Dodaj do ulubionych

A jednak kobiety

06.05.02, 11:25
Tak sobie myślę o tych opiniavch kobiet na temat mężczyzn i którymkolwiek torem
myślenia nie pójdę, zawsze dojdę do jednego wniosku.
- Mężczyźni, jak kobiety - są różni. Jedni tacy, drudzy siacy, trzeci owacy.
Są "lepsi" i "gorsi" - tak na prawdę jednak, nat o jacy są mężczyźni - w tym
oczywiście "Wasi" mężczyźni, ogromny wplyw macie Wy same. Czy to jako ich
partenerki, czy też jako ich... matki. Nie jest adna tejemnicą, że - oprócz
ojca oczywiście, ogromny wpływ na mężczyzn mają ich matki. Jakby nie było
kobiety. Tak więc w tych narzekaniach i szlochach nad mężczyznami, weźcie pod
uwagę, że to wlaśnie Wy wychowujecie przyszłych parterów, mężów i ojców. Nie
sobie rzecz jasna, ale takim samym jak Wy kobietom, które w przyszłości
podobnie do wielu z Was, będą narzekać na swoich mężczyzn, i tu koło się
zamknie...
Obserwuj wątek
    • agniecha27 Re: A jednak kobiety 06.05.02, 11:35
      Z przykrością, ale muszę przyznać Ci rację. Nie mam narazie dzieci, ale widzę
      jak to jest w relacjach: moja mama i mój brat. Mama nie dopuszcza, żeby on coś
      zrobił w domu, bo woli dla "świętego spokoju" zrobić to sama, bo:
      - nie chce go ciągle w kółko prosić i słyszeć: zaraz, albo chwileczkę (i czeka
      dwa dni),
      - jak już coś zrobi, to jakby po złości: koszmarnie i bez sensu, na "odwal się"
      No i kółko się zamyka, bo nic od niego nigdy tak naprawdę nie wymagała. Gdyby
      od dziecka był nauczony: coś zrobił dobrze, to dobrze; źle to jeszcze raz do
      skutku, to może byliby z niego ludzie.
      Nie mogę nic zarzucić moim rodzicom (ode mnie się zawsze wymagało: m.in.
      dyscypliny, punktualności), ale Mama ma co chciała, bo kółeczko się zamknęło.
      Brat mieszka jeszcze z rodzicami i niestety nawet nogą niczego nie kopnie...
      I to jest odwieczna prawda: matki wychowują swoich synów w ten sposób, że
      kondolencje się należą przyszłym synowym. Jeżeli jeszcze potrafią "wychować"
      swoich mężów, to w porządku, ale nieczęsto się to udaje.
      Pozdrowionka
      • chudyy to ja mam pecha bo nie mam siostry 06.05.02, 11:37
        agniecha27 napisał(a):
        > I to jest odwieczna prawda: matki wychowują swoich synów w ten sposób, że
        > kondolencje się należą przyszłym synowym. Jeżeli jeszcze potrafią "wychować"
        > swoich mężów, to w porządku, ale nieczęsto się to udaje.

        mam młodszego brata i to ja wiele lat grzecznie mamie pomagałem, a brat się
        migał ... i tak nam zostało do teraz
        hej
        • matrek Re: to ja mam pecha bo nie mam siostry 06.05.02, 11:40
          A'propos postu Agniechy, coś w tym również jest. Ale prawdą jest też to co ona
          napisaa. W wielu rodzinach inaczej traktuje się synów, a inaczej córki.
        • agniecha27 Re: to ja mam pecha bo nie mam siostry 06.05.02, 11:41
          Może to jest kwestia tego, że właśnie młodszym się na więcej pozwala. Mój brat
          miał więc podwójnie dobrze: bo chłopak i w dodatku jeszcze młodszy.
          Starsze z rodzeństwa ma zdecydowanie gorzej - ale bez przesady.
      • kwik Re: A jednak kobiety 06.05.02, 11:42
        zgadzam się z przedmówczynią.
        mam młodszego brata, którego mama traktowała w podobny sposób.
        w domku bywał świętym gościem. wobec czego wzięłam sprawy w swoje ręce.
        i ta niedobra (wówczas) siostra z przyjemnością obeserwuje teraz jak to braciszek
        gotuje, sprząta, pierze i prasuje, mieszkając ze swoją dziewczyną.

