Dodaj do ulubionych

Pytanie do tych, którzy zdradzili.

27.11.07, 17:36
W ostatnim czasie zastanawiam się nad pewną sytuacją,nad którą nigdy się w
zasadzie nie zastanawiałem mimo iż temat stary jak świat.A mianowicie mam tu
na myśli mężczyzn którzy zdradzili swoje partnerki.Tzn. czy będąc z kobietą
którą się kocha (mniejsza z tym czy po,czy przed ślubem) zdradza się ją
pierwszy raz,to czy później szaleje wewnątrz głowy faceta jakieś poczucie
winy, że się źle zrobiło ? Czy taki mężczyzna żałuje swojego czynu,czy ma
wyrzuty sumienia że dopuścił się zdrady ? Czy po takim "incydencie",idąc ze
swoją kobietą do łózka taki facet dobrze się z tym czuje ? Bardzo proszę o
wypowiedzi facetów opisanych wyżej.
Obserwuj wątek
    • dziadek_54 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 27.11.07, 18:11
      Jesli za zdrade uwazasz przespanie sie z inna kobieta, to facet po
      czyms takim nie odczuwa zadnych rozterek, zadnych wyrzutow sumienia.
      A idac do lozka z zona po prostu nie mysli o tym , mysli o zonie.
      Szerzej mowiac , mysli o tej kobiecie z ktora w danym momencie jest.
      Wszystkie inne w tym momencie nie maja zadnego znaczenia.
      Nie ma ich!!!
    • eleni80 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 27.11.07, 19:10
      poczucie winy jest ogromne, można się załamać psychicznie, ale wszystko zależy
      od wrażliwości mężczyzny...
      raczej nie myśli się o tym idąc do łóżka...

      jeśli powiesz,że mówię tak , bo jestem kobietą.... hm - przebywając z kimś
      24h/dobę stajesz sie po części tą drugą osobą, a jeśli potrafisz współodczuwać ,
      wiesz co ta druga osoba czuje i myśli...
    • ryko Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 27.11.07, 19:34
      Jak się ma to się czuje...

      To zależy od sytuacji... jak mi sie zdarzyło pierwszy raz, w sposób przez mnie
      niezamierzony (nie odmówiłem koleżance) to NIE czułem zbytnio wyrzutów, choć
      czułem sie potem nieswojo...
      Inna sytuacja była jak sam szukałem zakochania... wtedy i owszem, starałem się
      być później "lepszy" dla żony...
    • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 27.11.07, 21:50
      Rozmawiałam kiedyś z żonatym kolegą i powiedział, że ma świadomość
      tego jak zdrada ( czy się wyda czy nie) wpłynie na jego życie
      i jak zmieni związek. Powiedział, że nie chciałby tego co z żoną
      wypracował przez lata zniszczyć jakimś głupim bzykaniem z inną babką.
      To chyba jeden z niewielu fajnych facetów, których udało mi się w
      życiu spotkać. Jeśli kochasz żonę to tego nie rób, bo zjedzą Cię
      wyrzuty sumienia. Wczuj się ( jeśli potrafisz) w sytuację i
      przekonaj sam siebie , że już to zrobiłeś, a potem zobacz jak to
      wpłynie na Ciebie. N trzeba chyba zbyt wiele wyobraźni ... Każde
      Twoje spojrzenie w jej oczy będzie już inne niż dotychczas ...
      Każdy jej miły gest będzie Ci przypominał co zrobiłeś ... mnie by
      coś takiego zabiło, dlatego wiem, że nie zdradzę nigdy ...
      • facettt generalizujesz 28.11.07, 17:42
        Jezeli wszystko w danej relacji damsko-meskiej uklada sie dobrze, to
        raczej nie ma sie ochoty na zdrade i zdarza sie to dosc rzadko.
        A gdy wskutek slabosci, czy przypadku (typu: wyjazd sluzbowy i noc
        spedzona z kolezanka z pracy w hotelu) sie to zdarzy, to wtedy ma
        sie pewnie jakies wyrzuty sumienia.

        NAJCZESCIEJ do zdrad dochodzi jednak wtedy, gdy miedzy dwojgiem
        ludzi cos nie gra, czy to brak psychicznego porozumienia, czy
        jakies seksualne problemy (np. niedopasowanie temperamentow).

        Wtedy szuka sie (swiadomie, lub i nie) czegos poza domem i gdy sie
        to uzyska wyrzutow sumienia sie raczej nie ma, a przeciwnie ma sie
        w duszy zadowolenie i cicha satysfakcje, ze sie dostalo to,
        czego Ci w domu brakuje :)))
        • dziadek_54 Re: generalizujesz 28.11.07, 18:31
          facettt napisał:

          > Wtedy szuka sie (swiadomie, lub i nie) czegos poza domem i gdy
          sie
          > to uzyska wyrzutow sumienia sie raczej nie ma, a przeciwnie ma sie
          > w duszy zadowolenie i cicha satysfakcje, ze sie dostalo to,
          > czego Ci w domu brakuje :)))


          nic dodac nic ujac.

          • eeela Re: generalizujesz 29.11.07, 10:53
            Tez mi trafia do przekonania, chociaz co ja moge wiedziec o meskich odczuciach
            ;-) Nic oprocz tego, co sie mi powie. A swojego glownego autorytetu o odczucia
            przy zdradzaniu nie bede pytala - ani to ladnie, ani madrze, sugerowac, ze jest
            do zdrady zdolny ;-)
            • dziadek_54 Re: generalizujesz 29.11.07, 17:10
              kiedys mi babcia powiedziala ze takie kryzysy w malzenstwie
              najczesciej trafiaja sie po roku , po siedmiu latach , po 15.
              dodatlowo w czasie kazdej ciazy i pologu , oraz w chwili gdy dzieci
              odejda juz z domu.
              Pierwszo termin masz juz za soba :))
              mysle ze pytanie faceta o to jest bez sensu, ale w tych okresach
              trzeba o tym pamietac i doooobrze obserwowac.
        • kawoosia Re: generalizujesz 28.11.07, 22:23
          wow, pogratulować wyjałowienia intelektualno- emocjonalnego. Tak, super, go for it, olać dom, żonę, dzieci i po prostu nic jej nie mówić. Szkoda babki i jej czasu na ciebie bo mogłaby znależć kogoś kto by ją kochał NA PRAWDĘ.
          • facettt Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istnieje 29.11.07, 07:18
            w podrecznikach palestynskich Izrael nie istnieje. Ucza tam,
            ze istnieje tylko Palestyna.

            Mozna i tak, schowac glowe w piasek jak STRUS i zaprzeczac
            rzeczywistosci, tylko co to zmieni?

            To wlasnie twoja strategia.
            Tylko , ze rzeczywistosc "skrzeczy" i wyglada troche inaczej,
            niz Twoje pobozne zyczenia.

            A wracajac do rzeczy: istotnie najlepsza strategia, jezeli sie juz
            zdradza swiadomie, jest o tym nie mowic, bo i po co, jezeli chce sie
            zachowac (z roznych wzgledow, dzieci, wspolny dom itd...) swoje
            malzenstwo.
            • dziadek_54 Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 09:10
              Powiem wiecej :
              Nawet jak zostanie sie nakrytym in flagranti , to nalezy zaprzecac.
              Nawet najgorsza, najglupsza bajka jest lepsza od przyznania sie.
              Z czasem sprawa przysycha a i dzieci sa o rok starsze.
              Zycie pcha sie do przodu.
              Podoba mi sie to co piszesz, widac ze opierasz sie na znajomosci
              zycia a nie "ideolo" rodem z miniszkowny.
              Pozdrawiam.
              • elein Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 10:18
                Moja znajoma też tak uważa. W ten sposób w spokoju ducha przyprawia
                orgiastycznie rogi swojemu mężowi z kolejnym (czwartym?) facetem a jak tylko mąż
                coś podejrzewający próbuje jej zarzucić, że za dużo z kimś smeseuje (haha,
                zdecydowanie coś innego na s.. i ..uje)
                to żona wrzeszczy na niego, że widziała jak kiedyś się uśmiechał do sąsiadki
                więc niech jej teraz uwag nie waży się robić.... tiaaa... grunt to odpowiednia
                strategia i znalezienie innego winnego niż własna osoba.
                • kookardka Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 10:45
                  Z takim podejściem jak pisze facett i dziadek, to można sobie wroga
                  "wychodować" . Na szczęście są ludzie ze skrajnie innym podejściem
                  do życia. Ktroś mi tu kiedyś napisał, żebym spojrzała za monitor,
                  bo życie wygląda trochę inaczej - faktycznie, tutaj jest jakaś
                  zbieranina negatywnych emocji i popapranych postaw życiowych.
                  • eeela Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 11:02
                    Nie rozumiem, dlaczego wsadzasz Dziadka i Facettta pod jeden strychulec.
                    To, ze sie ze soba zgadzaja, to nie znaczy, ze maja do sprawy identyczne podejscie.
                    Dziadek wypracowal sobie filozofie zyciowa, wedlug ktorej malzenstwo to spolka,
                    niekoniecznie powiazana z miloscia. Taka filozofia jest skuteczna od tysiecy
                    lat, wiec nawet jesli nam sie nie podoba, trudno podwazac jej zasadnosc.
                    Malzenstwo sobie, a milosc sobie - dziala od poczatku istnienia instytucji
                    malzenstwa, wiec choc nie jest juz regula, ma prawo nadal istniec. I nic nam do
                    tego.
                    Facettt zas czyni po prostu rozroznienie miedzy zdrada i ewentualnymi wyrzutami
                    sumienia u mezczyzny przebywajacego w satysfakcjonujacym zwiazku oraz w zwiazku,
                    w ktorym mu czegos powaznie brakuje. To wszystko, co napisal.

                    Nazywanie zadnego z nich zbieranina negatywnych emoci i nosicielami popapranych
                    postaw zyciowych nie przyszloby mi do glowy - zwlaszcza ze zaden nie sprawia
                    wrazenia, jakby sie uginal pod ciezarem negatywnych emocji. To juz ty,
                    Kookardko, czeciej sprawiasz takie wrazenie. To nie atak bynajmniej, nie chce,
                    zebys poczula, ze okazuje ci niechec, to po prostu stwierdzenie faktu.
                    • kookardka Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 11:41
                      I szczerze powiem, nie chciałabym spotkać na swojej drodze faceta,
                      który słowem nie piśnie co jest nie tak i będzie szukał sobie na
                      boku tego, czego mu w związku poważnie brak. A Ty ? Ja wszystko co
                      tu czytam odnoszę do swojego systemu wartości i do swoich przekonań.
                      Może stąd czasem mylne wrażenie, że coś neguję czy krytykuję - a ja
                      po prostu tego nie akceptuję i piszę dlaczego :))) Poza tym często
                      żartuję ;)
                      • eeela Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 12:05

                        > I szczerze powiem, nie chciałabym spotkać na swojej drodze faceta,
                        > który słowem nie piśnie co jest nie tak i będzie szukał sobie na
                        > boku tego, czego mu w związku poważnie brak. A Ty ?


                        Ja oczywiscie tez nie. Ale wiem, ze roznie z tym bywa. Ja jestem osoba zaborcza
                        i zachlanna, potrzebuje z partnerem glebokiej wiezi psychicznej, w ktorej nie ma
                        miejsca na osobne zycia. Jest, rzecz jasna, miejsce na niezaleznosc, wolnosc
                        mysli, odrebnosc zainteresowan. Ale zamykanie przede mna jakichs drzwi w umysle,
                        ktore pozostaja otwarte dla innej kobiety (nie matki i nie siostry) to dla mnie
                        jak zdrada. Dlatego albo jest calkowite porozumienie, albo go nie ma wcale.

                        Jednonocne przygody do zamknietych drzwi sie nie zaliczaja, i choc gdyby mojemu
                        lubemu zdarzyla sie takowa, i - jestem przekonana - cierpialby pewne wyrzuty
                        sumienia, mnie to jakos specjalnie nie rani. Dotyka, ale nie rani - bo zdrada
                        czysto fizyczna nie zabiera mi tego, co dla mnie najwazniejsze, glebokiej
                        psychicznej wiezi.

                        Oczywiscie, nie wykluczam istnienia przyjaciolek. Ale to ja mam byc ta
                        najwazniejsza, i zadna kobieta nie ma prawa miec dostepu do tych zakamarkow
                        umyslu mezczyzny, do ktorych ja dostepu nie mam.

                        Dziadek widzi te sprawe zupelnie inaczej, i zapewnie zupelnie inaczej widzi ja
                        jego zona. Oni nie potrzebuja tej wspolnoty miedzy soba. Zreszta, sa ludzie,
                        ktorzy w ogole jej nie potrzebuja (znam takich). Nie ma sensu wszystkich oceniac
                        przez pryzmat swoich wlasnych osobistych wartosci. Cudze wartosci nie musza byc
                        gorsze, chociaz dla nas samych zupelnie niestosowalne.
                        • kookardka Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 12:21
                          Nie oceniam konkretnej osoby - odrzucam zachowanie, postawę, bo jej
                          nie akceptuję i nie uznaję jako właściwej dla siebie . Ja bym tak
                          nie postąpiła i tak się nie zachowała. I tyle - jak komuś z tym
                          dobrze, a mnie to nie dotyka, to jego sprawa, jego życie, jego
                          problem, radość, szczęście - nic mi do tego. Mam prawo wyrazić swoją
                          opinię na tym forum na dany temat i to robię.
                        • facettt ladna. logiczna konstrukcja 29.11.07, 12:50
                          w zupelnosci sie z nia zgadzam...
                          no prawie :)))

                          z jednym (tylko) wyjatkiem: - partnerzy to dla mnie dwa Indywidua,
                          a nie jak dla niektorych - dwie Polowki.
                          stad sa sprawy, ktore mam tylko dla siebie (czy czasem dla moich
                          meskich przyjaciol), a o ktorych nawet najblizsza partnerka
                          nie wie...
                          Ale, coby Cie pocieszyc: zgadzam sie z Toba, ze najblizsza partnerka
                          powinna wiedziec najwiecej. Wiecej od matki, czy siostry.
                          • eeela Re: ladna. logiczna konstrukcja 29.11.07, 13:01
                            To sa dwa indywidua, bedace dwiema polowkami calosci, jaka jest zwiazek ;-)

                            Ludzi jest w zwiazku dwoch i musi w nim byc miejsce na poszanowanie
                            niezaleznosci. Ale na zewnatrz musza byc jednym. Przeszlam kiedys zwiazek z
                            panem, ktory uwielbial wyciagac nasze osobiste konflikty na forum publiczne, a
                            obecnie jestem z takim panem, dla ktorego byloby to nie do pomyslenia, i wiem,
                            ktory model preferuje.
                            Jestesmy odrebnymi istotami, ale swiat ma nas odbierac jako jednosc.

                            Swiadomie tez napisalam o tych drzwiach w odniesieniu tylko i wylacznie do
                            kobiet. Sama dobrze wiem, jak zupelnie inaczej mi sie rozmawia z innymi
                            kobietami (ktore sa moimi przyjaciolkami), jakiej moge doswiadczyc z nimi
                            bliskosci i porozumienia w kwestiach, ktore dla mezczyzny sa absrakcyjne. Nie
                            jest tak, ze nie moge o tych samych rzeczach rozmawiac z partnerem, ale tez po
                            co mam zmuszac go do wysilku rozumienia czegos, kiedy moja przyjaciolka rozumie
                            te sama rzecz radosnie i entuzjastycznie pyta o jeszcze?
                            Pewnie panowie maja miedzy soba jakis odpowiednik tego damskiego porozumienia,
                            ktorego ja z mezczyzna nigdy nie dostapie. Dlatego o to trudno byc zazdrosnym.
                            • facettt ideal z wadami :))) 29.11.07, 18:07
                              eeela napisała:
                              > Ludzi jest w zwiazku dwoje i musi w nim byc miejsce na poszanowanie
                              > niezaleznosci. Ale na zewnatrz musza byc jednym.

                              - niekoniecznie...
                              Pani Hillary Clinton (byc moze przyszly Prezydent USA..)
                              nie jest jednoscia z mezem, Billem...
                              i nawet nie moglaby, gdyby chciala...
                              a jednak nadal sa udanym malzenstwem :)))

                              > Pewnie panowie maja miedzy soba jakis odpowiednik tego damskiego
                              porozumienia, ktorego ja z mezczyzna nigdy nie dostapie.
                              Dlatego o to trudno byc zazdrosnym.

                              - tu masz moje uznanie, za prawie Boskie zrozumienie odrebnosci :)))
                          • menk.a Re: ladna. logiczna konstrukcja 30.11.07, 10:15
                            facettt napisał:

                            > w zupelnosci sie z nia zgadzam...
                            > no prawie :)))
                            >
                            > z jednym (tylko) wyjatkiem: - partnerzy to dla mnie dwa Indywidua,
                            > a nie jak dla niektorych - dwie Polowki.
                            > stad sa sprawy, ktore mam tylko dla siebie (czy czasem dla moich
                            > meskich przyjaciol), a o ktorych nawet najblizsza partnerka
                            > nie wie...
                            > Ale, coby Cie pocieszyc: zgadzam sie z Toba, ze najblizsza
                            partnerka
                            > powinna wiedziec najwiecej. Wiecej od matki, czy siostry.

                            No z tym to się zgadzam w całej rozciągłości.;))
                        • dziadek_54 Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 29.11.07, 17:26
                          eeela napisała:



                          > Dziadek widzi te sprawe zupelnie inaczej, i zapewnie zupelnie
                          inaczej widzi ja
                          > jego zona. Oni nie potrzebuja tej wspolnoty miedzy soba.


                          alez my potrzebujemy tej wspolnoty i bardzo mocno ja odczuwamy!!
                          Tylko ze ona nie jest oparta na seksie!!
                          Ona jest oparta na wzajemnym utwierdzaniu sie w poczuciu
                          bezpieczenstwa , na wspolny, przezywaniu zakladania rodzin przez
                          nasze dzieci , na zamiarze wspolnego zestarzenia sie!!
                          To sa inne emocje niz seks ale wcale nie mniej silne, i nie mniej
                          wazne.

                          Nie ma sensu wszystkich ocenia
                          > c
                          > przez pryzmat swoich wlasnych osobistych wartosci. Cudze wartosci
                          nie musza byc
                          > gorsze, chociaz dla nas samych zupelnie niestosowalne.

                          Mimo mlodego wieku jestes wybitnie madra osoba , co zreszta
                          konstatuje juz setny raz. :))
                          fajny bylby swiat gdyby wszyscy byli wychowania w takim poczuciu
                          zrozumienia innych.
                          specjalnie nie pisze o tolerancji.
                          Tolerancja zawiera element ocenny , pomizajacy , bo oznacza
                          stanowisko sprzeciwu , ktorego nie akceptuje a tylko toleruje.
                          Natomiast Ty masz zadka umiejetnosc postawienia sie w roli
                          czlowieka o ktorym mowiesz.
                          To duza umiejetnosc, ale u Ciebie chyba juz nic nie jest w stanie
                          mnie zadziwic.
                          Pozdrawiam.
                          >
                          >
                          • eeela Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 30.11.07, 16:35

                            >
                            > alez my potrzebujemy tej wspolnoty i bardzo mocno ja odczuwamy!!
                            > Tylko ze ona nie jest oparta na seksie!!
                            > Ona jest oparta na wzajemnym utwierdzaniu sie w poczuciu
                            > bezpieczenstwa , na wspolny, przezywaniu zakladania rodzin przez
                            > nasze dzieci , na zamiarze wspolnego zestarzenia sie!!
                            > To sa inne emocje niz seks ale wcale nie mniej silne, i nie mniej
                            > wazne.

                            Dziadku, ja nie do konca to mialam na mysli. Seks jest dla mnie
                            bardzo wazny, wylacznosc na niego tez, chociaz juz troszke mniej
                            (tzn. pewnie bylabym w stanie przezyc wylamanie sie partnera z tej
                            wylacznosci). Nie chodzi mi tez (tylko) o dawanie sobie wzajemnie
                            poczucia bezpieczenstwa, o wspolne plany. Chodzi mi o daleko idaca
                            wspolnote duchowa, ktora czyni nas najblizszymi przyjaciolmi. Nie
                            znioslabym zdrady na tej plaszczyznie, doswiadczania blizszej,
                            lepszej i bardziej pelnej zrozumienia przyjazni z inna kobieta. To
                            jest dla mnie prawdziwa zdrada.
                            • dziadek_54 Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 30.11.07, 17:20
                              Ale to jest stanowisko ktore ja doskonale rozumiem , chociaz moje
                              poczucie zdrady jest jeszcze gdzie indziej "umocowane".
                              Ale mnie wlasnie o to chodzi , ze zdrada niejedno ma imie, to nie
                              jest jakies tam bzykniecie kogos.
                              Ja bym uznal ze zona mnie zdradzila jakby mnie zarazila jakims
                              syfilisem , czy urodzila nie moje dziecko. To by byla zdrada .
                              Nie twierdze ze sprawia mi przyjemnosc mysl ze moja zona gdzies tam
                              sie bzyka ,bo o by byla dewiacja, ale ja po prostu o tym nie mysle!!!
                              Tak samo jak nie mysle o tym gdzie pije kawe czy z ktorego WC
                              korzysta.
                              To jest poza moim zainteresowaniem.
                              Znam conajmniej 20 wazniejszych rzeczy w malzenstwie niz seks ,
                              jako "przezycie".
                              Seks jest wazny ale nie "zwiazkotworczy" , jest czynnoscia
                              fizjologiczna nie przezyciem.
                              Ale to kazdy odczuwa inaczej.
                              A wspolnota duchowa ?
                              Czemu nie, jak jest to ok.
                              Ja nie odczuwam takiej potrzeby, jestem samowystarczalny pod tym
                              wzgledem.
                        • kookardka Re: Palestynczycy zaprzeczaja , ze Izrael istniej 30.11.07, 11:39
                          Może zbyt mało precyzyjnie sie wyraziłam co do postaw facetta i
                          dziadka - mężczyzna, który tak by mnie traktował byłby dla mnie
                          skreślony, bo zdrady nie akceptuję i nie toleruję - ja - i taki
                          mój facet miałby we mnie wroga. Nie interesuje mnie w tym momencie
                          podejście dziadka, jego motywy i jego założenia, wiec niepotrzebne
                          te wyjaśnienia jak ona ma i co ona ma :))) Juz kiedyś z nim o tym
                          rozmawiałam i wszystko9 wiem :)) Co do reszty Twojej wypowiedzi mogę
                          powiedzieć, że podpisuję się obiema rękami ( poza fragmentem o
                          jednonocnych zdradach) :)))
                  • iwona334 Nie zgadzam sie 29.11.07, 11:43
                    Uwazasz, ze ludzie pisujacy tutaj, czym sie roznia jezeli chodzi
                    o postawy moralne niz Ci w realu?

                    Ja przypuszczam, ze czesc osob , ktore znasz w realu, czesto ukrywa
                    swoje poglady i prawdziwa moralnosc, bo czasame lepiej sie kolezance
                    do wszystkie ni przyznac (moze np. doniesc).

                    A tu ten czynnik odpada i ludzie sa szczersi.
                    • kookardka Re: Nie zgadzam sie 29.11.07, 12:02
                      O kochana, nie mam złudzeń co do tego, że ludzie w realu postępują
                      dokładnie tak samo ... Tylko tutaj jakoś tak, mam wrażenie, jest
                      to wszystko skumulowane ;))) to chyba za dużo dla mnie ... tutaj
                      sobie dyskutuję i wymieniam się opiniami, na szczęście nie otaczam
                      się takimi ludźmi :)
                      • iwona334 Re: Nie zgadzam sie 29.11.07, 12:08
                        Z moich skromnynch obserwacji wynika, ze jest nawet pewna roznica na
                        korzysc netu. Nie w moralnosci (bo ta, jak napisalam) jest pewnie
                        podobna, ale w przekroju Inteligencji. Srednia IQ internautow jest
                        raczej wyzsza od tej z realu, gdyz lenie umyslowe do Netu raczej nie
                        zagladaja :)
                        • kaprys9 Re: Nie zgadzam sie 30.11.07, 17:47
                          iwona334 napisała:

                          > Srednia IQ internautow jest
                          > raczej wyzsza od tej z realu, gdyz lenie umyslowe do Netu raczej nie
                          > zagladaja :)

                          Ja sadzę ,ze 'lenie' umysłowe mają normalne zycie. Zycie realne .
                          Szkoda im cennego czasu na przesiadywanie w wirtualu .
                          'Gwiazdy forumowe' z 'wyzszym ' IQ nie wiedzą co to szczęście i radość z
                          kazdego dnia przezytego wśród bliskich .
                          Cieszy ich to ,ze koś zechce tu z nimi 'porozmawiać' Tylko to im pozostało
                          ...niestety :(


        • menk.a Re: generalizujesz 29.11.07, 10:28
          facettt napisał:

          > Jezeli wszystko w danej relacji damsko-meskiej uklada sie dobrze,
          to
          > raczej nie ma sie ochoty na zdrade i zdarza sie to dosc rzadko.
          > A gdy wskutek slabosci, czy przypadku (typu: wyjazd sluzbowy i noc
          > spedzona z kolezanka z pracy w hotelu) sie to zdarzy, to wtedy ma
          > sie pewnie jakies wyrzuty sumienia.

          Bo okazja czyni złodzieja.

          > NAJCZESCIEJ do zdrad dochodzi jednak wtedy, gdy miedzy dwojgiem
          > ludzi cos nie gra, czy to brak psychicznego porozumienia, czy
          > jakies seksualne problemy (np. niedopasowanie temperamentow).
          >
          > Wtedy szuka sie (swiadomie, lub i nie) czegos poza domem i gdy
          sie
          > to uzyska wyrzutow sumienia sie raczej nie ma, a przeciwnie ma sie
          > w duszy zadowolenie i cicha satysfakcje, ze sie dostalo to,
          > czego Ci w domu brakuje :)))

          Generalnie się zgodzę. Jednak zamiast zdradzać, lepiej się
          pożegnać.;)
          • kookardka Re: generalizujesz 29.11.07, 10:39
            > Generalnie się zgodzę. Jednak zamiast zdradzać, lepiej się
            > pożegnać.;)

            To kofana kobiety mają klasę w takich sytuacjach, facetów na to
            nie stać ... oni działają bezmyślnie, chwalą się, że żyją chwilą
            a tak naprawdę to są jak te puste butle na falach ... niektórzy
            się zastanawiają nad tym co robią i jak żyją, ale to nieliczne
            wyjątki ... przecież mozna cieszyć się chwilą żyjąc świadomie
            i zastanawiając się czy to co robię jest dobre czy złe, czy kogoś
            krzywdzę czy nie ... ale nie ... wygodniej jest się nie zastanawiać,
            zaspokajać swoje zachcianki i kaprysy nie oglądając się na innych
            a skrzywdzonej kobiecie zrobić aferę, że ona wszystko analizuje
            i się czepia, a poza tym to powinna nabrać dystansu do życia,
            poprzez zabawę innymi ludźmi.
            • menk.a Re: generalizujesz 29.11.07, 11:12
              Kobiety, mężczyźni.. Dotyczy to wszystkich, bez wyjątku na płeć. Nie
              wiem czy kobiety w tej kwestii różnią się od mężczyzn. Może kobiety
              zdradzają inaczej, z innych powodów, może nawet odrobinkę rzadziej,
              ale też zdradzają i to zdradzają z premedytacją. Nie wybielajmy
              własnej płci. ;)
          • facettt Re: generalizujesz 29.11.07, 11:54
            menk.a napisała:
            > Generalnie się zgodzę. Jednak zamiast zdradzać, lepiej się
            > pożegnać.;)

            Wprawdzie tkzw. myslenia zyczeniowego , tak na oko u Ciebie, Menko,
            z 10 razy mniej niz u Kokardki, realizm gora - co cieszy, ale troche
            jednak tez go jest :)))

            Otoz gdy nie ma sie dzieci i wspolnego domu do splacenia - to pewnie
            tak.

            Gdy natomiast te dwie "kule u nogi" sie posiada,
            to sprawy sie komplikuja...
            I wcale sie nie upieram przy tym...
            sam nie wiem...
            kwituje tylko RZECZYWISTOSC, badac "zgnilym" racjonalista.
            • kookardka Re: generalizujesz 29.11.07, 12:11
              Generalizujesz, bo nie rozumiesz intencji moich wypowiedzi.
              Piszesz "życzeniowe myślenie" tak, jakbym nie wiedziała, że ludzie
              bywają podli, źli, zapatrzeni w czubek własnego nosa. Ja nie jestem
              naiwną blondynką, która nie wie na jakim świecie żyje. Nie zgadzam
              się z wileoma poglądami wygłaszanymi na tym forum, nie dlatego,
              że udaję, że takie sprawy nie istnieją - ja się nie zgadzam
              i nie przyjmuję takich postaw, działań jako swoje, nie akceptuję
              ich ... a to zasadnicza dla mnie różnica. Nigdy nie obchodziło
              mnie to co myśli większość, bo większość nie zawsze ma rację.
              Mam swój sposób na życie - inny niż masa, która podąża za baranem
              jak owce na rzeź. Niech sobie ludzie zdradzają, mordują się,
              krzywdzą, zyją bez zasad i zastanawiania się co jest dobre a co złe.
              Ale ja tak nie muszę żyć, nie muszę tego akceptować ;)) Wolno mi ? :)
              • facettt posluchaj dziewcze, 29.11.07, 12:24
                malo mnie interesuje, co Ci wolno, to rzecz jasna tylko Twoja
                sprawa, jesli w granicach prawa :)))

                Natomiast interesuje mnie nieco Twoj NIELADNY zwyczaj oceniania
                innych, majacych inna moralnosc, i inna filozofie zyciowa, niz Twoja

                Jak w tym (Twoim) zdaniu (cytuje): - "bywają podli, źli, zapatrzeni
                w czubek własnego nosa".


                Poniewaz nie zalezy mi na klotniach i przepychankach ekranowych,
                proponuje cos w rodzaju gentleman´s agreement:

                - nie wchodzmy na swoje posty, zgoda?
                • kookardka Re: posluchaj dziewcze, 29.11.07, 12:35
                  Nie oceniam, odrzucam i nie akceptuje postaw i zachowań i mam
                  wrażenie, że wyciągasz zbyt pochopne wnioski z tego co piszę.
                  Ale ok, ja tam na siłę wyjaśniać nie będę a szarpać się też
                  nie lubię. Możemy się unikać.
            • menk.a Re: generalizujesz 30.11.07, 09:03
              Doskonale rozumiem skrupuły bo dom, kredyty, samochód, firmy no i
              najważniejsze dzieciaki.
              Ale jeśli oboje chcą się dogadać to nic nie stoi na przeszkodzie
              każdemu iść w swoją stronę i szukać szczęścia gdzie indziej.
              Choćby przez wzgląd na wsztystko dobre, co między nimi się
              wydarzyło, na to co kiedyś ich łączyło. Choć zdaję sobie sprawę, że
              niektórzy nie potrafią rozstać się zachowując twarz.
              Mimo wszystko jednak wierzę, że wielu potrafi tak uczynić.;)

              A co do mojego myślenia życzeniowego: to wszytko przez te bajki,
              które przeczytałam i melodramaty, które czasem do dziś oglądam.
              Wiesz, miłość która pokonuje wszystkie przeszkody.
              Aczkolwiek, uczę się i mądrzeję. ;)
          • dziadek_54 Re: generalizujesz 29.11.07, 17:40
            menk.a napisała:


            >
            > Generalnie się zgodzę. Jednak zamiast zdradzać, lepiej się
            > pożegnać.;)


            Ale po co?
            pomijam juz ze to bardzo trudne, bo dzieci , bo dom , bo wspolna
            firma, bo rodzina , bo opinia srodowiska itp.

            ale po co?
            Czy inna zona bedzie mnie inaczej zdradzala albo ja bede ja inaczej
            zdradzal?
            co mnie to obchodzi?
            Dlaczego ja mam cale swoje zycie rozwalic z powodu glupiego seksu?
            mam zostawic dzieci ktore pragne wychowac na porzadnych ludzi i
            pozwalac by ktos nad nimi pazury wytrzasal ? ito tylko dlatego ze
            ciagnie mnie seks z sasiadka?
            Przeciez to zupelne pomieszanie materii!
            kiedys malzenstwo bylo oparte na kapitale, dzisiaj oparte jest na
            seksie.
            Ten pierwszy model nie bardzo mi sie podoba , ale ten drugi jest
            jesdzcze glupszy.
            Dla mnie zupelnie nie do zaakceptowania.
            seks jest wartoscia tak mikra (o ile w ogole jest), ze uzaleznianie
            od niego trwalosci malzenstwa wydaje mi sie po prostu smieszne!!


            • facettt pozartowalismy :))) 29.11.07, 17:53
              A teraz powrocmy do strategii :)
              Zonaty mezczyzna bedzie optowal za utrzymaniem rodziny,
              gdyz to jego STRATEGICZNY interes...
              dzieci (dziedziczenie majatku itd...)

              Mloda kobieta (kochanka) bedzie optowac za rozbiciem tamtej rodziny
              by stworzyc wlasna :)))

              I tak to bedzie trwalo.
              forever :)))

              proponuje po jednym pivie.
              moze byc Kozel? :))
              www.hcslavojvelkepopovice.cz/img/s2.gif
              • dziadek_54 Re: pozartowalismy :))) 29.11.07, 17:59
                facettt napisał:

                > A teraz powrocmy do strategii :)
                > Zonaty mezczyzna bedzie optowal za utrzymaniem rodziny,
                > gdyz to jego STRATEGICZNY interes...
                > dzieci (dziedziczenie majatku itd...)

                dokladnie tak , tylko to sie liczy!!!
                >
                > Mloda kobieta (kochanka) bedzie optowac za rozbiciem tamtej rodziny
                > by stworzyc wlasna :)))

                Ale ja nie lubie mlodych panienek.
                Zawsze laczylem sie z kobietami , mniej wiecej , w moim wieku i ,
                praktycznie zawsze , mezatkami.
                w 95% byly to po prostu zony znajomych od ktorych musialem
                wysluchiwac jacy to ich mezowie sa zli i podli.
                Od sluchania do r .... droga krotka , jak mowila moja babcia,
                ktora byla najmadrzejszym czlowiekiem jakiego znalem.
                >
              • menk.a Re: pozartowalismy :))) 30.11.07, 08:49
                facettt napisał:

                > Mloda kobieta (kochanka) bedzie optowac za rozbiciem tamtej rodziny
                > by stworzyc wlasna :)))
                >
                I tutaj mogę się nie zgodzić. I wiem co mówię.;)
            • menk.a Re: generalizujesz 30.11.07, 08:54
              No i ponownie zgadzam się co do głównej idei czy zamysłu, ale różnię
              w szczegółach. Mianowicie po co te wszystkie śluby i przysięgi,
              skoro tyle kobiet dookoła? Nie lepiej darować sobie formalności, żyć
              osobno, mieć dzieci i te wszystkie majątki. Ale żyć z kim się chce.
              A relacji z matką dzieci nie nazwałabym już wtedy związkiem.
              Z mojego punktu widzenia to byłoby jasne i klarowne.;)
              • dziadek_54 Re: generalizujesz 30.11.07, 09:19
                Ale takie jest oczekiwanie srodowiska, ro dziny.
                Dzieci musza miec rodzine zeby mogly byc prawidlowo wychowane.
                Dziwi mnie ze chcesz tak duzo zmieniac by wyeliminowac niewiernosc
                lozkowa.
                A nie prosciej zostawiac wszystko w utartych koleinach a tylko
                przestac interesowac sie wiernoscia lozkowa?
                Przeciez ona , tak naprawde nie ma z miloscia nic wspolnego , a
                nawet jesli to tulko z miloscia wlasna.
                Pozdrawiam.
                        • menk.a Re: generalizujesz 30.11.07, 10:35
                          kookardka napisała:

                          > "I ślubuję Ci miłość wierność i uczciwość małżeńską" - puste
                          słowa ;)
                          >
                          >
                          Lub
                          inaczej są definiowane i co za tym idzie inaczej wyrażane w
                          czynach.;)
                          • dziadek_54 Re: generalizujesz 30.11.07, 10:45
                            Oczywiscie ze inaczej definiowane.
                            Ja w tej przysiedze nie widze ani jednego slowa na temt wiernosci
                            łózkowej.
                            Jestem wierny jak pies, 31 lat nie zmienilem kobiety , jestem
                            uczciwy jako malzonek , wlozylem wiele wysilku w utrzymanie
                            rodziny , w wychowanie dzieci , a co ma za znaczenie pod ktorym
                            drzewem sikalem.
                            Nawet ewangieliczne okreslenie codzolozstwa odnosi sie
                            do "opuszczenia rodziny i zalozenia nowej".
                            A nie do seksu.
                            Owczesni nie znali nawt pojecia "wiernosci łózkowej" .
                            • menk.a Re: generalizujesz 30.11.07, 10:55
                              :D Akurat. Stoi jak byk: nie pożądaj żony bliźniego. To w Dekalogu
                              nr 9.
                              A jeśli Twoje oko łapczywie patrzy na nie swoją kobietę to wykol je,
                              bo to grzeszne oko. Tak samo odetnij rękę, jeśli grzeszyła.
                              Zatem to wcale w tej Bibli tak z tym cudzołóstwem łatwo nie było.
                              No chyba że masz na myśli starożytny Rzym czy Ateny. Podobno
                              orgiastycznie tam się działo.;)
                              • dziadek_54 Re: generalizujesz 30.11.07, 12:17
                                ale ni pozadaj zony blizniego nalezalo rozumiec doslownie jako
                                odebranie mu tej zony a nie sypianie z nia.
                                Juz raz wkleilem odpowiedni cytat z biblii.
                                zakazane bylo rozbicie rodziny swojej lub cudzej.
                                Tam nie bylo ani slowa o seksie !!!
                                ale nie mam juz sily walczyc z tym feministycznym seksizmem.
                                Jesli Was , mile panie, to bawi to chetnie Wam przyznam , ze
                                najwazniejsza rzeca w zyciu czlowieka jest doopa, a najwiekszym
                                grzechem bzykniecie kogos na boku.
                                Macie racje.
                                Tylko ja Wam wpolczuje, wasze zycie musi byc bardzo nudne jesli
                                doopa jest jego centralna postacia.
                                Milego dnia życze. :))
                                • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 12:25
                                  po co walczyć ? misję masz ? :)))) przyjmij po prostu do wiadomości,
                                  że dla mnie jest to istotna sprawa i już. Przecież mnie na siłę nie
                                  przekonasz do swojego "modelu" :))) zbyt duzym moim kosztem by się
                                  to odbyło :)))
                                  • eeela Re: generalizujesz 30.11.07, 16:45
                                    Przecież mnie na siłę nie
                                    > przekonasz do swojego "modelu" :))) zbyt duzym moim kosztem by się
                                    > to odbyło :)))

                                    Kookardko,
                                    Jesli Dziadek cie nie przekona, to zycie cie przekona, to znaczy
                                    nauczy. Byc moze za miesiac, byc moze za czterdziesci lat, ale
                                    nauczy. Nie znam ani jednej kobiety powyzej piecdziesiatki, ktora by
                                    nie machnela na zdrade meza reka, no chyba ze zglupial i
                                    zdecydowalby sie odejsc ;-)
                                • menk.a Re: generalizujesz 30.11.07, 12:30
                                  dziadek_54 napisał:

                                  > ale ni pozadaj zony blizniego nalezalo rozumiec doslownie jako
                                  > odebranie mu tej zony a nie sypianie z nia.

                                  No nie do końca. Bo grzeszy się: 'myślą, mową, uczynkiem i
                                  zaniedbaniem'. Nie tylko rozbicie i założenie nowej rodziny wchodzi
                                  w rachubę.;)

                                  > Juz raz wkleilem odpowiedni cytat z biblii.
                                  > zakazane bylo rozbicie rodziny swojej lub cudzej.
                                  > Tam nie bylo ani slowa o seksie !!!
                                  > ale nie mam juz sily walczyc z tym feministycznym seksizmem.
                                  > Jesli Was , mile panie, to bawi to chetnie Wam przyznam , ze
                                  > najwazniejsza rzeca w zyciu czlowieka jest doopa, a najwiekszym
                                  > grzechem bzykniecie kogos na boku.
                                  > Macie racje.
                                  > Tylko ja Wam wpolczuje, wasze zycie musi byc bardzo nudne jesli
                                  > doopa jest jego centralna postacia.
                                  > Milego dnia życze. :))

                                  Błąd w interpretacji moich poglądów i co za tym idzie mojego
                                  życia.;))
                          • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 10:55
                            No właśnie i chyba po to właśnie ludzie ze sobą rozmawiają, by takie
                            sprawy ustalić ;) bo może oboje zgodzą się na skoki w boki i wtedy
                            zasady uczciwości małżeńskiej nie zostaną naruszone ;) Wszystko
                            można obgadać i sobie ustalić, to o czym druga strona wie i zgadza
                            się na to nie wykracza poza ramy uczciwości, tylko niektórym jest
                            wygodniej szukać sobie usprawiedliwienia, że ona nie daje mi tego co
                            ja bym chciał to poszukam sobie gdzieś indziej ( a nawet nie wspomni
                            jej czego mu brak ;). No ale nie robi nic złego, bo tak robi ponad
                            połowa społeczeństwa. Gdyby mój facet mnie zdradził i jeszcze mi
                            się tłumaczył w tak infantylny sposób to szybko pokazzałabym mu
                            drzwi. Akurat w kwestii oszukiwania i kłamania jestem bezwzględna.
                            Też tak masz ?
                            • menk.a Re: generalizujesz 30.11.07, 11:29
                              No zgoda. Związek to umowa określająca prawa i obowiązki 2 ludzi.
                              Powszechność jakiegoś zachowania nie jt uzasadnieniem,
                              usprawiedliwieniem. Przybliża tylko uznanie takiego zachowania za..
                              normę. Z tego powodu normy się zmieniają.
                              Czy ja tak mam? Nie jestem kategoryczna, arbitralna i bezwględna.
                              Ufam i zwykle wierzę w dobre intencje. I tłumaczę różne ludzkie
                              zachowania i słabości, szukam przyczyn, by móc próbować ocenić
                              skutki.
                              Zdrada... 10 lat temu pewnie widziałabym wszystko w czarno-białych
                              barwach. Dzisiaj już taka hop siup nie byłabym. Aczkolwiek wcale się
                              nie zapieram. To zależałoby chyba od tego, jak mnie by to zabolało,
                              od przyczyny zdrady czy nielojalności, od tego czego ja bym chciała
                              i czego on by chciał.
                              Natomiast nie interesowałaby mnie relacja, kiedy ja chciałabym
                              wierności, a mężczyzna chciałby skakać jak chiński kawaler: to-se-tu-
                              to-se-tam. Cele nie do pogodzenia. No chyba że: czego oczy nie
                              widzą..;)
                              I tu leży rzeczy sedno: kwestia celów.
                              Choć znam siebie na tyle, by móc powiedzieć, że też potrafię
                              oddzielić seks od uczucia. I wcale nie muszę usłyszeć 'kocham' ani
                              przed ani po, by iść do łóżka.;)
                              • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 11:52
                                Coś co większość uznaje za normę nie musi być tolerowane przez
                                jednostkę i właśnie o tym mówię :) każdy związek jest inny,
                                bo to dwoje ludzi go buduje i to oni ustalają sobie zasady
                                wg których się poruszają, to ich sprawa jak to sobie dogadają.

                                No ja akurat w kwestii zdrady myślę białe - czarne, tutaj jestem
                                bardzo zasadnicza, natomiast w wielu innych sprawach nie oceniam,
                                nie wydaję wyroków. Mogę tylko ustawić się w opisywanej przez
                                kogoś sytuacji, poczuć jak ja bym się czuła, gdybym tak postąpiła
                                i ocenić siebie poprzez takie zachowanie. ( muszę popracować nad
                                innym formułowaniem myśli, bo coś tu trzeszczy w komunikacji :))) )
                                Widzisz usprawiedliwienie dla zdrady ? Dla mnie nie ma znaczenia
                                jak mnie to zaboli i czy zaboli, jeśli ktoś chciał mnie oszukać
                                w tej sprawie to może to zrobić i w innej, tracę zaufanie i mówię pa.
                                Trudno mi oceniać kogoś jednoznacznie, plączę się w takich skrajnych
                                emocjach, że mam ochotę sobie strzelic w łeb. zawsze podziwiam
                                kobiety, które w takich sytuacjach myślą mózgiem a nie sercem ...

                                Do pewnego momentu ja też potrafię oddzielić seks od uczucia ;)
                                ale tylko do pewnego ;) potem już nie umiem zawrócić z drogi ...
                                i jedynym wyjściem jest ucięcie kontaktu .
                                • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 12:01
                                  No ale to widocznie kwestia podejścia. Ja mam tak, że do każdej
                                  takiej relacji podchodzę szczerze i otwarcie. Mimo, że nie wiem
                                  co dalej się wydarzy. Nie umiem traktować drugiego człowieka jak
                                  przedmiotu, podchodzę z szacunkiem do emocji i uczuć, myślę czy
                                  aby nie za dużo powiem i nie narobię niepotrzebnie nadziei. Wolę
                                  nie mówić nic. I tego samego oczekuję - ale nie jest to oczekiwanie
                                  w mojej głowie tylko wyrażam je jasno. Jeśli ktoś wykorzysta to
                                  przeciwko mnie, oszuka mnie, to rodzi się we mnie nienawiść.
                                  Myślę, że słusznie, chociaż droga do nienawiści jest u mnie długa
                                  i poprzedzona próbą poznania intencji drugiej strony. Co się wtedy
                                  ze mną dzieje, szkoda gadać ;)
                            • eeela Re: generalizujesz 30.11.07, 16:59
                              > No właśnie i chyba po to właśnie ludzie ze sobą rozmawiają, by takie
                              > sprawy ustalić ;) bo może oboje zgodzą się na skoki w boki i wtedy
                              > zasady uczciwości małżeńskiej nie zostaną naruszone ;)


                              Kookardko, takie rozwiazanie nie wchodzi w rachube.

                              Malo istnieje na tym swiecie kobiet, ktore zaakceptowalyby taki uklad.
                              Ja rowniez wcale go nie akceptuje i nie podoba mi sie on. Ale fakt, ze mi cos
                              sie nie podoba, nie jest w stanie sprawic, ze to cos zniknie z powierzchni
                              swiata, jesli jest jego immanentna i nierozerwalna czescia. Natura panow jest
                              jaka jest, i czesto sie zdarza, ze ulegaja jej zewowi nawet, jesli maja duzo
                              powazniejszy stosunek do spraw doopy niz Dziadek. Mnie sie zdecydowanie nie
                              podoba idea mojego partnera uprawiajacego seks z inna kobieta i nigdy nie dam mu
                              do zrozumienia, ze zaakceptowalabym to. Ale z drugiej strony wiem, ze to sie
                              moze zdarzyc i nie bedzie dla mnie przyczyna do rozpadu zwiazku - bo w zwiazku
                              jest milion roznych bardziej istotnych spraw niz bzykniecie sekretarki czy
                              sasiadki z trzeciego pietra.
                              • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 17:14
                                Wiesz, ja nie mam w sobie tyle zrozumienia i akceptacji dla całego
                                świata co Ty, chyba dlatego mamy inne podejście do tematu :))
                                Na świecie jest cała masa zbrodni, kradzieży, rozbojów - ludzie,
                                którzy dopuszczają się takich czynów taką mają naturę. Czy to
                                oznacza, że mam podejść ze zrozumieniem do człowieka i zaakceptować
                                jego sposób na życie, gdy zabije mi brata, okradnie mnie albo
                                pobije ? Jak dla mnie to taka sama sytuacja. Ktoś mnie świadomie
                                krzywdzi. Nie interesuje mnie, że niektórzy panowie oszukują.
                                Dla mnie to nie argument, który usprawiedliwia takie traktowanie
                                bliskiego człowieka. Ja nie chcę być oszukiwana. A że to się zdarzyć
                                może to doskonale wiem, tylko wtedy ja decyduję co z tym zrobię ...
                                a jak siebie znam, to wiem, że po czymś takim facet dla mnie nie
                                istnieje i nie będę się silić na zrozumienie tego, że miał podstawy
                                ku temu, by mnie oszukać. Ty masz swoje podejście ja mam swoje, mało
                                obchodzi mnie jakie są normy obowiązujące i jaka grupa ludzi godzi
                                się przymykać na nie oko. Także obie zostańmy ze swoim podejściem
                                i żyjmy sobie szczęśliwie :)))
            • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 10:09
              > Dla mnie zupelnie nie do zaakceptowania.
              > seks jest wartoscia tak mikra (o ile w ogole jest), ze
              uzaleznianie
              > od niego trwalosci malzenstwa wydaje mi sie po prostu smieszne!!


              jak bywa MIKRĄ wartością miewamy czasem okazję się przekonać ;)
              i nie wiem czy wtedy jest śmiesznie ;)
                • kookardka Re: generalizujesz 30.11.07, 10:42
                  Oj tam zaraz aluzji :))) tak sobie żartuję z rana ;) ciekawa teoria
                  z tym brakiem seksu w związku, dla mnie nie do zaakceptowania,
                  chyba mam za duży temperament, zdradzać nie potrafię a i zdrady
                  nie toleruję i facet jest dla mnie po czymś takim skreślony ;)
                  To ja już wolę być sama, bez faceta a tylko gdzieś tam mieć jakiegoś
                  przydupasa, co to znajdę dla niego chwilkę czasu.
    • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 28.11.07, 13:08
      Przede wszystkim trzeba by się było zastanowić czy mężczyzna kocha. Jak byłem
      chłopcem to zdawało mi się, że kocham, ale teraz wiem, że nie znam def. miłości.
      W wieku starczym zrobię rachunek sumienia i wypunktuje z którą kobieta mi było
      najlepiej. Zdrady fizyczne to kwestia wychowania, nie mają dla znacznej liczby
      populacji już dziś większego znaczenia. Można żyć w harmonii (mój odpowiednik
      waszej miłości) z jedną kobietą i zdradzać. Jeżeli kochanek jest dużo i często
      się zmieniają - owe "incydenty" się rozdrabniają. Zaborczość jest zdecydowanie
      złą cechą i trudną do wyplenienia ponieważ jest zakorzeniona niejako kulturowo.
      Brak przyzwolenia społecznego i okropne brzmienie słowa Z D R A D A, powoduje
      niesmak, ale uważam, że z czasem owe zdrady nie będą miały większego znaczenia.
      Powołam sie na Francję, tam romanse są czymś naturalnym, a ludzie szczęśliwsi.
      Moim zdaniem można zdradzać i zyc w harmonii z jedna wybrana kobieta patrzac jej
      normalnie w oczy
      • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 28.11.07, 14:15
        > uważam, że z czasem owe zdrady nie będą miały większego znaczenia.

        ciekawe jak panowie poradzą sobie wtedy z kpiącym uśmiechem kumpla,
        który będzie mrugał okiem i sugerował, że komuś tu rogi rosną :)))
        Facet, który pozwala się robić w konia to frajer jest przecież,
        no chyba że dla Ciebie i Twoich kolegów nie jest ;)

        Ja wiem, jedno, jak facet nie jest o mnie ani trochę zazdrosny
        i nic nie robi sobie z tego, że ktoś inny mógłby dotykać mnie w te
        różne moje fajne zakamarki to znaczy, że mało dla niego znaczę ...
        • angoisse Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 28.11.07, 14:54
          Swoje zdrady się lekko usprawiedliwia i kwalifikuje do tych "bez znaczenia".
          Gorzej jeśli jest się zdradzanym :-) to już zbrodnia... tej drugiej osoby
          oczywiście.
          Dla zdradzaczy recydywistów to jak wypicie piwa, jest stała kobieta-żona,
          oprócz tego są przygody "to tylko seks", no problemo. Ale jak się taki
          zaangażuje emocjonalnie a to kobieta go zdradzi... ooo ... dostanie chłop furii
          i już nie zrozumie że dla niej też "to tylko seks" ;-)
            • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 28.11.07, 15:23
              Ja tam swoją namawiałem by sobie użyła jak ma źle tyle, że ona nie chce , a o
              moich zachowaniach wie, przeczytała wszystkie posty i prawdopodobnie czyta
              nadal. Mogę się pochwalić, (o ile mnie nie kłamie) że miała ze mną dopiero
              pierwsze orgazmy i nigdy wcześeniej. Wniosek: doświadczenie u mężczyzny
              procentuje :). A czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Kwestia podejścia do
              intymności/przyjemności. Poza tym jest super kobietą, może trochę zbyt zaborczą...
                • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 28.11.07, 15:35
                  bzykalem wczesniej po calosci (testosteron, rozkazy mozgu), teraz w trakcie
                  zwiazku nie bzykam, ale! Ona nie jest moja zona, czyli zdradzam zone. jak zaczne
                  znowu bzykac to jej powiem, ale walcze z tym nalogiem niegodnym filozofa ;)
                  pozdr
                    • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 28.11.07, 15:47
                      Nic nie kręcę, kiedyś bylem b. grzeczny, nieprawdopodobnie grzeczny i ułożony,
                      nawet bałem się kobiet i uciekałem od przypadkowego dotknięcia Ale życie
                      zaskakuje, nawet mnie samego. Dla wielu mogę być dziś rozpsuty, ale to zasługa
                      życia w mieście gdzie jest posucha na facetów. Żony nie zdradzałem NIGDY, póki
                      nie wyjechała do USA. Większość mężczyzn jak im się podłoży kobieta - zdradzi!.
                      Tych "perełek" jest może kilka %. Nie każdy umie się jednak przyznać.
                        • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 29.11.07, 12:34
                          Tak jak ja nie moge sluchac gdy kobieta mowi slowo "jakos", np. jakos to bedzie.
                          To, ze masz swoje argumenty to dobrze i zycze Ci spotkania przyzwoitego
                          mezczyzny na cale zycie. P-stwo jest male, ale nie zerowe :). Z danych
                          statystycznych wynika, ze ponad 50 % mezczyzn zdradza. Statystyki sa mocno
                          zanizone. Kazdy lubi sie wybielac. W dużych aglomeracjach zjawisko jest b.
                          powszechne
                          jak Ci sie chce to zajrzyj sobie np. tu:
                          www.polki.pl/seks_erotyka_psychologiaseksu_artykul,10003555.html
                          • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 29.11.07, 12:44
                            taka jest rzeczywistość, że ponad 50 % facetów zdradza, no i co
                            z tego ? Czy ma się to stać akceptowalną dla wszystkich normą,
                            bo tak robi większość ? Wyznacznikiem tego czy ktoś to uznaje
                            za dobre dla siebie ma być " bo inni tak robią to ja też " ?
                            Często tak tłumaczą się sami przed sobą Ci, którym wygodniej
                            jest tak powiedzieć, niż spojrzeć sobie z czystym sumieniem
                            w oczy i chwilę się nad sobą zastanowić.
                            • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 29.11.07, 13:05
                              kokardko puenta:
                              "Czas pogodzić się z tym, że ludzka monogamia to mit. Nasz gatunek ewoluował,
                              wykonując stałe i liczne skoki w bok, a współczesny kult monogamii jest mocno
                              podszyty hipokryzją"
                              Nie mniej jednak jesteśmy nie tylko biologicznymi samcami, społecznie -
                              mężczyznami, istotnie ważna jest więź psychiczna w relacjach wybranków. Czy
                              zdrada ma się stać normą?. Myślę, że naturalną konsekwencją życia w obecnych
                              czasach będzie powolna akceptacja tego stanu. Jednocześnie podziwiam ludzi
                              hołdujących zasadom wierności, wsytawianym niejednokrotnie na pokusy.
                              • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 29.11.07, 13:14
                                Ja myślę, że uczciwość i lojalność to mit.
                                Mam na myśli lojalność i uczciwość wobec partnera w takich granicach
                                w jakich oboje ze sobą ustalili. Wszystkie inne teorie to tylko
                                próba usprawiedliwiania się, bo każdy z nas jest ułomny, ulega
                                pokusom i kaprysom, ale gdy dzieje się to kosztem cierpienia
                                drugiego człowieka to mamy problem by przyjąć to do wiadomości
                                i ponieść konsekwencje swoich zachowań. Wtedy wygodniej jest i
                                bezopieczniej dla nas wmawiac sobie, ze nie ma problemu, że nic
                                złego nie zrobiłem przecież itd.
          • dziadek_54 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 29.11.07, 17:46
            to co piszesz to zwyklu prymitywizm.
            Jestem zonaty 31 lat i ani razu nie pytalem zony czy mnie zdradzila
            z tym czy tamtym.
            Mnie to po prostu nie interesuje.
            zupelnie mnie nie obchodzi, wymagam tylko zeby nie milo to zadnych
            skutkow materialnych . Np choroby weneryczne, dzieci pozamalzenskie
            etc.
              • dziadek_54 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 09:58
                tokwestia wychowania.
                Mnie wychowywala babcia , czyli kobieta jeszcze XIX wieczna.
                Seks dla niej byl tylko w rodzinie , liczyla sie jego funkcja
                prokteacyjna .
                To co dziadek wyprawial(o ile wyprawial) z dziewczynami ze wsi czy
                z folwarkow zupelnie jej nie interesowalo , to nie byla zadna
                zdrada , kwalifikowala to jako zwykla czynnosc fizjologiczna jak
                sikanie pod drzewem.
                Tak i ja to widze.
                Zona , to jest zona, rodzina , matka moich dzieci , opoka.
                A jakies tam "pukanie" , gdzies tam , kodos tam , naprawde nie ma
                zadnego znaczenia.
                Oczywiscie w obie strony.
                zadalem Ci pytanie na gg czy moglbym prosic o odpowiedz?
                bylbym wdzieczny. :)))
              • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 11:26
                Ja też tak mam, że potrzebuję faceta na wyłączność w takich
                sprawach, a zaborcza nie jestem tylko właśnie zazdrosna.
                Nie mogłabym być z facetem, który te sprawy traktuje lekko
                i bez zobowiązań, bo bym się zamęczyła i wolałabym, żeby mnie
                o tym uprzedził zanim cokolwiek między nami zacznie się dziać.
    • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 13:00
      rano przyszla kolezanka oddac mi torbe, bylem w bokserkach tylko, spalem
      jeszcze... zimno pada snieg i weszla do lozka sie ogrzac, przytulila sie jak
      male dziecie i tyle, powiedzialem to swojej, a Ona teraz placze
      skad u Was drogie Panie ta niepotrzebna zazdrosc?
      • kochanica78 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 13:05
        wesmar napisał:

        > rano przyszla kolezanka oddac mi torbe, bylem w bokserkach tylko,
        spalem
        > jeszcze... zimno pada snieg i weszla do lozka sie ogrzac,
        przytulila sie jak
        > male dziecie i tyle, powiedzialem to swojej, a Ona teraz placze
        > skad u Was drogie Panie ta niepotrzebna zazdrosc?

        Też tego nie rozumiem. Zapewne kominiarza i hydraulika też
        wpuściłbyś , by się ogrzali w łóżku. A może to Twoja kobieta powinna
        zaprosić ich do swojej pościeli.:)
        • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 13:11
          Widze jedno - Wy na prawde meza szukacie w znacznej czesci, mniej lub bardziej
          bezposrednio to sygnalizujecie. Opowiada mi kolerzanka o dr. hab., ktory na nia
          leci i przychodzi mi sie ogrzac, wskazujac, ze jak sie postaram to moze byc moja
          zona.
          Skad to Wam sie bierze?
          • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 13:29
            Nie męża, tylko wiernego, lojalnego partnera z perspektywą na dłużej
            a nie przydupasa na chwilę. Ja to mam wrażenie, że facetom w
            okolicach 40tki coś się z głową dziwnego robi i zaczynają jakieś
            filozoficzne wizje w głowie snuć o tym, że każda baba chce wziąć
            każdego faceta na smycz, ubezwłasnowolnić go, ograniczyć mu czas,
            wsadzić w kapcie i zamknąć w domu ... jakąś macie obsesję na punkcie
            wolności i niezależności, a jak pojawiają się emocje ( nawet te
            pozytywne) to musicie się równowazyć i uspokoic, bo emocje są złe
            i prawdziwy facet ich nie ma, a jak się pojawiają to znaczy, ze
            jeszcze dzieciak .... To nie jest normalne i nie jest to tylko
            moje spostrzeżenie ;)
            • wesmar Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 13:59
              nie mam emocji, uczucia stonowane, raz jeszcze powtorze, Wasza "milosc" to moja
              "harmonia". Dzieciakiem nie jestem, od 19-go roku zycia samodzielny. Czy
              dzwonienie kilka razy na dzien nie jest chore? Ja takich potrzeb nie mam, kiedys
              tel nie było. Epizod sie powtarza z niemal kazda kobieta. Ciezka sprawa w tych
              czasach ze znalezieniem cichej skromnej kobiety, takiej co nie przeszkadza w
              czasie pracy i rozumie mezczyzne. Nie wazne, maz czy nie maz. Za duzo Wam sie w
              glowach rodzi glupich mysli...
              Sorki za blad ort. w poprzednim poscie
              • kookardka Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 14:23
                A skąd wiesz, że u mnie też nie chodzi o harmonię ? Własnie taką
                spokojną relację, bezpieczną, która nie powoduje nadmiernych emocji,
                szarpania. Wszyscy chyba szukają spokoju :) Na pewno dzwonienie
                kilka razy dziennie jest chore, sama bym sfiksowała. Albo
                dopytywanie smsem " czemu się nie odzywasz" ? żenada. Czekanie na
                telefon, wypatrywanie smsów i zamartwianie się " czemu jeszcze nie
                zadzwonił". Ja tam robię swoje. Nie zadzwonił, znaczy, ze zajęty,
                a jak zadzwoni, ze chce się spotkać za pół godziny to nie zamierzam
                swoich planów odwoływać jesli takowe mam ... A myśli w głowie rodzą
                się każdemu,facetom też, mi szczególnie wtedy jak dostaję sprzeczne
                komunikaty z drugiej strony. Spokojnie pytam, by się uspokoić i chcę
                spokojnej odpowiedzi, bo zakładam, ze mogłam czegoś nie zrozumieć.
                Nic więcej. Ale to i tak zbyt wiele :)))
          • kochanica78 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 30.11.07, 13:33
            wesmar napisał:

            > Widze jedno - Wy na prawde meza szukacie w znacznej czesci, mniej
            lub bardziej
            > bezposrednio to sygnalizujecie. Opowiada mi kolerzanka o dr. hab.,
            ktory na nia
            > leci i przychodzi mi sie ogrzac, wskazujac, ze jak sie postaram to
            moze byc moj
            > a
            > zona.
            > Skad to Wam sie bierze?

            Też się zastanawiam. Może dlatego, że kobiet statystycznie jt
            odrobinę więcej i która pierwsza to lepsza w biegu do złapania
            partnera. Bo z tym pociągiem do ołtarza to nie przesadzałabym.
            Trzeba też wziąć pod uwagę różnice płci.
          • lady284 Re: Pytanie do tych, którzy zdradzili. 01.12.07, 21:49
            faceci mają zupełną rację w tym co piszą;) to prawda, że jeśli
            planują być z daną kobietą to będą bez względu na to jak im jest
            razem w łóżku...tylko tak sobie myślę, że to trochę z wygody i
            strachu przed tym czy ułożyłoby im się z nową panną tak jakby
            chcieli...oczywiście nie mówię o małżeństwach, każdy z nas jest z
            natury pobudliwy i reaguje na nowe zdobycze:)to indywidualna
            sprawa...brakuje nam tego czegoś i jeśli jest okazja to po prostu to
            bierzemy, "nawracamy" się w stałym związku do czasu aż znów
            coś "nawali" i kółko się zamyka... zmieniłabym tylko tryb myślenia
            to wygoda nas trzyma przy partnerze
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka