tylna.szyba
09.07.09, 13:08
Facet (daleko ode mnie, zapracowany; wiem, ze nie ma innej) ma 36
lat. Przyjezdza do mnie (raczej przylatuje) raz na miesiac na
tydzien. Utrzymuje, ze jestesmy razem(???!) i ze on mnie LUBI (no bo
co to jest milosc). Lubi mnie bardzo, podobno.
Naszym glownym kanalem komunikacyjnym jest Skype. Kiedy znikam ze
Skypa na caly tydzien, on nie teskni. Kiedy sie pojawiam, nie jest
nadmiernie wylewny. Z biegiem czasu przestal mnie adorowac tak, jak
to robil na poczatku.
Wszystko byloby jasne gdyby nie to, ze juz teraz kupil bilety
lotnicze na nasze kolejne spotkania (wiec chce dalej
przyjezdzac...po co?). Powiedzial, ze boi sie, ze moge od niego
odejsc i ze sukcesem tego zwiazku jest to, ze on....trwa. Wszystkie
jego poprzednie zwiazki byly bardzo krotkie. Jest czuly ale rzadko
inicjuje ta czulosc.
Deklaruje sie, ze chce tego ?zwiazku? i zalezy mu na mnie. Ja go
kocham i pragne wiecej kontaktu...inicjowanego z jego strony. Czekam
na odpowiedz na glupiego smsa a on nie odpowiada (ma wazniejsze
sprawy?). Pisze: tesknie ale on tylko pisze: ja tesknie TEZ. To TEZ
kluje mnie w oczy...
Czy ja tu cos przeoczylam?