sibeliuss
02.01.13, 10:24
Jadąc na Święta napotkałem miłego towarzysza podróży, facet ma 32 lata. Widać, że bezstresowy luzak, zawodowy transportowiec, tiszercik, dzinsiory, mordka z zarostem. Nie pali, bo nie lubi, ale piwko dobra rzecz. Jakiś czas temu poznał pannę, pasuje mu fizycznie, reszta też nie odstaje, bo jak sam rzekł naukowcem nie jest więc i wymagania ma raczej życiowe. Śpią pod jedną kołdrą od kilku lat i jak powiedział, dobrze jest. To nie jest szaleńcza miłość, ale i nie układ kumplowski. rok temu jej siostra urodziła dziecko i od tego czasu panna ma nieziemskie parcie na ślub, on jakby nie koniecznie i tego nie ukrywa. Ona na to jest totalnie głucha, uważa że po tych kilku latach też ślub ma być, koniecznie z nim, a potem zwyczajne życie, bo ona ma parcie na macierzyństwo i papier jej się z nim należy jak psu kość.
Jak to jest, że jak panna zagnie parol to w nosie ma jakąś samoocenę, samokrytykę. Przecież skoro on nie jest zachwycony ślubem to powinno dać jej do myślenia, że być może postrzega ją w kryteriach seksualno-towarzyskich i albo ona taki stan akceptuje, albo wymienia go na nowszy model. Opcja, jakoś to będzie, bo już się do niego przyzwyczaiła, a poza tym wchodzi w nią i amortyzuje od iluś tam lat jest chyba najgłupszym miernikiem.
Pytam, ożenisz się z nią? No, jak innej nie poznam do 35-tki to chyba tak, bo chce mieć trójkę dzieci i będzie czas zacząć je robić.
Wymiękłem.