Dodaj do ulubionych

Co rujnuje relacje ...

17.10.07, 04:39
Relacja z drugim człowiekiem narażona jest czasem na porażkę
ze względu na nasze zachowania , myśli , przyzwyczajenia ,
doświadczenia . Co panowie wg Was ( jak postawa, jaki sposób
myślenia) psuje relację damsko - męską ?
Ja z punktu widzenia kobiety zarzucę na rozgrzewkę ...

1. Lekceważące nastawienie do partnera/partnerki :
- jego/jej potrzeby nie są ważne, moje są ważniejsze,
- zawsze wiem lepiej co czuje, co myśli, co zrobi
druga strona i nie muszę jej o to pytać.
- nie słucham co do mnie mówisz, wiem swoje, irytuje mnie,
gdy chcesz rozmawiać.
2. Robienie założeń, szufladkowanie, schematyczne myślenie
i wyciąganie wniosków na podstawie drobiazgów:
- jeśli jej/jego reakcja na tę sytuację była właśnie taka,
to znaczy, że ma takie a nie inne podejście do życia.
- jeśli on/ona zareagowała raz w określony sposób, to na
pewno w taki sam sposób zareaguje przy kolejnej takiej sytuacji.
3. Stereotypy - np jak ona jest po 25 roku życia to chce mnie
złowić na męża .
Obserwuj wątek
    • funny_game Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 08:38
      Matuś... Kookardko! Słuchaj Nelly Rokity, bo to mądra kobieta jest ;)))
      Skupić się trza nie na tym, co rujnuje, a na tym, co buduje ;)

      Nie ma relacji idealnych, zawsze wkradnie się do którejś na chwilę element lub
      dwa z tych, które wymieniłaś. Może poza lekceważeniem, bo ono chyba wyklucza
      jakiekolwiek relacje partnerskie.
      • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:12
        Funni. Ja to już nie wiem co pisać.
        Zaczyna mi to przypominać poszukiwanie platońskiej Utopii, państwa
        doskonałego. A Państwo doskonałe nie istnieje. Tak samo nie istnieje
        związek doskonały, poniewaz nie ma ludzi doskonałych.
        Na naszym przykładzie. Czy oboje jesteśmy doskonali? Daleko nam do
        tego. Ale jesteśmy razem grubo przeszlo 30 lat. Można to śmiało
        podzielić na kilka okresów, z których pierwszy różni się od
        ostatniego niczym średniowieczny Londyn od współczesnego. Z prostej
        przyczyny. Mieliśmy po 20 lat a teraz mamy zdrowo po kikadziesiąt.
        Przecież my jesteśmy zupełnie inni. To związek ma byc taki, jak po
        wyjściu z USC? Zamrożony i trwać kilkadziesiąt lat bez zmian? To
        Utopia.
        A że jest dlaej bardzo dobrze, tak jak zawsze było? Bo chba trzeba
        byc ciągle świadaomym, że się zmieniamy. I jedno i drugie.
        Witanko Funni.:)))
        • funny_game Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:26
          Poszukiwanie ideału nie jest niczym złym, o ile nas nie przytłacza i nie
          powoduje wiecznego niezadowolenia z siebie i z tego, co mamy.
          Mówię tu o poszukiwaniu ideału "prywatnego", nie uniwersalnego, bo w taki nie
          wierzę. W ujęciu bardzo indywidualnym, bo to, co dla mnie idealne, może być dla
          kogoś czymś niezadowalającym.
          Jeśli dążę do ideału, to się staram, nie osiadam na laurach, nie staję w miejscu
          pt. związek czując, że dotarłam do mety.
          A ponieważ jestem niedoskonała, popełniam błędy i mam świadomość, że w moich
          relacjach z ludźmi pojawiają się te "rujnujące" czynniki, o których pisze Kookardka.
          • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:40
            Zgoda. Ale w momencie pojawienia się [potencjalnie] 'rujnującego'
            czynnika, trzeba mieć świadomość, że druga strona to żywy człowiek,
            najbliższy i ranić go nie wolno.
            Możemy jeszcze pisać, że ponosimy odpowiedzialnosc za partnera i
            wobec partnera, mamy go szanować, lubic, kochać, rozkładac wszystko
            na czynniki pierwsze itd. Funni, ale czy o tych sparawch myślisz na
            codzień? Codziennie zaprzątaja Twe myśli? Pewnie nie. Tak jak i ja
            nie myślę.
            Zaiązek, to tez lata najzyklejszej codziennosci i tym ma człowiek
            głowę zaprzątniętą. To nie lata ustawicznych nieustających uniesień.
            Funni. Ja już naprawdę nie wiem co pisać.
            :)))
            • funny_game Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:43
              Pewnie, że na co dzień nie zmieniam sie w myślicielkę i nie spędzam godzin na
              rozbieraniu każdego aspektu związku na czynniki pierwsze. Masakra by to była ;)))
              Ranić nie wolno, ale zdarza się. Mam udawać, że nie? Wtedy mam powód do
              przemyśleń i bodziec do działania.
              • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:49
                Pewnie że się zdarza. Bo nie ma człowieka, który by w trakcie lat,
                długich nie palnął czy nie popełnił głupstwa. Ale nie można udawać
                wtedy że się nic nie stało. Przemyśleć i mieć świadomość, że
                partnera zraniłem. I być szczerym aż do bólu.
                Funni, te tematy chyba nigdy nie miały początku i nie będą miały
                końca.
    • menk.a Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 08:38
      Temat rzeka.
      Lista jt dosyć długa.
      Brak lojalności, szczerości, oddania, odpowiedzialności, a przede
      wszystkim uczucia - tylko niektóre z nich.
      Trudno jt być samemu, m.in. dlatego ludzie plączą się w tych
      dziurawych i wybrakowanych związkach. Wolą znane zło, niż nieznane
      dobro. Albo przysłowiowego wróbla w garści..;))

      psyyyt ta 3 z tym łapaniem męża podoba mi się najbardziej.;)))
    • nemo1968 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 08:44
      Podważenie wzajemnego zaufania w stopniu większym niż partner mógł
      się po nas spodziewać :).
    • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 08:52
      "Zachowania, myśli, przyzwyczajenia, doświadczenie".

      Jaki z tego wniosek? Trzeba się ohajtać młodo i szybko. Powyższe
      cechy nie są jeszcze ukaształtowane w żadnym z partnerów. I
      zaczynają je kształtować u siebie we wzajemnych relacjach od podstaw.
      Kokardeczko. Związek dwojga to stan dynamiczny relacji miedzy
      dwojgiem w jedną i druga stronę. I nie może być nic tylko na
      wyobrażenie i kopyto moje. Bo druga strona tez ma swoje wyobrażenie
      i miarę swoją.
      Punktów 1 i 2 nie komentuję, ponieważ są jasne i oczywiste.
      Kokardeczko, ja już nie wiem co pisać.
      :)))))))

      Ps.
      Wcale bym się nie pogniewał, gdyby nie 25_ka, ale tak ze trzy
      40_stki zaczęły na mnie polować.
      • nemo1968 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:06
        > Ps.
        > Wcale bym się nie pogniewał, gdyby nie 25_ka, ale tak ze trzy
        > 40_stki zaczęły na mnie polować.

        Toś mnie poraził...to ci się marzy ;)?
        • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:15
          No dobra. Jak nie 40_stki, to niech będą 50_tki. To i tak młódki.
          • nemo1968 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:17
            Nie o wiek mi idzie, ale sam fakt, że żonaty, zacny obywatel ma
            takie ukryte pragnienia... :)
            • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:24
              Kombinuję, jak tu Panią trochę podkręcić.
              • literka102 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:27
                Zaproś Panią do wesołego miasteczka;0)
                • grzech_o_1 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:29
                  Karuzel i bungi odpada.
                  Może kogutek i złoty pierścionek?:)))
                  • literka102 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:31
                    Obowiązkowo strzelnica;0)
        • literka102 Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 09:19
          Tasiemka, co Ty tak analizujesz i na czynniki rozkładasz?W związku
          trzeba iść na żywioł - nie da się spisać umowy "jak ja tak - to ty
          na to tak i odwrotnie".A piekiełko jest czasem potrzebne, co by
          potem powody do nieba były.Kocha się sercem ;0), uczucie wyzwala
          emocje, ciągle uczymy się czegoś nowego - wtedy to ma sens.Chłodne
          analizowanie i zastanawianie się co zrobić i jak reagować w danej
          sytuacj(na zapas)świetnie sprawdza się w pracy, nie zaś w
          związku.Każdy jest inny, życie jest nieprzewidywalne i tego się
          trzymajmy.Panią Zosią drażni to , że mąż wraca z pracy na bani, zaś
          pani Ewa właśnie to w swoim mężu uwielbia - każdy jest inny i ma
          inne potrzeby i już. Tasiemka - idź na całość.;0)Pozdrawiam.
          • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 10:10
            > Tasiemka - idź na całość.;0)

            Jakie na całość ...
            jak moje zachowania są poszufladkowane i zinterpretowane,
            zupełnie niezgodnie z moimi intencjami i nijak nie mogę
            tego przetłumaczyć ? i są stawiane mi jako zarzut ...
            • pendula Re: Co rujnuje relacje ... 17.10.07, 18:48
              To daj sobie na przeczekanie. Może w końcu zarzuty okażą sie bańką mydlaną.
              Zmienić swojej osobowości nikt nie może. Albo ktoś przyjmuje kogoś takim jakim
              jest z całym wachlarzem cnót i wad i stara się je zrozumieć, albo pozostanie
              ciągła irytacja z obydwu stron. A do czego to prowadzi? Schematyczne zachowania
              prowadzą do dalszych schematów. Lepiej cos pozmieniać. Choćby na krótko.Działac
              przez zaskoczenie.:)
    • kookardka Funny, Literka, Grzech 17.10.07, 10:01
      Ja nic nie rozkładam na czynniki , nie myślę na zapas i nie szukam
      związku idelanego ... Ja mam świadomość, że ludzie tak myślą,
      zachowują się, bo nikt nie jest idealny. I ja to wiem. Tyle, że
      właśnie takie myślenie i takie podejście do relacji , nie moje,
      ją rozwaliło ...




      • grzech_o_1 Kokardeczko. 17.10.07, 10:24
        Kokardeczko. Właśnie chodzi o to, że ani ja ani moja Panie nie
        rozkładamy niczego na czynniki pierwsze, nie wkładamy ich do
        szufladek, żadnej wiwisekcji co to mędrca szkiełkiem i okiem. I
        dlatego nam przeleciało i leci dalej jak burza. Fajnie, ciekawie,
        mimo że nie jeden raz trudno i ciężko.:)))
        • kookardka Re: Kokardeczko. 17.10.07, 10:47
          A mnie zastanawia, czy to zaszufladkowanie mnie to był tylko
          pretekst, by się mnie pozbyć ... czy może brak świadomości,
          że to co on ocenia wedle swoich założeń, doswiadczeń, nie
          jest zgodne z moimi intencjami.
          Nie chciał słuchać, co ja mam na ten temat do powiedzenia ...
          Może jest aż tak przekonany o swojej nieomylności co do oceny
          innych ludzi ... albo było mu wygodniej tak to ocenić, bo ma
          mnie w nosie ...


          • buszmen33 Re: Kokardeczko. 17.10.07, 10:52
            Nie wartro nad Nim rozmyślać.
            • kookardka Re: Kokardeczko. 17.10.07, 11:02
              gubię się ... ale się znajdę, jak minie trochę czasu ...
              • kookardka Re: Kokardeczko. 17.10.07, 11:15
                Trudno mi tak jednoznacznie " wydać wyrok " ... trudno być sędzią
                we własnej sprawie, albo w sprawie która dotyczy bezpośrednio ...
                • kookardka Re: Kokardeczko. 17.10.07, 11:35
                  Ale masz rację, co ja się będę zastanawiać ... życie idzie
                  dalej, jak facetowi zależy to potrafi to okazać i stanie
                  na głowie ... czas otworzyć się na innych.
        • pendula Re: Kokardeczko. 17.10.07, 20:35
          Najgorzej to trafić na pedantów i rozdrabniaczy. Kiedyś widziałam film, który
          wspaniale ukazywał mechanizmy pewnych zachowań, które często mają miejsce w
          związkach. Nie pamiętam tytułu ale od lat tytułuję go ' Ręcznik'. Kto widział
          z moich znajomych ten film, to wie o co chodzi. Wystarczy hasło - ręcznik.

          Młode małżeństwo zkilkuletnim stażem. Dobrze sytuowane.
          Mąż strasznie drobiazgowy i pedantyczny. Dosłownie. Nawet ręczniki musiały
          wisieć równiusieńko w łazience, co do milimetra. Wszystko poukładane miał. Tak
          w łazience jak i w życiu.

          Zona ( niepracująca) z rodzaju grzecznych, ale torszkę zwariowanych
          romantyczek. Lecz kochająca i posłuszna męzowi. Przynajmniej z początku.
          Codziennie zdawała mu szczegółowe relacje: co, z kim, gdzie.
          Sielanka zaczynała się kończyć w momencie w którym mąż zaczął jej zwracac uwage,
          ze nie podoba mu sie to, czy tamto. Ta koleżanka jest taka, a tamta owaka
          . I uwagi. Dlaczego parasol wisi na garderobie z prawej strony a nie jak zwykle
          z lewej.
          Zonka sie starała i poprawiała. Mąz tez czasem poprawiał. Bo chyba mu sie gadac
          nie chciało.
          Oczywiście jakiś czas to trwało.Raz było lepiej, raz gorzej

          Aż pewnego dnia męzulek się wkurzył i sprał ją porządnie. Wręcz skatował. Za co?
          Za nierówno powieszony ręcznik w łazience, którego jeden brzeg wystawał ze 2
          centymetry. Pózniej jeszcze szczegółwo wypytywał ją, dlaczego ten ręcznik tak
          wisiał.

          Koniec opowieści. Jak się skończyła? Pewno wielu się domyśla.:)
          • grzech_o_1 Re: Kokardeczko. 17.10.07, 21:12
            I jak to skomentować Pendulko?
            Przecież tego ogarnąć myślą się nie da.
            A tak się zdarza.
            Może skrajność. Ale tych skrajności jest wiele. To ni tylko ręcznik.
            To moga być krzywo poystawiane buty w przedpokoju.
            Cokolwiek może byc trucizną, jadem zycoa wspólnego.

            :)))
            • pendula Re: Kokardeczko. 17.10.07, 22:48
              Choć życie składa się z drobiazgów, nie warto takimi duperelami zawracać sobie
              głowy. Szkoda czasu. Człowiek przesypia 1/3 swojego życia . To ile zostaje mu na
              inne rzeczy - prawdziwie przyjemności, odliczając jeszcze przymusową (jakby nie
              było) prace i tysiące innych obowiązków niezbędnych do normalnego
              funkcjonowania? Ile czasu?
      • literka102 Re: Funny, Literka, Grzech 17.10.07, 12:50
        Bo to nie była jeszcze ta właściwa relacja.;0)
    • yagiennka Dodam 17.10.07, 11:55
      Z moich doświadczeń najczęściej rujnuje postawa chciałbym a boje sie. Boję się
      zaangażowania, boję się zranienia, przenoszenie negatywnych doświadczeń z
      poprzednich związków na ten obecny, wypatrywanie symptomów, podejrzenia,
      oskarżenia itp. Aby coś zbudować z drugim człowiekiem trzeba się zaangażowac w
      100% i wejsć w to obiema nogami.
      • facettt tez Dodam 17.10.07, 14:02
        ze wielu Panow ni chce nic budowac, a jedynie byc z kobieta / miec
        kobiete.

        To rownie przyjemne, a mniej odpowiedzialne
        i Twoje zdanie ma tu niewielkie znaczenie :)))

        Nawet ja Ci sie to nie podoba - to tak po prostu jest/bywa :)))
        • yagiennka Re: tez Dodam 17.10.07, 15:59
          Grubo się mylisz, moje zdanie ma znaczenie, pytanie autorki wątku było jasne,
          odpowiedziałam zgodnie ze swoim zdaniem. Owi panowie krzywdę robią głównie
          sobie, sa latami nieszczęśliwi, niespełnieni, nie wiedza czego chcą i czemu im
          nie wychodzi.
          Jak ktos chce mieć a nie być to jest sprawa jasna od początku i łatwa do
          rozpoznania. Jak ktoś chce i być i nie być to jest już dużo bardziej
          skomplikowane :)
          • facettt I dalej Dodam 17.10.07, 18:09
            yagiennka napisała:

            > Grubo się mylisz, moje zdanie ma znaczenie, pytanie autorki wątku
            było jasne, odpowiedziałam zgodnie ze swoim zdaniem. Owi panowie
            krzywdę robią głównie sobie, sa latami nieszczęśliwi, niespełnieni,
            nie wiedza czego chcą i czemu im nie wychodzi.

            - Nigdy sie nie myle, nie miewam, dziewcze, takiego zwyczaju :)))

            Znam takich , co traktuja wlasnie kobiety przedmiotowo, nie
            przejmujac sie zwykle ich biadoleniem (jednym uchem wlata, drugim
            wylata...)

            - Tryskaja radoscia zycia i zdrowiem :)))
            • cartahena Re: I dalej Dodam 18.10.07, 22:37
              Ciekawe, jak dlugo beda sie tym zdrowiem i zyciem cieszyc? Do okolo
              50tki, albo jeszcze wczesniej? Potem to juz cieniutko przeda, brak
              im prawdziwego zwiazku...kobiety, ktorej bedzie naprawde na nich
              zalezec. No, ale wtedy to juz dla przecietnego faceta moze byc
              trudno z nawiazaniem glebszej relacji poprzez nieumiejestnosc
              dopasowania sie do drugiej osoby, skoro sie tego przez cale zycie
              nie robilo. No i atrakcyjnosc nie ta...
              • facettt Re: I dalej Dodam 18.10.07, 23:00
                przeciez wiesz, ze po 50-tce zaczyna sie deficyt mezczyzn...
                wiesz...
                alkohol...
                papierosy
                i to towarzystwo stadami idzie do nieba...

                Ci, ktorzy sa wolni od tych nalogow...
                dopiero maja w czym wybierac :)))
                • cartahena Re: I dalej Dodam 18.10.07, 23:58
                  Zanim pojda do nieba, to jeszcze sie troche na tym padole pomecza.
                  Przy obecnym poziomie medycyny nie tak latwo kopnac w kalendarz, a
                  niewielu dane jest umrzec smiercia nagla i bez cierpienia. A jak sie
                  cierpi, potrzebna jest osoba wspierajaca. Nie jestem pewna, czy taki
                  schorowany pan w dojrzalym wieku moglby sobie "wybierac".
                  Nalogi, ktore wymieniles nie sa jedynymi przyczynami chorob. Tak
                  wiec w pewnym wieku nie da sie uniknac niespodziewanej choroby,
                  czego oczywiscie nikomu nie zycze.
                  Z Twoich wpisow wynika, ze jestes mlodym facetem, co to ma przed
                  soba cale zycie, i w zwiazku z tym tego zycia jeszcze nie zna.
                  Wydaje mu sie, ze zawsze bedzie mlody i piekny i...pusty w srodku.
                  • facettt Re: I dalej Dodam 20.10.07, 09:18
                    cartahena napisała:
                    Z Twoich wpisow wynika, ze jestes mlodym facetem, co to ma przed
                    > soba cale zycie, i w zwiazku z tym tego zycia jeszcze nie zna.

                    Cieszy mnie i porywa
                    Twoje widzenie mlodzienczosci mojej duszy i lada moment
                    sam sie uniose z radosci balonem na przestworza :)))

                    A powazniej: Zrobilbym to. Wlasnie mnie zapraszaja.
                    Lecz nie zrobie. Nie z racji wieku.
                    Mam tylko tkzw. lek wysokosci :)))
              • yagiennka Re: I dalej Dodam 19.10.07, 01:29
                Ja ci powiem - do 40stki. Faceci wolni (starzy kawalerowie) po 40stce nagle
                budzą się z reką w nicniku. Są samotni i przerażeni, rozpaczliwie szukają
                kobiety która natychmiast urodzi im dzieci, chca wić gniazdka i takie tam. A
                tymczasem ni ma z kim. Wiem co mówię bo mam do czynienia. Robią się zgorzkniali,
                smutni, po prostu nieszczęśliwi. A trzeba było myslec wcześniej.
                • grzech_o_1 powtarzam to ciągle na forum już prawie cztery 19.10.07, 08:39
                  lata.
                  Ale cwaniaki ciągle cwaniakują.
      • dziadek_54 Re: Dodam 18.10.07, 06:21
        Do pewnego wieku wejsc, pozniej trzeba juz wskoczyc :))
        na wchodzenie szkoda czasu.
        • literka102 Re: Dodam 18.10.07, 08:19
          I niech to "dodawanie" pozostanie naszym mottem;0).Wszystkim dziś
          tak nudno, czy tylko ja dostaję drgawek z powodu aury za oknem?
    • dziadek_54 Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 09:38
      Kokardko !
      Relacje rujnuje czytanie glupich ksiazek i probowanie zastosowania
      tego w zyciu.
      Zwiazek kobity i faceta musi , w pierwszej fazie, opierac sie na
      fascynacji, a pozniej nalezy sie modlic zeby zdazyc w tym okresie
      wypracowac inne mechanizmy , pozwalajace "tolerowac" sie przez
      reszte zycia.
      Fascynacje moze zastapic przyzwyczajenie , przywiazanie,
      zrozumienie, madrze skrojona umowa, dzieci , wspolna firma,
      interesy , niezly seks i dziesiatki innych tego rodzaju spraw.
      Jesli zmarnujesz okres fascynacji , zwiazek bedzie kulawy lub sie
      rozpadnie.
      Jesli nie zdazysz zastapic fascynacji innymi uczyciami , zwiazek
      rozpadnie sie na 100%!
      I nie sa do tego potrezebne zadne madre ksiazki .
      Kazde zydowskie dziecko uczy sie tego juz u jeszubotu , czyli w
      wieku 10-15lat. Kiedys uczyly tego zenskie licea.
      Dzisiaj probuje sie zastapic wielowiekowa tradycje, madrosc ,
      przyzwyczajenia, glupimi teoriami pseudo naukowymi.
      Tego sie nie da zrobic w ciagy pokolenia czy dwoch.
      A na dowod powtorze to co napisalem kiedys w osobnym watku,
      (oczywiscie usunietym przez zawodowego madrale), zwiazek malzenski
      najlatwiej zawrzec ' za marszu" w wieku 20 lat!!
      Pozniej jest coraz trudniej bo coraz wiecej wiemy o niedoskonalosci
      takiego zwiazku i przedstawicielach plci przeciwnej.
      Dlatego im dziewczyna mniej mysli i mniej wie , tym latwiej wychodzi
      za maz.
      A wyksztalcone , ineteligentne jednostki maqja z tym ogromne
      trudnosci.
      Jest tu na forum 8 pan ktore szanuje za intelekt!
      Z tego tylko dwie sa zamezne , a i z nich jedna ma ogromne problemy
      z malzonkiem.
      Inne sa albo w luznych , przewaznie nieudanych zwiazkach albo same.
      To mowi samo za siebie , i uprawnia do wysnuwania takich wnioskow ,
      chociaz oczywiscie nie moze zastapic porzadnie prowadzonych badan
      empirycznych.

      Ksiazki moga, choc wcale nie musza, pomoc Ci zrozumiec dlaczego
      rozpadl sie zwiazek tej czy innej kobiety , ale w zadnej mierze nie
      naucza Cie jak zorganizowac wlasny.
      Ten slynny A. Samson, mieszkal tu kolo mnie, z okna widze jego
      blok.
      Lazil brudny i zaniedbany po bazarku przy Odynca , nie mial
      rodziny, nie umial jej utrzymac , a cale zycie innych pouczal .
      Zycze milego dnia .
      • grzech_o_1 Cześć! To co teraz napisałeś 19.10.07, 10:15
        też tu co rusz piszę [Literka też]. Aż do znudzenia. Do tyłka sobie
        można wsadzić te wszystkie dzisiejsze mody i teorie [tworzone na
        siłę i na bezumno]. Ledwie skończyła 18 lat, pognaliśmy do USC.
        Byliśmy gnojkami ze smarkami jeszcze pod nosem. Nie mieliśmy pojęcia
        o 'książkowych' rozważaniach na temat małżeństwa,
        rodziny, 'psychologii małżeństwa' i diabli wiedzą co jeszcze.
        Byliśmy młodzi i zwariowani. Tylko już rozpoczął się rozwój związku
        i jego ewolucja. Ewolucja, która trwa do dziś. I jeszcze raz
        powtórzę. Związek nie jest stanem statycznym, gdzie przez lata facet
        nic nie robi, tylko nosi na rekach i patrzy jak w święty obrazek. Bo
        przy takich oczekiwaniach facet wreszcie uwalnia ręce, bo od
        trzymania już zaczynają boleć i zauważa też ślepiami, że jest
        jeszcze coś innego na tym świecie niż 'obrazek święty'.
        I jeszcze raz powtórzę. Po kilkudziesięciu latach związek jest tak
        podobny do związku poczatkowego jak średniowieczny Londyn do Londynu
        dzisiejszego.
        A współczesnym młodym paniom zalecam jedno, jakem stary dziad. Mniej
        fascynascji 'modami' i 'trendami'. Mniej fascynacji kolorowym
        blichtrem 'Twojego Stylu' i durnych sreriali, gdzie to wszystko jest
        pięknie, ładnie, słodziutko i rozkosznie. tyljo niekt nie orze, nie
        sieje a zbiera. Zajmijcie się wreszcie na powaznie własnym zyciem,
        które w sumie jest prozą a nie poezją Abelarda, Petrarki czy
        Owidiusza. Bo kuśwa, życie macie tylko jedno i nie sztuka je
        przepierniczyć. Przeżyć tak, by przy ostatnim tchnieniu nie rwać
        włosów z głów, że przeciekło bez sensu pomiędzy palcami.
        Tyle.

        Przepraszam, jeżeli ktoś się poczuł urażony.

        Ps.
        Dziadek. Zamężnych, dzieciatych, szczęśliwych jest tu, na forum
        znacznie więcej. Ale bez nicków. Domyślasz się.
        • dziadek_54 Re: Cześć! To co teraz napisałeś 19.10.07, 10:22
          Ze wszystkim sie zgadzam a co do "ps' to zgoda , ze jest wiecej
          szczesliwych mezatek!!
          Jednak ja pisalem o tych ktore sa mezatkami , ktore ja znam!!!! , i
          ktore ja szanuje za intelekt.
          Napisalem o trzech warunkach , zreszta calkowicie subiektywnych .
          Ty w swoim "ps" ujales jeden, ale to bez znaczenia, mysle , ze
          przeslanie jest w miare czytelne dla Kokardki, a przeciez pisalem to
          dla niej .
          Wbrew pozorom nawet ja lubie.... tylko mnie jej zal.
          • kookardka Re: Cześć! To co teraz napisałeś 19.10.07, 12:03
            Obaj macie rację i od początku to powtarzam ...
            Nie musicie mnie na siłę przekonywać bo ja to wszystko wiem.
            Zakładacie, że taka nowoczesna jestem a ja nie czytam tych
            gazetowych bzdur ... nie kupuję takich gazet ( no wczoraj
            zakupiłam sobie Elle na pamiątkę, bo tam jest cytat mojej
            wypowiedzi na forum :) ). To tylko Wasze założenia. Wiem jak
            wygląda życie pod jednym dachem, prowadzenie wspólnie domu,
            wiem jak wygląda doagdywanie się zdrugim człowiekiem ustepstwa,
            przymykanie oczu itd. Nie szukam ideału, bo go nie ma ...
            Facet musi mnie kochać, nie zdradzać i dbać o to, żeby miał
            z czego żyć. To są moje priorytety. To za dużo ?

            ps dziekuję za dobre rady :))) buziaki :) też was lubię,
            chociaż czasem mam ochotę przegryźc aortę ;))))
            • kookardka Re: Cześć! To co teraz napisałeś 19.10.07, 12:05
              kochać w sensie okazywac bliskośc, czułość i ciepło, a czasem
              opie..ć mnie tak, że mi kapcie pospadają jak zaczynam się
              nakręcać ;)))) a nie paplać o miłości ...
      • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 11:54
        Złe założenie ... to nie o książki chodzi ...
        To chodzi o strach i lęk z jakim wchodzisz w nową relację
        po spotkaniu z kimś, kto potraktował Cię jak szmacianą lalkę,
        upokorzył i skrzywdził. Wtedy w nową relację wchodzisz z obawą,
        że to może się powtórzyć ( ja wcześniej nigdy na początku
        jakiejś relacji tego strachu nie miałam). Wchodzisz z nastawieniem,
        że ten nowy człowiek chce Cię skrzywdzić - to jest silniejsze od
        Ciebie.. Tłumaczysz to sobie w racjonalny sposób, nie dociera
        strach jest silniejszy ...

        Chcesz się tego lęku pozbyć i robisz wszystko, żeby upewnić się,
        że druga strona nie ma złych zamiarów. Tyle, ze droga upewniania
        się, tak jak w moim przypadku, była niewłaściwa. Zamęczałam
        pytaniami, by upewnić się, że facet się mną nie bawi, analizowałam
        każde zachowanie, by utwierdzić się, że to nie jest zabawa.
        A on tak to odbierał, jakbym żądała deklaracji dozgonnej miłości,
        już na początku ... A co on, przekonany,że żądam deklaracji mógł
        mi mówić ? Mówił o przyjaźni, a ja to traktowałam jako spłycanie
        tej znajomości i tylko upewniałam się w swoim strachu ...
        zamiast cieszyć się tym i docenić, że facet mówi o przyjaźni po 3
        miesiącach to ja to potraktowałam jako zakończenie relacji
        ( zostańmy przyjaciółmi mówi się na koniec ). Wykombinowałam sobie,
        ze facet się mną pobawił, mówi mi pa a teraz jeszcze ma czelność
        oferować mi przyjaźń. Moja reakcja pod wpływem tego przekonania
        i emocji nie była miła . Okropna była ...

        To jedno wielkie nieporozumienie, spowodowane bezpośrednio moim
        strachem ( ze on się bawi) a pośrednio zachowaniem wynikającym
        z tego lęku ( dopytywaniem ). A teraz jestem przekonana o tym,
        ze to nie była zabawa i czuję jak duzo straciłam.
        Nie wiem jak to odkręcić :((( Obawiam się, że on już się tak
        wystraszył i tak zniechęcił, ze na myśl o reaktywacji tej relacji
        dostaje drgawek. To i tak cud, że mamy ze sobą jakiś kontakt ...


        Teraz już tego strachu w sobie nie mam. Tego jestem pewna.
        Przekonałam się do tego człowieka ... ale może być tak, że
        nie wyjdzie już z tego nic ... i ten strach pojawi się znowu,
        gdy będę wchodziła w jakąś nową relację z innym nowym człowiekiem ...
        I nie wiem jak sobie z tym strachem poradzić ...

        • julia0001 Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 13:53
          Witam...a moze relacje rujnuja bardzo proste rzeczy...brak milosci
          uczuc...i co sie z tym wiaze egoizm i zapatrzenie w samego siebie i
          dotyczy to zarowno kobiet jak i mezczyzn...nie trzena analizowac,
          rozdrabniac sie na drobnostki...mi sie wydaje ze zawsze o to chodzi,
          moze mam romantyczne podejscie do milosci, ale tak mi sie wydaje :)
          • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 14:34
            uważam, ze miłość przychodzi sama,z czasem,albo nie przychodzi,
            różnie to bywa ...
            ja miałam kiedyś spokojne podejście ... nie analizowałam, nie
            zastanawiałam się, nie rozdrabniałam ... wchodziłam spokojnie,
            nie jak ślepa ćma,ale nie jak kostka lodu ... spokojnie i bez
            obaw ... przeczołgał Ci ktoś kiedyś psychikę ?
            jeśli nie to uważaj na siebie , bo zmienisz podejście ...
        • dziadek_54 Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 16:37
          Teraz Twoja anliza jest prawdopodobnie bliska prawdzie.
          Jesli tak bedziesz myslala"od poczatku' znajomosci , Twoje szanse
          gwaltownie wzrosna.
          A co do tamtego faceta , to dam ci taka rade : Nie wstydz sie i
          nie boj , zadzwon do niego i powiedz ze cos Ci sie ze
          strachu "pomajdalo" , ale ze chcesz przyjrzec sie temu jeszcze raz.
          A o ile bylas niegrzeczna to po prostu przepros.
          Faceci zadko potrafia odmowic czegokolwiek gdy kobieta jest
          bezposrednia.
          Wiem to po sobie.
          Oczyuwiscie zaraz ktos napisze , ze ja juz dawno nie jestem
          facetem , ale ja swoje wiem.
          <Mysle ,ze wiem o kobietach wiecej od niejednego mlodego siurka
          ktory ma sie za eksperta.
          Pozdrawiam.
          • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 16:45
            Pomajdało to delikatnie powiedziane ...
            • dziadek_54 Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 16:57
              Jesli i On tak to oceni , to zakwalifikuje Twoje postepowanie w
              kategorii "slodka idiotka" , a faceci wbrew temu co deklaruja
              kochaja slodkie idiotki .
              Zadzwon , przepros za zachowanie i popros o spotkanie.
              Grzecznie ale bez unizonosci.
              To na pewno nie popsuje Twojej pozycji "negocjacyjnej" a moze ja
              poprawic.
              :))
              • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 16:59
                no to już mam dawno za sobą ... a spotkanie niedługo ...
                trochę się boję, bo nie wiem co usłyszę ...
                • dziadek_54 Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 17:06
                  :)))))
                  To go nie dopusc do slowa .
                  Nie daj mu powiedziec tego czego nie chcesz uslyszec :))
                  Skoro tak , to pozostaje mi tylko zyczyc powodzenia i zniknac .
                  Co tez wlasnie czynie. :))
    • rlena Deal breakers 19.10.07, 15:46
      nalogi - alkohol, narkotyki, hazard oraz przemoc fizyczna i
      psychiczna to deal breakers, jak mawiaja Amerykanie.
    • makbrajd Re: Co rujnuje relacje ... 19.10.07, 19:34
      lekceważenie i ironizowanie z uczuc faceta

      czepianie się, że pada deszcz/świeci słońce/nie ma cukru/za głośny
      dzownek do telefonu/że źle akcent postawiłeś na zgłoskę/

      chorobliwa zazdrość, że nie masz prawa nawet sąsiadce powiedzieć
      dzień dobry
      • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 20.10.07, 09:24
        > chorobliwa zazdrość, że nie masz prawa nawet sąsiadce powiedzieć
        > dzień dobry

        a śliną na brodzie i namiotem w portkach kobieta nie powinna
        się przejmować ;)
    • mamba8 Re: Co rujnuje relacje ... 20.10.07, 02:20
      niedopasowane potrzeby, ludzka chęć na próbowanie coraz to nowszego
      kiedy brak pomysłów na budowanie, praca i pracocholizm,
      nieszczęśliwe dzieciństwo jednego lub dwóch partnerów, codzienna
      szara rzeczywistość i (chyba) dzieci też wpływają na
      poorszenie "relacji"
    • kookardka Re: Co rujnuje relacje ... 20.10.07, 09:31
      A ja bym tu dodała jeszcze lęki i obawy, które powodują,
      że partnerzy poprzez nie postrzegają i interpretują zachowania
      względem siebie , np boję się, że partner mnie ograniczy
      i uwiąże na smyczy i wszystko co robi i mówi o tym świadczy
      ( mimo, że nie ma takich zamiarów). albo boję się, że facet
      się mną zabawi i wszystkie jego zachowania tak interpretuję
      ( mimo, że on nie ma takich zamiarów).
    • pawel1940 Re: Co rujnuje relacje ... 20.10.07, 16:19
      Bardzo taki watek od negatywnej strony. Ale... cos jest na rzeczy.
      Czytam ostatnio regularnie ile to rzeczy psuje zwiazek. Ze jakies tam
      niedopasowania, ze roznice intelektu, zly seks, odmienne cechy charakteru, brak
      rozmowy. Co chwile ktos madry sie w artykulach wypowiada, ze jesli to i to to
      szanse na przetrwanie zwiazku wynosza 30%.

      Ostatnio sie tego tyle naczytalem, ze az strach zaczynac nowy zwiazek, no
      przeciez i tak jest 1000 powodow, dla ktorych ma to sie rozleciec ;-).

      Mysle, ze tu troche zdrowego rozsadku trzeba. Wazne jest by dazyc do
      doskonalosci, zwracac uwage na rzeczy, ktore moga pojsc zle i ich unikac, ale
      jak czlowiek zacznie wszystko analizowac to zostanie robotem, a nie slyszalem
      jeszcze o milosci do robota :-).
    • hansii Gratulacje za Relacje :) 20.10.07, 16:39
      Wprawdzie problematyka, ktora poruszasz, lata mi i powiewa,
      ale przekazuje Ci moje gratulacje za nieuzywanie nieadekwatnego
      i wyswiechtanego slowa "zwiazek" - a uzywanie o wiele
      stosowniejszego okreslenia "RELACJE" :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka