Dodaj do ulubionych

panowie...

20.12.05, 19:54
na Świeta przyjezdza mezczyzna, ktory mnie zostawil jakis czas temu. nie
podal konkretnych powodow. chce sie ze mna zobaczyc, a ja boje sie tego
spotkania. to mnie zabolalo porzucenie. spotkam sie z nim ze zwyczajnej
kultury, ale chce sie tak zachowac, zeby teraz w nim cos `drgnelo`..nie
bedzie nigdy z mojej strony zadnej zemsty, ani niczego wiecej od niego nie
chce. tylko ten jeden raz chce zeby to ostatnie spotkanie, bo dlugo sie nie
zobaczymy , wywarlo na nim wrazenie...
obojetnosc? dystans / zarty z calej sprawy? udawac, ze nie ma to juz dla mnie
najmniejszego znaczenia? bo w srodku jeszcze jest i boli, ale o tym, nie
chce,zeby wiedzial
prosze, pomozcie
Obserwuj wątek
    • braun_f Re: panowie... 20.12.05, 20:19
      zapros go na sex,
      a potem niech cie rozboli glowa
      zapamieta na pewno :)
      • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:30
        odpada;-) fizycznosci juz zadnej nie bedzie.
        pytam o zachowanie, postawe, jaka pokazac wzgledem niego.
      • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:31
        heey, przepraszam, mignelo mi tylko przed oczami zapros go na sex i od razu
        odpisalam. dzis sie mnie troche nerwy trzymaja i stad ta szybka odpowiedz bez
        doczytania.
        nie zrobie mu tego, ale moze jakis inny pomysl masz?
        • braun_f Re: panowie... 20.12.05, 20:39
          no skoro chce sie spotkac, to znaczy ze cos mu lezy na zoladku (nie zoledziu;)
          moze przygotuj sie na maly prezencik?

          zaloze sie, ze zmieknie ci rurka - i jak bedziesz mogla, to znow bedziesz
          chciala z nim byc

          twarda badz! :)
          • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:43
            oj, nie... jesli teraz chcialby jeszcze jakichs powrotow, to chyba wybuchlabym
            mu smiechem w twarz, fakt,;-) to zapamietalby na pewno
            • voker Re: panowie... 20.12.05, 20:47
              zmiekniesz, gdy bedziesz patrzec mu w oczy... :-)
              • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:49
                nie...nie chce. teraz moglby gory przenosic, ale ja nie podejme wiecej tej
                zabawy. balabym sie powtorki z rozrywki z jego strony.
    • lady284 Re: panowie... 20.12.05, 20:33
      dziwne ze na forum mężczyzna pytasz, czasem tu śmietnik się robi z tego forum
      apropo: bądź naturalna, piękna, urzekająca - zachowaj dystans , przede
      wszystkim fizyczny - siądź tak by nie miał Cie w zasięgu ręki, jeśli coś do
      Ciebie ma - szlag go trafi. Podziekuj za spotkanie i good bye.
      • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:34
        dzieki;-)
    • krecilapka Ja tobym otworzyl drzwi, 20.12.05, 20:34
      i powiedzial "przepraszam, ale to jakas pomylka" i zamknal. I to byloby
      symboliczne zamkniecie, na wieki wiekow. Ale Ty jestes kobieta, wiec podzialaj
      bardziej emocjonalnie :).
      • szi-zuza Re: Ja tobym otworzyl drzwi, 20.12.05, 20:36
        haha, sceny mu nie zrobie;-) placzow tez nie bedzie , ani pretensji.
        emocjonalnie...moze w miedzyczasie cos jeszcze wymysle...
        • krecilapka nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 20:50
          to zawsze wypada zalosnie i zenujaco, i to najczesciej dla sprawcy takich
          zajsc. Ja sie tylko dziwie - po co sie kontaktowac z kims, jesli nie ma sie na
          to ochoty, wrecz sie nie chce i sytuacja nas do tego wcale nie zmusza. Trzeba
          miec niezle namieszane w puszce mozgowej, albo byc kobieta by lazic na
          spotkania po ktorych moze co najwyzej bolec. Dokladnie tak uwazam. To jakas
          zaawansowana forma masochizmu? To chyba przyjemniej byloby zeby Ci obecny
          chlopak pare klapsow na gola zasunal. Czujes sie winna i cos chcesz splacic? Po
          co Ci to?
