Dodaj do ulubionych

Jakie były kochanki

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.04, 22:17
waszych mężów? Co o nich wiecie?
Obserwuj wątek
    • tralalumpek Re: Jakie były kochanki 16.06.04, 22:21
      jakie bylo zycie na marsie w 2038 roku? co o nim wiemy.....
      tak samo zajmujacy temat jak i twoj wpis
      • Gość: batim Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 10:27
        Każdy temat jest dobry, jak ma się coś do powiedzenia.
    • Gość: asiarol Re: Jakie były kochanki IP: *.netg.pl / 213.17.193.* 17.06.04, 01:02
      Mój mąż powiedział że bez znaczenia
      • Gość: Iza Eh, ci byli... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 12:09
        Coś w tym jest bo jak pomyślę o moich to też tylko to przychodzi mi do głowy.
        Właściwie tylko o jednym myślę ciepło i do tej pory utrzymujemy (sporadyczny
        ale jednak) kontakt. Chyba nie potrafię dobierać sobie facetów:)
        Czy to nie straszne, że ktoś na kim Ci w danym momencie bardzo zależy staje się
        prędzej czy później obcy, żenujący itp.? Jak to jest, że od bliskości droga
        prowadzi często do obojętności albo co gorsza wrogości?
        • kokieteryjna Re: Eh, ci byli... 17.06.04, 12:53
          Gość portalu: Iza napisał(a):

          > Czy to nie straszne, że ktoś na kim Ci w danym momencie bardzo zależy staje
          się
          >
          > prędzej czy później obcy, żenujący itp.? Jak to jest, że od bliskości droga
          > prowadzi często do obojętności albo co gorsza wrogości?

          Milosc i wrogosc to silne emocje. Skrzywdzeni predko wpadam z jednej skrajnosci
          w druga. Jedynie "letniacy" uczuciowi nie odczuwaja negatywnych uczuc.
          • Gość: olina2 Re: Eh, ci byli... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 21:35
            Mam w d.... eks kochankę męża. Pozdrawiam
      • Gość: kobietka Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.04, 21:40
        o kurcze mój powiedział to samo :)
    • Gość: m Re: Jakie były kochanki IP: *.handpicked.uk.com 18.06.04, 04:46
      odchodze od ciebie powiedziala zona do meza w restauracji.masz kochanke.tak
      kochanie.ale zwroc uwage ze twoje odejscie oznacza zmiane twoje stylu zycia juz
      nie bedzie trzeciego domu na majorce jachtu wakacji na seszelach futra z norek
      jako wycieraczki do butow.o ! popatrz kochanka nowaka. eeee! odpowiada zona,
      nasza jest ladniejsza.
      • Gość: kochanka Re: Jakie były kochanki IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 18.06.04, 09:34
        Kochanka czesto jest wymiernikiem gustu :)

        jak ladna i intelogentna to zona moze sie pochwalic ze tez taka jest bo maz ma
        dobry gust :)
        • Gość: Dorota Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 11:15
          Ciekawe pytanie, ale chetnie na nie odpowiem,teraz to z pozycji czasu inaczej
          okreslam ta kobiete, nie byla to mloda dziewczyna tylko dojrzala
          kobieta.Napisalam byla, ale nie jestem do konca przekonana czy nadal nie
          jest.Na poczatku nazywalam ja najgorszymi epitetami, ale to nic nie dalo, wrecz
          byl ze strony mojego mez odwrotny skutek,wrogie nastawienie do mojej osoby.
          Wodzialam ja dwa razy,bardzo ladna kobietka,pogodna usmiechnieta buzia,dobrze
          ubrana,dobra figura,jednym slowem osoba na ktora napewno facecie zwracaja
          uwage, ale nie nalezaca do typu wyzywajacych kobiet.
          Kiedys na spokojnie rozmawialam z mezem i spytalam sie jaka ona jest,napewno
          nie jedna zona dostala by histerii slyszac takie rzeczy.A ja przyjelam to ze
          spokojem,poprostu chcialam wiedziec co w niej jest takiego ze moj slubny chcial
          z nia byc.Otoz okazalo sie ze jest to bardzo ciepla,kobieca i serdeczna
          osoba,wrazliwa,delikatna, uczuciowa, z duzym poczuciem humoru,szczera i tak
          dalej i tak dalej,same zalety!! Zapytalam sie o wady i wtedy uslyszalam ze przy
          takich zaletach, wady blekna.Co mnie najbardziej zabolalo, ale rowniez dalo
          duzo do myslenia to bylo to ze ona swietnie rozumie drugiego
          czlowieka,akceptuje ludzi takich jakimi oni sa,nie jest wymagajaca,cieszy sie
          zyciem i jest podobno bardzo lubiana osoba.
          Wiecie ze ta rozmowa mnie uspokoila i wyciszyla,dletego ze wiedzialam jaka jest
          i kim jest byla kochanka mojego meza, nie zrobil z tego zadnej tajemnicy, nie
          oszukiwal mnie,a mnie sie zaczelo wydawac ze skoro juz tyle czasu ciagnal sie
          ten romans to moze on bylby szczesliwy z taka kobieta jak ona.
          Nadal jestesmy razem,napewno ja sie zmienilam w stosunku do mojego meza, ale
          wiem ze nigdy nie bede taka jak ona.Moj maz jest ostatnio wyciszony i spokojny,
          nie rozmawiamy ze soba zbyt duzo,wykonuje wszystkie swoje obowiazki
          automatycznie,gdzies biega myslami,jest czasem nieobecny duchem,chociaz widze
          ze stara sie przynajmniej w stosunku do dzieci byc dobrym ojcem.
          On chyba naprawde kochal ta kobiete a moze nadal w nim tkwi to uczucie.Ten
          temat w naszym domu jest juz historia, chociaz we mnie troche jeszcze zywa
          historia.
          Nie wiem czy nadal utrzymuja kontakt czy sie spotykaja,juz mnie to nie
          obchodzi,nadal jestesmy malzenstwem, mamy dzieci,wspolnych znajomych,
          rodzine,jakies plany o ktorych coraz rzadziej sie mowi,zyjemy raczej z dnia na
          dzien.Ja musze wychowac dzieci, zajac sie domem, praca nie bede sobie zatruwac
          glowy inna kobieta,w gruncie rzeczy nic mi nie zrobila.Moze sie smiac z mojego
          podejscia,ale materialnie niczego nie stracilam i wiem ze nie strace,zabrala mi
          uczucia mojego meza,a mozgu i serca jemu przeciez nie wytne i nie wsadze do
          sloika i napisze "uczucia sa moja wlasnoscia".
          Ps; wiecie ze chcialabym kiedys z nia pogadac i dowiedziec sie od niej jaki
          jest moj maz, jaki byl a moze jest dla niej, byc moze ja nie zauwazylam jego
          pewnych cech,albo zmiany jaka w nim nastapila po tylu latach mazenstwa.Inni
          czasem widza wiecej. Pozdrawiam Dorcia


          • Gość: katinka Re: Jakie były kochanki IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 18.06.04, 12:44
            bardzo ladny list napisalas i wydaje mi sie, ze sama tez jestes bardzo
            interesujaca osoba. pozdrowionka Dorota :)
          • Gość: batim Do Doroty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 13:08
            Mam do Ciebie kilka pytań i wątpliwości, w związku z Twoim postem.
            - Skoro ta kochanka jest tak wspaniałą kobieta, dlaczego jest tylko tą drugą?
            - Czy tak wspaniałe kobiety nie mają mężów?
            - Czy tak szlachetne osoby postępuja tak niemoralnie, robią krzywdę innej
            kobiecie, podrywajac jej męża ?
            - A moży Ty, Doroto, jesteś kochanką i starasz się tu dowartościować pisząc o
            sobie takie superlatywy?


            • Gość: Dorota Re: Do Doroty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 13:45
              Chetnie tobie odpowiem, zdaje sobie sprawe ze nie napisalam wszystkiego,widac
              tu jest dobre miejsce zeby sie wygadac i dlatego to zrobie z przyjemnoscia.
              Ta kobieta nie jest sama, jest mezatka, dlaczego jest ta druga to bardzo
              proste,widac los tak chcial ze ona i moj maz spotkali sie majac juz swoje
              rodziny,milosc nie wybiera nikt nie zna dnia ani godziny co go moze
              spotkac.Jesli chodzi o niemoralnosc to po pierwsze gdyby moj maz nie chcial to
              napewno nie bylo by zadnego romansu, przypuszaczam ze z jej strony bylo
              podobnie.Musieli chciec oboje byc ze soba.
              Kochanka nie jestem, chociaz nie znam swojego dalszego zycia i nie moge
              przewidziec niczego, nie jestem jasnowidzem.A nie lubie sie zarzekac ze czego
              nie zrobie bo czlowiek do konca nie zna sam siebie i nie wie jak zareaguje na
              rozne sytuacje losowe.
              Ja jestem normalna kobieta,cos mnie w zyciu nauczylo.Czy wedlug wielu
              zdradzonych zon, kazda zdradzona zona ma wieszac na kochance psy, oczerniac ja,
              robic swojemu kochanemu mezowi awantury i wieczne wymowki,wyrzucac z domu,
              stawiac warunki, szantazowac.Ja tak zrobielam raz i wiedzialam ze swoim
              zachowaniem przegram, ze w jego oczach bede zla, okropna, krzykliwa,zaborcza i
              jeszcze nie wiadomo jaka.Latwo jest komus uprzykrzyc zycie, ale czy pozniej
              mozna to naprawic? z pozoru tak, ale tylko na krotka mete.
              I jeszcze jedno,gdy mysle o tej kobiecie to wiem ze ona ma takie cechy jakich
              ja nie umialam wyeksponowac na zewnatrz,przeciez kazda kobieta ma w sobie
              cieplo i milosc, jest wrazliwa i czula, ale nie umie tego okazac.
              Ja wielu rzeczy juz nie naprawie,ale wiem ze musze zrozumiec ze uczucia sa
              silne i tego na sile nie zmienie.A bardzo chce miec w domu cisze i spokuj i
              mila atmosfere, nie bede wprowadzac sama we wlasne gniazdo awantur i wymowek
              zeby moje dzieci to widzialy.Tak postepuje ja i nikt nie zmieni mojego
              zdania,chce zyc spokojnie,pozdrawiam Dorotka
          • monopri Doroto 18.06.04, 14:39
            przynajmniej masz taką "satysfakcję", że zostałaś zdradzona z kobietą z tzw.
            klasą.
            Mój ślubny niestety znalazł sobie całkowite przeciwieństwo tej pani , którą
            opisałaś. I to jest najbardziej dramatyczne w tym wszystkim. Jeżeli już
            zdradzać to z osobą lepszą w jakims sensie od stałego partnera/ki.
          • gepart_czester Re: Jakie były kochanki 21.06.04, 20:16
            o kurcze, ale jestes zalosna...
            zimna, pozbawiona uczuc, nieczla, glupia, wyrachowana...
            na kazdy z moich epitetow mam argument jednak nie chce mi sie za duzo pisac
            no nic, kazda z nas na cale moje wielkie szczescie jest inna
    • romantic Do Doroty 18.06.04, 14:38
      Dorota, piekne slowa, az sie wzruszylam ze ktos moze byc taki wspanialy. Twój
      maz chyba nie potrafi docenic swojego szczescia ze ma taka wspaniala zone, co
      go pchalo do romansu?
      • Gość: ania Re: Do Doroty IP: *.novartis.com 18.06.04, 14:47
        Boze gdybym wiedziala ze moj facet mnie zdradza to wszystko jedno z kim.
        pokazalabym mu drzwi. co maja do tego wspolni znajomi albo mieszkanie.
        wystarczy wyobrazic sobie co robili razem pod Twoja nieobecnosc.
        • pierozek_monika Re: Do Doroty 18.06.04, 16:40
          Doroto, a ja cię rozumiem.
          Wiem, że ludzie przysięgają sobie wierność aż po grób itd.. ale do śmierci to
          jest masa czasu. Splot różnych okoliczności może sprawić, że uczucie blaknie,
          że dwoje małżonków żyje obok siebie, ziązani dziećmi, wspólnymi zobowiązaniami
          finansowymi, wspólnymi przyjaciółmi, a jednak jest to życie bardzo "obok". Nie
          kochając się, nie podzielając zainteresowań, dwoje ludzi o zupełnie różnych
          charakterach, których los związał niefortunnie. Na co dzień nie obserwuję zbyt
          wiele doświadczonych małżeństw które pałają do siebie romantyczną miłością i
          namiętnością. I co wtedy - rozstać się?
          Gdyby miały w rzeczywistości trwać dalej tylko małżeństwa te, które zachowają w
          sobie żar miłości, porządania to mało by ich było.
    • Gość: ewakurz Do Doroty IP: 148.196.3.* 18.06.04, 15:13
      Doroto, niby nie na temat, a jednak: Ile lat maja Wasze dzieci? Co wiedza o
      zwiazku Taty?
      Potrafisz z wielka klasa podejsc do swojej sytuacji, kapelusze z glow, panowie
      i panie. Podziel sie, prosze, sposobem ma wychowanie dzieci poligamicznego (?)
      meza.
      Kindly, EK
      • nikolettajasnowlosa Re: Do Doroty 18.06.04, 15:15
        chyba wolalabym zeby moi rodzice sie rozwiedli. tak czy tak stracilabym caly
        szacunek dla ojca ktory posuwa kogos innego niz moja matke jesli ona byla wobec
        niego w porzadku.
        • Gość: ewakurz Re: Do Doroty IP: 148.196.3.* 18.06.04, 16:21
          Tez bym wolala. Jeszcze jeden dowod, ze dorosli, z cala ich logika i
          doswiadczeniami, w sumie nie powinni... miec dzieci.

          :-}
        • Gość: Dorota Re: Do Doroty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 16:40
          Poniewaz zaczelam ten temat to z obowiazku odpowiem na pytania,zeby nie
          zostawiac was bez odpowiedzi.
          Do nikoletty; nie mieszma swoich dzieci w sprawy doroslych,one maja prawo
          dorastac w poczuciu bezpieczenstwa, i bez roznicy co rodzice wyczyniaja poza
          domem.One musza czuc ze matka i ojcec je kochaja.Nigdy nie posunelam sie do
          buntowania swoich dzieci przeciwko ojcu,tym bardziej ze moj maz jest dobrym
          ojcem, dzieci nie sa karta przetargowa.Czy rodzice sa w zwiazku czy po
          rozwodzie dzieci maja czuc milosc obojga rodzicow.
          Moja dzieci sa juz nastolatkami, ale jeszcze nie pelnoletnimi,napewno wyczuwaly
          przez jakis czas napieta atmosfere w domu i tego nie da sie ukryc,skad
          znalazlam sobie sile zeby one niczego nie wiedzialy nie slyszaly
          rozmow,podniesionych glosow, czy tez mojego zlego humoru, na to jest jedna
          odpowiedz, bardzo je kocham i nie chcialam zeby widzialy mnie w stanie
          przygnebienia czy tez nerwow, to napewno nie wplynelo by dobrze na ich
          psychike,zreszta dzieci tez maja swoje male problemy np: szkola kolezanki
          koledzy.napisalas nikoletta jedna rzecz ktora w moim mniemaniu nie pasuje do
          ciebie,posuwa kogos innego niz moja matke,seks jest rzecza bardzo piekna,ale
          moje dzieci nie musza wiedziec kto z kim to robi,nie wyobrazam sobie zeby moje
          dzieci zostaly poinformowane o tym ze my we dwoje uprawiamy seks albo tym
          bardziej byly swiadkami takich rzeczy.Uwazam ze na takie rzeczy maja czas,
          chociaz z nimi rozmawiam na te tematy i one napewno swietnie wszystko wiedza.
          A to co robil a moze nawet robi ich ojciec nie oznacza ze jest zly i niedobry.
          Gdybym tylko chciala moglabym oczernic, obrzydzic im ocja, pokazac go w takim
          swietle ze napewno stracilyby do niego szacunek ale co ja wtedy zyskam?
          kompletnie nic, moge im tylko zniszczyc obraz ktory mialy do tej pory, a ten
          obraz ojca byl i jest bardzo dobry.A moze kiedys taka sytuacja obrocilaby sie
          przeciwko mnie, moze to ja bylabym ta zla matka, ktora w perfidny sposob
          zniszczyla ich milosc do ojca.
          Naprawde latwo jest cos zniszczyc w ciagu jedej chwili, gorzej to wszystko
          naprawic.
          Moze teraz jestem taka madra, bo wiem ze ja rowniez popelnilam wiele bledow
          glownie w stosunku do mojego meza, to co sie stalo to sie stalo i nie wiem co
          bedzie dalej,ale troche inaczej patrze na to wszystko.Milo si z wami pisalo,
          mam nadzieje ze moze komus w czyms pomoge pozdrawiam Dorota
        • w.a.r.t.a Masz racje mala 20.06.04, 19:23
          nikolettajasnowlosa napisała:

          > chyba wolalabym zeby moi rodzice sie rozwiedli. tak czy tak stracilabym caly
          > szacunek dla ojca ktory posuwa kogos innego niz moja matke jesli ona byla
          wobec
          >
          > niego w porzadku.
      • Gość: Dorota Re: Do Doroty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 16:52
        Rozpisalam sie, ale akurat mam mozliwosc korzystania z internetu dzieki
        grzecznosci swojej kolezanki.Moje dzieci sa duze maja po nascie lat.Wychowuje
        je tak samo,na moje wychowanie romans mojego meza nie mial zadnego
        wplywu.Zreszta moj maz podobnie podchodzil do sytuacji i wielkie dzieki mu za
        to.
        Ja o romansie dowiedzialam sie gdy on juz trwal kilka ladnych miesiecy i o ile
        pamietam byla raz taka sytuacja w ktorej dzieci mogly sie czegos domyslac, ale
        udalo mi sie odwrocic kota ogonem i wszystko przeszlo bez echa.Oczywiscie ze
        zdarzalo mi sie sklamac, szczegolnie kiedy mialam dolek psychiczny, udawalam ze
        boli mnie glowa, ze sie czyms zatrulam, ze w pracy byl ciezki dzien.Ale byl
        obok ojciec, ktory rowniez staral sie aby dzieciom niczego nie brakowalo.
        Koncze juz ten temat,chociaz szczerze chcialabym zeby jakas inna zdradzona zona
        opisala podobna sytuacje do mojej.Ciekawa jestem jakie sa kochanki innych mezow.
        Jeszcze jedno moj maz nie jest typem amanta,nie nalezy do silnie zbudowanych
        mezczyzn, nie jest uwodzicielem, bo to ja chyba raczej go uwiodlam niz on mnie,
        te kilkanascie lat temu.Widac tak mialo byc,niech ja kocha i ona jego,a ja chce
        zyc spokojnie i juz. Milo bylo popisac z wami, pozdrawiam Dorota
        • viper39 Re: Do Doroty 18.06.04, 17:35
          Doroto jestes bardzo rozwazna kobieta, pogratulowac,
          masz racje nie mozna palic mostow za soba nie wiadomo co zycie przyniesie, nie
          wiadomo co samemu sie zrobi, wiadomo jest ze zycie czasami filge plata i kazdy
          moze w tych figlach stracic glowe,
          chyle czolo i wierze ze w pewnym momencie potrzeba zimnej krwi w ogranizmie
          albo zimnego prysznica....
          powodzenia
        • monopri Re: Do Doroty 18.06.04, 19:14
          Gość portalu: Dorota napisał(a)
          > Koncze juz ten temat,chociaz szczerze chcialabym zeby jakas inna zdradzona
          zona
          >
          > opisala podobna sytuacje do mojej.Ciekawa jestem jakie sa kochanki innych
          mezow
          > .

          Doroto , nie znajdziesz podobnej sytuacji do Twojej, bo żadna kochająca żona,
          która nie ma sobie nic do zarzucenia, nie podchodzi do zdrady męża z takim
          spokojem jak TY.
          Zadna nie rezygnuje i nie składa broni. Musisz mieć małe poczucie własnej
          wartości. Mąż powiedział Ci, że tamta jest taka wspaniała, a Ty bez zastrzeżeń
          w to uwierzyłaś. Kupiłaś jego wersję. Skoro jest taka wspaniała, to dlaczego
          został z Tobą ? Dlaczego zaakceptowałaś jego uczucia do niej. Dlaczego dajesz
          sobą manipulować i stałaś się taka bezwolna? Ona odbiera Ci prawo do tego
          związku. A Ty co? Proszę bardzo, oddaję co moje, bo jestem ta "gorsza",
          ta "mniej warta". O męża, rodzinę i dom trzeba walczyć!
          • envi Re: Do Doroty 18.06.04, 19:20
            żenada,kolejna heroina wspirająca męża w jurnych podbojach,pokorna matka Polka,
            chyląca czoła przed genialnym mężczyzną 100% samcem.
            Straszne i ohydne.W życiu bym do tego stopnia nie poniżyła samej siebie.
          • viper39 Re: Do Doroty 18.06.04, 20:09
            monopri napisała:
            > Gość portalu: Dorota napisał(a)
            > > Koncze juz ten temat,chociaz szczerze chcialabym zeby jakas inna zdradzona
            > > zona> > > > opisala podobna sytuacje do mojej.Ciekawa jestem jakie sa
            kochanki innych mezow.
            >
            > Doroto , nie znajdziesz podobnej sytuacji do Twojej, bo żadna kochająca żona,
            > która nie ma sobie nic do zarzucenia, nie podchodzi do zdrady męża z takim
            > spokojem jak TY.

            ona do spokoju doszla, po zimnym prysznicu, usiadla pomyslala co dalej, i
            stwierdzila ze mozna sprobowac, ze warto sie zastanowic co dalej, walka krzyki
            itd nie pomoga w rozwiazaniu sytuacji aby ona miala jaki taki koniec

            > Zadna nie rezygnuje i nie składa broni.

            nie? byl temat o romansie z zonatym ile przyznalo sie ze mialo podbna sytuacje?
            znaczy te ktore sa nadal z mezami sie poddaly? no bo to tak wyglada... poddaly
            sie 100% macho

            >Musisz mieć małe poczucie własnej > wartości. Mąż powiedział Ci, że tamta jest
            taka wspaniała, a Ty bez zastrzeżeń > w to uwierzyłaś. Kupiłaś jego wersję.
            Skoro jest taka wspaniała, to dlaczego > został z Tobą ?

            no pewnie, czasami moze trzeba przelknac slowa krytyki moze to krytyka
            konstruktywna, moze ktos ma racje? moze zaniedbanie siebie, moze rutyna w
            malzenstwie, moze slowa nie docieraly? nie kupila jego wersji postarala sie o
            swoja wersje, skorygowala cos w zyciu, zmienila, i moze sie uda, a jak nie to
            zycie pokaze co dalej,
            napisala dlaczego nie zostal z nia, ONA JEST MEZATKA



            >Dlaczego zaakceptowałaś jego uczucia do niej.

            bo jak napisala madrze (i sie z nia zgadzam) nie mozna wywalic uczucia z
            czyjegos serca i mozgu....

            >Dlaczego dajesz > sobą manipulować i stałaś się taka bezwolna?

            wcale nie jest bezwolna i nie dala soba manipulowac, swiadomie wie co robi,

            >Ona odbiera Ci prawo do tego > związku. A Ty co? Proszę bardzo, oddaję co
            moje, bo jestem ta "gorsza", > ta "mniej warta". O męża, rodzinę i dom trzeba
            walczyć!

            nie odbiera i nie odbierala, ona nadal jest w tym zwiazku a tamta w swoim
            zwiazku, Dorota zmienila sie jak napisala to wczesniej, sama zauwzyla rutyne w
            zyciu, i probuje dalej zyc inaczej....

            mysle ze wybrala najlepsza opcje bo walka tylko by ich rozdzielila bardziej a
            tak mezczyzna widzi ze jej na nim zalezy ..

            i jak ma walczyc o rodzine i dom? moze ja oswiecisz? ma sie rozwiesc? i wtedy
            postawic na swoim?
            • monopri Re: Do Doroty 18.06.04, 20:38
              Masz wiele racji w tym co piszesz viper.
              Ale mnie nie chodziło ani o awantury, ani o rozwód.
              Pod pojęciem " walka" o dom , o rodzinę , o utrzymanie związku, rozumiem :
              1. krytyczne spojrzenie na siebie i dokonanie konstruktywnej zmiany w swym
              postępowaniu, w wyglądzie itd.
              2.rzeczowej rozmowy o problemach w związku, czego nie ma, co jest dobre, a co
              złe, czego nam w nim brakuje
              3.wyrazenia swoich nadziei i oczekiwań- "Co dalej z nami? Jak sobie dalej
              wyobrazamy wspólne zycie?
              3.Jasnego postawienia sprawy- jezeli on zostaje w małżenstwie, to oznacza
              definitywny koniec z tamtą.

        • owca Re: Do Doroty 18.06.04, 23:07

          jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego spokoju i opanowania przy relacjonowaniu
          krzywdy, jaką Ci wyrządzono
          wybór Twój dotyczący sposobu poradzenia sobie z obecną sytuacją, jak widać po
          opiniach osób tu piszących, oceniany jest całkowicie skrajnie
          bez względu na to co ludzie tu napiszą to jest Twoje życie i urządzasz je po
          swojemu, ważne jest tylko abyś Ty wierzyła, że wybory są słuszne i dobre dla Ciebie

          abstrahując od opisanej przez Ciebie historii ciekawy jest problem przesuwania
          granic tolerancji wobec 'niespodzianek' serwowanych nam przez naszych najbliższych
          na ile jesteśmy w stanie zaakceptować i przejść do porządku dziennego nad
          sytuacjami, które wcześniej uważaliśmy za ekstremalne i całkowicie nie do przyjęcia

          pozdrawiam
          owca

          _,,,٢ة إ ة٦,,,_
    • Gość: Edek Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 20:09
      muhahaha, ta wielce szanowna Dorota, to pewnie jakiś znudzony koleś, który robi
      sobie bekę. Bo do qrwy-nędzy - nie może byc przecież takich naiwnych,
      dupowatych kobiet jak niby "ona". Ludzie, chrońcie mnie przed taką wazeliną, to
      jest wręcz niesmaczne i obrzydliwie perwesyjne.
      • viper39 Re: Jakie były kochanki 18.06.04, 20:15
        Gość portalu: Edek napisał(a):
        > muhahaha, ta wielce szanowna Dorota, to pewnie jakiś znudzony koleś, który
        robi> > sobie bekę. Bo do qrwy-nędzy - nie może byc przecież takich naiwnych,
        > dupowatych kobiet jak niby "ona". Ludzie, chrońcie mnie przed taką wazeliną,
        to> jest wręcz niesmaczne i obrzydliwie perwesyjne.


        czyli ciebie edek wedle twojego postu powinnismy traktowac jak zidiociala
        kobite ktora urazona gleboko nie moze sie pogodzic z tym ze inne moga miec inne
        zdanie na jakies tematy?
        • Gość: Edek Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 20:30
          ja poprostu nie rozumiem takiej słuzalczo-poddanczej postawy. Gdzie w tym
          wszystkim jest honor i ludzka godność? Dostałam w pysk to musze sie jeszcze raz
          nadstawić i dostać, bo inaczej to np.obetną mi nogę. Gdzie tu logika i
          racjonalne myślenie?
          • Gość: qwerty Re: Jakie były kochanki IP: *.sip.bct.bellsouth.net 20.06.04, 17:17
            ja tez nie rozumiem. Ale nie chodzi mi tu o godnosc itp, tylko o prosty fakt -
            jesli ktos dokonuje jakiegos wyboru (jak maz Doroty) - to powinien sie liczyc z
            jego konsekwencjami i je poniesc. A tutaj wlasciwie maz dokonal wyboru, a
            konsekwencje ponosi Dorota. Przeciez on sie musi liczyc z tym, ze Dorota moze
            tej sytuacji nie zaakceptowac i rodzina mu sie rozpadnie. No chyba ze jest
            granitowo pewny tego, ze ona tego nie zrobi - ale co go trzyma przy tej pewnosci?
    • Gość: iza Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 20:50
      Myślę, że wiadomość o romansie bardzo obniżyła poczucie wartości Doroty.
      Najpierw próbowała się bronić - mąż zareagował agresywnie. Przyjęła więc inną
      taktykę. Zaczęła spokojnie rozmawiać z mężem, przyglądać się wszystkiemu z
      boku. Mąż naprawdę zakochał się w tej kobiecie, więc nie można było mu postawić
      zarzutu, że działa z niskich pobudek. Dodatkowo mąż zauroczony zaczął
      opowiadać, jaka ta kobieta jest wspaniała. I Dorota to łyknęła, uwierzyła, że
      ona jest lepsza (ładniejsza, ciepła itp),że daje jej mężowi coś czego ona sama
      nie umie z siebie wydobyć. To błąd. Doroto popełniasz błąd. A może chcesz mieć
      święty spokój od męża - nie uprawiać z nim seksu, nie starać się, po prostu żyć
      obok siebie. Reczywiście, musi być powód takiego myślenia. Jeślibyś go kochała,
      mogłabyś o tym pisać w sposób spokojny, jak mądra kobieta po przejściach, ale
      ty piszesz z takim rodzajem dystansu, że myślę, iż nie zależy ci na mężu w
      sensie uczuć. Skąd to wszytsko wiem? Bo mój mąż też zakochał się w kobiecie.
      Powiedział do mnie: "Kocham tę kobietę". Kiedyś próbowaliśmy rozmawiać
      spokojnie, w czasie rozmowy on dostał od niej sms-a. Poinformował mnie, że jej
      leci krew z nosa, że to z miłości, że ona nie śpi po nocach itp. Wyczułam
      intuicyjnie, że oto granica i niespodziewanie odparłam: nie obchodzi mnie, co
      ona czuje, bo jej nie obchodzi, co czuję ja. Mąż popatrzył dziwnie i zrozumiał,
      że nie będziemy parą kumpli, która zwierza się sobie, bo jesteśmy parą - mężem
      i żoną. To był dla mnie bardzo trudny okres. Znalazłam w portfelu jej zdjęcie i
      patrząc na nie myślałam: jaka ona piękna. Modniej ubrana ode mnie, fajnie
      zrobione włosy, łagodna, wyrozumiała. Ale to było złudzenie spowodowane tym, że
      część miłości jego przelała się na mnie i ja też się nią poniekąd
      zafascynowałam. Mówiłam mu: ona może o siebie zadbać, ma pieniądze, czas, żeby
      pójść do fryzjera. Jest łagodna, bo nie żyje z Tobą na co dzień (my się
      kłóciliśmy). Łatwo jest jej, bo przy niej nie wymigujesz się od prac domowych,
      od opieki nad dzieckiem, od probelmów z płaceniem rachunków itd. I w końcu
      nadszedł koniec tgo romansu (notabene on uparcie twierdzi, że romans był tylko
      platoniczny i w sumie jestem skłonna w to uwierzyć, bo po prostu nie mieli
      okazji. Niedawno zakochał się we mnie mężczyzna, żonaty, elegancki, przystojny,
      dobrze sytuowany, na stanowsku itp. duperele, które świadczą o tzw.
      atrakcyjności. Nic między nami nie było, bo ja do tego nie dopuściłam, ale
      oczywiście swiadomość i jego wyznanie mile połechtało moją kobiecość. I dziś
      czuję się wartościowa, także z powodu uczucia mojego męża i patrząc na
      zdjęcie "kochanki" juz nie myślę: jaka ona piękna i doskonała.
      • Gość: batim Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 21:44
        duzo w tym prawdy, w tym co piszesz o swoich pierwszych , Izo
        • Gość: adaśko Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 22:45
          Doroto, twoj mąż to ZERO! Ale kadź mu dalej skoro ci to odpowiada.
    • Gość: ewa Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.04, 22:00
      A ja myslę, że Dorota po prostu boi sie samotności i nieznanego. Trzeba mieć
      wiele siły, aby rozstać się z człowiekiem, z którym spędziło się ileś tam lat,
      którego mimo zdrady ciągle sie kocha, bo przecieć uczucie nie gaśnie od razu.
      Jak sama pisze, materialnie nie straciła. To szczerze mówiąc, brzmi paskudnie.
      Te zasłanianie się dojrzałością to dla mnie zwykłe dorabianie "ideologii" do
      sytuacji. Podobnie z dziećmi. Cóż z tego, że mają ojca i matkę pod jednym
      dachem i tzw. "spokój", który jest niczym innym jak życiem obok siebie bez
      uczuć.
      Takie pisanie, że dzieciom niczego nie brakuje, przypomina mi zdanie pewnego
      pana, że zawsze starał się, aby dzieci miały co jeść i w co się ubrać, i dziwi
      się po latach, jak dorosły że nie potrafią mu się odwdzięczyć.
      Zapomniał tylko o miłości.
      Ty, Dorota, wychowujesz je w kłamstwie, chcesz ochronic przed czymś, przed czym
      nie jesteś w stanie. One dobrze wiedzą, wierz mi to się czuje, że waszym domu
      coś jest nie tak i nie wolno o tym mówić.
      Trzeba udawać, że wszystko gra. Temat tabu, nikt go nie naruszy bo może stać
      się coś złego.
      Potem takie dzieci chodzą po lekarzach, nerwica, depresja, dlaczego?
      Przecież wszystko w domu miały - tatę, mamę, pieniądze, spokój.
      • Gość: baba Re: Jakie były kochanki IP: *.acn.waw.pl 18.06.04, 22:22

        Ale przeciez ten romans sie juz skonczyl !
        Po co informowac dzieci ?
        Co innego, gdyby to trwalo i matka cierpiala w pokorze, zeby tylko dzieci
        mialy "normalny" dom.
        • Gość: ania Re: Jakie były kochanki IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.04, 00:43
          nie tylko kasa i tzw. swiety spokoj sie liczy. bliska osoba wbija Ci noz w
          plecy a Ty jeszcze ja chronisz...
          • Gość: batim Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.04, 10:07
            bo taka jest miłość żon. Oni je krzywdzą a one wybaczają.
            • Gość: samica poczucie wartości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.04, 17:20
              > bo taka jest miłość żon. Oni je krzywdzą a one wybaczają.
              Męzowie też potrafiają kochać mimo krzywd, które wyrządzają im żony. Potem coś
              im się od tych żon należy.
              Trzeba umieć rozumieć, nie patrzeć na człowieka jak na swoją własność.
              Wbrew pozorom - nie zostaje się z kimś podłym dlatego, że ma się małe poczucie
              własnej wartości, tylko dlatego, że jest się tak wspaniałym, iż jakaś głupia
              zdrada nie może go zniszczyć, tego poczucia wartości.
              • Gość: ania Re: poczucie wartości IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 19.06.04, 19:02
                ale Dorota nie napisala ze jej maz sie kajal przepraszal ani ze w ogole bylo mu
                przykro.musiala przyjac do wiadomosci to co zrobil jako cos co mu sie od zycia
                nalezalo. wszyscy wkolo pewnie o tym od dawna wiedzieli bo zona zawsze wie
                ostatnia. a moze zadzwoni do meza tej kobiety i spyta jak on sie czuje kiedy
                ktos popychal jego malzonke? (sorry za brutalne slowa ale tak to wyglada).
    • envi Re: Jakie były kochanki 19.06.04, 20:17
      Ja nadal uważam to za ohydne, taka akceptacja patologii i uważanie że ta Dorota
      jest wielką bohaterką,ponieważ dzielni znosi swoją krzywdę i jeszcze niektóre
      że mądrze wybrała. Albo to szuaknie wytłumaczeń,dlaczego tak postąpiła,. Molim
      zdaniem taskie rzeczy należy nazywać po imieniu a nie kurtuazyjnie tłumaczyć.
      Postepowanie męża doroty to zwykłe skurwysyństwo i już. Nie wiem co ona dalej
      robi u boku tego egocentryka? Ktoś napisał że nie odeszła,ponieważ boi się
      samotności. Moim zdaniem wybrała samotność we dwoje a to nawet gorsze,ponieważ
      straciła szansę na ułożenie sobie normalnego życia u boku normalnego
      człowieka.Po prostu stchórzyła i już. Nie krytykuję jej wyboru, widać tego
      potrzebowała. Denerwują mnie jedynie pochwały na temat jej rzekomej dzielności,
      siły , gratulacje mądrego wyboru itp.
      • Gość: .......... Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.06.04, 23:02
        Uczucia męża Doroty kwitną nieskrępowanie. A co z jej uczuciami?
        Kocha mimo wszystko i sypia z mężem poligamistą?
        Kocha, choć nie sypia bo się brzydzi?
        Nie kocha, nie sypia i nie zależy jej na tym bo czuje się już staro?
        A może nie kocha, nie sypia i myśli o znalezieniu sobie - wzorem męża - kochanka
        (Ależ to będzie cieżko ukryć przed dziećmi)
        Tak czy inaczej jest źle. Miałam podobną sytuację i był to naprawdę parszywy
        okres w moim życiu.

        Co do tłumaczenia postępowania męża miłością jaką poczuł: odpowiedzialność za
        związek i rodzinę polega m in. na tym żeby nie pozwalać sobie na zachowania
        krzywdzące drugą osobę (lub osoby, jeśli są dzieci).Wierność zwykle nie polega
        na tym,że nie dostrzega się uroków innych osób poza własną żoną (lub mężem) ale
        na tym że potrafi się powiedzieć sobie "stop" MIMO pociągu zwanego miłością.
        Przecież to podstawowa zasada, aż dwa przykazania z dwunastu są o tym.

        Myślę też, że wychowywanie dzieci pod "emocjonalnym kloszem" czyli ukrywanie
        przed nimi problemów rodzinnych jest błędem. Zwłaszcza że to już nastolatki.
        Kiedy założą swoje rodziny będą miały oczekiwania zgodne z wyidealizowanym
        wzorcem a w razie kłopotów - katastrofa (bo brak wzorców radzenia sobie ze
        złymi życiowymi sytuacjami.) Poczucie bezpieczeństwa nie polega na tym ,żeby
        w rodzinie nie było żadnych złych sytuacji tylko na tym żeby dzieci wiedziały
        że rodzice sobie z takimi sytuacjami potrafią poradzić.
        • envi Re: Jakie były kochanki 19.06.04, 23:42
          takich spraw przed dzieciakami nie da się 100% ukryć,zawsze coś zwęszą i jest
          to najgorsze co można zafundowac dzieciakowi. O kosekwencjach nie będę się
          rozpisywać,bo każdy kto ma odrobinę wyobraźni może sobie ułożyc własny
          scenariusz.
        • Gość: ........... Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.04, 08:41
          >aż dwa przykazania z dwunastu<
          Z DZIESIĘCIU - ale się zagalopowałam
          • Gość: Milcha Re: Jakie były kochanki IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 20.06.04, 15:48
            Dobrze napisane
            • viper39 Re: Jakie były kochanki 20.06.04, 20:30
              dla tych ktore tak ostro krytykuja dorote,
              w latach 90 w polsce nastapil booooooom wielki niewybaczania, i popatrzcie ile
              rozbitych malzenstw jest z blachszych powodow niz sypianie z innymi ludzmi,
              a pozniej sa placze ze jestem sama bo maz mnie zostawil, nie mam pracy, nie mam
              tego czy owego, nie zasatanawiajac sie nad tym co dalej podejmowalo sie decyzje
              bo kolezanki namawialy " a co on wali te kowalska, zostaw bydlaka" no i okazuje
              sie ze po zostawieniu sa placze co dalej? ano nic rozpacz i bida....
              wiec dla tych walczacych amazonek: czasem moze jednak pojsc po rozum do glowy i
              wziac wszystko za i przeciw i te lata ktore sie nie wiedzialo ze maz /
              zona "posuwa/lub jest posuwana" ale lata te byly w sumie OK, czasami wlasnie
              jest to jedyny skaza na "zyciorysie" wspolpartnera, nic wiecej, to czy warto
              marnowac iles tam lat zainwestowanych? a dzieci? co z nimi?
              wiec nie ma czystego zysku czy czystej straty w takich ukladach, czasami cos
              zle idzie Dorota zastanowila sie nad tym co zyska co traci i wyszlo ze
              odchodzac traci, i zostala... to wszystko... inna moze by odeszla ale to jej
              decyuzja... to wszystko
              pozniej sa takie fajne tematy na forum:
              1. jestem po 30-tce i nie ma mnie kto "posuwac"
              2. od __-lu lat (wpisac numerek latek) jestem sama i nie moge sobie nikogo
              znalezc
              3. maz mnie zostawil dla innej
              4. jak sie zemscic na bylym mezu
              5. jak sie zemscic na kochance meza
              itd.....
              frustracja, stresy, itd po glupich decyzjach....brawo tak dalej wyzwolone
              amazonki....hehehe
              • Gość: ewa Re: Jakie były kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.04, 21:15
                Dziwi mnie, że do kobiet, które były zdradzone i zostawiły z tego powodu swoich
                mężów, adresujesz swoje, nieco dramatyczne pytania - "co z dziećmi, co ze
                wspólnymi latami?".
                Te pytania powinieneś kierować do zdradzających panów, ponieważ odejście żony
                to skutek, a nie przyczyna zdrady.
                Nie chodzi mi o dycyzję Doroty, w końcu każdy żyje jak chce, ale irytuje mnie
                pisanie, że jest to decyzja dojrzała. Dla mnie jej decyzja oparta jest właśnie
                na tym, o czym piszesz, na kalkulacji. Ona woli zapewniony byt materialny i
                spokój.
                Nie wybiera wartości, które mogą być ważne dla innych ludzi, takich jak
                szczerość, zaufanie, lojalność, poczucie własnej wartości, radość z przebywania
                z osobą, która nas kocha i którą my kochamy w uczciwy sposób.
                To wolny kraj, i każdy ma wolny wybór.
                Poza tym, skoro piszesz, że zdrada to taki błachy powód, to dlaczego ktoś
                zdradza, przecież chyba łatwo jest zrezygnować z błachostki, zamiast narażać
                swój związek na rózne konsekwencje?
                • Gość: katinka Re: Jakie były kochanki IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 20.06.04, 22:18
                  bardzo dobrze to ujelas, ewa (podpisuje sie tez pod wypowiedziami envi). zdrada
                  jest moze blahostka, gdy podchodzi sie do zycia na zasadzie " a jakos to
                  bedzie". dla niektorych zdrada to nic takiego, a dla innych wielki dramat,
                  niezaleznie od hierarchi wartosci pan viper39 zawsze jest po stronie
                  zdradzajacych kobiet. moze ma jakies wspomnienia ze swojego zycia ;) mnie
                  denerwuje jeszcze podkreslanie dojrzalosci i wspieranie zaplakanych kochanek,
                  ktore nagle odkryly beznadziejnosc swojego polozenia. o oszukiwanych jakos nikt
                  cieplej nie pomysli, a jedynie wzniosle pytania sie stawia. bez sensu.

                  "jakie byly kochanki" - lepiej chyba nie wiedziec, kazda opowiesc i tak bedzie
                  naznaczona emocjami, rozpamietywaniem i mniejszym lub wiekszym smutkiem.
                  zreszta, o tym jaka byla naprawde, moglaby powiedziec ona sama, ale czy i ta
                  prawda bylaby do konca szczera?
                  • viper39 Re: Jakie były kochanki 21.06.04, 01:46
                    Gość portalu: katinka napisał(a):
                    > bardzo dobrze to ujelas, ewa (podpisuje sie tez pod wypowiedziami envi).
                    zdrada> jest moze blahostka, gdy podchodzi sie do zycia na zasadzie " a jakos
                    to > bedzie". dla niektorych zdrada to nic takiego, a dla innych wielki dramat,
                    > niezaleznie od hierarchi wartosci pan viper39 zawsze jest po stronie
                    > zdradzajacych kobiet. moze ma jakies wspomnienia ze swojego zycia ;) mnie
                    > denerwuje jeszcze podkreslanie dojrzalosci i wspieranie zaplakanych kochanek,
                    > ktore nagle odkryly beznadziejnosc swojego polozenia. o oszukiwanych jakos
                    nikt> > cieplej nie pomysli, a jedynie wzniosle pytania sie stawia. bez sensu.
                    > > "jakie byly kochanki" - lepiej chyba nie wiedziec, kazda opowiesc i tak
                    bedzie > naznaczona emocjami, rozpamietywaniem i mniejszym lub wiekszym
                    smutkiem. > zreszta, o tym jaka byla naprawde, moglaby powiedziec ona sama, ale
                    czy i ta > prawda bylaby do konca szczera?



                    tak katinka lubie mezatki bo one nie komplikuja zycia..;-)) wiedza co chca i
                    juz,


                    "o oszukiwanych jakos nikt> > cieplej nie pomysli"
                    no wlasnie mysli dyskutuje.... tylko pomysl o jednym jesli dana "zona" bylaby
                    zupelnie bez winy w zdradzie meza (zawsze wszystko byloby cacy a nie rutyna) to
                    pewnie maz by nie "posuwal" (podoba mi sie to okreslenie nie pamietam ktorej
                    juz) sasiadki, przyjaciolki, czy innej...
                    wina lezy po srodku, a efektem juz czegos co sie "zatarlo" w maszynie
                    malzenskiej jest sex poza malzenski...lub nawet rozstanie
                    • Gość: katinka Re: Jakie były kochanki IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 21.06.04, 11:42
                      nie bede juz z Toba dyskutowac, Viper, bo kompletnie nie rozumiesz moich
                      postow. a jesli chodzi o "wine" mezatek, to sie zastanow ze sto razy, bo
                      glupoty piszesz straszne. w kazdym badz razie slowo sasiadki, przyjaciolki czy
                      innej chyba nie jest Ci obce (...)

                    • Gość: claudel viper IP: *.citicorp.com 21.06.04, 14:45
                      a ja się z Tobą zgadzam w 100%.
                      Od jakiegoś czasu jestem czytelniczką tego forum i niezmiennie zdumieniem mnie
                      napawa zaciętość, z jaką kobiety podchodzą do kwestii zdrady. Tak jakby nic
                      innego się w związku nie liczyło, jak tylko to, czy mój facet wkłada swojego
                      penisa innej czy nie. Wszystko inne, co łączy ludzi i co jest między nimi -
                      wobec tego jednego faktu nagle traci znaczenie.
                      Dla mnie facet, którego wybieram na partnera (już nie mówiąc - na życie i do
                      ołtarza, tfu tfu), to facet, który jest wart wybaczenia, nawet jeśli zbłądzi, a
                      moja zdolność wybaczania świadczy o tym, że traktuje go jako człowieka i
                      podmiot, który ma prawo do błędów, a nie jako niezawodną maszynkę do
                      zaspokajania moich potrzeb i miłości własnej.

                      Facet, który nie jest wart tego, by mu wybaczyć, nie powinien w ogóle się
                      znaleźć w waszym życiu,
                      same sobie świadectwo wystawiacie.

    • zosia_gosia W sprawie Doroty 20.06.04, 22:54
      Czy nikt z Was nie zwrocił uwagi, dlaczego mąż zdradził Dorotę? Nie jest on
      typem amanta, ani uwodzicielem. Dorota sama go zdobyła kilkanaście lat temu.
      Pewnie chciała wyjść za mąż, jak większość dziewczyn. Raz zaklepany mąż nie
      wymaga już okazywania "ciepła, miłości, wrażliwości" - Dorota przyznaje, że ma
      to gdzieś w środku,ale przecież to już mąż, więc po co się wysilać z
      eksponowaniem, są przecież dzieci, dom, praca. Mąż poznaje inną kobietę,która
      jest (znów cytuję): "pogodna, uśmiechnięta, serdeczna, wrażliwa, delikatna,
      rozumie drugiego człowieka, akceptuje ludzi takich jakimi są, nie jest ciągle
      wymagająca, cieszy się życiem". Jeśli ten człowiek przez kilkanaście lat nie
      miał tego w domu, to już zasługuje na pomnik,że te kilkanaście lat w nim
      wytrzymał. Dorota dowiaduje się o zdradzie i w pewnym sensie przyjmuje ją
      spokojnie. Tylko Dorota wie, jaką była żoną i chyba sama nie bardzo wini męża.
      Ale ponieważ ma męża i zamierza mieć męża, więc żyje z nim dalej, myślę, że tak
      jak żyła dotychczas: razem, ale osobno. Ma spokój i coś, na co większość kobiet
      nie zwróciłaby aż takiej uwagi w podobnej sytuacji: "materialnie nic nie
      straciła i nie straci". No bo gdyby straciła, to byłaby już zupełnie inna
      historia!!!
      • Gość: Dorota Re: W sprawie Doroty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.04, 10:16
        Dzieki za tyle listow, nie przypuszczalam ze bedzie ich az tyle i takie beda
        rozne opinie.Ilu jest ludzi tyle jest opini i rowniez za nie
        dziekuje,chcialabym odpowiedziec na wszystkie listy po kolei, ale uwazam ze nie
        musze sie przed wszystkimi tlumaczyc, dlaczego tak postepuje.
        To co zrobilam i robie nadal jest w moim mniemaniu najsluszniejsze.Co moglabym
        zrobic gdy sie dowiedzialam o romansie? napewno jakies awantury,kontrolowanie
        wszystkiego co nalezy do meza,pretensje o 5 minut spoznienia, jezdzenie i
        chodzenie z nim wszedzie,wystawic walizki za drzwi,grozic rozwodem,a moze
        przykuc kajdankami do kaloryfera, sa setki sposobow,ale co by to dalo? wedlug
        mnie nic.Tylko wiecej stresow, nerwow,a przeciez nie na tym zycie polega zeby
        sie lapac za glowy.Napewno nie stchorzylam, nie zamilklam, nadal mam cos do
        powiedzenia, ale staram sie wywazac slowa, myslec rozsadnie.
        Cos kiedys razem zbudowalismy i tak z dnia na dzien nie mozna tego wszystkiego
        zburzyc,wiem jedno ze napewno uczucia jakimi go darzylam wiele lat temu z
        czasem gdzies ulecialy,w to miejsce weszla rytyna,
        przyzwyczajenie,przyjazn,chociaz nadal mi na nim zalezy, ale nie bede niczego
        robila na sile.Mam swoj honor,dume i swoja ambicje,nie mam najmniejszego
        zamiaru ponizac sie,wyczyniajac dantejskie sceny zazdrosci,stawiac warunkow,czy
        posuwac sie do szantazu.
        Ja wybralam taka droge ratowania zwiazku i jak narazie dzieki temu nie musze
        korzystac z porady psychologa i lykac lekow uspakajajachyc.
        Wyszlam z zalozenia ze nalezy ze soba duzo rozmawiac,dojsc do prawdy, znalesc
        jakies sensowne wyjscie i zrozumiec dlaczego tak sie stalo,jaki popelnilismy
        blad.A tegop sie nie zrobi w jeden dzien na to trzeba czasu,bardzo duzo czasu.
        Jak sie skonczy nie wiem,ale napewno bedzie podjeta sluszna decyzja.
        Autor watku jakos nie doczekal sie listow na temat kochanek/kochankow, a szkoda
        bo nadal jestem ciekawa opini.Pozdrawiam Dora

        • Gość: katinka Re: W sprawie Doroty IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 21.06.04, 11:47
          sama sobie troszke przeczysz, Dorota, ale to nic. najwazniejsze, ze Tobie jest
          z tym wszystkim dobrze i uwazasz, ze wybralas najlepsza droge. cala reszta ma
          mniejsze znaczenie, choc nie ukrywam - podziwiam Twoja postawe. mimo, ze mam
          dziecko zupelnie nie byloby mnie na to stac...
      • Gość: czytajaca_posty Re: W sprawie Doroty IP: *.provider.pl 21.06.04, 10:30
        To nie tak. Jesli w malzenswie sie nie uklada, jest zimno i jednej ze stron
        czegos brak - to tą potrzebe nalezy komunikowac, dac do zrozumienia.

        Odejscie i po cichu znaleznienie sobie pocieszenia to ZDARADA.

        To juz chyba bardziej fair (o ile to sie dla kogos jeszcze liczy) jest zwyczajne
        odejscie.

        Cała opisana gromadka: Dorota, mąż i kochanka zyja sobie w klasycznym trójkaciku
        i dobrze im. Prawie jak mormoni. Tyle, ze oni robią to otwarcie, a Dorota i jej
        gromadka pewnie sie z tym kryją przed znajomymi.

        pozdrawiam
        • Gość: ania Re: W sprawie Doroty IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.06.04, 18:17
          cala argumentacje zdradzonych mozna porownac do kobiet okladanych pretem czy
          kablem przez mezow. no przeciez musi odreagowac. to moja wina zupe przesolilam.
          jedno uderzenie to nie powod zeby sie rozstawac, dzieci musza miec dom itp. A
          meczccie sie dalej matki Polki i jeszcze wmawiajcie sobie ze to Wasza wina a w
          ogole to blahostka jak sie ktoras wyrazila "gdzie trzyma penisa". przeciez jego
          serce pała dla slubnej.
          • zdzichu-nr1 Re: W sprawie Doroty 21.06.04, 22:35
            W każdej sprawie konieczny jest złoty środek. Przesadne pochylanie karku
            mężusiowi jest błędem, ale wojna na sztachety także. Viper ma dużo racji
            • Gość: katinka Re: W sprawie Doroty IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 21.06.04, 22:40
              no to zaloz fanklub Viper'a i juz :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka