Gość: CW
IP: *.B1.srv.t-online.de
15.04.02, 23:14
Wskutek usilnych prosb czytelnikow forum postanowilam dopisac skrocone
zakonczenie mojej kryminalnej powiesci. Wczesniej pisalam pod innym nickiem
(nie mylic z innymi opowiadaniami), dlatego najwlasciwszym bedzie- jesli
zainteresowany czytelnik sam sobie dopasuje rozdzialy
...................................."Po zmroku" (wersja robocza bez korekty)
Epilog
(...)
Powoli zapadala noc. Bylo juz wiadomo, ze granatowe deszczowe chmury
zapowiadaja burze. Powietrze stalo sie tak ciezkie, geste i wilgotne, ze nie sposob
bylo oddychac.
Cala zgromadzona czworka siedziala w jadalni wpatrujac sie skaczacy ogien w
kominku. Zjawili sie wszyscy: Krystyna, Marek, Agnieszka i Karol. Marek probowal
opowiadac o swojej ostatniej wyprawie do Afryki, ale nikt go nie sluchal. Po chwili
zapadla nieprzyjemna cisza. Karol nie wytrzymywal napiecia, milczenie rozrywalo
mu mozg.
- Jestes wredna zmija zerujaca na ludzkich uczuciach! Jak moglas wbic noz w
plecy?! Czy masz w ogole sumienie?! Nienawidze cie! Chce zebys umarla, zebys
przestala istniec! Jak moglem zaufac komus takiemu jak ty Krystyno!!- zrobil sie
purpurowy, a lzy wscieklosci zaczely plynac mu po policzkach.
- Marku!- nie przestawal- Jak mozesz zyc z kims takim pod jedynm dachem?!
Przeciez Krystyna to cyniczny, falszywy potwor!
Krystyna powoli podniosla sie z fotela. Trzy pary oczu skupialy sie teraz na jej
sylwetce. Zaczela bezszelestnie chodzic po pokoju. Marek w odpowiedzi zamknal
oczy, juz wiedzial, rozmawial bowiem z Krystyna dobe wczesniej.
- Karolu...- Krystyna postanowila wreszcie przerwac milczenie- Kiedys przed laty,
w chwili gdy bylam bardzo slaba i nie spodziewalam sie niczego zlego ty
wyciagnales noz i szybkim ruchem wbiles go w moje serce. Zanim go wyjales
jeszcze kilkakrotnie obrociles rekojescia- przerwala nie przestajac jednak chodzic.
- A wiec to tak! Postanowilas sie zemscic, zniszczyc mnie i to co kocham?!! Ty
wredna , parszywa suko!
- Nie moge tego sluchac!- krzyknal Marek- Krysiu, wiesz co mam do powiedzenia,
musisz im to przekazac. Dasz rade, po to wlasnie tutaj jestesmy..ty jestes..- nie
dokonczyl, zlapal szybko kurtke i wybiegl z domu. W chwile pozniej wszyscy
uslyszeli odglos odjezdzajacego samochodu.
- Nie Karolu..- cicho powiedziala Krystyna- wciaz nic nie rozumiesz, choc tak wiele
czasu poswieciles tej sprawie. Ja tobie wybaczylam i nie czuje zalu do ciebie za to,
co zrobiles.
- Ty chyba jestes nienormalna!- wrzasnal Karol- jesli wybaczylas to dlaczego
mscisz sie, dlaczego wracasz do czegos, czego nie ma?! Dlaczego mowilas o
przyjazni jesli wcale nie szukalas przyjaciol a tylko pretekstu, zeby postawic na
swoim?!
- Usiadz spokojnie i pozwol jej mowic, ma do tego prawo- stanowczym glosem
oznajmila Agnieszka. Karol potulnie usiadl obok niej spuszczajac oczy.
- Dziekuje Agnieszko, kontynuuje zatem..- Krystyna zatrzymala sie aby wziac ze
stolu herbate. Wypila lyk, potem drugi. Agnieszka patrzyla jej prosto w oczy, Karol
probowal skupic uwage na pogrzebaczu. Krystyna usmiechnela sie lekko widzac
jego spojrzenie, domyslala sie bowiem o czym moze w tej chwili marzyc. Usiadla
obok kominka majac ich po przeciwnej stronie.
- Zatem...-ciagnela- najwiekszym grzechem jaki popelnilam bylo zakochanie sie w
tobie. Byles dla mnie wyobrazeniem idealu: meski, cieply, serdeczny, inteligentny,
madry, wesoly.
- Nie moge tego sluchac! Skoncz juz te bzdury- syczal Karol.
- Karolu, uspokoj sie prosze. Twoje wyzwiska na nic sie juz nie zdadza, wysluchaj
lepiej co mam do powiedzenia- spokojnie odparla Krystyna
- Zabije ja, zabije...!- nie ustepowal
- Dobrze, mozesz mnie zabic, ale dopiero jak skoncze- prawie ze smiechem
odpowiedziala i powoli wypila kolejne kilka lykow herbaty.
- Skoro juz tyle powiedzialas, dokoncz, nie kaz nam dluzej czekac- poprosila
Agnieszka starajac sie opanowac zdenerwowanie, po czym ta ladna, elegancko
ubrana szatynka wstala i zaczela dorzucac drew do kominka. Przez chwile wszyscy
patrzyli jak zrecznie poprawia wrzucone przed chwila szczapy.
- Jeszcze raz powtarzam, ze nie czuje do ciebie zalu za tamto zachowanie.
Chcialam, abysmy zostali przyjaciolmi, gdyz byles mnie bliski, chcialam, abysmy
od czasu do czasu spotykali sie na kawie, rozmawiali o zyciu, zdrowiu, polityce i
innych waznych lub mniej waznych sprawach.
- Tym razem ja nie wiem, czy dotrwam do konca tej opowiesci- szepnela
Agnieszka ocierajac lzy.
- Dlaczego to robisz?!!! Dlaczego ja ranisz! Ty, ty...- nie dokonczyl.
- Usiadz Karolu i sluchaj. Agnieszko wytrwaj do konca spotkania ze mna, wszyscy
mamy prawo do wypowiedzi- rzekla Krystyna.
- Ty nie masz!- Karol stawal sie coraz gwaltowniejszy, nie wiedzial bowiem jakie
zamiary ma siedzaca na-przeciwko rudowlosa dziewczyna.
- Mam prawo do glosu. Chce powiedziec prawde- odrzekla spokojnie.
- Prawde? Jaka prawde?!!!- Karol podniosl sie energicznie z krzesla.
- Moja prawde. Moja. Usiadz prosze zaslaniasz Agnieszke, a chcialabym patrzec jej
prosto w oczy.
Karol opadl spowrotem na krzeslo, wygladal jakby w ciagu jednej sekundy wyszlo
z niego cale powietrze, powietrze jak zycie.
- Zatem... chcialam z toba Karolu sie zaprzyjaznic. Myslalam o prawdziwej, trwalej
przyjazni zbudowanej na zaufaniu, zrozumieniu, na byciu w potrzebie, na
cieszeniu sie szczesciem drugiej osoby- Krystyna spojrzala przenikliwie prosto w
jego oczy.
- Taak... Myslalem, ze mnie rozumiesz, ze mozemy sie zwyczajnie zaprzyjaznic, ze
mozemy od czasu do czasu spotkac sie, porozmawiac- dodal cicho spuszczajac
oczy- ale ty, ty postanowilas inaczej!!
- Wstrzymaj sie z osadami- przerwala mu Krystyna- prawdziwie przyjaznic moga
sie tylko partnerzy. Zeby stac sie partnerka w przyjazni powinienes pozwolic mi
dac szanse wspolistniec. Dobrze wiesz, ze chcialam waszego szczescia i szczerze
wam wspolnych, pieknych dni zyczylam.
- Nie bardzo cie rozumiem Krystyno- stwierdzila Agnieszka- z jednej strony
chcesz naszego szczescia a caly czas przeszkadzasz, nie dajesz Karolowi spokoju,
nie pozwalasz nam ulozyc sobie zycia. Przeciez odeszlas, po co wrocilas? Chcialas
powiedziec, ze nie powinnam byla brac cie pod uwage? Nie biore, jestem inna i nie
nalezy mnie z nikim porownywac. W dodatku cie nie lubie.
- Agnieszko- odparla Krystyna- no coz, ja do ciebie tez nie palam sympatia, ale
nie oznacza to faktu, ze zycze tobie jak najlepiej. Ty zreszta mnie tez, wiem o tym.
Nigdy nie staralam sie ciebie do siebie porownywac, nigdy- (poza jednym razem
bezposrednio skierowanym do ciebie) nie mowilam co mnie w tobie nie podoba
sie.
- Agnieszka jest idealna- wtracil Karol.
- Nikt nie jest idealny, prosze nie przerywaj- kontynuowala Krystyna- nigdy w
zadnych oczach nie staralam sie ciebie Agnieszko zdyskredytowac. Zawsze
myslalam i mowilam o Tobie dobrze bo tak czulam. Nigdy nie powiedzialam jak
bardzo ciesze sie, ze przezylas operacje i jestes zdrowa, choc mialam na to trzy
miesiace. Wybacz spoznienie.
- No dobrze- odparla Agnieszka- przestanmy sobie slodzic, porozmawiajmy o
konkretach. Dlaczego nie odeszlas?
- Moglabym zapytac cie Agnieszko o to samo...- Krystyna zastanowila sie glosno.
Dlaczego zostalas, kiedy czulas, ze czas pakowac walizki? Nadzieja, prawo, wiara..?
- Przez ciebie go stracilam! Zdradzil mnie, zdradzil nasza milosc, oklamywal
mnie!- Agnieszka zaczela krzyczec- dlaczego klamal?!!!!
- Jeszcze raz powtorze to co juz wczesniej stwierdzilam (rozdzial III, przyp.
Autora)- powiedziala Krystyna- on ciebie nigdy nie zdradzil, nie zdradzil waszej
milosci. Klamal zupelnie bez sensu bojac sie, ze ciebie utraci.
- Do diaska, ja juz nic z tego nie rozumiem. Czy ktos normalny umie to
wytlumaczyc?!!! Agnieszka siegnela po butelke bourbona i wlala sobie podwojna
porcje.
- Ja potrafie. Jeszcze raz- Karol nigdy nie zdradzil ciebie ani waszej milosci, uwierz
mi prosze. Nie wiem po co te wszystkie klamstwa, nie byly w ogole potrzebne.
Nalej m