          • szi-zuza Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 20:54
            winna absolutnie nie. jesli ktos, to on. boje sie, ale moze to spotkanie pomoze
            mi ostateczne sie z tym rozliczyc. twarza w twarz, a od rozstania nie bylo
            takiej mozliwosci , moze mi samej wiele powiedziec, co sie tak na prawde we
            mnie dzieje.
            • kolorowa_diablica Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 21:03
              jesli sama mówisz, ze lepiej dla Ciebie, byscie sie juz nie kontaktowali,
              nie widze sensu w tym spotkaniu...
              według mnie ono Ci w niczym nie pomoże, a tylko skomplikuje sprawe...
              nie wierze, ze pozostaniesz obojętna, zachowasz dystans... po prostu nie wierze...
              jezeli sa jeszcze w Tobie jakies uczucia, to nie ma siły, zebyś wobec tego spotkania przeszła obojętnie...
              możesz przed nim grac, nie dac po sobie poznac, ale na pewno w środku przejdzie Ci tajfun...
              ja na Twoim miejscu nie zdecydowałabym sie na takie sptkanie... a wiem co mówię, bo potrafie sie w te sytuacje wczuć...
              to spotkanie według mnie ani Ci nie pomoże, ani nie sprawi, ze zobojetniejszesz... tylko Ci namiesza, zobaczysz...
              wątpię, zebys była aż tak twarda... ja bym nie była...
              • szi-zuza Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 21:10
                diablica..nie zalamuj mnie. to spotkanie jest juz pewne i choc , jak juz
                pisalam, boje sie, to chce chyba sie z tym zmierzyc. kiedys i tak bede musiala.
                on nie zna moich nowych planow, ktore podjelam juz po naszym rozstaniu i nie
                jestem az taka slaba kobietka, ktora tylko siedzi i placze. owszem, moze troche
                zagubiona teraz, ale chce sie otrzasnac ,zamknac za soba drzwi, ale tak, zeby
                to on patrzyl, czy moze jeszcze sie otworzą, a nie ja.
                • kolorowa_diablica Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 21:19
                  tak, ja wiem o co Ci chodzi... chcesz pokazać, ze jestes góra...
                  że mimo, ze Cie zostawił, nie załamałas się i potrafisz żyć dalej, bez niego i nawet Ci teraz dobrze...
                  chcesz mu dokopać jednym słowem...
                  ...ale... to, ze masz nowe plany, to że nie płaczesz cały czas, nie znaczy,z e to spotkanie Cię nie ruszy...
                  no mówię szczerze, nie wierze w to... możesz sie przed nim kryć, ale sama przed soba sie nie ukryjesz...
                  według mnie tym spotkaniem sie nie otrzaśniesz... chyba że znajdziesz w sobie tyle siły,
                  zeby mu pokazac, że teraz to Cie może w tyłek cmoknąć i Ty tu rzadzisz...
                  w sumie to wierze, ze Cie bedzie na to stać...
                  ale po tym spotkaniu odchorujesz trochę... jak dla mnie najlepsze jest odcięcie kontaktu...
                  powiedz mu,z e nie chcesz juz utrzymywac z nim żadnych kontaktów, że to dla Ciebie sprawa zamknięta i nie masz ochoty na spotkania z nim
                  w zadnym charakterze...
                  ja przynajmniej tak bym zrobiła... albo inaczej... ja tak zrobiłam... i odciełam mu tym mozliwośc manipulacji sobą...
                  przestałam odbierac telefony, odpisywac na maile... wybrał nowe zycie, to po co wracac do tego...
                  najelepiej jest olać i nie dręczyc sie niepotrzebnymi spotkaniami...
                  rozwali Cie tylko to spotkanie... tak mi sie wydaje...
                  • szi-zuza Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 21:32
                    na co dzien go nie ma tu, gdzie ja jestem, ale kiedy sie zjawia, to duze
                    prawdopodobienstwo spotkania istnieje, bo blisko mieszkamy.
                    wiem,ze to nie bedzie latwe. i tak, mysle, ze mam jakas ochote,zeby poczul, ze
                    jestem od niego psychicznie, emocjonalnie niezalezna.
                    tego, co poczuje , kiedy sie z nim spotkam, nie chce chowac przed sama soba.
                    wrecz przeciwnie, chce wiedziec, co to jest. inaczej, kiedy sama sie nad tym
                    zastanawiam, albo zajmuje codziennymi sprawami, a co innego , kiedy stanie
                    przede mna. wiem...ale ja chce wiedziec. bo to ostatnie raz, kiedy tak na niego
                    spojrze. potem, moze uplynac na prawde wiele czasu zanim znow sie twarza w
                    twarz spotkamy i wiem, ze cokolwiek we mnie jest, to juz ostatnie pozegnanie
                    tego uczucia.
                    • kolorowa_diablica Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 21:37
                      a jesli uswiadomisz sobie,z e to naprawde bardzo mocne uczucie, że tylko Ci sie wydawało, ze
                      emocje opadły, a tu nici... co wtedy? będziesz jeszcze bardziej cierpieć...
                      juz chyba lepiej sobie układac zycie nie doświadczając na nowo takich przezyć...
                      no nie wiem, nie będę wyrokowac, chcesz to sie spotkaj, przeciez nikt Ci nie zabroni...
                      ale według mnie to NIEPOTRZEBNY masochizm... a jakbys go olała, to tez pokazałabyś mu, ze nie będzie Cie więcej w trąbe robił...
                      po tym spotkaniu może być różnie... ale może sie okazac,ze to spotkanie nie było warte ceny, jaką bedziesz musisała ponieśc po nim...

                      mimo wszystko powodzenia.
                      • szi-zuza Re: nikogo bym nie namawial do robienia scen, 20.12.05, 21:43
                        po tym spotkaniu to ja wyjezdzam, jeszcze kiedy on bedzie, a wroce po jego
                        wyjezdzie. bede miala zajecie, wiec nie bede za duzo o tym myslec, a kolejne
                        miesiace to duze zmiany w moim zyciu, nowe miejsce, wiec przeszlosc wypra nowe
                        doswiadczenia, a moze zjawi sie ktos nowy... kiedys bedzie dobrze.
      • kolorowa_diablica Re: Ja tobym otworzyl drzwi, 20.12.05, 21:26
        albo - "nie rozmawiam z nieznajomymi" ;)
        • szi-zuza Re: Ja tobym otworzyl drzwi, 20.12.05, 21:33
          no tak, dobre;-) ale az takiej zlosliwosci mi w stosunku do niego nie
          potrzeba.
    • widokzmarsa Re: panowie... 20.12.05, 20:37
      najlepsza zemsta to być szczęśliwą. Jeżeli nie jesteś, to przynajmniej możesz
      udawać radosną i szczęśliwą ale jeśli gość jest doświadczony to się pozna.

      Będzie próbował cię puknąć by udowodnić ze może cię wciąż mieć. Zakładam się o
      złotówkę)
      • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:38
        w tej sprawie, tzn juz samej wygranej, a nie jego prob, to juz moge podac moj
        nr konta, niech mu sie nawet nie sni. jesli o mnie chodzi, to najlepiej, zebym
        w ogole nie miala z nim stycznosci
        • widokzmarsa Re: panowie... 20.12.05, 20:55
          ja tylko chciałem się założyć o to ze będzie próbował a nie o to czy mu się uda)
          • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 20:58
            ok:-)
      • braun_f Re: panowie... 20.12.05, 21:17
        wystaw na allegro aukcje! ;)
        podbije do 10
        • szi-zuza Re: panowie... 20.12.05, 21:19
          przynajmniej sie troche posmieje;-p
          tyle pozytku z calej sytuacji
    • anxiety3 Re: panowie... 20.12.05, 22:59
      mnie czeka cos podobnego, wiec za kilka dni moge podzielic sie przezyciami.
