lizou
09.10.06, 15:25
Bylam w zwiazku (wzloty,upadki)-okolo 6lat. On(!, nie ja) planowal malzenstwo, wspolne mieszkanie, zycie, bla bla.. Ja mialam jeszcze po drodze wizje mego rozwoju (intelektualnego) w innym miescie,w ktorym planuje zostac.
On wyjechal do innego (to bylo te 5 lat temu, bo bylo mu tam o wiele latwiej niz w moim miescie).
Byly podczas 6lat 2 rozstania (zatem i dwa powroty). Ja podczas tych przerw mialam kogos (probowalam zyc dalej). Jednak zawsze wiedzialam, ze to nie to, ze tesknie i kocham tamtego. On tez w miedzyczasie kogos mial/miewal. Tylko z taka roznica, ze ja o jego eks itp nie wiem nic.
Niedawno zrobilam (nie wiem jak mam to nazwac) kawal.
Pisalam jako inna laska (blizej nieokreslona) do niego smsy o tresci (w skrocie) - ze mi sie podoba i mam na niego chec. Zaproponowalam spotkanie -kolacje ze sniadaniem included. Czyli wydzwiek byl alkohol,imprezka we dwoje, sex.. Mialam byc tajemnicza znajoma - osoba z jego otoczenia. On na to przystal- bardzo chetnie, flirtujac w smsach.
W miedzyczasie normalnie z nim utrzymywalam kontakty - jakby nigdy nic. Gdy nadszedl dzien owej randki, wyczulam juz w jego glosie, ze powoli szykuje mnie na to, ze nie bedzie ze mna tego dnia w kontakcie. Tu slaba bateria, tu musi juz konczyc, bo musi wziac prysznic. Potem powiedzial,ze idzie z kolegami z pracy (nowa praca,nie zna ich na tyle by na piwo z nimi lazic) na piwo.. Ze nie bedzie juz dzis dzwonil,bo nazajutrz musi wczesnie wstac. Okazalo sie ze naprawde poszedl na te sex-randke.. Z jednej strony mialam satysfakcje ze go zdemaskowalam, z drugiej strony gorycz porazki ( wygrana i kleska w jednym - dobre okreslenie). Juz wie ze to ja. Przyznalam sie po fakcie, jak wrocil bardzo wczesnie z owego piwa z kumplami i mi powiedzial ze spotkanie bylo ok.
On milczy,nawet mnie nie chce przeprosic. Ale to normalne. Przeciez nie tylko on sklamal, ja tym tez mu swinie zrobilam. Tylko ok miesiac temu dostalam od niego drogi prezent. Mysle ze to bylo w akcie "pokuty" za to co zrobil podczas wakacji, gdy jego przyjaciolka go odwiedzila.
I jak sie poskladac, mam to na wlasne zyczenie. Nie chce faceta co mi rogi przyprawia... No swinia, burak (pastewny, nie cukrowy). Inne okreslenia pozostawie na monolog poza forum.. A moja rodzina tak go kocha, to ja zawsze czarna owca bylam.. On byl idealem,a ja taka zla.. Wyszlo szydlo z worka. Dziewczyny wystrzegajcie sie "swietoszkowatych facetow"!!!