nadja_1
17.05.08, 17:09
No właśnie, panowie... Czy uważacie, że może istnieć prawdziwa miłość między
50-letnim mężczyzną a 26-letnią kobietą? Czy taki facet może się zakochać w
takiej właśnie kobiecie i stwierdzić, że chce z nią spędzić resztę życia?
Pytanie oczywiście odnosi się do sytuacji, w której się znalazłam. Zakochałam
się w nim jak wariatka. Zaznaczam, że nie chodzi tu o kasę, obydwoje zarabiamy
niezłe pieniądze, obydwoje mamy skończone po dwa kierunki studiów. Pracujemy
razem, czasem razem wyjeżdżamy służbowo. Zanim pierwszy raz wylądowaliśmy w
łóżku minęło parę miesięcy, choć pewnie obydwoje chcieliśmy tego od samego
początku. On jest żonaty, dzieci ma już dorosłe. Nie oczekiwałam od tej
znajomości wiele, niejako zgodziłam się na bycie kochanką i ta rola mi
odpowiadała. Nie wyobrażałam sobie bycia z mężczyzną, który zdradza swoją
żonę, bo mnie też mógłby kiedyś zdradzić. Poznałam jego brata, jego znajomych,
nie ukrywa mnie przed światem i to mnie zastanawia-nikt nie powie jego żonie,
że jest zdradzana? Dlaczego? Gdybym obserwowała taką sytuację z boku,
uważałabym, że facet chce się pochwalić młodą dziewczyną i tyle, a poza tym
jest wyrachowanym sk$#%^&*nem. Ponadto on zaczyna przebąkiwać o rozwodzie, a
ja wiem, że od słowa "rozwód" do samego rozwodu droga jest długa. Jestem
nastawiona cholernie sceptycznie, a mimo to każdy dzień bez niego to jak bez
ręki.
Myślicie, że to możliwe? Że przy takiej różnicy wieku można stworzyć dobry,
stały związek? Między moimi rodzicami było 19 lat różnicy i byli naprawdę
dobrym małżeństwem. Jestem naiwna, że chcę mu wierzyć?