      3maj sie!
    • mamba8 gupie baby 21.12.05, 02:56
      Diablica ma 100% rację.

      Będziesz mu chciał udowodnic i być może ci się uda-ale to będzie dla ciebie
      później koszmar. Warto??? Naprawdę warto wracać ci do tego cierpienia? NIE!
      Nawet jesli myślisz ze jesteś twarda i inna........wiesz jak jest. Nie okłamuj
      się tobie na nim cholernie zależy-a jemu.....cholera wie.
    • sagittarius954 Re: panowie... 21.12.05, 10:45
      To jednak prawda, że kobiety lubią samobiczowanie a później trwanie w nostalgii
      i rozpamiętywanie sytuacji. Popieram kolorową diablicę i mambę .
      • czarna_inez2 Re: panowie... 21.12.05, 12:24
        Hm.... Czy ucieczka coś rozwiąże? Będzie trwała w poczuciu, że "sprawa nie
        załatwiona" i co jakiś czas będzie to wracało do niej...Znam osoby do
        których "nie rozliczenie się" z byłym partnerem ciągnie się długo, koszmarne
        sny, zastanawianie się nad tym co było i duma nie pozwalająca załatwić wreszcie
        tę sprawę i mieć ją za sobą... Według mnie to raczej kwestia tego, że są ludzie
        którzy nie unikają się mierzenia z życiem, są też tacy którzy
        wolą "wycofywanie" się z wszelkich konfrontacji... Każdy niech postępuje tak na
        ile czuje się silny... Czasem poczucie tchórzostwa potrafi być bardziej
        druzgoczące, innym z kolei bardzo odpowiada (zwłaszcza pogodzenie się z rolą
        pokrzywdzonego). Tak więc dla jednych będzie to masochizm, dla innych mierzenie
        się z trudnościami, hartowanie się... Powiadają, że wszystko co dobre rodzi się
        w bólu - może spokój ducha nie osiąga się tak łatwo...
        • kolorowa_diablica Re: panowie... 21.12.05, 14:31
          ale jaka ucieczka, o czym Ty mówisz? jakie niedokończone sprawy?
          to rozstanie kończy sprawy i ja bynajmniej nie widze powodu dla którego miałoby się znów spotykac
          jakby nigdy nic i omawiac cos, co jest jasne...
          co takie spotkanie daje... to jest jakas chora próba sił, kto jest silnieszy psychicznie
          ...i nie ma tutaj zadnego tchórzostwa... to że ucina sie kontakt z kims, kto Cie skrzywdził, to chyba nie jest jakies bardzo dziwne
          na pewno spotykanie sie, rozdrapytanie ran, to oznaka odwagi... no pewnie
          w ogóle mnie twoje argumenty nie przekonują... co to spotanie takiego da?
          dowie sie cos nowego, czego nie wiedziała wczesniej? może i tak... pomoże jej to coś - watpię
          po co pakowac sie w cos, co Cie wewnetrznie rozwali... bo jesli nadal sie coś do drugiej osoby czuje, to takie spotkanie tylko pogorszy stan...
          ja nie widzę w tym sensu... nie lepiej układać sobie zycie od nowa ie wracając do przeszłości...
          wraz z przebieiem rozstania sprawa jest zakończona... i nie ma co do tego wracać i katowac sie niepotrzebnie... bo to JUŻ jest zamkniete...
          • czarna_inez2 Re: panowie... 22.12.05, 11:04
            „winna absolutnie nie. jesli ktos, to on. boje sie, ale moze to spotkanie
            pomoze
            mi ostateczne sie z tym rozliczyc. twarza w twarz, a od rozstania nie bylo
            takiej mozliwosci , moze mi samej wiele powiedziec, co sie tak na prawde we
            mnie dzieje”.
            To jedna z wypowiedzi szi-zuza - można wnioskować, że są pewne niedomówienia
            co do rozstania i to gdzieś siedzi w niej i nie daje spokoju. Sprawa z pozoru
            jest zakończona – związek został zakończony, ale były szuka kontaktu, a ona
            bije się z myślami „dlaczego”....

            Nie doradzam autorce konfrontacji, bo ona już podjęła decyzję.... Chcę tylko
            powiedzieć, że różni są ludzie i tak samo odmiennie reagują na pewne sytuacje i
            różna jest skala wytrzymałości na „stresujące sytuacje”... Nikt nie twierdzi,
            że spotkanie to nie wywoła pewnych emocji... Autorka wątku nie chce iść jak się
            domyślam na spotkanie bo nie ma co robić z wolnym czasem i dodatkowo ma ochotę
            robić maślane oczka i pozaglądać w jego patrzałki, z tego co napisała ma cel,
            chce osiągnąć konkretny rezultat :
            „mam jakas ochote,zeby poczul, ze jestem od niego psychicznie, emocjonalnie
            niezalezna.
            tego, co poczuje , kiedy sie z nim spotkam, nie chce chowac przed sama soba.
            wrecz przeciwnie, chce wiedziec, co to jest. inaczej, kiedy sama sie nad tym
            zastanawiam, albo zajmuje codziennymi sprawami, a co innego , kiedy stanie
            przede mna. wiem...ale ja chce wiedziec”
            A co jej da „unikane z powodu strachu przed bólem” byłego (żeby nie
            użyć „niewłaściwego” słowa „tchórzostwo” albo „ucieczka”) skoro i tak istnieje
            duże prawdopodobieństwo spotkania go na ulicy i co wtedy? Czy ma się modlić o
            mega wadę wzroku? A co jak zaczepi i zechce porozmawiać? Co wtedy mniej to
            odczuje? W moim przypadku swojego byłego w ciągu niecałych 4 miesięcy (pomimo
            tego że mieszkamy w odległości od siebie 20 km) spotkałam z
            powodu „okoliczności i przypadku” już dwukrotnie – raz ok. 300 km od domu,
            drugi raz w markecie 15 min. od mojego domu mimo że w W-wie nie jest to jedyny
            market, i pora zakupów dość jak na nasz „rozkład dnia” nietypowa... I co, na
            zakupy mam chodzić z koszykiem na głowie w stylu LORD WADER licząc że tym razem
            on mnie nie pozna a ja dzięki temu może go nie zauważę... Nie twierdzę, że te
            spotkania nie zrobiły na mnie wrażenia, ale widzę że z każdym kolejnym łatwiej
            mi odzyskać równowagę, uczucia są ale spokojniejsze (poza tymi 2 zdarzeniami
            kontaktowaliśmy się ze sobą w sprawie zwrócenia sobie rzeczy).... Może warto
            dokonać kalkulacji zysków i strat, bo może według Ciebie „rozdrapywanie ran”
            może się okazać niezbędną „zmianą opatrunku” mało przyjemną ale może dla niej
            potrzebną... Znieczulanie się nowymi ciekawymi zajęciami (to na plus jeśli
            sprawiają frajdę, a nie na zasadzie ja ci pokażę jak sobie mogę fajnie bez
            ciebie zorganizować czas) wyjazdy „byle dalej od niego” niczego nie rozwiążą
            bo myśli wracają nawet wtedy gdy nam się wydaje, że chyba poradziliśmy sobie z
            problemem uczuć do exa... Dla wielu (znam takich) potrzebne jest „zamknięcie”,
            bo samo koniec bez wyjaśnień (może to dotyczyć również zerwania przez sms,
            maila, rozmowa telefoniczna) nie wystarczyły im by zacząć układać sobie życie.
            Teraz cierpią i wiedzą, że okazji już więcej nie będzie, żałują że nie doszło
            do konfrontacji kiedy były okazje a teraz za późno... Może wyda się Tobie to
            beznadziejne ale wiem, że to dla nich duuuży problem, nie potrafią się z tym
            pogodzić .....Nierozliczona przeszłość ciąży im, swoje niepowodzenia w
            układaniu życia osobistego przypisują brakowi tego ostatecznego powiedzenia
            sobie po wyjaśnieniach żegnaj, a może kiedyś do widzenia....
            Więc pomóżmy szi-zuza wybrać najmniej bolesny sposób na osiągnięcie swoich
            założeń tak jak o to prosiła, ja osobiście podzielam sposób widokuzmarsa,
            zastosowałam w dwóch przypadkach na dwa i zadziałało :)Pozdrawiam
            • szi-zuza Re: panowie... 22.12.05, 11:22
              zerwanie nie odbylo sie twarza w twarz, wiec moze faktycznie to bedzie pewnego
              rodzaju domkniecie w obecnisci tej drugiej osoby, ale ---i wciaz pomimo tego,
              co piszecie-
            • szi-zuza Re: panowie... 22.12.05, 11:24
              na dodatek, to jesli sam fakt nieodbycia tej rozmowy i potem trudnosci, ktore
              pojawilyby sie , kiedy zaczne sie z kims nowym spotykac, a tamto uznam za
              nieskonczone ze wzgledu na to, ze nie` porozmawialismy` ...mowi,ze powinnam sie
              z nim zobaczyc.
              • czarna_inez2 Re: panowie... 22.12.05, 14:00

                Pewnie, że nie musisz skałdać mu raportu z tego co robiłaś do tej pory... takie
                rzeczy wychodzą w trakcie rozmowy przy okazji jakiegoś wątku lub pozostawiasz
                to sobie.... Nikt nie kwestionuje końca tego związku, i nie znajduje powodów
                byś myślała że jest inaczej... Przyjęte jest , że najwłaściwszym pomimo
                rozwijającej się techniki i form komunikawania się jest zerwanie „twarzą w
                twarz”, bądź po wykorzystaniu do tego rozmowy telefonicznej, wysłaniu sms-a,
                maila wskazane jest jeszcze spotkanie... To są sprawy oczywiste i niestety
                najlepiej o Twoim byłym nie świadczy jeśli chodzi o formę zakończenia
                związku... Mnie nie dziwi, że czujesz pewien „niedosyt” i chcesz to „zamknąć”.
                Z tego co słusznie zauważono na forum, pisanie o nim z dużej litery wiele
                mówi... Dażyłaś go szacunkiem, może był dla Ciebie autorytetem.... ale
                zawiódł.... Nie znamy się więc mogę tylko przypuszczać, że chcesz pozostać w
                jego pamięci nie jako przegrana, porzucona, bezradna, nieposznowana...Może
                chciałaś swoim ostatnim spotkaniem wykreować w jego pojęciu zupełnie inny
                wizerunek dziewczyny z jaką się rozstał...Chyba gdzieś w środku pragniesz, aby
                się dowiedział jak sobie sprawnie radzisz w życiu i jak je
                przewartościowałaś...Z tego co opisujesz dzielnie sobie radzisz, a to co
                czujesz jeszcze do niego to normalne (psychologowie porównują rozstania do
                śmierci bliskiej osoby) więc musisz odchorować i może „pożegnać” uroczyście
                wasz związek...
                Daj znać co motywowało Twoim byłym, że chciał odnowić kontakt... Czy było to
                spotkanie w stylu jak by nic się nie zdażyło, fajna z ciebie
                koleżanka....Pozdrawiam i trzymam kciuki...Jak będziesz miała ochotę zdrowo
                wypłakać się w rękaw to daj znać.
                • szi-zuza Re: panowie... 23.12.05, 01:11
                  przyjezdza dzis, wiec wkrotce sie dowiem. Wyplakalam juz wystarczajaco przez
                  niego, wiecej nie chce.
                  • czarna_inez2 Re: panowie... 23.12.05, 08:50
                    Tak trzymać! Bądź dzielna...
                    • szi-zuza Re: panowie... 25.12.05, 21:47
                      wczoraj widzialam sie z nim, ale w gronie wspolnych znajomych. w czasie
                      spotkania faktycznie bylo dobrze - obecnosc innych osob, z ktorymi jednak w
                      wiekszosci spedzilam czas i ja , i on bardziej niz na jakiejs rozmowie miedzy
                      nami, a juz w ogole nie o nas. dopiero dzis poczulam, co wciaz do niego czuje.
                      Chcialam i wiem. Nie jest latwo, bo lzy znowu poplynely, ale...mam ta
                      swiadomosc, z czym wyruszam dalej. wiem, ze samo nie przejdzie, dopiero kolejna
                      osoba skonczy ta historie, kiedy zajmie jego miejsce.
                      Nawet teraz, znajac rezultat tego spotkania, czyli raczej smutek..nie
                      zrezygnowalabym z niego, chcialabym go zobaczyc.
        • szi-zuza Re: panowie... 21.12.05, 16:06
          dzieki Inez;-) juz zastanawialam sie, czy ja jestem nienormalna..tyle textow o
          tym, jakie to sobie samobiczowanie szykuje. Ale ...rozmowy on-line co prawda
          juz nam sie zdarzyly i tak, dobrze postrzegasz( moim zdaniem )Świat, tj. ja
          chce sie z tym zmierzyc, bo chce wiedziec, co sie teraz dzieje. Z mojej
          strony...Moze z Jego rowniez. To nie jest rozpaczliwe czekanie, to jest swiat ,
          ktory nie sciele nam rozami drogi, ale ciernie tez chce poznac. jestem jeszcze
          za mloda, zeby juz wszystko wiedziec i tak, tego tez chce doswiadczyc, zeby nie
          tylko poznac zycie, ale tez wlasnie siebie. Nikt mi nie zagwarantuje, ze
          kolejny mezczyzna juz mnie nie zrani, moze jeszcze kiedys bede musiala sie z
          czyms podobnym zmierzyc, a moze to zwykla ciekawosc zycia lub tak jak napisala
          Diablica, chec udowodnienia jemu czegos...nie wiem . spotkam sie z nim na
          pewno, wtedy sie dowiem. Jeszcze raz dzieki. pzdr.
          • krecilapka Re: panowie... 21.12.05, 16:08
            > Z mojej strony...Moze z Jego rowniez.

            Zauwazylas, ze piszesz "Jego" wielka litera?
            • kolorowa_diablica Re: panowie... 21.12.05, 16:33
              ja niezaleznie od wypowiedzi Inez uwazam, że takie spotkania tylko niepotrzebnie potegują ból
              w ogóle wypowiedz Inez wydaje sie mi byc absurdalna...
              ale rób jak chcesz... oby Ci na zdrowie wyszło...
              tylko według mnie unikanie sytuacji bolesnych nie swiadczy o tchórzostwie...
              jesli nie musisz robić czegos, po czym możesz cierpieć, to nie widze sensu by ryzykować...
              ale jak juz wczesniej powiedziałam... twoja sprawa... forumowicze Ci tylko doradzają
              i mówią co by zrobili na Twim miejscu...
              ale zauwaz ile osób uwaza, ze takie spotkania to nic dobrego...
              ale skoro mimo wszystko chcesz świadomie sprawiac sobie ból (bo nie pozostaniesz obojeta, nie ma siły)...
              nikt Ci nie zabroni
              • szi-zuza Re: panowie... 21.12.05, 16:46
                diablica...nie prosilam o rade ,czy sie z nim spotakc , czy nie, tylko, jak sie
                zachowac. Jesli bede miala to odchorowac, to tak tez sie stanie , poplacze w
                poduszke i na tym spotkaniu definitywnie poprzestane, nawet jesli chcialby
                kolejnego.
              • hiolka Re: panowie... 21.12.05, 21:00
                zgadzam sie calkowicie z kolorowa_diablica. Zgadzam sie, bo ja zgodzilam sie na
                takie spotkanie. Poszlam na nie z przekonaniem, ze jestem juz zdystansowana
                calkowicie od zamknietej przed miesiacami sprawy, ale w trakcie po prostu
                rozpadlam sie na kawalki... Spotkanie sprawilo mi cholerny emocjonalny i prawie
                fizyczny bol, podnosilam sie potem do pionu przez 3 miesiace.
                Odradzam spotkanie albo zalecam baaardzo realna ocene swoich mozliwosci. Mnie
                wbrew zamiarom, przeczuciom, postanowieniom sytuacja przerosla. Dalam sie
                wprowadzic za reke na pole minowe.
                • szi-zuza Re: panowie... 21.12.05, 21:12
                  czyli co sie stalo? wrocilo uczucie? chcial czegos od Ciebie? Ty chcialas od
                  niego? moze to banalne pytania, ale wykracza poza moja logike, czego on moze
                  teraz chciec, dlatego pytam o wszystko.
                  • kolorowa_diablica Re: panowie... 21.12.05, 21:45
                    Zuziu... to sa emocje, on Ci nie musi nic proponować...
                    pamietam jak ja przez 2 tygodnie dochodziłam do siebie po głupiej rozmowie telefonicznej... rozmowie przez telefon...
                    a co dopiero mówic o spotkaniu... zobaczysz go, wróca Ci uczucia, wróca wspomnienia,
                    i dopiero wtedy zacznie sie rozpamietywanie, bedzie obok Ciebie, ktos kogo obdarzyłas wielkim uczuciem, byłas z nim bardzo blisko, a teraz nie ma juz po tym związku nic...
                    bedziesz z nim rozmawiała jak kiedys, ale bedzie juz całkiem inaczej, bo on juz nie jest twój...
                    to boli... to naprawde wielki ból... może Ci sie wydawac ,ze jestes silna, ale sama sie przekonasz...
                    ...wątpie, żebys potrafiła z nim rozmawiac bez emocji, jak z kolega... tak sie NIE DA... po prostu sie nie da...
                    nie chce, zebys myslała, ze tu sie strasznie wymadrzam, ale naprawde wiem co mówię... on może chciec spotkania, choćby dlatego żeby podleczyc wyrzuty sumienia... a może znów bedzie chciał czegoś od Ciebie... może byc wiele możliwości... ale przede wszystkim Ty możesz na tym ucierpieć... Sam widok ukochanej osoby po rozstaniu wywołuje burze w środku a co dopiero spotkanie, rozmowa...
                    może to paradoksalne, ale pół biedy jak bedzie zachowywał się jak cham (a pewnie nie bedzie) bo wtedy byś wyszła z przeświadczeniem,ze nie warto o nim w ogóle myslec, że to kompletnee zero, wtedy byłoby łatwiej... ale jesli bedzie uprzejmy,miły (co jest bardziej prawdopodobne)... rozwali Cię to spotkanie...

                    może na razie juz nie będe zabierać głosu... powiedziałam już wszystko co mysle, wielokronie...

                    dobrze sie zastanów...
                    • szi-zuza Re: panowie... 21.12.05, 23:45
                      Diablica, nie da sie samymi dobrymi radami kierowac w zyciu, choc zawsze nalezy
                      doceniac ich nadawcow;-) dzieki Wam moge jako tako mentalnie sie przygotowac
                      badz ewentulanie czegos spodziewac, ale zycie zyciem...z ksiazek trudno
                      wszystkiego o nim sie dowiedziec, tak samo jak na forum ludzie wypowiadaja sie,
                      dzielac swoimi opiniami, przezyciami, ale przeciez te slowa nie są jak `amen` a
                      pacierzu. ja tez poza tym, ze zabiegam o rade osob, ktore obiektywnie na to
                      spojrza, jestem sama jakos do calej sprawy ustounkowana i przede wszystkim a
                      sobie opieram sie w decyzjach, bo to moje zycie, tak jak Wy decydowalyscie( bo
                      to w wiekszosci kobietki pisaly) i decydujecie o Waszych. pzdr serdecznie i na
                      prawde dziekuje Ci bardzo za wszystko , co napisalas.
            • szi-zuza Re: panowie... 21.12.05, 16:48
              nie ,to bylo mimowolne...
              • krecilapka Re: panowie... 22.12.05, 06:53
                Ale przyznasz, ze dosc wiele mowiace o tym co dzieje sie w podswiadomosci?
                Trudno mi zyczyc milego spotkania, wiec pozostane przy wesolych swiat :).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka