ewka-844
15.10.09, 13:50
Sytuacja wygląda tak, że jestem z mężem, który nie potarfi
pochamować swojej agresji. Jak powiem cos co mu się nie spodoba,
wybucha gniewem, krzyczy, przeklina - robi poprostu okropne
awantury.Zdarzyły się że prawie by mnie uderzył, ale jeszcze się
chamuję. Za to niszczy w gniewie w domu rzeczy-telewizor LCD, moje
aniołki z porcelany.
Jestem załamana bo jestesmy dopiero rok po ślubie i mam 24 lata, na
szczęście nie mamy dzieci. Mówi, ze mnie kocha, ale ja mu w to nie
wierzę, bo jak może mówić, że mnie kocha i jednocześnie tak się
zachowywać do mnie? Potrafi w złości powiedzieć mi, że jestem ku...,
itd. Próbuję z nim spokojnie rozmawiać, nigdy na niego nie
krzyczałam, nie wyzywałam go nawet jeżeli byłoby mi przykro,
starałam się zawsze przez spokojną rozmowę rozwiazywać problemy. On
mówi mi, że nie potrafi spokojnie rozmawiać, nie wysłucha mnie
nigdy do końca, tylko wpada w agresję.
Brakuje mi ciepła, prawdziwego mężczyzny, który da mi poczucie
bezpieczeństwa i pewność, że jeżeli zrobię mały błąd nie będę miała
awantury. Coraz mniej go kocham i coraz bardziej oddalam się od
niego. Nie wierzę w jego zapewnienia, że mnie kocha, nie rozumiem
czemu wybrał mnie na żonę - zresztą kiedyś powiedział mi, że nie
jestem jego ideałem tzn. niską bląd pięknością. Może tego mu
brakuje.Jestem tylko wysoką, szczupłą brunetką, jak mówią bardzo
ładną. Zakorzenił we mnie dużo kompleksów z których teraz nie mogę
się wyleczyć i których wczesniej wogóle nie miałam. Jak jestem
gdzieś sama, z koleżankami to dopiero czuję, że żyję, mogę być sobą
i czuję się szczęśliwa właśnie taka jaka jestem a przy nim gasnę.
Boże jaka ja byłam głupia, że wyszłam za niego za mąż. Teraz się
męczę i nie wiem co mam robić.........