Dodaj do ulubionych

czy odejsc od niego???

21.02.02, 00:47
Od jakiegos czasu czytam watki na forum i widze, ze wiele osob dostawalo tutaj
dobre rady.
Dlatego zwracam sie do wszystkich forumowiczow z prosba o rade - im wiecej
roznych punktow widzenia, tym byc moze bedzie mi latwiej podjac jakas decyzje.

W grudniu zostalam rzucona przez chlopaka - tego, ktory wydawal sie byc tym
jedynym, ktorego tak bardzo kochalam, ze nie wyobrazam sobie juz zycia bez
niego. Odszedl jednak ode mnie. Zrobil to w bardzo szczeniacki sposob - mailem,
potem jeszcze zadzwonil. Bylam wtedy za granica na studiach, mialam wrocic do
polski za niecale 2 tyg., ale nie poczekal, tylko zakonczyl to via internet.
Bardzo to przezylam, przeplakalam te 2 tyg., schudlam z 5 kg (co przy mojej
wadze, to juz katastrofa), zawalilam kilka rzeczy na uniwersytecie. Ale
przezylam i paradoksalnie to mnie wzmocnilo (a moze tylko we mnie cos umarlo,
nie wiem). To, ze zakonczyl nasz zwiazek - bylo w tym wiele mojej winy, moze
nawet przede wszystkim.

Spotkalam sie z nim w Polsce, juz po Swietach, miesiac po zerwaniu. Mielismy
sobie zwrocic swoje rzeczy. Jednak tak sie zlozylo, ze kiedy mnie zobaczyl i
dowiedzial sie troche o powodach mojego roznego zachowania wobec niego, chyba
zaczal zalowac swojej decyzji. Jeszcze przed moim powrotem na uczelnie (za
granice) ustalilismy, ze bedziemy do siebie pisac, ze przemyslimy wiele spraw i
zastanowimy sie, czy sprobowac jeszcze raz. On - bo to on zerwal i logiczne,
ze musial przemyslec, czy chce byc ze mna; ja - czy bede mu w stanie zaufac
ponownie i uwierzyc, ze drugi raz (bez uprzedzenia, bez wczesniejszych
sygnalow!) nie zrani mnie tak bardzo.

Pisalismy do siebie przez miesiac: czat, maile, czasem byly telefony. Wydawalo
mi sie, ze piszemy z rozwaga, dojrzale. I 2 tyg. temu zaproponowal, czy bysmy
jeszcze raz nie sprobowali. Zgodzilam sie, mimo, ze nie bylam do konca pewna.
Przez ostatnie 2 tyg. mialam wrazenie, ze on oszalal - tyle milosci, czulosci,
uczucia i ciepla na raz - w jego mailach, telefonach. Jego wiara i optymizm, ze
sie uda, ze to rozstanie nas obojga czegos nauczylo, ze mamy szanse. Tylko o to
mnie prosil, zebym pozwolila sie kochac, ze chce sie zanurzyc w milosci do
mnie, zebym sie otworzyla - a bedzie dobrze. Bylam tym przerazona - ze za
szybko, za gwaltownie, ze cos mu sie tylko wydaje. Ale przez ten czas udalo mu
sie mnie przekonac, ze dobrze zrobilam godzac sie na druga probe. Oczywiscie
oboje zakladalismy, ze cos moze nie wyjsc, ale zgodzilam sie zaryzykowac, wiec
dopuszczalam do siebie wszelkie konsekwencje, nawet te negatywne.

Wracam do Polski za 10 dni. Przyjezdzam na 6 tyg., przede wszystkim po to, zeby
zobaczyc, jak nam sie bedzie ukladalo (sa teraz ferie, wiec moge to zrobic, nie
ryzykujac studiow). Czy zostalabym juz w kraju? O tym mialy zadecydowac te
tygodnie.

I wczoraj dostalam maila, ze on sie boi, ze powinnismy zwolnic (mimo, ze ja to
wczesniej juz mowilam - nie posluchal), ze jesli nie wyjdzie a ja sie znow
zaangazuje, to moze mnie znow zranic. A on nie chce tego. Ton maila byl tak
radykalny, ze bylam w szoku. Doszlo do tego, ze moze jak bede w Polsce, to
bedziemy sie spotykac raz na tydzien, a moze wlasciwie to nie bedziemy drugi
raz ze soba, tylko bedziemy na razie rozmawiac. Bo on juz nie wie. Bo teraz ma
wrazenie, ze wcale sie nie uda.

I ja juz nie wiem: czy to jest tylko panika, bo dzien mojego przyjazdu sie
zbliza, czy po prostu trafilam na nieodpowiedzialnego faceta, ktoremu zbyt
latwo przychodzi mowienie powaznych i zobowiazujacych rzeczy?
Dzis sie dowiedzialam, ze moge miec prace - od zaraz, dobrze platna. I dlatego
nie wiem, co robic. Jesli wroce do Polski, to strace prace (nie koniec swiata,
ale bardzo by mi ulawila zycie w nastepnym semestrze). Jezeli nie wroce - to
strace szanse na jakiekolwiek porozumienie z nim, szanse na to, ze moze sie
jeszcze ulozy.

Co mam zrobic? Jestem skolowana zupelnie. Zalezy mi na nim, ale nie wiem, czy
warto w to brnac? Moze powinnam mu teraz powiedziec, ze to koniec, ze nie mamy
po co sie spotykac i rozmawiac, bo on nie traktuje mnie z szacunkiem i rani
mnie swoim zachowaniem. Czy to swiadczy o jego egoizmie, wygodnictwie a moze
naprawde sie boi i nie chce mnie znow zranic, i panikuje?
Bardzo prosze o pomoc, bo sama sobie nie poradze. Placze od wczoraj i mam
wrazenie, ze przezywam powtorke z grudnia. I najbardziej boli mnie to, ze on
zaczyna sie wycofywac, mimo, ze nawet sie jeszcze nie spotkalismy ponownie.
Dalam mu dzis szanse na to, zeby powiedzial, ze jednak nie chce ze mna byc -
jesli takie sa jego odczucia. Zaprzeczyl kategorycznie i to kilka razy.
Jeszcze jedno - wiem, ze jest mnie bardzo pewny. A raczej byl, bo dzis mu
uswiadomilam, ze to nie jest tak, ze sie rzucam w jego ramiona - bo nie jestem
pewna, czy bede mogla go kochac tak, jak wczesniej i czy bede mu w stanie
zaufac.
Obserwuj wątek
    • melanie Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 01:10
      Skończ ten toksyczny zwiazek,bo z tego co piszesz wynika,że zamiast radości
      przynosi ci tylko smutek i przeszkadza również w nauce. Bierz te pracę i nie
      wiąż się więcej z niedojrzałymi facetami.I przestan plakac.
    • _kami Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 03:08
      Zbyt wiele warta jesteś, by znów próbować z nim.
      Może on kiedyś dojrzeje do dzielenie życia z prawdziwą Kobietą. Teraz to
      jeszcze "chodzenie", niczym w podstawówce. A - jak napisałam - Ty jesteś zbyt
      wiele warta, by tak żyć.
      Bierz tę pracę i dalej się rozwijaj. Również jego potraktuj jako etap w swoim
      życiu - który wiele Cię nauczył, ale już się skończył.

      Kami
      ---------------------------------------------------------
      Znasz już mnie? Poznaj moich przyjaciół.
      Zajrzyj na: stare-forum.wp.pl/cgi-bin/roznosci.cgi
      • Gość: A27 Re: czy odejsc od niego??? IP: *.proxy.aol.com 21.02.02, 22:25
        Dalla, jestes na stypendium - powinnas se cieszyc 'insza kultura' i inszymi
        chlopami. A Ty tymczasem juz drugi dzien walkujesz swoj zwiazek z tym
        palantem. Nawet jesliby sie zgodzil cie znowu zobaczyc, to co z tego
        wyniknie. Uzna, zes ladna, wychudzona, ale Twoja zaplakana twarz nie wleje mu
        oleju do glowy ani milosci do serca.

        Znajdz sobie Angola. Albo Holendra.
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 03:27
      Probuje sobie mowic, ze nie jest mnie wart, ale nie wiem, czy w to wierze.
      A jesli jednak mamy szanse, a on tylko panikuje?

      A moze po prostu wszyscy z zewnatrz widza to takim, jakie naprawde jest, a ja
      sie nadal ludze......
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 03:34
      Wiem, ze powinnam myslec, ze nie jest mnie wart, ale nie potrafie.

      Caly czas mam nadzieje, ze mamy jeszcze szanse.

      A moze wszyscy wokol widza to takim, jakie jest, a sie ludze.....
      • misiaczek31 Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 09:46
        Ja uwazam, ze powinnas sie zachowac tak, jak on. Nie odchodzic ale i nie
        zostawac ;)
        Odpisz, ze faktycznie ma racje. Niech na razie zostanie tak jak jest. Bedziecie
        do siebie pisac bez zobowiazan itp. a zycie samo pokaze.
        Wez prace i zajmij sie ukladaniem swojego zycia. Nie mozesz byc na kazde jego
        skinienie. Jesli chcesz go miec, to najlepszy sposob, bo nie pokazesz mu, ze
        jestes od niego zalezna. Jak znam zycie, to jego gwaltowne "uczucie" znow
        przybierze na sile, bo poczuje, ze moze Cie stracic, a Ty wtedy zrobisz co
        bedziesz chciala. Dlaczego nie chcesz powodzic go troche za nos? Jak nie
        wytrzyma proby to znaczy, ze szkoda bylo zachodu.
        moim zdaniem on po prostu jest niedojrzaly. Chcialby miec ciastko i zjesc
        ciastko. Tak niestety sie nie da.
        Trzymaj sie i jak to mowia "stay cool ;))))"
        Buziaczki M.
      • Gość: zula Re: czy odejsc od niego??? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.02, 09:50
        Powiedz, czy do Polski przyjeżdżasz do niego czy do rodziny? Masz tu rodzinę?
        Jeśli tak, to potraktuj ten wyjazd jako wyjazd do Polski nie jak wyjazd do
        niego...

        Praca... jeszcze nie jedną pracę będziesz miała i wierzę, że sobie poradzisz w
        następnym semestrze bez tej pracy...

        No i przyjedziesz i się przekonasz, niczego nie będziesz żałowała, będziesz
        wiedziała, że zrobiłaś wszystko by zorzumieć jego postępowanie, będziecie mieli
        czas by o wszystkim porozmawiać... może on rzeczywiście się boi spróbować,
        może ... ale to zawsze będzie może, bo nigdy nie bedziesz tego pewna jeśli nie
        sprawdzisz.
        A więc - ja bym spróbowała, mimo wszystko. Będziesz wiedziała co tracisz.

        Pozdr.

        P.S. A potem wrócisz na studia i zaczniesz żyć od nowa, tylko swoimi
        problemami. Acha i jeszcze jedno, wiedz że to jest przede wszystkim jego
        problem więc, niech to bedzie jego problem. Nie zadręczaj się, bo to nie Twoja
        wina że facet nie dojrzał jeszcze emocjonalnie do życia w dojrzałym związku.
        • Gość: Alenka Re: czy odejsc od niego??? IP: *.saint / 10.1.1.* 21.02.02, 10:05
          Nie zmarnuj szansy przez jakiegoś niedojrzałego pana. Weź tę pracę i postaraj
          się żyć normalnie. A czas pokaże - jeśli ma coś z tego być to będzie tak czy
          siak. A jeśli nie - to lepiej jak najszybciej wyzwolić się ze związku, który
          nic dobrego ze sobą nie niesie. Trzymaj się. I nie daj sobą manipulować.

          Pozdrowionka

          A.
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 10:38
      Tak, mam rodzine w Polsce: przyjezdzam do niego, ale takze dla kilku innych
      spraw.

      Mysle, ze powinnam to zakonczyc jak najszybciej, ale nie wiem, czy bede w
      stanie.
      Dlatego to jest chyba nie taki zly pomysl, przyjade na tydzien (i tak musze, bo
      np.: musze zrobic przeglad samochodu, i tak juz na ostatnia chwile). I tak mu
      powiem, ze prosze bardzo. Bedziemy pisac do siebie, ale ja wracam do Niemiec,
      biore prace, bo nie bede siedziala w Polsce i bezczynnie czekala, czy on sie
      przypadkiem zdecyduje.

      To jest znow polsrodek, ale... Chwytam sie wszystkiego....
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 10:41
      Moze to dobry pomysl. Przyjade do Polski na tydzien (i tak musze np.
      zrobicprzeglad samochodu). I powiem mu, ze bedziemy pisac do siebie, ale ja nie
      zamierzam marnowac czasu i czekac az byc moze sie na cos zdecyduje.
      Wroce, bede pracowac i zobaczymy...
      • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 10:45
        Ostatnio wysyla mi sie wszystko "podwojnie", bo nie mam info, ze juz poszla
        wiadomosc. Dlatego sa po dwa posty - niecelowo :))
      • Gość: neona zazwyczaj nie daje rad, ale IP: *.papagayo.com.pl 21.02.02, 11:57
        ...badz slodko gorzka

        kazdy drastyczny krok jest moim zdaniem
        niebezpieczny

        bo pewnych spraw odwrocic sie nie da

        lepiej to rozumieja kobiety
        ja jako facet mam za soba wiele zwiazkow ktore zakonczylem

        ale potem nie bylem juz taki pewien
        i wiem ze w gruncie chodzi o lek przed miloscia

        (choc w waszym przypadku jest takze inny problem - odleglosc
        i pod tym wzgledem radze ci brac rano zimny prysznic

        bo zeby milosc przetrwala
        trzeba ja podsycac

        a mejle
        to tylko slowa, slowa, slowa

        • dalla Re: zazwyczaj nie daje rad, ale 21.02.02, 12:11
          Co to znaczy slodkogorzka w praktyce? Czy mam udawac, ze mi nie zalezy?
          Pokazac, ze jestem na dystans? Skoro radzi to mezczyzna...

          Ale czy to nie jest przypadkiem, ze jak facet sie waha, to znaczy, ze tak
          naprawde nie chce? Jesli mowi:"nie wiem", to czeka po prostu na kogos
          "lepszego", a teraz jest mu wygodnie ze mna...

          Jak mu pokazac (zeby dotarlo!), ze nie bede wiecznie na niego czekala, a
          jednoczesnie, zeby nie byl to drastyczny krok (bo rzeczywiscie - radykalne
          rzeczy sa na ogol ostateczne).
    • Gość: ansha Re: czy odejsc od niego??? IP: 172.28.191.* 21.02.02, 11:43
      Ktoś tutaj napisał, że powinnać teraz Ty zacząć go wodzić za nos. I miał świętą
      rację. Ja myślę też, że może już troszkę za bardzo się do niego przyzwyczaiłaś,
      że już nie wiesz, co to jest czerpanie ze związku przyjemności, ekscytacja,
      podniecenie i miękkość w żołądku na myśl, że już lada minuta się z NIM
      spotkasz. Straciłaś chyba gdzieś to wszystko po drodze. Za to za bardzo
      uwikłałaś się w ten związek i problemy, które wynikają z nieodpowiedzialności
      Twojego faceta. Bo on - mam wrażenie - jak to facet, nie pali za sobą mostów,
      zawsze chce mieć drogę powrotu do Ciebie. No tylko że jemu jest fajnie na
      odległość, a jak przyjeżdżasz to jego pewność gdzieś ulatuje.
      Jaką masz pewność, że jak Ciebie nie ma w kraju, to on nie spotyka się z innymi
      pannami?
      Według mnie powinnaś dać mu odczuć dokładnie to - że skoro on nie ma pewności,
      to Ty też nie musisz składać poważnych deklaracji. Daj mu odczuć, że nie
      koniecznie jest jedynym, którego masz "na oku".
      A teraz kuracja dla Ciebie: może faktycznie zobacz jak to jest z kimś innym? Po
      prostu spotkaj się z jakimś miłym facetem, by znowu nabrac do wszystkiego
      zdrowego dystansu. Zobacz jak to jest spotkać się z innym facetem, pozwól swoim
      uczuciom trochę się "przewietrzyć"!
      Powodzenia - pozdrawiam,
      Ansha
    • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 12:00
      Wodzenie za nos.... Bardzo bym chciala tak zrobic, ale nie wiem, czy to na nim
      zrobi wrazenie. Chyba mu to tylko ulatwi sprawe: nie bedzie zobowiazan,
      niczego. I bedzie mial wszsytko, a ja nic.
      Jak pokazac mu, ze sie dystansuje? Bo nawet moj powrot do Niemiec chyba nie
      dotknie go tak mocno, jakbym chciala
      • Gość: ansha Re: czy odejsc od niego??? IP: 172.28.191.* 21.02.02, 12:19
        Po prostu stań się znów kobietą pewną siebie, z ogromną dawką seksapilu,
        zaskocz go czymś kompletnie nowym, niech się facet zdziwi! Myślę, że to
        wszystko może Ci dać właśnie spotkanie z kimś nowym - broń Boże nie chodzi o
        pójście do łóżka, po prostu kino, kawiarnia, kolacja czy coś takiego. Zacznij
        zauważać innych facetów, bo może z tym swoim coś tracisz.
        Powiem Ci coś jeszcze. Naprawdę mam wrażenie, że on traktuje Cię trochę jak
        wyjście awaryjne. Też tak kiedyś miałam. On nie składał deklaracji, a ja i tak
        podświadomie drżałam z obawy, że go stracę. Na co on kompletnie nie zwrócił
        uwagi i jak tylko na horyzoncie pojawiła się jakaś inna panna, to po prostu
        mnie zostawił. Ale wtedy to mogłam mieć żal tylko do siebie, że straciłam w tym
        wszystkim właściwy dystans. Zastanów się, czy on Cię po prostu nie bierze
        na "przetrzymanie" okresu, kiedy nikogo innego akurat nie ma pod ręką.
        Ansha
        • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:12
          Tez mi to przyszlo do glowy, ze jestem tym "wyjsciem awaryjnym".
          Tylko nie rozumiem, po co skladal az takie deklaracje przez te ostatnie 2
          tygodnie? Mogl byc po prostu mily, zna mnie na tyle, ze wie, ze to by i tak
          wystarczylo, zeby mnie "trzymac pod reka", na w razie czego.
          A byly zapewnienia, ze mnie kocha, ze tym razem wszystko sie uda, ze jest o tym
          przekonany. Powiedzial swojej rodzinie, ze znow jestesmy razem. I dlaczego to
          robi?
          • nushka Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 13:51
            Dalla, czy Ty go kochasz?? Wydaje mi się, że Twój chłopak jest dla Ciebie lekko
            toksyczny. Egzamin z dojrzałosci też wypada słabo. Perspektywy na przyszłość z
            nim? Nie pozwól, abyś przez niego cierpiała. Nikt nie może dać Ci gotowej
            recepty: "odejść" lub "zostać". Tylko Ty możesz podjąć decyzję, nikt tego za
            Ciebie nie zrobi. Myśl o sobie. Ktoś musi, skoro jemu przychodzi to (jak widać)
            z taką trudnością.
            • dalla Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 14:41
              Wiem, ze tylko ja moge podjac jakas decyzje. Jednakze pisanie na tym forum i
              dyskusja, utwierdzaja mnie w decyzji, ktora we mnie dojrzewala podczas
              ostatniej bezsennej nocy.

              Typowe - nadzieja jednak zawsze zostaje, jak ktos tu kiedys na tym forum
              napisal: na 100% ktos odchodzi, jak umiera.

              Chcialabym zrobic cos dla sibie, ale to, czego ja chce w tym momencie... Nie
              napisze, bo zostane porownana do b. glupiutkiej nastolatki:))
    • nushka Re: czy odejsc od niego??? 21.02.02, 15:09
      I jeszcze jedno, może nawet najważniejsze: SZANUJ SIEBIE!!!
      • Gość: Madzik Re: czy odejsc od niego??? IP: *.chello.pl 21.02.02, 20:57
        Dalla, byłam rok temu w podobnej sytuacji i z mojego doświadczenia wynika, że
        to co napisał(a) Neona (no i też Ansha, ale może troszkę mniej radykalnie) to
        najlepsza rada.
        Lęk przed miłością, zaangażowaniem to bardzo powszechne i bardzo ludzkie
        zjawisko (szczególnie u dzieci rozwiedzionych rodziców). Jeśli tak ma twój
        chłopak, to nadmierne okazywanie mu, w celu sprawdzenia jego uczuć, że Ci nie
        zależy na tym związku wg. mnie nie jest dobre. Metoda "na olewkę" jest dobra na
        kolesia, któremu zależy tylko na tym, czego akurat nie ma, ale wg. mnie akurat
        takiego faceta należy olać zupełnie szczerze, a nie w celu naprawienia związku.
        Zgadzam się natomiast, że najlepiej dla Ciebie będzie nieco się zdystansować,
        zająć własnymi sprawami, zadbać o własną edukację (NA PEWNO nie rezygnuj teraz
        ze swoich planów!) ale obwieścić mu to nie w tonie "mam cię w dupie", ale tak
        żeby wiedział że jest dla ciebie ważny, ale twoje życie jest dla ciebie nie
        mniej ważne (co najmniej:)).
        A najważniejsze - powinnaś PRZEDE WSZYSTKIM DAĆ SOBIE I JEMU TROCHĘ CZASU,
        powiedzmy miesiąc do trzech. Ten czas pozwoli uporzadkowac jakoś Twoje i jego
        uczucia. Zrób tak, jak to ktos juz napisał - nie psuj waszych stosunków
        pochopnym działaniem (na tak albo na nie), jeśli to możliwe, to niech zawsze
        będzie ta możliwość "dogadania się".
        Oczywiście wszystko pod warunkiem, że TO MIŁOŚĆ <inaczej te wywody nie maja
        sensu, wtedy po prostu pożegnaj go czule:)))>.
        Mój facet swego czasu też miał rozterki czy chce ze mną być, i żadne układy,
        prośby i groźby nie rozwiązały sprawy, dopiero kilkumiesięczna separacja. W tym
        czasie on jednak zatęsknił, no i przede wszystkim dojrzał do poważnego
        zaangazowania sie, bo tu tkwił problem. A to że ja w tym czasie zamiast
        rozpaczac (co uprawiałam wcześniej, jeszcze będąc z nim i czym go nie
        zatrzymałam) zajęłam się energicznie swoimi sprawami może tez było dodatkowym
        impulsikiem...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka