Dodaj do ulubionych

Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona)

IP: *.prenhall.com 30.03.04, 21:27
Ksiazka taj jest niesamowita! Przeczytalam ja w ciagu dwoch dni z zapartym
tchem. Nie wiem ile w niej prawdy a ile fikcji, ale wszystko opisanie w niej
ma sens...

goraco polecam... nie wiem jakie jest polskie tlumaczenie, bo przeczytalam w
originale po angielsku...ale jesli wersja polska jest tak dobra jak
originalna, to nie bedziecie zalowac!
Obserwuj wątek
    • Gość: Wkurzony Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.kogeneracja.com.pl 08.04.04, 12:35
      A ja za tą książke zapłaciłem w księgarni Notabene we Wrocławiu 38,80zł!
      Złodzieje!
      • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 09.04.04, 12:21
        A ja zapłaciłem więcej, a poźniej to to przeczytałem. Po lekturze 60 stron,
        pragnąłem nawet uwierzyć w Boga, żeby tylko spełnił moja prośbę o przeniesienie
        Browna na inne równie odpowiedzialne stanowisko. Po przeczytanie kolejnych
        rozdziałów, odszedłem od pomysłu nawrócenia się. Pomyślałem sobie: Boga nie ma.
        Ale nie dlatego, że Brown tak chce. Boga nie ma. Inaczej nie stworzyłby takiego
        grafomana, który pisze ok. 500 stron międlo-sieczki, obrażającej poczucie
        estetyki poważnych badaczy problemu i tudzież pisarzy beletrystyki, zarówno
        tych na "TAK" jak i tych na "NIE".

        Dla wyjaśnienia, poważni pisarze literatury tzw. "niepoważnej" to m.in F.
        Forsyth czy K. Follet, lecz po przeczytaniu Browna, do tego zacnego grona
        wypada zaliczyć także R. Ludluma i innych tej klasy.

        Wczoraj padało. Z pasją obserwowałem na lejące się z nieba strugi wody. I było
        ciekawsze od książki niejakiegio Mr. Brązowego. I miało to jakiś sens.
        • Gość: N.C. Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 81.15.135.* 09.04.04, 14:38
          Karolu Mojżeszu, założyłeś wątek dla tych, którzy za radosną twórczością Dana
          Browna nie przepadają, i w dodatkuobjechałeś mnie, że tam się ośmielam
          twierdzić, że go lubię. Po cóż więc marnujesz swój cenny czas, czytując wątki
          poświęcone zwolennikom Kodu?
          • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 09.04.04, 16:42
            Ty to chyba skonczysz w jakiejs komisji sejmowej. Na wszelki wypadek -
            gratuluj, bo masz zadatki.

            Odpowiadam: bo ma taką ochotę.

            I pytanie: po co Ty czytasz wątki krytyków Browna (nie "Kodu", tylko
            wszystkiego co spraprał ten grafoman)?
            • Gość: N.C. Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 81.15.135.* 09.04.04, 21:34
              Gdyż równieżmam na to Karlku ochotę! Lecz Ciebie nie rozumiem. Skoro twoim
              zdaniem zwolennicy do wątków zwolenników, a krytycy do swoich, to Ty chyba
              wszędzie ferment lubisz?
              • karol.mojzesz Koniki polne 10.04.04, 09:19
                Masz ochotę i jeszcze chciałbyś wszystko zrozumieć? Ile tych zachcianek?

                Nie, tak nie uważam. Każdy może zajrzeć do każdego wątku i jak ma coś do
                powiedzenia to dobrze. Świetnie jeśli odpowiedzi trzymają się głównego wątku.
                Jeśli na pytanie "dlaczego nie lubimy deszczu?", pojawia się dużo
                odpowiedzi "my kochamy deszcz", to trochę irytuje na dłuższą metę. Ale nikt
                nikomu nic nie zrobił z tego powodu, trochę się zdenerwowaliście i już (ja się
                zacietrzeźwiłem trochę). Jakbyś się nie denerwował to byś nie pisał, prawda?
                Jak ja się "zdenerwowałem" w innym temacie, to napisałem do innego wątku, i
                już, trzymając się jednak ściśle głównego motywu. Obrywa mi się za to, że
                jestem w moim wątku i innym. Nawet jak na temat piszę. Po prostu niektórzy nie
                zgadzają się z moimi opiniami i drażni ich taka demokracja. Chcieliby
                demokracji inaczej. Np. Ty możesz skakać po wszystkich wątkach jak konik polny
                i "wsjo okej". Niby taki (a) delikatna z Ciebie osóbka, a nie rozumiesz tych
                wszystkich subtelności.
      • vanin Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 09.04.04, 14:56
        Gość portalu: Wkurzony napisał(a):

        > A ja za tą książke zapłaciłem w księgarni Notabene we Wrocławiu 38,80zł!
        > Złodzieje!

        Złodzieje? A dlaczego? Nie ma już cen urzędowych i każdy ma prawo żądać za
        książkę ile chce. To raczej o tobie trzeba by powiedzieć per frajer, bo wybór
        księgarni jest szeroki i ceny można łatwo porównać. Również w internecie.
      • Gość: kod88 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.topolowa.net 09.04.04, 23:23
        czyta sie rzeczywiscie dobrze, ale nie da sie ukryc
        ze ksiazka ta jest po prostu glupia
        • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 11.04.04, 09:22
          Czyli, że głupotę czyta się dobrze. A co powiemy o książkach nie-głupich i
          mądrych?
          • Gość: grox Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.04, 10:17
            Naprawdę dobry ,sprawnie poprowadzony thriller.Tylko niestety ,tezy głoszone
            przez autora z takim zadęciem są po prostu ...nie wiem ...kuriozalne?Leonardo
            da Vinci jako prorok?Buhaha.Cała ta intryga z poszukiwaniem zaginionej żeńskiej
            boskości to obraza dla inteligencji czytelnika.Ale miliony amerykańskich
            feministek i piesków spod znaku New York Times -będzie zachwyconych.Ileż
            dodatkowo opchnietych egzemplarzy.Jechanie po Kościele to dziś raczej oznaka
            koniunkturalizmu niż jakieś odwagi,więc autor idealnie wpasował się w trendy.Ot
            co.Mimo wszystko czyta się przyjemnie.Aha,nie porownywać Browna do Umberto
            Eco!!!To jakby przyrównać poloneza do volvo.
            • t.o.m.e.k Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 18.04.04, 17:49
              Czytam aktualnie "okładkę niebieską" (w Empiku 31.99 PLN). Jestem na 160
              stronie. Kupiłem, bo lubię taką tematykę (bo czy w końcu ktoś rozstrzygnie
              CZYJE WESELE było w Kanie?).
              Ale jeśli ktoś ma za sobą "Wahadło Foucaulta" i "Święty Graal Święta Krew" i
              jeszcze jakies tam pojecie o różnych zwojach i "kodach biblijnych" to w
              zasadzie nie znajdzie w tej książce większych sensacji. Powtórka z rozrywki...
              Bardzo mi się podobało wcześniejsze porównanie - Eco to Volvo, a Brown to
              Polonez. Więc je powtarzam...

              Mam też wrażenie, że polska wersja nie jest najwybitniejszym dokonaniem sztuki
              translatorskiej (np. passus o tym, że inspektor Fache chodzil do koscioła
              dla "lepszych relacji publicznych").
              Wieczorem pociągnę pewnie następnych 80-100 stron i zobaczymy co dalej.
              • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 18.04.04, 22:55
                Rozczarujesz się. Dołączysz do grona wkurzonych. I dobrze Ci tak.

                Tłumaczenie. Dobre pytanie. Chyba kupię oryginał dla celów badawczych. Mój
                angielski nie jest dobry, ale czytałem kiedyś "Firmę" i wydała mi się dużo
                lepsza od polskiego tłumaczenia. Jednakże widzę w stylu Browna pewną ułomność i
                beznadzieję. Nie wiem czy ta pisarzyna nie skończy się szybciej niż myśli.
            • Gość: estiej volvo i polonez IP: *.bbtec.net 22.08.04, 03:57
              Po przeczytaniu Browna zabralem sie za "Wahadlo" Eco (dzieki za podpowiedz), ale nie moge sie zgodzic z tym porownaniem samochodowym.
              W przypadku Browna dostajemy, to czego sie spodziewalismy. Na zasadzie lini lotniczych, ktore obiecujac lot do Paryza zabieraja nas w prostej lini do stolicy Francji po drodze pokazujac jakas ciekawa historyjke.
              Z Eco sprawa ma sie odmiennie, bo ten obiecuje ze nas gdzies zabierze, podajac w przyblizeniu cel wyprawy, ale po drodze odwiedza sto piecdziesiat innych miejsc lezacych zwykle w druga strone i tak kolujac, kolujac zbliza sie do obiecanego celu, ktore jednak okazuje sie zaledwie pretekstem do kolowania. Eco wielkim pisarzem jest, ale chyba nie wszyscy skoncza czytac ksiazke, ktora w dobrej wierze zaczeli.
              Jesli juz, to wlasnie Browna nazwalbym niezawodnym volvo, gdzie wsiadajac za kolko wiadomo, ze dojedzie sie tam gdzie chce. Eco zas porownalbym to slynnych tuk-tukow w Tajlandii, dla ktorych droga do odleglego o dwie przecznice hotelu prowadzi przez wszystkie zaprzyjaznione sklepy, do ktorych trzeba zawiesc naiwnego turyste.
              • Gość: arien Re: volvo i polonez IP: *.local.pl / 62.233.183.* 16.09.04, 09:07
                podsumowując, twoim zdaniem Brown jest lepszy niż Eco, bo tego pierwszego
                łatwiej się czyta. No cóż, chyba każdy wie,kim jest Eco i jak pisze. Sięgając
                po jego ksiązki trzeba mieć świadomość, że są czymś więcej niż czytadłami do
                pociągu. na pewno nie każdy dobrnie do końca książek tak bogatych
                wodniesienia. Ale to nie świadczy źle o Eco, prawda?
                • Gość: estiej Re: volvo i polonez IP: *.bbtec.net 23.09.04, 08:01
                  Nie chcę stwierdzać, że Brown jest lepszy niż Eco. Daleko mi do tego. Ale nie
                  uważam też, że Brown jest mizerniejszym pisarzem w takim sensie jak Polonez
                  jest gorszy od Volvo. Raczej, że obaj należą do różnych gatunków literackich i
                  dlatego, poza przedmiotem ich powieści, lepiej ich tak prosto nie porównywać.
                  Tak jak pisałem Brown oferuje to, co obiecuje, i w tym sensie jest równie
                  niezawodny co Volvo. Eco oferuje zaś powieść erudycyjną, rojącą się od łaciny,
                  greki i połowy innych języków starożytnych. Dla większości czytelników
                  przypomina to nieco kokpit współczesnego odrzutowca - robi wrażenie, ale bez
                  obeznania nawet nie odpalisz silników.
                  Literatura może pełnić różne wzniosłe, edukacyjne funkcje, jeśli jednak chodzi
                  o czystą rozrywkę, polecam raczej Browna.
        • Gość: kod88 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.topolowa.net 11.04.04, 11:56
          Gość portalu: kod88 napisał(a):

          > czyta sie rzeczywiscie dobrze, ale nie da sie ukryc
          > ze ksiazka ta jest po prostu glupia

          czyt. jest to dobrze napisana, glupia historyjka
          • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 11.04.04, 16:05
            OK. Jeśli głupota jest lepiej przedstawiona (lepiej napisana), to jest bardziej
            w głupocie zaawansowana i przez to gorsza, bardziej niebezpieczna. Inaczej:
            głupota staje się doskonalsza. Tak jak głupek pięknie deklamujący jest od
            głupka bełkoczącego lepszym i skuteczniejszym orędownikiem głupoty.

            Niestety, ja stwierdzam, że "Kod" nie jest dobrze napisany.
            • jakobe.mansztajn hmm 06.05.04, 17:00
              a może głupek dobrze deklamujący przestaje być równy pod wzglądem głupoty
              głupkowi nie-deklamującemu z tej przyczyny, że głupek deklamujący w
              przeciwieństwie do nie-deklamującego z racji posiadania rzeczonej zdolnosci
              przestaje być głupkiem w ogóle a staje sie pospolitym naciągaczem?:)
        • Gość: mała Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.inetia.pl 17.05.04, 13:43
          Zgadza się.
    • Gość: zekka Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 81.210.87.* 19.04.04, 14:20
      Krótko: Boże,co za chłam!
      • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 19.04.04, 18:37
        Lepiej bym tego nie nazwał. P****one badziewie.
    • ryza_malpa1 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 11.05.04, 17:25
      Tragedia!
      Autor obraża inetligencje i poczucie dobrego smaku czytelników.
      Niestety potwierdza stereotyp Amerykanina poprzez:
      - naiwność w postrzeganiu świata
      - masa uroszczeń
      - maksymalna powierzchowność, np. stwierdzenie " byli przecież we Francji gdzie
      bycie chrześcijaninem jest tak powszechne, jak prawo do narodzin". Taaaa...jak
      ktoś wziął pod pachę książke pt " Paryż w 1 dzień' i obejrzał 10 kościołów a
      czasu czy woli mu nie starczyło, zeby rozejrzeć się po ludziach na ulicy to jak
      moze być wiarygodny - a autor sadząc po wstępie chcialby byc wiarygiodny....
      Kwiatki, które irytują trafiają się ze zbyt dużączęstotliwością, zebym ksiązke
      te dokończyła....
      • pippin Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 13.08.04, 08:58
        no to się uspokoiłem, bo po pierwszych opiniach myślałem, że coś ze mną jest
        nie tak (ale gdzieżbym się przejmował).
        Jeśli chodzi o badziewia to ja poproszę Ludluma, Forsytha czy nawet MacLeana
        czytając toto zaczynam idealizować "Laleczkę na łańcuchu" choć tak dawno nie
        sięgałem po takie książki, że może mi się wydaje, że są lepiej napisane i mniej
        naiwne.
        Lubię literacką pornografie (w sensie radosnej bezmyślności przy czytaniu) ale
        chyba jej poziom spadł ostatnio tragicznie. Zresztą nawet nie wiem po co tyle
        piszę o tej kiszce :-)
    • Gość: mała Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.inetia.pl 17.05.04, 13:42
      Ile prawdy? Totalne 0. Ale trzeba przyznać, że czyta się świetnie. A ile się
      uśmiałam!!!!! Najbardziej cieszyło mnie jak to KK zamordował sakralnośc kobiecą
      (która w czasach Jezusa należała do przeszłości), małżeństwo Jahwe z Szechiną (
      ciekawe czy autor ma pojecie na temat Szechiny, z powieści wynika, że nie) oraz
      nierząd sakralny w świątyni Salomona (bez komentarza)
      Ogólnie, naiwne i wesołe...
      :))))))))))))
    • Gość: tintin Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.itpp.pl 19.05.04, 17:04
      Kod Da Vinci to ksiązka barzo amerykanska. Tym chyba mozna tłumaczyc to, że w
      USA nie schodzi z list bestsellerów a w Europie raczej przepadła. Amerykańska w
      tym sensie w jakim amerykańska jest "Troja" gdzie nikt się nie przejmuje tym
      jak było naprawdę u Homera tylko wymysla po swojemu. Ja uważam że jest pewna
      róznica między wymyślanmiem dla jakiegos celu a wymyślaniem z niedouczenia. Ale
      wracając do książki. Rzeczywiście czyta sie szybko i wciąga ale jednoczesnie
      irytuje. Czytaliscie jego "Anioły i Demony". Kod Da Vinci to przecież
      autoplagiat. Jak książki Whartona. Wszystko sie powtarza niemal co do strony
      (tajemnicza smierć, piekna kobieta będaca krewną zamordowanego, tajemnicza
      organizacja, oficer policji który wydaje się zły ale jest dobry, maniakalny
      zabójca albo śniady i czarniawy albo albinpos. Czyżby w kolejnej książce
      wystapił rudy?, złowieszczy czarbny charakter który pociąga za sznurki i
      najpierw wydaje się dobry a potem dopiero zły). to cos wiecej niz powtórzenie
      konwencji. To po prostu jej całkowite ściągnięcie.
      Ktoś powie że tak się robi. Że Harry Potter to tez zawsze powtórzona konwencja.
      Owszem, ale to sie tłumaczy szkoła i jej powtarzalnością. A tu mamy przecież
      zupełnie inne sprawy. Rzym, Opus dei i Francję i Graala.
      W dodatku wszystkie ale to wszystkie fakty zostały zaczerpniete ze "Swiety
      Graal Swieta krew". Kiedys przeczytałem ja z wypiekami na twarzy, teraz podobno
      okazuje się, że dokumenty na której ją oparto zostały sfałszowane. Wszystko
      jedno. Niemniej stara zasada głosi że jak sie spisuje z jednego źródła to
      plagiat a dopiero z trzech to praca naukowa :)))
      Czekałem choć że finał będzie oryginalny. Nic z tego. Chetni moga przeczytać
      Świętego Graala i porównać.
      Podobno Brown szykuje teraz książkę o masonach.
      Powiem wam jak będzie wyglądac.
      Na początku naszego profesora obudzi wiadomośc z faksu. Otóz gdzieś w Europie
      doszlo do zagadkowej śmieci starszego pana. Po dotarciu na miejsce spotka sie z
      piękna dziewczyną - powiedzmy tym razem siostrzenicą zamordowanego. Oraz
      oficerem policji wyglądającym na strasznego człowieka, oraz kims poteznym -
      może politykiem - który bedzie go chronił. Niestety momo ze policjant w końcu
      okaże się w porządku, to wysoko postawiony polityk będzie potworem. :))))
      A najbardziej zastanawiające jest to, że ta książka wzbudza takie emocje i
      Kościół tak silnie na nią zareagował. No, no.
      • karol.mojzesz Przyszłe "dziełko" Browna 20.05.04, 09:22
        Odnośnie nowej książki Pana Brązowego, tej przyszłej, to będzie to raczej
        typowe dla niego odwrócenie kota ogonem, perfidne, "na zamówienie". Bo ja nie
        myślę, żeby Amerykanie byli takimi głupkami, że robią filmy i piszą książki,
        nie przejmując się prawdą historyczną. Oni raczej kreują rzeczywistość i
        historię. No nie tylko w USA, ale też i nasza "kochana" Europa (ta unijna,
        oczywiście; ciekawe tylko, czemu chcą jeździć do USA, skoro ubiegają sie o
        zniesienie wiz?).

        Wracam do tematu.

        Założę się, że w "Masonach" naszego Brązowego Beztalencia Kościół znowu
        zostanie zaatakowany; kto wie, może nawet posądzony o stworzenie masonerii, tej
        złej. Prawdziwa, ta dobra masoneria (tak wiem, nie ma żadnych masonów, świat
        jest piękny, homoseksualny i feministyczny, lewoskrętny - to się chyba
        wyklucza, ale nie ważne, brzmi imponująco, na czasie, ach, ach!) to piękni
        idealiści, ludzie prawi, kryształy uczciwości, nie-wierzący w Boga (tak jak ja,
        tyle, że ja brzydki jestem, prawoskrętny, no taka swołocz neokonserwatywna,
        choć ateistyczna czyli to co najgorsze na ziemskim padole, i do tego jeszcze,
        wstyd pisać, niepoprawny heteroseksualista i pies na baby ze mnie) i w ogóle z
        tych dobrych masonów to łebscy jegomoście są, którym Kościół i źli masoni,
        nieustannie od zarania dziejów przeszkadzają w naprawianiu świata. Jak na razie
        naprawiali przez cały XX wiek i w wyniku ich starań mieliśmy najwięcej trupów w
        historii naszego gatunku. I pewnie B. przedstawi masonów jako tych, którzy
        przeciwstawiali się kapitalistom i monarchom. Bo kapitalizm, monarchie,
        lansując ZYSK i WYZYSK są winni wszelakim wojnom, nieszcześciom i kataklizmom,
        itepe itede. W końcu Marks i Engels chcieli dobrze.

        Ot, czym jest pokrótce pisarstwo naszego Brązowego Tandeciarza za oceanu. Takim
        właśnie politycznie zakrapianym bełkotem. Prawdopodobnie przepisze on trochę
        cudzych teorii i zręcznie będzie manipulował, żeby wnioski (fałszywe,
        oczywiście) na końcu zabrzmiały jak fanfary prawdy.

        Inna sprawa, że mnie jego styl, jezyk i kontrukcja wcale, ale to wcale nie
        pociągają. A nie jestem znowu jakiś tam snob i znawca literatury, który klęka
        przed Olimpem literatury. Wedle mnie taki zwykły Ludlum jest lepszy, ale już o
        tym pisałem. Cieszę się przy okazji, że w głupiej Europie jego "dzieło" się nie
        przyjęło. Sztucznie lansuje się owe wypociny poprawnie politycznego blondyna o
        niebieskich oczach (a może o brązowych?), a wyniki są raczej kiepskie.

        Cholera, czyżby istniała Opatrzność? Bo w sprawiedliwość nie wierzę od dawna.
        • Gość: baba Re: Przyszłe "dziełko" Browna IP: *.acn.waw.pl 20.05.04, 09:57

          Tin tin z karolem, zkrzyknijcie i wyprodukujcie jakas "literature".
          Zabawa dobra i kaska niemala.Tak zaluje, ze nie mam Waszego talentu, bo juz
          uchichralam sie jak norka :-)))
        • Gość: KIRA Re: Przyszłe "dziełko" Browna IP: *.crowley.pl 20.05.04, 11:44
          Szczerze to ja nie mam pojecia dlaczego wzbudza w Was takie emocje.
          ja przeczytałam Kod i Anioły & Demony i co?
          Owszem nie jest to literatuta wielka ale potraktowałam to jako zwykłą
          przygodowa ksiażke z rodzaju indiany jones'a ot wszsytko.
          Czyta sie to szybko, lekko...ksiązka rewelacyjna na długą podróz pociagiem,
          samolotem...luzik.
          Spojrzenie na kościół no skrzywione z lekka ale nie znów takie złe.
          Czyta fikcja literacka ot wszystko i chyba przeczytam coś jeszcze co napisał,
          jak wracam po pracy do domu to w chwili relaksu uwazam że ta ksiązka nie jest
          zła.
          • karol.mojzesz Re: Przyszłe "dziełko" Browna 21.05.04, 08:49
            Dlaczego emocje? Nie chodzi o osobę autora, bo to Wielkie Nic. Dzieło nie musi
            być wielkie, żeby wzbudzać emocje. Takie same emocje wzbudza ono we mnie, co w
            Tobie. Ty jednak traktujesz je z udawaną pobłażliwością, ja walę prosto z
            mostu. Tonem się różnimy. No i jaki jest sens pisania na forum bez emocji? Czy
            musimy się we wszystkim zgadzać i być ugładzonymi dyskutantami? Bezjajeczny
            jest nawet zły - makaron.

            Gdyby autor książeczki niezmiernie popularnej, reklamowanej przez koncern
            Columbia na całym świecie, pisał, że Ziemia jest trochę płaska, trochę okrągła,
            miejscami przypomina kulę, którą podtrzymują słonie, to chyba jest to
            wystarczający powód, ażeby zabrać głos i posłać pod adresem autora trochę
            cierpkich słów. Bo ten cały Szanowny B. to taki krętacz co to trochę napisze
            prawdy, trochę przekręci fakty, trochę zmyśli i podleje sosem poprawnej
            polityczności. Ile można czytać takich upichconych dziełek na zamówienie w
            tonie lewicowej hucpy?

            Jak pisałem wcześniej, pal licho te przekręty merytoryczne autora, lecz
            wybaczyć nie można pewnej zauważalnej dla mnie nieudolności konstruowania
            fabuły i w kreowaniu głównych postaci. Wszystkie one są sztucznie nakreślone,
            wg. schematu z podręcznika. Tyle, że autorowi brakuje osobowości i nie potrafi
            tchnąć w swoich bohaterów szczypty autentyczności. Jacyś oni tacy martwi są.

            Dlaczego mam być wreszcie obojętny, kiedy widzę, że dzieło marne, słabe w
            gatunku dreszczowców zajmuje czołowe miejsca w rankingach czytelników (a może
            raczej - księgarni lub mediów, a to jest różnica). Wtedy wietrzę podstęp,
            smród, a kiedy śmierdzi nie mogę usiedzieć w miejscu. Czasami głos zabieram.
            • Gość: KIRA Re: Przyszłe "dziełko" Browna IP: *.crowley.pl 21.05.04, 10:06
              Nie wiem ale zadzwiwia mnie Twój osobisty stosunek do autora nie pozbawiony
              wielkich emocji cyt. bo to Wielkie Nic......

              > Gdyby autor książeczki niezmiernie popularnej, reklamowanej przez koncern
              > Columbia na całym świecie, pisał, że Ziemia jest trochę płaska, trochę
              okrągła,
              >
              > miejscami przypomina kulę, którą podtrzymują słonie, to chyba jest to
              > wystarczający powód, ażeby zabrać głos i posłać pod adresem autora trochę
              > cierpkich słów" ale może dobrze by sie ja czytało.
              Każdy czyta co chce i kazdy wie co do Niego trafia....
              To że jest na pierwszych miejscach to dowód na to że jest to ksiażką łatwa
              lekka i przyjemna i dlatego trafi do bardzo szerokiego grona odbiorców.
              Dla mnie przeczytanie tej ksiazki to jakby obejrzenie filmu przygodowego w
              który sie wciągnęłam w czasie jego oglądania ale później nie zastanawiam n=się
              nad nim dłuzej.
              Bronie tej ksiazki dlatego że moim zdaniem to dobra rozrywka, która nie nalezy
              traktowac zbyt serio....
              Rozumiem tez ze jako wytrawny znawca literatury odbierasz ja negatywnie i masz
              do tego prawo, pozwól jednak innym mniej wymagajcym na własny subiektywny
              pogląd nt temat.
              Pozdrawiam
              • karol.mojzesz Re: Przyszłe "dziełko" Browna 22.05.04, 05:43
                Ani mi w głowie zabraniać czytania. Znawcą nie jestem. Stwierdzam tylko, że Pan
                Wielkie Nic napisał wielkiego gniota. Pomijam wymowę i inne sprawy
                merytoryczne. Powiedzmy, że on tak naprawdę sądzi. Interesuje mnie wyłącznie
                ten skostniały styl, tak bardzo wychwalany przez innych, element, który jest
                moim zdaniem najsłabszą bronią autora, a właśnie on ma rzekomo uratować opinię
                Jego Brązowej Ekscelencji. Jak znajdziemy różne pseudonaukowe michałki, to
                ratujecie JBE wychwalaniem jego stylu. Mówicie: Pan Brązowy jest dobry, bo
                czytają go tysiące. A dlaczego go czytają tysiące? Bo jest dobry (czytaj: lekki
                i przyjemny). Ale gdzie jest przyczyna, gdzie skutek? Moim zdaniem - czytają go
                (z różnych powodów, ale ja nie o tym dzisiaj), to fakt, ale nie możemy na tej
                podstawie wysnuć wniosku, że dlatego go czytają, bo on największym autorem
                dreszczowców jest. Nie wiem... rozumiem na przykład popularność Chmielewskiej
                czy Grocholi (choć tej drugiej nie lubię), język autorek jest żywy, taki
                właśnie popularny, swoisty, rozpoznawalny, mniej klub bardziej dowcipny,
                rozumiem popularność Grishama lub choćby Ludluma, bo to zawodowcy, ale pojąć
                nie mogę, czemu ten zaszczyt spotkał autora Brązowego, który nauczył się pisać
                na kursach?

                Dodam tylko, że sam pomysł dwóch książek B. wydał mi się ciekawy. Nie miałem
                żadnych podstaw, kupując książki, żeby go nie lubić. Niestety, stało się! I to
                za sprawą jego stylu pisania.
                • wo_rk Re: Przyszłe "dziełko" Browna 22.05.04, 11:53
                  Fragment oryginału dla karola.mojzesa, żeby mógł porównać z przekładem polskiem
                  i napisać czy jest tak samo wkurwiony jak po wersji polskiej:
                  www.danbrown.com/novels/davinci_code/excerpt.html
                  Dla nie znających angielskiego: kliknij na zdaniu "Let me see the gallery." a
                  wejdziesz do internetowych zdjęć związanych z powieścią, pogrupowne są
                  tematycznie; aby obejrzeć na przykład zdjęcie "Ostatniej Wieczerzy" wystarczy
                  kliknąć na napis "The Last Supper" po lewej stronie ekranu.
                  www.danbrown.com/secrets/davinci_code/gallery.html
                  • karol.mojzesz Re: Przyszłe "dziełko" Browna 23.05.04, 06:23
                    Dużo tego. Dzięki za pamięć.

                    Jak wspominałem już wielokrotnie, nie zajmuję się (i nie chcę) stroną
                    merytoryczną tej niby-powieści. Nie mogę, nawet jakbym chciał. Zaraz by
                    powiedziano, że za bardzo się interesuję jak na malkontenta. Że to podejrzane,
                    że zbyt emocjonalnie podchodzę. Nie wypada mi tego czynić.

                    Starałem się przedstawić własną impresję na temat stylu Brązowego itepe itede.

                    Poza tym nie chcę się już denerwować. Świat jest ciekawy. Moim zdaniem za dużo
                    mamy książek, stąd te nasze gadulstwo niesustanne. Zamiast obserwować, gadamy i
                    gadamy. Autorzy zaś piszą i piszą. Aby więcej, aby mądrzej - wg. nich,
                    oczywiście, i kumpli krytków.

                    Na przykład warszawskie Targi. Na co komu tyle makulatury? Każdy chce
                    wykrzyczeć swoje 5 minut. Ile tam jest dobrej literarury? 5 %? Może 6 %. Tego
                    nikt nie sprawdzi, więc można się spierać na całego. Ma coś w sobie
                    odrażającego to kupczenie słowem. Kto tam jest najważniejszy? Wydawca, sponsor,
                    ewentualnie kilku napuszonych "pisarzów".

                    I jeszcze ten nieszczęsny B. powraca jak bumerang.

                    Wycofuję się z tego wątku. Nie chcę już pisać na temat tego amerykańskiego
                    grafomana ani słowa więcej.
    • tintin Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 24.05.04, 00:56
      Hm, hm. Ja chyba z troche innej strony polemizuje niz karol.mojzesz. Bo on
      prawoskretny. A ja jestem liberalny. Do Kościoła nic nie mam, ale nie chodzę.
      Oceniam trzeźwo. Księzy pedofili i złodziei wsadzałbym do ciupy. Ale księzt
      tischnerów bym wysławiał.
      Ale ja nie zgadzam się na plagiat. Kiedy czytam thriller to przeciez wcale nie
      oczekuję że to będzie dokument i wszystko będzie prawdziwe. Nie oczekuję
      literatury godnej Nobla.
      Mnie strasznie po prostu irytuje kiedy facet bierze ksiażke (ŚW Graal Św krew)
      dorabia do tego dialogi nic nie wymysla sam i sprzedaje to jako oryginalne
      danie, a to przecież odgrzewany hamburger który on tylko opakował a zrobił kto
      inny.
      A w dodatku kiedy plagiatuje sam siebie. Bo przeciez jego obie ksiazki sa
      identyczne jak pisałem wczesniej. Tylko nazwiska inne. Jak kupuje druga ksiązke
      to jak w restauracji. Jak zamowilem oprocz kotleta salatke to nie chce dostawac
      dwoch kotletow. To jest dla mnie oszustwo.
      I tylko tyle.
      • karol.mojzesz Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 24.05.04, 05:26
        Sorry, musiałem zabrać głos, ale nie w sprawie Brązowego.

        tintin napisał:

        > Hm, hm. Ja chyba z troche innej strony polemizuje niz karol.mojzesz. Bo on
        > prawoskretny. A ja jestem liberalny.

        Chwila, ja też jestem liberalny! Tylko, że pojęcie liberalny stawiam obok
        innego - odpowiedzialności. Jestem np. za wolnym rynkiem, liberalnym, w stylu
        lansowanym przez austriacką szkołę ekonomistów, którzy stosują krzywą Laeffera
        i mówią NIE dla roli Państwa w kształtowaniu gospodarki i kultury. Jesteś dalej
        za tym? Jestem też np. za narkotykami w wolnej sprzedaży, ale zarazem
        zwolennikiem "taczeryzmu" w wymierzaniu kary za przestępstwa powstałe w wyniku
        ich stosowania. No i co, godzisz się na taki "stary", amerykański liberalizm?

        > Do Kościoła nic nie mam, ale nie chodzę.

        Ja też nie chodzę. I gdzie tu różnica! Nie chodzę też po cerkwiach i nie mam
        nic do prawosławnych, ale z tego oświadczenia kompletnie nic nie wynika.

        > Oceniam trzeźwo.

        A ja pijany niby jestem? Jak piszę na listę - nie piję. Też jestem trzeźwy. I
        jak za kółkiem siadam. Podczas pracy, podczas lektury... dużo by wymieniać.

        > Księzy pedofili i złodziei wsadzałbym do ciupy.

        Zgadza się, prawo powinno być takie samo dla każdego. Czy to ksiądz, rabin,
        poeta, kierowca, policjant, polityk czy nawet p. Owsiak. To stara rzymska
        tradycja! Lecz dzisiejszy "liberalizm" skurczył pojęcie wolności do wybranych
        grup społeczeństwa. A zatem niby się nie różnimy tak bardzo, a jednak! Bo ze
        mnie prawoskrętny, niepoprawny liberał, a ty zdaje się, niestety,
        jesteś "liberalny" po jakobińsku. Tak mnie to wygląda.

        > Ale księzt tischnerów bym wysławiał.

        Za poprawny dla mnie. Lubię "przeciwnika" jasno określonego. A on dla mnie
        jakiś-taki-nie-wiadomo-jaki. I nie chę tego dalej rozwiajać.

        Już kończę - dalej pisałeś o tfurczości Brązowego. I tu ładnie napisałeś.
        Pozdrawiam.
    • Gość: SZP Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.icpnet.pl 25.05.04, 12:31
      Całkowicie się zgadzam ze zdaniem Karola Mojżesza.
      Brown jest schematyczny, naiwny i nudny. Jak na książkę do czytania w pociągu
      (któremu to gatunkowi absolutnie nie odmawiam racji bytu), jest to zbyt
      pretensjonalne. Brown jest reklamowany z absolutnym zadęciem, że erudycją ma
      dorównywać Umberto Eco – swoją drogą to tak jakby porównywać powieści Joanny
      Chmielewskiej do „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Ale erudycja Browna jest na
      poziomie wprawionego amerykańskiego krzyżówkowicza, a z drugiej strony jest
      dużo słabszym rzemiechą thrillera niż chociażby Robert Ludlum.


      Pomysł na tło fabuły „Kodu” jest zerżnięty z „Świętego Graala Świętej Krwi”
      Baigenta, Lincolna i Leigha. „Święty Graal Święta Krew” to też bzdura. Dla
      każdego kto cokolwiek wie o cywilizacji średniowiecznej Europy przynajmniej na
      poziomie II roku historii albo zaawansowanego amatora (podręcznik akademicki +
      kilka podstawowych lektur) jest to oczywiste. Ale przynajmniej jest to tam
      bzdura w miarę dobrze napisana..., a wątek spiskowy skonstruowany umiejętnie i
      dawkowany po trochu. Jest u nich dużo naiwności, anachronizmów i mistyfikacji,
      ale chociaż się to przyjemnie czyta, trzyma w napięciu i stwarza pewne pozory
      prawdopodobieństwa. Ot, miła sensacyjna rozrywka.

      U Dana Browna cały kosmiczny spisek jest wyłożony prosto z mostu, jak cepem. Do
      tego Brown dorzucił jeszcze New Age’owską ideologię Ery Wodnika i walki
      matriarchatu z patriarchatem. Zaprawdę, w oryginalnym „Świętym Graalu Świętej
      Krwi” tego nie było, bo autorzy chyba zdawali sobie sprawę że za dużo
      fantastycznych spisków w jednej fabule to niezdrowo. U nich Prieure de Sion był
      jak najbardziej męski i patriarchalny.

      Historyczne błędy Browna są opisane w posłowiu Mikołejki do polskiego wydania.
      Ale pewnie statystyczny czytelnik do niego nie zajrzy, więc pokrótce:
      1) zastąpienie matriarchatu patriarchatem, a kultu Wielkiej Bogini kultem
      męskiego Boga Nieba to proces trwający w świecie śródziemnomorskim co najmniej
      kilkanaście stuleci. Nie była to jednorazowa decyzja cesarza Konstantyna
      i „kościelny spisek”. Oczywiście jeżeli przyjmiemy, że w ogóle było coś takiego
      jak dominacja matriarchatu a potem dominacja patriarchatu. W końcu to tylko
      jedna z upraszczających teorii nakładanych na skomplikowaną rzeczywistość.
      2) nazywanie papiestwa z IV w. n.e. „Watykanem” to kompletny anachronizm.
      Równie dobrze można by pisać „Buckingham Palace” o monarchii Wilhelma Zdobywcy.
      3) wizja historii Kościoła jako nieustającego pasma prześladowań kobiet i
      wolnomyślicieli to przejaw uprzedzeń Anglosasa do „papistów”. Sam nie jestem
      katolikiem i mogę o tym pisać obiektywnie. W krajach protestanckich spalono na
      stosach więcej „czarownic’ niż w krajach katolickich, a nietolerancja religijna
      i umysłowa w elżbietańskiej Anglii czy w Genewie Kalwina była nie mniejsza niż
      w Państwie Kościelnym.

      Wyobrażenie Browna o tym czym są symbole w religii i w kulturze, a także
      wyobrażenie o pracy badacza symboli jest bardziej naiwne niż w cyklu o „Panu
      Samochodziku” przeznaczonym dla 13-latków. Ten cały Robert Langdon to ma być
      profesor Harvardu?! Om jest skrojony na miarę poziomu intelektualnego
      wykładowcy szkółki niedzielnej kościoła scjentologów z Santa Monica.

      Do tego należy dodać, że fabuła „Kodu” jest beznadziejnie przewidywalna i
      schematyczna, tak jak ktoś wyżej napisał, jest autoplagiatem z „Aniołów i
      Demonów”. Mniej więcej w połowie się można domyślić, kto jest głównym
      szwarccharakterem czyli „Nauczycielem”. Kolejne zwroty akcji bardziej śmieszą
      niż intrygują. Zaaranżowanie miejsca akcji tj. opis Paryża i Londynu jest na
      poziomie przewodnika dla amerykańskich turystów pt. „7 dni w Europie”.
      Podsumowując: szkoda czasu i szkoda pieniędzy.
      • Gość: ja Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.chello.pl 15.09.04, 17:15
        Kurde, aleś ty mądry.
      • staua Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 30.09.04, 16:17
        Przeczytalam wreszcie te ksiazke (kilkunastogodzinna podroz, lot z
        przesiadkami) i do wyzej wymienionych uwag dodam swoje. Czytalam oryginal,
        irytuje mnie, ze autor pisze z bledami, np. "two millennium", a
        nie "millennia", albo "fleur de lis" a nie "fleur de lys", i to nie jest typo,
        bo sie nachalnie powtarza. Mysle, ze chodzilo o to, zeby ulatwic tepemu
        czytelnikowi skojarzenia z Mona Liza. Wlasnie - traktowanie czytelnika jak
        idioty tez mnie denerwuje u pana Browna. Rozwazanie na kilka stron, co to za
        dziwne pismo, gdy kazdy widzi, ze jest to lustrzane odbicie. Akcja, ktorej
        mozna sie domyslic pare krokow wczesniej bez zadnej trudnosci. A moze to ma byc
        wlasnie necenie czytelnika, zeby myslal, jaki jest inteligentny? Niesmaczne, w
        kazdym razie.
        Dodatkowo bezsensowne rozwiazania, np. alergia na orzeszki ziemne (od razu po
        pierwszej wzmiance wiadomo, ze Remy ma tak zginac). Albo ni stad, ni zowad
        ciagle podkreslanie, ze Langdon ma klaustrofobie i co? Nic z tego nie wynika.
        Moze to przygotowanie do nastepnej ksiazki, albo pozostalosc z poprzedniej?
        (moze ktos, kto czytal Anioly i Demony, mi na to pytanie odpowie?).
        Jak na kryminalek czytany w czasie bezsennej nocy w samolocie - moze byc, ale
        wszystkie zachwyty nt. erudycji autora nie maja sensu. Jedyna rzecza, ktorej
        sie dowiedzialam (a nie jestem specem od tej tematyki) jest objasnienie, czym
        sa Boaz i Jachin. I tyle. Na szczescie specjalnie sie nie rozczarowalam po
        przygotowaniu watkami na forum :-)
        • taki.jeden.tetrix Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 09.10.04, 12:53
          staua napisała:

          > Przeczytalam wreszcie te ksiazke (kilkunastogodzinna podroz, lot z
          > przesiadkami) i do wyzej wymienionych uwag dodam swoje. Czytalam oryginal,
          > irytuje mnie, ze autor pisze z bledami, np. "two millennium", a
          > nie "millennia", albo "fleur de lis" a nie "fleur de lys", i to nie jest
          typo,
          > bo sie nachalnie powtarza. Mysle, ze chodzilo o to, zeby ulatwic tepemu
          > czytelnikowi skojarzenia z Mona Liza.

          Kurka wodna, nie spodziewałem się, że będę musiał stanąć w obronie Browna (tym
          bardziej, że ani książki nie czytałem, ani nie zamierzam :) ) - chodzi tylko o
          jeden z wytkniętych powyżej błędów. "Fleur-de-lis" jest w pisowni angielskiej
          uznawane za równie poprawne, co "de-lys" (podpieram się autorytetem Cambridge
          International Dict.) - tknęło mnie, bo w LA Confidential Ellroya też było "de-
          lis", a Ellroy to jednak mistrz...

          Pozdrowienia

          tj
          • staua Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 26.10.04, 23:30
            W takim razie przepraszam za to. Sugerowalam sie wylacznie francuska pisownia...
            Ale sa tez inne bledy :-)
    • Gość: sunny Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 213.17.133.* 05.06.04, 22:43
      Czyta się szybko, nawet za szybko. Od thillera nie wymagam wiele pod względem
      literackim, ale niestety ta książka daleka jest nawet od moich zaniżonych
      wymagań. Bardzo schematycznie przedstawione zwroty akcji ( ścigają się
      nawzajem, jedni cudem uciekają drugim, kończy się rozdział), papierowe postaci,
      banalne dialogi. Natomiast koncepcja Wielkiej Bogini tylko obiła mi się o uszy
      i z przyjemnością przeczytałam jej pełniejszą wersję. Szkoda, że to takie
      pretensjonalne, banalne i słabe literacko...
    • Gość: Ben Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 210.21.235.* 07.08.04, 09:00
      Dosc dobra sensacyjna ksiazka. Film chyba bedzie tez dobry rezysera Ron
      Howard'a. Wlasnie czytam 'Cracking the da Vinci Code' S. Cox - ktora ukazuje
      ile jest prawdy w ksiazce Brown'a. A jest jej dosc sporo. Na przyklad obraz
      Ostatnia Wieczerz... nigdy o tym nie myslalem dlaczego obok Jezusa siedzi
      kobieta - i w dodatku Maria Magdalena.
      Nie rozumiem Mojzesz dlaczego tak tepisz ta ksiazke. W sposob dosc przystepny,
      dla ogolu czytelnikow pokazuje pewne fakty historyczne ktore zostaly i zostaja
      zatuszowane przez KK itd.

      No a moze ty jestes jednym z watykanskich poslannikow? Wtedy to wyjasnia twoja
      pisanine.
      • Gość: Stanislaw S. Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 07.08.04, 20:35
        ksiazka jest faktycznie ciekawa, chociaz z prawda ma tyle wspolnego co
        propagandowy film Moore'a. To, ze Watykan blokowal rozne rzeczy jest prawda w
        sensie ogolny. Jest to instytucja i zachowuje sie w taki sposo, Nie powinno to
        byc nagle zaskoczeniem dla przecietnie inteligentnego czlowieka. Intersuje mnie
        jednak bardziej fakt, ze w pewnych latach rosnie nagle ilosc ksiazek nie
        majacych nic wspolnego z tym co sie dziej wokol nas. Osobiscie odrzucam teorie
        jakis spiskow czy konspiracji. Licze na to, ze ktos postara sie odpowiedziec
        dlaczego nie ma w tej chwili zalewu ksiazek o Islamie, terrorystach islamskich,
        itd. Najbardziej czytane sa ksiazki o tematyce antyamerykanskiej,
        antywatykanskiej, antyzachodniej itd.
        • Gość: Woda Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 21:01
          Czy ktoś mógłby mi napisać jaka jest róznica między tą książką w okładce
          czerwonej a niebieskiej ???
          Czy jest jakakolwiek róznica ?

          • Gość: Stanislaw S. Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.detroit-19rh16rt-20rh15rt.mi.dial-access.att.net 07.08.04, 22:41
            Nie wiem jak w Polsce. W USA tez akurat jest czerwona okladka. Prwdziwa roznica
            w cenie jest miedzy twarda okladka a miekka. Tej miekkiej jeszcze nie ma.
          • scoutek Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 09.08.04, 11:31
            Gość portalu: Woda napisał(a):

            > Czy ktoś mógłby mi napisać jaka jest róznica między tą książką w okładce
            > czerwonej a niebieskiej ???
            > Czy jest jakakolwiek róznica ?

            kiedys tez zadalam na forum to pytanie, nawet chyba zalozylam osobny watek i
            nikt mi nie odpowiedzial....
    • Gość: anuszka Co spitolil polski wydawca... IP: *.enformatic.pl 09.08.04, 20:14
      Napisze o tym, co skisił polski wydawca, bo o tym co autor, to oczywiscie nie
      warto.

      "Imaginary number i" przetlumaczono jako "wyobrazona liczba i" yyyyyhhhhhhhhh...
      To juz ten tlumacz nie mogl zapytac kogokolwiek z wyksztalceniem wyzszym
      technicznym lub scislym? Kogokolwiek. O liczbie urojonej jest zawsze na
      pierwszym roku studiow...

      Przedobrzyli tez z tym alfabetem hebrajskim. Jest taki fragment, gdzie
      bohaterowie zapisuja slowo Bafomet literami hebrajskimi. Wychodzi im BPVMT, no
      i OK. I tu sie wtrynia polski wydawca z przypiskiem, ze wyszlo 5 spolglosek, bo
      po angielsku Baphomet pisze sie przez "ph". Ze niby PV [pe waw] ma
      znaczyc "ph". A to nieprawda, i w dodatku sam autor wyjasnia sprawe pare
      linijek dalej, przy odcyfrowywaniu slowa Sophia. Ze litera [waw] moze tez (z
      grubsza) znaczyc samogloske "o". No a litera [pe] moze byc odczytywana jako "p"
      lub jako "f". Czyli wydawca sie wyglupil.

      Ponadto nie wiem czyja to wina, ale opis krzyza maltanskiego co chwila mi sie
      nie zgadzal. Najpierw, ze ma wszystkie ramiona rowne i proste, potem ze rowne,
      ale rozszerzajace sie. Tymczasem krzyz maltanski ma ramiona jeszcze inne,
      mianowicie nie tylko rozszerzajace sie, ale tez z takimi wcieciami na
      zewnetrznych krawedziach (jak w godle Malty). Krzyz bez tych wciec nazywa sie
      kawalerski (jak w herbie Rzeszowa). A krzyz z rownymi i nie rozszerzajacymi sie
      ramionami nazywa sie lacinski (jak na fladze Szwajcarii).
      • warszawiak01 Re: Co spitolil polski wydawca... i anuszka 10.08.04, 13:55
        Gość portalu: anuszka napisał(a):

        > Napisze o tym, co skisił polski wydawca, bo o tym co autor, to oczywiscie nie
        > warto.
        >
        > "Imaginary number i" przetlumaczono jako "wyobrazona liczba i"
        yyyyyhhhhhhhhh..
        > .
        > To juz ten tlumacz nie mogl zapytac kogokolwiek z wyksztalceniem wyzszym
        > technicznym lub scislym? Kogokolwiek. O liczbie urojonej jest zawsze na
        > pierwszym roku studiow...
        >
        > Przedobrzyli tez z tym alfabetem hebrajskim. Jest taki fragment, gdzie
        > bohaterowie zapisuja slowo Bafomet literami hebrajskimi. Wychodzi im BPVMT,
        no
        > i OK. I tu sie wtrynia polski wydawca z przypiskiem, ze wyszlo 5 spolglosek,
        bo
        >
        > po angielsku Baphomet pisze sie przez "ph". Ze niby PV [pe waw] ma
        > znaczyc "ph". A to nieprawda, i w dodatku sam autor wyjasnia sprawe pare
        > linijek dalej, przy odcyfrowywaniu slowa Sophia. Ze litera [waw] moze tez (z
        > grubsza) znaczyc samogloske "o". No a litera [pe] moze byc odczytywana
        jako "p"
        >
        > lub jako "f". Czyli wydawca sie wyglupil.
        >
        > Ponadto nie wiem czyja to wina, ale opis krzyza maltanskiego co chwila mi sie
        > nie zgadzal. Najpierw, ze ma wszystkie ramiona rowne i proste, potem ze
        rowne,
        > ale rozszerzajace sie. Tymczasem krzyz maltanski ma ramiona jeszcze inne,
        > mianowicie nie tylko rozszerzajace sie, ale tez z takimi wcieciami na
        > zewnetrznych krawedziach (jak w godle Malty). Krzyz bez tych wciec nazywa sie
        > kawalerski (jak w herbie Rzeszowa). A krzyz z rownymi i nie rozszerzajacymi
        sie
        >
        > ramionami nazywa sie lacinski (jak na fladze Szwajcarii).

        ---------------------------
        Mała poprawka na fladze Szwajcarii jest krzyż GRECKI ( o równych ramionach),
        krzyż ŁACIŃSKI jest na flagach krajów Skandynawii (Norwegia, SZwecja,
        Finlandia).
        Ot, jeśli się krytykuje trzeba samemu uważać by nie dać powodu do krytyki :)






        • Gość: anuszka Re: Co spitolil polski wydawca... i anuszka IP: *.enformatic.pl 10.08.04, 14:52
          Slusznie, pomylilam krzyz grecki z lacinskim. Reszta, jak sadze, zgadza sie
          nadal. :)
          • staua Re: Co spitolil polski wydawca... i anuszka 30.09.04, 16:21
            W wersji oryginalnej w ogole nie ma mowy o krzyzu maltanskim ani zadnej innej
            nazwie. Opisane sa roznice miedzy krzyzem rowno - i nierownoramiennym i miedzy
            krzyzem, ktory sie tam pojawia, a krzyzem uzywanym przez templariuszy, ale
            nazwy nie padaja. Wyglada na to, ze tlumacz pozwolil sobie na spora dowolnosc.
    • warszawiak01 Fastynacja "Kodem" 10.08.04, 14:10
      Przeczytałem "Kod" tylko z jednego powodu. Okazało się, że przeczytało ją
      wielu moich znajomych, któży ograniczają się zazwyczaj do lektury napisów w
      kinie lub ewent. instrukcji gier komputerowych. Teraz wyciągają z bibliotek
      albumy z obrazami Mistrza i "szukają" opisanych tam detali. Mało tego - na
      wieść że w Kra można zobaczyć jeden z obrazów Leonarda szukują się na wycieczkę
      pod Wawel. Czyli książka ma też swój wymiar "edukacyjny". I chwała jej za to.
      Jednocześnie poziom bzdury w np. opisie Opus Dei czy funkcionowania konklawe,
      czy realiów historycznych Europy czasów Mistrza wywraca żołądek każedego kto ma
      chociażby lużne pojęcie o tej tematyce na drugą stronę. Po prosty co strona to
      błąd co dwie - wielbłąd.
      Jednak popularność tej książki świadczy jak duże jest zapotrzebowanie na tego
      typu literaturę. Literaturę, która w sposób bardzo sprawny łączy fikcję z
      faktem, historię że współczesnością. I po prostu Mr Brown wstrzelił się w to
      zapotrzebowanie.
      A swoją drogą - dlaczego nikt w Polsce nie próbował ostatnio tego typu
      literatury ? Ostatni chyba był Nienacki i jego Pan Samochodzik ...
      • johnny_tomala Re: Fastynacja "Kodem" 11.08.04, 14:39
        jezeli chodzi o połaczenie sztuki i literatury polecam Łysiaka.
        • scoutek Re: Fastynacja "Kodem" 11.08.04, 14:54
          johnny_tomala napisał:

          > jezeli chodzi o połaczenie sztuki i literatury polecam Łysiaka.

          najlepszy Lysiak to: Wyspy zaczarowane....
          • johnny_tomala Re: Fastynacja "Kodem" 12.08.04, 10:55
            wyspy - miodzio są i flet też jest miodzio.
    • Gość: mariuszek101 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.bci.net.pl / *.kkibci.pl 11.09.04, 11:00
      ta książka jest świetna ma taka miękka oprawke. te barwy czerwieni wywołuja we
      mnie uczucie ukojenia, jeste taki podniecony. Swietne o tak tak tak
    • Gość: stormqueen Don Brown IP: *.plusgsm.pl 13.09.04, 18:00
      Cała trylogia jest rewelacyjna. Cyfrowa twierdza mimo że moim zdaniem
      najsłabsza z trójcy jest świetna Anioły i Demony...niemam pytan!!! Że już nie
      wspomnę o Kodzie. Generalnie życze i sobie i wam więcej takich zdolnych bestii
      jakią jest Brown.
      pozdrawiam
    • bl.anka Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 14.09.04, 15:10
      Gość portalu: zafascynowana napisał(a):

      > Ksiazka taj jest niesamowita! Przeczytalam ja w ciagu dwoch dni z zapartym
      > tchem. Nie wiem ile w niej prawdy a ile fikcji, ale wszystko opisanie w niej
      > ma sens...
      >
      > goraco polecam... nie wiem jakie jest polskie tlumaczenie, bo przeczytalam w
      > originale po angielsku...ale jesli wersja polska jest tak dobra jak
      > originalna, to nie bedziecie zalowac!


      Dałam się tobie nabrać i kupiłam to gówno. "Zafascynowana" kim ty jesteś?
      Wydawcą tej schematycznej sieczki?!
      • Gość: stella Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.dip0.t-ipconnect.de 14.09.04, 20:07
        Ja akurat nie gustuje w Ludlanach czy Folletach a "Kod..." kupilam gdyz tyle o
        nim sie mowi, ze moja ciekawosc byla silniejsza od .....
        Ksiazke przeczytalam jednym tchem bo rzeczywiscie akcja wciaga a tematyka jest
        interesujaca tym bardziej, ze jeszcze nie az tak popularna jak by sie wydawalo.
        Dla mnie nie jest to akurat lektura na powtorne czytanie ale napewno nie zgodze
        sie z tym, ze jest denna i nie warto jej czytac.
      • Gość: A Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.aine.pl 15.09.04, 17:45
        Gówno to Ty masz w głowie.
    • Gość: jas Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.04, 12:01
      hehe "Pan Samochodzik" dla doroslych.
      • Gość: Pop Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.star.net.pl / *.star.net.pl 29.09.04, 12:43
        Przeczytałam tą dyskusje ponieważ mam zamiar przeczytać tą książke,w każdym
        razie wiele osób mnie namawia.Dziwi mnie,że tak skaczecie sobie do
        oczu,przecież każdy ma prawo czytać to co mu się podoba i wyrazić swoja opinię
        na ten temat,podobnie zresztą jak Ci którym książka się nie podobała.Ale żeby
        od razu tak rzucać mięsem?! A Ponoć Ci którzy czytają są bardziej kulturalni ;-(
        • Gość: AJ Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.potshe01.pa.comcast.net 09.10.04, 01:17
          Chyba wlasnie dlatego powinnas ja czytac. Jesli tak sie ludzie eksytuja z
          powodu ksiazki to musi cos w niej byc. Zdecydowanie ksiazka robi furore nie
          tylko w Polsce.
          Troche szkoda, ze Ci ktorym sie ona nie podoba nie potrafia sie kulturalnie na
          ten temat wypowiedziec.
    • Gość: can_u_feel_it Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 5.3R* / *.as9105.net 29.09.04, 17:22
      Przeczytałem.
      >>>>KUPA<<<<
      • Gość: can_u_feel_it Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 5.3R* / *.as9105.net 29.09.04, 17:25
        ...no może KUPA z małym plusem, za Louvre.
        • staua Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 30.09.04, 16:24
          Wlasnie, opisy Luwru, w ogole miejsc, sa technicznie dokladne. Po prostu jak
          Amerykanin pojedzie do Europy, to musi sie pochwalic ;-). A powaznie, to
          strasznie mi sie nie podobal ironiczny ton autora, gdy pisal o Francji. Ale
          pewnie musial byc politycznie poprawny...
    • Gość: readka Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 83.168.111.* 07.10.04, 11:10
      książka jest super . Zmusza do przemyśleń.Napewno przeczytam ją jeszcze raz.
      Ale naprawde spodziewałam się innego zakończenia... Szczególnie polecam!!!
      • Gość: debil Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.04, 07:27
        cacy ksionzka, przeczytalem jom w 15 minut, tak mnie wciagla, tera juz wiem
        jaka naprawde byla historia i ze pana jezusa oszukali ...
        • stella25b Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 09.10.04, 10:01
          Nie rozumiem Waszego wielkiego rozczarowania te ksiazka?? Przyciez to tylko
          Thiller a nie rozprawa naukowa. Piszecie, ze naiwny w wielu miejscach, a
          czytaliscie juz thrillera nie naiwnego czy naciaganego? W kategrii Follet-
          Ludlum to te ksiazke sie calkiem dobrze czyta.
          Ja tez od niej wiecej nie oczekiwalam wiec wcale mnie nie rozczarowala.
    • Gość: ktoś Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: 195.117.68.* 26.10.04, 23:27
      BOże... widzisz a nie grzmisz? W takich właśnie momentach najbardziej ubolewam
      na ograniczonością ludzkiego rozumu, nad marnością świata kreowanego właśnie
      przez ludzi tego "typu"... A tak bardzo dziwimy się ludzką głupotą, całym tym
      chaosem panującym na całym świecie, staramy się tłumaczyć zjawiska, których
      pojąć nie umiemy... nie starsza mam jednka gdzieś tam w podświadomości mniejca
      na to, żeby uzmysłowić sobie, że właśnie tacy ludzie stawiają fundamenty tego
      świata. Oto doskonały przedstawiciel ślepych mas ludzkości... "nie wiem ile w
      niej prawdy a ile fikcji"? A wiesz chociaż "czym" lub "kim" TY jesteś? Otóż nie
      wiesz, skoro tak wielkie konercyjne BUM zdołało zrobić na Tobie wrażenie takie,
      że negacji poddajesz wszelkie fundamenty życia i świata. Szczycisz się nawet
      tym, że przeczytałaś te brednie w wersji angielskiej... za takic ludzi jak ty
      (ale nie mart się - jesteś jednym z wielu, z większość) trzeba się modlić.
      Takie umysły prowadzą do destrukcji. Na zakończenie nasuwa się a wręcz nawet
      niegrzecznie wprasza się sentencja... innego końca świata nie będzie. Innego
      końca świata nie będzie.
    • Gość: opus dei Książka Browna jest taka sobie... IP: *.pkp.com.pl / *.tktelekom.pl 26.01.05, 11:25
      Czytam tą książkę i mam dziwne uczucia. Sa momenty które wciągają a sa które
      nużą. Mnie generalnie śmieszą opowieści o tajnych stowarzyszeniach ludzi w
      maskach i kapturach, którzy ciupciają się po piwnicach podczas idiotycznej
      celebry chorych rytuałów. Nie rozumiem ludzi, którzy poświęcają 500 stron na
      opisanie wszelkich anomaliów ludzkich zachowań jak te. Maria Magdalena jest
      Graalem??? Da Vinci był masonem?? No i co z tego? Brown w wielu wypadkach
      podaje nieprawdę. Szczególnie kiedy pisze, że istnieją dokumenty pozwalające na
      weryfikację historii Jezusa Chrystusa i powiedzmy Marii Magdaleny (często używa
      zwrotu: "wiele innych dokumentów podaje..."). Odsyłam do książki Normana
      Davies'a "Europa", w której pisze on wyraźnie: poza Ewangelią w czterech
      wersjach nie ma ŻADNYCH innych dokumentów potwierdzających istnienie Jezusa
      Chrystusa. Więc Ewangelie są nieweryfikowalne! Dlatego jeśli ktoś szuka
      przygody, książka jest dla niego. Jeśli ktoś szuka faktów, niech ją odłoży.
    • margala słabe i głupie 26.01.05, 11:43

      poziom przeciętny.
      gdy czytałem, przypominała mi się polska seria przygód Pana Samochodzika.
      merytorycznie fatalna.
    • akondze Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 26.01.05, 12:51
      Cóż...

      Jaki popyt taka podaż....

      To proste prawo ekonomii ukazuje, że książka w temacie jest dobra.... jako
      towar.
      Bo książka ta jest właśnie towarem -> napisana po to, żeby ją sprzedać w jak
      największej liczbie egzemplarzy.
      Od dłuższego już czasu klasyfikuje się przecież książki wg poziomu sprzedaży
      (podobnie zresztą jak filmy pod kątem ile zarobiły kasy).....

      Jest to książka przeznaczona dla mało wyrobionego czytelnika - pewnie
      Amerykanina (dużo się dzieje w Paryżu) i jako taka się udała.

      I co z tego, że pod względem literackim jest b.słaba, jak również w kwestiach
      merytorycznych?
      Zarobiła dużo $$$ dla autora i zachęciła do nakręcenia filmu (dodatkowe $).
      Film też pewnie na siebie zarobi - i to się liczy. Inwestycja powinna się
      zwrócić.

      Tak więc książkę należy raczej rozważać w kategoriach merkantylnych niż
      literackich, bo ostatnie trendy raczej wskazują, że takie podejście jest
      bardziej preferowane.....

      A moja opinia jako czytelnika??
      - nie zostałem oszukany wysoką ceną, bo za nią nie zapłaciłem (przeczytałem na
      kompie);
      - czasu raczej nie zmarnowałem (czytałem po ang. więc się trochę podszkoliłem z
      języka);
      - momentami wciąga, momentami nuży, a jako całość to raczej chaos, zlepka
      dziwacznych teorii, z akcją skonstruowaną tak, żeby trzymała w napięciu...
      chociaż autor tutaj za bardzo przegiął, bo zamiast napięcia nieco się nudziłem
      przy kolejnych ucieczkach, pościgach i dziwacznych teoriach.....

      I tyle -> było, minęło i już do niej nie wrócę..... może tylko obejrzę film -
      przypuszczam, że się uda lepiej niż kniga, bo z reguły Amerykanie lepiej kręcą
      filmy niż piszą książki (zależność prawdziwa na poziomie masowego odbiorcy).
    • mamalgosia Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 26.01.05, 13:57
      Gość portalu: zafascynowana napisał(a):

      > Nie wiem ile w niej prawdy a ile fikcji,
      Otóż może najwyższy czas, żebys się dowiedziała, jakie to bzdury i nonsensy tak
      Cię zachwyciły...
      • kamuii2 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 31.01.05, 14:13
        Ja uważam że książka jest świetna ;) przeczytałam tez Cyfrową twierdzę a teraz
        Anioły i Demony czytam.
        Mam jedno pytanie jaka jest różniaca pomiędzy niebieską i czerwoną okładką ?
        oczywiscie jeśli jest jakaś :)
        • agnie_szka9 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 02.02.05, 15:33
          moze czerwona jest z ilustracjami a niebieska nie? (ale nie wiem na pewno)
          • Gość: <> Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 27.03.05, 01:44
            na czerwonej okładce są wskazówki do tej zabawy:
            randomhouse.com/doubleday/davinci/
            • nefer1 Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 27.03.05, 13:24
              nudna książką...
              Wszyscy zachwalali, że taka cudowna i nie można się od niej oderwać.
              Ja dłużej czytałam. Nie wciągnęłam się.
              Nic wartego tak wielkiego rozgłosu.
    • Gość: akwem Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.net / *.pl 27.03.05, 16:10
      Cóż, też czytałam po angielsku. I moim zdaniem łatwe to i przyjemne, ale żeby
      zaraz idiocieć na punkcie? E, przesada. Książka w sam raz na popoludnie w
      hamaku;)
    • Gość: amfi Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.05, 14:47
      Wspolczuje tym, ktorzy sie zachwyacaja tym gniotem. Jeszcze dlugo droga przed
      nimi do literatury. "Nie wiem, ile w tym prawdy, a ile fikcji"- mysle, ze
      powinnas rzadziej ogladac Archiwum X. A ten Brown to taki Eco dla opornych (nie
      obrazajac Eco tym zestawieniem)
      Czytaj, czytaj i jeszcze raz czytaj (moze Perez Reverte bedzie ci odpoowiadal
      na poczatek)
      Poza tym widac na przykladzie Browna, jak mozna rozkrecicc koniukture na
      sprzedaz gniota, trzeba tylko dobrze oplacic dobrze opiniotworczych
      dzinnnikarzy, by ciagle pisali, ze ksiazka skandalizujaca, atak na kosciol i
      tak przez miesiac we wszystkich mediach i jset efekt finalny-bestseller
      • qwint Re: Kod Leonarda daVinci (okładka czerwona) 28.03.05, 14:54
        poco wynajmowac dziennikarzy?? przeciez kościol robi teraz taka reklame ze juz
        nic nietrzeba robic :> poco zaczynali krytyke ?? i zaczynaja polemike ze to
        wszystko neprawda?? przeciez ci ktorzy sa katolikami to wierza w chrystusa i t
        co jest w biblji i nic niepowinno zachwiac ich wiary a jesli kos nagle zaczynac
        watpic w to, to wedlug mnie nigdy niebyl wierzacym bo na czym opiera swoja
        wiare?? ale nie o tym chcialem pisac :> ksiazka jest oki na bestseller moze
        niezasluguje ale ujdzie w tlumie;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka