bang_bang30
05.07.12, 23:14
Dwa miesiące temu poznałam faceta.
40 lat, samotny, ma 5-letniego syna, który mieszka z jego byłą partnerką na drugim końcu Polski.
Romans kwitł, widywaliśmy się bardzo czesto, zaliczyliśmy mnóstwo romantycznych randek, kolacji, spacerów, wycieczek rowerowych, po prostu sielanka. No i seks też petarda - on nocował u mnie praktycznie co drugą noc.
Mamy wspólne hobby, więc znaleźliśmy ze sobą wspólny język, robiliśmy już plany, żeby na wakacje razem wyjechać.
Zauroczyłam się chyba trochę...
Ale on chyba też. Wiele razy mówił mi, że nie przypuszczał, że taka młoda dziewczyna będzie się chciała z nim umówić (mam 29 lat), że jestem "zbyt fajna dla niego", że nie wierzy, że zwróciłam na niego uwagę..., że jestem dla niego kimś ważnym... wiem wiem, banały i pierdoły, ale wydawały się szczere.
Tydzień temu powiedział mi, że przyjeżdża do niego syn na wakacje (na tydzień). Okazało się, że przyjeżdża z mamą. Dzień przed ich przyjazdem zaliczyliśmy kolejną bardzo romantyczną kolację, rano bardzo fajne śniadanie... i on pojechał na lotnisko odebrać gości.
Zapytałam się go jeszcze na odchodne czy wyrwie się do mnie choć na chwilę podczas pobytu syna, powiedział, że oczywiście. Pewnie nie na noc, ale przyjedzie.
Od tamtej pory minął tydzień.
Cisza.
Wysłałam mu sms przedwczoraj, że tęsknię.
Odpisał, że on też, ale muszę jeszcze trochę poczekać.
Proszę o trzeźwą ocenę sytuacji. Czy mam prawo być wściekła? Czy histeryzuję?
Kuźwa, ani telefonu, ani nic... a ja co wieczór zastanawiam się, czy może to właśnie dziś przyjedzie?
Już dziś stwierdziłam, że nie ma to sensu, że go rzucę w cholerę za ten numer.
Ale może zbyt pochopnie postępuję? Może to normalne, że jak dziecko przyjeżdża, to zapomina się o całym świecie? Dodam, że on regularnie syna widuje minimum raz w m-cu, więc nie jest to jakieś spotkanie po długim rozstaniu.
A jeszcze chodzi mi po głowie, że on się może zszedł z tą swoją ex i planują właśnie razem wspólnie jej powrót do jego domu ;-)
Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem jakąś zołzą zazdrosną o dziecko, rozumiem, że w takiej sytuacji schodzę na nieco dalszy plan, dlatego też nie dzwonię, nie zawracam mu głowy, ale czy to tak powinno wyglądać?
Z tego wszystkiego wzięłam urlop i wyjeżdżam ze znajomymi w góry na kilka dni.
Ja pie...... mam doła.