Gość: katarynka
IP: *.toya.net.pl
16.07.04, 20:40
Koleżanka robi teraz remont kuchni i przypomniała mi się, jak zły sen, moja
przygoda z fachowcami. Kilka lat temu remontowali mi łazienkę, trwało to 3
tygodnie. Przez ten czas codziennie wysluchiwałam peanów wygłaszanych przez
tych panów....oczywiście na ich cześć. Potraficie sobie wyobrazić remont w
łazience: odcięcie od kibelka i wanny....to koszmar ale przy życiu trzymała
mnie nadzieja, że w końcu zrobią i pójdą. Ostatniego dnia, kiedy juz wszystko
było skonczone, panowie wychwalani przeze mnie pod niebiosa tak się rozluźnili
i chyba wzięli dosłownie wszystkie głoszone (pochopnie!) opinie, że jednemu z
nich ze wstrętnej grabowej łapy, wypadł prosto do mojej ślicznej nowiutkiej
wanny jakiś potwornie ciężki klucz i obił ją na samym dnie. Przeżyłyście coś
gorszego w swoim życiu? W oczach miałam mord!