margaret_cavendish
09.07.11, 22:39
"A tiger doesn`t change his stripes" powiedział kiedyś Sawyer z serialu Lost, przy okazji swojego kolejnego przekrętu. I miał rację. Bo ludzie się nie zmieniają.
Jestem kobietą, która miała kiedyś sponsorów. Ba, nazwijmy rzeczy po imieniu - byłam po prostu prostytutką.
Później awansowałam do rangi utrzymanki, skończyłam jedne studia, drugie, podjęłam normalną pracę, a sponsora zamieniłam na ukochanego człowieka. Niby bajka, prawda?
A teraz myślę o tym, aby zawrócić.
Bo związek się nie układa, jakoś tak się rozmijamy w oczekiwaniach, zresztą po prawie 10 latach bycia razem jesteśmy jak stare małżeństwo.
Na dodatek nie ma dziecka i nie wygląda na to, aby miało być (chociaż obietnice były, ale ja już w ich spełnienie nie wierzę), więc jaki jest cel kontynuowania tego związku?
Z kasą też ostatnio krucho, bo niby sporo zarabiam w legalnej pracy, ale koszty życia wysokie, a standard życia i wymagania w ostatnich latach znacznie mi się podniosły.
A ponieważ zawsze miałam skłonności autodestrukcyjne, to niech i się stoczę?
Zakończyć ten związek, który już jest praktycznie trupem, i poszukać sobie panów, którzy będą mi płacić za seks. A może i wyjdzie mi to na dobre, bo przy okazji zajdę może w ciążę?
A przynajmniej będę miała jakąś tam namiastkę związku, bo obawiam się, że po zakończeniu obecnego poczuję się bardzo samotna. Tzn. mam na myśli, że będę miała zaspokojone potrzeby seksualne i finansowe.
Wiem, pokręcona ta moja logika strasznie.
Tylko pytanie, czy ktoś jeszcze mnie będzie chciał? Co prawda nadal bardzo dziewczęco wyglądam, jestem szczupła, ładna, więc nikt nie powie, że jestem już po 30stce.
Tak sobie głośno myślę, co ze sobą zrobić, bo nawet nie mam z kim o tym pogadać.
Piszcie, co chcecie.