        • agniecha27 Re: A jednak kobiety 06.05.02, 11:51
          kwik napisał(a):

          > zgadzam się z przedmówczynią.
          > mam młodszego brata, którego mama traktowała w podobny sposób.
          > w domku bywał świętym gościem. wobec czego wzięłam sprawy w swoje ręce.
          > i ta niedobra (wówczas) siostra z przyjemnością obeserwuje teraz jak to bracisz
          > ek
          > gotuje, sprząta, pierze i prasuje, mieszkając ze swoją dziewczyną.
          >

          Ja nie znalazłam odpowiedniej metody wychowawczej dla mojego braciszka, więc Ci
          gratuluję. Wyobraź sobie, że on w mieszkaniu swojej dziewczyny (u której
          pomieszkuje od casu do czasu) potrafi odkurzyć ugotować, posprzątać... itd.
          Natomiast jak jest w domu naszych rodziców, to jest strasznie zmęczony i mówi, że
          oni się go czepiają. Ale jak napisałam wyżej: mają, co chcieli.
          • kwik Re: A jednak kobiety 06.05.02, 11:56
            > pomieszkuje od casu do czasu) potrafi odkurzyć ugotować, posprzątać... itd.
            > Natomiast jak jest w domu naszych rodziców, to jest strasznie zmęczony i mówi,
            > że
            > oni się go czepiają. Ale jak napisałam wyżej: mają, co chcieli.

            pewnie jest zmęczony po odkurzaniu i sprzątaniu w mieszkaniu dziewczyny...
            biedaczek, mogliby to uszanować?
            :)))
            a na poważnie: czyli jednak potrafi ale nie ma chęci (pan wygodnicki)

            przyślij go do mnie na 3 tygodniowe szkolenie :)))
            • agniecha27 Re: A jednak kobiety 06.05.02, 12:01
              Obawiam się, że (przy całym szacunku dla Twego pedagogicznego doświadczenia)
              wszelkie Twoje metody zawiodą. Zresztą wychodzę z takiego założenia, że może go
              życie nauczy - da mu takiego małego prztyczka w nos. I życzę mu jak najlepiej -
              w końcu to mój kochany braciszek... choć niedobry...
              • kwik Re: A jednak kobiety 06.05.02, 12:31
                to był żart. wychowywania starczy mi już na tym jednym przykładzie; było ciężko
                ale udało się.


      • Gość: Liver Re: A jednak kobiety IP: 157.25.84.* 06.05.02, 11:47
        Jedynym rozsądnym wyjściem jest szybkie uniezależnienie się i opuszczenie
        rodzicielskiego domu, pujście na swoje.
        Najgorsze jest jednak, że w Polsce mamy takie koszmarne warunki
        mieszkaniowe i większości młodego pokolenia nie stać na kupno czy
        wynajęcie mieszkania.
    • mario2 Re: A jednak kobiety 06.05.02, 11:55
      urodzilem sie na Slasku. Jako najstarszy syn w typowo laskiej rodzinie. Nie
      bylo w niej do przyjecia, ze synowi sie w czymkolwiek odpuszczalo. Wiec
      byly:praca na dzialce, sprzatanie w domu, pomywanie po obiedzie, pranie
      wlasnych gatek, skarpet, prasowanie spodni i koszul. Zarowno mama jak i ja
      uczylismy sie od ojca gotowac. takie prozaiczne rzeczy jak naprawa samochodu,
      naprawy czegokolwiek w domu samodzielnie byly normalka. ciesze sie, ze takie
      wychowanie otrzymalem. Juz w akademiku przydala sie znajomosc kucharzenia- jak
      dzis pamietam bigos gotowany nieraz przezemnie w 50 litrowym garcu :o))
      A teraz? teraz jestem zadowolony, ze moge byc pod kazdym wzgledem niezalezny!
      • agniecha27 Re: A jednak kobiety 06.05.02, 12:04
        Gratuluję, bo nie ma nic gorszego jak bycie zależnym od kogoś. Nikt Ci nie może
        powiedzieć, że jak czegoś tam nie zrobisz, to nie ugotuję Ci obiadu. Ty
        odpowiadasz wtedy: Chrzań się! Ugotuję sobie takie frykaski, że ci szczęka
        opadnie... ;-))
        Pozdrowionka
        • matrek Re: A jednak kobiety 06.05.02, 12:07
          No, pranie, prasowanie, gotowanie - ważna rzecz :) A co zpostawą zyciową ?
          Spory odsetek mam, to zaborcze mamuśki wychowujące sobie i innym latorośle...
          • mario2 Re: A jednak kobiety 06.05.02, 12:18
            niestety masz racje. Przez 12 lat malrzenstwa mialem tesciow na karku.
            Wiedzialem o tym przed slubem, wiec wyjechalem z zona na zachod. Coz z tego?
            Jakis debil wymyslil liberalizm w przyznawaniu paszportow i tesciowie 10
            miesiecy w roku uszczesliwiali mnie dbaniem o los corki w moim domu!
            • matrek Re: A jednak kobiety 06.05.02, 12:28
              U mnie próbowali przez pierwsze 3 lata małżenstwa - później postawiem sprawę
              jasno, kilka zdecydowanych kroków i teraz już wszystkim jest dobrze :)
              • Gość: mario2 Re: A jednak kobiety IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 07.05.02, 10:40
                U mnietez jest duzo lepiej.
                Tylko dziecka zal :o(
    • wierna1 Re: Do Matrek 06.05.02, 12:17
      Z ciekawości - czy jesteś kobietą i masz syna? Nie znam Cię jeszcze, więc pytam.
      • mario2 Re: Do Matrek 06.05.02, 12:19
        Kochanie!!! To Ty jeszcze zyjesz?
        Przezylas Dlugi Weekend?
        • wierna1 Re: Do Mario 06.05.02, 15:36
          mario2 napisał(a):

          > Kochanie!!! To Ty jeszcze zyjesz?
          > Przezylas Dlugi Weekend?

          Owszem, żyję i mam się dobrze, z czego raczej nie będziesz zadowolony, bo
          wolałbyś mnie już widzieć w trumnie.
          Jestem tak wypoczęta, że mogę z Tobą podjąć walkę, tylko pytanie: PO CO?
          Ale pytanie dobre, bo przeżyć tyle dni w "nicnierobieniu" to dla mnie dramat.
          Wreszcie czuję, że jestem na właściwym miejscu.

          • mario2 Re: Do Mario 06.05.02, 16:45
            we wlasciwym miejscu?
            A co robisz na smietnisku
            i skad masz kompa?
      • matrek Re: Do Matrek 06.05.02, 12:30
        No patrz, a myślalem, że kilka razy już ze sobą rozmawialiśmy :))

        Nie jestem kobietą i nie mam syna.
        • wierna1 Re: Do Matrek 06.05.02, 15:33
          matrek napisał(a):

          > No patrz, a myślalem, że kilka razy już ze sobą rozmawialiśmy :))
          >
          > Nie jestem kobietą i nie mam syna.

          Sorry, ale miałam przerwę w życiorysie przez ten dłuuuuugi łykend i odgrzebuję
          znajomości. A interesuje mnie to ponieważ problem jest mi bliski. Mam syna i
          borykam się z też z synem , ale innej matki (czyli mojej teściowej). Tym bardziej
          mnie zdumiało, że stwierdzenie pada z ust mężczyzny. Zawsze uważałam, że to
          kobiety czyli matki mają większy wpływ na wychowanie mężczyzn, z którymi potem
          muszą się męczyć (albo i nie) inne kobiety. Pzdr.

          • Gość: matrek Re: Do Matrek IP: *.pw.edu.pl 06.05.02, 16:22
            wierna1 napisał(a):

            > Sorry, ale miałam przerwę w życiorysie przez ten dłuuuuugi łykend i odgrzebuję
            > znajomości. A interesuje mnie to ponieważ problem jest mi bliski. Mam syna i
            > borykam się z też z synem , ale innej matki (czyli mojej teściowej). Tym bardzi
            > ej
            > mnie zdumiało, że stwierdzenie pada z ust mężczyzny. Zawsze uważałam, że to
            > kobiety czyli matki mają większy wpływ na wychowanie mężczyzn, z którymi potem
            > muszą się męczyć (albo i nie) inne kobiety. Pzdr.
            >

            Nie rozumiem, z czym masz problem... - przecież właśnie to napisałem. Postawiłem
            tezę, że jako matki same wychowujecie "sobie" mężczyzn.

            Chciałoby się powiedzieć, jakimi nas wychowałyście, takimi nas macie.
            • wierna1 Re: Do Matrek 07.05.02, 09:39
              Gość portalu: matrek napisał(a):

              > wierna1 napisał(a):
              >
              > > Sorry, ale miałam przerwę w życiorysie przez ten dłuuuuugi łykend i odgrze
              > buję
              > > znajomości. A interesuje mnie to ponieważ problem jest mi bliski. Mam syna
              > i
              > > borykam się z też z synem , ale innej matki (czyli mojej teściowej). Tym b
              > ardzi
              > > ej
              > > mnie zdumiało, że stwierdzenie pada z ust mężczyzny. Zawsze uważałam, że t
              > o
              > > kobiety czyli matki mają większy wpływ na wychowanie mężczyzn, z którymi p
              > otem
              > > muszą się męczyć (albo i nie) inne kobiety. Pzdr.
              > >
              >
              > Nie rozumiem, z czym masz problem... - przecież właśnie to napisałem. Postawiłe
              > m
              > tezę, że jako matki same wychowujecie "sobie" mężczyzn.
              >
              > Chciałoby się powiedzieć, jakimi nas wychowałyście, takimi nas macie.

              E tam, nie chce mi się z Tobą gadać. Myślałam, że to Ty masz problem, bo
              założyłeś taki wątek.

              • matrek Re: Do Matrek 07.05.02, 12:03
                Chyba na prawde ktoś Ci dzisiaj wierna nadepnął na odcisk i z całą pewnością
                musiał to być jakiś mężczyzna
    • wierna1 Re: A jednak kobiety 07.05.02, 10:20
      Mając dzisiaj więcej czasu przeanalizowałam jeszcze raz wątek.
      Wynika z niego, że w Polsce to kobieta jest odpowiedzialna za wychowania
      przyszłego męża i ojca. Najlepiej wg zasady: "Jak ty mnie, tak ja Tobie".
      Wiecie dlaczego w tym kraju mężczyźni to "dupy z uszami"? Bo w domu nie ma
      nigdy mężczyzny. I myślę tu o czynnym pobycie, a nie powrocie z parcy, obiadku,
      leżanka, piwko i TV.
      Dlaczego mój brat nie jest uzależniony od kobiet? Bo nie był uzależniony od
      matki. W odpowiednim czasie musiał sam zacząć o sobie decydować i dbać o
      siebie. Teraz umie w domu zrobić dosłownie wszystko.
      W dniu mojego ślubu teściowa westchnęła i stwierdziła:"Będziesz miała duże
      dziecko". Duże dziecko? O co jej choodzi? Po kilkunastu latach już wiem, co
      miała na myśli. Do tej pory najchętniej prałaby mu gacie i dokarmiała. W domu
      zero aktywności. Dwie lewe ręce do wszystkiego. Cokolwiek robi - odbywa się to
      w nerwowej atmosferze, a efekt końcowy dzieła - opłakany. Ale dla nie jest
      świetny! A syn? Bierze z ojca właśnie przykład, przecież ma być mężczyzną nie
      kobietą. Rośnie więc bałaganiarz (bo ojciec bałaganiarz), żadnych zainteresowań
      typowo męskich (sport, majsterkowanie) tylko TV i komputer. Staczam ciągłe
      walki, egzekwuję różne rzeczy. Jest mały postęp, ale jak to będzie, okaże się w
      dorosłym życiu.
      No i kto tu jest winien?
      • Gość: fanny Re: A jednak kobiety IP: *.chello.pl 07.05.02, 10:36
        To ja Wam napisze anegdote, ktora obrazuje problem z tego watku.

        Pewna pani majaca dorosle dzieci opowiada o nich kolezance:
        Mojej corce to sie trafil wspanialy maz; we wszystkim jej pomaga; zakupy razem
        robia, posprzata, ugotuje, dzieckiem sie zajmie, pranie zapusci i jeszcze
        wyprasuje.
        A moj synek to strasznie trafil - tylko z pracy przyjdzie a juz go zona do
        roboty goni; zrob to, zrob tamto, ani chwili dla siebie nie ma! Wszystko musi w
        domu robic: i zakupy i ugotowac, nawet dzieciaka kapie i przewija! A on tak
        lubil sobie z piwkiem przed TV posiedziec. Oj biedny ten moj synek biedny!
        • wierna1 Re: Do Fanny 07.05.02, 10:43
          Gość portalu: fanny napisał(a):

          > To ja Wam napisze anegdote, ktora obrazuje problem z tego watku.
          >
          > Pewna pani majaca dorosle dzieci opowiada o nich kolezance:
          > Mojej corce to sie trafil wspanialy maz; we wszystkim jej pomaga; zakupy razem
          > robia, posprzata, ugotuje, dzieckiem sie zajmie, pranie zapusci i jeszcze
          > wyprasuje.
          > A moj synek to strasznie trafil - tylko z pracy przyjdzie a juz go zona do
          > roboty goni; zrob to, zrob tamto, ani chwili dla siebie nie ma! Wszystko musi w
          >
          > domu robic: i zakupy i ugotowac, nawet dzieciaka kapie i przewija! A on tak
          > lubil sobie z piwkiem przed TV posiedziec. Oj biedny ten moj synek biedny!

          To nie o to chodzi, żeby jedno się w małżeństwie zacharowywało, a drugie z tego
          korzystało. Dla mnie facet nie musi umieć gotować, bo ja robię to dobrze, lepiej
          sprzątam, lepiej gospodaruję pieniędzmi i lepiej dbam o dziecko. Ale na miłość
          boską, nie mogę prowadzić domu tak, jakby nie było w nim faceta! Też pracuję,
          niewiele więcej od niego zarabiam, po pracy lecę z wywieszonym jęzorem i siatami
          do domu. Gotuję obiad, piorę. A kiedy trezba coś naprawić, odnowić, pomóc dziecku
          w lekacjach to nei mam na kogo liczyć. Chodzi o to żeby każdy znał miejsce w
          rodzinie i miał określone obowiązki!
      • matrek Re: A jednak kobiety 07.05.02, 12:06
        Już chcialem Ci cos odpisać, ale ugryzem sie w... nie, nie napisze w klawiaturę -
        w język.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka