twojabogini
24.07.12, 15:45
W wielu wątkach pojawia się stwierdzenie, że kobieta jest "sama winna" swojej i swoich dzieci sytuacji, bo "po co wychodziła za palanta". Do tego padają stwierdzenia "widziały gały co brały" itp. Sama będąc młoda i głupia i niewiele mając doświadczenia myślałam podobnie.
Stykam się na co dzień z kobietami - ofiarami przemocy małżeńskiej (o różnym charakterze). Nie jest to takie proste. Wiele z tych kobiet wychodziło za mąż za sympatycznych facetów, preferujących partnerski podział obowiązków domowych, po partnersku rozporządzających finansami w związku. W tych związkach wszystko funkcjonowało dobrze, aż do czasu, gdy kobieta zakończyła urlop macierzyński (płatny) i rozpoczęła urlop wychowawczy - bezpłatny. Dziecko ma wtedy około 6 miesięcy.
To wtedy pojawiają się pierwsze sygnały - wyliczanie pieniędzy, zarzucanie marnotrawstwa, ukrywanie dochodów (tyle masz na dom, ma ci starczyć, reszta jest moja), "wymogi" co standardu czystości, opieki nad dzieckiem itp. Z czasem potrzeby kobiety przestają być zaspokajane (chodzi w starych ubraniach bo i tak jest tylko w domu, zamiast podpasek może używać waty, nie musi chodzić na zajęcia sportowe, może taniej poćwiczyć w domu). Z czasem zaś mężczyzna wypracowuje swoje przywileje (musi się zdrzemnąć i odpocząć, bo pracuje, musi wyjść z kolegami, bo ma stresująca pracę). Kobieta takich praw nie ma.
Z czasem dochodzi do coraz gorszych wynaturzeń, a im dłużej sytuacja trwa, tym mniejszą kobieta ma możliwość obrony (bez choćby odrobiny pieniędzy trudno jest funkcjonować społecznie). Znam przypadek kobiety, która nie miała na bilet do rodziców do sąsiedniej miejscowości, a gdyby miała - to nie miała ubrań w których mogłaby wyjść poza podwórko (same łachy). Ukradła sąsiadce ubrania z suszenia, a na bilet dla siebie i dzieci uzbierała z groszówek wyciąganych z reszty, znalezionych na spacerze itp. Uciekła.
Przemoc ekonomiczna jest obecna w wielu pozornie "normalnych" rodzinach. Skala zniszczeń w psychice kobiety i dzieci (nawet jeśli im nie brakuje nic, a tylko obserwują przemoc wobec ich mamy) jest ogromna. Najczęściej jej ofiarami padają kobiety, które przed urodzeniem dziecka były niezależne finansowo, zaradne. Takie które wewnętrznie czują się winne, że korzystają z pieniędzy "męża" (nawet jeśli wcześniej to one przynosiły większość dochodu). To one zatem starają się "zarobić" na część przypadającego na nich dochodu, super sprzątać, super się opiekować, dogadzać mężowi, odciążać go od obowiązków - i wpadają czasem w pułapkę. "Suki" przyzwyczajone do "wyciągania kasy" radzą sobie w takich sytuacjach znacznie lepiej - to nie one są ofiarami.