reniatoja
08.02.05, 19:28
Gdy ktos zyje, swietuje sie jego urodziny. A po smierci? Czy w jakis
sposob "obchodzicie" rocznice odejscia kogos, kogo bardzo kochaliscie? A moze
nadal swietujecie urodziny tej osoby? Albo w ogole nic? Napiszcie cos o tym,
jak sobie radzicie. Ja sobie nie radze. Z latami tesknie coraz bardziej i
moje "swietowanie" polega na placzu, albo ciaglym powstrzymywaniu guli w
gardle, wyrzucaniu sobie co moglam zrobic, a nie zrobilam, ilu rzeczy nie
zdazlylam, ile zlekcewazylam, nie potrafie sie nawet modlic, chce zeby tu
byla, zeby przytulila mnie do piersi i powiedziala, ze nic sie nie stalo, ze
w sobote moze zrobimy grilla albo pojedziemy do Krynicy, bo tam jest tak
pieknie i Kiepura spiewal, a Ona kochala sie w Kiepurze, zanim zakochala sie
w Bodziu Kaczynskim. Wszystko umiala obrocic w zart, a teraz ja nie umiem
nawet uwierzyc, ze jes w tym niebie i wygodnie lezy na chmurce popijajac
ajerkoniaczek, tylko ciagle mysle, ze wisi gdzies miedzy niebem a ziemia i
cierpi jak ta dzieweczka z "Dziadow".