estolatek
18.10.11, 13:35
Jedni mówią na nią jędza. Inni nazywają zołzą, a jeszcze inni obwołują ją heterą.
Wszyscy mówią o tym samym typie charakteru, który domaga się, np. by, zrobić coś w kolejności przez nią zaplanowaną, bo inaczej to bomba atomowa spadnie i będzie koniec świata. W efekcie śmieci, zamiast grzecznie poczekać na koniec meczu, absorbują czas, kiedy był najlepszy fragment gry i padły dwie bramki. Jak nie być wk....? Na dodatek po przyjściu suszy głowę, a nie współczuje, że się poświęciło fragment meczu dla piperzonych śmieci, które mogły poczekać pół godziny.
Dla tego charakteru wszystko jest „nie tak”. Jak normalni ludzie idą do łóżka, czyli, np. w weekend rano i wieczorem, ją boli głowa, albo musi do mamy nagle z samego rańca pojechać. K... j... m..., jeszcze trzeba ją podwieźć!
Człowiek nie może sobie kupić czegoś drobnego, na co ma ochotę, bo od razu zarzut rozrzutności, zaprosić kolegów do domu, bo „po jednym piwie 0,33l”, to już jest libacja, ani wyjechać na ryby, by wyrwać się z obłędu, bo jest się posądzonym, o wyjazd z jakąś zdzirą. Aż się prosi jechać z kochanką, bo co złego mieć kochanke, jeśli żona-zołza nie wypełnia podstawowych powinności małżeńskich? Są związki, gdzie wszystko jest sielankowo ("tak im życie słodko idzie, nie w dostatku i nie w bidzie"), partnerzy szepczą sobie do uszka „kocham cię” i „ja też cię kocham”, ale nawet w takich związkach chyba muszą być drobne elementy zozłowatości? Wszędzie rozpowszechniane jest fałszywe oskarżenie "bo zupa była za słona". Prawda jest inna - "bo śmieci były nie wyniesione".
Czy z taką kobietą da się żyć? Jeśli tak, to jak długo?
Zwracam się do Pań - dlaczego niektóre takie jesteście?
Co mam zrobić, by było w miarę w normie? Dajcie mi brakującą stronę instrukcji obsługi kobiety.