lila-ma
03.06.14, 08:50
Sama nie wiem, czy chcę porady, czy można coś poradzić, czy tylko nieco się "wypisać".
Kiedy poznałam mojego męża, miałam prawie dorosłych synów, on dorosłą córkę, z którą już nie mieszkał. Trochę trwało zanim zdecydowaliśmy się na wspólne życie i kolejny związek. To jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Relacje mojego męża z moimi dziećmi układają się dobrze. Nie mieszkają z nami, wyprowadziłam się od nich, ale byłam dostępna, dzwonili, czasami z bardzo drobnymi problemami, umówiliśmy się, że jeśli nie dadzą rady, wrócę i jeszcze trochę pomieszkam na dwa domy. Ale udało się, są samodzielni i widzę, że to ich cieszy. Nasze wspólne relacje - moje dzieci-mój mąż-ja-układają się dość naturalnie. Moje dzieci nie mówią tego wprost, ale w pewnym sensie cieszą się, ża mają mnie z głowy, że nie jestem sama, mam swoje życie. Naiwnie sądziłam, że dorosła cóka męża z własnym życiem (ma partnera, pracuje, dobrze sobie radzi) będzie zadowolona, że jej ojciec nie jest sam, że dobrze mu się układa. Takie deklaracje składa, ale jest wiele sztuczności w tym wszystkim. Buduje dystans pomiędzy nami, umawia się ze swoim tatą, mnie całkowicie pomija. Nie chodzi o to, że powinnam być obecna na każdym ich spotkaniu. Raczej o to, że gdy np. zapraszamy ją na obiad na mieście, natychmiast odmawia, po czym dzwoni do taty i umawia się na ten obiad tylko z nim w innym terminie (np. dwa dni później). Nie reaguję, dokładniej-reaguję życzliwie, nie chciałabym, żeby mój mąż musiał wybierać między nami. Z relacji męża wiem, że na tych spotkaniach bardzo dużo mówi o sobie, chwali się sukcesami, każdy przedstawia jako coś wielkiego, to sposób postępowania nastolatki a nie prawie 30 letniej kobiety. Jakby chciała zwrócić uwagę-zobacz, jaka jestem wspaniała. Widzę, że się męczy. Chciałabym jakoś jej pomóc, wysłać odpowiedni sygnał, ale nie wiem, jaki. Chciałabym, żeby czuła się u nas równie swobodnie jak moje dzieci. Rozumiem, że relacje matki z dziećmi są inne niż córek z ojcem. Ale nie rozumiem, co się dzieje i dlaczego tak mocno to wszystko przeżywa. Co mnie boli? To uporczywe izolowanie, mnifestowanie - to mój tato - bo jakoś oboje z mężem to przeżywamy. Chętnie spojrzałabym na nasz związek oczami dorosłych dzieci, których rodzice założyli kolejne związki.