a.adas
14.04.06, 01:01
Niedoceniany?
A to od niego się to wszystko tak naprawdę zaczęło, ta cała cierpko-słodka
"czeska szkoła pisania" czy jakoś podobnie;) Chodzi o "Tchórzy", debiutancką
powieść, opublikowanie której w 58 wywołało skandal polityczno-patriotyczny.
Na marginesie, dziwnie pokrętne były drogi światowego komunizmu do zwycięstwa,
bo "Tchórzy" opublikowano w Polsce w 1970, dwa lata po Praskiej Wiośnie i rok
po wyjeżdzie Skvoreckiego z Czechosłowacji, gdy teoretycznie - jako wróg już
nie tylko klasowy - tym bardziej powinien znajdować się na indeksie ksiąg
zakazanych.
Teraz musi być o jawnie wielkich, Hrabalu i Kunderze. Bo problem w tym, że
Kundery, z jego eseistyczno-pesymistyczną proząm nie trawię, a Hrabal...
bezkrytycznie wielbię "Pociągi pod specjalnym nadzorem", jednak kilka innych
przeczytanych "hrabali" jakby trochę mniej. Sprawę komplikuje dodatkowo fakt,
że cała trójca należy(ła) do autorów płodnych, więc pewnie zamiast się odzywać
i dokonywać nietrafionych porównań powinienem... czytać.
Skvorecky jest dla mnie z tej trójki pisarzem najciekawszym, może nawet
najsprawniejszym i chyba najzjadliwszym. I w jakiś sposób, mimo jawnie
autobiograficznych odniesień, najbardziej uniwersalnym, nie zamykającym się we
własnym, czasem mocno hermetycznym, świecie.
A ogólnie Czechom zazdroszczę umiejętności (i odwagi) pisania o szarzyźnie
życia, pracy, seksu w sposób prosty i szczery, bez uciekania się w "grę
wyobraźni" i kiczowatą poetyckość. Bez złudzeń, za to z (auto)ironią.