20.09.04, 20:50
witam ponownie...dawno mnie tu nie bylo,
chcialam sie tylko podzielic moim szczesciem, kto czytal poprzednie posty wie
conieco....33 lata roznicy (ja mam 23 lata)...nasz zwiazek jak narazie
przetrwal tak wiele...tylko dlatego prawdziwa milosc jest miedzy nami.
Pozdrawiam wszystkich
Obserwuj wątek
    • dr.rocco Re: ;-) 29.09.04, 00:31
      No to powodzenia , pojaw sie za jakis czas i pochwal sie co i jak.
    • anutka1 ;-( 05.10.04, 23:57
      No i 2 tygodnie minely jak z bicza trzasnal...wspaniale dwa tygodnie ktore
      spedzilismy razem....teraz znow wracam do kraju z nadzieja na przyszle lato
      kiedy znow bedziemy razem...lecz tym razem na dluzej....
      • archiwald4 Re: ;-( 06.10.04, 09:23
        Wybacz, nie znam twojej historii, ale chcesz budowac związek na
        kilkutygodniowych wyjazdach za ocean raz do roku???
        • anutka1 Re: ;-( 07.10.04, 22:47
          sytuacja jest taka jaka jest...i nie da sie tego zmienic..ale za rok to juz nie
          bedzie kilkutygodniowy wyjazd.....to jest wlasnie nasz cel...zycie together,a
          mozliwe to bedzie dopiero za jakis czas.
          • dr.rocco Re: ;-( 30.11.04, 00:24
            Moze sie uda , bo nie jestem przekonany do zwiazkow na odleglosc.........
            Ale najlepszego........
            • anutka1 ;-) 02.12.04, 22:02
              ..dziękuje :)
              no coz....wczesniej bylo jakos lepiej znosic te odleglosc...ale teraz coraz
              gorzej...no coz czas nie dziala na nasza korzysc oj nie.
              Tak - masz racje - wiele sie o tym mowi ze zwiazki na odleglosc nie maja szans
              i cos w tym musi byc.
              Pozrawiam
    • rachela180 Re: ;-) 04.01.05, 15:18
      Super, tak trzymać :)
    • anutka1 refleksje.... 05.01.05, 18:35
      czas biegnie szybko - jak ktam sie maja nasze internetowe pary - co u Was
      slychac.
      Ja ciesze sie na kazdy telefon od niego - dzwonimy do siebie bardzo czesto
      (biorac pod uwage odleglosc). Przyznam sie po cichu ze mysle czasem o tej
      roznicy wieku - mimo iz to podobno nie gra roli i nie ma znaczenia. Jakos
      podswiadomie czasem o tym mysle - zwlasza gdy dochodzi do konfrontacji z
      przeciwnikami takiego zwiazku. Jestem z nim bo bardzo go kocham - juz mija
      poltora roku - raz jest lepiej raz gorzej, ja tu on tam - ale jest piekna
      milosc i zaufanie, ktore w tym przypadku jest niezbedne z obu stron.
      Niektorzy moga pomyslec ze poszlam za kasa bo to Amerykanin - takie stereotypy
      tez sa...a tu zaskocze bo on bogaty nie jest a nawet wrecz przeciwnie, miewal
      okresowe problemy z praca. Wiem ze decyduje sie na skromne zycie - ale z
      mezczyzna ktorego kocham.
      Ach...sie rozpisalam. Szkoda ze tak malo osob zaglada na to forum - pozdrawiam
      bywalcow, jak i przechodniów.
      ;)
      • gosza26 Re: refleksje.... 10.01.05, 14:03
        Między nami jest 13 lat róznicy + dziecko niemęża które razem wychowujemy.
        Mieszkamy razem ze sobą 1,5 roku. Tyle faktów...


        anutka1 napisała:

        > czas biegnie szybko - jak ktam sie maja nasze internetowe pary - co u Was
        > slychac.
        > Ja ciesze sie na kazdy telefon od niego - dzwonimy do siebie bardzo czesto
        > (biorac pod uwage odleglosc). Przyznam sie po cichu ze mysle czasem o tej
        > roznicy wieku - mimo iz to podobno nie gra roli i nie ma znaczenia. Jakos
        > podswiadomie czasem o tym mysle
        -----------------------------------------------------------------------------

        I tu sie mylisz. Różnice wynikajązce z wieku to przepaść pokolenia, czasami
        dwóch a nawet trzech. Czy należy z tego powodu rezygnować ze związku i miłosci
        to juz indywidualna sprawa dla każdego, ale trzeba zdawać sobie sprawę z
        konsekwencji. Napewno pojawią sie wtedy kiedy zacznie myśleć o dziecku, o
        wspólnych znajomych? Wreszczcie o tym co będzie,wtedy kiedy to nawet
        najgorętsze uczucie odrobine ostygnie i zacznie się proza życia?

        Oczywiście lepiej jest żyć 15 lat w cudownym związku niż 30 lat się zadręczać.
        Jednak zawsze obie strony muszą iść na kompromis. W moim przypadku szybciutko
        musiałm dorosnąć, a niemąż musi przywyknąć do moich frustracji wynikających z
        tego, że dopiero zaczynam wchodzić choćby w świat pracy zawodowej (którą on ma
        od lat wielu , wielu lat). Kłopot wspólnych znajomych odpadł, bo ja zawsze
        lepiej czułam się w nieco starszym towarzystwie, ale niemężowi nie
        zafundowałabym powiedzmy jeszcze kilka lat temu naszych studenckich imprez.

        No i najważniejsze (przynajmniej dla mnie), dzieci. I to nie jest tylko
        kwestia , kiedy zdecydowac się na dziecko. Wiadomo,że starszy partner może mieć
        obawy przed tym jak to będzie za 10 czy 15 lat. Tu również pojawiają sie
        różnice w podejściu do wychowywania dziecka. Mam to szczęście, że tą osobą od
        ładu i porządku jestem ja.Ale nie wyobrażam sobie co byłoby gdybym chciała
        jeszcze biegac po imprezach i mieć poczucie ,że jakoś to będzie i jednocześnie
        wychowywać 14 latka.

        Jednym słowym związek wynikający z róznicy wieku może byc bardzo budujący ale
        tylko wtedy gdy partnerzy sa wobec siebie szczerzy w tych
        wszystkich ,,newralgicznych,, sprawach, wynikających właśnie róznych,
        międzypokoleniowych punktów widzenia.
        • dr.rocco Re: refleksje.... 11.01.05, 17:58
          Mysle , ze zwiazki moga byc udane lub nie , bez wzgledu na wiek tej 2 osoby ,
          liczy sie zrozumienie 2 osoby i empatia , bo wkoncu zwiazki u ludzi z podobnym
          rocznikiem tez sie rozlatuja , tu bardziej sie liczy zrozumienie i wspolna wiez
          ktora laczy tych ludzi i na tym trzeba sie skoncentrowac.
          • gosza26 Re: refleksje.... 11.01.05, 21:39
            Nigdy nie twierdziałm, że związki z dużą róznicą wieku są skazane na porażke.
            Jestem tego zupełnym zaprzeczeniem:)

            Rozumiem pojęcie zrozumienia, empatii etc, ale nie należy się oszukiwać, że
            miłość pokona wszystko. Poprostu trzeba umiejętnie ,,dryfować,, pomiędzy swoim
            uczuciem a tym,że chcemy zbudować wspólnie swoją przyszłość.
            • anutka1 grieve 15.01.05, 01:30
              probowalam umiejętnie ,,dryfować,, pomiędzy swoim
              uczuciem a tym,że chcemy zbudować wspólnie swoją przyszłość....
              zerwalam i myslicie ze czuje sie lepiej?
              do d...y z takim ztciem
              • gosza26 Re: grieve 15.01.05, 12:11
                anutka1 napisała:

                > probowalam umiejętnie ,,dryfować,, pomiędzy swoim
                > uczuciem a tym,że chcemy zbudować wspólnie swoją przyszłość....
                > zerwalam i myslicie ze czuje sie lepiej?
                > do d...y z takim ztciem
                -----------------------------
              • archiwald4 Co się stało?? 15.01.05, 14:05
                Hej anutka1 co się stało, że zerwałaś??? jeszcze 5 stycznia pisałaś, że jest
                dobrze??
              • rachela180 Re: grieve 16.01.05, 11:34
                anutko proszę napisz co się stało!
                • anutka1 Re: grieve 16.01.05, 16:44
                  w moim poscie 'grieve' wlasciewie powinnam napisac ze 'probowalam zerwac'...i
                  bylam juz prawie zdecydowana, zrobilam to formalnie rzecz biorąc...wszystko
                  mnie przeroslo i wydawalo sie ze to moze byc wyjscie z sytuacji...ale po bardzo
                  krotkim czasie poprostu uswiadomilam sobie ze za bardzo kocham, ze nie moge
                  zabic w sobie milosci, to jest poprostu niemozliwe....rozmawialismy przez
                  telefon okolo 2 i pol godziny.....rozmawialismy,rozma wialismy i rozmawialismy.

                  Kiedys tu byl watek o zrywaniu na raty...troche sie boje ze to moze tak byc. No
                  ale zobaczymy, narazie ratuje nas milosc choc ciezko mi sie mysli o
                  przyszlosci...troszke to paradoksalne wszystko.
                  Pozdrawiam
                  • megxx Re:na raty 18.01.05, 09:18
                    Jeżeli podjęłaś myśl o rozstaniu, to jest coś co Cię w tym związku męczy, albo odległość, albo wynikająca z niej pewna samotność.
                    Piszesz o zrywaniu na raty, a nie widzisz, ze teraz to Twoje życie jest takie trochę na raty.
                    Z drugiej strony wiele związków kwitnących latami na odległość, rozpada się, gdy zacznie się szara codzienność. Wtedy wychodzą nasze różnice, ten okres docierania się rozbija wiele młodych małżeństw.
                    Jesteś młodą osobą i zastanawiam się, czy bierzesz pod uwagę to, że z wiekiem bedziesz się zmieniać, że to co teraz jest dobre dla Ciebie(wg Ciebie samej), przestanie być takie za kilka lat, albo nabierze innego znaczenia.
                    Kiedyś(mając 22 lata) zastanawiałam się co odpowiem sobie samej w przyszłości, na pytanie, dlaczego postąpiłam tak a tak, mając owe 22 lata. Wtedy przygotowałam sobie odpowiedź: " że tak mi pasowało,że tego wtedy chciałam".
                    Dzisiaj, gdy przypominam sobie to wytłumaczenie, czuję, jakby tamta megxx to była inna osoba, nie potępiam siebie, ale i nie pochwalam. A wytłumaczenie było na tu i teraz, nie dbało o skutki na przyszłość-ale to prawo młodości, życie chwilą, szkoda, że potem są różne skutki.:)

                    Twoje perspektywy są bardzo skomplikowane. Podziwiam Cię i rozumiem jak jest Ci trudno borykać się z tym wszystkim. Zwłaszcza, że głos, nie koi tak wszystkich smutków jak dotyk.

                    I bardzo podoba mi się stwierdzenie, które tu padło od groszy 26
                    "głowa do góry, za tym zakrętem musi coś być"

                    • anutka1 Re:na raty 20.01.05, 13:06
                      Bardzoo Wam dziekuje za wszystkie posty....chce Wam tym bardziej podziekowac ze
                      staracie sie zrozumiec. Doskonale sobie zdaje sprawe ze jakiekolwiek decyzje
                      naleza do mnie i niestey nikt ich za mnie nie podejmie. Ale nawet nie wiecie
                      jakie to wazne uslyszec kilka slow zrozumienia.
                      Zgadzam sie iz bede sie zmieniac wiem to...juz sie zmienilam biorac np. pod
                      uwage dwa ostatnie lata. Jestem niestety osoba ktora za barzo emocjonalnie
                      podchodzi do niektorych spraw...a wiecie ze w ten sposob latwo o zalamania i
                      zle samopoczucie bo albo czegos sie za bardzo chce albo sie boi nie uda sie
                      czegos zrealizowac....
                      Moze za pare lat spojrze wstecz i tez sie bede zastanawiam dlaczego zrobilam
                      tak a nie inaczej.....nie wiem jakie beda skutki bo to ciezko w zyciu
                      ocenic....a bycie zbyt rozwaznym czasem tez nie poplaca ;) Chodzi mi tutaj o
                      takie sztywne trzymanie sie ram i tego co wypada i nie wypada....gdyby nie
                      podejmowalo sie w zyciu ryzyka byloby troche nudno ;)
                      Pozdrawiam z nieco lepszym humorem.
                      Pa
                      • anutka1 Re:na raty 20.01.05, 13:27
                        brzmi mi w glowie piosenka 'trudno tak...razem byc nam ze soba, bez siebie nie
                        jest lżej" ;)
                        Inny cytat z piosenkii Sary McLachlan (bardzo lubie te wokalistke)
                        "... . I'm so tired but I can't sleep
                        Standin' on the edge of something much too deep
                        It's funny how we feel so much but we cannot say a word
                        We are screaming inside, but we can't be heard

                        But I will remember you
                        Will you remember me?
                        Don't let your life pass you by
                        Weep not for the memories

                        I'm so afraid to love you, but more afraid to loose
                        Clinging to a past that doesn't let me choose
                        Once there was a darkness, deep and endless night
                        You gave me everything you had, oh you gave me light...'

                        to taka mala refleksja ;)
                        • natalya20 21lat roznicy 22.01.05, 14:57
                          mam 19 lat moj chlopak, narzeczony , konkubent nie wiem jak to nazwac 40. razem
                          mieszkamy juz od prawie roku i jestem najsdzczesliwasza pod sloncem, na
                          poczatku byl to zwiazek na odleglosac widzielismy sie srednio co 2 tyg ale
                          pozniej min tydzien mieszkalismy razem no i codziennie telefony, jest
                          wspanialym czlowiekiem ktory daje mi wiele ciepla nie czuje roznicy wieku moze
                          dlatego ze on wyglada i czuje sie mlodo lubi byc z mlodymi ludzmi i swietnie
                          sie znimi rozumie, mysle ze nie moglabym zwiazac sie z chlopakiem w moim
                          wieku, ze starszym mezczyzna czuje sie bezpieczniej, stabilniej, ma 2 corki z
                          ktorym mam wspanialu kontakt wszytko robimy razem(7 i 9lat). teraz czekamy na
                          naszego dzidziusia. moja mama jest najszczesliwsza na swiecie bo widzi ze
                          jestem szczesliwa, jestem z kims kto dba do mnie i jest dla mnie dobry. nigdy
                          by mi nie powiedziala to nie ten on jest zly ale zawsze mi powie ze moge wrocic
                          do domu, mysle ze to jest dobre podejscie rodzica ona czuje sie z tym
                          konfortowo i ja, zreszta nawet jaby miala cos przeciwko to na pewno bym jej nie
                          posluchala...taka jest milosc, nic sie nie liczy tylko ona
                          • gosza26 Re: 21lat roznicy 23.01.05, 14:19
                            Moze za pare lat spojrze wstecz i tez sie bede zastanawiam dlaczego zrobilam
                            tak a nie inaczej.....nie wiem jakie beda skutki bo to ciezko w zyciu
                            ocenic....a bycie zbyt rozwaznym czasem tez nie poplaca ;) Chodzi mi tutaj o
                            takie sztywne trzymanie sie ram i tego co wypada i nie wypada....gdyby nie
                            podejmowalo sie w zyciu ryzyka byloby troche nudno ;)
                            -----------------------------
    • anutka1 :( 14.04.05, 10:14
      :( mam juz chyba dosc, za duzo rzeczy ktore stoja na przeszkodzie do naszego
      szczescie, juz nie mam sil ich pokonywac. Kolejne romowy telefoniczne koncza
      sie moim placzem, jego pocieszaniem.....tesknie a jednoczenie wiem ze nie wiem
      kiedy go zobacze i nic na to nie moge poradzic....to boli.
      ....ech...tak sie chcialam wygadac na forum, wiem ze niewiele osob go
      czyta...ale moze to i lepiej
      Zycze Wam duzo wiosny w sercu...ja jej wciaz szukam, mam nadzieje ze znajde.
      Pozdrawiam
      • megxx Re: :( 17.04.05, 08:53
        W ubiegłym roku pisałaś,że już od tego lata będziecie razem na dłużej niz
        urlop. Moze nadszedł czas decyzji albo albo. Bycie razem bywa ważniejsze od
        codziennosci dnia. Ale niepewność moze zabic wszystko:(
        Trzymaj się. A może popatrz na to z innego punktu widzenia? Przemyśl najgorszą
        wersję? (jestescie razem i Wam sie nie udaje lub zrywacie i ciągle żałujecie).
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka