szakir123
10.04.07, 23:15
Jeszcze całkiem niedawno nie uwierzyłbym, że można mieć "taki" problem. Otóż
poznałem kobietę. Jest całkiem ładna, niegłupia i coraz bardziej zapatrzona
we mnie. Z początku podobała mi się jej inna cecha - zawsze miała ochotę
nawet na najbardziej wymyślny seks. "Ho,ho,ho" - myślałem sobie - "No to
teraz wreszcie będę odprężony, wypoczęty i zrelaksowany". Guzik prawda. Po
paru tygodniach miałem już dość. Kobieta budzi mnie w nocy i ... sami wiecie.
Trzy godziny nieprzerwanego seksu to dla niej chyba chleb powszedni. Ja już
padam z nóg, myślę tylko o tym by jeszcze chwilę porozmawiać, przytulić ją i
w końcu zasnąć. Ona mówi: "mogłabym to robić jeszcze całą noc, kilkanaście
godzin". Powtarza, że jest jej ze mną świetnie. Okej, super - tylko przez to
permanentnie chodzę niewyspany, nie mam siły do pracy ani na wypełnianie
prozaicznych czynności życiowych. Po trzech "numerach" z rzędu w nocy jestem
budzony po czterech godzinach zgadnijcie w jakim celu nad ranem. K... - mam
już tego dość! A może to ja jestem jakiś inny? Może robię z igły widły? Nie
wiem już sam, powinienem się chyba cieszyć. Większość facetów na moim byłaby
pewnie wniebowzięta?
Ostatnio zapytałem jej co by było, gdybym nagle nie mógł się kochać. Jakaś
nagła niemoc, choroba - odpowiedz: "no cóż, jakoś bym wytrzymała, ale
musiałbyś się leczyć i brać dużo niebieskich pigułek".
Czy z biegiem czasu to się jej jakoś "zatrzyma"? Czy wręcz przeciwnie -
pogłębi? Oboje dobiegamy trzydziestki. Mam ochotę rzucić to wszystko w
cholerę i mieć święty spokój. Na samo słowo "seks" prawie dostaję białej
gorączki i staję się agresywny. Boję się, że jeszcze trochę i coś mi się
faktycznie zablokuje - może nie będę mógł wcale albo wpadnę w jakąś nerwicę?
Niby za każdym razem ją zaspokajam, ale po chwili ona chce jeszcze i jeszcze.
Nie mam już siły...
Zrywać? Rozmawiać? Przeczekać?