drwallen
21.01.10, 18:02
Witajcie, mam problem którego nie umiem zrozumieć.
Po prostu nie pojmuję, a chciałbym zrozumieć.W bardzo dużym skrócie
opiszę Wam co mi się zdarzyło. Jestem w związku z partnerka od 7
lat, ona wierząca żydówka, ja nie. mamy dwoje dzieci, w tym jedno roczne.
druga ciąża spowodowała bardzo duże konflikty między nami, które
się jeszcze pogłębiły po porodzie, zmęczenie, kłopoty finansowe,
złość. Jakoś się od siebie oddaliliśmy, przestaliśmy rozmawiać, a
jak już to po to, żeby warczeć.
Doszło do zdrady. Ona szukała czułości poza związkiem, ale nie było jej z tym
dobrze, wyznała mi i prosiła o wybaczenie. Po długich rozmowach, postanowiłem
jej wybaczyć, problem nie zniknął, ale nasz związek przetrwał choć wymagał
terapii.
Jednak cały czas czegoś nie mogę zrozumieć. Nie mogę zrozumieć tego
drugiego mężczyzny, który z premedytacją, dążył do rozpadu naszego
małżeństwa.
Wiem co mi napiszecie, że to moja żona mnie zdradziła i ze były ku
temu powody. To jest racja i nie o to mam do niej pretensje.
Jednak czytałem majle tamtego chłopa. on z całą perfidią i
premedytacją podsycał konflikt, zaogniał go zupełnie nie licząc
się z tym, ze dwoje dzieci zostanie bez ojca, że rozbija rodzinę.
Używał argumentów typu, "przecież i tak nie jesteście rodziną, bo
nie macie ślubu u rabina". "On (czyli ja) nigdy cię nie pokocha w
wierze. Zamieszkajmy jak najszybciej razem, wtedy będziesz mogła obchodzić ze
mną szabas".
To czego nie rozumiem, to to jak można się posługiwać wiarą innego
człowieka do czynienia zła. Jak można tak bardzo być perfidnym i
pokręcnym, aby to co ma być argumentem za trwałością rodziny używać
w celu jej rozbicia.
Naprawdę nie rozumiem...