serena69
26.12.05, 03:24
jest to fajne do momentu, kiedy zdobywa się faceta. ale gdy jest się z nim na
stałe, jego nagle zaczyna wkurzać to, że faceci tak a nie inaczej na mnie
reagują, że kobiety też (przynajmniej część) ma niespodziewaną dla siebie
chęć eksperymentu. dla mnie to jest niezwykle miłe, sęk w tym, że ten owoc
najlepiej smakuje, gdy się go nie kosztuje. najcudowniejsze jest uwodzenie,
kuszenie. tylko co ja na to poradzę, że nawet, gdy nie chcę to kuszę.
sytuacja jest prosta- jestem z facetem, on robi mi dobrze, wychodzimy gdzieś
do ludzi i to po mnie po prostu widać. widać, że jestem jednym wielkim
chodzącym orgazmem. i mimo, że myślę o nim, że to on doprowadza mnie do tego
stanu, to inni widzą to i cóż... reagują i tyle. i nagle się okazuje, że to
moja wina.
i teraz się pojawia pytanie dla panów:
1. czy powinnam przestać być nadzmysłowa i przestać kipieć? (poziom
zapokojenia seksualnego nie gra tu żadnej roli- dokładnie tak samo reaguję na
nototyczny brak seksu jak i jego ogromną ilość)
2. czy demon powinien stać się aniołem?
3. czy z kimś takim jak ja można być całe życie i nie martwić się non-stop o
zdradę?
4. czy możecie uwierzyć w to, że dzieje się to bez mojej woli, bez
premedytacji, że tak mam i już? bo on jakoś nie potrafi. a ja po prostu czuję
się cudownie czując każdą część mojego ciała, czując swój zapach, skurcze
mięśni. czuję się wtedy tak kobieco. uwielbiam to
ps. zaznaczam, nie chodzi o ilość zdobytych mężczyzn. nie chodzi o to z
iloma. chodzi o to, że moje ciało kusi i to mnie podnieca. chodzi o to, że
podniecę setkę, a i tak wyjdę z nim, i tak wokół niego się wiję, to jemu daję
kosztować swych soków, to on jest jednym jedynym wyróżnionym, który wie czy
czerwony owoc jest słodki czy kwaśny, on jest jedynym, który patrzy w moje
oczy, gdy mam orgazm