Dodaj do ulubionych

Córka jego. Nie moja.

20.04.08, 16:34
Czy ktoś potrafi pomóc mi w problemie. Mój mężczyzna ma córkę.
Rozumiem, że to jego dziecko. Ma wobec niej obowiązki, kocha,
itd. ...
Problem polega na tym, że żeczy, których ja nie mogę mieć - ona
dostaje natychmiast (pieniądze na wyjazd, wspólne zakupy, nowe
ciuchy).
???
Obserwuj wątek
    • funstein Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:36
      Ty jestes partnerka a nie utrzymanka a ona jest dzieckiem i dostaje bo jest
      dzieckiem. Takie proste a ta babska zazdrosc calkiem Cie oslepila i nie wpadlas
      na to.
    • poprioniony Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:45
      Kochasz go? To sie nazryj ta miloscia i nie marudz babsztylu!
    • tygrysio_misio Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:49
      bylo trzeba mu na samym poczatku powiedziec zes kurewka i ma Ci placic
      • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:52
        Dzięki mężczyźni!!!

        Nie dodałam, że mieszkamy w moim mieszkani. To ja mam stałe dochody
        i też mam dziecko.

        Co wy na to?
        • tygrysio_misio Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:55
          no covjeszcze wymyslisz zeby sie bronic?
          • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:57
            Jego była zona przyjechała do naszego miasta, żeby go ozyskac.

            Mało?
            • tygrysio_misio Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 16:59
              jeszcze tylko brakuje w tym watku zes atrakcyjna i inteligentna <hahaha>
              • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:00
                Chyba tak
                • tygrysio_misio Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:05
                  nie wiem czy to smutny fakt..czy zwykly fakt..ale ta ripostavpolozyla mnie na
                  lopatki;]
                  • seth.destructor Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 20:39
                    oduczyłem się pluć na monitor...
              • poprioniony Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:02
                Tygrysio, dostajesz karte czlonkowska klubu podlych i sfrustrowanych.
                • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:12
                  Wy mi po prostu powiedzcie, co powinnam zrobić.
                  Kocham go, ale to mnie wykańcza.
                  Najpierw mąż alkoholik, teraz facet, który chce zmienić przeszłość
                  (nadrobić zaległości).
                  Czy jest sens to ciągnąć?
                  • poprioniony Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:16
                    > Wy mi po prostu powiedzcie, co powinnam zrobić.

                    Zrob jaskolke.
                  • artemisia_gentileschi Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 19:14
                    blue-zabojad napisała:

                    > Wy mi po prostu powiedzcie, co powinnam zrobić.
                    > Kocham go, ale to mnie wykańcza.
                    > Najpierw mąż alkoholik, teraz facet, który chce zmienić przeszłość
                    > (nadrobić zaległości).
                    > Czy jest sens to ciągnąć?

                    IMO nie ma, ale moze po prostu jestes typem kobiety, ktora musi
                    sobie trzymac jakiegos chlopa w domu.
                  • lidka_77 bierze od Ciebie pieniądze na alimenty i inne 20.04.08, 20:37
                    rzeczy, które daje dziecku? No to rozumiem trochę frustrację, ale w
                    innym przypadku to jednak trochę dziwne, że chciałabyś dostawać to
                    co dziecko.
                    1) to jego dziecko, zawsze ędzie między nimi więź, nie tylko
                    materialna
                    2) to dziecko i jeszcze na siebie nie zarabia, więc jest na
                    utrzymaniu.

                    w ogóle nie rozumiem i jakies to nieprawdopodobne, zwłaszcza jeśli
                    masz swoje dziecko. Bo piszesz, że on nie daje czegoś Tobie, a nie
                    wspominasz o swoim dziecku. Dla mnie mogłoby byc pewnie problemem
                    to, że partner, który ma dziecko, a mieszka z Tobą i Twoim
                    dzieckiem, troszczy sie tylko o swoje dziecko, pomijając Twoje.
                    Jakieś to wszystko niedojrzałe i dziwne, no ale ja się nie znam, w
                    końcu jestem sfrustrowana samotną starą panną.
        • diabel-tasmasnki Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:12
          Nie mogę uwierzyć ze masz dziecko i nie pochwaliłaś sie tym na samym początku.
          Biedna samotna matka której należy sie współczucie i wszelka mozliwa pomoc jak
          psu kość. mimo że watpie w prawdziwosc tej historii to podejmuje grę. skoro masz
          dziecko to penikiem i twoje dziecko także otrzymuje Żeczy o które poprosi, wiec
          w czym problem? chcesz by facet olal swoje dziecko i zajmował sie potrzebami
          twojego dziecka?
          • tygrysio_misio Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:17
            ja to sie zastanaiam kto sie nabija;]

            ale ciagnac to dalej....to jesli ona zarabia to dlaczego facet ma jej
            sponsorowac wyjazdy niczym jakies kurewce? niech se sama zasponsoruje;]
            • poprioniony Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:18
              To bylby onanizm za pieniadze.
            • diabel-tasmasnki Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:27
              facet nie chce sponsorowac jej wyjazdu bo boi sie ze pani mu z wojaży kolejne
              dziecko przywiezie
              • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:57
                Wal w stół. Chciałam z nim jechac. Po 2 latach przygotowywania
                obiadków, sprzatania i prania. Oprócz tego odpowiedzialna, pelna
                stresów praca.

                FACECI TO DUPKI
          • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:19
            To trochę bardziej skomplikowane. Wcześnie zaczęłam i wcześnie
            musiałam się rozwieść. Cały czas się uczyłam. Moje dzieko zna biedę
            i samo stara się zarobić na rzeczy luksusowe. Teraz finansowo jest
            nieźle.
            Tam było inaczej. Mąż by6ł jedynym żywicielem i nigdy nie było go w
            domu (dosłownie pracował poza miejscem zamieszkania).
            • diabel-tasmasnki Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:23


              >Teraz finansowo jest nieźle.

              >Problem polega na tym, że żeczy, których ja nie mogę mieć

              hmmm widze tu sprzecznosć
              • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 17:29
                Ja mam stały dochód. On nie. Moje pieniadze idą na dom. Jego
                niekoniecznie, bo ma dziecko i rozkręca firmę.
                Mi wystarcza to co mam, ale zdaża się, że utrzymuję jego.
                • gadagad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 18:28
                  A czy on w ogóle zna twoje oczekiwania?Pewnie nie,bo jak by wiedział jakich
                  zachowań oczekujesz,mógłby się wycofać.Czyli posiadanie męża było ważniejsze,no
                  i pewnie jest,bo boisz się postawić sprawę jasno,jeszcze by zrezygnował z tej
                  instytucji.Pięknie by było,gdyby był tak oszalały z miłości,że najpierw wszystko
                  tobie,z potrzeby serca rzucał do nóg,ale małżeństwo to nie bajka.Każdy robi to
                  na co mu druga strona pozwala,w ramach zainteresowania trwaniem związku za daną
                  cenę.Widocznie się nie boi,że cię straci i "inwestuje" odruchowo tyle ile mu
                  się(też pewnie zupełnie instynktownie)wydaje,że trzeba.A w utrzymanie związku z
                  córką wkłada też tyle ile uważa za konieczne by go utrzymać na poziomie,na
                  którym mu zależy.
                  • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 18:42
                    Dziękuje. Rozumiem i myslę, że masz rację.
                    Nie boje się o tym mówić. Boje się reakcji, gdy o tym mówię (demony
                    przeszłości).
                    Czyli utrzymanie córki jest ważniejsze niż zwiąku. Bardzo jasne i
                    klarowne.
                    • gadagad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 21:54
                      Nie można porównywać związków genetycznych z dobrowolnymi,bo rządzą nimi
                      zupełnie inne mechanizmy.Co by się stało gdyby dowiedział się,że córka nie jest
                      jego dzieckiem?Natomiast z poprzednich złych związków wynosi się automatycznie
                      niezdrowe postawy i zachowania.Najlepiej zrobić rachunek sumienia,czego tak
                      naprawdę oczekuje się od tego małżeństwa i nie polegać na skrywanej potrzebie
                      wdzięczności za "popełniane" poświęcenia,których druga strona powinna się
                      domyśleć,podczas kiedy ta druga strona odbiera to zachowanie jako naturalne i
                      akceptowane przez "popełniającego",bez potrzeby zatrzymywania nad nim.Skrywane
                      żale i nieumiejętność powiedzenia- tego robić nie chcę,albo jeżeli to
                      robię,oczekuję,że będzie to miało taki i taki oddźwięk - zniszczy relacje
                      bardziej niż wejście jasny konflikt,który zawsze można rozładować.Poczucie
                      rozgoryczenia,że ktoś otrzymuje za nic,to co za coś należy się nam ,będzie
                      podskórnie trawić całą wzajemną relację i jak w końcu wybuchnie i tak rozwali
                      związek,a nagromadzone frustracje nie pozwolą już dojść do porozumienia.Tak że
                      mówienie jasno o tym co frustruje niczego nie psuje,bo inaczej i tak na pewno
                      dojdzie do krachu.A jeśli zepsuje,to tylko szybciej i mniej boleśnie,coś co i
                      tak nie ma szansy przetrwania.Chyba,że trwanie związku jest ważniejsze od jego
                      jakości,ale z alkoholikiem to już chyba przerobione.
    • veroy Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 18:08
      zupelnie nie rozumiem w czym problem.
      to, czy i ile łoży na wlasne dziecko to nie twoja sprawa, wiec
      zupelnie niepotrzebna wydaje mi sie ta informacja w twoim poscie.
      Pozostaje wiec twoje oczekiwanie, by tobie dawal na zakupy i inne
      wydatki. Jak sie domyslam, pracujecie oboje, ty jemu nie dajesz na
      jego kosmetyki i ciuchy, jakie sa wiec twoje podstawy do
      wymagania ,by on ci dawal ?

      gdzies po drodze przewinela sie informacja, ze on mieszka w twoim
      mieszkaniu i chyba rowniez jest na twoim utrzymaniu. czy nie
      prosciej wiec wyegzekwowac od niego składke na wspolne oplaty typu
      czynsz i żarcie ? sama widzisz ,ze brzmi o wiele ladniej niz "na
      ciuchy i wyjazdy" i z pewnoscia byloby latwiejsze do przelkniecia
      dla FORUMOWICZOW, ktorzy twoja nieznajomosc ortografii i
      nieprecyzyjne nakreslenie sprawy potraktowali jako usprawiedliwienie
      dla swojego chamstwa.
      • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 18:21
        W sumie masz racje. Tylko jak wspomniałam moje dochody są stałe i
        mogę regulować opłaty. Jego wpływają bardzo nieregularnie. Po prostu
        chcę żeby również były wydawane na wspólne potrzeby. Jak utrzymuję
        dom, odmawiam sobie tego, na co mnie stać. Nie rozumiem dlaczego
        jego córka może otrzymywać to, czego ja muszę sobie odmawiać, a na c
        o zapracowałam. dlatego pytam.

        ortografia? nie dysleksja
        • veroy Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 19:00
          ja bym powiedziala : "czynsz wynosi X zl, srednie miesieczne wydatki
          na zarcie (itp) Y zl co razem daje Z zl. ja place 1/2 Z zl, ty
          placisz 1/2 Z zl" a pozniej dokleila pare oczywistych mysli, w
          ktorych bym wyrazila, ze mam na uwadze nieregularnosc jego
          dochodu ,ale sprawiedliwosc musi byc.

          I taka mala osobista rada : nie wspominaj ani na forum ,ani w
          dyskusji z nim o wydatkach na jego corke. to sie nijak ma do sprawy
          a latwo cie dzieki temu oskarzyc o zazdrosc a pozniej odwrocic kota
          ogonem albo sprowadzic dyskusje na inny tor.

          "ortografia? nie, dyslekcja"

          na forum bez znaczenia a nawet lepiej ,jesli przyznasz sie do bledu
          i nie zaslonisz sie dyslekcja, ktora dzisiaj ma kazdy (z czego
          polowa nie ma na to papierka a druga polowa ktora papierek ma, miec
          go nie powinna) i nikt nie traktuje jej powaznie.
          • blue-zabojad Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 19:05

            Tak wiem. Zawsze była "nieortograficzna".

            DZIĘKI ZA RADY
          • artemisia_gentileschi Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 19:11
            Sek w tym ze zalozycielka watku na wstepie nie pisala o sprawach
            elementarnych, typu wspolne rachunki, tylko o finansowaniu swoich
            fanaberii typu ciuchy czy wyjazdy. Skoro juz sie zdecydowala na
            wpakowanie sie w tak zwana rekomponowana rodzinke (swoja droga
            podziwiam, mi by sie nie chcialo) to zasady powinny byc od poczatku
            jasne: np. oboje zarabiamy, ja utrzymuje swoje dziecko, ty swoje,
            wspolne wydatki dzielimy fifty/fifty.
            • veroy Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 23:05
              jak na moj gust to zalozycielski ,pierwszy post autorki jest tak
              chaotyczny i nietresciwy ze wlasciwie nic nie mozna zniego wyczytac -
              co najwyzej tyle, ze byl pisany pod wplywem emocji i w domysle, ze
              mnostwo informacji w tym chaosie 'zaginelo'.
    • jjony Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 18:46
      kobieto ty chyba poprostu jestes glupia.przepraszam ale nie znajduje innej
      odpowiedzi.musisz sobie zdac sprawe z tego ze sie osmieszac i czympredzej
      przejsc na forum niepelnosprawni umyslowo
    • rumnieburak Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 19:21
      Pokaż mu tego posta to na pewno kupi ci słownik ortograficzny. Czego
      oczekiwałaś od niego ? Płacenia za godzinę ? Za noc ? Jest twoim
      sponsorem ?
      • bura.kocica Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 20:17
        Jego córka, nie moja; zdecydowałaś się z nim być to także Twoja
        córka, ale lepiej dla niej żebyś odeszła.
        • bura.kocica Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 20:19
          Fuj, Ty macocho.
        • zonka77 Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 10:16
          > zdecydowałaś się z nim być to także Twoja
          > córka

          Że co??
    • trafiony_zatopiony Re: Córka jego. Nie moja. 20.04.08, 23:04
      Kobito po cos brała faceta z przychówkiem?
      Nie wiesz, że dzieciorób zdesperowany bedzie, bo alimenty płaci?
      Taki to nie dość, że rachunku nie zapłaci to jeszcze do twojego
      konta się dobierze jak tylko stracisz czujność.
      Oj kobity kobity
    • kitek_maly Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 01:13

      > Problem polega na tym, że żeczy, których ja nie mogę mieć - ona
      > dostaje natychmiast (pieniądze na wyjazd, wspólne zakupy, nowe
      > ciuchy).

      A Ty masz dwie lewe rączki do roboty, czy jak?.. :->
      • zonka77 Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 11:54
        a ty czytać kitek umiesz? Przecież ona pracuje. I to nie tylko na siebie i swoje
        dziecko ale i na chłopa często.
    • corrii Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 08:45
      o ja pie..... ten post, to nie są jaja?
    • menk.a Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 08:55
      Aaaaa bo Ty chcesz być córeczką swojego sponsora? Zn faceta? No to
      wszystko jasne. Urządź kiedyś histerię w sklepie. Albo zaszantażuj:
      nowa kiecka czy wyjazd w zamian za dobry seks. Dobry w sensie: on
      trzyma ręce pod głową, a Ty działasz.
      • bura.kocica Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 16:01
        Widocznie taki jest seks w jej wykonaniu, ze nawet na kiecki nie
        dostaje.
        Sama ma dziecko a takie ma dylematy?
        • menk.a Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 16:24
          Czasem nie mogę wyjść ze zdumienia, że piszą to homo sapiens.;)
          • bura.kocica Re: Córka jego. Nie moja. 21.04.08, 19:19
            Też bym nie uwierzyła, ale z tego co wiem tylko nasz gatunek potrafi
            pisać..
            • zonka77 Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 10:29
              Zajechaliście kobietę - niesłusznie.

              Bo mnie się wyłania obraz taki:
              Kobieta ma męża. Mąż nie zarabia regularnie. Ona zarabia. Ona płaci rachunki,
              ona często musi sama utrzymywać dom - w tym pana męża. A pan mąż w tym czasie
              swoją kasę wydaje na wszelkie zachcianki córki i nie zastanawia się nad tym że
              sam staje się utrzymankiem.

              Nie wydaje mi się żeby problem autorki wątku leżał w tym że to ona chce być
              utrzymanką i domaga się od faceta żeby jej dawał kasę na extrasy a nie dawał
              córce. Zdaje się że autorka wątku ma problem z tym że jej mąż nie łoży na
              "wspólne" i ona nie może sobie przez to na nic pozwolić. Za to kasa na wszystko
              czego chce jego dziecko zawsze się znajdzie.
              oczywiście że napisała chaotycznie, zwłaszcza pierwszy post ale im dalej
              czytałam tym bardziej rozumiałam.

              Wiecie co, kiedy my z mężem nie mieliśmy pieniędzy to nasza córka nie dostawała
              wszystkiego co chciała, musiała żyć tak samo jak my. Niespecjalnie sobie
              wyobrażam żeby jedno z nas wszystko co ma wydawało na dziecko i jego zachcianki
              (nawet nasze wspólne ukochane dziecko) a drugie z trudem utrzymywało dom.

              Nie wyobrażam sobie również jako macocha (o ile nią sięmogę nazwać bo nie
              mieszkam z córką m) na dłuższą metę takiej sytuacji że mój mąż wszystko co ma
              wydaje na swoje dziecko a ja sama utrzymuję dom, nasze dziecko i męża i mimo
              tego ze pracuję na nic sobie nie mogę pozwolić bo małżonek radośnie wywala całą
              swoją kasę na dziecko.

              Jestem w temacie macochowym i wiem że bywa różnie. Jest wielu ojców którzy chcą
              wynagrodzić dziecku. Mój mąż też kiedyś miał takie podejście i nie chodziło o
              finanse nawet ale o sposób wychowania. Zapewniam że w rzeczywistości dla samego
              dziecka to jest bardzo szkodliwe i krzywdzące. A dla nowej rodziny takiego ojca
              - rujnujące i to nie tylko w sensie finansowym.

              Do autorki wątku: Mimo że rozumiem o co Ci chodzi jesteś dorosła i masz to na
              co się zgadzasz.
              • jjony Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 11:05
                bardzo to wyrozumiale co piszesz, ale jak ktos sam nie potrzafi przedstawic
                swojego problemu to potem ma takie komentarze jakie ma, a wiec jaki z tego
                wniosek? kazdy jest kowalem swoich komentarzy
                • zonka77 Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 11:45
                  to nie jest kwestia wyrozumiałości a znajomości tematu. Z wielu różnych stron.
                  A to że napisała niejasno na początku - to fakt.
                  Ale fakt też że większość nie czyta wcale za dokładnie co ona pisze tylko jadą
                  po niej ile wlezie.
                  • menk.a Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 12:12
                    zonka77 napisała:

                    > to nie jest kwestia wyrozumiałości a znajomości tematu. Z wielu
                    różnych stron.
                    > A to że napisała niejasno na początku - to fakt.
                    > Ale fakt też że większość nie czyta wcale za dokładnie co ona
                    pisze tylko jadą
                    > po niej ile wlezie.

                    Nie czytam całych wątków. Nie czytam i nie sugeruję się
                    odpowiedziami innych. Czytam starter. Jaki starter, taka odpowiedź.;)
    • mirabelll Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 11:44
      Jestem zdegustowana i ręce mi opadły jak to przeczytałam. Kobieto przecież to
      jego dziecko i chce dla niej jak najlepiej. To, że Twój eks mąż nie łoży na
      dziecko i go nie rozpieszcza to nie znaczy, że on też ma olać córkę!! I nie
      probuj z nią konkurować bo nie masz szans, nie jesteś dla niej ŻADNĄ
      konkurencją. Z tego co piszesz to Tobie nie potrzebny jest facet tylko sponsor,
      bo wszystko widzisz przez pryzmat kasy...
      • zonka77 Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 11:52
        A ty na pewno przeczytałaś wszystko co napisała autorka wątku czy tylko pierwszy
        post?

        Kiedyś mnie bardzo denerwowały takie komentarze jak "nie stawaj między nim a
        dzieckiem bo jesteś nikim" Ktoś kto pisze takie bzdury nie ma pojęcia o
        problemie. Teraz mnie śmieszą - nabrałam doświadczenia :)

        Przede wszystkim żona to żona a dziecko to dziecko. To dwie różne relacje i nie
        można mówić że jedna jest ważniejsza od drugiej. I piszę to jako mama, nie tylko
        jako żona. Nigdy bym nie powiedziała mężowi że wobec dziecka jest dla mnie nikim
        a gdyby on mi tak powiedział to nasze małżeństwo sensu by nie miało.

        Takie związki gdzie facet czy też kobieta świata nie widzą poza swoim dzieckiem
        (obojętnie czy wspólnym czy nie) a resztę mają gdzieś są moim zdaniem skazane na
        zagładę albo życie jednej ze stron w cierpieniu.

        Jej nie jest potrzebny sponsor tylko normalny mąż który poza jedną córką widzi
        potrzeby wszystkich. I zarabia chociaż na siebie.
        • mirabelll Re: Córka jego. Nie moja. 23.04.08, 12:03
          > Kiedyś mnie bardzo denerwowały takie komentarze jak "nie stawaj między nim a
          > dzieckiem bo jesteś nikim" Ktoś kto pisze takie bzdury nie ma pojęcia o
          > problemie. Teraz mnie śmieszą - nabrałam doświadczenia :)


          Śmieszą Cię takie komentarze? dziwne, bo mnie nie. Uważasz, że to bzdury? to
          musisz mieć chory system wartości. Jeśli dla Ciebie normalną rzeczą jest
          stawanie pomiędzy dzieckiem a rodzicem to gratuluję priorytetów.
          • zonka77 droga mirabelll 23.04.08, 14:44
            z moimi priorytetami jak sądzę wszystko jest ok.
            Tak śmieszą mnie bo są głupie i nie na miejscu. W moim przypadku również były -
            nigdy nie stawałam MIĘDZY moim mężem a jego córką. Nigdy.
            Również mam dziecko, niedługo dwoje i twierdzę że więź między rodzicami a
            dziećmi to jedno a więź między małżonkami to drugie. Na początku mieliśmy sporo
            problemów ponieważ to mój mąż nie potrafił ułożyć tak relacji żeby wszystcy się
            czuli dobrze. A każda uwaga na temat jego dziecka (które bywało nieznoścne,
            rozpieszczone i niewychowane) była traktowana jak atak i stawanie między
            dzieckiem a nim (co uważałam i uważam za kompletną bzdurę)

            Kiedy na świecie pojawiło się nasze wspólne dziecko i mąż kilka razy odczuł na
            sobie jak to jest kiedy Twoja żona(czy mąż w odwrotnym przypadku) wypina się na
            ciebie i stawia na piedestale dziecko to szybciutko mu przeszły te durne teksty
            "nie stawaj między mną a dzieckiem"

            Mój mąż jest mi bliski, łączy nas więź, zupęłnie inna niż z dziećmi. Swoją córkę
            kocham nad życie - jego róznież. Nie wartościuję które uczucie jest większe. Nie
            wartościuję kto jest dla mnie ważniejszy. Ani mąż ani ja nie gramy dziećmi żeby
            zranić drugą osobę.
            Wiem że w Polsce jest taki styl często : dzieci ponad wszystko. Jak się pojawia
            dziecko to relacje małżeńskie idą w kąt. A jak dzieci dorośleją i odchodzą na
            swoje to między małżonkami nie zostaje nic co by ich łączyło. A dzieci wychowane
            na pępki świata po czasie wypinają się na swoich rodziców którzy przestają być
            potrzebni.

            Ja uważam ze to spory błąd. Nie widzę nigdzie żeby autorka wątku stawała między
            małżonkiem a jego dzieckiem stąd uważam taki komentarz za głupi. Ona ma
            pretensje do męża i to moim zdaniem słuszne.
            • mirabelll Re: droga mirabelll 23.04.08, 18:43
              Wiesz, ja też mam doświadczenie w tego typu sytuacji, ponieważ mój mężczyzna ma syna z pierwszego małżeństwa, mamy również wspólnego syna. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym mieć pretensję do niego, że daje mu pieniądze lub coś kupuje, a mi tych pieniędzy nie daje. To chore co napisałaś, że autorka ma uzasadnione pretensje do męża. Widzę, że dyskusja z Tobą nie ma sensu, 2 różne światy...
              • zonka77 Re: droga mirabelll 23.04.08, 21:18
                Rozumiem że tak jak autorka wątku często utrzymujesz męża. Że Twój mąż nie daje
                Ci żadnych pieniędzy na wasze wspólne sprawy za to pieniądze jakie ma wydaje na
                syna - i to nie na sprawy pierwszej potrzeby ale na wszystko czego sobie syn
                zażyczy.
                Jeśli tak jest to Twój problem - skoro lubisz być wykorzystywana.

                Ale być może masz męża który działa odpowiedzialnie i swoje pieniądze dzieli wg
                możliwości - zaspokajając jak może najlepiej nie tylko jednego członka rodziny
                ale wszystkich. W takiej sytuacji twierdzę że nie masz pojęcia o czym pisze ta
                dziewczyna i nie masz żadnego porównania.

                PS: ja również nie mam i nie miałam pretensji o to że mąż coś kupuje córce
                swojej. Na szczęście nie próbuje wywyższać jednego dziecka kosztem reszty
                rodziny. Za to ciężko pracuje żeby wszyscy mieli dobrze - ja również pracuję
                oczywiście (żeby nie było żem leń i pasożyt :)

                U nas akurat kasa jest wspólna i wspólnie planujemy większe wydatki biorąc pod
                uwagę potrzeby CAŁEJ rodziny.
                • zonka77 Re: droga mirabelll 23.04.08, 21:25
                  Niepotrzebnie dopatrujesz się niechęci do dziecka męża :)
                  Wydaje mi się że nie rozumiesz problemu - przeczytałaś dwa posty na krzyż i
                  unosisz się gniewem świętej sprawiedliwej.
                  Ja przeczytałam wszystko co napisała autorka wątku i oczywiście nie wiem czy
                  słusznie ale widzę inny obraz. Poza pierwszym niefortunnym postem wyłania mi się
                  postać pana męża wykorzystywacza jakich pełno.

                  Wiesz co mój mąż był kiedyś parę miesięcy bez pracy - było dla mnie oczywiste że
                  utrzymywałam rodzinę na ile mogłam. Ale to nie była pernamentna sytuacja.
                  I nie wyobrażam sobie żebym zgodziła się na taki układ gdzie ja miałabym
                  utrzymywać siebie dom i męża bo on musi swojemu dziecku kupować kupować kupować.
                  Bo zrozumiałam że nie chodzi ani o alimenty ani o podstawowe rzeczy. A raczej o
                  to że dziecko dostaje co chce a na rachunki to już kasy nie ma.
                  No wybacz - z własnym dzieckiem tak bym nie postępowała i już. A czy ty jak nie
                  masz na jedzenie i rachunki obsypujesz swoje dziecko prezentami?
                  • zonka77 mały skrót dla Ciebie mirabelll 23.04.08, 21:41
                    "ona dostaje natychmiast (pieniądze na wyjazd, wspólne zakupy, nowe
                    ciuchy)"

                    "mieszkamy w moim mieszkaniu. To ja mam stałe dochody "

                    "ja mam stały dochód. On nie. Moje pieniadze idą na dom. Jego
                    niekoniecznie, bo ma dziecko i rozkręca firmę.
                    Mi wystarcza to co mam, ale zdarza się, że utrzymuję jego."

                    "moje dochody są stałe i
                    mogę regulować opłaty. Jego wpływają bardzo nieregularnie. Po prostu
                    chcę żeby również były wydawane na wspólne potrzeby"

                    Podsumuję: Pan ma niewiele kasy. Do tego nieregularnie. Niechętnie dokłada się
                    do WŁASNEGO utrzymania, za to ma kasę zawsze kiedy córka sobie zażyczy nowego
                    ciucha czy wyjazdu. Jego żona jest zmuszona sama utrzymywać ich WSPÓLNE
                    gospodarstwo domowe i mimo że pracuje musi sobie odmawiać tego co mogłaby mieć
                    gdyby mąż zamiast tylko o córkę dbał o całą swoją rodzinę. Czy to takie dziwne
                    że kobieta chce aby jej mąż swoje pieniądze dzielił między ich wspólne potrzeby
                    a dziecko?
                    Dla mnie jest to oczywiste - dzieci mają to na co stać rodziców. Pan mąż znalazł
                    sobie świetny sposób na życie - naiwną która mu zapłaci rachunki i kupi żarcie a
                    on może odgrywać wielkiego tatusia który będzie wynagradzał córce zakupami
                    (kolejna głupota i krzywda dla dziecka w rzeczywistości).

                    Ja naprawdę jestem ciekawa czy ty byś była taka wyrozumiała dla męża gdyby
                    brakowało wam na rachunki a on radośnie wyłożyłby kasę na jakąś zachciankę
                    dziecka. I gdybyś ty się nie mogła doprosić o jakąkolwiek kasę choćby na część
                    jedzenia natomiast córka dostawałaby natychmiast co chce i ile chce. Jeśli
                    uważasz ze to jest ok to faktycznie dwa światy i się nie zrozumiemy nigdy. I
                    byłoby to dla mnie niezrozumiałe nawet gdyby nie chodziło o jego dziecko ale i o
                    nasze wspólne.

                    Na koniec jeszcze jedno: Pani domaga się kasy na WSPÓLNE ŻYCIE a nie na ciuchy
                    czy wyjazdy na siebie!! Na rzeczy dla siebie sobie zarabia sama, niestety nie
                    może swoich pieniędzy spożytkować na siebie choćby w części ponieważ musi w
                    sporej części utrzymać męża.
                    Za to córka męża ma co chce i kiedy chce i wtedy jednak mąż ma pieniądze.
                    I to jest wg Ciebie mirabelll ok?
                    • blue-zabojad Re: mały skrót dla Ciebie mirabelll 23.04.08, 22:02
                      Dziękuję. Myślałam, że to świat zgłupiał. A pisałam to, gdy znów dla
                      mnie nie było oieniedzy na wspólne wydatki. Dla corki naturalnie
                      były. Stąd moja desperacja i głupi opis.
                      • mirabelll Re: mały skrót dla Ciebie mirabelll 24.04.08, 00:04
                        Chyba masz problem z wypowiedzią, piszesz córka dostaje ja nie. Nie tak powinna
                        być przedstawiona sytuacja nie sądzisz?
                        • blue-zabojad Re: mały skrót dla Ciebie mirabelll 24.04.08, 06:20
                          Sądzę, że problem z wypowiedzią na forum, to akurat najmniejszy
                          problem.
    • hamerykanka Re: Córka jego. Nie moja. 25.04.08, 17:05
      wiesz ze Twoje posty sa niemal identyczne z postami na forum macochy
      niejakiej reksi. Ona pisala o podobnej sytuacji w jej rodzinie: maz
      na rencie, cala rente pakuje w dzieci z poprzedniego zwiazku, oan
      utrzymuje dom i meza (alimenty stanowia prawie 100% jego renty), jej
      dzieci spedzaja wakacje na trzepaku, jego-za granica.
      Mnie sie nie miesci w glowie jak kobiety potrafia odmawiac sobie i
      swoim dzieciom, a maz nie ma wyrzutow sumienia zyc na koszt zony.
      Moja rada-wejdz na tamto forum i pogadaj z reksia...
      • adela38 Re: Córka jego. Nie moja. 27.04.08, 11:57
        Masz to czego sobie zyczysz.Nauczylas faceta ze mozesz byc wykorzystywana i ze
        malo kosztujesz i to jest efekt.Uwazam, ze powinnas zadac sobie pytanie czy
        takiego zwiazku oczekujesz od zycia? Jesli nie to zwyczajnie wez faceta na
        dywanik i powiedz mu czego oczekujesz- jasno i dobitnie.On moze sobie utrzymywac
        swoja orke ze swojego kieszonkowego, po zralizowaniu zobowiazan wobec waszej
        rodziny.Ciebie nie obchodzi jego corka bo to tylko jego sprawa.Ty jednak
        powinnas byc jemu ta najwazniejsza osoba.I powinien o tym zawsze pamietac i
        okazywac.Jak tak nie jest to caly zwiazek jest nieporozumieniem i mozecie byc
        przyjaciolmi na odleglosc i bez wspolnych powiazan finansowych.Ty zas mozesz
        sobie znalezc "rasowego" faceta, dla ktorego to ty bedziesz na pierwszym
        miejscu..Badz stanowcza... to naprawde sie oplaca..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka