anonimuska
11.08.07, 22:38
Sama nie wiem jak zaczac...
Rok temu w sylwestra ( mieszkam za granica w niemczech), wyszlam z
kolezanka na impreze...
Bylysmy na dyskotece, niestety za duzo wypilam, wiem alkohol i
kobieta.. obrzydliwe...
Poznalam faceta byl mily rozmawialismy ...zrobilo mi sie duszno i
zaproponowal ze wyjdzie ze mna na zewnatrz... Gdy wyszlam ! na
chwile stracilam ochote na dalsza impreze i to byl moj blad spytalam
go czy moglby mnie odprowadzic do domu.. wiem tego sie nie robi, ale
wtedy o tym nie pomyslalam...
nigdy wczesniej cos takiego mi sie nie zda... a facet mial 38 lat ja
30 wiec nie sadzilam ze ...
oprowadzil mnie do domu, praktycznie prosto do luzka...
pamietam tylko ze caly czas powtarzalam zeby mnie zostawil i sobie
poszedl... on nazywal mnie kochanie..
poszedl ale rano...
juz godzine po tym napisal mi smsa, spij dobrze juz jestem w domu
pozdrawiam...
gdy sie obudzilam bylo to pierwsze co zobaczylam.. wystraszylam sie
na mysl o tym ze ja nie wiem kto to jest.. i wogole pomyslam ze to
co sie stalo to jest dno... ze ja jestem na dnie...
jak to sie moglo stac.. i dlaczego ja??
napisalam mu na tego sms zeby do mnie zadzwonil i mi powiedzial czy
to sie stalo...
ale co to za pytanie... tylko ktos tak naiwny jak ja moze je
postawic..
zadzwonil.. i na moje stwierdzenie ze musze isc do szpitala sie
zbadac, i ze nie uzywam zadnych srodk. zabespieczajacych...
powiedzial mi ze mam sie niczym nie martwic..
on chce sie ze mna spotykac mnie poznac i tak dalej...
bylam w szoku nie odpowiedzialam na to nic..
nasstepny caly tydzien do mnie wydzwanial.. rozmawialismy..
opowiadal o sobie, o tym co robi..
dowiedzialam sie ze jest bogaty ( ma wlasna linie lotnicza), ze
studiowal.. ze ma szacunek do rodzicow itp.
podobalao mi sie co do mnie mowil...
spotkalismy sie za tydzien... powiedzial ze do pozna pracuje i
dlatego przyjdzie do mnie do domu bo nie wie kiedy skonczy.. byla
sobota.. czekalam... przyszedl.. przytulil mnie i zaczal mowic ze ze
wszystkimi mezczyznami tak jest.. ze dobrze ze sie mu na tyle
spodobalam ze to juz tak daleko zaszlo... i tak dalej... i znowu
dostal po co przyszedl...
potem nie zglosil sie 2 tagodnie, by po dwoch tygodniach znowu
oczekiwac ode mnei seksu... wtedy wyrzucilam go z mieszkania...
powiedzial mi na odchodne ze mozemy zostac " przyjacolmi"... za dwa
dni juz do mnie dzwonil...
po okolo 2 tygodniach znowu sie widzielismy... i ja za kazdym razem
czulam sie zle, ale tez myslalam przeciez facet, ktory ma 38 lat i
nie ma kobiety, nie bedzie sobie robic zartow...
tak wiara przenosi gory...
widywalismy sie tak do czerwca.. dla mnie to niebyla afera (
zakochalam sie)...
poczym on skoczyl znajomosc, wlasnie dlatego ze sie zakochalam...
na koniec powiedzial mi ze chcial miec ze mna romans, dlugotrwaly
romans, poniewaz pasowalismy do siebie... poniewaz ga czulam...
niestety nie potrafilam byc wyrafinowana, ukrywac uczuc.. facet po
prostu ode mnie uciekl...
a ja, ja od roku nie moge sie pozbierac..
zal mi tego co sie stalo, zal mi mnie, nie umowilam sie od tej pory
z innym facetem
wrecz przeciwnie wydzwanialam ze nim, a on zaproponowal mni abym
poszla do psychiatry...
z perspektywy czasu muysle sobie, ze on mnie poprostu oszukal.. moze
sie bal ze moge pojsc na policje, i dlatego podtrzymywal ta
znajomosc.. z jego pozycja to rozumiem ( jest tez w zarzadzie pewnej
organizacji charytatywnej), by potem po prostu zwyczajnie zakonczyc,
zerwac kontakt..
a dla mnie to byl cios, dla mnie jako kobiety, dla mnie jako
czlowieka...
ja zachowalam sie jak 16 letnia dziewczynka...