwidoczniej
        mu to nie przeszkadza. Szczególnie, że są dzieci. Skoro tamta kobieta się tak
        zachowuje tzn. że może być niebezpieczna. Czy dzieci nikogo nie obchodzą? Bo
        Naturelli z pewnością nie!
        • Gość: marekw Re: Poważna sprawa? IP: *.euro / *.euro-net.pl 07.09.02, 11:25
          thaliaa napisała:

          > Ja troszeczkę się z Tobą nie zgadzam. W tej sprawie kochanka męża "namolnej
          > żony" nie powinna się zastanawiać co zrobić. Nie zamierzam nikogo oceniać,
          ale
          > to On powinien się tym zająć. Skoro nic nie robi w tej sprawie to
          najwidoczniej
          >
          > mu to nie przeszkadza. Szczególnie, że są dzieci. Skoro tamta kobieta się
          tak
          > zachowuje tzn. że może być niebezpieczna. Czy dzieci nikogo nie obchodzą? Bo
          > Naturelli z pewnością nie!

          I to jest nawlasciwsze podsumowanie!
          Panna zaczyna jeden watek: syn mojego mezczyzny /psychologia/, drugi: namolna
          zona / mezczyzna /.
          Oba najwyrazniej po to, aby czekac na dowartosciowanie ze strony forumowiczow.
          Wez sie, dziewczyno zarobienie obiadu, prasowanie koszul, szorowanie brudow
          itp, a twoj pan niech radzi sobie sam. Nie byl bezwolna kukla, gdy sie zenil z
          szalona kobieta / chyba, z przy nim oszalala / i teraz tez chyba nie jest.
          Niech sam sobie radzi ze swoimi rodzinnymi problemami - Ty na razie jego
          rodzina nie jestes.
          Do czasu uregulowania wszystkich spraw rozwodowych itp. zamieszkaj gdzie
          indziej. Wasza milosc na tym nie ucierpi, matka dzieciaka bedzie miala mniej
          powodow do agresji, a dzieciak odetchnie. On cierpi najbardziej.
          Ale Ty tez mozesz. Chlopak dorasta i roznie moze sie zachowac, gdy sobie
          uswiadomi, ze w najpotrzebniejszych momentach nie mial ojca przy sobie.

          A czy jego tata nie walczyl o opieke nad dzieckiem?




          • naturella Re: Poważna sprawa? 09.09.02, 09:08
            > I to jest nawlasciwsze podsumowanie!
            > Panna zaczyna jeden watek: syn mojego mezczyzny /psychologia/, drugi: namolna
            > zona / mezczyzna /.
            > Oba najwyrazniej po to, aby czekac na dowartosciowanie ze strony forumowiczow.
            > Wez sie, dziewczyno zarobienie obiadu, prasowanie koszul, szorowanie brudow
            > itp, a twoj pan niech radzi sobie sam. Nie byl bezwolna kukla, gdy sie zenil
            z
            > szalona kobieta / chyba, z przy nim oszalala / i teraz tez chyba nie jest.

            Jasny gwint, jakiś Ty mądry. Nie mam czasu na prasowanie koszul, gdyż mam
            bardzo absorbujące życie zawodowe, a topików tutaj nie otwierałam po to, żeby
            zabić czas między obieraniem ziemniaków a myciem garów. Mój pan, jak ładnie
            napisałeś, radzi sobie sam, nie wymaga ode mnie pomocy w tej sprawie, a
            niepokoi mnie to tylko i wyłącznie dlatego, że go kocham, a widzę, że na niego
            to źle wpływa. To nie kwestia zazdrości i takich tam, jak dla mnie to ona może
            dzwonić non-stop, ale widzę, że jego to denerwuje.
            Dziwne, że jakoś nikt nie potrafi tego zrozumieć.

            > Niech sam sobie radzi ze swoimi rodzinnymi problemami - Ty na razie jego
            > rodzina nie jestes.
            > Do czasu uregulowania wszystkich spraw rozwodowych itp. zamieszkaj gdzie
            > indziej. Wasza milosc na tym nie ucierpi, matka dzieciaka bedzie miala mniej
            > powodow do agresji, a dzieciak odetchnie. On cierpi najbardziej.
            > Ale Ty tez mozesz. Chlopak dorasta i roznie moze sie zachowac, gdy sobie
            > uswiadomi, ze w najpotrzebniejszych momentach nie mial ojca przy sobie.
            >
            > A czy jego tata nie walczyl o opieke nad dzieckiem?

            Czegoś nie rozumiem. Dopóki nie ma rozwodu, to nie ma formalnie przyznanej
            opieki nad dzieckiem prawda? Poza tym - ilu znasz mężczyzn, któremu przyznano
            opiekę nad dzieckiem? W obecnej sytuacji Mały mieszka z matką, a z tatą widuje
            się kilka razy w tygodniu + weekendy. W sumie częściej niż z mamą, która
            prowadzi ożywione życie towarzyskie. Ale to na marginesie.
            Nie podoba mi się zarzucanie mojemu chłopakowi bierności - pisałam dlaczego on
            to w ogóle znosi. Dlatego, że każdy telefon od niej to może być wiadomość
            typu "Mały jest chory". Ale zauważyłam, że się trochę już uodpornił. Odbiera,
            słyszy dzikie ryki, więc momentalnie wyłącza telefon. I tyle. Nic innego zrobić
            nie może. Na szczęście Mały jest na tyle duży :) że może sam powiadomić o sobie
            i jest z nim kontakt telefoniczny (o ile mama mu nie zabierze komórki, którą
            dostał od ojca). Jakoś to będzie.

            Ale szkoda, że otwierając tutaj topik trzeba się liczyć z tym, że będzie
            konieczne tłumaczenie. Ja nie oczekiwałam ocen, ale odezwu od osób, które w
            podobnej sytuacji były. I nie muszę się w ten sposób dowartościowywać.
            Naprawdę. Jestem szczęśliwa, a chmurki, o których piszę traktuję jako kurs
            dorastania... i dlatego pytam o radę, bo w głębi duszy czuję się małą
            dziewczynką. Ale widzę, że z nielicznymi wyjątkami, wszyscy tu chyba są w wieku
            moich rodziców - bo podobnie mentorski ton przybieracie :D

            No trudno. Może odezwie się ktoś z kim można będzie pogawędzić...
            >
            >
            >
            • Gość: mira Re: Poważna sprawa? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.09.02, 14:43
              Dziwne , że to wiekszość bab udziela Ci porad na męskim Forum.
              Twój związek jest chyba "toksyczny" , ja też bylam w takim.
              Wiele mnie to kosztowało , pomógł dopiero 3 letni wyjazd za
              granice. Poznałam innych ludzi, spostrzeglam że istnieją inni faceci.
              Kiedy wszystko minęło , jest mi wstyd za samą siebie , że mogłam oddać takiemu
              "pokrzywdzonemu" dupkowi 4 lata mojej młodości.
              Dziś jego syn / mój niedoszły pasierb/ jest w kryminale za zabójstwo,
              a mój niedoszły ma się dobrze z całkiem nową dziewczyną.A ja mam się jeszcze
              lepiej z innym , kochanym facetem /mimo iż nie wierzylam że to mi się
              uda/.Pa, pomyśl facet z odzysku to nic ciekawego.
              • naturella Re: Poważna sprawa? 10.09.02, 11:40
                Gość portalu: mira napisał(a):

                > Dziwne , że to wiekszość bab udziela Ci porad na męskim Forum.
                > Twój związek jest chyba "toksyczny" , ja też bylam w takim.
                > Wiele mnie to kosztowało , pomógł dopiero 3 letni wyjazd za
                > granice. Poznałam innych ludzi, spostrzeglam że istnieją inni faceci.
                > Kiedy wszystko minęło , jest mi wstyd za samą siebie , że mogłam oddać takiemu
                > "pokrzywdzonemu" dupkowi 4 lata mojej młodości.
                > Dziś jego syn / mój niedoszły pasierb/ jest w kryminale za zabójstwo,
                > a mój niedoszły ma się dobrze z całkiem nową dziewczyną.A ja mam się jeszcze
                > lepiej z innym , kochanym facetem /mimo iż nie wierzylam że to mi się
                > uda/.Pa, pomyśl facet z odzysku to nic ciekawego.

                Ojej, chyba niepotrzebne to generalizowanie... nie wszyscy faceci są
                pokrzywdzonymi dupkami, a ten, z którym jestem jest przeciwieństwem tego o czym
                pisałaś... Poza tym nie jest to mój pierwszy i naprawdę wiem, czego potrzebuję
                od mężczyzny. A co do facetów z odzysku - moja mama z "facetem z odzysku" czyli
                moim ojcem jest już 26 lat i nie znam bardziej udanego małżeństwa.
                • Gość: marekw Re: Poważna sprawa? IP: *.euro / *.euro-net.pl 10.09.02, 20:27
                  Nie ma to jak tradycja rodzinna.
                  Masz najlepszych ekspertów, po co Ci forum?
                  • naturella Re: Poważna sprawa? 11.09.02, 08:44
                    Gość portalu: marekw napisał(a):

                    > Nie ma to jak tradycja rodzinna.
                    > Masz najlepszych ekspertów, po co Ci forum?

                    Wiesz co? Bezczelny kołtun z Ciebie. Skoro i tak nie masz nic do powiedzenia,
                    to proponuję, żebyś się popisywał na innych topikach. A skoro i tak wszystko
                    wiesz, to po co Ci forum?!
              • Gość: marekw Do Miry IP: *.euro / *.euro-net.pl 10.09.02, 20:34
                Szczerze Ci gratuluje. NIe wstydz sie tamtych 4 lat. Trzeba czasem zachorowac,
                zeby docenic zdrowie.
    • Gość: husband Re: Namolna żona IP: 217.96.9.* 11.09.02, 10:20
      Nie rozumiem twojego oburzenia.
      Dopóki sa małżeństwem to sprawa miedzy nimi obojgiem - tzw. nieporozumienia
      małżeńskie, kótnie w stadle.
      Twój obecny status - konkubiny? kochanki? nie upowaznia cię raczej do
      uczestniczenia w było nie było małżeńskich scenach i przepychankach.
      to sprawy miedzy nimi i twój koleś sam powinien to rozwiązać, a że cie to przy
      okazji irytuje - no cóż - takie bywa życie.
      sytuacja jest zapewne przejściowa, ale dopiero nękanie przez byłą żonę moze być
      uznane za wykroczenie. Musisz na to poczekać;)))
    • Gość: husband Re: Namolna żona IP: 217.96.9.* 11.09.02, 10:21
      Nie rozumiem twojego oburzenia.
      Dopóki sa małżeństwem to sprawa miedzy nimi obojgiem - tzw. nieporozumienia
      małżeńskie, kótnie w stadle.
      Twój obecny status - konkubiny? kochanki? nie upowaznia cię raczej do
      uczestniczenia w było nie było małżeńskich scenach i przepychankach.
      to sprawy miedzy nimi i twój koleś sam powinien to rozwiązać, a że cie to przy
      okazji irytuje - no cóż - takie bywa życie.
      sytuacja jest zapewne przejściowa, ale dopiero nękanie przez byłą żonę moze być
      uznane za wykroczenie. Musisz na to poczekać;)))
    • Gość: husband Re: Namolna żona IP: 217.96.9.* 11.09.02, 10:23
      Nie rozumiem twojego oburzenia.
      Dopóki sa małżeństwem to sprawa miedzy nimi obojgiem - tzw. nieporozumienia
      małżeńskie, kótnie w stadle.
      Twój obecny status - konkubiny? kochanki? nie upowaznia cię raczej do
      uczestniczenia w było nie było małżeńskich scenach i przepychankach.
      to sprawy miedzy nimi i twój koleś sam powinien to rozwiązać, a że cie to przy
      okazji irytuje - no cóż - takie bywa życie.
      sytuacja jest zapewne przejściowa, ale dopiero nękanie przez byłą żonę moze być
      uznane za wykroczenie. Musisz na to poczekać;)))
      • Gość: małka Re: Namolna żona IP: *.tele2.pl 11.09.02, 10:54
        Jestem z facetem,który ma równiez zone,nie mieszka z nia od prawie roku i nawet
        nie jest w trakcie sprawy rozwodowej.Ona na szczescie jest na tyle rozsadna i
        dumna,ze nie robu takich rzeczy.Ale gdyby robila,to ja bym tego nie
        wytrzymała.I tak jest mi cholernie cięzko myśląc sobie,ze z nia miał ślub,ma
        dwójkę dzieci i pewnie nie będzie go już nigdy stać na kolejne-ze mną na
        przykład.Myślę,ze są takie typy kobiet i mogą tak "przesrać"wam całe
        życie,chyba ze sama sobie w końcu kogoś znajdzie-wtedy jej przejdzie.Czy Twój
        facet jest tak bardzo poirytowany tą sytuacją jak Ty?Bo jeśli tak,to powinien
        coś z tym zrobić-bo co Ty możesz?Tylko płakać i złościć się.Powinien spróbować
        z nią normalnie rozwawiac.A moze jakiś mały szantaż?Np,ze nie dostanie ani
        grosza-a przecież po rozwodzie będzie musiała dostawac,nie?Może wtedy zgodzi
        się chętniej?
        • naturella Re: Namolna żona 11.09.02, 13:19
          Hej Małko,
          taka sytuacja trwa już prawie rok i mojego mężczyznę irytuje i dołuje to
          jeszcze bardziej niż mnie. Mnie właściwie wkurza to tylko ze względu na niego.
          Próbował różnych metod, ale najwłaściwszą z nich ja mu poradziłam. Otóż
          powiedziałam mu, że nie ma sensu zmienianie numerów telefonów, ukrywanie ich
          przed żoną czy inne takie. Po prostu musi się na nią uodpornić, zrozumieć, że
          jego żona jest jak śmiertelny wirus - albo się na ten wirus zaszczepi, albo
          umrze. Ewolucja mojego mężczyzny trwała dość długo. W końcu zrozumiał, że albo
          ona zmoże jego, albo on ją - i zaczął stosować wobec niej metodę totalnej
          obojętności. To znaczy - bez emocji, bez krzyków, spokojnie pyta, w jakiej
          sprawie dzwoni. Jeśli ona nie umie odpowiedzieć, wówczas on odkłada słuchawkę.
          I to skutkuje. Widzę, że w porównaniu z okresem sprzed pół roku, kiedy ona
          czuła, że ma święte prawo go poniżać i traktować jak ostatnie gówno (nie
          przesadzam!) już nauczyła się, że on nie jest jej własnością, jest niezależnym
          człowiekiem, wobec którego ona nie ma prawa krzyku, ubliżania i innych.
          Nauczyła się, że dopóki rozmawia spokojnie, bez podnoszenia głosu i obelg,
          dopóty rozmowa trwa. I okazuje się, że rozmowy w ogóle są coraz rzadsze. Tak
          więc chyba sytuacja się normuje. Po prostu każda ze stron musiała się jakoś
          nauczyć nowych relacji.
          • Gość: małka Re: Namolna żona IP: *.tele2.pl 11.09.02, 13:46
            No to masz odpowiedz na swoje pytanie.Po prostu przyzwyczaic sie do tego i
            czekac,tak jak to teraz robicie.I skoro to skutkuje,to znaczy ze jest ok.Sama
            sobie na nie odpowiedzialas.
    • Gość: piotr Re: Namolna żona IP: *.adsl.highway.telekom.at 12.09.02, 19:51
      naturella napisała:


      > Czy ktoś ma pomysł, jak to ukrócić? Ja się nie chcę w to mieszać, ale
      > może jest jakiś sposób?

      W zadnym przypadku policja lub sad ! To tylko poszarpie nerwy i wniesie
      dodatkowe zamieszanie.Odczekac choc moze twac dlugo,nie wdawac sie w
      dyskusje,odpowiadac taktownie nawet na obelgi.Nie traktowac tych telefonow
      smiertelnie powaznie chociaz trudno powiedziec "podejsc z humorem".Traktowac
      jak zlo konieczne i nie zaczynac bezsensownych prob tlumaczenia
      czegokolwiek.Zastrzezony numer telefonu stacjonarnego,telefonow na komorke nie
      odbierac -jesli cos waznego naprawde zostanie na poczcie glosowej.Jak najmniej
      o tym myslec.Czasem urazona ambicja sklania ludzi do bezsensownych dzialan.
      Pozdrawiam was.
      • Gość: mikawi Re: Namolna żona IP: 217.153.44.* 13.09.02, 16:25
        włos mi sie jeży na głowie, jak czytam opinie osób potepiających naturelle,
        mowiących: "kim ty jesteś? kochanką!, nie wtracaj się w małżeńskie sprawy".
        Ludzie, co za brednie, jakie 'małżeńskie sprawy'? Małżeństwo się rozsypało jak
        widać, trwa sprawa rozwodowa, która zwykle się ciągnie, więc nie nazywajcie
        tamtej kobiety "żoną", skoro nie nazywa tak jej "mąż" - będący nim tylko na
        papierze. Facet znalazł swoją drugą polowę (tego życzę i jemu i naturelli),
        pozostaje mu uregulować swoją prawną sytuację, a to co robi jego "żona" jest
        obrzydliwe. I ma rację naturella włączając się w "małżeńskie kłótnie", bo to
        równiez w jej życie włazi z butami i awanturami tamta kobieta. Naturella
        wyraźnie pisze, że poznała faceta już w trakcie sprawy rozwodowej, więc to była
        jego decyzja, nie rozbijała żadnej rodziny. TAkie to dziwne, że ludzie się
        wiążą z kimś po rozwodzie? Że dziewczyny się decydują na związek z facetem z
        przeszłością? Na pewno nie jest im łatwo i nie chwyciły "Pana Boga za nogi"
        (była żona, dziecko, itp) więc tym bardziej świadczy to o tym, że KOCHAJĄ tych
        facetów z którymi sie wiążą. A zachowanie "jeszcze żony" która wykorzystuje
        fakt bycia "jeszcze żoną" (tylko formalnie niestety i to ją dobija, bo wie że
        facet ma kogos kogo kocha) jest żałosne.

        Naturella - trzymaj się, wspieraj swojego faceta, to nieprawda że nie powinnaś
        się włączać, POWINNAŚ. Faktycznie po orzeczeniu rozwodu ex może się uspokoi,
        jeśli nie TY z nią porozmawiaj i powiedz, że jeśli nie przestanie WAS nękać
        telefonami zglosisz sprawę na policję. p.s. fajnie że masz dobry kontakt z
        dzieckiem swojego przyszłego męża, pozdrawiam
        • naturella Re: Namolna żona 13.09.02, 16:46
          Uff, wreszcie ktoś mnie na duchu podniósł. Trochę dziwiły mnie opinie
          niektórych osób, sugerujących, że stary, zakurzony papier daje większe prawa
          niż wolny wybór człowieka. Dziwi mnie, że uważacie, jakoby dopóki nie jest
          orzeczony rozwód, to żona ma większe prawa niż ja - kobieta, którą on kocha, z
          którą mieszka, która sie nim opiekuje gdy jest chory, pociesza, gdy jest
          smutny, która dzieli z nim masę problemów, wspiera, a i rozpacza gdy trzeba.
          Jednak w oczach niektórych nie mam żadnych praw - a raczej powinnam się z nimi
          kryć w oliczu tego, że kiedyś tam on powiedział "tak". Ona jest żoną tylko na
          papierze, ja natomiast jestem w jego życiu. Daleka jestem od bezpośrednich
          kontaktów z tamtą kobietą, uważam, że to jest akurat sprawa i rola mojego
          mężczyzny, ale był już moment, że mogłabym ją zabić za to, co robi mojemu
          chłopakowi. Był w dość marnej kondycji psychicznej, od kilku dni miał doła,
          robiłam co mogłam, żeby go z tego wyciągnąć, a ona wtedy jak na złość,
          telefony, gnębienie i wyciąganie róznych problemów, zarówno wyimaginowanych jak
          i prawdziwych.
          Dziewczyny, gdyby ktoś szkodził chłopakowi, któremu kochacie - jestem pewna, że
          zrobiłybyście wszystko, żeby to się skończyło. Nie szczędziłybyście ani czasu,
          ani środków. I ja jestem w takiej sytuacji. A wiele z was (bo przeważnie
          mężczyźni nie maja takich pomysłów) odmawia mi tego prawa tylko dlatego, że ja
          nie mam na mojego mężczyznę licencji w postaci papierka. To chore.
          • Gość: Thaliaa Re: Namolna żona IP: *.chello.pl 13.09.02, 21:06
            Trzeba było od razu napisać, że chcesz, aby ktoś Cię podniósł na duchu, a nie
            pisał prawdę. Zgadzam się, że "papierek" to nie wszystko, ale związek "męża" i
            kochanki to nie jest zdrowy układ. Jesteś kobietą i dobrze wiesz, że takie
            kobiety jak ty są potępiane. Mam nadzieję, że się o tym przekonasz jak ty
            będziesz namolną, zdradzaną żoną z dzieckiem na ręku. Wtedy pokaż się na forum.
            Kochanka to nie jest dumne słowo.....
            • Gość: mikawi Re: Namolna żona IP: 217.153.44.* 16.09.02, 08:53
              rozumiem, że jak naturella weźmie ślub ze swoim partnerem i przestanie
              być 'kochanką' a będzie żoną - Twoja opinia o niej ulegnie automatycznie
              zmianie. No chyba, że będziesz ją dalej potepiać, bo 'to w końcu druga żona'.
              Tak czy siak, każdy powód jest dobry. Nie rozumiem tylko, dlaczego z góry
              zakladasz że mąż będzie ją zdradzał, to że pierwsze małżeństwo się nie udało
              nie znaczy że facet nie ma szans na udany związek. Dlaczego potępia się facetów
              i ich drugie partnerki życiowe, a nie pierwsze żony? Te są zawsze nieskazitelne
              i to faceci bydlaki je porzucają. A one czyste, niewinne, biedne ofiary swoich
              mężów.
            • naturella Re: Namolna żona 18.09.02, 08:58
              GGość portalu: Thaliaa napisał(a):

              > Jesteś kobietą i dobrze wiesz, że takie
              > kobiety jak ty są potępiane.

              Taaaak? Jakoś niespecjalnie martwi mnie potępianie przez osoby, którym wydawało
              się, że wraz ze ślubem kupują licencję na faceta... i świadectwo własności. A
              jakoś to tak przebija z niektórych osób - rozgoryczenie, że licencja jakoś go
              nie utrzymała...

              Mam nadzieję, że się o tym przekonasz jak ty
              > będziesz namolną, zdradzaną żoną z dzieckiem na ręku. Wtedy pokaż się na
              forum.

              Ojej... co za tkliwy obrazek. Zwłaszcza to dziecko na ręku. Rozumiem, że to
              swojego rodzaju analogia do opisanej przeze mnie sytuacji. Jeśli tak... to
              ciężko byłoby jej mieć na ręku nastolatka około 180 cm wzrostu :D

              Poza tym nie rozumiem słowa "zdradzana". Czy to tak ciężko pojąć, że on z nią
              po prostu nie jest? Rozstali się. Więc nie ma mowy o zdradzie. Jednak papier
              ważniejszy od decyzji, jakie wspólnie podejmują dorośli ludzie.



              • Gość: mikawi Re: Namolna żona IP: 217.153.44.* 23.09.02, 08:35
                naturella, zajrzyj do swojej skrzynki
              • Gość: marekw Re: Namolna "narzeczona" IP: *.euro / *.euro-net.pl 23.09.02, 13:36
                naturella napisała:

                > GGość portalu: Thaliaa napisał(a):
                >
                > > Jesteś kobietą i dobrze wiesz, że takie
                > > kobiety jak ty są potępiane.
                >
                > Taaaak? Jakoś niespecjalnie martwi mnie potępianie przez osoby, którym
                wydawało
                >
                > się, że wraz ze ślubem kupują licencję na faceta... i świadectwo własności.
                A
                > jakoś to tak przebija z niektórych osób - rozgoryczenie, że licencja jakoś
                go
                > nie utrzymała...
                >
                > Mam nadzieję, że się o tym przekonasz jak ty
                > > będziesz namolną, zdradzaną żoną z dzieckiem na ręku. Wtedy pokaż się na
                > forum.
                >
                > Ojej... co za tkliwy obrazek. Zwłaszcza to dziecko na ręku. Rozumiem, że to
                > swojego rodzaju analogia do opisanej przeze mnie sytuacji. Jeśli tak... to
                > ciężko byłoby jej mieć na ręku nastolatka około 180 cm wzrostu :D
                >
                > Poza tym nie rozumiem słowa "zdradzana". Czy to tak ciężko pojąć, że on z
                nią
                > po prostu nie jest? Rozstali się. Więc nie ma mowy o zdradzie. Jednak papier
                > ważniejszy od decyzji, jakie wspólnie podejmują dorośli ludzie.
                >
                >

                Naturello, jestes malym klamczuszkiem.
                Na forum #Psychologia#, watek "Syn mojego mezczyzny" piszesz, ze masz 20 lat
                i ze roznica miedzy Toba, a dzieciakiem, ktory tak lgnie do Ciebie i traktuje
                jak ciocie, wynosi 10 lat.

                Jakim cudem ten dziesieciolatek moze miec 1,80 cm???

                No, chyba ze to wybryk natury, tak jak .................

                Nie trudz sie z odpowiedzia, nawet wtedy, gdy dorosniesz.
                • Gość: mikawi Re: Namolna 'narzeczona' IP: 217.153.44.* 23.09.02, 14:35
                  nie jestem niczyim adwokatem, ale z tego co pamiętam w wątku Syn mojego
                  mężczyzny naturella napisała że ma "20 kilka lat" a nie 20, a to spora różnica
                  (np. może mieć 26 lat, a wtedy 16-latek może mieć 180 cm, nie sadzisz?)
                  • naturella Re: Namolna 'narzeczona' 24.09.02, 11:33
                    Dzięki Mikawi, chciałam to właśnie napisać, ale byłaś szybsza.


                    Namolny Mareczku, jak już chcesz być taki wnikliwy, to czytaj dokładnie...
                    Napisałam dokładnie tak:

                    "A ja mam dopiero 20 kilka lat i chyba trochę mi tej mądrości
                    brakuje :) "






    • Gość: MK Re: Namolna żona IP: 217.153.60.* 27.09.02, 12:03
      Mam taki sam problem. I też nie wiem jak go rozwiązać. Jest tylko pewna
      różnica. Mój przyszły mąż (za 2 miesiace) wcześniej mieszkał (przez 2 lata) z
      inną kobietą. Nie mieli ślubu. My się spotkaliśmy kiedy oni się rozstawali.
      Miał z nią ciężkie życie. Ponieważ było to jej mieszkanie, więc wciąż wyganiała
      go z domu, kazała się wyprowadzać, wyrzucała mu rzeczy przez balkon lub na
      klatkę, rzucała w niego czym popadnie (garkiem, szklanką, słoikiem, deską do
      prasowania). Natomiast kiedy on ostatecznie podjął decyzję, że się wyprowadza,
      zaczęły się schody. Przypomniało jej się, że bardzo go kocha, że nie może bez
      niego żyć. Mimo, że nie mieszkają razem od 11 miesięcy wciąż do nas wydzwania,
      prosi, żeby wrócił. Przyrzeka, że zrobi wszytko co będzie chciał, że się
      zmieniła, że nigdy nie będzie tak jak przedtem. Nie dociera do niej, że on
      mieszka z kimś innym, że jest szczęśliwy i chce ułożyć sobie życie. Nie
      pomagają ani prośby, ani groźby. Wydzwania, przyjedża do niego do pracy. Na
      początku groziła, że popełni samobójstwo. Jest bardzo nieobliczalna. On
      natomiast za żadne skarby świata nie chce tam wrócić. Zobaczył, że można żyć
      inaczej, bez wiecznych kłótni, awantur i nie chce tego zmieniać. Czasami jak
      ona dzwoni, a on już nie ma cierpiiwości, odzywa się do niej bardzo
      niegrzecznie (choć normalnie mu się to nie zdarza), ale jej to nie przeszkadza.
      Ona jest typem człowiekam którego oplujesz, a on powie, że deszcz pada. Nie mam
      pomysłu w jaki sposób mogłaby się odczepić. Chyba zostaje przeczekać. Ale to
      takie trudne...
      • naturella Re: Namolna żona 01.10.02, 10:11
        Ojej, widzę, że jest sto razy gorzej niż u mnie. Tym bardziej, że ostatnio jest
        już zupełnie spokojnie, natomiast ona popadła w drugą skrajność - nie
        zadzwoniła nawet, jak dziecko miało wypadek... inna rzecz, że nawet z nim do
        lekarza nie pojechała. Dopiero następnego dnia dowiedzieliśmy się o tym i mój
        chłopak szybciutko zabrał dzieciaka do lekarza... szok. Na szczęście wszystko
        dobrze się skończyło. Ale to tak na marginesie. MK, myslę, że rzeczywiście
        trzeba przeczekać. Twoja historia jest podobna w tym punkcie, że najpierw
        rzeczywiście były obelgi, nawet rękoczyny, rzucanie przedmiotami,
        demonstrowanie nienawiści, a dopiero po jego wyprowadzeniu się totalna zmiana -
        zapewnienia, propozycje, tęskniące smsy. No ale nic. Tylko przeczekanie, nic
        więcej. Pomocna będzie też jego reakcja - wręcz przesadzony, stoicki spokój,
        traktowanie z góry, może troszkę pogardliwe i cyniczne, ale na max spokojne
        traktowanie jej. A najlepiej ignorowanie totalne, dopóki zachowuje się w sposób
        odbiegający od normalności. Na pewno pomoże. Życzę powodzenia.
        • naturella Re: Namolna żona 01.10.02, 10:18
          MK... przepraszam za wścibstwo, ale w innym wątku tego samego dnia, w którym
          pisałaś o swoim narzeczonym, z którym za dwa miesiące bierzesz ślub, piszesz:

          Mój mąż był wcześniej żonaty (miał ślub cywilny). Jak się
          poznaliśmy był już dawno po rozwodzie.

          Możliwości jest kilka:
          1) albo ktoś na ten sam nick: MK
          2) miałaś dwóch mężów
          3) myślisz o swoim wybranku już jako mężu
          4) coś kręcisz.

      • capa_negra Re: Namolna żona 01.10.02, 13:08
        Mam pytanie czy wy tez mieszkacie w twoim mieszkaniu.... bo jak tak to..
        historia lubi sie powtarzać
        • naturella Re: Namolna żona 01.10.02, 13:12
          Nie, wynajęliśmy mieszkanie wspólnie (zresztą jest to już nasze czwarte) i
          wszystkie opłaty ponosimy razem... A teraz ja mam pytanie - co to ma do rzeczy?
          Jaka historia i jakie powtarzanie?
          • capa_negra Re: Namolna żona 01.10.02, 13:16
            To nie było do ciebie naturella tylko do MK - poprostu podpiełam sie nie pod
            ta wypowieź.
            Poprostu trochę mnie zdziwiła wypowiedz MK, a raczej jej ubolewanie nad tym że
            była dziewczyna jej faceta tak go ostro wywalała z jej własnego mieszkania.
            Może to nie było "ładne" ale ostatecznie miała do tego prawo.
            I to na tyle - pozdrawiam i szczęścia zycze :-)
    • Gość: AWA Re: Namolna żona IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.10.02, 13:16
      A ja współczuję tej żonie. Przegrała swoje życie...
      • naturella Re: Namolna żona 01.10.02, 13:18
        Ja też jej współczuję, ale nie sądzę, żeby przegrała swoje życie. Czy to
        właśnie facet, mąż jest całym życiem? Skąd! To tylko jeden z elementów. Poza
        tym, nie jest powiedziane, że za jakiś czas pozna kogoś, z kim będzie jej
        dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka