Dodaj do ulubionych

Zraniłam jego... duszę

25.01.11, 14:19
Ehh, to faceckie ego. Wiem, nie powinnam była tego powiedzieć. Ale chciałam, chciałam mu dokopać, nazbierało się we mnie, dodatkowo jeszcze ten pms i takie tam... Bo powiedział, że w "te dni" to lepiej żebyśmy się nie widzieli. Nawymyślałam mu od egoistów itp. Wściekłam się, bo wtedy byłam przekonana, że przecież powinien mnie wesprzeć, pożałować. Teraz już nie jestem tego taka pewna. Przeprosiłam - ale księciunio jest nieugięty. Urażone ego. Czy Wy, kobiety też jesteście delikatnie mówiąc "jędzowate" przed? I jak Wasi mężowie to znoszą? Bo mój wyjątkowo źle. Ehh, te hormony...
Obserwuj wątek
    • tygrysio_misio Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:23
      ludzie szczesliwi i radosni nie maja takich problemow

      skoki redoty przed okresem miewaja tylko paskudne charakterem wiedzmy


      wiem co pisze, bo sama przezylam ;]
      • menk.a Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:30
        tygrysio_misio napisała:

        > ludzie szczesliwi i radosni nie maja takich problemow
        > skoki redoty przed okresem miewaja tylko paskudne charakterem wiedzmy
        > wiem co pisze, bo sama przezylam ;]

        Potem zjawiła się dobra wróżka i uleczyła Tygrysia swoją magiczną różdżką.;)
        • tygrysio_misio Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:31
          nie... ja nadal jestem wiedzma..

          wiem, ze mozna ze stanu radosci, zyczliwosci, szczescia popasc z zołzotę... nie wiem czy mozna w druga strone
          • menk.a Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:38
            Zmiany nastrojów się zdarzają . Wszystkim.
            • tygrysio_misio Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:43
              zmianu nastrojow a sklonnosc do wrednego wyzywania sie na niewinnych.. to co innego
              • menk.a Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 15:05
                tygrysio_misio napisała:

                > zmianu nastrojow a sklonnosc do wrednego wyzywania sie na niewinnych.. to co in
                > nego
                >
                >

                ... i nie ma nic wspólnego z PMS. Vide kilka przypadków na forum. I nie mam na myśli kobiet.
                • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 11:43
                  menk.a napisała:

                  > tygrysio_misio napisała:
                  >
                  > > zmianu nastrojow a sklonnosc do wrednego wyzywania sie na niewinnych.. to
                  > co innego
                  Absolutnie nie mam sklonności do wyżywania się. Po prostu zauważyłam u siebie już kolejny raz, że w "te dni" nie potrafię zapanować nad swoją złością. I sprawy, które mnie nurtują ale dla świętego spokoju o nich nie mówię (bo ponoć faceta nie należy o wszystkim informować np. o tym, że zachowuje się jak dziecko) wówczas urastają do niebotycznych rozmiarów. I drażni mnie dosłownie wszystko. Wydaje mi się, że skoro taka sytuacja (niekontrolowany wybuch z mojej strony) zdarzyła się już kolejny raz akurat w czasie PMS-owym to jest w tym jakaś prawidłowość.
                  • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 00:17
                    sienmuza napisała:

                    > menk.a napisała:
                    >
                    > > tygrysio_misio napisała:
                    > >
                    > > > zmianu nastrojow a sklonnosc do wrednego wyzywania sie na niewinnyc
                    > h.. to
                    > > co innego
                    > Absolutnie nie mam sklonności do wyżywania się. Po prostu zauważyłam u siebie j
                    > uż kolejny raz, że w "te dni" nie potrafię zapanować nad swoją złością. I spraw
                    > y, które mnie nurtują ale dla świętego spokoju o nich nie mówię (bo ponoć facet
                    > a nie należy o wszystkim informować np. o tym, że zachowuje się jak dziecko) wó
                    > wczas urastają do niebotycznych rozmiarów. I drażni mnie dosłownie wszystko. Wy
                    > daje mi się, że skoro taka sytuacja (niekontrolowany wybuch z mojej strony) zda
                    > rzyła się już kolejny raz akurat w czasie PMS-owym to jest w tym jakaś prawidło
                    > wość.


                    masz problem z komunikacją, a nie z PMS
                  • tygrysio_misio Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 01:03
                    widzisz... czyli jestes nieszczesliwa i wredna ...tylko nie dajesz po sobie poznac coby nie bylo draki

                    jedyne co wiaze sie z okresem to to, ze sie nie powstrzymujesz wtedy tylko jestes szczera do bolu

                    moze gdybys byla zyczliwa, radosna, szczesliwa, pogodna... przed okresem to by sie nasilalo tak jak teraz nasila sie wredota?
                    • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:26
                      Naprawdę załamać się można po tych komentarzach...

                      tygrysio_misio napisała:
                      moze gdybys byla zyczliwa, radosna, szczesliwa, pogodna... przed okresem to by
                      > sie nasilalo tak jak teraz nasila sie wredota?

                      A może duży w tym Jego udział? Że nie jestem? Chyba macie rację, jestem na skraju załamania nerwowego, udaję, że jest dobrze i że jestem szczęśliwa. Ba, czasem nawet sama w to wierzę... A wykrzyczana prawda? To nie jest wina mojego wrednego charakteru, zapewniam...
                      • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 20:05
                        sienmuza napisała:

                        > Naprawdę załamać się można po tych komentarzach...
                        >
                        > tygrysio_misio napisała:
                        > moze gdybys byla zyczliwa, radosna, szczesliwa, pogodna... przed okresem to by
                        > > sie nasilalo tak jak teraz nasila sie wredota?
                        >
                        > A może duży w tym Jego udział? Że nie jestem? Chyba macie rację, jestem na skra
                        > ju załamania nerwowego, udaję, że jest dobrze i że jestem szczęśliwa. Ba, czase
                        > m nawet sama w to wierzę... A wykrzyczana prawda? To nie jest wina mojego wred
                        > nego charakteru, zapewniam...


                        zaraz, albo go nie uważasz za egoistę, czy jakim go tam epitetem obraziłaś - wtedy przepraszasz za to że się zapędziłaś - albo masz go za takiego i nie tracisz czasu z egoistą. za co ty go przeprosiłaś, za to że prawda ci się wymsknęła? nic dziwnego że księciunio nie przyjął takich przeprosin
                        • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 09:55
                          miss.yossarian napisała:
                          > zaraz, albo go nie uważasz za egoistę, czy jakim go tam epitetem obraziłaś - wt
                          > edy przepraszasz za to że się zapędziłaś - albo masz go za takiego i nie tracis
                          > z czasu z egoistą. za co ty go przeprosiłaś, za to że prawda ci się wymsknęła?
                          > nic dziwnego że księciunio nie przyjął takich przeprosin

                          Masz rację. Sama siebie oszukuję. Niestety on jest egoistą.Ale każdy czlowiek ma jakieś wady. Ja też. Ja czas swój już straciłam (mamy ze sobą dziecko) więc wykaraskać się z tej sytuacji tez jakoś trudno. Wiem, wiem, zaraz ktoś powie, że przecież szkoda się męczyć, że samotne macierzyństwo to nie koniec świata. Ale ja poznałam już ten kawałek chleba i wiem jak pachnie. A księciunio przeprosin nie przyjął bo wie, że to co powiedziałam to prawda, tylko nie wiem- mityguje się przede mną, że to odkryłam? Czy jak? Czy on rzeczywiście uważa się za ósmy cud świata bez wad.
                          • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 16:42
                            sienmuza napisała:

                            > A księciunio prz
                            > eprosin nie przyjął bo wie, że to co powiedziałam to prawda, tylko nie wiem- mi
                            > tyguje się przede mną, że to odkryłam? Czy jak? Czy on rzeczywiście uważa się
                            > za ósmy cud świata bez wad.

                            albo po prostu wie, że ty nie żałujesz tego co powiedziałaś, a wręcz brniesz dalej
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 11:36
        > ludzie szczesliwi i radosni nie maja takich problemow
        Swięte słowa! Gdyby wszystko było ok, to bez względu na aktualny okres cyklu sceny by nie było. Ot co.
    • princessjobaggy Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:32
      Spadek nastroju albo sil witalnych to dosc naturalne objawy i czasem nie da sie tego uniknac, choc walczyc mozna jak najbardziej.

      Natomiast wyzywanie sie na ludziach to juz Twoj wybor. Sama napisalas, ze chcialas mu dokopac. Wydoroslej, bo zaden normalny mezczyzna nie bedzie tego znosil w nieskonczonosc.
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 11:45
        princessjobaggy napisała:
        Wydoroslej, bo zaden normalny mezczyzna nie bedzie tego znosil
        > w nieskonczonosc.

        Nawet zaledwie kilka dni w miesiącu? To tak wielkie poświęcenie dla mężczyzn?
        • princessjobaggy Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 14:45
          > Nawet zaledwie kilka dni w miesiącu? To tak wielkie poświęcenie dla mężczyzn?

          A Ty bylabys zadowolona, gdyby Twoj mezczyzna przez wiekszosc czasu przyciagal Cie po to, zeby pozniej przez kilka dni zasuwac kopa w dupe bez powodu? 'Poswiecilabys' sie?

          Nikt nie lubi jak sie z niego robi wariata. Gdy sie tak regularnie dostaje obuchem w leb, to chyba jedynie masochista wrocilby po wiecej. ;)
          • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:32
            On też tak mówi. Zgoda. Ale skoro takie zachowanie nam nie odpowiada i zdarza się rzadko, nie sprawia satysfakcji ani mnie ani jemu - nie warto się zastanowić dlaczego do niego w ogóle dochodzi? Dlaczego facet jest tak zapatrzony w siebie, że nie chce pogadać, wyjaśnić i byłby spokój raz na zawsze, tylko ucieka? Obraża się? Czy wszyscy tak mają? Czy tylko ja trafiłam na taki typ?
    • looona Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:34
      Staram się panować nad nerwami i raczej mi to wychodzi. Gorzej z napadem na słodkie, zwłaszcza lody, mniam :)
    • magnusg Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 25.01.11, 14:36
      Dlatego my takich smiesznych problemow nie mamy co miesiac.
      • kobieta.z.pasja Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 25.01.11, 14:42
        racja, wy je macie na co dzień
        • magnusg Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 25.01.11, 14:45
          kto ma wiecznie zimne raczki i nozki?Kto ma migreny?kto jest wraliwy na pogode?
          Kobiety sa jak zabawki Made in China.Z zewnatrz z reguly ladne,ale w srodku same usterki:)
          • ursyda Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 25.01.11, 15:28
            kurde z tymi nóżkami to też tak mam
          • real_mayer Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 25.01.11, 19:15
            zostań gejem i po kłopocie.
      • sienmuza Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 26.01.11, 11:47
        Odpowiadając: Pan Bóg stworzył kobietę i sp.......ł mężczyznę.
        Sorki za dosadność. Chyba jeszcze mnie trzyma...:)
        • magnusg Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 26.01.11, 17:42
          Czy wiesz, ze doslowne tlumaczenie Biblii brzmi-"Bog stworzyl CZLOWIEKA i kobiete"?To nie zart.
          • sienmuza Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 27.01.11, 09:33
            I tego się trzymaj! Doskonała recepta na zycie. W pojedynkę... Pozdrawiam.
            • magnusg Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 27.01.11, 14:20
              nie chce byc zlosliwy,ale jak na razie ty jestes na najlepszej do tego drodze.I dlatego sie tu wyzalasz.
              • sienmuza Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 28.01.11, 09:58
                Jesteś złośliwy.
                Ale może jest w tym jakaś logika... pomyślę.
          • menk.a Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 27.01.11, 09:35
            magnusg napisał:

            > Czy wiesz, ze doslowne tlumaczenie Biblii brzmi-"Bog stworzyl CZLOWIEKA i kobie
            > te"?To nie zart.

            To niczego nie dowodzi. Biblię napisali ci, którzy w czasie wichury przez przypadek z drzewa spadli.
      • sienmuza Re: Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony 26.01.11, 11:55
        magnusg napisał:
        Kobiety to produkt ewolucyjnie niedorobiony
        > Dlatego my takich smiesznych problemow nie mamy co miesiac.

        Powtórzę: Pan Bóg stworzył kobietę i sp.........ił mężczyznę.
        Te problemy sa śmieszne dla osób pozbawionych empatii i egoistów - czyli miałam rację.

    • izabellaz1 Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:39
      Nie mogę nigdy wyjść ze zdziwienia jak bardzo można własne idiotyczne zachowanie tłumaczyć pmsem.
      • qw994 Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 06:06
        Z ust mi to wyjęłaś :)
    • mozambique Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:40
      Ale chciałam, chciałam mu dokopać, nazbierało się we mnie, dodatkowo jeszcze ten pms i takie tam.

      czyli - pms to tylko wymówka , alibi
      po porstu jestes zwykła wredotą wykorzstując sytuacje
    • hejterzyna Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 14:48
      zalezy co mu powiedzialas
    • alpepe PMS to czas, kiedy kobieta 25.01.11, 14:53
      mówi prawdę.
      Zgadzam się.
    • rosa_de_vratislavia Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 15:02
      >powiedział, że w "te dni" to lepiej żebyśmy się nie widzieli.
      cham i prostak...

      > Nawymyślałam mu od egoistów itp.

      Bo to jest egoizm..."nie spotkamy się, bo być może przed miesiączką będziesz mieć obnizony nastrój i będziesz mniej zabawna, łagodna, dowcipna i skora do seksu".
      No to może nie spotkamy się jak będziesz miec grypę, oblejesz egzamin, umrze ktoś bliski?

      >Czy Wy, kobiety też jesteś
      > cie delikatnie mówiąc "jędzowate" przed?

      Czasem. Jak nałożą się na to inne stresy.
      ale generalnie panuję nad humorami, nie usprawiedliwiam się PMS.

      >Ehh, te hormony...

      DA SIĘ PANOWAC NAD SOBĄ.
      Więc panuj. Po to masz mózg.

      A księciunio niech nie uważa,że każdy przejaw Twojego niezadowolenia z jakiegoś powodu może zbyć pogardliwym "ehhh...baaaabyyyy...te hormony, te dni".

      • kasiaczek181987 Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 15:08
        co KONKRETNIE POWIEDZIAŁAŚ ?
      • mozambique Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 15:55
        >powiedział, że w "te dni" to lepiej żebyśmy się nie widzieli.
        > cham i prostak...

        asertywny mezczyzna
        z instynktem samozachowawczym
      • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 19:18
        rosa_de_vratislavia napisała:

        >
        > A księciunio niech nie uważa,że każdy przejaw Twojego niezadowolenia z jakiegoś
        > powodu może zbyć pogardliwym "ehhh...baaaabyyyy...te hormony, te dni".
        >

        ale to nie są słowa księciunia, tylko księżniczki. bardzo wygodne zresztą, ale skutkiem ubocznym jest to, że facet uwierzy że to TE dni sprawiają że ona jakaś taka dziwna i nie należy zwracać na nią uwagi, bo samo przejdzie
        • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 12:08
          Cóż, coś w tym jest. Ale mój facet jest wyjątkowo wyczulony na swoim punkcie. Bardzo łatwo go obrazić, broń Boże nie można używać żadnych epitetów. Chyba że pozytywnych. Bardzo źle znosi jakąkolwiek krytykę, dlatego też staram się unikać drażliwych tematów. I podawać je w możliwie strawny sposób. Tak aby nie odczuł tego jako dezaprobaty z mojej strony. Wiem, że to może troche skomplikowane i może za dużo tych kombinacji. Tylko, ze z nim sie inaczej nie da. ja jestem zwolennikiem mówienia wprost. On natomiast woli sprawe przemilczeć i zgarnąć "pod dywanik" Taka dulszczyzna wyniesiona z domu. Aureola i pomnik na zewnątrz - a w środku... Dlatego trudno nam sie porozumieć w spornych kwestiach. Nauczyłam się nie komentowac na bieżąco jego poczynań nawet jeśli mnie irytują. Okazało się, że to cenna umiejętność. Jednakże w okresie zwiększonej aktywności hormonalnej w moim organizmie moja prawdziwa natura - nie jędzowatość ale prostolinijność - dochodzi do glosu. Niestety...
          • raduch Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 12:40
            Aaa, więc to o to chodzi. Czytałem dotąd i nic mi się nie trzymało kupy, póki wreszcie nie napisałaś o co chodzi z tą... duszą. Jak on taka mimoza, taki mientki to niech się nauczy mieć twardą du.pę. Pffff. Wielki problem, że żona coś w złości powiedziała.
            • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 12:48
              No właśnie! Dla niego wielki. W złości - nie w złości - ale obraziła. Śmiertelnie. Nazwała egoistą. Słownie: egoistą.
              Tak sobie myślę, że to nie ja mam problem z hormonami. Może to on już przechodzi przyśpieszoną andropauzę albo ma tak od urodzenia? Tylko ja o tym nie wiedziałam?
              • raduch Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 23:59
                Hy... I to całe przewinienie? Stąd ta obraza majestatu? Ja pierdziu. :->
                Ma mocno zaawansowany syndrom władcy oświeconego. Sprawa z nimi jest taka, że o oświeconosci władcy oświeconego stanowi sam władca oswiecony. Ciężko takiemu cokolwiek wyperswadować. Pytałaś może skąd jego przekonanie o własnej wyjątkowości?
                • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:44
                  No właśnie - Ja pierdziu. :->
                  Władca oświecony pochodzi z "rodziny królewskiej". Także oświeconej.:)
                  Cóż, tacy też zakładają rodziny...
          • princessjobaggy Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 14:55
            > Jednakże w okresie zwiększonej aktywności hormonalnej w moim organizmie moja prawdziwa natura - nie jędzowatość ale prostolinijność - dochodzi do glosu.

            Nie wiem, nie wiem... Jakos dziwnym trafem ludzie doceniaja jedzo... tfu, prostolinijnosc jedynie u siebie, u innych juz troche mniej.

            BTW, nie umiesz konstruktywnie skrytykowac bez uzywania epitetow?
            • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:47
              Staram się w ogóle nie krytykować. A jeśli już coś szczególnie mi przeszkadza, przyjmuję taktykę "głaskanie misia".
              Niestety, w te cholerne dni idzie mi "pod włos".
          • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 17:15
            sienmuza napisała:

            > Cóż, coś w tym jest. Ale mój facet jest wyjątkowo wyczulony na swoim punkcie. B
            > ardzo łatwo go obrazić, broń Boże nie można używać żadnych epitetów. Chyba że p
            > ozytywnych.

            a ja myślę, że bez epitetów można się obejść w związku, to nawet wskazane jest..
            • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:49
              Wiele rzeczy wypada i należy. Ale czlowiek tylko człowiekiem jest.
              A Tobie się udaje?
              • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 19:56
                sienmuza napisała:

                > Wiele rzeczy wypada i należy. Ale czlowiek tylko człowiekiem jest.
                > A Tobie się udaje?

                nigdy nie obraziłam mojego Mietka epitetem, kłócimy się ale do epitetów i rękoczynów nie dochodzi

                ja wiem że człowiekowi może się wymsknąć, ale jak to jest nawyk to mu się nie dziwię że unika cię w dni kiedy jesteś jędzą (jak sama stwierdziłaś)
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 11:57
        rosa_de_vratislavia napisała:
        Bo to jest egoizm..."nie spotkamy się, bo być może przed miesiączką będziesz mi
        > eć obnizony nastrój i będziesz mniej zabawna, łagodna, dowcipna i skora do seks
        > u".
        > No to może nie spotkamy się jak będziesz miec grypę, oblejesz egzamin, umrze kt
        > oś bliski?
        >
        Dokładnie tak samo to widzę, dzięki. Chociaż jedna osoba wie o co kaman.
      • princessjobaggy Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 14:51
        > Bo to jest egoizm..."nie spotkamy się, bo być może przed miesiączką będziesz mieć obnizony nastrój i będziesz mniej zabawna, łagodna, dowcipna i skora do seksu".
        > No to może nie spotkamy się jak będziesz miec grypę, oblejesz egzamin, umrze ktoś bliski?

        Nie zgadzam sie. Jest roznica miedzy obnizonym nastrojem a zwyklym wyzywaniem sie na otoczeniu. Nie jestem w stanie stwierdzic, ze akurat tak jest w przypadku autorki, ale bardzo czesto ma miejsce to drugie. Nikt na ochotnika z taka osoba przebywal nie bedzie.
    • pompeja Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 15:37
      Faceckie ego? Ja pitole, co to jest? Ja chyba obdzwonię facetów i popytam, to odpiszę na post,
      • bijatyka Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 16:22
        > Faceckie ego? Ja pitole, co to jest?

        To będzie jakieś ego od twarzy
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 12:12
        pompeja napisała:

        > Faceckie ego? Ja pitole, co to jest? Ja chyba obdzwonię facetów i popytam, to o
        > dpiszę na post,
        >
        No proszę, jaka zdolna jestem! Nawet neologizm przy okazjii mi się ukuł!
        • pompeja Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 15:15
          No i widzisz, świat nie jest tak zły jak go malujesz :P
    • inzynier.kowalska Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 16:11
      > ale księciunio jest nieugięty. Urażone ego.

      Mój facet w takim razie chyba w ogóle nie ma ego, bo nie da się go urazić w żaden sposób... Nie wiem jak o to robi, ale nawet jak ktoś mu taką szpilę wbijał, że byłam pewna, że krew się poleje, to on albo to wyśmiewał albo olewał. Zdecydowanie księciuniem nie jest.

      > Czy Wy, kobiety też jesteście delikatnie mówiąc "jędzowate" przed?

      Przed jestem koszmarnie poddenerwowana, ale raczej nie wkur.wiam się na ludzi, tylko na jedzenie, które przez te parę dni za żadne skarby nie chce się ugotować smaczne. Potrafię ze złości wyrzucić cały gar żarcia, ale żywe istoty zazwyczaj na tym nie cierpią (co najwyżej muszą sobie same coś ugotować).
    • karmmi Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 16:35
      Duszę, powiadasz.... Następnym razem, żeby pan i władca był usatysfakcjonowany odwołaj okres:) W pracy jak nawalisz, też uroczo stwierdzasz: ah te hormony...:)))
    • wicehrabia.julian Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 16:49
      sienmuza napisała:

      > Ehh, to faceckie ego. Wiem, nie powinnam była tego powiedzieć. Ale chciałam, ch
      > ciałam mu dokopać, nazbierało się we mnie, dodatkowo jeszcze ten pms i takie ta
      > m...

      zadziwiające jest to, jak często kobiety tłumaczą naturę hetery używając różnych wykrętów typu pms, i takie tam

      na miejscu twojego faceta pomachałbym ci chusteczką, ale brudną (za karę)
      • doral2 Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 18:49
        spróbuj być jędzą przez cały czas, wtedy nie zauważy twoich wahań nastroju :)
    • lolcia-olcia Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 19:03
      Myślę, że miał rację... dla jego dobra i dobra związku jeśli bywasz zołzowata to lepiej nie spotykać się. Po co ma nabierać do Ciebie niechęci.
    • miss.yossarian Re: Zraniłam jego... duszę 25.01.11, 19:12
      ale co, tak sobie siedziałaś na kanapie i on ci powiedział że nie chce się z tobą widzieć w te dni, czy nawrzeszczałaś na niego, on sobie poszedł a teraz ma przeprosić za wybujałe ego?

      Czy Wy, kobiety też jesteś
      > cie delikatnie mówiąc "jędzowate" przed? I jak Wasi mężowie to znoszą? Bo mój w
      > yjątkowo źle. Ehh, te hormony...

      staram się nie być, a jak chcę żeby mnie pożałowano to idę w konwencję kota ze shreka, a nie w babę jagę
    • mmagi Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 11:44
      masz męża?bo z postu wynika ze masz chłopaka,który ma furtke i zawsze moze przez nią wyjść:/
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 26.01.11, 12:16
        mmagi napisała:

        > masz męża?bo z postu wynika ze masz chłopaka,który ma furtke i zawsze moze prze
        > z nią wyjść:/

        Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Możesz uzasadnić?
    • six_a Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 00:56
      mąż się wyprowadza na czas peemesu?
      oryginalnie.
    • jack20 Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:51
      Macie w glowce czasem poeb... .
      Najpierw obrazacie, rzucacie wszelkimi mozliwymi epitetami, potem przepraszacie a jesli delikwent powie: powoli , powoli to znowu sie wqrw.. bo "ksiezunio nieugiety" .
      Czy czasem nieslusznie kopnac taka delkwentke w d.. ?
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 09:57
        Czyli takich jak mój jest więcej!
        Cóż, nie wiem, płakać - czy cieszyć się?
        • jack20 Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 10:01
          Wiesz, czasem mezczyzni doszukuja sie jakiejkolwiek w postepowaniu swoich Dam. To blad.
          Stad wlasnie te nieporozumienia.
          • jack20 Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 10:04
            "jakiejkolwiek logiki" - chcialem napisac
            • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 10:08
              Domyśliłam się. Ale dzięki za refleks. I przemyślenia.
        • cus27 Sienmuza... 27.01.11, 10:01
          Skakac z radosci !
      • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 10:20
        A może postawię pytanie inaczej: czy jeśli on obraża się o takie pierdy to znaczy, że mu nie zależy? Bo, przyznasz chyba, że egoista czy egocentryk ani do kategorii szczególnie obraźliwych ani chamskich nie należą. Ewidentnie ma wybujałe ego. To jego pięta Achillesowa.
        Ja załatwiłabym to inaczej. Najpierw bym sie obraziła. Potem o tym pogadała. I bym się odobraziła. W końcu każdy się kłóci! Tylko trzeba umieć sie pogodzić!
        • jack20 Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 17:13
          Nie kazdy mezczyzna jest odporny na fochy rozkapryszonej dziewoi.
          Wystarczy bys mu powiedziala, ze takie cos sie nie powtorzy i .. sprawa zamknieta byc powinna.
          • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 10:04
            Problem w tym, że właśnie się powtórzyło...
            I co teraz mam powiedzieć: to już naprawdę, naprawdę ostatni raz? I to wystarczy? Czy tak myślą obrażeni mężczyźni? Troche to dla mnie dziecinne.
            Czy może jakoś inaczej to załatwić? Podpowiedzcie może co mogłoby sprawić uleczenie Waszej zranionej duszy? Może coś zadziała...
            • raduch Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 10:46
              Wyobraź sobie, że z papierosem w gębie mówię: od jutra nie palę! Czy ktoś się moją deklaracją przejmie? Wg mnie taki właśnie błąd popełniasz. Focha się facet bo może, bo taka taktyka przynosi efekty. Wydaje mu się, że jest górą. Fochy należy konsekwentnie ignorować. Powiedz że jest za dużym chłopakiem na dąsy i nie masz zamiaru się jego nastrojami przejmować. I trwaj w postanowieniu. Jak go coś boli to niech wreszcie powie ludzkim głosem co. Koniec, kropka.
              • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 13:55
                raduch napisał:
                Focha się facet
                > bo może, bo taka taktyka przynosi efekty. Wydaje mu się, że jest górą. Fochy na
                > leży konsekwentnie ignorować. Powiedz że jest za dużym chłopakiem na dąsy i nie
                > masz zamiaru się jego nastrojami przejmować.

                Już dawno miałam to zrobić ale zawsze brakowało mi odwagi. Przecież to zwykła dziecinada. To bez sensu - to całe czekanie aż mu przejdzie. Dzięki Raduch za te słowa. Tak zrobię.
    • volupte01 Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 17:46
      Na kolana....;-)
    • pompeja Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 17:51
      Nie no już nie rozumiem tego skakania wątków między forami.

      Ten był pierw tu, potem na wyżalni, teraz znów tu, żeby zaraz polecieć na wyżalnię. To jak stosunek przerywany - nabawię się nerwicy!!
      • raduch Re: Zraniłam jego... duszę 27.01.11, 18:29
        Może moderatorka też ma pms? ;)
    • takajatysia Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 11:09
      Tez jestem rozdrażniona i bardzo wkur... mnie wszystko, a każdy drobiazg, którego normalnie bym nie zauważyła urasta do rangi MEGAPROBLEMU.
      Tyle, że bardzo (!) staram się hamować, żeby już po PMS nie musieć żałować okropnych słów i czynów ;) Przeważnie się udaje. A luby też bierze poprawkę na mój PMS i nie daje się prowokować do awantur tylko obchodzi się ze mną jak z jajkiem.
      • jack20 Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 11:52
        jedyna rada to poznaj swoj pms:
        babyonline.pl/mamo_to_ja_strefa_mamy_artykul,4791.html
        • sienmuza Re: Zraniłam jego... duszę 28.01.11, 14:15
          Dzięki za link. Trochę mi lepiej, wiedząc, że moje zachowanie jest jakoś naukowo uzasadnione. Choć oczywiście wiem, że nie mozna sie usprawiedliwiać w ten sposób. Doszłam do wniosku, ze muszę się leczyć! U mnie od jakiegoś roku pół miesiąca przed okresem to koszmar! Myślałam, że te stany lękowe to po prostu stres i że schizuję. A to hormony. Dam ten tekścik do przeczytania księciuniowi, ciekawe czy zrozumie. I odobrazi się - ma się rozumieć:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka