Dodaj do ulubionych

Pytanie do sambonda

29.11.04, 17:30
Niestety, szanowny Sambondzie, nie pamietam absolutnie nic na temat tego, co
bylo w tym miejscu przed "Krysztalowa". Jesli natomiast ty pamietasz, to moge
tylko pogratulowac fenomenalnej pamieci. No wlasnie, a co tam wczesniej bylo ?
Mam nieodparte wrazenie, ze nawet jesli osobiscie sie nie znamy, to
przynajmniej jestesmy z grubsza rowiesnikami.




Obserwuj wątek
    • sambond Re: Pytanie do sambonda 29.11.04, 21:04
      ... w tym miejscu byl kiedys sklep z zabawkami. Pamietam
      duza szybe i zabawki na wystawie...o ktorych moglem wtedy tylko marzyc.

      pozdr
      S.
      • raskarba Re: Pytanie do sambonda 29.11.04, 21:59
        No wlasnie, te zabawki. Choc w porownaniu do dzisiejszych byly pewnie koszmane
        (takie byly realia PRL-u), to jednak w oczach dziecka byly siodmym cudem
        swiata. Zreszta, o istnieniu zachodniegoo swiata i innych, "kapitalistycznych"
        zabawek wtedy nikt z nas nie mial nawet pojecia. Ja pamietam, na przyklad, na
        wystawach kiosku "Ruchu" plastikowe zolnierzyki, ktore z namietnoscia jako
        pachole kolekcjonowalem...
        Zejde na chwile na ziemie. A czy pamietasz moze, w ktorym roku
        powstala "Krysztalowa" ?
        • raskarba Re: Pytanie do sambonda 29.11.04, 22:03
          Oczywiscie, mialo byc "koszmarne".
          • sambond Re: Pytanie do -raskarba 30.11.04, 03:45
            Zadales pytanie na ktore ja z kolei
            nie mam dokladnej odpowiedzi.
            Wedlug moich powierzchownych obliczen
            musiala powstac gdzies na poczatku drugiej polowy
            lat 60-tych. Mam tu na mysli lata 1965-67.
            Pisalem ze byl tam sklep z zabawkami. Wydaje mi sie
            ze pozniej byl z obuwiem a na koniec Krysztalowa.
            Jezeli juz siegamy w przeszlosc i mowimy o restauracjach
            to powiedz mi ktora nazywana byla potocznie "malinowa".

            .. a zolnierzyki z Ruchu to i ja kupowalem.
            • raskarba "malinowa" ? 30.11.04, 07:12
              Wiesz, kiedy zadales mi to pytanie, natychmiast przypomnialem sobie taka nazwe.
              Problem jednak w tym, ze nie moge jej umiejscowic. Czyzby chodzilo o
              niegdysiejsza "Staromiejska" przy rynku ? A moze o "Ostrowiecka" (czy jak tam
              ta mordownia przy Kilinskiego sie nazywala)? Poddaje sie. Po prostu juz nie
              pamietam.
              • sambond Re: "malinowa" ? 30.11.04, 14:09
                ... byla to restauracja "Turystyczna" na "Piaskach"

                Przy Kilinskiego byla "Ostrowianka" ...

                Mnie tez te nazwy pomalu ulatuja z pamieci..
                • raskarba Re: "malinowa" ? 30.11.04, 14:49
                  No tak, kiedy przeczytalem twoja odpowiedz, wszystko "stalo sie jasne". Powiem
                  ci, ze swego czasu owa "Turystyczna", tudziez "malinowa" stale goscila w moim
                  zyciu. To znaczy, na szczescie nie bylem stalym bywalcem. Po prostu, doslownie
                  naprzeciwko niej chodzilem do SP# 4, a poza tym, przy tym "lokalu" o watpliwej
                  reputacji byl (i nadal tam jest) najblizszy dla mnie przystanek autobusowy,
                  doslownie kilka krokow od mojego bloku.
                  • sambond Re: "malinowa" ? 30.11.04, 21:08
                    ..no widzisz Raskarba jak to jest. Pamiec czasami plata
                    figle.
                    Czy zima juz sie u was zaczela?
                    I nas bylo w nocy i rano dosyc chlodno. Teraz jak pisze jest
                    slonecznie ale ok 16 stopni.
                    • raskarba pogoda 30.11.04, 22:46
                      Wiesz, w ogole to klimat macie tam chyba ciekawszy. To znaczy, z wlasnego
                      doswiadczenia wiem, ze przy oceanie zwlaszcza latem jest sympatyczniej i mniej
                      goraco, a im dalej wglab ladu, tym bardziej pustynnie (to znaczy, nie tylko
                      krajobrazowo, ale i pod wzgledem aury). Teraz chyba nawet z dala od oceanu da
                      sie wytrzymac, prawda ? W ubieglym roku bylem w L.A. na swietach i Sylwestrze,
                      i pogoda wcale nie byla zbyt upalna.
                      Tutaj, na wschodzie, jest duzo chlodniej, choc powiedzialbym, ze znacznie
                      cieplej, niz to z kolei pamietam z Polski. Od kilku dni schemat jest mniej
                      wiecej taki: w dzien slonecznie, bezwietrznie i ok. 15-20 oC, a wieczory i noce
                      bardzo zimne. Sniegu jeszcze nie bylo, ale szyby w samochodach juz pare razy
                      tej jesieni musialem skrobac.
                      A swoja droga, Sambondzie, ciekawe do ktorej podstawowki chodziles w naszym
                      starym, dobrym Ostrowcu ?

                      • sambond Re: pogoda 01.12.04, 04:51
                        .od paru dni mamy zimne noce. Sa rejony gdzie
                        byly nawet "przymrozki"!!
                        Musze nawet wlaczac ogrzewanie w domu...wieczorem.
                        Cos podobnego??
                        Po paru dniach napewno wszystko wroci do normy.

                        Nie wiem dlaczego ale domyslalem sie tego pytania
                        o szkole.
                        No coz moge ci zdradzic tajemnice ze chodzilem do podstawowej
                        o numerze 3. Czy wiecz gdzie to bylo?

                        • raskarba SP & #35; 3 ? 01.12.04, 05:11
                          Poniewaz mialem rodzine mieszkajaca w tamtej okolicy, kojarze sobie, ze SP#3
                          miescila sie chyba gdzies w okolicy ulic Sliskiej/Niskiej. Zgadza sie ?
                          A na pobliskiej Zygmuntowce mialem z kolei swietnego kumpla w liceum. Tyle, ze
                          nie przypominam sobie, czy on tez chodzil do "trojki", czy nie.
                          • raskarba Re: SP& #35; 3 ? 01.12.04, 05:13
                            Nie wiem, skad mi sie wziely te dziwaczne znaczki w naglowku. Chyba probowalem
                            byc za szybki w pisaniu...
                            • raskarba Re: Szkola Podstawowa numer 3 ? 01.12.04, 05:17
                              Choc tym razem bylem bardzo uwazny, znaczki okazaly sie bardzo uparte.
                              Widocznie to forum samo w sobie ma jakas swiadomosc i nie lubi zbyt wielu
                              symboli w naglowkach. Ciekawe, jak bedzie tym razem ?
                              • sambond Re: Szkola Podstawowa numer 3 ? 01.12.04, 05:42
                                Test zdany na 5 (lub A+).
                                Tak masz racje "trojka" byla przy ul Niskiej.
                                Chodzilem tam na piechote- 6 dni w tygodniu
                                w jesienne pluchy (bloto po kostki- drogi dobrej wtedy nie bylo)
                                i zimowe zawieje.. Brrr az ciarki mnie przechodza na sama mysl..
                                Odzwyczailem sie juz na dobre od tych zimowych por roku.
                                • raskarba Ciekawy jestem... 01.12.04, 06:57
                                  A swoja droga (to naturalne pytanie w tym momencie), ciekawi mnie, od jak dawna
                                  w zazwyczaj slonecznej Kalifornii odzwyczajasz sie od zimy ?
                                  • sambond Re: Ciekawy jestem...Raskarba 01.12.04, 14:01
                                    ..w grudniu minie 22 lata kiedy
                                    przyjeli nas na goscinnej amerykanskiej ziemi.
                                    Caly czas w Kalifornii, najpierw rejon San Francisco
                                    a teraz rejon Los Angeles.
                                    • raskarba Dwa razy dluzej... 02.12.04, 00:43
                                      Czyli przebywasz na emigracji dokladnie dwa razu dluzej ode mnie. U nie w
                                      sierpniu br. minelo 11 lat. Napisales "przyjeli nas", czy to znaczy, ze
                                      wyemigrowales z rodzina ?
                                      • sambond Re: Dwa razy dluzej...Raskarba 02.12.04, 04:52
                                        Tak... napisalem przyjeli gdyz w owczesnej Polsce urzednicy SB
                                        dali nam czyli calej czworce paszporty a owczesny
                                        rzad prez. Reagana dal nam wizy i emigracyjne papiery
                                        oraz bilety na samolot.
                                        Tak wiec z bagazami, bez grosza w kieszeni, bez znajomosci
                                        jezyka ale z duza wiara w amerykanska demokracje wyladowalismy w USA.
                                        To bylo bez mala 22 lata temu.
                                        S.

                                        • raskarba Re: Dwa razy dluzej...Sambond 02.12.04, 07:47
                                          Ciekawi mnie,a jak dzisiaj, w przededniu tej 22. rocznicy wygladaloby
                                          podsumowanie twojej wiary w amerykanska demokracje. Nie zalujesz przeprowadzki
                                          przez pol swiata ? Nie tesknisz za Polska i Ostrowcem ? Albo przynajmniej za
                                          jakimis konkretnymi osobami ?
                                          • sambond Re: Dwa razy dluzej...Raskarba 03.12.04, 05:16
                                            Jezeli juz tak cie to interesuje to napisze pare slow i oczywiscie oczekuje
                                            odpowiedzi od ciebie na te podobny temat.

                                            Amerykanski system pozwolil mi na to ze czuje sie pelnowartosciowym
                                            czlowiekiem.
                                            Pozwolil mi isc przez te lata tu spedzone prosta droga, tak jak zawsze chcialem.
                                            Nigdy nie mialem takiej "duzej sily przebicie" i "kombinowanie" nigdy nie bylo
                                            moja mocna strona. Czasami sie dziwie sam sobie ze zyje tu tyle lat a przeciez
                                            zaczynalem od ZERA! Co jest jeszcze ciekawsze i niektorzy sie nawet dziwia,
                                            caly czas nasza rodzina ma tylko jeden dochod-czyli moj.

                                            Kiedy juz wiedzialem ze nie ma mego miejsca w Polsce chcialem najpierw jechac do
                                            Francji.
                                            Bylem nawet w konsulacie w Krakowie. Potem jednak rzad amerykanski otworzyl
                                            furtke i razem z zona zdecydowalismy na USA. Teraz wiem ze byla to sluszny wybor
                                            zwlaszcza po tym co Francja teraz robi.
                                            Tesknota za krajem- to takie romantyczne. W moim przypadku nie odczuwam takowej.
                                            Czy teskni sie za macocha?
                                            W USA doznalem wiele dobrego od calkiem obcych ludzi i dlatego czuje sie
                                            tu dobrze.

                                            Jezeli chodzi o rodzine to nie ma sie co oszukiwac ze zawsze bedzie sie czulo
                                            troche tesknote.
                                            Nikt nie wybiera miejsca urodzenia ale mozna zadecydowc gdzie sie bedzie
                                            mieszkac.
                                            A.
                                            • raskarba Re: Dwa razy dluzej...Sambond 03.12.04, 05:56
                                              Ciesze sie, ze odpowiedziales na moje pytanie, tym bardziej, ze nie jest to dla
                                              ciebie temat, jak widze, zbyt mily.
                                              Absolutnie sie z toba zgadzam, ze po tej stronie Atlantyku mozna prowadzic
                                              NORMALNE praktycznie pod kazdym wzgledem zycie. Nie trzeba tak bardzo ani
                                              udawac, ani kombinowac, ani sie puszyc, ani niepotrzebnie stresowac tym, ze jak
                                              jutro rano wstane, zmienia sie, na przyklad, przepisy podatkowe. Nie trzeba tez
                                              zwykle martwic sie o to, ze wszyscy dookola (wlacznie z najwyzszymi wladzami)
                                              czyhaja na to, by mnie nabrac, oszukac, wykorzystac, etc. Oczywiscie, troche to
                                              podkoloryzowalem, ale w sumie chyba niewiele przesadzilem. Tu prawie zawsze
                                              panuja przejrzyste i SENSOWNE (czyli dla ludzi) reguly, wiele rzeczy jest
                                              usprawnionych i uporzadkowanych pod katem zwyklego szaraka. Po prostu, chyba tu
                                              rzeczywistosc jest dla czlowieka przyjazna i zmienia sie ja dla jego dobra, a
                                              nie czlowieka nagina sie do rzeczywistosci. Moze generalizuje i brzmi to zbyt
                                              pieknie, aby bylo prawdziwe, ale... takie bylo (i z grubsza nadal jest) moje
                                              pierwsze wrazenie z pobytu w Ameryce.
                                            • raskarba Re: Dwa razy dluzej...Sambond 03.12.04, 06:00
                                              A czy w ogole odwiedzasz rodzinne strony ? Jesli tak, to jakie odniosles
                                              ostatnio wrazenia z pobytu w Polsce i Ostrowcu ?
                                              • sambond Re: Dwa razy dluzej...Raskarba 04.12.04, 05:54
                                                Hello Raskarba

                                                Moze to bedzie dla ciebie herezja ale nie bylem
                                                w Polsce od mego wyjazdu. Na poczatku nawet sie nie staralem
                                                i nawet odeslalem po przyjezdzie ten ich paszport tak jak bylo w nim
                                                napisane.. pozniej jak klimat w Polsce sie zmienil
                                                nastapily inne rodzinne problemy.. a tak w ogole to mnie nie ciagnie.
                                                Zamknalem ten nie zawsze przyjemny dla mnie rozdzial i jestem teraz
                                                na innej nowej stronie.
                                                Zona byla iles lat temu i sie wyleczyla z nostalgii.
                                                • raskarba Ja wiem, czy herezja ? 04.12.04, 14:41
                                                  Przeciez nie mozna wszystkich podciagac pod jedna miarke. Sparzyles sie i teraz
                                                  dmuchasz na zimne. Moje wspomnienia z polskich lat tez nie wszystkie sa
                                                  sympatyczne, a z okresu stanu wojennego nawet (delikatnie mowiac) bardzo
                                                  bolesne, ale mimo wszystko...
                                                  Cos tam jednak, jakies szczatki sentymentu w tobie jeszcze jednak siedza (i,
                                                  moim zdaniem, to rzecz pozytywna), bo przeciez pewnie troche cie interesuje, co
                                                  w Polsce i w Ostrowcu sie dzieje. No, i bywasz razem z nami na tym forum...
                                                  • sambond Tym razem pytanie do Raskarba 05.12.04, 16:50
                                                    My tu piszemy tylko o mnie a moze napiszesz cos
                                                    o sobie. Pisales ze jestes w USA 11 lat..czyli
                                                    wyjechales w 1993?
                                                    Co cie sklonilo do tej decyzji?
                                                    Zwykle szukanie przygod?
                                                  • raskarba Re: Tym razem pytanie do Raskarba 05.12.04, 22:54
                                                    Przepraszam, nie bardzo moge w tym momencie, ale obiecuje wrocic do watku przy
                                                    najblizszej sposobnosci.

                                                    R.
                                                  • raskarba Najblizsza sposobnosc nadeszla 06.12.04, 15:09
                                                    Swego czasu nigdy nie zamierzalem z Polski wyjezdzac, ale... Najpierw kolo
                                                    tylka probowali mi zrobic komunisci, bo im sie narazilem na poczatku stanu
                                                    wojennego (strajki i rozroby studenckie, dzialalem m.in. w NZS). Potem sie
                                                    troche uspokoilo i "nadejszla wielkomomna chwila", czyli znalezlismy sie we
                                                    wlasnym domu. Rzecz w tym jednak, ze w tym "wlasnym" domu, nawet pracujac
                                                    praktycznie na dwa etaty (w tym jeden w budzetowce)nie moglem liczyc na
                                                    jakikolwiek wlasny dom (ani specjalnie nic innego), poniewaz tam gdzie
                                                    pracowalem pani sprzataczka (po zawodowce, albo i bez) ze stazem dokladnie
                                                    takim samym, jak moj zarabiala wiecej ode mnie (po studiach i z tzw. dalszymi
                                                    planami rozwoju naukowego). Od razu nadmienie, ze nie mam nic przeciwko pani
                                                    sprzataczce. Jesli dobrze wywiazywala sie ze swych obowiazkow, powinna
                                                    przyzwoicie zarabiac. Naturalnie, mozna bylo kosic duza kase juz wtedy (lata
                                                    1989-1993), ale wedlug zasady, ze pierwszy milion trzeba ukrasc, a nastepne
                                                    zdobyc juz uczciwa praca. Mam wrazenie, ze w miedzyczasie dla mlodych ludzi
                                                    sytuacja sie jeszcze pogorszyla, szczegolnie mysle tu o szalejacym bezrobociu...
                                                    ...wiec kiedy nadazyla sie odpowiednia okazja wyruszylem osiedlic sie na Dzikim
                                                    Zachodzie. Choc musze powiedziec, ze ten tutejszy zachod dziki juz nie jest,
                                                    ale za to w Polsce cala geba kwitnie Dziki Wschod.
                                                  • sambond Re: Najblizsza sposobnosc nadeszla 06.12.04, 21:11
                                                    Dzieki za odpowiedz.
                                                    Dlaczego wybrales Connecticut?
                                                    Tak nawiasem piszac to jest to wschod a nie jak piszesz
                                                    zachod…. Na tym "zachodzie" to chyba ja mieszkam.
                                                    Czy wiesz ze wlasciwie California to nie byl nasz wybor?
                                                    Szukali nam sponsora i natrafila sie organizacja
                                                    z San Francisco. Miasto to bylo naszym pierwszym
                                                    miejscem zamieszkania…
                                                  • raskarba Re: Najblizsza sposobnosc nadeszla 06.12.04, 21:26
                                                    Zgadza sie, ze scisle geograficznego punktu widzenia masz racje. Mnie jednak
                                                    chodzilo o kontrast Dziki Zachod-Dziki Wschod i z tego wzgledu uzylem potocznej
                                                    nazwy Stanow, czyli Dzikiego Zachodu. Dlaczego CT ? Odpowiedz jest prozaiczna -
                                                    bo tutaj mialem i mam rodzine. Niewielka, co prawda, ale zawsze. Poza tym chyba
                                                    podoba mi sie tez i to, ze generalnie klimat jest zblizony do polskiego, choc
                                                    jest troszeczke cieplej, co widac szczegolnie na wiosne i jesienia. No wlasnie,
                                                    zreszta jesien jest tu bardzo dluga, ciepla i smialo mozna ja nazwac
                                                    najpiekniejsza pora roku u nas. Polonii tez jest tu sporo, ale to juz temat
                                                    kontrowersyjny: dobrze to, czy zle ?
                                                    A co u was po San Francisco ? Slyszalem, ze naprawde ladne miasto, tylko ponoc
                                                    strasznie zdominowane przez "kochajacych inaczej"...
                                                  • sambond Re: emigracyjne wspomnienia 07.12.04, 04:26
                                                    Czy widziales moze kiedys zdjecia
                                                    dawnych emigrantow? My wygladalismy
                                                    bardzo podobnie. Roznica byla troche w ubiorach
                                                    i w srodku transportu. Mielismy pare walizek,
                                                    jakies tobolki, wozek dla mlodszego syna..
                                                    Z osoba obierajaca nas na lotnisku w San Francisco
                                                    rozmawialismy "na migi". Organizacja pomogla nam
                                                    w pierwszym miesiacu.. a potem to juz na swoje...
                                                    czyli dorywcze prace, nauka angielskiego, poznawanie
                                                    ludzi. Bylo to dla nas takie "odkrywanie Ameryki"..
                                                    W San Francisco mieszkalismy tylko 1 miesiac
                                                    a potem przeprowdzilismy sie na druga strone zatoki..
                                                    Dopiero troche pozniej mialem szanse zwiedzic
                                                    to ciekawe miasto.. tam nauczylem sie jezdzic
                                                    samochodem

                                                    Bylo to na poczatku typowe zycie emigrantow ktorzy
                                                    nie przyjechali do rodziny...
                                                    My bylismy pierwsi pionierzy w naszych rodzinach.

                                                    W twoim przypadku napewno pomogla ci rodzina. Czyli
                                                    przeskoczyles od razu kilka stopni w edukacji emigracyjnej..


                                                  • raskarba Re: emigracyjne wspomnienia 07.12.04, 05:36
                                                    Fakt, z poczatku rodzina troszke pomogla, a potem pojawily sie konflikty. No,
                                                    tyle, ze ogolnie utrzymujemy teraz poprawne relacje, a z niektorymi widujemy
                                                    sie (albo i nie) raz-dwa razy do roku... Niedlugo po przyjezdzie do CT pojawila
                                                    sie szansa na prace w New Jersey dla nas obojga, tzn. mnie i mojej zony. Nie
                                                    byl to jednak krok trafiony, gdyz mielismy pecha, by zajmowac sie przez pare
                                                    miesiecy posiadloscia nieprzyzwoicie bogatych Zydow, ktorzy (jak sie mialo
                                                    wkrotce okazac), upodobali sobie zatrudnianie swiezych imigrantow z Polski,
                                                    miedzy innymi, po to, by sie na nich do woli wyzywac...
                                                    Nie zagrzalismy wiec tam dlugo miejsca, ale za to natychmiast po powrocie do CT
                                                    usamodzielnilismy sie, wiec nieco znam ten bol...
                                                    My tez, tak naprawde, do wszystkiego dochodzilismy sami. I to daje dodatkowa
                                                    satysfakcje. Bardziej docenia sie to, co sie zdobedzie wysilkiem wlasnych
                                                    rak.
                                                  • sambond Re: emigracyjne wspomnienia 07.12.04, 14:13
                                                    ..piszesz o tych pierwszych pracach.
                                                    Otoz moja pierwsza byla u bogatego
                                                    Polaka, ktory tez upodobal sobie
                                                    "nowych Polakow" i Meksykanow.
                                                    Zarabial na tym niezle i robil
                                                    mi wyklady o "podlosci Zydow" i jego
                                                    wyzszosci nad "tymi glupimi Meksykanami".
                                                    Na poczatku bylem troche naiwny ale pozniej
                                                    doszedlem do wniosku ze byl on zwyklym antysemita.
                                                    Pozniej mialem inne rozne prace i jednoczesnie
                                                    wysylalem dziesiatki resumes..
                                                    az pewnego dnia wezwano mnie na "interview"..
                                                    jedna z osob z ktorymi wtedy rozmawialem
                                                    kaleczac niemilosiernie jezyk angielski
                                                    byla osoba pochodzenia zydowskiego z dawnego
                                                    Zwiazku Sowieckiego.. pozniej sie
                                                    dowiedzialem ze byl on za moim przyjeciem..
                                                    Pomogl mi jak nikt inny.. jestesmy do dzisij
                                                    przyjaciolmi..





                                                  • raskarba Re: emigracyjne wspomnienia 07.12.04, 16:00
                                                    W dyskusjach wszelkie uogolnienia sa chyba najwiekszym grzechem. Nie bede zle
                                                    mowil o wszystkich Zydach, Portorykanach (tutejszy odpowiednik Meksykanow), czy
                                                    kims tam jeszcze, bo tez nie chcialbym, na przyklad, zeby i mnie ktos wrzucal
                                                    do jednego worka z "polskimi pijaczkami, brudasami i zlodziejami". Faktem jest
                                                    jednak, ze o tamtych ludziach z New Jersey dobrego slowa powiedziec nie moge.
                                                    Dzisiaj na codzien mam do czynienia z Zydami lub Polakami zydowskiego
                                                    pochodzenia, z ktorymi wspolpracuje lub robie biznes i z kolei o nich nic zlego
                                                    nie daloby sie powiedziec. Sa ludzie i ludziska, jak mowi stare powiedzenie...
                                                  • raskarba Mam nadzieje, Sambondzie, ze nie poczules sie... 09.12.04, 15:15
                                                    urazony. Tak, czy inaczej, chetnie wznowilbym wymiane pogladow, jesli tylko
                                                    znow bedziesz na to gotow.
                                                    Pozdrawiam,
                                                    R.
                                                  • sambond Re: Mam nadzieje, Sambondzie, ze nie poczules sie 10.12.04, 05:33
                                                    hmm ...ciekawie zaczynasz, gdyz w swym pytaniu od
                                                    razu podejrzewasz ze musi cos byc zlego....
                                                    Czy mozesz to wyjasnic?
                                                  • raskarba Re: Mam nadzieje, Sambondzie, ze nie poczules sie 10.12.04, 06:21
                                                    Cos zlego? Nie wiem, jak to okreslic, ale poniewaz przestales odzywac sie przez
                                                    kilka dni po pewnej, nazwijmy to, kontrowersyjnej wzmiance z mojej strony, wiec
                                                    naturalna koleja rzeczy pomyslalem, ze moze nie masz juz ochoty na dalsza
                                                    wymiane wspomnien/wrazen/opinii. Nie kryja sie w tym zadne podteksty. Mam to do
                                                    siebie, ze we wszystkim probuje doszukac sie jakiejs logiki, ot co...
                                                  • sambond Kontynuacja... 11.12.04, 01:22
                                                    Dla mnie kazdy dzien emigracji przynosi zawsze cos
                                                    nowego. Nieraz sa to rzeczy calkiem male
                                                    moze nawet niezauwazalne dla innych.. jak
                                                    rowniez wieksze ktore moga byc kontrowersyjne.
                                                    Mieszkajac cale zycie w Ostrowcu bylem w zasadzie
                                                    skazany na te malomiasteczkowe szowinistyczne nieraz myslenie..
                                                    na ocenzurowana TV, ksiazki, gazety..

                                                    Emigracja pozwolila mi zobaczyc inny swiat, swiat gdzie
                                                    scieraja sie rozne opinie, gdzie ludzie doceniaja indywidualizm,
                                                    gdzie tolerancja nie jest tylko slowem na papierze.

                                                    Pisalismy kiedys o przeszlosci i tak prawde powiedziawszy
                                                    przestalem zwracac na daty uwagi ale zerknawszy na kalendarz
                                                    zauwazylem ze zbliza sie 13 grudnia. Dla mnie to data wyjatkowa,
                                                    gdyz zawazyla na moich pozniejszych losach. To dzieki tej dacie znajduje
                                                    sie w USA...
                                                  • raskarba Re: Kontynuacja... 11.12.04, 03:29
                                                    Tak sie wlasnie domyslalem. A wiesz, chociaz studiowalem w Krakowie i tam po
                                                    studiach zostalem (mieszkalem tam lacznie ze studiami 12 lat), to rzeczywiscie
                                                    dopiero pobyt w Stanach wyczulil mnie na kwestie tolerancji dla innosci:
                                                    religii, wygladu (w tym koloru skory), pogladow i kultury. Mysle, ze to nawet
                                                    nie Ostrowiec, ale praktycznie cala Polska jest monokulturowa, monoreligijna i
                                                    w ogole prawie wszystko mono- (przed rokiem 1989 byla jeszcze dodatkowo
                                                    monopartyjna). Masz ochote powspominac pamietny rok 1981 i ten piekielnie zimny
                                                    i ponury 13 grudnia ?
                                                  • sambond Re: Kontynuacja... 11.12.04, 23:11
                                                    Ten grudniowy dzien 81 roku napewno kazdy wspomina inaczej. Jedni jezdzili noca
                                                    i „zgarniali „ ludzi do wiezien , inni obstawiali rogatki i skrzyzowania miast,
                                                    a jeszcze inni czuwali w roznych sztabach . Ci napewno widza ten dzien inaczej
                                                    od tych co byli po „drugiej stronie barykady”.

                                                    Dzien 12 grudnia 1981 dla mnie byl zwyklym dniem. Nic szczegolnego
                                                    sie nie wydarzylo. Wieczorem wrocilem do domu.
                                                    W nocy obudzil nas lomot do drzwi. Zona zapytala sie tradycyjne
                                                    „Kto Tam?” Po drugiej stronie odpowiedziano ze Milicja. Zona na poczatku nie
                                                    chciala
                                                    otwierac ale ja po chwili namyslu otworzylem. W drzwiach pojawil sie cywil,
                                                    przedstawil sie jako Major ??? (nie pamietam nazwiska) i 3 mundurowych
                                                    z „maszynowkami”. Byl jeszcze jeden pod oknem ale o tym dowiedzialem sie
                                                    pozniej.
                                                    Pytali sie o jakies nielegalne rzeczy i o dziwo na moje zapytanie o nakaz
                                                    Major dal mi papier, ktory wtedy nawet nie przeczytalem dokladnie. Kazali mi
                                                    sie ubrac i pan Major powiedzial zonie ze po wyjasnieniu wroce rano do domu...

                                                    Wrocilem ..ale znacznie, znacznie pozniej...
                                                  • raskarba Re: Kontynuacja... 13.12.04, 17:21
                                                    Gdzie i jak dlugo byles internowany ? No, i naturalnie, ciekawi mnie, czy
                                                    aresztowali cie profilaktycznie, czy moze byles zakwalifikowany jako "wrog
                                                    socjalizmu", tak jak ja ?
                                                  • sambond Re: Kontynuacja... 14.12.04, 04:17
                                                    Odpowiedz umiesciem w watku o 13 grudnia
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15066&w=18561304&a=18561403
    • story1 Re: Pytanie do sambonda 01.12.04, 08:55
      No a Tęczowej nie pamiętacie? Mieszkałam w pobliżu w jednym z wieżowców, zawsze
      jako dziecko siadywałam w oknie i podziwiałam tańczące pary na tarsie i "Tyle
      słońca w całym mieście"
      • raskarba Oczywiscie, ze pamietamy "Teczowa" ! 01.12.04, 14:36
        W koncu ja tez mieszkalem dosc blisko (blizej Sienkiewicza, ale nie na tyle
        blisko, by podziwiac tanczace pary, czy chocby slyszec muzyke. Bywalem tam w
        zamierzchlych czasach tzw. dorastania. Teraz chyba nic tam nie ma i miejsce
        podupadlo na dobre, jesli mnie pamiec nie myli ?
    • lachien Re: Pytanie do sambonda 01.12.04, 11:56
      Tęczowa, Kryształowa, a znacie Ostrowiankę moi mili?
      • raskarba "Ostrowianka" kojarzy mi sie... 01.12.04, 14:47
        przede wszystkim z jednym: po zdanym egzaminie w LOK-u na prawo jazdy (byl
        chyba gdzies rok 1979) tam odbywala sie pozniej imprezka. Pamietam, ze zbyt
        kameralnie tam nie bylo. Lecz za to ladnie i smacznie tez wcale nie.
        Typowa "mordownia" z tamtych czasow...
        Intrygujacym akcentem odnoszacym sie do tego lokalu (cos mi sie wydaje, ze od
        dawna juz zniknal z powierzchni ziemi)jest to, ze bylo to jedno z tych miejsc,
        ktore rzekomo zainspirowaly zaraz po wyzwoleniu Jerzego Andrzejewskiego do
        napisania slynnej i skadinad dobrej powiesci "Popiol i diament" (polecam
        szczegolnie swietna adaptacje filmowa ze Zb.Cybulskim w roli glownej). Jej
        akcja toczy sie wlasnie w Ostrowcu...
      • buksy Re: Pytanie do sambonda 06.12.04, 15:53
        Obecnie z grubsza tez tyle knajp w Ostrowcu jest...czy lepsze?. Jedyna zmiana to że powstała nowa kategoria knajp o nazwie "bar piwny", ktory zracji pauperyzacji społeczeństawa przejał większosć funkkcji operacji zwanej "wyjściem do restauracji".
        • sambond Re: Pytanie do sambonda-Buksy 06.12.04, 20:46
          Buksy,

          Zaciekawil mnie wyraz "pauperyzacja"
          czy teraz sie go uzywa? Nie pamietam za "moich czasow"
          Tak na marginesie jak tylko przeczytalem ten wyraz
          to zaraz mi sie skojarzyl z powiescia Marka Twaina
          "The Prince and the Pauper"

          czytana bardzo dawno pod tytulem "Ksiaze i zebrak".
          • buksy Re: Pytanie do sambonda-Buksy 07.12.04, 09:04
            no ok, poniosło mnie nikt tak nie mówi, zwykle...:)
            pauper to z łaciny, a faktycznie w przeciwieństwie do ciebie jak sądzę nie mam skojarzeń angielskich (choc znam) i mimo ze słówko pauper znam to wogóle nie kojarzyłem do dziś jego powiązania z pauperyzacją....jak widać forum pełni rolę edukacyjną :))))))))
    • raskarba Zyczenia swiateczne i przy okazji noworoczne 23.12.04, 07:12
      Sambondzie, zycze spokojnych Swiat i pomyslnego roku 2005 tak dla Ciebie, jak i
      Twojej rodziny.
      A swoja droga, do tematu wspomnien ze stanu wojennego jeszcze wroce, bo nie
      daje mi to spokoju, choc minely juz 23 lata...
      • sambond Re: Zyczenia swiateczne i przy okazji noworoczne 23.12.04, 20:40
        Tego samego dla Ciebie i rodziny.

        S.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka