delilah6
29.12.12, 22:28
I nie wiem czy to dobrze, czy źle. Mam 25 lat, mieszkamy we dwie z mamą. Obie zarabiamy, nie jakieś kokosy, ale teoretycznie dałabym radę sama wynająć pokój w naszym mieście (chociaż wtedy brakowałoby pieniędzy na małe przyjemności i podróże). Problem w tym, że mi ten układ odpowiada. Z mamą dogaduję się świetnie, oszczędzam pieniądze, zawsze jest ktoś z kim mogę pogadać. Wcześniej dwa razy po miesiącu mieszkałam sama, kiedy moja ciotka miała operacje i musiałam przypilnować domu i zwierzaków. Chociaż obiektywnie nic się złego nie działo, to obserwowałam u siebie reakcje stresowe: bóle krzyża, bezsenność, płaczliwość i problemy z oddychaniem. Taki zestaw moje ciało mi serwuje w okresach wzmożonego hardkorowego stresu. Byłam sama, pracowałam z domu, za towarzystwo miałam psa i dwa koty, nawet jak się po godzinach spotykałam ze znajomymi, to wszystko przechodziło jak ręką odjął jak tylko wracałam do domu. Z mamą mogę pogadać o wszystkim, co do koleżanek, to ciągle mam wrażenie, że mają gdzieś cudze problemy i nie chcą być nimi obciążane. A ja jestem taka, że jak mam problem, to go długo trawię i to wszystko werbalizuję, więc domyślam się, że nie każdy chce wysłuchiwać tego, jak nieustannie rozbijam problem na czynniki pierwsze. Mamie to nie przeszkadza.
Z jednej strony taki układ jest zwyczajnie wygodny, z drugiej - może powinnam się zmusić, wyjść z mojej comfort zone, żeby nie skończyć jak Włosi - u mamusi do 30. Jestem raczej samodzielna, wcześniej byłam na stypendiach, mieszkałam z ludźmi w moim wieku, wynajmowałam pokój. Nie chcę być dziwadłem z nieodciętą pępowiną, ale z drugiej strony, wyrywać się z wygodnego układu, w którym stać mnie na fajne ciuchy, kino, wyjazdy w imię tego, żeby... nie wiem, żeby ludzie nie gadali?
Znajomi biorą śluby, niektórzy zachodzą w ciążę, wyprowadzają się od rodziców dla zasady, albo dlatego, że nie mogą z nimi wytrzymać. Ja nie czuję się gotowa ani na dzieci, ani na ślub, a ostatni związek skończył się na tyle niedawno i na tyle boleśnie, że na razie nie chcę z nikim być.
Co o tym sądzicie?