nika6
30.11.07, 21:54
...poznałam go w pracy, zaczęliśmy rozmawiać w maju, od czerwca
rozmawiamy prawie codziennie. Na początku były codzienne,
wielogodzinne rozmowy, wielkie emocje ale nie było żadnych spotkań
(on mieszka w innym mieście) niż te sporadyczne, kiedy przyjeżdżał
do biura. Po ok. 2 miesiacach było pierwsze spotkanie. Czułam jego
emocje, fascynacje ale byliśmy tylko znajomymi. Później mój urlop,
na którym był ze mną duchowo, pisał, czułam że tęsknił. Po powrocie
wyjątkowa kolacja. Byłam wtedy na zakręcie, bardzo dużo mi pomógł,
jak nikt nigdy, zupełnie bezinteresownie. Później kolejne spotkanie,
podczas którego opowiedział mi co czuje do mnie i opowiedział mi
skomplikowaną historię. Zraniony, od kilku lat nie mieszka z żoną
ale nie mają rozwodu z powodu kwestii podziału majątku. Ona mieszka
w innym mieście. On sam się przyznał że nie zacznie niczego nowego,
dopóki nie skończy formalnie tamtego. Nic ode mnie nie chciał,
pomimo tego że czułam emocje, czułam że mu się podobam - on nawet
tego nie musiał mówić - nawet mnie nie pocałował, bo powiedział że
tak bardzo boi się mnie zranić, że ma pop... sytuację życiową i nie
chce mnie skrzywdzić. Przytulał mnie, to było cudowne, bo to było
takie przytulanie z emocjami. Później przyjeżdżał do mnie raz, dwa
razy w tygodniu, był ze mną zawsze kiedy potrzebowałam wsparcia i
pomocy. Pocałował mnie. Po jakimś czasie zmienił swój stosunek do
mnie. Przyjechał, porozmawialiśmy i powiedział mi, że nie chce mi
nic obiecywać, że chce przystopować, że wciąż myśli o mnie jako o
swojej ew. partnerce ale nie może mi narazie dać tego czego ja
potrzebuję i musimy się zatrzymać. Nie chce ze mnie rezygnować,
zależy mu. Ja zaczęłam mieć dziwne akcje, męczyłam go dziwnymi
pytaniami, smsami, naprawdę ja sama miałam siebie dość a on był
wyjątkowo cierpliwy, nie zraził się do mnie... Spotykamy się od
lipca, nie wiem co mam robić. Nie zmuszę go do niczego ale nie
ukrywam że coraz częściej mnie to męczy a nie umiałabym zrezygnować
z tej znajomości. To taki typowy dobry człowiek, myślący o innych,
uczuciowy, wrażliwy, pomocny... i widać że zraniony. Sama nie wiem
czego on ode mnie chce. Wiemy o sobie bardzo dużo, czuję że mu
zależy, że mnie szanuje ale czego on chce? Gdyby mu nie zależało,
nie przyjeżdżał by do mnie z innego miasta (ok. 200km ode mnie), nie
dzwoniłby codziennie. Nic między nami nie było więcej oprócz
pocałunków, czułego przytulania.. Jak go kiedyś zapytałam, kim dla
niego jestem odpowiedział, że kiedyś krótko byłam dla niego
koleżanką a teraz to cos znacznie, znacznie więcej... że jestem dla
niego kimś bardzo bliskim, szczególnym i wyjątkowym.
Jak go pytam czy czuje, że coś z nas będzie to mi mówi że nie może
dać mi takiej gwarancji, bo tego po prostu nie wie...
jestem szczególnie uczulona na bajerowanie i kłamstwo, bo wiele w
życiu przeszłam, a u niego za nic nie mogę wyczuć że mnie bajeruje,
okłamuje, jest nie fair... widzę natomiast że uważa żeby mnie nie
zranić, dostosowuje się do mnie, stara się mało obiecywać ale jak
już coś obieca to słowa zawsze dotrzymuje. Słucha mnie i pamięta o
wszystkim co mówiłam.
Faceci, co o tym myślicie? czy mam to skończyć czy czekać na niego?