Dodaj do ulubionych

Wolny zwiazek.

11.08.07, 15:57
Chcialbym znac odpowiedz na nastepujace pytania :
Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"?
Od czego "wolne" sa osoby tworzace taki zwiazek?
Co zrobic z masa "spadkowa" po takim zwiazku[np dziecmi]?
Jak sie "godnie" wychodzi z takiego zwiazku?
Czy taki zwiazek powoduje , ze czlowiek , po wyjsciu z niego jest
znow "nieuzywany"? Jest prawie dziewica?
Ile takich zwiazkow mozna "przejsc" zanim czlowiek zda sobie
sprawe , ze przestal juz byc kompatybilny dla potencjalnych , nowych
partnerow?
Czy zgadzacie sie , ze samotne po 30 zostaja najbardziej atrakcyjne
osoby , bo powodzenie "usypia" ich poczucie czasu.
A zreszta interesuje mnie wszystko na temat wolnych zwiazkow.
Dla jasnosci sytuacji powiem , ze osobiscie jestem zagorzalym
zwolennikiem malzenstwa .
Znam doskonale wszystkie braki i niedogodnosci tego rozwiazania,
chetnie zapoznam sie z argumentacja , ze wolny zwiazek jest
rozwiazaniem lepszym.
Pozdrawiam wszystkich "wytrwalych" i ..... . obecnych.
Obserwuj wątek
    • ladaco32 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:06
      Polecam lekture pod tytułek "piwko w sobote". Po odpowiedniej dawce temat "wolne
      związki" traci na uroku ;-D
      • iza11222 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:08
        Jak dla mnie takich układów nie można nazwać związkiem. można po prostu nie mieć
        nikogo i spotykac się z wieloma facetami (w tym z tym jednym "przyjacielem"). ja
        tu wogóle związku nie widze. jest to dla mnie bez sensu
        • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:13
          Ale nie mozna udawac , ze nie ma "faktu" !
          Jest dwoje ludzi , maja dzieci , sa ze soba 15 lat!
          To nie jest zwiazek?
          Jestes bardzo rozsadna osoba, mysle , ze gdzies sie nie
          zrozumielismy.
          • eeela Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:30
            > Jest dwoje ludzi , maja dzieci , sa ze soba 15 lat!
            > To nie jest zwiazek?

            Jest, i bynajmniej nie wolny, nawet jesli nie wzieli slubu :-)
            • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:40
              swieto wielkie!!! :))
              Twoje zdanie oczywiscie znam, ale sam fakt , ze odezwalas sie , jest
              dla mnie bardzo mily i stanowi duzy zaszczyt.
              Pozdrawiam serdecznie.

              Jednak , jesli moge zrobic "wkret" osobisty to powiem tak :
              Jestes niemiarodajna w zadnym "przekrojowym" temacie!
              Nie da sie dokonac takiego przekroju , zebys Ty znajdowala sie "na
              nim" jako "srednia" !!
              Tacy ludzie jak Ty dadza sobie rade w kazdej sytuacji i praktycznie
              nie potrzebuja instytucji panstwowych , sterujacych zyciem
              indywidualnych obywateli.
              Mnie chodzi o pojecia potoczne i ich rozumienie przez ludzi
              stanowiacych "trzon" spoleczenstwa.
              • eeela Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:46
                Pozdrawiam rowniez serdecznie, choc zza zaslony wstretnej migreny, ktora mnie za
                chwile zapedzi do lozka :-)
            • kozica111 Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 08:32
              Dziadku ja tez i chyba wiekszosc kobiet jest za sformalizowaniem
              zwiazku...ale panowie zazwyczaj tego nie chca.Odpowiedzialnosc i
              dojrzalosc sa niemodne;)
              Mozna takiej kobiecie ;odejdz i znajdz sobie kogos
              odpowiedzialnego...no tak, zeby bylo to tak latwe.
              Czasem jest tylko wybor miedzy samotnoscia a "wolnym zwiazkiem".
          • iza11222 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 17:43
            Jedna z przyjaciólek mowila mi o facecie z którym spotyka sie od
            czasu do czasu no powiecmy zeby sie ,,poprzytulac,,cel spotkanc jest
            zawsze znany przez obydwie strony, niechodzi tylko o samo łozko ale
            twiedzi ze swietnie sie dogaduja po zanim. nie jest to zaden
            zwiazek - luzny, wolny... bo przeciez takim układem nieda sie nazwac
            zwiazku. Na oku ma innego faceta ktory od dawna jej sie podoba i to
            z nim pragneła by sie spotykac naprawde. Stwierdzila ze obecny ROMEO
            tez traktuje ja jako taka dobra kolezanke tylko ze łączy ich jeszcze
            łuzko. Nie ma tu zdrady bo nie ma zwiazku,niełączy ich milośc tylko
            chyba zwykła ludzka namiętnośc. Taki' zwiazek' miałam na mysli a
            więc nie zrozumielismy się ....
            Prawde powiedziawszy dla mnie to nie jest zwiazek tylko raczej jakis
            układ, pakt zawarty przez dwie strony , z ktorych pozniej zawsze
            jedna cierpi.
            Sytuacja o ktorej piszesz ( sa dzieci) to jest związek tylko
            nizalegalizowany ,tak to bym nazwała
            Pozd
            • mahadeva Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 23:40
              malzenstwo to jest dopiero uklad! :)

              ps. ja mam taki 'wolny zwiazek' i nikt nei cierpi :)
    • wininia Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:32
      To nie zwiazek lecz układ.
      Życie 'na kocia łapę'
      Czas na wyszumienie się.
      Czas tylko na przyjemności.
      Coraz wiecej tych związków bo każdy chce być wolny.
      Z tej wolności wybuchnie epidemia 'samotność'
      Zwykłe naśladownictwo,małpiarstwo.
      Ponieważ żyjemy w epoce upadku moralnego zwłaszcza mężczyżni nie
      będą dążyć do małżenswa.


      Pełny luż kochana mamo...itd









      • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:43
        wininia napisała:

        > To nie zwiazek lecz układ.
        > Życie 'na kocia łapę'
        > Czas na wyszumienie się.

        A wspolny majatek/
        A dzieci?
        A uplywajacy czas?

        > Czas tylko na przyjemności.

        A nie ma lez w takich zwiazkach?

        > Coraz wiecej tych związków bo każdy chce być wolny.
        > Z tej wolności wybuchnie epidemia 'samotność'

        To nastepny problem!!
        kiedy jesze jestesmy w "oczekiwaniu" na nastepny zwiazwk a kiedy
        jestesmy juz samotni?

        > Zwykłe naśladownictwo,małpiarstwo.

        Az tak krytyczny nie odwazam sie byc!
        Pozdrawiam.
        > Ponieważ żyjemy w epoce upadku moralnego zwłaszcza mężczyżni nie
        > będą dążyć do małżenswa.
        >
        >
        > Pełny luż kochana mamo...itd
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
        >
    • ginger43 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:52
      Za "wolny związek" powszechnie uważa się konkubinat (nie lubię tego
      słowa). Można chyba rozszerzyć to pojęcie na związek dwojga ludzi,
      którzy są w zalegalizowanym związku czyli małżeństwie i oprócz tego
      są uczuciowo zaangażowani w inny układ. Taki związek jest wolny od
      wspólnych finansów, każda ze stron ma swoje własne sprawy, a tylko
      niektóre są dla nich wspólne.
    • pendula Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 16:57
      dziadek53 napisał:

      > Chcialbym znac odpowiedz na nastepujace pytania :
      > Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"?

      Oznacza: wolnoć Tomku w swoim domku.

      > Od czego "wolne" sa osoby tworzace taki zwiazek?

      Od ewentualnych roszczeń przyszywanych teściów. 'Teść może mi skoczyć...albo
      'tesciowa':)

      > Co zrobic z masa "spadkowa" po takim zwiazku[np dziecmi]?

      Taka masa sama spada z hukiem na babkę i dziadka. A jak ich nie ma to
      adwokatów głowa w tym.

      > Jak sie "godnie" wychodzi z takiego zwiazku?

      Zamykając drzwi za połowicą, lub z cięzarówki do przewozu mebli.

      > Czy taki zwiazek powoduje , ze czlowiek , po wyjsciu z niego jest
      > znow "nieuzywany"? Jest prawie dziewica?

      To juz sprawa następnej połowicy i jej zdolności rozpoznawczych.

      > Ile takich zwiazkow mozna "przejsc" zanim czlowiek zda sobie
      > sprawe , ze przestal juz byc kompatybilny dla potencjalnych , nowych
      > partnerow?

      Jeszcze tego nie ma w księdze Guinessa?




      > Czy zgadzacie sie , ze samotne po 30 zostaja najbardziej atrakcyjne
      > osoby , bo powodzenie "usypia" ich poczucie czasu.

      A skad takie przypuszczenia? ;)
      > A zreszta interesuje mnie wszystko na temat wolnych zwiazkow.

      Jak dojdzie do mnie coś interesującego to podzielę się informacjami. I tu mam
      pytanie do og€łu: ile razy można powracać do partnera w wolnym związku? :)

      > Dla jasnosci sytuacji powiem , ze osobiscie jestem zagorzalym
      > zwolennikiem malzenstwa .
      > Znam doskonale wszystkie braki i niedogodnosci tego rozwiazania,

      Ja też. Jestem na topie.
      > chetnie zapoznam sie z argumentacja , ze wolny zwiazek jest
      > rozwiazaniem lepszym.

      Jest lepszym w zależności od sytuacji( czy spadek jest i w jakiej masie) i
      czasookresu trwania :))


      > Pozdrawiam wszystkich "wytrwalych" i ..... . obecnych.

      Podłączam sie do pozdrowień.
      >
      • grzech_o_1 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 23:13
        Pendukla.
        Nic nie dopiszę, bo wszystko już napisałaś.
        A więc pisanie po próżnicy sensu nie ma żadnego.

        Stefii, buziaków sto, uścisków tysiąc. :))))))))
        • pendula Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 14:30
          Samo życie. Buziaki:)))
    • ginger43 Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 17:11
      dziadek53 napisał:

      > Od czego "wolne" sa osoby tworzace taki zwiazek?
      Z pewnością nie są wolne od odpowiedzialności. Poczucie wolności
      daje im prawdopodobnie łatwiejsza droga "ewakuacji". Coś przestaje
      się podobać, to ciach, ciach pakuje zabawki i idzie do domu, bez
      konieczności chodzenia do sądu, stresującej procedury rozwodowej.

      > Co zrobic z masa "spadkowa" po takim zwiazku[np dziecmi]?
      A czy nie weszło prawo dające możliwość dziedziczenia po
      konkubencie? Dzieci przecież też można uznać bez ślubu, nieprawdaż?
      Nie jestem prawnikiem, ale tak mi się wydaje. Jeżeli jest to układ
      rzeczywiście oparty na wzajemnych uczuciach, to do pewnych spraw nie
      potrzeba formułek.

      > Jak sie "godnie" wychodzi z takiego zwiazku?
      Jestem teoretykiem w materii takich związków, ale jeżeli jedna ze
      stron odchodzi, to znaczy, że uczucie było złudzeniem, albo mninęło.
      Jeśli dobrze pamiętam tekst piosenki Stachury "jeśli się coś
      naprawdę zaczęło, nigdy się nie kończy..." Godnie, to znaczy w taki
      sposób, aby nie zranić drugiej strony, raczej to niemożliwe, więc
      ograniczyć te rany do minimum i docenić to co się zyskało przez
      wspólnie przeżyte dni.

      > Czy taki zwiazek powoduje , ze człowiek , po wyjsciu z niego jest
      > znow "nieuzywany"? Jest prawie dziewica?
      Nie ma takiej możliwości. Każdy związek ubogaca nasze życie i
      kształtuje osobowość. Czasami wynosi się dobre doświadczenia, innym
      razem bolesne i trudne, zarówno jedne jak i drugie zostawiają ślad
      na duszy na zawsze.
      > Ile takich zwiazkow mozna "przejsc" zanim czlowiek zda sobie
      > sprawe , ze przestal juz byc kompatybilny dla potencjalnych ,
      >nowych partnerow?

      Trzeba pamiętać, żeby nie rozmieniać się na drobne.
    • floo77 ... 11.08.07, 17:42
      > Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"? <

      Jak dla mnie to niektóre małżeństwa też są wolnymi związkami. Ty
      dziadku53 podobno w takim żyjesz.
      Natomiast tak w ogóle to wolny związek kojarzy mi się z osobami,
      które po prostu się spotykają ze sobą od czasu do czasu. Jeśli ktoś
      żyje pod jednym dachem z kimś przez 15 lat i są dzieci, to dla mnie
      już po prostu związek. I teraz jeśli chodzi o zobowiązania, to
      wydaje mi się, że jeśli są dzieci, to zawsze jest obowiązek płacenia
      alimentów przez jedną ze stron, natomiast co do wspólnego majątku i
      tego typu rzeczy, dziedziczenia, to - osoba, która się chce uwolnić
      chyba po prostu idzie po tzw. papierosy i już nie wraca. Natomiast
      co do spadku, jeśli komuś się zemrze, to słyszałam już różne
      historie straszne i takie osoby powinny pomyśleć jak zabezpieczyć
      byt drugiej osoby na taki wypadek. Ale "wolne związki" mają to do
      siebie, że ludzie nie myślą o obowiązkach i rzeczach ostatecznych -
      czyli ślubach śmierci i takich tam rzeczach.

      > Czy taki zwiazek powoduje , ze czlowiek , po wyjsciu z niego jest
      > znow "nieuzywany"? Jest prawie dziewica?<<<<<<<

      a czy po rozwodzie jest się prawie dziewicą?

      > Ile takich zwiazkow mozna "przejsc" zanim czlowiek zda sobie
      > sprawe , ze przestal juz byc kompatybilny dla potencjalnych ,
      nowych partnerow?<<<<<<<<<

      Nie wiem, ale wydaje mi się, że człowiek jest z natury leniwy i
      raczej nie wchodzi w nie wiadomo jaką ilość związków. Wydaje mi się,
      że częściej zdarzają się zdrady, niż definitywne rzucenie
      partnera/partenrki, żeby spróbować z kimś od nowa.

      > Czy zgadzacie sie , ze samotne po 30 zostaja najbardziej
      atrakcyjne osoby , bo powodzenie "usypia" ich poczucie czasu.<<<

      hm. Nie wiem. Ja jestem samotna, ale to dlatego, że nikt się mną nie
      interesuje po prostu, a mi trudno jest wykazać się inicjatywą,
      zrobić pierwszy krok, zresztą jak go robić, skoro.. hm.. nie ma
      warunków. W każdym razie nie wydaje mi się, że to ich jakoś usypia i
      liczą na to, że zawsze będzie pwodzenie. To chyba wypadkowa wielu
      zmiennych.

      Co do oceny co jest lepsze - małżeństwo czy związek, to hm.. nie
      wiem. Małżeństwo to chyba jednak wydaje się bezpieczniejsze dla
      kobiety - jakoś chyba bardziej niezręcznie jest mężowi, niż
      mężczyźnie w wolnym związku wyjśc po papierosy i nie wrócić. Poza
      tym.. no cóż.. małżeństwo załatwia sprawę Babci, cioć, rodziny,
      która karmi się takimi uroczystościami ;-))

      Ale ja tam nie wiem.
      • mahadeva Re: ... 11.08.07, 23:55
        genialnie napisane

        Nie wiem, ale wydaje mi się, że człowiek jest z natury leniwy i
        raczej nie wchodzi w nie wiadomo jaką ilość związków. Wydaje mi się,
        że częściej zdarzają się zdrady, niż definitywne rzucenie
        partnera/partenrki, żeby spróbować z kimś od nowa.
      • eeela Re: ... 12.08.07, 10:50
        > > Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"? <
        >
        > Jak dla mnie to niektóre małżeństwa też są wolnymi związkami. Ty
        > dziadku53 podobno w takim żyjesz.

        Ales trafnie Dziadkowi przygadala, no no :-)
        • floo77 ups:) 12.08.07, 11:17
          o, to nie miało być przygadanie, tylko wsparcie się przykładem :-))
    • mahadeva Re: Wolny zwiazek. 11.08.07, 23:32
      ja chyba jestem bardzo bardzo atrakcyjna :) bo malzenstwo to
      ostatnia rzecz, o ktorej mysle :)
      ja sie musze skupic na swoim zyciu, nie moge miec meza, ktory by
      mnie rozpraszal :) zycie ma byc moje od A do Z :)
      ale cenie relacje i innych ludzi - stad przyjaciele-kochankowie :)
      pozdrawiam
    • kookardka Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 09:20
      > Chcialbym znac odpowiedz na nastepujace pytania :
      > Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"?
      > Od czego "wolne" sa osoby tworzace taki zwiazek?
      > Co zrobic z masa "spadkowa" po takim zwiazku[np dziecmi]?
      > Jak sie "godnie" wychodzi z takiego zwiazku?
      > Czy taki zwiazek powoduje , ze czlowiek , po wyjsciu z niego jest
      > znow "nieuzywany"? Jest prawie dziewica?
      > Ile takich zwiazkow mozna "przejsc" zanim czlowiek zda sobie
      > sprawe , ze przestal juz byc kompatybilny dla potencjalnych ,
      nowych
      > partnerow?



      hmmm... pewnie każdy ma swój podział relacji z drugim
      człowiekiem ...
      wolny związek to wg mnie takie spotykanie się bez żadnych zobowiązań
      wobec drugiej strony - spotyka się kolega z koleżanką na
      bzykanie ... osoby żyjące w takim związku są wolne od wszelkiego
      rodzaju zobowiązań wobec drugiej strony - od jakichkolwiek
      deklaracji wierności partnerowi, wspólnych wydatków, wspólnych
      życiowych planów. Poza seksem i sympatią nie łączy ich nic .
      Jak dla mnie to taka płytka pozbawiona uczuć wyższych
      i jakichkolwiek zależności relacja. Nie ma w niej intymności
      i zaangażowania, które powodują, że budujemy coś razem - coś
      naszego, wspólnego, dbamy o to i pielęgnujemy. Związek zatrzymał
      się na etapie zauroczenia, tego wstępu do czegoś poważnego i
      trwałego co trzeba wspólnie budować i pielęgnować . Nie ma dzieci,
      nie ma wspólnych planów, spraw majątkowych, nie ma nic co
      utrudniałoby odwrócenie się na pięcie i zakończenie spotkań, bo nie
      ma zaangażowania, nie ma emocji ... Takich związków w tle może być
      kilka ... Są ludzie, którzy całe życie mają takie relacje, dopóki
      znajdują kogoś kto zgadza się na takie warunki.
      Myślę, że takie relacje tworzą ludzie, którzy z różnych powodów nie
      chcą się angażować i brać odpowiedzialności za drugiego człowieka.


      Jeśli chodzi o głębsze relacje to ja mam podział na związki formalne
      i nieformalne. Związek formalny to małżeństwo a związek nieformalny,
      nazywam go partenrski, bo określenia konkubinat nienawidzę wygląda
      tak samo tyle, że nie ma żadnego papierka, który by to potwierdzał.
      Wszystkie zobowiązania i deklaracje w takim nieformalnym związku
      obowiązują tak samo jak w małżeństwie, tyle, że ludzie zawierzyli
      sobie i ufają na tyle, że nie potrzebują tego mieć na piśmie ...
      Dla mnie osobiście nie ma różnicy czy mam papier czy nie, bo liczy
      się dla mnie to, że druga strona chce być dla mnie wiernym,
      lojalnym, wspierającym, uczciwym przyjacielem, na którym mogę
      polegać w trudnych momentach i cieszyć się radosną chwilą. Papier
      tego nie da ... jeśli ludzie nie umieją dbać o siebie nawzajem,
      słuchać siebie, wsłuchiwać się w swoje potrzeby , nie chcą angażować
      się we wspólne sprawy, plany i cele , nie umieją lub nie czują
      potrzeby bycia razem na dobre i na złe to papier im w tym nie pomoże
      a wręcz jestem zdania - utrudnia rozstanie.

      Bez papierka jest swego rodzaju komfort psychiczny - jesli jestem
      w związku bez papierka to wiem, że ta druga osoba jest ze mną bo
      chce,bo cały czas jej zależy by naprawiać to co się zepsuło i
      budować dalej to co trwa. Po co mam mieć obawy, że ktoś jest ze mną
      bo podpisał kiedyś jakiś papier, zdeklarował się na piśmie i teraz
      głupio mu to odwrócić, albo wygodnie mu bez tego całego zamieszania
      rozwodowego bo co na to rodzina, znajomi itd - wbrew pozorom takie
      obawy ma wielu nieszczęśliwych w związkach ludzi, którzy decydują
      się na takie życie w kłamstwie. A to tylko oszukiwanie samego siebie
      i stwarzanie pozorów dla otoczenia ... A tak naprawdę to każdy z nas
      jest wolnym człowiekiem i nie musi robić nic wbrew sobie - tylko
      niektórzy o tym niewiedzą ... Nie mogę powiedzieć komuś, że będę go
      chciała kochać do końca życia, bo to zalezy od tego jakim on będzie
      dla mnie partnerem przez cały ten czas, jak będzie pracował razem ze
      mną nad wspólną relacją ... skąd mogę to wiedzieć, a tym bardziej
      deklarować to na piśmie ... Na dzień dobry musiałabym oszukać ...
      • kookardka Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 09:30
        I bardzo chętnie dowiem się co w takiej relacji z drugim człowiekiem,
        daje papier. Nie pytam o sprawy spadkowe, o uznanie dziecka itd.
        Interesuje mnie JEDYNIE TO to jaki wpływ ma papier na więź duchowa
        między dwojgiem ludzi, którzy są wobec siebie lojalni i wierni,
        dbają o siebie nawzajem, szanują swoje poglądy, szanują wolność
        drugiego partnera , bo sobie ufają ( każdy partner ma, mimo
        wspólnego życia, czas dla siebie, swoje zainteresowania, swoje
        pasje, swoich znajomych).Czym w takiej sytuacji jest papier ?
        co gwarantuje, co umożliwia ? jak dla mnie nie ma wartości ...
        • ginger43 Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 10:03
          kookardka napisała:

          > Czym w takiej sytuacji jest papier ?
          > co gwarantuje, co umożliwia ? jak dla mnie nie ma wartości ...

          Witaj Kooko!
          Jedna odpowiedź mi się niechcący skasowała, ale cierpliwie napiszę
          jeszcze raz...
          Tak jak napisałam w odpowiedzi na post Dziadka53, brak papierka daje
          wrażenie wolności, że w każdej chwili można odejść.
          Moim zdaniem ten papierek ma jednak jakąś wartość. W przypadku
          kryzysu, kiedy wszystko zaczyna się walić jest rodzajem hamulca
          przed odejściem. Daje chwilę na zastanowienie, pozwala opaść emocjom
          i zobaczyć to co się dzieje z innej perspektywy. Jest to ważne, bo
          ludzie często ulegają temperamentowi. Później trudno jest, a czasami
          jest to wręcz niemożliwe, wymazać pewne posunięcia. Wiadomo, że
          jeżeli w małżeństwie jest faktycznie źle, to papierek w niczym nie
          pomoże, ale sądzę, że w wielu przypadkach ratuje związek. Wiele osób
          nie chce się wiązać formalnie, bo chcą żeby całe ich życie było
          miłe, łatwe i przyjemne, ale tak się nie da. Czasami trzeba przeżyć
          ciężkie chwile, żeby później docenić te radosne i w tym nam papierku
          dopomóź!
          Pozdrawiam niedzielnie :))))
          Gingi
          • kookardka Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 10:21
            Witaj niedzielnie :)))

            No widzisz i to jest właśnie coś co mi przeszkadza - papier jako
            ten hamulec i presja jaką on wywiera. Bo emocje tak czy siak mogą
            być ,czy papier jest czy go nie ma. Dla mnie liczy się tylko czysta,
            wynikająca z wewnętrznej potrzeby chęć bycia razem i właśnie o to
            chodzi, żeby w takej ekstremalnej sytuacji nie było nic co każe,
            co ogranicza, co wywiera presję ... Wtedy trzeba odrzucić wszystkie
            dotychczasowe zależności typu wspólny dom, dzieci, wspólne sprawy,
            wsłuchać się w siebie i samemu przed sobą przyznać czy ja chcę
            jeszcze kochać tego człowieka, czy akceptuję sytuację, jeśli nie czy
            mogę ją zmienić... papier tylko przeszkadza , zobowiązuje a nie
            zachęca do zastanowienia się , to taki kajdan - wg mnie lepiej jak
            ta chęć zastanowienia się wynika tylko z potrzeby wewnętrznej...
            i doskonale wiem po swoich długich związkach, że jeśli pojawia się
            wola rozstania u jednej ze stron i to już w emocjach ( a emocje w
            takich sytuacjach są dla mnie wskazówką, że dzieje się już bardzo
            źle, bo takie emocje to wyznacznik pewnego poziomu frustracji, bo
            nie dało się na spokojnie porozmawiać o tym co złego się dzieje) to
            szkoda czasu ... to tylko lepienie czegoś co i tak się rozpadnie ...
            • ginger43 hamulec bezpieczeństwa... 12.08.07, 12:37
              kookardka napisała:
              > Bo emocje tak czy siak mogą
              > być ,czy papier jest czy go nie ma. Dla mnie liczy się tylko
              >czysta, wynikająca z wewnętrznej potrzeby chęć bycia razem

              Nie zaprzeczam, dla mnie też, ale przy gwałtownym usposobieniu
              człowiek często nie myśli co robi, gdy emocje poniosą i wcale nie
              znaczy to, że nie kocha drugiej osoby.

              > ... papier tylko przeszkadza , zobowiązuje a nie
              > zachęca do zastanowienia się , to taki kajdan - wg mnie lepiej jak
              > ta chęć zastanowienia się wynika tylko z potrzeby wewnętrznej...

              Czasami takie kajdany są potrzebne, żeby człowiek zdążył pomyśleć co
              faktycznie czuje nim narobi głupot. Czy nie wydaje Ci się, że zdarza
              się, że duma i złość przyćmiewają te wewnętrzne potrzeby? Myślę, że
              znowu mówimy o tym samym, tylko ponownie są problemy z przekazem.
              Zwróć uwagę, że napisałam, że to pomaga w niektórych sprawach, w
              poważnych kryzysach, gdzie niemożliwe jest znalezienie wspólnego
              zdania żaden papier nie pomoże. Nie mówiłam o ekstremalnycyh
              sytuacjach.

              >... Wtedy trzeba odrzucić wszystkie dotychczasowe zależności typu
              >wspólny dom, dzieci, wspólne sprawy......

              Moim zdaniem tego tak do końca nie można odrzucić. Decydując się na
              małżeństwo decydujesz się na to, że to nie będziesz już tylko "TY"
              to już zawsze będzie "MY". Bierzesz odpowiedzialność za drugą osobę,
              a w szczególności za życie dziecka i tu nie ma miejsca na egoizm.
              Często trzeba pewne ambicje i dumę schować do kieszeni i jest to
              cena podjętej decyzji. Nie zrozum mnie źle, nierozumujmy w skrajny
              sposób. Wiadomo, że nie można zrezygnować z własnego "JA"
              całkowicie, bo to się zemści, ale cząstkę siebie trzeba w związku
              poświęcić.
              • kookardka Re: hamulec bezpieczeństwa... 13.08.07, 10:16
                > Myślę, że
                > znowu mówimy o tym samym, tylko ponownie są problemy z przekazem.

                Nie wszyscy jesteśmy tacy sami, Ty piszesz, że papier ma dla Ciebie
                znaczenie i ok, a ja Ci piszę, że mogłabym sobie nim tyłek
                podetrzeć :))) i przyjmij to do wiadomości po prostu :)) ... to nie
                jest jakaś myśl, którą mam w głowie, tylko bardzo skomkplikowany
                ciąg myśli prowadzących w jedną stronę - każdy powinien wszystko co
                w życiu robi, robić z przekonaniem a nie pod naciskiem i presją ...
                to jest moja filozofia życiowa i wcale nie wymagam, żeby ktokolwiek
                to rozumiał :))

                Piszesz o dumie i o złości - nie istenieją dla mnie takie pojęcia
                jeśli chodzi o poważne decyzje związane z bliską mi osobą ...
                Bo powazne decyzje podejmuje się w spokoju a nie w złości...a jesli
                kogoś poniesie, to duży jest i powinien umieć się do tego
                przyznać...ja się z emocjonalnymi dziećmi nie wiążę ... chyba każd
                dobiera sobie takiego partnera, z którym jest w stanie się
                dogadać ... to znaczy wiem, że ludzie czaserm biorą ślub bo trzeba,
                bo już czas, bo ciotki gadają, bo boję się, ze ziostanę starą panną
                i inne takie chore jazdy ... i jakoś to będzie ...ale to nie dla
                mnie :)))

                > Moim zdaniem tego tak do końca nie można odrzucić. Decydując się
                na
                > małżeństwo decydujesz się na to, że to nie będziesz już tylko "TY"
                > to już zawsze będzie "MY". Bierzesz odpowiedzialność za drugą
                osobę,
                > a w szczególności za życie dziecka i tu nie ma miejsca na egoizm.
                > Często trzeba pewne ambicje i dumę schować do kieszeni i jest to
                > cena podjętej decyzji. Nie zrozum mnie źle, nierozumujmy w skrajny
                > sposób. Wiadomo, że nie można zrezygnować z własnego "JA"
                > całkowicie, bo to się zemści, ale cząstkę siebie trzeba w związku
                > poświęcić.

                Decydując się na bycie z drugim czlowiekiem już podejmujesz tę
                odpowiedzialność za emocje drugiej strony ... nie tylko po
                ślubie ... czy związek z papierkiem czy bez dla mnie nie ma żadnego
                znaczenia. A czy dziecko w taki związku jest czy nie to przede
                wszystkim musi mieć szczęśliwych rodziców w innym przypadku lepiej
                się rozstać. Ja oczywicie zdaję sobie sprawę, że są kobiety, które
                POWIĘCAJĄ SIĘ dla dziecka, a potem albo bezpośrednio albo pośrednio
                wytykają mu to na każdym kroku, bo ja się dla Ciebie poświęciłam.
                Nieszczęśliwe kobiety i żal mi ich, w życiu nie chciałabym być na
                ich miejscu i nie będę :)) bo to wiem ...


                Jak tak czytam to forum, obserwuję ludzi to widzę, jake wiele osób
                nie ma pojęcia o tym co jest w życiu ważne ... wewnęterzny spokój ...
                inaczej człowiek staje się frustratem, albo żyje oczekiwaniami,
                roszczeniami wobec innych bo inni powinni coś tam ... bardzo to
                ciekawe dla mnie, bo za każdym razem obserwując nerwowe reakcje
                tych, którzy UDAJĄ sami przed sobą, że jest im dobrze z tym jak
                żyją , utwierdzam się jedynie w tym, że mój sposób na zycie jest
                dla mnie jedyny słuszny :)))

                --
                łezki łezka, aż będę niebieska ...
          • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 13:04
            Dwa razy skladalismy pozwy o rozwod; raz ja i raz zona.
            Za kazdym razem wycofywalismy pozwy bo "upierdliwosc " procedor
            obrzydzila nam zycie do tego stopnia , ze odwchciewalo nam
            sie "wolnosci" . :))
            Ale zeby to wiedziec to trzeba to przezyc.
            Pozdrawiam ginger.
            • ginger43 bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 13:22
              To jest właśnie to, co napisałam w jednym z wczorajszych postów,
              uciążliwość procedury niejednokrotnie zniechęca i skłania do
              zastanowienia czy warto, co to zmieni. Można jedynie gdybać, co by
              było, gdyby...
              Czasami mimo wszystko lepiej zostać razem i nauczyć się cieszyć tym
              co się ma, zamiast szukać nie wiadomo czego. Znajdziemy to czego nam
              brakuje tutaj, a zabraknie być może tego, co mieliśmy poprzednio i
              tak można w nieskończoność...
              (Oczywiście to nie dotyczy żadnych skrajnych przypadków, gdzie nie
              ma czego ratować.)
              Też pozdrawiam serdecznie :)))
              Tasia
              • dziadek53 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 13:30
                Ja to wiem , Tasiu!
                Problem jest z tym , ze niektorzy z nas zamiast pogladow , z ktorymi
                mozna by bylo dyskutowac , posiadaja ideolo.
                Z ideologia sie nie dyskutuje, albo sie ja wyznaje albo jest
                sie "be"!
                Wiec ja jestem "be" , bo ja wiem czym konczy sie wyznawanie
                wszelkiego typu ideologii.
                Palome na stosach czarownice, komory gazowe, wielki glod na
                ukrainie, itp.
                To wszystko sa wytwory wielkich ideolo, z ktorymi nikt nie smial
                dyskutowac!!
                O , przepraszam , nikt zywy.
                Dyskutowanie z ideologami jest bez sensu , i tak pozostana w
                przekonaniu , ze od malpy to moge ja pochodzic, Oni na pewno nie!!!
                Pozdrawiam.
                • ginger43 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 13:42
                  Każdy z nas miał i ma jakieś ideologie. Trzeba w życiu trochę
                  przeżyć, żeby zrozumieć, że nie wszystkie z nich są prawdziwe i
                  realne. Nie znaczy jednak, że nie należy ich mieć. Każdy ma inne
                  życie, inne doświadczenia - u jednych pewna ideologia się sprawdzi,
                  u innych nie i wtedy będą mieli przeciwne poglądy.
                  Poza tym można dochodzić do pewnych wniosków ucząc się na cudzych
                  błędach, ale można też na swoich wtedy ma się całkowitą pewność, że
                  coś było błędem. Nie zawsze coś co jest dobre dla kogoś, musi być
                  dobre dla nas.
                  • floo77 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 13:47
                    Trzeba w życiu trochę
                    > przeżyć, żeby zrozumieć<<<<

                    albo po prostu trochę poczytać i pooglądać ;-))
                    • ginger43 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 13:52
                      To właśnie miałam na myśli, bo życie to nauka nie tylko na swoich
                      błędach, ale czerpanie doświadczeń z cudzych - czyli czytanie,
                      oglądanie, obserwowanie:)))
                      Pozdrawiam Cię serdecznie
                      • pendula Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 15:22
                        Tak, gdy ma się nader obiektywne spojrzenie. Z rozumem ludzkim jest czeto jednak
                        tak ze działa wybiórczo. Z wielu cudzych doswiadczen wybierze akurat te, ktore
                        moze nagiac do swojej rzeczywistosci.
                        • ginger43 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 15:45
                          Pewnie, że często widzimy to co chemy widzieć, słyszymy to co chcemy
                          usłyszeć. Ale jak za bardzo ponaciągamy cudze doświadczenia, i
                          pominiemy te faktycznie istotne, to wtedy przyjdzie uczyć się nam na
                          naszych własnych błędach, a to trochę gorzej boli:)
                        • kookardka Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 13.08.07, 09:49
                          > Tak, gdy ma się nader obiektywne spojrzenie. Z rozumem ludzkim
                          jest czeto jedna
                          > k
                          > tak ze działa wybiórczo. Z wielu cudzych doswiadczen wybierze
                          akurat te, ktore
                          > moze nagiac do swojej rzeczywistosci.


                          Bo każdy ocenia i analizuje według siebie, według swoich wartości
                          o ile wogóle jakiekolwiek wyznaje. To kwestia wewnętrznego
                          uporządkowania lub bajzlu emocjonalnego. Sa ludzie, którzy nie
                          wiedzą jak by się zachowali w danej sytuacji ( to właśnie Ci bez
                          zasad) a są tacy, którzy wiedzą czy odczuwaliby jakiś dyskomfort,
                          czy umieli by zaakceptować taki stan rzeczy, czy potrafią coś
                          poświęcić a potem sobie tego nie wyrzucać itd.
                    • dziadek53 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 14:00
                      Oczywiscie mozna poczytac, ale tylko do momentu gdy nie wsiakniemy w
                      ktoras z ideologii.
                      Pmietam stosy ksiazek palene przez hitlerowcow[ z filmow] i
                      skladowisko ksiazek skladanych na klatce schodowej putramenta po
                      stanie wojennym.
                      Moje doswiadczenie zyciowe mowi :Nie ma dyskusji z ideologami,
                      chociaz oczywiscie mozecie sie obie z moim zdaniem nie zgadzac.
                      Kazda ideologia prowadzi do totalitaryzmu , na skale odpowiednia dla
                      jej mozliwosci.
                      jestem zwolennikiem demokracji , chociaz jej nie lubie, a ta
                      nakazuje waczyc ze wszelkimi ideologiami.
                      Czlowiek powinien opierac sie na rozumie, tylko wtedy mozna z nim
                      dyskutowac .Ideologia wyklucza dyskusje.
                      • ginger43 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 14:12
                        Myślenie jest zawsze nieodzowne. Ślepa wiara jest niebezpieczna, ale
                        trzeba w coś wierzyć, mieć jakieś ideały, każdy je chyba ma. Trzeba
                        tylko umieć je weryfikować. A tak na marginesie, chyba niechcący
                        mówimy o czym innym :)))
                        • dziadek53 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 14:22
                          Rozmowe zaczalem ja,napisalem o ideologii.
                          Wiara w cos a uleganie ideologii to nie jest to samo.
                          jesli chcesz uleganie ideologii porownac do czegos to najlepiej by
                          bylo porownac do zaborczej sekty.
                          Sekta zabiera Ci rozum , mozliwosc oceny, tak wlasnie jak uleganie
                          ideologii.
                          Wybacz Tasiu ale na dyskusje o ideolo nie mam checi :))
                          • ginger43 Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 12.08.07, 14:25
                            Też nie mam na to ochoty. Wiem, że to dwie różne rzeczy dlatego
                            napisałam, że niechcący rozmawiamy o dwóch różnych sprawach :)))
                  • kookardka Re: bilans wypadł na +, czy na - ? 13.08.07, 09:45
                    > Nie zawsze coś co jest dobre dla kogoś, musi być
                    > dobre dla nas.

                    Otóż to i tego się trzymajmy - każdy ma swoją receptę na życie,
                    każdy z nas najlepiej wie co jest dla niego dobre i co może poświęcić
                    by nie odczuwac przy tym dyskomfortu i każdy za swoje decyzje
                    prędzej czy później poniesie jakieś konsekwencje pozytywne lub
                    negatywne :)) nie wszyscy musimy być nieszczęśliwymi cierpiętnikami
                    w imie jakiejś ideologii :)) trzymajcie się ciepło i powodzenia
                    życzę w naprawianiu tego co się popsuło :))
    • mr_maks Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 10:01
      dziadek53 napisał:

      > Chcialbym znac odpowiedz na nastepujace pytania :
      > Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"?

      nieformalny

      > Od czego "wolne" sa osoby tworzace taki zwiazek?

      moga w kazdej chwili, bez wiekszych konsekwencji się zostac (sprawe
      tutaj komplikuje ewentualne wspolne potomstwo :])

      > Co zrobic z masa "spadkowa" po takim zwiazku[np dziecmi]?

      to samo co w przypadku rozwodu

      > Jak sie "godnie" wychodzi z takiego zwiazku?

      ??
      jak rozumiesz pojecie "godnie" wyjsc ze zwiazku?

      > Czy taki zwiazek powoduje , ze czlowiek , po wyjsciu z niego jest
      > znow "nieuzywany"? Jest prawie dziewica?

      pierwsze slysze :)
      ale jesli komus zalezy to latwiej w takim przypadku zrobic z siebie
      dziewice ;)

      > Ile takich zwiazkow mozna "przejsc" zanim czlowiek zda sobie
      > sprawe , ze przestal juz byc kompatybilny dla potencjalnych ,
      nowych
      > partnerow?

      -

      > Czy zgadzacie sie , ze samotne po 30 zostaja najbardziej
      atrakcyjne
      > osoby , bo powodzenie "usypia" ich poczucie czasu.
      > A zreszta interesuje mnie wszystko na temat wolnych zwiazkow.
      > Dla jasnosci sytuacji powiem , ze osobiscie jestem zagorzalym
      > zwolennikiem malzenstwa .
      > Znam doskonale wszystkie braki i niedogodnosci tego rozwiazania,
      > chetnie zapoznam sie z argumentacja , ze wolny zwiazek jest
      > rozwiazaniem lepszym.
      > Pozdrawiam wszystkich "wytrwalych" i ..... . obecnych.
      >

      takze jestem zwolennikiem malzenstwa, ale jednoczesnie uwazam, ze
      warto ze swojej przyszla polowka jakis czas przed slubem pomieszkac
      i naprawde ja poznac
      • viviene Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 13:26
        każdy rozpad związku i tego formalnego i tego nieformalnego ruinuje poczucie
        własnej wartości i nie wierzę,ze wychodzimy z tego bez szwanku a ci,ktorzy tak
        uważaja,okłamują samych siebie.
        • emancypantka5 Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 16:09
          Wg.mnie wyrażenie "wolny związek" jest czymś na kształt oksymoronu w typie
          "ogień krzepnie", "blask ciemnieje".

          Związek może być zalegalizowany, bądź nie, ale jak ktoś jest w związku, to już
          na pewno nie jest wolny, ponieważ naturalną konsekwencją bycia razem jest
          dzielenie swoich radości i smutków, wspólne zmierzanie się z tym co niesie
          codzienność.

          A jeśli pojawiają się dzieci, to już w ogóle nie ma mowy o "wolności",
          bynajmniej nie mam tu nic złego na myśli, tylko to, że wspólne dzieci, to
          wspólna droga na wiele lat, obowiązkowa droga, a właśnie obowiązek, to swego
          rodzaju wędzidło.
          Widział ktoś wolność,kiedy coś musimy, bądź powinniśmy? Oczywiście wymigiwanie
          się od tych obowiązków to patologia.
    • yagiennka To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie istniej 12.08.07, 19:01
      nie istnieje :) Okreslają sobie to tak osoby, które się boją wszelkich
      zobowiązań i stałości, ale oczywiście że to nie jest żaden związek wtedy. Może
      to być romans, układ, spotykanie się na seks. Ale na pewno nie związek.
      O a to coś nowego z atrakcyjnymi po 30stce. Zwykle wszyscy twierdzą wręcz
      przeciwnie :) Ja mam inne zdanie. Samotne po 30stce są przeróżne osoby i z
      przeróżnych powodów. Ostatnio poznałam kilka kobiet które zmarnowały wiele lat
      na niewłasciwych facetów.
      Ja jestem za tym aby ludzie byli ze sobą ze wszystkimi tego konsekwencjami, i
      tymi radosnymi i trudnymi. Papierek dla mnie akurat ma mniejszą wartośc, już
      jeżeli to głównie prawną.
      • mahadeva Re: To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie is 12.08.07, 19:11
        monogamia jest do niczego :)
      • grzech_o_1 Re: To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie is 12.08.07, 20:07
        Jagienko.
        Jeżeli dwoje ludzi jest już w miarę samodzielnych, to góra - dwa
        lata znajomości i ma być związek trwały. Małżeński.
        Wszelkie związki nieformalne, mieszkanie ze sobą, bo może za 5 lat
        się dopasujemy, a jak się nie spasujemy, to się rozstaniemy, to
        durna 'nowomoda'!
        Durna!
        Wzorzec ten jest lansowany przez durne filmy zachodnie i przez
        lansowanie wzorca:
        - ja jestem super nowoczesny biznesmen
        - a ja jestem super nowoczesna bizneswomen.
        i dalej sobie dopowiesz...

        Jest to kompletny idiotyzm, nie mający na świecie nic wspólnego
        z rzeczywistością.
        Ale wzorzec z uporem lansowany przez media, szczególnie te,
        kierowane do młodzieży.

        A prawda jest taka. Jedna. Kobieta w wieku 30 lat ma byc mężatką.
        Mieć rodzinę. Jeżeli tego nie osiągnie, życie bedzie miała
        zmarnowane.
        I nie mówię tego, jako stary zgred. Tylko za długo zyję na tym
        świecie.

        Pozdrawiam Jagienko.;)))

        Ps.
        Instytucja małżeństwa została przez człowieka wynaleziona w
        pomrokach dziejów. Nic wtedy nie istniało, ale wynaleziono -
        zaślubiny i małżeństwo.
        Po co? Dlaczego? Po jaką cholerę?
        • kookardka Re: To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie is 13.08.07, 11:17
          "ma być związek trwały.małżeński"
          czemu uwazasz, ze jak małżeńaski to już trwały ?
          bo z tego co ja widzę, to takie "trwałe" związki się rozpadają ...

          nie mogę się z tym zgodzić... po dwóch latach nie masz pojęcia
          z kim masz do czynienia ... gdybym ja wyszła za mąż po takim czasie
          to już byłabym po dwóch rozwodach ... a klecenie czegoś na siłę,
          bo jest papierek jakoś mało mi odpowiada ... po co mi dodatkowe
          kłopoty. Błędne założenie robicie, ze jak ludzie nie przyrzekają
          w urzędzie to z góry zakładają rozstanie ... pewnie i tak bywa,
          ale można żyć jak w małżeństwie tyle, że bez tego papierka ...
          kwestia ogromnego zaufania do partnera ( a w małżeństqwie jak jest
          z tym zaufaniem, skoro potrzebny jest ten papier "jakby co" ),
          i ogromnej pracy by ciągle chciało się być razem ( w małżeństqwie
          jak są kajdany to nie tak łatwo odejść, ludzie zaczynają mniej
          dbac o partnera, bo przecież mamy kajdany, które nas związały).
          Czy to wszystko może zagwarantowac papier ?
          Podziwiam ludzi, którzy są w takich nieformalnych długich związkach,
          bo to oznacza, że potrafią ze sobą rozmawiać, pracują nad tym by być
          wciąż razem, dbają o siebie wzajemnie i wzajemnie się nie
          zaniedbują ... takie związki są dla mnie cenniejsze niż te same
          tyle, że zaklepane na piśmie i trwające tylko dlatego, że ludziom
          nie chce się załatwiać spraw papierkowych ... w tym kontekście
          papier nie znaczy nic ... a jak ludzie się kochają to czy mają
          papier czy go nie mają nie ma to specjalnie znaczenia ... sam
          pomyśl, czy zmieniłbyś podejście do swojej drugiej połówki,
          gdybyście nie mieli papierka ? czy coś by się zmieniło ?
          • yagiennka Re: To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie is 13.08.07, 15:00
            Może być bez papierka tylko co wytedy zrobisz po rozstaniu? Jak dzielić ten
            majątek, bedziecie kroić tv na pół i kota? Małżeństwo to jest też status prawny.
            Małżonkowie się wspólnie rozliczają z podatku, wspólnota majątkowa jest od
            momentu ślubu i cały dorobek, dzieci mają wszelkie prawa a wy macie prawa po
            dzieciach. Wspólne zakupy, kredyty czy spadki, to wszystko ma znaczenie.
            • kookardka Re: To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie is 13.08.07, 16:58
              Wystarczy rachunki brać za zakupy na siebie, zakupy grubsze jako
              współwłasność - teraz tak można i mieszkanie kupić i kredyt wziąć,
              to nie jest problem. Z dziedziczeniem i testamentami też da się
              pozałatwiać u notariusza ... a jak ludzie biorą rozwód to nie ma
              krojenia TV na pół ;) ?

              Ja mam swoje mieszkanie i samochód i na pewno nie zgodziłabym się,
              zeby mój ewentualny przyszły mąż miał do tego jakieś prawa -
              musiałabym załatwiać odrębność majątkową czy jak to się tam nazywa...


              Mnie w tej kwestii dalej zastanawia, jak rozwiązac sytuację, gdy
              jedno z dwojga partnerów trafia do szpitala - bo o stan zdrowia może
              zapytać tylko rodzina ... ciekawe czy można to jakoś u notariusza
              załatwić ...
        • yagiennka Re: To takie coś jak czerwony śnieg, czyli nie is 13.08.07, 14:56
          No zaraz, przeciez póki ludzie nie wezmą śłubu musi być ten nieformalny :)) No
          bo jak inaczej?? Przeciez nikt sie nie żeni po tygodniu chodzenia ze sobą!
          Zwykle ludzie potrzebuja około roku, 2 na tą decyzję. Bywa że kilka lat, a bywa
          że i krócej. Moja koelżanka potrzebowała mpól roku małżeństwo przetrwało 13 lat
          czyli i tak długo. Inny przykład, znam parę która znałą się 3 lata, małżeństwem
          byli uwaga, miesiąc!:) Tu nie ma żadnych reguł.
          No ma być, może i ma ale co z tego kiedy nie ma z kim??:)) Sama sobie ze sobą tą
          mężatką nie zostanie.
          Już ci mówię, instytucja małżeństwa tak jak sam piszesz to była keidyś
          INSTYTUCJA. Nie miała wiele wspólnego z jakąs miłością i wyborem, męża czy żonę
          wybierała rodzina, brała pod uwagę wszystko tylko nie to czy parka sobie nwzajem
          odpowiada, to akurat było niewazne w ogóle. Ważne były majątki, układy,
          korzyści, potomkowie.
    • kakarakamuchen Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 19:50
      tak potocznie nazywa się niesformalizowany układ dwojga ludzi odmiennej płci.
      nie widzę powodu, by argumentować wyższość małżeństwa nad "wolnym związkiem",
      czy "wolnego związku" nad małżeństwem.
      • grzech_o_1 Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 20:13
        Jednak małżeństwo jest lepsze.

        Ps.
        Moja babcia o świtaniu zbierała po łąkach zioła.
        • kakarakamuchen Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 05:37
          zależy od priorytetów. małżeństwo jest z pewnością wygodniejsze, ale mniej uczciwe.
    • andreas3233 Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 20:04
      Ja generalnie popieram zwiazki poliandryczne, poniewaz zwiekszaja
      one frakcje zroznicowania genetycznego w populacji.
    • retuszowana Re: Wolny zwiazek. 12.08.07, 23:24
      > Chcialbym znac odpowiedz na nastepujace pytania :
      > Co oznacza pojecie "wolny zwiazek"?

      Też bym chciała znać odp...;-)
      A poważniej.. Tzw 'wolny związek', jeszcze przed 10-ciu laty był w
      Polsce rzadkością ;)Importowaliśmy go sobie sobie z zachodu,
      traktując, jako cudowny wynalazek bez skutków ubocznych ;);)
      Niestety, po latach 'testowania' wyszły [jednak] na jaw 'pewne' jego
      braki.... "Zobaczymy, czy się sprawdzimy", to fatalny wstęp do
      związku (?) Gdzie drugi Człowiek traktowany jest, niczym królik
      doświadczalny....
      'Swistek papieru' - małżeństwem?
      Podpisać, znaczy, zobowiązać się...!!!
      Ludzie, którzy mówią o świstku, papierku, to właśnie próbują ukryć,
      zbagatelizować. Bo w wolnych związkach jest [tylko] 'CHĘĆ', ale nie
      ma przysięgi. Ci, którzy je wybierają, łatwość ROZSTANIA uznają za
      główną zelate bycia razem...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Czy to na aby na pewno 'Ta' osoba? Już na samym początku rozważają
      kwestie rozstania.... Większość nie zbuduje rodziny, tak są skupieni
      na tym, czy jeszcze dobrze się [ze sobą] bawią !!
      A kiedy odchodzą ze słowami; 'mam prawo do szczęścia' , tak naprawdę
      mają na myśli ; 'nie chciałem Cie zranić, ale wiesz,... tu chodzi o
      mój 'DOBRY NASTRÓJ'

      Cóż.. nie każdy musi się żenić, nie każdy potrafi żyć z drugim
      Człowiekiem na stałe ! .....a co dopiero dochować Mu wierności!
      Próbuję zrozumieć...nie oceniać..

      Tu, przypomniały mi się słowa pewnego psychologa, Jacka Santorskiego
      [nazwisko mogłam przekręcić]; że nie sztuka jest mieć 20 kobiet, ale
      sztuka jest przeżyć 20 lat z JEDNĄ !! :-)

      To by było na tyle...
      Dobranoc..


      _________________________________________________________________

      Rozumiem :)


      • mahadeva Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 00:28
        tez mysle, ze jesli juz zwiazek - to malzenstwo - taka spoleczna
        isntytucja :)
        a jesli nie - to romanse ;)
        • retuszowana Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 19:21
          mahadeva napisała:

          > tez mysle, ze jesli juz zwiazek - to malzenstwo - taka spoleczna
          > isntytucja :)
          > a jesli nie - to romanse ;)


          I pomysleć, że jeszcze na początku zeszłego wieku, lekarze mylili
          kobiecy orgazm z epilepsją ;-))
          Pozdr

      • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 10:44
        retuszowana napisała:
        >
        > Też bym chciała znać odp...;-)
        > A poważniej.. Tzw 'wolny związek', jeszcze przed 10-ciu laty był w
        > Polsce rzadkością ;)

        Nie bardzo bym sie z tym zgodzil.
        Byla juz predlem taka fala wolnych zwiazkow w latach 67-75 ,
        laczylo to sie z tzw hippisami. Z tym , ze to szybko minelo i
        wszyscy zdazyli leszcze zalapac sie na zwiazki malzenskie.Czyli
        owszem dzisiaj nie ma po tym sladu, w formie fali osob samotnych ,
        ale to nie znaczy , ze tego nie bylo.

        Importowaliśmy go sobie sobie z zachodu,
        > traktując, jako cudowny wynalazek bez skutków ubocznych ;);)
        > Niestety, po latach 'testowania' wyszły [jednak] na jaw 'pewne'
        jego
        > braki....

        To jest po prostu zwykly chwyt marketingowy :"zawsze bedzuesz
        mloody , piekny i bogaty, po cholere Ci rodzina ".
        Tylko ze tym razem zbyt dlugo to juz trwa i nie da sie
        juz "cacerowac "dziury .Zostanie ogromna fala ludzi samotnych , ta
        ka jak ta ktora dzis we [np.] francji dokancza zywota w domach
        starcow.

        "Zobaczymy, czy się sprawdzimy", to fatalny wstęp do
        > związku (?)

        Oczywiscie , ze tak!
        Te dwa , trzy lata zaslepienia , zauroczenia , przyroda dala nam nie
        po to bysmy mieli czas na odczuwanie przyjemnosci , tylko po to
        bysmy mieli czas na przyzwyczajenie sie do siebie, na przywykniecie,
        na przywiazanie, podjecie decyzji o dzieciach i przebrniecie przez
        najtrudniejszy okres zwiazku przypadajacy na czas pierwszego pologu.
        Kobieta musi zajmowac sie dzieckiem , ma mniej czasu dla faceta,
        jast mniej fascynyjaca erotycznie, zwiazek sie rozpada.
        Zmarnowanie tego czasu na przyjemnosci skutkuje , bardzo czesto
        rozpadwm zwiazku po wyczerpaniu sie fascynacji.
        Nie ma czym tej fascynacji zastapic.

        Gdzie drugi Człowiek traktowany jest, niczym królik
        > doświadczalny....

        To oczywiscie tez.
        To tak jakby wejsc do cukierni , zarzadac calego tortu i
        oswiadczyc , teraz go biore i przyjde za tydzien, jak jeszcze bedzie
        mi smakaowal to zaplace, jak nie to pa, pa.


        > 'Swistek papieru' - małżeństwem?
        > Podpisać, znaczy, zobowiązać się...!!!
        > Ludzie, którzy mówią o świstku, papierku, to właśnie próbują
        ukryć,
        > zbagatelizować. Bo w wolnych związkach jest [tylko] 'CHĘĆ', ale
        nie
        > ma przysięgi. Ci, którzy je wybierają,

        mam watpliwosci czy Oni wybieraja !!!
        A moze tylko wpadaja w pewna pulapke, pewien mechanizm marketingowy?
        Mlodzi samotni ludzie to dla pewnej grupy wytworcow i uslugodawcow
        wspaniali klienci.
        Duzo latwiej z reklama przebic sie browarom , pabom, biurom
        podrozy ,niz np. producentowi pieluch , czy wlascicielowi zlobka.
        Tym bardziej ,ze ludzie sa nauczeni , ze za piwo musza zaplacic ,
        natomiast uslugi "opiekuncze " im sie po prostu naleza.

        łatwość ROZSTANIA uznają za
        > główną zelate bycia razem...!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        No wlasnie , tylko co robic kiedy jyz w okolicach 30 konczy
        sie "zapas" chetnych do bycia z nami . Co z reszta zycia.


        >
        > Czy to na aby na pewno 'Ta' osoba? Już na samym początku rozważają
        > kwestie rozstania.... Większość nie zbuduje rodziny, tak są
        skupieni
        > na tym, czy jeszcze dobrze się [ze sobą] bawią !!

        No wlasnie.
        Wiele mlodych osob uwaza ze zwiazek to 95% przyjemnosci a 5% to
        jakies tam male niedogodnosci[np facet nie siada na kibel i obsikuje
        deske]. A to nie prawda!!!
        Proporcje jesli nawet nie sa odwrocone to conajmniej o kilkadziesiat
        % zafalszowane.
        Ja oceniam , ze ok 75% to obowiazki , !15% rzeczy neutralne i 10%
        przyjemnosci.

        > A kiedy odchodzą ze słowami; 'mam prawo do szczęścia' , tak
        naprawdę
        > mają na myśli ; 'nie chciałem Cie zranić, ale wiesz,... tu chodzi
        o
        > mój 'DOBRY NASTRÓJ'

        Jasne , piesek sie znudzil w miiesiac po imieninach to mamy od tego
        schroniska.
        Co za problem , na nastepne imieniny kupimy sobie nowego.

        >
        > Cóż.. nie każdy musi się żenić, nie każdy potrafi żyć z drugim
        > Człowiekiem na stałe ! .....a co dopiero dochować Mu wierności!
        > Próbuję zrozumieć...nie oceniać..

        Ja rozumiem te chec bycia szczesliwym , a mimo to jest mi ich zal .
        >
        > Tu, przypomniały mi się słowa pewnego psychologa, Jacka
        Santorskiego
        > [nazwisko mogłam przekręcić]; że nie sztuka jest mieć 20 kobiet,
        ale
        > sztuka jest przeżyć 20 lat z JEDNĄ !! :-)

        Nie cierpie psychologow, ale z tym sie zgadzam w 100%.
        Ale powiem Ci jeszcze cos!
        Owszem nowa doopa jest fajna , wraca jakos to uczucie szczescia,
        wznioslosc, itp.
        Ale z kazdym nastepnym zwiazkiem te pozytywne emocje sa coraz
        slabsze.
        Coraz krucej trwaja, coraz bardzie musimy sobie wmawiac ze je
        przezywamy niz przezywamy na prawde.
        Wiem , znalem w zyciu kilka kobiet.
        Az przychodzi taki dzien , kiedy juz nam sie niie chce.
        To nie jest tak , ze nie mozemy , czy nie mamay mozliwosci , po
        prostu jestesmy juz tym znudzeni.
        Facet kolo 50 dobrze ustawiany , ma w dzisejszym spoleczenstwie
        duzo wieksze mozliwosci "pozyskiwania" mlodych doop niz
        najprzystojniejszy mlody siurek, stac go na dobry hotel , obiad w
        dobrej restauracji, a jednak woli zjesc go sam .
        Mam wielu przyjaciol ktorzy niezle sie przez zycie zabawiali , teraz
        maja dom za miastem , grbki , kosiarke do trawy i ostatnie czego
        potrzebuja to towarzystwa mlodej doopy. Ta moda na "druga mlodosc"
        chyba minela.
        pisze to bo moje pokolenie ta niechec dopadala ok 45-50lat, dzis
        widze i znam znudzonych 35latkow!
        Sami skrucili sobie zycie o 10-15lat.
        >
        > To by było na tyle...

        A niech sobie i bedzie na tyle.
        >
        >
        >
        >
        • kookardka Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 11:06
          Wszystko zależy od intencji z jakimi człowiek popdchodzi do drugiego
          człowieka. To o czym piszecie też pewnie ma miejsce, ale można być
          razem bardzo długo i żyć jak małżeństwo, tyle że bez potwierdzenia
          uczuć na piśmie - znam kilka takich par, które sa ze sobą bez ślubu
          ok 15 lat, mają dzieci, wspólne mieszkanie i są szczęśliwi,
          bo nie mają na sobie kajdanek i czegoś co ich na siłę wiąże...
          Obowiązki, lojalność, uczciwość, kłopoty - czy papier jest czy go
          nie ma, jak ludzie chcą to razem będą.

          Ale faktycznie jak patrzę na ludziw luźnych wolnych związkach,
          to zastanawiam się kim oni są : jakieś wyprane z uczuć cyborgi
          emocjonalne ( bo to chyba naturalne jest, ze ludzie dążą do
          bliskości z drugim człowiekiem), czy tak nastawieni przez życie
          nieszczesliwie doświadczeni ludzie, którzy boją się z różnych
          powodów zaangażowania... i faktycznie, fala takich samotnych
          nas niedługo zaleje... tworzy się nowa grupa docelowa dla
          psychologów i psychiatrów ;))) oni tez potrzebuja zarobić
          przeciez ;)
        • retuszowana Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 19:14
          > Nie bardzo bym sie z tym zgodzil.
          > Byla juz predtem taka fala wolnych zwiazkow w latach 67-75

          * Tego akurat mam prawo nie wiedzieć, albowiem 'zjechałam z taśmy
          produkcyjnej', wraz z pierwszym modelem 126p ;-)


          > ale to nie znaczy , ze tego nie bylo.

          * Własnie dlatego napisałam, że był rzadkością :)


          > To jest po prostu zwykly chwyt marketingowy :"zawsze bedzuesz
          > mloody , piekny i bogaty, po cholere Ci rodzina ".


          * Media serwują taki model zycia. Miłosne perypetie 'gwiazd',
          hybrydowe związki, dziwaczne roszady, te pełne manipulacji obrazy
          niewątpliwie wprowadzają chaos do systemu wartośći młodych ludzi..


          > Nie ma czym tej fascynacji zastapic.


          * Utrzymanie związku, to bez wątpienia, jedno z najtrudniejszych
          zadań ludzkości. Bez deklaracji, łatwo przecież poddać się przy
          pierwszym 'kryzysie. A wszelkie kryzysy są integralną częścią naszej
          życiowej koniunktury ;) Przejść przez nie, to właśnie sukces :)
          Ktoś, kiedyś fajnie zażartował, że kajdany małżeńskie są tak
          ciężkie, że trzeba dwóch ludzi, by je udźwignąć. Czasem nawet
          TRZECH ;-)

          Owszem, zakochanie, wcześniej czy później, ewoluuje. Dzikość serca
          zastępuje proza życia ;) Ale! To od nas samych zależy, czy będziemy
          mieć pod jednym dachem przyjaciela, czy wroga ;)
          Miłości, zainteresowania, przywiązania i wierności nie da się
          wymusić! Trzeba być interesującym człowiekiem :-) Wtedy, nawet po
          kilkunastu/kilkudziesięciu latach książe nie spadnie z piedestału i
          nie zamieni się w szarego, nudnego człowieka, a głupia sprzeczka nie
          stanie się rozwodowym dramatem ;)
          No i od siebie dodam jeszcze, że obie strony powinny pozostać
          trochę 'niezamężne' ;) [Nie osaczać się]


          > Wiele mlodych osob uwaza ze zwiazek to 95% przyjemnosci a 5%

          * Wielu też myśli, że małżeństwo to wspólne oglądanie TV i piątkowe
          zakupy w supermarkecie ;)
          A przecież w dniu slubu nie traci się życiowego polotu i fantazji ;-)


          > Owszem nowa doopa jest fajna , wraca jakos to uczucie szczescia,
          > wznioslosc, itp.
          > Ale z kazdym nastepnym zwiazkiem te pozytywne emocje sa coraz
          > slabsze.


          * Gdyby ludzie przez całe życie tak intensywnie reagowali na płeć
          przeciwną, stopień zniszczenia organ(ów)izmu byłby - straszny ;-)
          Stalibyśmy się, nie tylko emocjonalnymi, ale i fizycznymi wrakami ;)


          > Facet kolo 50 dobrze ustawiany , ma w dzisejszym spoleczenstwie
          > duzo wieksze mozliwosci "pozyskiwania" mlodych doop niz
          > najprzystojniejszy mlody siurek, stac go na dobry hotel , obiad w
          > dobrej restauracji, a jednak woli zjesc go sam .


          * Ekspresowy romans ;) Od pierwszego pocałunku do pierwszej schadzki
          upływają dwa dni. Od 'konsumpcji' do poczucia znudzenia, następne
          trzy.... ;-) To chyba odpowiedź ?!
          Nic więc dziwnego, że odczuwają akt miłosny - jako akt rozpaczy,
          celebrując samotnie nosem w talerzu ;-) ;-);-)


          > Mam wielu przyjaciol ktorzy niezle sie przez zycie zabawiali ,
          teraz
          > maja dom za miastem , grbki , kosiarke do trawy i ostatnie czego
          > potrzebuja to towarzystwa mlodej doopy.


          * Pierwsze zdanie! NO WŁAŚNIE, ileż można być zakładnikiem chemii,
          która przetacza się między dwoma 'półkulami' ? ;-) Pół życia, ale
          nie całe. Poza tym, rzadko który 'starszy' facet zachowuje młodość
          bycia, radość życia [a szkoda], więc z junacką energią oddają się
          luksusowemu 'hobby' ; koszeniu trawnika ;-)
          Pomijam już fakt, że kiedyś w końcu musi przyjść czas, by zastanowić
          się, co z tym zwiędłym fantem zrobić ;-)))) [Żartuję..]


          Pozdrawiam rzęsiście z mokrej, burzowej krainy ! :-)









          • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 19:24
            ze wszystkim sie zgadzam, nie bede tego roztrybial , bo to byloby
            juz tylko bicie piany.
            Jedno co mnie tknelo to to "bycie przez pewien czas
            niezameznym" :)).
            Prosze o rozwiniecie, nie rozumiem.
            jesli wyjasnienie tu jest niemozliwe to zapraszam na @.
            Pozdrawiam .
            • retuszowana Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 19:33
              > Jedno co mnie tknelo to to "bycie przez pewien czas
              > niezameznym" :)).

              ///* dodam jeszcze, że obie strony powinny pozostać
              trochę 'niezamężne' ;) [Nie osaczać się]///


              Nie, nie przez PEWIEN CZAS, zawsze! Wyjasnienie jest przecież w
              nawiasku :)
              • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 19:36
                Dotarlo!
                Byla tu kiedys taka kolezanka o niku "malymozgmagdy" , widocznie nie
                tylko Ona miala ten problem :))
                Pozdrawiam.
      • dziadek53 Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 10:48
        retuszowana napisała:


        > Rozumiem :)
        >

        mam nadzieje! :))
    • menk.a Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 08:20
      Zwiazek nieformalny. Bez slubu, papierka, przysiegi wypowiadaej przy
      swiadkach.
      Ale związek to związek. To odpowiedzialność za siebie i za partnera.
      Konsekwencje niemal takie same jak związanych z małzeństwem, tylko
      tutaj można szybciej się rozstać, bez rozwodowych ceregieli.
      Ile może być ich w życiu? Całe życie można żyć w wolnym związku/-ach.
      Lepszym rozwiązaniem? Innym. Jak każdy związek.;)
      • lllll222 Re: Wolny zwiazek. 13.08.07, 16:50
        zwiazek jak kazdy inny tyle ze bez formalnosci prawnych .Kazdy zyje
        na swoj sposob i tak jest dobrze .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka