zaroodpornaxx9
05.06.12, 23:20
W sumie nie wiem czy to dobrze że piszę, bo nie wiem do końca czego od Was oczekuje, może po prostu zrozumienia, słowa wsparcia. I tak źle mi, że piszę o moich smutkach całkiem obcym ludziom. Wiele osób nie jest zadowolonych z jakości swego życia, lecz ja ostatnimi czasu naprawdę się męczę ze swym życiem i nie potrafię sobie wyobrazić, że kiedyś może być lepiej. Moje życie rodzinne "skończyło się" właściwie około 10 lat temu wraz ze śmiercią moich dziadków, od tamtej pory moi rodzice stopniowo aczkolwiek skutecznie zaczęli wpadać w nałóg alkoholowy, o życiu w rodzinie alkoholowej i problemach z tym związanych nie będę się rozpisywać, bo przebiegało ono wg powszechnego schematu. Mimo prób leczenia moich rodziców, nie udało się im wyjść na prostą. Kiedyś byli to ludzie lubiani, towarzyscy, jednak nałóg zabrał im wszystkich znajomych, rodzina również się odwróciła. Rok temu zmarł tata (powikłanie choroby alkoholowej), mama została na tym świecie w sumie tylko ze mną (nie mam rodzeństwa). Serce mi się kraja jak patrze na jej życie, na swoje... Brakuje mi rodziny, wspólnych świąt z ciotkami, wujkami, uroczystości rodzinnych, zwykłych odwiedzin krewnych. Strasznie przykre jest, gdy rodzina się odwraca. Mam 25 lat i jestem zdana zupełnie sama na siebie, mamą ,muszę się zajmować i jestem za nią odpowiedzialna. Czasem brak mi na to wszystko sił.