Dodaj do ulubionych

dorosła córka męża

03.06.14, 08:50
Sama nie wiem, czy chcę porady, czy można coś poradzić, czy tylko nieco się "wypisać".
Kiedy poznałam mojego męża, miałam prawie dorosłych synów, on dorosłą córkę, z którą już nie mieszkał. Trochę trwało zanim zdecydowaliśmy się na wspólne życie i kolejny związek. To jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Relacje mojego męża z moimi dziećmi układają się dobrze. Nie mieszkają z nami, wyprowadziłam się od nich, ale byłam dostępna, dzwonili, czasami z bardzo drobnymi problemami, umówiliśmy się, że jeśli nie dadzą rady, wrócę i jeszcze trochę pomieszkam na dwa domy. Ale udało się, są samodzielni i widzę, że to ich cieszy. Nasze wspólne relacje - moje dzieci-mój mąż-ja-układają się dość naturalnie. Moje dzieci nie mówią tego wprost, ale w pewnym sensie cieszą się, ża mają mnie z głowy, że nie jestem sama, mam swoje życie. Naiwnie sądziłam, że dorosła cóka męża z własnym życiem (ma partnera, pracuje, dobrze sobie radzi) będzie zadowolona, że jej ojciec nie jest sam, że dobrze mu się układa. Takie deklaracje składa, ale jest wiele sztuczności w tym wszystkim. Buduje dystans pomiędzy nami, umawia się ze swoim tatą, mnie całkowicie pomija. Nie chodzi o to, że powinnam być obecna na każdym ich spotkaniu. Raczej o to, że gdy np. zapraszamy ją na obiad na mieście, natychmiast odmawia, po czym dzwoni do taty i umawia się na ten obiad tylko z nim w innym terminie (np. dwa dni później). Nie reaguję, dokładniej-reaguję życzliwie, nie chciałabym, żeby mój mąż musiał wybierać między nami. Z relacji męża wiem, że na tych spotkaniach bardzo dużo mówi o sobie, chwali się sukcesami, każdy przedstawia jako coś wielkiego, to sposób postępowania nastolatki a nie prawie 30 letniej kobiety. Jakby chciała zwrócić uwagę-zobacz, jaka jestem wspaniała. Widzę, że się męczy. Chciałabym jakoś jej pomóc, wysłać odpowiedni sygnał, ale nie wiem, jaki. Chciałabym, żeby czuła się u nas równie swobodnie jak moje dzieci. Rozumiem, że relacje matki z dziećmi są inne niż córek z ojcem. Ale nie rozumiem, co się dzieje i dlaczego tak mocno to wszystko przeżywa. Co mnie boli? To uporczywe izolowanie, mnifestowanie - to mój tato - bo jakoś oboje z mężem to przeżywamy. Chętnie spojrzałabym na nasz związek oczami dorosłych dzieci, których rodzice założyli kolejne związki.
Obserwuj wątek
    • slottka.ja Re: dorosła córka męża 03.06.14, 09:47
      Może niedojrzała, a może potrzebuje uwagi swojego ojca.
      Chce rozmowy sam na sam z nim, widać nie potrafi się jeszcze otworzyć prze Tobą, nie piszesz też nic o jej relacjach z matką jeśli były.
      Spróbuj sama do niej zadzwonić i zaproś ją do Was do domu na obiad i zapytaj co chciałaby zjeść:)
      • alpepe Re: dorosła córka męża 03.06.14, 09:51
        chyba sobie kpisz. Córka ma sporo lat na karku i jeśli chce w ten sposób pielęgnować relację z ojcem, to trzeba jej na to pozwolić. Ojciec jedynie powinien postawić granicę i powiedzieć coś w stylu: jedno spotkanie w miesiącu u nas w obecności mojej żony. Natomiast ona nie powinna się mieszać.
        • lila-ma Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:11
          Nie, nie chciałabym żadnych ostrych warunków, to jej ojciec, mają prawo do spotkań we dwoje.
          Chciałabym, żeby czuła się u nas swobodnie.
        • light_in_august Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:13
          A co to za stawianie warunków - raz w miesiącu w obecności żony? To ojciec jest przyssany do nowej partnerki w takim stopniu, że raz w miesiącu nie może się od niej odkleić, żeby się spotkać z własnym dzieckiem?
          Córka może i się zachowoje niedojrzale i niegrzecznie, ale ta cała sytuacja nie oznacza, że teraz nie ma już ojca, tylko pakiet "ojciec z nową partnerką". A ona tej partnerki nie musi lubić i nie musi chcieć się z nią spotykać - czy z tego powodu ma stracic ojca?
          • alpepe Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:19
            dla mnie to po prostu niegrzecznie, stąd ta propozycja jednego cywilizowanego spotkania. Sądzę, że kulturalny człowiek w pewny wieku potrafi się zachować i odbębnić nawet spotkanie z nielubianą macochą.
            Natomiast oczywiście masz rację, żona nie jest przyspawana i córka ma prawo spotykać się tylko z ojcem. W mojej poprzedniej wypowiedzi chodziło bardziej o to, że macocha nie powinna podejmować takich prób zbliżenia, jeśli już, powinien to robić ojciec.
            • lila-ma Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:25
              No nie chciałabym, żeby poczuła się olana.
              • emmoska Re: dorosła córka męża 22.12.14, 18:26
                A co powiecie na fakt, ze ojciec córy lat 25, mimo zmiany przez nią miejsca zamieszkania/ kupił jej mieszkanie/, wciąz jeszce dopisuje ją /dopisuje jej imie/ w zyczeniach na kartkach swiatecznych, jakie wysyła do rodziny od siebie i zony. Wyglada to tak:"...ślą J.S.Nowakowie z Kasią". W rewanzu dostaja kartki zaadresowane: J.S.K>Nowakowie. Córka nie mieszka z ojcem juz od trzech lat i na dodatek mieszka ze swoim facetem. Jako zona jej ojca strasznie sie głupio z tym czuję.
                • six_a Re: dorosła córka męża 06.01.16, 11:11
                  Jako zona jej ojca strasznie sie głupio z tym
                  > czuję.
                  znajdź sobie jakiś inny problem pierwszego świata, bo ten jest tak durny, że płakać się chce, a dopiero rano.
                • konwalia0502 Re: dorosła córka męża 07.05.18, 16:03
                  RACJA
            • slottka.ja Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:38
              alpepe napisała:
              W mojej poprzedniej wypowiedzi chodziło bardziej o to,
              > że macocha nie powinna podejmować takich prób zbliżenia, jeśli już, powinien to robić ojciec.
              No niestety, ja tak nie uważam. Relacje macocha z córką zależą przede wszystkim od nich samych, ojciec niewiele pomoże jeśli nie będzie po którejś ze stron dobrej woli. Powinien wspierać, ale sam działając za bardzo może tylko zaszkodzić sprawie.
          • durmitor Re: dorosła córka męża 11.10.14, 20:06
            ight_in_august napisała:

            > A co to za stawianie warunków - raz w miesiącu w obecności żony? To ojciec jest
            > przyssany do nowej partnerki w takim stopniu, że raz w miesiącu nie może się o
            > d niej odkleić, żeby się spotkać z własnym dzieckiem?
            > Córka może i się zachowoje niedojrzale i niegrzecznie, ale ta cała sytuacja nie
            > oznacza, że teraz nie ma już ojca, tylko pakiet "ojciec z nową partnerką". A o
            > na tej partnerki nie musi lubić i nie musi chcieć się z nią spotykać - czy z te
            > go powodu ma stracic ojca?

            No dokladnie, mnie przerazil ten wątek, jak ta macocha się kreuje i swoje dzieci na taka idealną rodzine, winni i niedorozwinięci emocjonalnie są tylko mąż i jego córka... szok, nie wiem kogo bardziej mi szkoda czy ojca czy córki, ale mam nadzieje że ten przejrzy wreszcie na oczy i pozbędzie się takiej toksycznej kuli u nogi.....
      • lila-ma Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:17
        Relacje z matką raczej takie sobie. Matka jest bardzo zdecydowana, idzie przebojem przez życie, bywa wręcz agresywna i potrafi sporo wywalczyć cudzym kosztem. Wiem, wyglądam na zazdrosną o byłą żonę :-) Niestety, tak nprawdę jest.
        Co do zapraszania, zapraszam, dostowałam przepisy, żeby uniknąć produktów, których nie jada. Ale bywa rzadko, raz na pół roku, zwykle na wejściu już z zastrzeżeniami, jak mało ma czasu i mnóstwo pracy. Taki mur, że wpada na chwilę i musi zaraz lecieć. Jej partner nie wpda już wcale, kompletnie nas ignoruje.

        Chciałabym tę sytuację zrozumieć, jakoś tak poczuć. Źle się czuję ze świadomością, że dla niej kolejny związek ojca jest czymś delikatnie mówiąc niekomfortowym.
        • slottka.ja Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:45
          No właśnie relacje z matką dużo tłumaczą. Pewnie nie ma z nią bliskości, a jedynie ojcu może się pochwalić swoimi osiągnięciami i on to doceni, a dla matki to żadne osiągnięcia nie będą, pochwała i akceptacja rodzica jest bardzo ważna.
          W takim razie niewiele da się zrobić. Wspólne spotkania dbaj, żeby były z okazji urodzin, imienin, świąt itp. ale pozwól im też na jakieś wyjścia gdzie będą sami, widocznie to jej potrzebne.
          Spróbuj sobie to wytłumaczyć i zrozumieć, bo żywienie urazy nie poprawi waszej relacji.
          Powodzenia.
          • berta-death Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:59
            Takie podkreślanie swojej wspaniałości i wyjątkowości, to mnie się typowo kojarzy z zazdrością o finanse tatusiowe. Popatrz ojciec jaką masz wspaniałą córkę, ósmy cud świata, warta każdych pieniędzy. Nie inwestuj zatem w jakąś dajkę i jej potomstwo, daj całą kasę mnie, bo tylko ja jestem tych pieniędzy warta. We wszystkich znanych mi osobiście i ze słyszenia rozbitych rodzinach, takie podchody miały miejsce, zwłaszcza jak tatusiowie byli kasiaci.
            • po-trafie Re: dorosła córka męża 03.06.14, 11:28
              Jej, az smutno mi sie czyta taka finansowa interpretacje...

              Na spotkaniach z rodzicami, spytana o to, co u mnie, mowie glownie o swoich sukcesach. Zeby sie nie martwili, zeby mogli sobie isc do domu spokojnie i wiedziec, ze u mnie wszystko dobrze i do przodu. Czy nie jest to w jakis sposob oczywiste i normalne?
              Czy bylby zdrowiej i lepiej przychodzic na spotkania i narzekac na strzykajace kolana, powoli zaczynajace bolec plecy, brak czasu na realizacje niektorych marzen, router, ktory ma slaby sygnal?

              Nie przyszlyby mi do glowy jakies konotacje finansowe, bo i rodzicom raczej finansowo pomagam, niz cokowliek od nich przyjmuje.
            • znana.jako.ggigus podkreślanie wspaniałości 03.06.14, 13:43
              może, ale nie musi mieć związku z sytuacją finansową rodziców. Są rodziny, gdzie ludzie tak się do siebie odnoszą. Miałam koleżankę- przeciętna uroda, inteligencja w normie, trójkoczwórkowa, mysia blondynka, niska - nic specjalnego jak to nastolatka wtedy. Ale dla jej matki był to cud świata, ta dziewczynka była dla matki piękna jak modelka, mądra jak noblistka i miała piękne, bujne włosy. I ta dziewczyna tak o sobie mówiła. to był fajny szok patrzeć, jak na imprezach reagowali na to ludzie. Tym bardziej że w wieku nastoletnim są i dojrzałe nastolatki, co wyglądają jak dorosłe kobiety i myszki. A ona była zwyczajna. Ciekawe jak jest teraz.
            • dig Re: dorosła córka męża 27.02.20, 15:07
              Mam podobnie dorosła córka mojego męża z zazdrości o ojca na wszelkie sposoby próbuje zaszkodzić, utrudnić.I właśnie opowiada mu jaki to ósmy cud świata jest żeby tylko w nią ładował.Bo ona do pracy nie chętnie tylko balety z mamusia .Nawet były próby do mojej córki aby wyciągnąć informacje na nasz temat ,ale nic z tego moja córka tez zaobserwowała pomco ten kontakt jest tak wścibska ze nie może przeżyć ze nic nie wie co dzieje sie w naszym domu. Od roku już ją nie zapraszam do naszego domu gdyż uznałam dopóki jej nie przejdzie nie ma sensu się dusić i męczyć .Jest tak zazdrosna o tatuśka ze nawet do jego pracy 70 km przyjechała życzenia mu złożyć urodzinowe ,chore dziewuszysko.
            • dig Re: dorosła córka męża 27.02.20, 15:12
              Zdecydowanie tak samo myli córka mojego męża identycznie .
    • miau.weglowy Re: dorosła córka męża 03.06.14, 09:55
      jest taka grupa doroslych dzieci, ktora 'zabrania' rodzicom wchodzic w nowe zwiazki na zasadzie 'nie bo nie' (znane mi przypadki to moje rodzenstwo oraz rodzenstwo eksmeza). prawdziwych motywow sie nie dowiesz czesto. bywa, ze sa natury materialnej (znam), moga byc tez emocjonalnej (tez znam; dziecko bylo oczkiem w glowie rodzica i nagle ojej, nie ejst - wiadomo, dziecko mimo wieku nie doroslo emocjonalnie)
      moze u ciebie jest tak, ze ona porownuje sie z toba i porownanie w jej oczach wychodzi na jej niekorzysc, wiec woli o sobie opowiadac wtedy, kiedy nie musi sie 'obawiac' chocby mowy twojego ciala ;) takie tam gdybanie...
      • monikate Re: dorosła córka męża 30.06.16, 18:49
        W temacie: polecam film "Lolo". Matka dorosłego syna chce sobie ułożyć życie, a on robi wszystko, żeby wygryźć gościa i zostać jedyną miłością mamusi. Instynkt stadny chyba też się włącza... walka o pierwszeństwo.
    • berta-death Re: dorosła córka męża 03.06.14, 10:52
      Może nie nadajecie na tych samych falach, nie ma obowiązku lubienia wszystkich narzeczonych ojca. Skoro nie czuje się komfortowo w twoim towarzystwie, to po co ma się poświęcać. Przecież na takich wymuszonych spotkaniach, gdzie ludzie siedzą jak na szpilkach i rzucają sobie sztuczne uśmiechy, nikt nie czułby się dobrze. W związku z tym lepiej się nie spotykać wcale niż udawać przyjaźń albo co gorsza, kłócić się. Niewykluczone, że ich wszystkich dość chłodne relacje łączą. Spotyka się od czasu do czasu z ojcem czy matką, bo pewnie wciąż korzysta z ich pieniędzy i znajomości, więc musi się poświęcić i przynajmniej udawać, że ich lubi i jako tako jej na nich zależy.

      Niewykluczone też, że problem tkwi w finansach. Może się boi, że jako prawowita żona odziedziczysz to co jej by przypadło w udziale jakby ojciec się nie ożenił. Może ma poczucie, że ją okradłaś? Albo, że nadal ją okradasz, bo np jesteś na jego utrzymaniu, albo dużo mniej zarabiasz? Albo, że twoje dzieci ją okradają, bo ojciec im jakieś prezenty kupuje, albo dosponsorowywuje im wakacje, edukację, itp? Niewykluczone, że jej własna matka wspiera ją w takim myśleniu, mówisz, że to kobitka raczej po trupach do celu dążąca, może jej też marzyła się cała scheda po eksie? Zazwyczaj prawdą jest, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
      Nie myślałaś, żeby się z nią skontaktować i zaprosić na kawę, żeby wyjaśnić sobie wszystkie nieporozumienia? Inaczej to pogubisz się w tych domysłach a i tak prawdy nie dojdziesz.
      • galazka100 Re: dorosła córka męża 06.01.16, 03:18
        Gdy spytalam corke meza gdzie kupila ta zabawke dla swoej corki,bo chcielismy z mzem taka kuic mojemu wnukowi,uslyszalam: Ale to jest b.droga gra,chcecie wydac TYLE na prezent? Maz daje co miesiac 50 SWOJEJ wnuczce i po 10 moim 2 wnukom. Moje wnuki dostaja na urodziny po 30,jego wnuczka 200.Takie mniej wiecej relacje.Czuje sie nie jak zona ale jak gosposia.Kiedys powiedziala w zartach:Nie wydawaj tata za duzo ,bo dla mnie nic nie zostanie.
    • po-trafie Re: dorosła córka męża 03.06.14, 11:19
      Jestem dorosla corka rozwiedzionych rodzicow i wydaje mi sie, ze moj kontakt z aktualna zona taty jest bardzo podobny do Twojego kontaktu z corka meza. Moge pokazac swoja strone sytuacji, choc nie wiem, czy pokrywa sie to jakkolwiek z odczuciami corki meza.

      Przede wszystkim: zona mojego taty nie jest dla mnie osoba bliska ani interesujaca. Mam swoje zycie, ktore jest raczej pelne bliskich osob (mama, rodzenstwo, intensywne przyjaznie, facet) i stworzenie bardzo bliskiego kontaktu z macocha, ktora charakterologicznie mnie nie porywa i zktorej pogladami dosc czesto sie nie zgadzam, nie jest na szczycie listy moich priorytetow.
      Jasne, utrzymanie podstawowej relacji, wpadanie okazjonalnie na mialkie rozmowy o niczym nad herbata, zaproszenie raz na rok czy dwa lata do siebie, upominek z okazji swiat - jest to wydaje mi sie pewne kulturalne minimum, obowiazek do wypelnienia.
      Ale faktycznie, wpadajac probuje taka wizyte zamknac w maksymalnie 1 - 1.5h, juz od progu mowie, ze nie bede dlugo, bo sa to wizyty kurtuazyjne. Bardziej w tonie odwiedzin u kuzynki babci niz odwiedzin u kogos bliskiego.

      Nie ma to nic wspolnego z tym, ze jestem zadowolona, ze tato ma swoje zycie, swoje szczescie, swoje towarzystwo. Bycie zadowolonym i zyczenie tacie jak najlepiej nie przeklada sie na budowanie silnej, swobodnej i szczesliwej relacji z jego malzonka. Ciesze sie, ze jest szczesliwy, ciesze sie ze ona mu pasuje, ale nie oznacza to, ze miedzy nami nie bedzie dystansu i ze stanie sie dzieki temu bliska mojemu sercu.
      Jest obca, dorosla, starsza ode mnie kobieta, z ktora czesta sie nie zgadzam i ktorej czesto nie rozumiem.

      Tyle, jesli chodzi o kontakt z macocha. Jesli chodzi o same spotkania z tata: nie wiem, w jakim wieku rozwiodl sie z zona twoj maz. Nie wiem, czy dzieci zostaly przy zonie czy przy nim.
      Dla mnie bylo to pare lat z mama i pozniej w wieku pozno-nastoletnim - pare lat mieszkania z tata. Nasz kontakt i relacja ucierpialy przez ten rozwod. Stracilam pewna swobodnosc i intensywnosc relacji.
      Kocham tate, ale widywalam go raz na tydzien czy raz na dwa tygodnie przez pare lat i to w jakis sposob nas od siebie oddalilo. Nie mamy bardzo czestego kontaktu telefonicznego, widujemy sie raz na miesiac, czasem wymieniamy maile.
      Kiedy sie widujemy, pyta on co u mnie i podobnie jak corka meza - opowiadam mu o swoich sukcesach. Zeby nie czul, ze musi sie czymkolwiek martwic, czy ze musi w czymkolwiek pomoc. takie krotkie okresowe podsumowanie: jest bardzo dobrze, tato!
      Wychowal dzieci, dzieci sa dorosle, dzieci sobie radza calkiem udanie. Mam nadzieje, ze czuje sie on z tego dumny i zadowolony, a nie mysli, ze probuje zrobic na nim wrazenie :-)
      Spotykanie sie raz na miesiac na obiedzie, to nie pora, zeby sie skarzyc na szwankujacy samochod czy nieciekawy projekt w pracy.

      I tak jak corka twojego meza, daze do spotkan z tata sam na sam. Bo wtedy moge uslyszec jego mysli i jego opinie, a nie opinie jego zony, ktore nie sa dla mnie znaczace, albo z ktorymi sie nie zgadzam, ale roznica wieku jest zbyt duza, zeby w jakies dyskusje wchodzic, wiec wypada jedynie pokiwac glowa, usmiechac sie i trzymac dystans.

      > Chciałabym, żeby czuła się u nas równie swobodnie jak
      > moje dzieci. Rozumiem, że relacje matki z dziećmi są inne niż córek z ojcem.

      Wydaje sie, ze jednak nie rozumiesz. Po rozwodzie kontakt z ojcem sie luzuje nieco, nie czulabym sie z tata tak swobodnie i blisko, jak z mama, nawet gdyby zyl zupelnie sam. Kwestia nowego zwiazku nie gra w tym roli.

      > To uporczywe izolowanie, mnifestowanie - to mój tato - bo jakoś oboje
      > z mężem to przeżywamy.

      To jest jej tato. A Ty z jej perspektywy jestes elementem zycia taty, z ktorym nie musi miec bardzo duzo wspolnego, bo i po co?

      I teraz moze pytania z drugiej strony: dlaczego chcesz byc z nia blizej? Czego oczekujesz od corki meza, biorac pod uwage, ze ich kontakt nie jest intensywny, nie 'izoluje' go w kazdy weekend, ich wspolny obiad raz w miesiacu raczej nie burzy Twojej z mezem relacji..
      Co w tym tak boli, zeby przezywac, zeby rozwazac, zeby zmieniac?
      • lila-ma Re: dorosła córka męża 03.06.14, 11:35
        Dziękuję. Możliwe, że tego mi było trzeba, wypowiedzi takiej jak Twoja.

        Co chciałabym zmienić? Nie da się zbudować bliskich relacji, rozumiem, że dla niej jestem dodatkiem do życia jej taty. Chodzi o manifestowanie tej niechęci, zaznaczanie odmienności na każdym kroku. Przykłady wypowiedzi: Och, ale posprzątałaś, nie musisz się tak starać ( a ja po prostu lubię sprzatać), nie musiałaś tyle szykować (ciasto i coś do picia na stole), na wiele moich wypowiedzi twarda opozycja, na odwrót, przeciwnie, czasami wbrew logice i niespójnie.
        Nie musi mnie lubić, nie musi się spotykać, chciałabym, żeby umiała poczuć, że jestem żadnym zagrożeniem.

        W Twojej wypowiedzi uderzył mnie dwa fragmenty:

        >To jest jej tato. A Ty z jej perspektywy jestes elementem zycia taty, z ktorym
        > nie musi miec bardzo duzo wspolnego, bo i po co?

        Bo każdy człowiek może wnieść do naszego życia coś dobrego, ale nic na siłę.

        > I tak jak corka twojego meza, daze do spotkan z tata sam na sam. Bo wtedy moge
        > uslyszec jego mysli i jego opinie, a nie opinie jego zony, ktore nie sa dla mni
        > e znaczace, albo z ktorymi sie nie zgadzam, ale roznica wieku jest zbyt duza, z
        > eby w jakies dyskusje wchodzic, wiec wypada jedynie pokiwac glowa, usmiechac si
        > e i trzymac dystans.

        Mało się odzywam, naprawdę nie narzucam opinii.

        I dla pełności, odeszłą jej mama, tata ją wychował i wyposażył. Między innymi w mieszkanie.

        Raz jeszcze dziękuję, poczułam Twoją wypowiedź i naprawdę jestem wdzięczna.
        • znana.jako.ggigus nie reaguj - jeśli córka 03.06.14, 13:26
          mówi - ale się postarałaś - ciasto czy posprzątanie mieszkanie. Uśmiech i dalej rozomwa. Nie starałaś się, bo jak sama piszesz, lubisz to robić.
          Może nie ma gra między wami zwyczajnie chemia międzyludzka? Nie macie obowiązku się lubić, a jedynie szanować. I skoro podjęte próby oswojenia tej córki nie przynoszą rezulatetu, to jak mówi przysłowie chińskie - nie próbuj zaprzyjaźnić się z wilkiem. W trakcie wizyty trochę odsiedzisz, a potem nagle masz coś do załatwienia, albo poproś jakąś kumę, żeby zazwoniła.
          Nie musisz zabiegać o jej względy. Okazałaś jej sympatię, nie wyszło i już. Zdarza się.
        • szpil1 Re: dorosła córka męża 03.06.14, 19:09

          lila-ma napisał(a):

          > Dziękuję. Możliwe, że tego mi było trzeba, wypowiedzi takiej jak Twoja.
          >
          > Co chciałabym zmienić? Nie da się zbudować bliskich relacji, rozumiem, że dla n
          > iej jestem dodatkiem do życia jej taty. Chodzi o manifestowanie tej niechęci, z
          > aznaczanie odmienności na każdym kroku. Przykłady wypowiedzi: Och, ale posprząt
          > ałaś, nie musisz się tak starać ( a ja po prostu lubię sprzatać), nie musiałaś
          > tyle szykować (ciasto i coś do picia na stole), na wiele moich wypowiedzi tward
          > a opozycja, na odwrót, przeciwnie, czasami wbrew logice i niespójnie.
          > Nie musi mnie lubić, nie musi się spotykać, chciałabym, żeby umiała poczuć, że
          > jestem żadnym zagrożeniem.
          >

          Czy nie przesadzasz? Może to nie jest żadne manifestowanie niechęci i odmienności, może dziewczyna ma po prostu inne oczekiwania wobec Ciebie i wcale nie chce ciasta i herbatki. Co do "twardej opozycji, na odwrót, przeciwnie, czasami wbrew logice i niespójnie" - może ona ma po prostu inne poglądy i nie ukrywa się z tym? Że wbrew logice i niespójnie - to Twoje zdanie.

          > W Twojej wypowiedzi uderzył mnie dwa fragmenty:
          >
          > >To jest jej tato. A Ty z jej perspektywy jestes elementem zycia taty, z kt
          > orym
          > > nie musi miec bardzo duzo wspolnego, bo i po co?
          >
          > Bo każdy człowiek może wnieść do naszego życia coś dobrego, ale nic na siłę.

          Niby nic na siłę, ale jakieś mam takie wrażenie, że Ty jednak trochę na siłę starasz się te kontakty z nią nawiązać.


          >
          > Mało się odzywam, naprawdę nie narzucam opinii.

          I tu znowu - to Twoje zdanie, ona może mieć całkiem inne zdanie na ten temat.

          >
          > I dla pełności, odeszłą jej mama, tata ją wychował i wyposażył. Między innymi w
          > mieszkanie.
          >

          Trochę to brzmi jakbyś była z tego powodu tzn. mieszkania niezadowolona. Czyżby zazdrość o pieniądze?

          Z Twojej wcześniejszej wypowiedzi:
          " Z relacji męża wiem, że na tych spotkaniach bardzo dużo mówi o sobie, chwali się sukcesami, każdy przedstawia jako coś wielkiego, to sposób postępowania nastolatki a nie prawie 30 letniej kobiety. Jakby chciała zwrócić uwagę-zobacz, jaka jestem wspaniała. "

          To chyba dobrze, że o sobie ojcu opowiada? A może dla niej to są wielkie sukcesy? Dlaczego je umniejszasz i lekceważysz?
          Ja myślę, ze Ty jej po prostu nie lubisz. A ona to wie. I żadne ciasta, herbatki i zaproszenia na wspólne spotkania nie pomogą, bo Ty mimo wszystko swojego negatywnego nastawienia nie jesteś w stanie ukryć.
          • lila-ma Re: dorosła córka męża 03.06.14, 22:01
            Nie wiem jak bardzo bym sie starała i tak każdy to zinterperetuje przez pryzmat swoich doświadczeń lub poglądów.

            Niespójność to niespójność, to wypowiadanie zdań sprzecznych. Najpierw mnie to zaskoczyło, myślałam, że to błąd, przejęzyczenie, ale nie. Nie mam szansy na włączenie sie w rozmowę, mam się nie odzywać.
            Herbatki, ciasta, wyglada jakbym wciąż zapraszała, naciskała, a to tylko przykłady, te zdarzenia są incydentalne, ale jeśli już, to chętnie to ciasto je. Ma być bez owoców, robię część bez owoców, bo ich w cieście nie lubi, po czym właśnie po te kawałki z owocami sięga. Nie chce wyjść na złosliwą małpę, trudno tego nie zauważyc i nie zastanawiać się.
            Jeszcze mieszkanie, dostała je zanim poznałam męża, trudno byc o cos takiego zazdrosnym. Moje dzieci też wyposażyłam. Są już samodzielne finansowo, pracują, pieniądze nie mają nic do rzeczy.
            Opowiadanie o sukcesach, chodzi o robienie sukcesu z każdego drobnego zdarzenia. Wszystko jest wyjatkowe, każde jej działanie, nawet mój mąż się kiedyś zastanawiał o co chodzi.

            Ale ja naprawdę nie chcę skupiać się na tych drobiazgach, to są sygnały czegoś ważniejszego i chyba trudnego. Najbardziej chciałabym zrozumieć. Dużo dała mi wypowiedź po-trafie, ładunek emocjonalny, obraz żony taty jako osoby niewartej znajomości, mało interesującej, wciąż obcej daje do myślenia.
            Czy chciałabym nawiązać kontakt? Pewnie, że tak. Ale zwątpiłam, czy dam radę, stąd określenie nic na siłę, trudno. W żaden sposób nie będę ingerować w spotkania męża z córką. Trudno, będzie tak dwutorowo.
            • light_in_august Re: dorosła córka męża 03.06.14, 22:12
              > Czy chciałabym nawiązać kontakt? Pewnie, że tak. Ale zwątpiłam, czy dam radę, s
              > tąd określenie nic na siłę, trudno. W żaden sposób nie będę ingerować w spotkan
              > ia męża z córką. Trudno, będzie tak dwutorowo.

              I niech tak będzie. Ona ma swoje jazdy i nie ma sensu zastanawiać się, dlaczego, bo to nic nie zmieni. Myślę, że macocha czy ojczym zawsze pozostają tymi "obcymi", a dzieci zawsze są trochę w opozycji., bo podświadomie włącza im się tryb rywalizacji o uwagę bliskiej osoby Sama jestem macochą i widzę jedno - dziecko może akceptować, może nawet lubić, ale traktuje macochę jako dodatek do taty, kogoś, kto jest, bo jest, ale tak naprawdę do niczego nie jest potrzebny. I ten stan rzeczy trzeba przyjąć jako oczywistość.
            • sweet_pink Re: dorosła córka męża 03.06.14, 23:55
              A może ona po prostu ma taki charakter? Wzięłaś to pod uwagę?
              Ja sama mając lat prawie 34 ciesze się jak głupia każdym drobiazgiem i bardzo chętnie się takimi pierdołami dzielę. Po prostu nie wyrosłam z tej dziecięcej cechy charakteru, abo mi to do czegoś potrzebne. Serio nie widzę w tej cesze swojego charakteru nic złego. Nie widza też ani moi rodzice, ani siostra ani przyjaciele.
              Dziewczyna ma jakiś tam charakter, jest sobie jakaś tam i niech sobie będzie. Trzyma dystans...chyba słusznie robi skoro jest u Ciebie na cenzurowanym nawet kwestii wybierania kawałka ciasta z talerza (sama siebie przedstawiłaś jako drobiazgową do porzygu).
              I rozczaruje Cię te drobiazgi, to raczej nie są sygnały czegoś poważnego i trudnego, a raczej tego ze masz fiksacje na punkcie tego jak Cie inni traktują i to jest tylko i wyłącznie Twój problem.
              • lila-ma Re: dorosła córka męża 04.06.14, 08:03
                Wiedziałam...
                To były przecież tylko przykłady.
                No trudno...
                • zabieganab Re: dorosła córka męża 04.06.14, 10:09
                  nie przejmuj sie!

                  Wiem, ze czasem ma sie potrzebe o pewnych sprawach porozmawiac wlasnie tu na forum. I te wypowiedzi roznych osob sa czesto budujace i daja do myslenia. :-)
                  Ale nasze zycie i odczucia sa baaaardzo zalezne od szczegolow! Ktorych nie da sie opisac w watku :-) Ty akurat napisalas o tym ciescie i wyszlo, ze jestes drobiazgowa.
                  mysle, ze nie jest z Toba az tak zle ;-) ;-) ;-)
                  Ty chcialas jedynie dac nam jakis przyklad ze calej gamy roznych twoich spostrzezen

                  (luzik!)
                  • lila-ma Re: dorosła córka męża 04.06.14, 11:37
                    @zabieganab
                    Dziękuję :-)
                    • mgg1 Re: dorosła córka męża 03.10.14, 22:46
                      co tam u Ciebie?...
                      zmienilo sie cos?...na lepsze?..
                      • lila-ma Re: dorosła córka męża 09.10.14, 20:19
                        Bez zmian, przyzwyczaiłam się. Trzyma się na uboczu. Życzenia do swojego taty wysyła sms-em.
                        Przemyślałam sobie to wszystko. Jest taki schemat, właściwie są dwa: kobiet odbierających ojców dzieciom, dzieci nękających nowe partnerki, nowych partnerów swoich rodziców. Trudno te schematy przezwyciężyć. Schematów jest oczywiście więcej, choćby wrednych teściowych... ale trzymajmy się tematu. Nieważne jak bardzo deklaruję dobrą wolę, ba! zrozumiałam, mam się trzymać z daleka, ok., trzymam się. Kilka wypowiedzi w tym wątku uświadomiło mi, że tu nie ma racjonalnych zachowań, emocje są zbyt silne i być może nigdy nie znikną. A przyczyny wcale nie tkwią we mnie, ja je wywołuję ale źródło jest w przeszłości. Nie pomogę jej, musi pomóc sobie sama. Jeśli zechce, zobaczy we mnie osobę życzliwą, jeśli nie, będę zawsze tą drugą.
                        • mgg1 Re: dorosła córka męża 09.10.14, 23:21
                          lila-ma napisz do mnie na priv.
        • nudzimisie_strasznie Re: dorosła córka męża 03.06.14, 23:27
          lila-ma napisał(a):
          >
          > Raz jeszcze dziękuję, poczułam Twoją wypowiedź i naprawdę jestem wdzięczna.

          Wydajesz się fajną osobą, która naprawdę chce zrozumieć, a nie ponarzekać jaka ta córka do niczego.

          Też jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców i wszystko to co napisała Ci po-trafie i u mnie się zgadza.
          Dodam jeszcze: rozwód to jest zawsze coś bolesnego dla dziecka, traci się jedno z rodziców, staje się on tylko kimś z doskoku i ta wyrwa jest odczuwalna chyba przez całe życie. Pewnie różnie się to układa, ale często, np. u mnie, być może i u Twojej pasierbicy, zostaje pragnienie odzyskania tego rodzica, staje się on szczególnie ważny, to aby doceniał, poświęcał uwagę nabiera nadmiernego znaczenia i ciągnie się również w dorosłości. Nowa partnerka wzbudza zazdrość, jest konkurencją i rywalką do czasu i uwagi ojca.
          Ja nowej kobiety mojego taty nie cierpiałam, nie lubiłam bardzo kiedy spotykaliśmy się wszyscy razem, robiłam jej przykrości i wyzłośliwiałam się, a ona tak jak Ty nie umiała odpuścić, nie rozumiejąc, że jest to misja straceńcza, bo choćby nie wiem co, ja bym się do niej nie zbliżyła.

          Wiele zależy, myślę, od Twojej dojrzałości, partnerka mojego ojca wchodziła ze mną w tę rywalizacje, walczyła o miejsce, o obecność na spotkaniach, suszyła tacie głowę o czas i nakłady dla mnie i doprowadziła do tego, że nasze wzajemne relacje były okropne. Ja byłam młoda i głupia, ona niestety jeszcze głupsza. Ja w końcu z tego wyrosłam i ją zwyczajnie olewałam, ona nie wyrosła nigdy.
          Pozwól ojcu i córce samym układać swoje relacje, to jest ich sprawa, odpuść i dla siebie i dla niej.
          • lila-ma Re: dorosła córka męża 04.06.14, 08:16
            nudzimisie_strasznie napisała:

            > lila-ma napisał(a):
            > >
            > > Raz jeszcze dziękuję, poczułam Twoją wypowiedź i naprawdę jestem wdzięczn
            > a.
            >
            > Wydajesz się fajną osobą, która naprawdę chce zrozumieć, a nie ponarzekać jaka
            > ta córka do niczego.

            Faktycznie, przede wszystkim zależy mi zrozumieniu.


            > Pewnie różnie się to układa, ale często, np. u mnie, być moż
            > e i u Twojej pasierbicy, zostaje pragnienie odzyskania tego rodzica, staje się
            > on szczególnie ważny, to aby doceniał, poświęcał uwagę nabiera nadmiernego znac
            > zenia i ciągnie się również w dorosłości. Nowa partnerka wzbudza zazdrość, jest
            > konkurencją i rywalką do czasu i uwagi ojca.

            Sęk w tym, że ona ojca nie straciła, był cały czas, wychowywał ją, a potem ona dorosła i zaczęła żyć na własną rękę. To był jej wybór, którego ojciec nie ograniczał. I nie jest nawet tak, że zaraz potem związał się ze mną, był po prostu sam.

            > Pozwól ojcu i córce samym układać swoje relacje, to jest ich sprawa, odpuść i d
            > la siebie i dla niej.
            Odpuściłam od razu, nie suszę głowy o udział, ani razu nie odezwałam się na ten temat. Domyślam się, że to misja straceńcza. Może to głupio zabrzmi, ale dla niej chciałam, żeby dobrze czuła się w naszym domu. Ale jak sie nie da to sie nie da, nie stworzę tego domu dla niej na siłe, tworzę go dale siebie, męża i tych, którzy chcą w nim bywać, np. dla rodzeństwa mojego męża, dla moich dzieci, które wpadają, gdy mają czas i czują się naprawdę swobodnie. Mój mąż lubi spotkania z nimi i nie ma w tym żadnej sztuczności, czasami siędzą beze mnie i jest też ok., bo ja akurat pracuję. Tego chcę też dla córki mojego męża, ale nie robię tego na siłę, właściwie odpuściłam całkowicie, ale nigdy nie byłam w tym nachalna.

            Dzięki za poprzednią odpowiedź, pozdrawiam!
        • konwalia0502 Re: dorosła córka męża 07.05.18, 16:25
          Dziękuję, że Pani lila-ma poruszyła ten wątek. Ta odpowiedź tej młodej dziewczyny robi wrażenie, jest ostra, nastawienie na własne "ja". Lili-ma jesteś dobrą kobietą.
    • allatatevi1 Re: dorosła córka męża 03.06.14, 18:28
      > Z relacji
      > męża wiem, że na tych spotkaniach bardzo dużo mówi o sobie, chwali się sukcesa
      > mi, każdy przedstawia jako coś wielkiego, to sposób postępowania nastolatki a n
      > ie prawie 30 letniej kobiety.

      ???????
      A co jest złego w mówieniu o sobie własnemu ojcu i chwaleniu się sukcesami???
      A komu ma się chwalić????
      Ma zanudzać koleżanki w pracy jak niektóre niedowartościowane frustratki bez przyjaciół????

      Widać, że jesteś mega toksyczną i złośliwą osobą.
      Córka Twojego partnera jest bardzo mądra - najlepszy sposób na takich toksycznych ludzi jak Ty to kompletnie się odciąć.
      Z Twojego opisu dorosłych dzieci wnioskuję, że jesteś po czterdziestce (!).
      Dziwię się, jak w Twoim wieku można być tak małostkowym.

      Wypadałoby, żebyś to Ty dojrzała kobieta miała trochę oleju w głowie, ale z opisu wynika, że to ta młoda kobieta (córka partnera) ma go znacznie więcej niż Ty.
      • ines.de Re: dorosła córka męża 03.06.14, 19:39
        'mega toksyczna i zlosliwa' haha alez sobie wymyslilas, gdzie to niby wyczytalas??
        a gdzie te zlosliwosci w ktorym miejscu?

        oleju do glowy to Ty sobie wlej, bo widze spore braki w umiejetnosci czytania i rozumienia...
      • soulshuntr Re: dorosła córka męża 03.06.14, 22:21
        Popie...lo cie, czy zapomnialas wziac
        https://fc09.deviantart.net/fs22/f/2008/009/6/e/The_Stupid_Pill_by_laceface1011.jpg
        • przeciezwiadomo Re: dorosła córka męża 03.06.14, 22:33
          Ona tak zawsze, inaczej nie umie :)
          • soulshuntr Re: dorosła córka męża 03.06.14, 22:39
            aha, czyli to drugie - brak tabletki.
    • przeciezwiadomo Re: dorosła córka męża 03.06.14, 22:34
      Lila-ma - myślę, że powinnaś odpuścić. Nic na siłę. Nie nalegać, nie naciskać. Dlaczego tak bardzo zależy Ci na spędzaniu czasu z pasierbicą? A niechże ona sobie spędza z tatuśkiem, a Ty żyj swoim życiem i jego urokami :)
    • lolcia-olcia Re: dorosła córka męża 04.06.14, 09:46
      super, że ojciec ułożył sobie życie na nowo, ale nigdzie nie jest powiedziane, że od razu trzeba kochać macochę, wyjadać sobie z dziubków i co niedzielę jadać obiadki. Ja z matką widuję się raz na kilka miesięcy, a gdyby miała nowego faceta, mogłabym raz na kilka lat go widzieć i to pewnie za często by było.
    • razydwa Re: dorosła córka męża 05.06.14, 17:49
      Nie piszesz, czy te problemy z kontaktami z córką męża były od początku waszej znajomości, czy pojawiły się później. Jeśli występuje ta druga opcja, to uczciwie i starannie przypatrz się tej sytuacji i swojej w niej roli. Może kobieta poczuła się zlekceważona, pominięta w czymś ważnym, niejako "poszkodowana" emocjonalnie, ktoś z was ( mąż, ty) nieostrożnie ją uraził. Wystarczy, że np. wyjechaliście na urlop z twoimi dziećmi, nie proponując jej podobnych atrakcji. Choć jest dorosłą osobą, miała prawo zareagować urazą - wiek nie ma wiele do rzeczy, gdy emocje są silne. Prawdopodobnie by odmówiła ( wszak dzieckiem nie jest :) ) , ale gest zapamiętałaby przyjaźnie.

