se.e
17.07.13, 12:37
Mieszkamy za granicą, jestem w ciąży. Mój mąż nie jest tutaj szczęśliwy i usilnie szukał pracy w Polsce, chociaż prosiłam, żeby wstrzymał się do porodu. Nie wstrzymał się i pracę znalazł. W dobrej firmie, w zawodzie, pieniądze niższe niż tutaj. A ja jestem wściekła, bo niedługo mieliśmy iść do szkoły rodzenia, bo chciałam urodzić tutaj, bo w Polsce nie mamy mieszkania i zanim je wyremontujemy na kredyt, to muszę mieszkać w jednym pokoju u teściów. Nie mogę też spędzać urlopu wychowawczego w Polsce, aby nie utracić świadczeń i nie wiem jak to będzie (może to się jakoś uda załatwić, ale nie wiem jeszcze na 100%). Wkurzam się, bo mam wrażenie, że myślał tylko o sobie. Był tutaj nieszczęśliwy, bo pracował fizycznie, brakowało mu przyjaciół, rodziny, nie zna dobrze języka. Zgodziłam się na powrót, bo w jego zawodzie socjologa taka okazja z pracą może się nie powtórzyć. Mieliśmy wracać jakoś pół roku po porodzie...teraz czeka nas to za dwa tygodnie, kiedy będę w 8 miesiącu. Znowu pakowanie przywiezionych rzeczy dla małego, łóżeczka, ciuszków itd. Czy mam prawo czuć się wściekła? Czy może teraz ja za bardzo myślę o sobie?