ingeborg
17.01.10, 04:02
mam znajomego cudzoziemca. spotkałam go raz, w wakacje i od tej pory
utrzymujemy bardzo intensywny kontakt skajpowy, czaty po kilka
godzin, przez ostatni miesiąc prawie codziennie. ustaliliśmy że się
przyjaźnimy, przy czym on dał mi do zrozumienia że jeśli chcę żeby
to była przyjaźń to on woli to niż nic, ale generalnie jest mną
zainteresowany na hmmm trochę głębszym poziomie. zaplanował, że
przyjedzie do polski na moje urodziny i w związku z tym pytanie
brzmi co chciałabym dostać. odpowiedziałam, że kwiatka. on na to,
żebym się nie wygłupiała. podał kilka propozycji dość kosztownych
prezentów, ale odmówiłam ich przyjęcia tłumacząc, że czułabym się
zakłopotana. problem w tym, że z poprzednich rozmów dowiedział się,
że bardzo podoba mi się torebka do któej wzdycham po nocach i na
którą mnie absolutnie nie stać bo kosztuje połowę mojej studenckiej
pensji. chce mi ją kupić. ja się bronię, bo raz że uważam że to
naprawdę drogi prezent, dwa: co innego przyjąć taki podarunek od
przyjaciela a co innego od przyjaciela który chciałby czegoś więcej.
on twierdzi że cena nie jest problemem i jestem w stanie w to
uwerzyć biorąc pod uwagę jego pracę.
jestem już skołowana i sama nie wiem co robić: przyjąć i czuć się
zobligowana (no właśnie, do czego?) czy nie przyjąć i robić awantury
(on się naprawdę uparł). co byście zrobiły?