      Piszesz, że mąż ma dobre, naturalne kontakty z twoimi synami. Świetnie, ale im było zdecydowanie łatwiej. Chłopcy i męska młodzież lubią męskie towarzystwo i jeśli byli czas jakiś wyłącznie pod opieką mamy, to chętnie akceptują mężczyznę, jeśli jest zrównoważony i przyjazny, nie trzeba wiele, by mężczyźni się porozumieli, nawet bez słów :) .
      Tymczasem jego córka nabyła trzech rywali do serca taty: ciebie i twoich synów !
      Nie tylko z tobą świadomie, czy nieświadomie rywalizuje o jego uwagę, ale i z twoimi dziećmi.
      Uwaga, uwaga, "zagrożenie" razy trzy! I w tobie ( nadal podkreślam- świadomie, czy nieświadomie) widzi przyczynę tego stanu, wszak to twoje dzieci.
      Może i dlatego prezentuje infantylne ( w twojej ocenie, ale i może obiektywnie tak jest) zachowania, by wrócić do stanu sprzed lat, gdy ojcowska uwaga była skupiona na niej w 100%. Piszesz, że mieszkali w dwójkę kilka lat, a teraz ktoś dla niej obcy (tak!) zajął jej miejsce, być może nawet fizycznie w tym samym mieszkaniu (?). I znów, ma prawo do takich emocji, choć mogą się tzw trzeźwym głowom wydawać irracjonalne.

      Po wtóre, czy nie zaniedbałaś budowania relacji od początku waszej znajomości. Niewykluczone, że zajęci swym związkiem nie zauważaliście, więc lekceważyliście jej potrzeby? Wiesz, jak motyle w brzuchu portafią zasłonić świat :) Czuła się odsunięta, nieważna...W jaki sposób poinformowaliście ją o decyzji wspólnego zamieszkania, o ślubie?
      Tak, oczywiście, że możecie stanowić o sobie bez pytania kogokolwiek o zdanie, niemniej forma przekazania tak ważnych informacji ma znaczenie dla budowania dobrych relacji i zaufania. Można zignorować potrzebę informowania, ale wówczas liczyć się z wzajemnością.

      Z pewnością szczerze napisałaś o swoim problemie, wyczuwam autentyczną chęć ułożenia dobrych stosunków i stąd moja pisanina, która, być może w czymś pomoże i tobie i jej.

      Może być jednak i tak, że nie uda się i to tym bardziej im bardziej niecierpliwie będziesz o to zabiegała (polecam Kubusia Puchatka :) ) Może po prostu nie lubi cię, bo cię nie lubi :) i już i nie polubiłaby w każdej innej okoliczności. Tylko ok 50% ludzi, których spotkaliśmy w życiu nas "polubiło", a niezależnie od naszego dwojenia się i trojenia druga połowa nie "polubiła" i nie miała ochoty na powtórzenie kontaktu.

      I na koniec podam ci powody, dla których moja córka akceptuje stan, ale zdecydowanie "nie lubi" drugiej żony jej ojca.
      - w czasie trwającej kilka lat nowej znajomości ojca, pani nie odstępowała go przy ich spotkaniach na krok, córka nie mogła zamienić z nim swobodnie jednego zdania, spotkania ojca z córką sam na sam były ukradkowe (!) i sporadyczne, niezwykle rzadkie, także z powodu odległych miejsc zamieszkania. Full control.
      - córka nie była nigdy (!) zaproszona na żadną uroczystość tzw rodzinną, podczas, gdy świętowanie urodzin, imienin, Świąt wszelakich z jej dziećmi było rutyną
      - pani nie zawiadomiła córki o ciężkim wypadku ojca i przez trzy tygodnie nie można było ustalić, co dokładnie się wydarzyło ( był nieprzytomny, tel. wyłączony, miejsce pobytu nieznane). Na kulturalnie zwróconą uwagę zareagowała niezwykle agresywnie.
      - o decyzji ich ślubu córka została zawiadomiona niemal przez przypadek, na miesiąc przed uroczystością, telefonicznie.
      - świadkami na ślubie były jej dzieci :)
      - i najważniejsze - pani jest uosobieniem wszystkiego, czego córka nie lubi i nie poważa i, jak napisałam powyżej, z człowiekiem w ten sposób skrojonym nie zaprzyjaźniłaby się nigdy i w żadnych okolicznościach. Nowa żona rozprawiająca w dniu swego ślubu z przejęciem o stworzeniu szczęśliwej rodziny patchworkowej wydawała się jej w kontekście tego, co powyżej ( i wielu innych faktów) fałszywa i śmieszna - pani Dulska XXI wieku :)

      P.S. Nigdy, przenigdy nie mówcie źle o matkach dzieci swoich partnerów :) Dzieci, nawet gdy widzą jak na dłoni wady swoich matek nie wybaczą obcym krytyki.
      • alpepe Re: dorosła córka męża 05.06.14, 17:56
        Nie przesadzasz? Ta córka to przecie stara baba jest. I do tego mężatka, nieco dojrzałości psychicznej powinna już mieć.
        • razydwa Re: dorosła córka męża 05.06.14, 18:17
          alpepe napisała:
          > Nie przesadzasz? Ta córka to przecie stara baba jest. I do tego mężatka, nieco
          > dojrzałości psychicznej powinna już mieć.

          Nie przesadzam :). Jeśli jest niedojrzała psychicznie to ktoś za to odpowiada. Może tatuś, który trzymał córkę pod kloszem ? I co, jeśli niedojrzała? Ochrzanić ? Zerwać kontakty? Niech dojrzewa "gdzieś tam"?
          Najgorszym wyjściem są próby wychowywania jej przez drugą żonę ojca.
          Ja traktowałabym ją uprzejmie, z szacunkiem, jak każdego innego członka rodziny, ale nie zabiegałabym jakoś specjalnie o jej względy. Ona bierze odpowiedzialność za swoje zachowanie jako dorosła osoba, a ja za swoje.
      • lila-ma Re: dorosła córka męża 05.06.14, 22:51
        Twojej córce szczerze współczuję. To, co ją spotkało, to zwykłe chamstwo. Nie mogę tego udowodnić, bo napisać można wszystko, ale nie byłoby mnie na to stać.

        Tak dla wyjaśnienia, moje dzieci są dorosłe i samodzielne, nie ma mowy o wspólnych wkacjach ani teraz ani wcześniej, nikomu ich nie proponujemy - raz, że nikt nie chce, dwa, my ( ja i mój mąż) nie cierpimy wyjazdów na wakacje, oboje dużo pracujemy, mój mąż wyjeżdża służbowo, ja mniej, urlop w domu oboje bardzo lubimy.

        Nie mam żadnej z opisanych przez Ciebie sytuacji na sumieniu, nie mogę jedynie zagwarantować, że nie sprawiłam przykrości. Nie przypominam sobie ale pewności nie mam. Na pewno nie było to świadome.

        Mieszkanie - nie będę już wyjśniać tak drobiazgowo, ale mamy własne, nie ma nic wspólnego z poprzednim mieszkaniem mojego męża.

        Aha! O ślubie poinformowaliśmy zpraszając na kolację, córkę poprosiliśmy by była świadkiem, zgodziła się, ale, że zaplanowała już urlop, termin ślubu był zły, mój mąż stanął na głowie i dostosował ten termin do jej planów urlopowych. Nie protestowałam, nie skrzywiłam się, w głębi duszy byłam zaskoczona, ale ok. Nie zależało mi na terminie w żaden szczególny sposób.

        Dziękuję za punkt widzenia drugiej strony, to pozwala mi rozumieć, ale nie liczę, że dokonam cudu i zmienię relacje moje z córką męża. To nie jest dla mnie miła świadomość, bo być taką drzazgą w życiu córki bliskiego mi mężczyzny nie jest fajne, ale nie mogę tego zmienić na siłę, będzie z tego więcej szkody niż pożytku.

        I jeszcze o spotkaniach ojca z córką, dla mnie takie spotkania we dwoje są czymś absolutnie naturalnym i zrozumiałym, nie mam tu nic do gadania, to oczywiste, że rodzic z dzieckiem się spotyka i nie potrzebuje na to niczyjej zgody.

        Na relację mojego męża z córką patrzę przez pryzmat mojej relacji z moimi dziećmi. Pewne rzeczy są dla mnie oczywiste, dziecko to dziecko, małe, duże, to nasze dziecko i nic tego nie zmieni.

        Zastanawiam się, czego tak naprawdę chcę. Nie zamierzam tworzyć na siłe cudownej rodziny, to się nie uda, byłoby sztuczne, wszyscy jesteśmy dorośli (bardziej lub mniej ale dorośli) i mamy różne pomysły na własne życie. Chciałabym, by córka mojego męża dobrze czuła się w moim towarzystwie, nie musimy się przyjaźnić, o wszystkim rozmawiać, mieć takich samych poglądów... nie ingeruję w jej życie i nigdy nie będę, ale może na mnie liczyć, bo jest córką mojego męża. Dla mnie to proste.
        • razydwa Re: dorosła córka męża 06.06.14, 00:08
          Chciałabym, by twoje starania zostały kiedyś nagrodzone jeśli nie przyjaznym traktowaniem, to przynajmniej kulturalną akceptacją.

          Ja miałam także pod górkę, gdy związałam się z panem z dwójką dorosłych dzieci. Długo, około 3.5 roku trwało budowanie zaufania i dobrych stosunków. Jego dzieci były uprzejme, ale zamknięte i bardzo zdystansowane. Kruszenie murów trwało i trwało. Ich matka zmarła i ten fakt nie był bez znaczenia. Cierpiały.
          Nie zabiegałam o uznanie w jakiś szczególnie intensywny sposób, nie kokietowałam, nie narzucałam się w żaden sposób. Dawałam się poznać w różnych okolicznościach, przyjazna i cierpliwa, wyrozumiała dla ich humorów i humorków, gotowa do pomocy i wspierania.

          Związek nie przetrwał ( wątek "Sympatia"), ale moje relacje z jego dziećmi są dziś bardzo dobre. Wiem, że mogę liczyć na ich pomoc i obecność, gdyby zaszła taka potrzeba.

          Tak więc cierpliwości, masz czyste intencje, powinno się udać :)
        • konwalia0502 Re: dorosła córka męża 07.05.18, 16:32
          Może kiedyś zrozumie, może kiedy sama zostanie macochą i spotka dorosłą córkę swojego męża.
      • panirogalik Re: dorosła córka męża 20.10.14, 12:41
        Piszesz, że mąż ma dobre, naturalne kontakty z twoimi synami. Świetnie, ale im było zdecydowanie łatwiej. Chłopcy i męska młodzież lubią męskie towarzystwo i jeśli byli czas jakiś wyłącznie pod opieką mamy, to chętnie akceptują mężczyznę, jeśli jest zrównoważony i przyjazny, nie trzeba wiele, by mężczyźni się porozumieli, nawet bez słów :)


        Zwłaszcza, że autorka się wyprowadziła, zostawiając chłopakom mieszkanko do ich dyspozycji.
    • 1-wolontariusz Re: dorosła córka męża 03.10.14, 23:54
      miałem jeszcze ciekawiej, chociaż w odwrotnej konfiguracji.
      Związałem się ze świetną kobietą, której syn był wówczas na drugim roku studiów.
      Zamieszkaliśmy u niej, bo taki był jej warunek, a syn przeniósł się do babci (samodzielny pokój w doskonałych warunkach lokalowych). Po czterech latach syn ? pozostając w prawie codziennym kontakcie z matką, regularnie wpadając też do nas na obiady ? zaliczył drugi semestr studiów (pierwsze przerwał), podupadł na zdrowiu (astma, alergia) oraz zdiagnozował u siebie stany depresyjne. Matka uznała, że dziecko (26 lat) musi z nami zamieszkać. Wyprowadziłem się.
    • to.niemozliwe Re: dorosła córka męża 04.10.14, 04:18
      Skuteczne rozwiazanie tej sprawy jest w rekach Twojego partnera, nie Twoich.
    • jendza1 Re: dorosła córka męża 06.10.14, 10:04
      Witaj:)!
      Przeczytalam uwaznie wszystkie Twoje wypowiedzi, a niniejszym przepraszam tych interlokutorow, ktorych postow nie 'przegryzlam' - sorry, taki mamy klimat, ze czasu malo...
      Na moje oko i wyczucie to duzy problem ma mezowa corka. Znaczy istota tego problemu jest fakt, ze ona w swej chorej glowie nie tyle jest 'corka', ile nadal 'partnerka', czy nawet 'zona' swojego taty. W koncu zyla z nim tyle lat, majac go na wylacznosc, prawda? BYLA z nim, zastepujac mu swoja mame. Prawie we wszytkim. I tak ma byc. Nowa zona? Jak to, a ONA? Przeciez to ONA jest najwazniejsza, jedyna itd.
      Innymi slowy - zebys nie wiem, co zrobila, masz do czynienia nie z 'corka', a z 'nierozwiedziona pierwsza zona', w planie emocjonalnym, oczywiscie.
      Mysle, ze aktualny partner corki musi czuc, gdzie jest problem, nawet jesli sobie go nie bardzo uswiadamia... Stad jego decyzja o niepojawianiu sie na spotkaniach z 'tata', czy 'nowa rodzina taty', jego partnerki.

      Schemat, o ktorym pisze, jest dosc czestym pejzazem emocjonalnym w dysfunkcyjnych rodzinach, niezaleznie od scenariusza...: czy corke po rozwodzie/smierci wspolmalzonka wychowuje mama/tata, czy to synek jest podmiotem zabiegow osamotnionego rodzica; schemat realizuje sie tez niezaleznie od liczby/plci dzieci... Czasem 'wina' takiego stanu rzeczy lezy po stronie rodzica, czasem - dziecka. I tak jest, zdaje sie, w Twoim-Waszym przypadku. Twoj maz nie jest 'przyklejony' do corki - dziecko wychowal, usamodzielnil i zajal sie swoim zyciem w poczuciu dobrze spelnionego obowiazku. I 'otworzyl' sie na Ciebie, bo mial w sobie tam miejsce. Jego corka w 'miejscu' meza ma swego ojca. I to jest problem.

      Jaka rada?

      Trudno radzic cokolwiek. Mysle, ze jesli Wy oboje z mezem dobrze zrozumiecie jej sytuacje psycho-emocjonalna, bedziecie jej mogli pomoc sie 'rozwiesc'. Jesli sie nie 'rozwiedzie' - nie bedzie umiala stworzyc wlasnej rodziny i bedzie gleboko nieszczesliwa osoba. Mysle, ze jedyna osoba, ktora tu moze 'ruszyc' cokolwiek, jest jej ojciec. I mysle tez, ze moze pomoglaby jakas sensowna psychoterapia...
      Cokolwiek Ty powiesz, jest i bedzie uzyte przeciwko Tobie.
      A poziom agresji moze wzrastac - niezaleznie od tego, na ile bedziesz 'comme il faut' w tych relacjach.
      Ot, stoisz na pozycji z gory przegranej.

      Oczywiscie moge sie mylic.

      Trzymam kciuki za Ciebie, za Was - niezaleznie od wszystkiego, brawo! Bardzo podoba mi sie Twoje 'pokojowe', normalne, pelne milosci podejscie do calej tej sytuacji. Trzymam kciuki za cierpliwosc i za madre decyzje w roznych trudnych sytuacjach, ktore niewatpliwie sie wydarzac beda...

      Pzdr
      jendza

      I jeszcze jedno - zeby bylo jasne: sama pochodze z rozbitej rodziny i do tego jestem niechcianym dzieckiem. Naprawde wiem, o czym pisze..

      • liars-curse Re: dorosła córka męża 06.10.14, 18:11
        wiem o czym piszesz
        bardzo dokładnie!
        masz 100 % racji, nawet jak wszystkie forumki będą pisały , ze córka ma prawo do ojca i nie musi lubić macochy i milion innych rzeczy to masz STU PROCENTOWA pieprzona racje....
        • razydwa Re: dorosła córka męża 07.10.14, 14:34
          liars-curse napisała:

          > masz 100 % racji, nawet jak wszystkie forumki będą pisały , ze córka ma prawo d
          > o ojca i nie musi lubić macochy i milion innych rzeczy to masz STU PROCENTOWA p
          > ieprzona racje....

          Oczywiście będzie miała rację w 100% , bo ty tak napisałaś? ;)
          Mam rozumieć, że córka nie ma "prawa do ojca" i "musi lubić macochę" ?
          Prawda, że brzmi to cokolwiek dziwnie?

          Córka ma prawo układać sobie relacje z ludźmi według swoich upodobań i potrzeb, jak każdy.
          Widać, że nie ma potrzeby układania sobie bliższych stosunków z drugą żoną ojca, jej prawo.
          Powiem więcej, nie musi się z tej postawy nikomu tłumaczyć, a powody zachować dla siebie :)

          Autorka wątku ma problem z tym, że za bardzo chce, by wszystko wokół było poukładane według wzorca, pasowało do siebie jak eleganckie czekoladki w pięknym pudełku, tymczasem życie jest inne i nie toczy się według naszych pragnień. Autorka wątku chce śnić piękny sen, a tu córka męża nie chce się wcisnąć w ramki szczęśliwej, promiennej rodziny.
          Nie chce i zapewne tak pozostanie. Powtórzę - jej święte prawo :)


          • mgg1 Re: dorosła córka męża 07.10.14, 23:58
            nie chodzi o zadne lamanie prawa, a o to, zeby w cudzym?...domu (dom jest tez drugiej zony) zachowywac sie zgodnie z regulami w nim panujacymi. A jesli corka przyjezdza jako gosc - to niech zachowa sie jak gosc, jesli czuje sie jak u siebie - bo ojciec - to niech tez zachowa sie jak domownik wg okreslonych z gory regul.
            czyli w szacunku do wspoldomownikow. Nie chodzi o darzenie kogos szczegolna sympatia, ale o respektowanie drugiego czlowieka. Maz powinien przekazac - jako ojciec okreslone wartosci swojemu dziecku (o szacunku i tolerancji dla drugiego czlowieka), druga zona ze swej strony ma prawo zwrocic corce uwage o nieprzestrzeganiu okreslonych zasad panujacych w (badz co badz jej! )domu.
            • razydwa Re: dorosła córka męża 09.10.14, 01:28
              Córka pojawia się we wspólnym domu jej ojca i nowej żony dwa razy do roku !

              Z "łamania reguł" rygoru domowego druga żona wymienia wybieranie przez córkę ciasta z owocami przy deklaracji, że owoców w cieście nie lubi - przyznasz, że to nie jest grzech śmiertelny, ani nawet poważny :)

              Drugim zarzutem jest, że córka woli spotykać się ze swoim ojcem poza domem i wyraźnie nie życzy sobie spotykania się w trójkę. W tym zachowaniu także nie widzę naruszenia żadnego " regulaminu domu" , tymbardziej, że spotkania odbywają się poza nim.

              Trzecim zarzutem jest, że córka chwali się ojcu na tych spotkaniach swoimi sukcesami. I w tym wypadku, doprawdy, nie można zarzucić jej łamania " regulaminu domu".

              Wydaje się, że nie przeczytałaś dokładnie wątku, ani nawet postu inicjującego.

              To, że córka nie chce budować żadnych relacji z drugą żoną widać nie pasuje do wyidealizowanego obrazka zszywanej rodziny, jaki zbudowała sobie w wyobraźni autorka wątku. Nie może pogodzić się z tym odrzuceniem. Wszystko miało być tak cudowne, a tu szara rzeczywistość skrzeczy. Samo życie.
              • mgg1 Re: dorosła córka męża 10.10.14, 00:00
                lila-ma napisala:

                >Nie, nie chciałabym żadnych ostrych warunków, to jej ojciec, mają prawo do spotkań we dwoje.
                >Chciałabym, żeby czuła się u nas swobodnie.

                jak widac zla mycocha nie ma nic przeciwko spotkaniom we dwoje - poza ich domem .

                alpepe napisala:

                >dla mnie to po prostu niegrzecznie, stąd ta propozycja jednego cywilizowanego spotkania. Sądzę, że kulturalny człowiek w pewny wieku potrafi się zachować i odbębnić nawet spotkanie z nielubianą macochą

                no wlasnie, odmowa przy kazdym zaproszeniu jest wyraznym manifestowaniem niecheci.
                Jesli macocha nie zabrala ojca dziecku, ani meza jej matce, to skad bierze sie ta niechec??...
                i dlaczego nalezy ja na kazdym kroku podkreslic - wyjadajac kawalki ciasta z owocami- na przekor wrednej macosze!! - a ja jej tu pokaze;-))

                lila-ma wyraznie napisala:
                >Nie musi mnie lubić, nie musi się spotykać, chciałabym, żeby umiała poczuć, że jestem >żadnym zagrożeniem.

                i to jest sedno rzeczy.
                Panienka zda sobie sprawe ze stanu rzeczy po kilku latach - jesli jest madra;-)), albo bedzie miala sama podobne doswiadczenia zyciowe - co nie jest wcale wykluczone;-))

                Tylko szkoda tych wszystkich lat. Dla niej, dla meza i dla was wspolnie.
                Lila ma jestes dojrzala i masz super podejscie do corki meza. Niewiele jest taklich drugich zon.
                I jak juz kilka osob nadmienilo, tylko Twoj maz i ona sama moze miec na te stosunki wplyw.
                Twoja rola jest ograniczona. Nie staraj sie, nie zabiegaj. Moze zauwazy Cie wtedy. Moze nie zauwazy wcale.
                Czasem jest tak, ze trzeba troche czasu, moze nawet kilka lat..
                Trzymaj sie i badz dobrej mysli. Zrobilas wszystko, aby jej wyjsc naprzeciw.
                Nastepnym razem nie piec ulubionego ciasta, zostaw balagan, poloz sie na sofie i poczytaj ksiazke...
                A mezowi i jego corce stworz "intymna sfere" w Twoim domu, ale obok siebie,
                niekoniecznie z Twoim udzialem. Moze wyjdz tym czasie z domu i spotkaj sie z przyjaciolka.., do fitness studia...?...
                pozdrawiam
            • razydwa Re: dorosła córka męża 10.10.14, 00:08
              mgg1 napisała:
              >Maz powinien przekazac - jako oj
              > ciec okreslone wartosci swojemu dziecku (o szacunku i tolerancji dla drugiego c
              > zlowieka)

              I zapewne przekazał, ale emocje biorą górę. Drugiej żonie zapewne także te wartości w procesie wychowania przekazano ;). Nie widzę w opisanym postępowaniu córki poważnych uchybień, a raczej niecierpliwość autorki, która chciałaby osiągnąć jak najszybciej stan JĄ satysfakcjonujący wpisujący się w jej wyobrażenie idealnej rodziny. To jest ( autorko wybacz) dziecinnym marzeniem o bajkowym zakończeniu "a teraz będą żyli długo i szczęśliwie". Mam wrażenie, że autorka jest perfekcjonistką i drażni ją ten opór materii, no cóż ludzie to nie puzzle, a dorosła córka męża nie musi chcieć uczestniczyć w ich układaniu.

              Nie jestem niechętna autorce wątku, życzyłam szczerze już wcześniej pomyślnego ułożenia dobrych stosunków, ale radzę założyć, że zostanie tak, jak jest obecnie, w każdym razie życzę cierpliwości i dystansu.
              • lila-ma Re: dorosła córka męża 10.10.14, 22:30
                Nic mnie nie drażni, nie czuje oporu materii. Chciałam zrozumieć i zrozumiałam. Pewnie nie wszystko. Posta napisałam po czterech latach związku. Jestem dojrzałą kobietą. Rozumiem, że nie wszystko muszę "rozumieć'. Jestem pełna dobrej woli. Powód jest prosty, jestem szczęśliwa w obecnym związku i nie zamierzam ani odrobiny ranić dziecka mojego męża. Ale prawdę mówiąc ranienie kogokolwiek nie sprawia mi przyjemności.
      • lila-ma Re: dorosła córka męża 10.10.14, 22:35
        Dziękuję za to, co napisałaś.
        Mam nadzieję, że będąc niechcianą byłaś/jesteś kochaną.

        Mnie ta sytuacja nie męczy jakoś szczególnie, bywa niefajnie ale mam spory dystans.
        Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam :-)
        • lila-ma Re: dorosła córka męża 10.10.14, 22:36
          To powyżej było do jendzy1 :-)
          • jendza1 Re: dorosła córka męża 12.10.14, 09:10
            Dzieki, Lila:))!

            Moja biografia jest dowodem, ze nic nie determinuje do konca:))! I ze trzeba walczyc oraz wierzyc wbrew nadziei. Prawda jest tez, ze pojsc do przodu mozna tylko wtedy, gdy czlowiek sie zdobedzie na odwage twardego uswiadomienia sobie punktu, w ktorym jest. To najpierw. A potem - gdzie chce dojsc... I jakimi sciezkami. Czyli ze po trafnej diagnozie musi isc praca... Mialam mnostwo szczescia w zyciu, ale przede wszystkim wsparcie Opatrznosci. I mysle, ze to tak naprawde tej Energii/Milosci/Prawdzie w wymiarze Osobowym i jak najbardziej fizycznym zawdzieczam zycie oraz jego ksztalt.

            Trzymaj sie mocno, niech sie dobro w Twoim, w Waszym zyciu rozgaszcza stale. I niech uleczy....

            pzdr.
            j
    • marta.kowalska8 Re: dorosła córka męża 06.10.14, 15:52
      zawsze będzie oczkiem w głowie i przestała być jedynaczką więc zabiega o uwagę, chce być lepsza.
      • konsta-is-me Re: dorosła córka męża 06.10.14, 17:11
        Corka chce sie spotykac z ojcem i to jest jej prawo.
        Po ki czorta mialaby sie spotykac z jego partnrtka??
        Przyklejony do niej jest czy jak??
        Przestal byc ojcem??
    • vilez Re: dorosła córka męża 12.10.14, 12:49
      Masz rację, niepokojąc się sytuację. Sytuacja nie jest normalna. Problem jest najpierw po stronie córki Twojego męża, a potem po stronie Twojego męża. Jakieś błędy zostały popełnione (wychowacze) na linii zapewnienia poczucia bezpieczenstwa córki męża lub na linii jej rozkapryszenia. Albo i na linii konfliktu byłych małżonków (jej rodziców).

      Sama miałam ojca i ojczyma i nigdy ale to nigdy nie byłam uwikłana w podobny konflikt. Kochałam ojca, bardzo lubiłam ojczyma a po latach również go pokochałam. Nei miałam problemu z zazdrością o mamę, nigdy też nie rozgrywałam sytuacji manipulując rodzicami.
      Moje dzieci też mają ojczyma, i jakoś nie popadają w konflikt z nim, nie objawiają zazdrości o mnie, nic ztych rzeczy. da się. A nawet da się dobrze :-)

      Klucz leży oczywiscie w ustawieniu sytuacji przez dorosłych, jesli dorośli sami nie są w konflikcie, to i dzieci dobrze poprowadzą. Da się. Tutaj powinien zadziałac Twój mąż. Porozmawiać OTWARCIE z córką, nie pozwolić jej w tej rozmowie uciekać, dopowiedziec rzeczy do konca, i POSTAWIĆ GRANICE. To on trzyma klucze do tego wszystkiego. Ty sama tego nie naprawisz.
      Dziewczyna jest solidnie zaburzona, trzeba sie zastanowić, gdzie leży powód tego. Pamiętaj- nie daj sobie wmówić, że jej zachowania są normalne. Nie są.
      Ty pozostawaj neutralna, nie narzucaj się, nie odpowiadaj złosliwościami czy uszczypliwościami, choć oczywiście, gdy Cię zrani, nazwij to ("to mnie rani, proszę, byś się do mnie tak nie odzywała"), ale nie pokazuj jej, ze Cię wyprowadziła z równowagi. Mąż oczywiście, powinien reagować TYM BARDZIEJ- szybko, stanowczo i konsekwentnie.

      Współczuję, to musi być trudne- przykre, no i zwyczajnie żal życia, które mogłoby być dobre dla wszystkich. Dobrze sama wiesz, że możliwa jest sytuacja, gdzie dzieci akceptują partnerów rodziców, wszak Twoje dzieci akceptują Twojego męża, moje też mojego. Porozmawiaj porzadnei ze swoim męzem, może on sobei nie zdaje sprawy z powafi sytuacji, Ty też powinnaś postawić granice- mężowi.
      • razydwa Re: dorosła córka męża 19.10.14, 21:27
        vilez napisała:

        > Masz rację, niepokojąc się sytuację. Sytuacja nie jest normalna. Problem jest n
        > ajpierw po stronie córki Twojego męża, a potem po stronie Twojego męża. Jakieś
        > błędy zostały popełnione (wychowacze) na linii zapewnienia poczucia bezpieczens
        > twa córki męża lub na linii jej rozkapryszenia. Albo i na linii konfliktu byłyc
        > h małżonków (jej rodziców).

        Nie widzę żadnej " nienormalności" w tym, że dorosła 30 letnia córka mająca swoje życie - mieszkanie, pracę, partnera nie życzy sobie uczestniczyć w życiu nowej rodziny swego ojca. Do znudzenia będę powtarzać, że jako dojrzała osoba ma prawo wybierać sobie znajomych i formę kontaktu z nimi. Nowa żona jej ojca jest dla córki zaledwie znajomą i nie ma się o co obrażać, nadymać i handryczyć. Inaczej jest, gdy drugi małżonek bierze czynny udział w wychowywaniu dzieci swojego partnera z poprzedniego związku, inaczej ( jak w tym wypadku), gdy powtórny związek zdarza się , gdy dzieci są dorosłe i zupełnie samodzielne.
        Cóż wiąże te panie oprócz osoby ojca? Poznały się jako dorosłe osoby i nie muszą mieć ochoty na zacieśnianie więzi, nie można także zaordynować i wymagać by zaprzyjaźniły się i jadły sobie z dzióbków.
        Młodej kontakt z drugą żoną ojca nie tylko, jak widać, potrzebny nie jest, ale z opisu wynika, że conajmniej nie sprawia przyjemności. Czy zatem ma się zmuszać? W imię czego? Dobrego samopoczucia ambitnej drugiej żony? A się pytam dlaczego i gdzie jest poszanowanie dobrego samopoczucia córki?

        > Sama miałam ojca i ojczyma i nigdy ale to nigdy nie byłam uwikłana w podobny ko
        > nflikt. Kochałam ojca, bardzo lubiłam ojczyma a po latach również go pokochałam
        > . Nei miałam problemu z zazdrością o mamę, nigdy też nie rozgrywałam sytuacji m
        > anipulując rodzicami.
        > Moje dzieci też mają ojczyma, i jakoś nie popadają w konflikt z nim, nie objawi
        > ają zazdrości o mnie, nic ztych rzeczy. da się. A nawet da się dobrze :-)

        I pogratulować! Domyślam się, że wchodzili państwo, oraz wasi rodzice w drugie związki, gdy dzieci były dziećmi. To jest, jak pisałam wyżej zupełnie inna sytuacja. Zależność dziecka od rodzica, niesamodzielność, opieka sprawowana nad dziećmi przez ojczymów i macochy buduje pomiędzy nimi bliskość w sposób naturalny. Nie można porównywać tych sytuacji.

        > Klucz leży oczywiscie w ustawieniu sytuacji przez dorosłych, jesli dorośli sam
        > i nie są w konflikcie, to i dzieci dobrze poprowadzą. Da się. Tutaj powinien z
        > adziałac Twój mąż. Porozmawiać OTWARCIE z córką, nie pozwolić jej w tej rozmowi
        > e uciekać, dopowiedziec rzeczy do konca, i POSTAWIĆ GRANICE. To on trzyma klucz
        > e do tego wszystkiego. Ty sama tego nie naprawisz.

        Tu wszyscy są mocno dorośli i bardzo niedobrze by było, gdyby zaczęli się nawzajem "ustawiać". Nie wiem także jakie to granice miałby ustawiać ojciec córce :) Czytam, że to raczej córka te granice wytyczyła, wyraźnie wskazuje na co się godzi i co jej nie odpowiada. Pragnie utrzymywać kontakt z własnym ojcem, to bardzo dobrze, nie ma zamiaru bywać w nowym domu ojca i zacieśniać więzi z macochą, jej nieskrępowany wolny wybór, który nikogo nie krzywdzi, nieco tylko szczypie ambicję nowej żony. Nowa żona jest jednak osobą dojrzałą i jej ambicja jest jej problemem, powinna sobie z tym poradzić.

        > Dziewczyna jest solidnie zaburzona, trzeba sie zastanowić, gdzie leży powód teg
        > o. Pamiętaj- nie daj sobie wmówić, że jej zachowania są normalne. Nie są.

        Solidnie zaburzona? A to paradne :) A ja widzę tylko tyle, że nie przepada za nową żoną i unika z nią kontaktów.To jest podstawa do wysunięcia takiego wniosku!?

        > Porozmawiaj porzadnei ze swoim męzem, może on sobei nie zda
        > je sprawy z powafi sytuacji, Ty też powinnaś postawić granice- mężowi.

        Dramatyzujesz, jak powaga sytuacji? Dziewczyna trzyma się z daleka, to wszystko. Jakie to granice tyczące jego dziecka miałaby autorka wyznaczyć swemu męzowi, ciekawam bardzo. Określić regulamin ich spotkań? Kontrolować? Większy błąd trudno byłoby popełnić.
        • dig Re: dorosła córka męża 27.02.20, 15:24
          żoną i unika z nią kontaktów.To jest podstawa do wysunięcia takiego wniosku
          > !?
          >
          > > Porozmawiaj porzadnei ze swoim męzem, może on sobei nie zda
          > > je sprawy z powafi sytuacji, Ty też powinnaś postawić granice- mężowi.
          >
          .
          Zdecydowanie tak samo myli córka mojego męża identycznie .ze wszystko jej się należy a żona wypad.A tatuś nic nie powie żeby się nie obraziła czasem , dlatego od roku już nie jest gościem naszym domu jak nie potrafi postawić tej granicy.
      • konwalia0502 Re: dorosła córka męża 07.05.18, 16:45
        Ma Pani racje. Cenna wypowiedź.
    • lila-ma Re: dorosła córka męża 18.10.14, 21:21
      Przyszła mi do głowy pewna rzecz, bardzo oczywista. Aż trudno mi uwierzyć, że dopiero teraz to dostrzegłam.
      Nieważne jak będziemy się starać, jest pewna granica bardzo trudna do przekroczenia, trudna dla dzieci w każdym wieku, czy to dorosłych, czy to mniej dorosłych.
      Nowy partner w domu rodzica, to obcy człowiek. Dziecko podświadomie czuje, że mimo, że obcy dla niego, to jednak ma większe prawa niż Ono - czyli dziecko. To powoduje, że dziecko czuje się odrzucone, mniej ważne, odstawione na boczny tor... jak zwał, tak zwał. Nieważne. Ma ktoś poysł, jak sprawić, żeby się tak nie czuło? Trzeba czasu, cierpliwości...
      • panirogalik Re: dorosła córka męża 20.10.14, 12:01
        Ale ty jesteś problemowa baba. Czy ta kobieta jest dla ciebie ewidentnie niemiła, namawia ojca przeciwko tobie? Jeśli nie, daj jej spokój. Ja mam podobną sytuację, moja matka ma nowego faceta. Jestem dla niego miła, rozmawiamy sobie i się śmiejemy ale nie dążę do spotkań z tym człowiekiem i nie brakuje mi go. To jest obcy człowiek, nie wychował mnie, nic mu nie zawdzięczam, nie mam z nim emocjonalnej więzi i nic mnie z nim nie łączy. Nie jest to też dla mnie kolega, nie będę z nim rozmawiać o swoim życiu jak z kumplem czy kumpelką bo nie mam takiej potrzeby. Widujemy się na święta i przy okazji spotkań rodzinnych i to mi absolutnie wystarczy pomimo, ze gościa lubię. Ma taki jak ja światopogląd, poglądy religijne, dobrze wychował swoje dzieci (takie mam wrażenie), jest pracowity, no nie mogę mu nic zarzucić ale nie chce mi się z nim jakoś specjalnie spotykać, podobnie jak np z kolegami z pracy, których też lubię. I jak mamy się spotkać w trójkę to ja wolę w dwójkę. Jeszcze raz: nie jest to mój wróg, lubię go i dobrze im życzę, ale nie chce mi się z nim spotykać i gadać, a na pewno nie będę z nim rozmawiać jak z matką bo nie ma takiej więzi ani warunków i potrzeby, by ją budować. Jakby miał takie parcie na spotkania ze mną stwierdziłabym, ze jest nienormalny. Jestem dorosła, mam własną rodzinę, szkoda mi czasu, energii i fatygi na rozmowy z człowiekiem, który jest obcy a nowych kolegów nie potrzebuję i nie mam nawet na to czasu.
        • lila-ma Re: dorosła córka męża 21.10.14, 08:39
          Dlaczego jestem problemowa (epitet sobie odpuszczę :-))?
          Próby zrozumienia nie przekładam przecież na działanie.
          Jaki problem stwarzam?
      • panirogalik Re: dorosła córka męża 20.10.14, 12:06
        Aha i jeszcze jedno. Dlaczego to ty się wprowadziłaś do męża a nie odwrotnie?
        • lila-ma Re: dorosła córka męża 21.10.14, 08:37
          panirogalik napisała:

          > Aha i jeszcze jedno. Dlaczego to ty się wprowadziłaś do męża a nie odwrotnie?

          A skąd taki wniosek? Zamieszkaliśmy razem w innym miejscu, niż moje poprzednie, żadne z naszych dzieci nie mieszka z nami.
          • panirogalik Re: dorosła córka męża 21.10.14, 16:17
            Ale konkretnie napisz, wprowadziłaś się do mieszkania męża i domu rodzinnego jego córki, czy razem z mężem kupiliście/ wynajmujecie nowe mieszkanie.
      • jendza1 Re: dorosła córka męża 20.10.14, 19:17
        Lilu, to jak dziecko 'widzi' rodzic (w wymiarze emocjonalnym), ma niewiele wspolnego z relacja rodzica z partnerem, wbrew pozorom. Mozesz mi uwierzyc - to sa dwie zupelnie rozne przestrzenie. Inaczej mowiac: kazdy z nas ma w sobie 'miejsce' na mame, na tate, na 'partnera' (ze sie tak 'genderowo' wyraze). I to sa trzy rozne miejsca. Prawdziwy problem zaczyna sie w momencie, gdy komus sie pochrzani. I mame na przyklad traktuje jak zone, tate jak meza, syna jak 'partnera' itd... "Jedno" - stanowic powinnismy z 'partnerem'. Dziecko to owoc, nasz 'dar' dla swiata. Ma ono 'opuscic ojca swego i matke swoja i zlaczyc sie ze swoja zona'. Gorzej, jesli owa 'zona' jest mama... I wracamy do punktu wyjscia...

        Trzymam za Ciebie!
        i pozdrawiam
        j.
        Ps. A zauwazylas, jak w tym watku kazdy/kazda (lub prawie), zalatwia swoje chore emocjonalne 'interesy'? Razydwa (bodaj, mam nadz., ze dobrze zapamietalam nick), to 'porzucona zona', wiec musi udowodnic, ze dorosle dziecko nie musi sie 'zaprzyjazniac' z 'ta druga', to jest jej '5min' satysfakcji, pojawiaja sie tez dorosle dzieci rozwiedzionych rodzicow (w dowolnych konfiguracjach), itd.. Ech, widac ogromnie trudno jest dostrzec belke we wlasnym oku...
        • burzowa.kejt Re: dorosła córka męża 20.10.14, 22:12
          Jendza, dobry, merytoryczny wpis. Zgadzam się ze wszystkim.
          Sama jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, oboje mają nowych partnerów i dla mnie jest to ok. Nie mam żadnych negatywnych emocji, w miarę możliwości i potrzeb spotykam się z każdym z nich, zarówno razem jak i oddzielnie i nie wyobrażam sobie że miałabym robić fochy, uniki, generalnie robić jakiekolwiek problemy.
          Jest jak jest i nic tego nie zmieni, a ten wątek jest świetnym przykładem jak bardzo wielu kobietom brakuje dystansu do siebie.
        • razydwa Re: dorosła córka męża 21.10.14, 00:33
          jendza1 napisała:
          > Ps. A zauwazylas, jak w tym watku kazdy/kazda (lub prawie), zalatwia swoje chor
          > e emocjonalne 'interesy'? Razydwa (bodaj, mam nadz., ze dobrze zapamietalam nic
          > k), to 'porzucona zona', wiec musi udowodnic, ze dorosle dziecko nie musi sie '
          > zaprzyjazniac' z 'ta druga', to jest jej '5min' satysfakcji,

          Nieładnie jędzo ( bodaj, mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam nick), bardzo nieładnie, jak nie wystarcza argumentów ad meritum w spokojnej przecież dyskusji, gdzie bynajmniej nie atakuję autorki wątku, przeciwnie, dobrze życząc staram się jej pomóc w zrozumieniu pewnych faktów, to ty sięgasz do personaliów, usiłując w ten sposób deprecjonować moje pisanie. Brzydko czynisz.
          Nie jestem "porzuconą żoną", meandry mojego życia są znacznie bardziej zawikłane, niż ten prosty schemat, który urodził się w twojej główce, a użyty został przeciw mnie by, cytując ciebie, " załatwić swoje chore emocjonalne 'interesy'? Masz jakieś problemy? Dzieci partnera cię nie lubią ;) ? cóż - NIE MUSZĄ :)
          Otóż nikt z nikim zaprzyjaźniać się nie musi, zapamiętaj.

          > pojawiaja sie tez
          > dorosle dzieci rozwiedzionych rodzicow (w dowolnych konfiguracjach), itd..

          Akurat głos dorosłych dzieci rodziców będących w powtórnych związkach jest w tej dyskusji najbardziej pożądany i cenny, przede wszystkim o takie właśnie głosy osobiście prosiła autorka wątku !. Kto jest bardziej uprawniony do zabrania głosu w tej dyskusji od ludzi będących w identycznej sytuacji i mogących się podzielić własnym doświadczeniem ?
          Twój zarzut powyżej jest z księżyca...

          I takim głosem, szczerym, bezpośrednim jest wpis panirogalik poniżej. Autorka wątku powinna go sobie starannie przeanalizować. Jest po stokroć cenniejszy, niż twoje parapsychologiczne wywody z ostatniego postu.

          >Ech, widac ogromnie trudno jest dostrzec belke we wlasnym oku...

          Widać :) !
          • jendza1 Re: dorosła córka męża 21.10.14, 08:01
            razydwa napisała:


            > Akurat głos dorosłych dzieci rodziców będących w powtórnych związkach jest w te
            > j dyskusji najbardziej pożądany i cenny, przede wszystkim o takie właśnie głosy
            > osobiście prosiła autorka wątku !. Kto jest bardziej uprawniony do zabrania gł
            > osu w tej dyskusji od ludzi będących w identycznej sytuacji i mogących się podz
            > ielić własnym doświadczeniem ?
            > Twój zarzut powyżej jest z księżyca...
            >

            Tak sie sklada, Razydwa (jednak dobrze zapamietalam:)), ciesze sie:) ze 'meandry mojego zycia' sa troche bardziej zawiklane.
            WIdzisz- bo to ja jestem wlasnie doroslym dzieckiem rozwiedzionych rodzicow... Moj jeszcze zyjacy, ale juz stary ojciec posiada nadal i stale jakas swoja 'lepsza polowke'. Matka - nie. I co? I nic...
            Mam tez szczescie posiadac meza. I synka. Maz to moj jedyny zyciowy 'partner'. I tak samo jest w wypadku meza. Moj maz nie posiada innych dzieci z 'poprzednich zwiazkow', ani tez bylych zon, z ktorych chorymi lub zdrowymi emocjami musielibysmy sobie jakos radzic...
            Za to... jest rowniez doroslym dzieckiem rozwiedzionych rodzicow...

            Zatem - pudlo.
            Odbior:)!

            pzdr
            j

            > I takim głosem, szczerym, bezpośrednim jest wpis panirogalik poniżej. Autorka w
            > ątku powinna go sobie starannie przeanalizować. Jest po stokroć cenniejszy, niż
            > twoje parapsychologiczne wywody z ostatniego postu.
            >
            > >Ech, widac ogromnie trudno jest dostrzec belke we wlasnym oku...
            >
            > Widać :) !
            • razydwa Re: dorosła córka męża 21.10.14, 12:03
              Jendzo, gdybyś dokładnie czytała ten wątek, wiedziałabyś, że wypowiadam się tutaj mając własne doświadczenie z radzeniem sobie z emocjami dorosłych dzieci partnera. Mam informacje z "pierwszej ręki" :) Mnie się udało zdobyć ich zaufanie, nawet przyjaźń, ale początki naszej znajomości były bardzo trudne, dalece trudniejsze, niż autorki wątku.
              Zrozumieć emocje dorosłych dzieci partnera, uszanować je i uzbroić się w nienarzucającą się cierpliwość to, moim zdaniem, jest jedyna droga do sukcesu, jeśli rozumieć go jako poprawne lub nawet przyjazne ułożenie stosunków.

              Z drugiej strony moja dorosła córka nie ma potrzeby kontaktów z drugą żoną swego ojca, tu przyczyny leżą ewidentnie po stronie zazdrosnej i wszechkontrolującej "macochy". O tym już było, nie będę powtarzać.

              Tak więc mam podstawy do wypowiedzenia się w tym akurat wątku i doprawdy twój atak "ad personam" był tyle nieuprawniony, co obrzydliwy.
              ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
              Jeśli nie zrozumiałaś posłużę się wypowiedziami, które powinnaś rozpoznać:

              " To wtedy[w dzieciństwie] się nauczyłam, że diabeł tkwi przede wszystkim w języku, że wszelka agresja i krzywdzenie zaczyna się tu właśnie"

              "W dialektyce taki chwyt nazywa się "argumentum ad personam". A ja taką próbę dyskredytacji współdyskutanta nazywam chamstwem"

              i wreszcie
              "Nie zamierzam tracić ani czasu, ani energii na cudze, agresywne i chamskie obsikiwanie terenu w necie. Czy inne grubiańskie akcje"

              To są twoje słowa. A teraz odmieniaj: Kali, Kalemu... i...szukaj belki :)
              • jendza1 Re: dorosła córka męża 21.10.14, 13:21
                Razydwa, pochlebiasz mi, wiesz:)?
                Zadalas sobie duzo trudu, by 'przestudiowac' moja wirtualna osobowosc.
                To mile:).

                Podtrzymuje niniejszym wszystkie slowa, ktore wypowiedzialam na temat chorych emocji w tym watku. Twoje usilne proby zdyskredytowania mnie jako rozmowcy i uwiklania w bezsensowna slowna przepychanke, bardzo nacechowane emocjonalnie, paradoksalnie zreszta potwierdzaja moja opinie.
                Nie podwazam i nie podwazalam Twoich podstaw do wypowiadania sie w watku - by podac Ci przyklad jedynie... logiki Twoich emocji. To Ty probowalas zrobic, ze przypomne, w odniesieniu do mnie. A gdy powtorzylam (kto tutaj czyta niedokladnie:)?), ze jestem doroslym dzieckiem rozwiedzionych rodzicow, odwracasz kota ogonem i sugerujesz, ze to ja podwazam Twoje podstawy... ech. Zauwazylas, ze rozmawiasz sama ze soba? Przeczytaj jeszcze raz, co napisalam. Moze tez warto, zebys przeczytala wszystkie wlasne wypowiedzi w tym watku... z odrobina dystansu?

                Nawet prosta analiza Twoich wypowiedzi w tym watku wykazuje, jak bardzo sie miotasz... Moze warto sie lepiej przyjrzec sobie?
                Zadalas sobie pytanie, a co, jesli ja mam racje? Jesli CIebie to nadal boli? Nie umialas sie zdystansowac? Nadal probujesz manipulowac doroslymi juz dziecmi (wszystko jedno, swoimi czy partnera) i przekonac swiat caly, ze masz racje? Jesli nawet tu probujesz manipulowac...?

                pozdrawiam
                j
                • razydwa Re: dorosła córka męża 21.10.14, 22:16
                  Ja na twoim miejscu, jędzo, powiedziałabym: przepraszam.

                  I tym się zdecydowanie różnimy, co niniejszym stwierdzam z radością :)






                  • jendza1 Re: dorosła córka męża 21.10.14, 22:45
                    Wiesz, roznimy sie tym, ze... ja sie nie ustawiam na Twoim miejscu:).

                    Bo mam swoje, ktore jest efektem wielu lat 'pracy u podstaw'...
                    Byla ona, owa praca, niezbedna na skutek kompletnego braku fundamentu.
                    Fundament, o ktorym mowie, zapewniaja dziecku rodzice. Zdrowi emocjonalnie rodzice. Wszystko jedno: rozwiedzeni, lub nie. Choc rozwiedzionym trudniej..., bo statystycznie rzecz biorac czesciej nie sa zdrowi emocjonalnie.
                    Stad, z tej pracy, ze powtorze dla jasnosci wywodu, moja zdolnosc widzenia jasno, ale niekoniecznie 'w zachwyceniu' - ludzkich chorych emocji. Zwlaszca - rodzicielskich.
                    A postawa rodzica, ze CIe zacytuje 'ja... na twoim miejscu'..., to kolejny manipulatorski klasyk... Naprawde myslalas, ze sie na to w tym watku nabierze ktokolwiek:)?
      • konwalia0502 Re: dorosła córka męża 07.05.18, 16:46
        nie da się
    • lila-ma Re: dorosła córka męża 21.10.14, 09:18
      Opisując sytuację podawałam informacje, które moim zdaniem miały przybliżyć obraz. Opisywane przeze mnie zdarzenia nie budzą mojego sprzeciwu czy chęci ucięcia ich w zarodku. Nie chcę zmieniać córki mojego męża. Nie zabiegam o przyjaźń, spotkania, bo widzę, że tego nie chce. Nie robię de facto niczego w stosunku do czego otrzymałam sygnał, że nie powinnam. Nie cierpię tez z tego powodu, przyjęłam do wiadomości i nie budzi to we mnie szczególnych emocji.

      W wypowiedziach dorosłych dzieci zwróciło moja uwagę, że ten drugi, ta druga, obecny nowy partner rodzica jest niepotrzebny, padają sformułowania - nie muszę go/jej lubić, nie muszę rozmawiać o wszystkim, nie muszę czegoś tam jeszcze. Nie potrzebują jego/jej, to partner mojego rodzica, nie mój.
      To prawda. Niczego nie musicie, ten/ta nie jest Wam potrzebny. Czy na pewno? Skoro potrzebuje rodzic, skoro czyni rodzica szczęśliwszym, to nie jest to dla Was pozytywny sygnał? A gdyby rodzic o Waszym partnerze powiedział, to obcy dla mnie człowiek, to partner mojego dziecka, nie muszę go lubić ani się z nim przyjaźnić. Bo taka przecież jest prawda. Niemniej rodzic najczęściej stara się polubić, fakt, że to partner dziecka wystarczy, by rodzic lubił, troszczył się jeśli taka jest potrzeba, czy zwyczajnie życzliwie zachowywał. Pomijam niezdrowe sytuacje nadopiekuńczych teściowych,...itd.

      No dobrze, stawiam te pytania, bo zastanawia mnie ta postawa - nie muszę, nie chcę, to nie mój partner, muszę być dla niego grzeczna, ale niech nie oczekuje więcej. Czy Wam się podoba czy nie, to widać i nie jest miłe. Oczywiście, bywają postawy uprzejme, typu "miło, że jesteś, nie pogadam z tobą jak z mama czy tata, ale dobrze wiedzieć, że mojemu rodzicowi się układa". Ot, taka zwykła życzliwość. To jest ta znacznie rzadsza postawa, to nie muszę, nie chcę tej postawie nie towarzyszy.
      Powyższe rozważania są wynikiem lektury wpisów, mnie nie dotyczą. W moim przypadku jest to na pograniczu ostracyzmu. Przyjęłam do wiadomości i nie oceniam. Naprawdę nie oceniam. Nie zabiegam. I to nie ja się męczę. Dzięki temu wątkowi zrozumiałam, jak silne mogą to powodować emocje. Nie zamierzam dokładać do tego kolejnych. Nie ma takiej potrzeby i niczego to zmieni a dodatkowo zrani.

      I ostatnie - nie kwestionuję praw do postaw, które tu prezentujecie. Nie oceniam ich, każdy dokonuje wyboru, na który mają niewątpliwie wpływ bardzo różne okoliczności, o niektórych pewnie mi się nawet nie śniło.

      Pozdrawiam i dziękuje za wypowiedzi. Nie kończę, odpowiem na pytania, chętnie przeczytam. Może jeszcze coś do mnie dotrze. Będę wdzięczna.
      • razydwa Re: dorosła córka męża 21.10.14, 23:04
        lila-ma napisała:
        > W wypowiedziach dorosłych dzieci zwróciło moja uwagę, że ten drugi, ta druga, o
        > becny nowy partner rodzica jest niepotrzebny, padają sformułowania - nie muszę
        > go/jej lubić, nie muszę rozmawiać o wszystkim, nie muszę czegoś tam jeszcze. Ni
        > e potrzebują jego/jej, to partner mojego rodzica, nie mój.

        Zwróciłaś uwagę na słowa "nie muszę" i słusznie, bo rzeczywiście "nie muszą" . Ale mogą, ale może nawet i chcą, tylko, być może nie potrafią i tego nowego razem muszą się nauczyć? Spróbuj tak popatrzeć na tę sytuację. Jak na szklankę do połowy pełną !
        Daj czas, daj go sobie, mężowi i jego córce. Mnie się udało i uwierz, nie była to bułka z masłem...Te jego dorosłe dzieciaki były kolczyste jak jeże i kłuły bez litości i bez przepraszam. Bolało. Dzisiaj jesteśmy już w innej bajce. Moim zdaniem masz duże szanse, bo odbieram cię jako osobę empatyczną i zrównoważoną.

        > To prawda. Niczego nie musicie, ten/ta nie jest Wam potrzebny. Czy na pewno? Sk
        > oro potrzebuje rodzic, skoro czyni rodzica szczęśliwszym, to nie jest to dla Wa
        > s pozytywny sygnał?

        Ogarniając rozumem to co piszesz, trudno nie przyznać ci racji, ale kiedy grają uczucia i emocje sprawa nie jest już tak oczywista.

        A gdyby rodzic o Waszym partnerze powiedział, to obcy dla
        > mnie człowiek, to partner mojego dziecka, nie muszę go lubić ani się z nim przy
        > jaźnić. Bo taka przecież jest prawda. Niemniej rodzic najczęściej stara się pol
        > ubić, fakt, że to partner dziecka wystarczy, by rodzic lubił, troszczył się jeś
        > li taka jest potrzeba, czy zwyczajnie życzliwie zachowywał.

        Ależ i tak bywa, jak piszesz. Są rodzice, którzy nie akceptują partnerów swoich dzieci i nie chcą utrzymywać z nimi kontaktów. I cóż, bywa, to życie jest żywe, nie bajka.

        > No dobrze, stawiam te pytania, bo zastanawia mnie ta postawa - nie muszę, nie c
        > hcę, to nie mój partner, muszę być dla niego grzeczna, ale niech nie oczekuje w
        > ięcej. Czy Wam się podoba czy nie, to widać i nie jest miłe.

        No i ? Miłe nie jest, ale JEST. Zdarza się i zdarzać będzie. Świata nie naprawisz, ludziom nie nakażesz i nie wyegzekwujesz powszechnej życzliwości. Grzeczność, uprzejmość to już jest wiele, a ponoć należy się cieszyć małym :)

        >Oczywiście, bywają
        > postawy uprzejme, typu "miło, że jesteś, nie pogadam z tobą jak z mama czy tat
        > a, ale dobrze wiedzieć, że mojemu rodzicowi się układa". Ot, taka zwykła życzli
        > wość. To jest ta znacznie rzadsza postawa, to nie muszę, nie chcę tej postawie
        > nie towarzyszy.

        Takie postawy też bywają i tego oczekujesz, a nie dostając czujesz się źle. Jednak nie uzależniaj swojego samopoczucia od postawy tej młodej kobiety. Ona nie jest od dawania ci satysfakcji i dbania o twoje dobre samopoczucie ( i odwrotnie)

        > Powyższe rozważania są wynikiem lektury wpisów, mnie nie dotyczą. W moim przypa
        > dku jest to na pograniczu ostracyzmu. Przyjęłam do wiadomości i nie oceniam. Na
        > prawdę nie oceniam. Nie zabiegam. I to nie ja się męczę. Dzięki temu wątkowi zr
        > ozumiałam, jak silne mogą to powodować emocje. Nie zamierzam dokładać do tego k
        > olejnych. Nie ma takiej potrzeby i niczego to zmieni a dodatkowo zrani.

        " Trochę" się męczysz. Odpuść, wyluzuj i żyj swoim życiem.

        > I ostatnie - nie kwestionuję praw do postaw, które tu prezentujecie. Nie ocenia
        > m ich, każdy dokonuje wyboru, na który mają niewątpliwie wpływ bardzo różne oko
        > liczności, o niektórych pewnie mi się nawet nie śniło.

        Prawdopodobnie gdyby ta młoda osoba mogła wypowiedzieć się w tym wątku szczerze, dowiedziałabyś się rzeczy, które brakują do tej układanki. A może zaproponuj jej przeczytanie tego wątku?

        > Pozdrawiam i dziękuje za wypowiedzi. Nie kończę, odpowiem na pytania, chętnie p
        > rzeczytam. Może jeszcze coś do mnie dotrze. Będę wdzięczna.

        Czytaj uważnie, co pisać będą dorosłe dzieci, będące w sytuacji córki twego męża. Od nich dowiesz się najwięcej.
        Powodzenia.
        • jendza1 Re: dorosła córka męża 22.10.14, 07:10
          Razydwa

          Czytaj uwaznie, bo nie bede powtarzac:).
          Ja, jako corka ojca, bedaca w sytuacji doroslych dzieci meza Autorki watku, radze Ci (calkiem Twoim stylem): nie uzywaj tylko i wylacznie trybu rozkazujacego.
          A teraz zrob sobie maly rozbior gramatyczny wlasnej wypowiedzi i sprawdz statystyki.
          Wnioski:)?
          Milego dnia
          j
          • razydwa Re: dorosła córka męża 28.10.14, 20:50
            jendza1 napisała:
            > Ja, jako corka ojca, bedaca w sytuacji doroslych dzieci meza Autorki watku [...]

            Prawdą z tego, co powyżej napisałaś jest wyłącznie " ja, jako córka ojca". Nigdy nie byłaś i nie jesteś nadal, ani też nie będziesz w sytuacji dorosłej córki męża autorki wątku. Tej sytuacji nawet wyobrazić sobie nie możesz, bo doświadczenia masz skrajnie inne. Nie przeżyjesz swego życia ponownie i inaczej, przykro mi, niemniej nie mam z twoimi doświadczeniami nic wspólnego, więc nie ogniskuj, proszę, swojej agresji na mojej skromnej osobie.

            Czekam na wpisy innych dorosłych dzieci i ich rodziców będących w ponownych zwiazkach, bo temat jest trudny i ciekawy. Mam nadzieję, że autorka wątku jeszcze się odezwie :) Co tam u Was?

            • jendza1 Re: dorosła córka męża 29.10.14, 13:34
              Razydwa, nie wiem juz, jak CIe mam przekonac, ze prawda jest, ze jestem corka ojca, bedaca w sytuacji doroslych dzieci meza Autorki watku, no jak:)?

              Mam Ci moze podac liczbe co bardziej oficjalnych partnerek mojego ojca? Albo moze - mojego przyrodniego rodzenstwa?

              Albo moze imie, nazwisko i adres mego ojca:)?

              Wiesz - obawiam sie, ze nawet takie dane by Cie nie sklonily, by mi uwierzyc...
              Bo kazda z Twoich wypowiedzi, a zwlaszcza ta ostatnia, wykazuje Twoja niestabilnosc osobowosciowa, nie tylko emocjonalna. Tak, wiem, im bardziej rzeczywistosc rozni sie od tego, co Ty uwazasz za fakt, tym gorzej... dla rzeczywistosci...
              To coz mi pozostalo:)?
              Jedynie przytaknac...
              Tak, Razydwa: dobrze, jest, jak chcesz. Albo nawet razy cztery?
              • razydwa Re: dorosła córka męża 29.10.14, 22:29
                jendza1 napisała:

                > Razydwa, nie wiem juz, jak CIe mam przekonac, ze prawda jest, ze jestem corka o
                > jca, bedaca w sytuacji doroslych dzieci meza Autorki watku, no jak:)?

                Po cóż tak namiętnie iść w zaparte? Mąż autorki wątku córkę swoją kocha, wychowywał ją i opiekował nią raczej starannie niż inaczej, zadbał o dach nad jej głową, nadal interesuje się żywo jej życiem i spotykają się regularnie. Nie sądzę także, by ją tłukł. To są relacje ojca z córką, a nie dawcy nasienia z przypadkiem spłodzonym potomkiem.
                Wystarczy, by relacje omawianych tutaj córki i ojca miały diametralnie inny charakter od twoich relacji z ojcem biologicznym, a co za tym idzie punktów stycznych państwo nie macie żadnych.

                Pytasz, cóż ci pozostaje? Refleksja otóż pozostaje, odkurzenie pamięci, odwaga w zmierzeniu się z problemami i wreszcie praca nad własną frustracją. Może wówczas nie będziesz rzucać się na nieznajomych bliźnich z pięściami i prowokować niemiłych dla ciebie, acz uzasadnionych reakcji.
            • lila-ma Re: dorosła córka męża 30.06.16, 09:04
              Minęły ponad dwa lata od mojego pierwszego wpisu. Trochę się zmieniło. Córka mojego męża wycofała się z naszego życia całkowicie, nie widujemy się. Ze swoim tatą utrzymuje kontakt głównie mailowy. Czasami telefoniczny (urodziny, dzień ojca...itp.). Kiedy spotkali się na mieście, nie bardzo miała czas, by się zatrzymać, spieszyła się na siłownię. Przez ostanie dwa lata przypadkowo spotkali się na mieście. Proponowałam mojemu mężowi, żeby zadzwonił i umówił się z nią na obiad gdzieś na zewnątrz, żeby sobie pogadali, ale nie zadzwonił. Nie staram się tego zmienić, nie do końca rozumiem te relacje.

              Moje dzieci mają z nami częstszy kontakt, zaglądają do nas. Jest tak zwyczajnie.

              Moje relacje z mężem są bardzo dobre, moje życie też. Nie zamieniłabym tego na nic innego.
              • wielo.rybia Re: dorosła córka męża 01.07.16, 10:49
                i super:)
                jestem w podobnej sytuacji - dorosla corka partnera. Tylko ja po prostu nie czuje potrzeby zebysmy sie w ogole znaly, no bo i po co? kim mam byc dla niej? koleznka? macocha? no kim? I mysle ze dokladnie to samo mysli ona. I bardzo dobrze:)
                • 3-mamuska Re: dorosła córka męża 05.07.16, 00:13
                  Partnerka ojca? To jest rodzina ukochanego mężczyzny. Wypadało by miec chociaż stosunek neutralny , lub na plus w razie spotkań we wspólnym domu.

                  Moze corka chce ojca ukarać ze nie jest dla niego najważniejsza.
                  Chciałam napisać zeby moze partner wspomniał ze ty tez sie cieszysz z jej sukcesów ze gratulujesz itp. Zeby czuła ze tez ja wspierasz ze nie jestes wrogiem.
                  Moze ojciec cos jej powiedział ze tak sie zachowuje i stad Ochłodzone relacje.
                  Tyle ze nic nie mowi , zeby nie stworzyć problemu bo przez ciebie straciliśmy kontakt.
                  A moze corka cos powiedziała na twoj temat, lub nie zaakceptowała jego nowego życia.

                  W sumie racja jest taka ze to sa ich relacje i sami musza o nie dbać.
                  Tyle ze moze kiedys pójść na noże miedzy toba a nia np. Po śmierci partnera o majtek. I wtedy odegra sie ciągając cie po sądach, czy w razie choroby. Czego nie życzę.
                  Warto zabrac o to juz teraz. Poukładać sprawy prawne i relacje w rodzinie.
              • break_my_fall Re: dorosła córka męża 07.07.16, 17:26
                Moim zdaniem coś musiało być nie tak, ale wygląda na to, że raczej po stronie córki twojego męża. Sama mam macochę i jestem z nią bardzo związana, ale to zupełnie inna sytuacja, bo miałam 10 lat, kiedy tata się z nią ożenił i wychowywali mnie wspólnie.
                Niezależnie od tego, nie wyobrażam sobie takiego podejścia, jakie opisujesz. Kocham mojego tatę i dlatego zawsze chciałabym mieć jak najlepsze relacje z kimś, kto jest dla niego bliski, kto jest jego rodziną, nawet od niedawna.
                Może byłoby inaczej, gdyby macocha była do mnie nastawiona negatywnie, albo nie potrafiłabym się z nią kompletnie dogadać. Dlatego nie zgadzam się z twierdzeniem, że córka ma prawo wybierać znajomych i wcale nie musi utrzymywać nawet podstawowych relacji z macochą. Taka sytuacja oznacza dla mnie, że coś jest nie tak w jej relacjach z ojcem, albo ogólnie w jej charakterze.
              • dig Re: dorosła córka męża 27.02.20, 15:44
                lila-ma napisała:

                > Minęły ponad dwa lata od mojego pierwszego wpisu. Trochę się zmieniło. Córka mo
                > jego męża wycofała się z naszego życia całkowicie, nie widujemy się. Ze swoim t
                > atą utrzymuje kontakt głównie mailowy. Czasami telefoniczny (urodziny, dzień oj
                > ca...itp.). Kiedy spotkali się na mieście, nie bardzo miała czas, by się zatrzy
                > mać, spieszyła się na siłownię. Przez ostanie dwa lata przypadkowo spotkali się
                > na mieście. Proponowałam mojemu mężowi, żeby zadzwonił i umówił się z nią na o
                > biad gdzieś na zewnątrz, żeby sobie pogadali, ale nie zadzwonił. Nie staram się
                > tego zmienić, nie do końca rozumiem te relacje.
                >
                > Moje dzieci mają z nami częstszy kontakt, zaglądają do nas. Jest tak zwyczajnie
                > .
                >
                > Moje relacje z mężem są bardzo dobre, moje życie też. Nie zamieniłabym tego na
                > nic innego.
                Macie dobre relacje z twoimi synami bo się nie boczą i krzywią a córeczka chciałabym najważniejsza a ty do kąta identycznie jest u mnie .
    • lorelailee Re: dorosła córka męża 05.07.16, 13:49
      nie staraj sie na sile. dopoki nie ma jawnej agresji czy afrontu to olej to. moi rodzice sa rozwiedzeni. w tym czasie poznalam 2 partnerki mojego ojca. z 1 sie rozstal. z 2 sie pobral, maja dzieci. stosunki mamy poprawne, czasem ich odwiedzam ( mieszkaja w innym miescie). ale jak tam jade, to glownie po to zeby pobyc z moim tata a nie z jego zona - razem chodzimy wszyscy na spacery i ok. mamy sie w znajomych na fb hehe. Ale pomimo tego ze to zona mojego taty, i niewiele starsza ode mnie to malo z nia mam wspolnych tematow i juz.
      po drugie - to ze corka twojego meza sie na tych spotkaniach chwali - wiesz od niego. moze to on sie chwali sukcesami corki rozmawiajac z toba na jej temat? rodzice lubia sie chwalic sukcesami dzieci :) ona mu moze opowiadac pierdoly, tak jak ja opowiadam o pracy - a dla kogos z zewnatrz to sa mega sukcsey (Dla mnie chleb powszedni). t
      jesli twoj maz tez ma z tym jakis problem- odczuwa takie izolowanie, to niech on to zalatwi z corka. mysle ze najszybciej sie sam z tym upora.
    • dig Re: dorosła córka męża 27.02.20, 15:36
      Autorko nie staraj się na siłę by mieć dobry kontakt z męża córka.U nas było na początku dosyć dobrze .Po ślubie dziewczynie odbiło tak ze nawet moja córkę zaczęła napuszczać na własna matkę ,wyciągała informacje od mojej córki aby przymilać i manipulować swojego ojca ,wariatka pogoniłam z mojego życia a mężowi powiedziałam ze może iść z nią jak ją tak kocha .Postawiłam granice ja jak mąż nie potrafił.Dwa razy mi groził ze powinien mnie zostawić ,mówię droga wolna ...i jakoś ciężko mu pójść hmmm
    • dig Re: dorosła córka męża 27.02.20, 16:27
      Mojego męża córka chętnie chciała przyjeżdzać a nawet gdybym powiedziała na wakacje pojedź z nami była by pierwsza w drzwiach a po to by pilnować właśnie tatusia finansów i żeby wszędzie za darmo się w usnąć taka bez honoru wyciskarka...ale do roboty ani rusz...23 lata...
    • 101lulilaj90 Re: dorosła córka męża 13.03.20, 12:39
      Moim zdaniem to była córeczka tatusia, która nie umie pogodzić się z tym, że jej miejsce zajęła inna kobieta. Jest niedojrzała emocjonalnie w moim odczuciu.
    • lumeria Re: dorosła córka męża 13.03.20, 17:12
      Popatrzcie na datę watku
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka