Dodaj do ulubionych

Jestem złą żoną

IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 24.06.02, 00:13
Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisać.
Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy. Wymagam
od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba moją
wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jest
żelaznym punktem wieczoru.
Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on nas
utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a koszule
do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję JEGO
pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.
Całość obficie przeplatana siarczystymi k
Obserwuj wątek
    • Gość: babilon Re: Jestem złą żoną IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.06.02, 01:08
      Kobieto!
      Co ty z nim jeszcze robisz? Zostaw go w cholere!I to czym prędzej zanim będzie
      za późno!
      • Gość: Remo Re: Jestem złą żoną IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 24.06.02, 08:43
        > Kobieto!
        > Co ty z nim jeszcze robisz? Zostaw go w cholere!I to czym prędzej zanim będzie
        > za późno!

        O! Porada dnia! Nie! Dziesięciolecia!
        - Panie doktorze, brzuch mnie boli.
        - Albo jest pani w ciąży, albo pani umiera.
        Udzielanie tego typu rad powinno być karalne rózgami na rynku. Sprawa jest
        skomplikowana, a widać tylko skutek, a nie przyczynę. Znam kilka takich
        przypadków wśród moich znajomych, a i ja przyznam się bez bicia, mam trochę na
        sumieniu. Ogromna większość takich rzeczy kończyła się dobrze, więc jestem
        stanowczym przeciwnikiem porad typu "zostaw go, znajdziesz sobie lepszego".
      • tuli_pan Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 08:56
        Gość portalu: babilon napisał(a):

        > Kobieto!
        > Co ty z nim jeszcze robisz? Zostaw go w cholere!I to czym prędzej zanim będzie
        > za późno!


        to jest porada 100lecia, jak rozumiesz zostawienie go w cholere? ma sie spakowac
        i na dworzec? myslisz ze odejscie jest takie proste? ciekawy jestem czy ty bys
        tak zrobila
      • kugel Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 23:21
        Gość portalu: babilon napisał(a):

        > Kobieto!
        > Co ty z nim jeszcze robisz? Zostaw go w cholere!I to czym prędzej zanim będzie
        > za późno!
        Popieram to w 100%.
        To o czym pisze autorka wątku to nie jest rodzina, tylko stan wzajemnego
        przyzwyczajenia. Dodatkowo uważam, iż niepotrzebnie bierzerz winę za taki stan
        rzeczy na siebie i uważasz, że "jesteś złą" żoną. Facet jest po prostu egoistą i
        jak najszybciej go opuść. Z pewnością dasz sobie radę. powodzenia

    • ignatz Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 01:17
      Grube nici do szycia wzięte.
    • lena8 Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 08:57
      jezeli nie pozwalasz jemu wypocząć i wypić czegoś mocniejszego to on
      rzeczywiście nie jest za bardzo szczęśliwy. Spróbuj wypoczywać i napić się
      razem z nim to Was może zbliżyć i umocnic wasze małżenskie więzi.
    • Gość: Andrzej Jesteś złą żoną IP: *.datastar.pl 24.06.02, 09:04
      Gość portalu: bea napisał(a):

      > Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisać.
      > Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy. Wymagam
      > od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba moją
      > wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jest
      > żelaznym punktem wieczoru.
      > Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on nas
      > utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a koszule
      >
      > do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję JEGO
      > pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.
      > Całość obficie przeplatana siarczystymi k
      • lena8 Andrzej 24.06.02, 09:09
        jak widze Twoje "Ave" to dostaje spazmów, zastanawiam sie dlaczego tak się
        dzieje.
        • Gość: em Re: IP: 62.148.83.* 24.06.02, 09:34
          "Za grosz wdzięczności, że nie musi pracować" - komu i za co ma być wdzięczna?
          Dzieci są tylko jej, a pieniadze tylko jego? Siedzi w domu i nic nie robi?
          Organizowanie sobie życia razem w ten sposób to pomyłka.
          Ktoś zarabia więcej, ktoś jest młodszy i bardziej atrakcyjny - kto komu i za co
          ma być wdzięczny? Za to, że ona płaci, a on jej nie zdradza? - albo odwrotnie.

          A tak w ogóle beo to być może miał kryzys i wierzę, że mu przejdzie (chyba, że
          należy dom klubu Andrzeja)
      • Gość: lechut Re: Jesteś złą żoną IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.06.02, 10:32
        Gość portalu: Andrzej napisał(a):

        > Gość portalu: bea napisał(a):
        >
        > > Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisa
        > ć.
        > > Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy. Wyma
        > gam
        > > od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba mo
        > ją
        > > wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jes
        > t
        > > żelaznym punktem wieczoru.
        > > Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on na
        > s
        > > utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a ko
        > szule
        > >
        > > do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję
        > JEGO
        > > pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.
        > > Całość obficie przeplatana siarczystymi k
      • Gość: Liwia Re: Jesteś złą żoną IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 24.06.02, 13:41
        Gość portalu: Andrzej napisał(a):

        Cześć Andrzejku, nawet nie wiesz z jakim utęsknieniem
        czekałam na Twoje następne posty. :)

        > Ave,
        > Niezła żona. Facet wraca zmachany z pracy, a zona goni
        go do zajmowania się
        > dziećmi. Wypomina mu też gotowanie i pranie.
        > A potem się obraża, jak facet mówi, że mógłby jeść w
        barze i sam prać koszule.
        > Przecież to prawda.
        > Za grosz wdzięczności, że nie musi pracować. Pomyśl,
        inni mężowie by wymagali
        > jeszcze, abyś pracowała zarobkowo, oprócz zajmowania
        się domem.
        > Andrzej

        Czy Ty, drogi Andrzeju znasz pojęcie szacunku dla drugiej
        osoby ludzkiej??? Biedne Twoje dzieci... mam nadzieję, ze
        będą Cię traktować na starość tak samo, jak Ty swoją żonę..
      • Gość: Ola Re: Andrzej gdzies ty sie chowal??? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.06.02, 00:06
        Czlowieku gdzie ty sie rodziles i kiedy???? Maz Bei jest dla niej
        wybawieniem ??? Chyba tylko kula u nogi. Wyobraz sobie ze Bea nie ma dzieci i
        meza. Co wowczas biedactwo robi?? A no dokladnie to samo co by robil jej maz
        gdyby nie mial rodziny. Chodzilaby do pracy, za ktora w przeciwienstwie do
        pracy domowej dostawalaby wynagrodzenie i szacunek od innych , stolowalaby sie
        w barach i od czasu do czasu wrzucila kilka swoich fatalaszkow do pralki. Co by
        zrobil jej maz gdyby Bea pracowala poza domem? Powinien sie wowczas rowno
        podzielic obowiazkami domowymi, a nie tylko zrobic cos czasami przy dzieciach.
        Dzieci potrzebuja obydwoje rodzicow, a nie tylko matki. Praca zawodowa nie
        zwalnia nikogo z obowiazku bycia rodzicem
      • Gość: bea Re: Jesteś złą żoną IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.06.02, 00:31
        Gość portalu: Andrzej napisał(a):

        > Za grosz wdzięczności, że nie musi pracować. Pomyśl, inni mężowie by wymagali
        > jeszcze, abyś pracowała zarobkowo, oprócz zajmowania się domem.

        Rzeczywiście, ośrodek wdzięczności w mózgu trochę mi chyba szwankuje. Ale powiem
        Ci, że w mojej sytuacji praca zawodowa (za którą mi płacą) byłaby odpoczynkiem.
        Rozumieją to ci, którzy mają dwoje maleńkich diabełków, trzecie dziecko dorosłe
        do oporządzenia i wszystkie inne obowiązki.
        Mój mąż raczej nie może się zdecydować, bo z jednej strony dobrze mu w obecnej
        sytuacji, kiedy niczym poza pracą zawodową nie musi się przejmować, a z drugiej
        strony dobrze, gdybym zaczęła przynosić pieniądze. Tylko nie chce słyszeć o
        żadnej rewizji podziału obowiązków. Instytucja drugiej żony mogłaby tu być jakimś
        rozwiązaniem.

    • wierna1 Re: Do Bei 24.06.02, 09:53
      Nie znam szczegółów Waszego pożycia i tylko Twoją relację. Ale właściwie to mi
      wystarczy. Powiem Ci tyle - jesteś jeszcze za dobra dla niego.
      Nie wiem czy pracujesz zawodowo. Jeżeli nie to zrób to jak najszybciej. Nawet
      niewielkie, ale własne pieniądze dadzą ci większą pewność siebie w związku.
      Ja drinki skutecznie wyeliminowałam. Szkoda,że ty od początku związku
      toelrowałaś jego wieczorne drinkowanie. Ja również czuję, nie tyle wstręt do
      samego alkoholu, co do facetów po wypiciu alkoholu.
      Trudno mi cokolwiek więcej ci poradzić. Nad związkiem pracuje się od pierwszego
      dnia jego zawarcia. Poszłaś od początku na pewne ustępstwa (w imię miłości)i
      teraz zbierasz pewnie tego żniwo. Współczuję i życzę wytrwałości.
      • Gość: Remo Re: Do Bei IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 24.06.02, 10:21
        wierna1 napisał(a):

        > Nad związkiem pracuje się od pierwszego
        > dnia jego zawarcia. Poszłaś od początku na pewne ustępstwa [...]

        Ktoś powiedział:
        "Kobieta wychodzi za mężczyznę bo go kocha takim jakim jest, a dzień po ślubie
        zaczyna go zmieniać". Moja obecna żona też nie poznała mnie w bibliotece, ani na
        pielgrzymce na Jasną Górę tylko na imprezie. Nie przeszkadzało jej, że
        śmierdziałem papierosami i piwem. Traktowanie małżeństwa w kategoriach "klamka
        zapadła - mam cię!" i gadanie o "budowaniu zdrowego związku" to hiperhipokryzja.
        • wierna1 Re: Do Bei 24.06.02, 10:37
          Gość portalu: Remo napisał(a):

          > wierna1 napisał(a):
          >
          > > Nad związkiem pracuje się od pierwszego
          > > dnia jego zawarcia. Poszłaś od początku na pewne ustępstwa [...]
          >
          > Ktoś powiedział:
          > "Kobieta wychodzi za mężczyznę bo go kocha takim jakim jest, a dzień po ślubie
          > zaczyna go zmieniać". Moja obecna żona też nie poznała mnie w bibliotece, ani n
          > a
          > pielgrzymce na Jasną Górę tylko na imprezie. Nie przeszkadzało jej, że
          > śmierdziałem papierosami i piwem. Traktowanie małżeństwa w kategoriach "klamka
          > zapadła - mam cię!" i gadanie o "budowaniu zdrowego związku" to hiperhipokryzja
          > .

          Ale w moim wypadku się sprawdziła ta teoria, dlatego udzieliłam takiej rady.
          Mężczyźni dzielą się na takich, co chcą budować związek i na twardogłowych. Może
          ty właśnie należysz do tych drugich?
          • Gość: Remo Re: Do Bei IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 24.06.02, 11:16
            > Mężczyźni dzielą się na takich, co chcą budować związek i na twardogłowych.

            Nie, to kobiety się dzielą na takie, które kochają partnera "za to jakim jest", i
            na te które by chciały księcia z bajki.

            > Może ty właśnie należysz do tych drugich?

            Na szczęście nie muszę Cię przekonywać do której grupy należę. Z tonu Twoich
            wypowiedzi wnoiskuję, że wcale Cię to nie interesuje - już otworzyłaś szufladkę,
            do której masz zamiar mnie wrzucić.

        • Gość: bea Re: Do Remo IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.06.02, 00:45
          Remo, czy nadal śmierdzisz papierosami i piwem, a Twojej żonie to nie
          przeszkadza? Raczej w to nie wierzę.
          Zwykle jest tak, że kobieta, choćby najbardziej rozrywkowa, w pewnym momencie
          bierze na siebie obowiązki i odpowiedzialność, czy to za męża, czy potem za
          dzieci. U mężczyzn bywa tak, że zatrzymują się mentalnie na etapie wieczoru
          kawalerskiego i bardzo boleśnie potem przeżywają każdą próbę wyrwania ich z
          tego błogiego letargu.
          To nie jest tylko tak, że żona zmusza męża do zmiany wbrew jego woli, wychowuje
          go. Ona zmienia się dla niego, gotuje mu, pierze bieliznę i skarpetki, chociaż
          wcześniej tego nie robiła. Należałoby w ramach wzajemności odpłacić jej również
          jakąś choćby minimalną pracą nad sobą.
          Wybacz, ale denerwuje mnie takie żalenie się, jak to wredne żony zmuszają
          swoich biednych mężusiów do tego, żeby wreszcie ruszyli palcem dla wspólnego
          dobra.
          • Gość: Remo Re: Do Remo IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 25.06.02, 08:41
            Nie, nie śmierdze piwem, papierosy palę na balkonie (czy lato czy zima), zmywam
            naczynia a z kumplami widuję sie sporadycznie. I nie żal mi tego, bo jestem już
            duży, mam świadomość, że strzelać z procy do sąsiadów już mi nie wypada.
            Postarzałem się. I to jest normalna kolej rzeczy. Dziwia mnie natomiast
            kobiety, które tak jak wcześniej napisałem, "robią porządki" dzień po ślubie.
            Sorry Batory, ale jeśli facet przez 10, 15, czy 20 lat co niedzielę chodził z
            kumplami grać w piłkę, to nie można mu tego zabronić "bo jestem twoją żoną i mi
            się to nie podoba". Nie bronię i nigdy nie będę bronił barana, który wychodzi z
            założenia, że on przynosi pieniądze, żona robi resztę. Ale jak słyszę
            o "wychowaniu męża" to mi się krew gotuje - zalatuje to moją ciotką, która
            zawsze wie lepiej niż facet. Może dlatego jak okiem sięgnąć w jej rodzinie
            każdy ma na koncie jakiś rozwodzik.
          • agniecha27 Bea 25.06.02, 13:56
            Gość portalu: bea napisał(a):

            > Remo, czy nadal śmierdzisz papierosami i piwem, a Twojej żonie to nie
            > przeszkadza? Raczej w to nie wierzę.
            > Zwykle jest tak, że kobieta, choćby najbardziej rozrywkowa, w pewnym momencie
            > bierze na siebie obowiązki i odpowiedzialność, czy to za męża, czy potem za
            > dzieci. U mężczyzn bywa tak, że zatrzymują się mentalnie na etapie wieczoru
            > kawalerskiego i bardzo boleśnie potem przeżywają każdą próbę wyrwania ich z
            > tego błogiego letargu.
            > To nie jest tylko tak, że żona zmusza męża do zmiany wbrew jego woli, wychowuje
            >
            > go. Ona zmienia się dla niego, gotuje mu, pierze bieliznę i skarpetki, chociaż
            > wcześniej tego nie robiła. Należałoby w ramach wzajemności odpłacić jej również
            >
            > jakąś choćby minimalną pracą nad sobą.
            > Wybacz, ale denerwuje mnie takie żalenie się, jak to wredne żony zmuszają
            > swoich biednych mężusiów do tego, żeby wreszcie ruszyli palcem dla wspólnego
            > dobra.

            Bea,
            Masz takie solidne podstawy teoretyczne, a nie wcieliłaś tego w życie... Dlaczego?
      • Gość: Oga Re: Do Wiernej IP: *.acn.waw.pl 24.06.02, 23:39
        wierna1 napisał(a):


        > Ja drinki skutecznie wyeliminowałam. Szkoda,że ty od początku związku
        > toelrowałaś jego wieczorne drinkowanie. Ja również czuję, nie tyle wstręt do
        > samego alkoholu, co do facetów po wypiciu alkoholu.

        Jak udało Ci się tego dokonać? Mój mąż też rozładowuje swoje stresy wieczornym
        drinkiem, a ponieważ mnie to strasznie irytuje, to robi to tak, żebym nie
        widziała. Nie chciało mi się wiecznie bawić w policjantów i złodziei, więc trochę
        mu odpuściłam. Ale problem pozostał. Nienawidzę tych jego maślanych oczu po
        wypiciu. Czy możesz udzielić konkretnych wskazówek jak to wyeliminować? Będę b.
        wdzięczna.
        • Gość: bea Re: Do Wiernej IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.06.02, 00:57
          Ja również przyłączam się do tej prośby. U mnie jest tak, że on chyba
          podświadomie ma jakieś wyrzuty sumienia, choć trudno mi w to uwierzyć, bo w
          każdym moim spojrzeniu doszukuje się pretensji i wymówek. Staram się
          powstrzymywać od krytyki, raczej stwierdzam, że to mi się nie podoba, że dzieci
          potrzebują jego dyspozycyjności, np. jako kierowcy itd, ale po każdym moim
          słowie narasta w nim gniew, bo traktuje je jako atak na siebie (nie na swoje
          zachowanie). Uważa, że ograniczam jego wolność, nie pozwalam mu się
          zrelaksować, a w ogóle to tylko mała półlitrowa butelka.
          Nie odważyłam się dotychczas wyrzucić czy potłuc jego zapasy, boję się jego
          reakcji. Kiedyś teść stwierdził, że to moja wina, że on pije, bo mu na to
          pozwoliłam. Mój Boże, co można w takim przypadku zrobić? Zabierać? Bić się?
          Kazał mi wlać mu do butelki coś na podtrucie go. Uznałam to za głupi pomysł,
          ale czy w ogóle stosuje się coś podobnego?
          • wierna1 Re: Do Bei - odpowiedz 25.06.02, 09:31
            Gość portalu: bea napisał(a):

            > Ja również przyłączam się do tej prośby. U mnie jest tak, że on chyba
            > podświadomie ma jakieś wyrzuty sumienia, choć trudno mi w to uwierzyć, bo w
            > każdym moim spojrzeniu doszukuje się pretensji i wymówek. Staram się
            > powstrzymywać od krytyki, raczej stwierdzam, że to mi się nie podoba, że dzieci
            >
            > potrzebują jego dyspozycyjności, np. jako kierowcy itd, ale po każdym moim
            > słowie narasta w nim gniew, bo traktuje je jako atak na siebie (nie na swoje
            > zachowanie). Uważa, że ograniczam jego wolność, nie pozwalam mu się
            > zrelaksować, a w ogóle to tylko mała półlitrowa butelka.
            > Nie odważyłam się dotychczas wyrzucić czy potłuc jego zapasy, boję się jego
            > reakcji. Kiedyś teść stwierdził, że to moja wina, że on pije, bo mu na to
            > pozwoliłam. Mój Boże, co można w takim przypadku zrobić? Zabierać? Bić się?
            > Kazał mi wlać mu do butelki coś na podtrucie go. Uznałam to za głupi pomysł,
            > ale czy w ogóle stosuje się coś podobnego?

            No właśnie. Piszesz nie odważyłam się. A ja się odważyłam i to nie raz.
            Pierwszy raz był wystawiony za drzwi kiedy syn miał roczek.pod wpływem alkoholu.
            Mąż przyszedł o 5 czy 6 godzin z pracy za późno. Torba już czekała spakowana, a
            serce bolało. To działo się jeszcze u moich rodziców. Dwa tygodnie po tym nie
            mieszkał u nas, ale się dogadaliśmy i wrócił. Teściowie mu w powrocie napewno nie
            pomogli.
            Potem już u nas w domu był pakowany kilka razy. Wódkę wylewałam do zlewu i to
            często było dobra wódka. Ale wódki mi nigdy nie żal. Drinkowałam z nim,
            przeważnie w soboty, bo myślałam że tak będzie dobrze. Niestety, alkohol znikał
            również w pozostałe dni tygodnia. Znajdowałam opróżnione buteleczki po 50, 10
            gram wódki. Poutykane w ciuchach, czasami puszkę po piwie, koniecznie mocnym.
            Kiedyś zrobiłam mu wystawkę z tych buteleczek. Nawet za bardzo się nie zdziwił.
            Zerwałam kontakty towarzyskie i z jego rodziną, bo wszędzie musiał być alkohol.
            A teraz? Mąz pije codziennie puszkę albo dwie piwa (mocnego przeważnie), ale coś
            przebąkuje ostatnio, że i to jest za dużo. Może wydoroślał, może zmądrzał, a może
            go po prostu odtrułam. (U teściowej alkohol często gościł chociaż sama nie piła).
            Musisz się po prostu nie bać. Raz mi nawet przyłożył po alkoholu i to przy moim
            bracie. Ale to był jego ostatni raz. Nie mam drugiego dziecka, bo się bałam je
            mieć. Jestem zawsze przygotowana na odejście.
            Remo wyśmiewa takie zmiany. To może powie, jak z tym żyć? Znam kobiety, które
            przyjęły po ślubie styl życia męża. I kim są teraz? Alkoholiczkami, domy
            zaniedbane. A rozwody to są wtedy, kiedy dwoje ludzi nie podążają w jednym
            kierunku. Jedno musi się zmieniać dla drugiego. Przychodzimy z różnych środowisk
            i budujemy własne. Jeśli facet ma takie zainteresowania, jak raz w tygodniu
            spotkanie z kumplami na sali to, oby takich hobby więcej. Ale jeżeli raz w
            tygodniu musi się spotkać z nimi w knajpie to już nie jest hobby.
            Pozdrawiam
            • Gość: Remo Re: Do Bei - odpowiedz IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 25.06.02, 10:48
              > Remo wyśmiewa takie zmiany.

              Usłyszałem wołanie - to i jestem :)
              Nie mylmy dwoch systemów walutowych - jest różnica między tym co piszesz o swoim
              przypadku, a tym co napisała bea w pierwszym poście. To, że gość potrafi śmignąć
              pół litra gorzały "do kolacji" to nie jest relax, oj nie. Remo nie wyśmiewa walki
              z uzależnieniem partnera. Ale niestety z pierwszych postów nie wynikało (z resztą
              dalej nie wynika) czy mąż bea jest alkoholikiem, czy po prostu sfrustrowanym z
              jakichś powodów facetem, któremu życie zbrzydło i wyżywa się na kimś kogo ma pod
              ręką. I jedno i drugie to złożona sprawa i rady typu "wychowaj sobie go" to jest
              jakaś pomyłka...
              • wierna1 Re: Do Bei - odpowiedz 25.06.02, 10:52
                Gość portalu: Remo napisał(a):

                > > Remo wyśmiewa takie zmiany.
                >
                > Usłyszałem wołanie - to i jestem :)
                > Nie mylmy dwoch systemów walutowych - jest różnica między tym co piszesz o swoi
                > m
                > przypadku, a tym co napisała bea w pierwszym poście. To, że gość potrafi śmigną
                > ć
                > pół litra gorzały "do kolacji" to nie jest relax, oj nie. Remo nie wyśmiewa wal
                > ki
                > z uzależnieniem partnera. Ale niestety z pierwszych postów nie wynikało (z resz
                > tą
                > dalej nie wynika) czy mąż bea jest alkoholikiem, czy po prostu sfrustrowanym z
                > jakichś powodów facetem, któremu życie zbrzydło i wyżywa się na kimś kogo ma po
                > d
                > ręką. I jedno i drugie to złożona sprawa i rady typu "wychowaj sobie go" to jes
                > t
                > jakaś pomyłka...

                Czy ty przczytałeś mój pierwszy post uważnie? Chyba nie. Ja wyraźnie napisałam o
                pracy nad związkiem od pierwszych dni jego zawarcia, a nie o wychowawniu przez
                któregoś z małżonków. Czy mógłbyś to dla mnie zrobić, przeczytać jeszcze raz mój
                pierwszy post i odpisać mi?
                • Gość: Remo Re: Do Bei - odpowiedz IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 25.06.02, 11:03
                  Przeczytałem. Napisałaś m.in.: "Nie znam szczegółów Waszego pożycia i tylko
                  Twoją relację. Ale właściwie to mi wystarczy."
                  To Ci wystarczy? Trudno udzielić rad, ba, trudno mieć jakiekolwiek zdanie na
                  temat czyjegoś życia na podstawie kilku zdań jednej ze stron! Bea napisała
                  niewiele, ale Ty resztę sobie dopowiedziałaś, bo sama miałaś z tym do
                  czynienia. Jeszcze raz powtarzam - rozwodzicie się nad skutkiem, a nie
                  przyczyną.
                  • wierna1 Re: Do Bei - odpowiedz 25.06.02, 11:09
                    Gość portalu: Remo napisał(a):

                    > Przeczytałem. Napisałaś m.in.: "Nie znam szczegółów Waszego pożycia i tylko
                    > Twoją relację. Ale właściwie to mi wystarczy."
                    > To Ci wystarczy? Trudno udzielić rad, ba, trudno mieć jakiekolwiek zdanie na
                    > temat czyjegoś życia na podstawie kilku zdań jednej ze stron! Bea napisała
                    > niewiele, ale Ty resztę sobie dopowiedziałaś, bo sama miałaś z tym do
                    > czynienia. Jeszcze raz powtarzam - rozwodzicie się nad skutkiem, a nie
                    > przyczyną.

                    Ty piszesz zupełnie o czym innym. Zarzuciłeś mi, że poradziłam jej wychowywać
                    męża, udowodnij wię teraz, że tak jest. Ty zacytowałaę mi zdanie, które nijak ma
                    się do twojego stwierdzenia. To co zacytowałeś odnosi się do mojego własnego
                    małżeństwa i wtym kontekście napisałam, że tyle mi wystarczy. Pod łóżkiem ich nie
                    leżałam. Zresztą, widzę, że ty stosujesz metodę autokraty. Pewnie i w życiu
                    również. Ja mam podobną naturę, ale staram się z tą brzydką cechą walczyć. Tobie
                    też radzę.
                    • Gość: Remo Re: Do Bei - odpowiedz IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 25.06.02, 12:15
                      Walcz raczej z ocenianiem ludzi na niewiadomo-jakiej podstawie. Uśmiałem sie
                      szczerze, ja autokrata... hehe, dobre.
                      • wierna1 Re: Do Bei - odpowiedz 25.06.02, 12:32
                        Gość portalu: Remo napisał(a):

                        > Walcz raczej z ocenianiem ludzi na niewiadomo-jakiej podstawie. Uśmiałem sie
                        > szczerze, ja autokrata... hehe, dobre.

                        No tak.A do tego brak obiektywizmu.
                        • Gość: Remo Re: Do Bei - odpowiedz IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 25.06.02, 12:34
                          Przegadał kocioł...
                          • wierna1 Re: Do Bei - odpowiedz 25.06.02, 12:37
                            Gość portalu: Remo napisał(a):

                            > Przegadał kocioł...

                            Że niby co?
                            • Gość: Remo Re: Do Bei - odpowiedz IP: *.zetokat.com.pl / 192.168.0.* 25.06.02, 12:47
                              Że sama masz daleko do obiektywizmu. Ot co...
            • wacek32 Re: Do Bei - odpowiedz 25.06.02, 11:02
              Brawo wierna, jesteś wielkim twardzielem.

              wierna1 napisał(a):

              > Gość portalu: bea napisał(a):
              >
              > > Ja również przyłączam się do tej prośby. U mnie jest tak, że on chyba
              > > podświadomie ma jakieś wyrzuty sumienia, choć trudno mi w to uwierzyć, bo
              > w
              > > każdym moim spojrzeniu doszukuje się pretensji i wymówek. Staram się
              > > powstrzymywać od krytyki, raczej stwierdzam, że to mi się nie podoba, że d
              > zieci
              > >
              > > potrzebują jego dyspozycyjności, np. jako kierowcy itd, ale po każdym moim
              >
              > > słowie narasta w nim gniew, bo traktuje je jako atak na siebie (nie na swo
              > je
              > > zachowanie). Uważa, że ograniczam jego wolność, nie pozwalam mu się
              > > zrelaksować, a w ogóle to tylko mała półlitrowa butelka.
              > > Nie odważyłam się dotychczas wyrzucić czy potłuc jego zapasy, boję się jeg
              > o
              > > reakcji. Kiedyś teść stwierdził, że to moja wina, że on pije, bo mu na to
              > > pozwoliłam. Mój Boże, co można w takim przypadku zrobić? Zabierać? Bić się
              > ?
              > > Kazał mi wlać mu do butelki coś na podtrucie go. Uznałam to za głupi pomys
              > ł,
              > > ale czy w ogóle stosuje się coś podobnego?
              >
              > No właśnie. Piszesz nie odważyłam się. A ja się odważyłam i to nie raz.
              > Pierwszy raz był wystawiony za drzwi kiedy syn miał roczek.pod wpływem alkoholu
              > .
              > Mąż przyszedł o 5 czy 6 godzin z pracy za późno. Torba już czekała spakowana, a
              >
              > serce bolało. To działo się jeszcze u moich rodziców. Dwa tygodnie po tym nie
              > mieszkał u nas, ale się dogadaliśmy i wrócił. Teściowie mu w powrocie napewno n
              > ie
              > pomogli.
              > Potem już u nas w domu był pakowany kilka razy. Wódkę wylewałam do zlewu i to
              > często było dobra wódka. Ale wódki mi nigdy nie żal. Drinkowałam z nim,
              > przeważnie w soboty, bo myślałam że tak będzie dobrze. Niestety, alkohol znikał
              >
              > również w pozostałe dni tygodnia. Znajdowałam opróżnione buteleczki po 50, 10
              > gram wódki. Poutykane w ciuchach, czasami puszkę po piwie, koniecznie mocnym.
              > Kiedyś zrobiłam mu wystawkę z tych buteleczek. Nawet za bardzo się nie zdziwił
              > .
              > Zerwałam kontakty towarzyskie i z jego rodziną, bo wszędzie musiał być alkohol.
              >
              > A teraz? Mąz pije codziennie puszkę albo dwie piwa (mocnego przeważnie), ale co
              > ś
              > przebąkuje ostatnio, że i to jest za dużo. Może wydoroślał, może zmądrzał, a mo
              > że
              > go po prostu odtrułam. (U teściowej alkohol często gościł chociaż sama nie piła
              > ).
              > Musisz się po prostu nie bać. Raz mi nawet przyłożył po alkoholu i to przy moim
              >
              > bracie. Ale to był jego ostatni raz. Nie mam drugiego dziecka, bo się bałam je
              > mieć. Jestem zawsze przygotowana na odejście.
              > Remo wyśmiewa takie zmiany. To może powie, jak z tym żyć? Znam kobiety, które
              > przyjęły po ślubie styl życia męża. I kim są teraz? Alkoholiczkami, domy
              > zaniedbane. A rozwody to są wtedy, kiedy dwoje ludzi nie podążają w jednym
              > kierunku. Jedno musi się zmieniać dla drugiego. Przychodzimy z różnych środowis
              > k
              > i budujemy własne. Jeśli facet ma takie zainteresowania, jak raz w tygodniu
              > spotkanie z kumplami na sali to, oby takich hobby więcej. Ale jeżeli raz w
              > tygodniu musi się spotkać z nimi w knajpie to już nie jest hobby.
              > Pozdrawiam

            • osa30 Re: Do Bei - odpowiedz 26.06.02, 01:11
              wierna1 napisał(a):

              > Gość portalu: bea napisał(a):
              >
              > > Ja również przyłączam się do tej prośby. U mnie jest tak, że on chyba
              > > podświadomie ma jakieś wyrzuty sumienia, choć trudno mi w to uwierzyć, bo
              > w
              > > każdym moim spojrzeniu doszukuje się pretensji i wymówek. Staram się
              > > powstrzymywać od krytyki, raczej stwierdzam, że to mi się nie podoba, że d
              > zieci
              > >
              > > potrzebują jego dyspozycyjności, np. jako kierowcy itd, ale po każdym moim
              >
              > > słowie narasta w nim gniew, bo traktuje je jako atak na siebie (nie na swo
              > je
              > > zachowanie). Uważa, że ograniczam jego wolność, nie pozwalam mu się
              > > zrelaksować, a w ogóle to tylko mała półlitrowa butelka.
              > > Nie odważyłam się dotychczas wyrzucić czy potłuc jego zapasy, boję się jeg
              > o
              > > reakcji. Kiedyś teść stwierdził, że to moja wina, że on pije, bo mu na to
              > > pozwoliłam. Mój Boże, co można w takim przypadku zrobić? Zabierać? Bić się
              > ?
              > > Kazał mi wlać mu do butelki coś na podtrucie go. Uznałam to za głupi pomys
              > ł,
              > > ale czy w ogóle stosuje się coś podobnego?
              >
              > No właśnie. Piszesz nie odważyłam się. A ja się odważyłam i to nie raz.
              > Pierwszy raz był wystawiony za drzwi kiedy syn miał roczek.pod wpływem alkoholu
              > .
              > Mąż przyszedł o 5 czy 6 godzin z pracy za późno. Torba już czekała spakowana, a
              >
              > serce bolało. To działo się jeszcze u moich rodziców. Dwa tygodnie po tym nie
              > mieszkał u nas, ale się dogadaliśmy i wrócił. Teściowie mu w powrocie napewno n
              > ie
              > pomogli.
              > Potem już u nas w domu był pakowany kilka razy. Wódkę wylewałam do zlewu i to
              > często było dobra wódka. Ale wódki mi nigdy nie żal. Drinkowałam z nim,
              > przeważnie w soboty, bo myślałam że tak będzie dobrze. Niestety, alkohol znikał
              >
              > również w pozostałe dni tygodnia. Znajdowałam opróżnione buteleczki po 50, 10
              > gram wódki. Poutykane w ciuchach, czasami puszkę po piwie, koniecznie mocnym.
              > Kiedyś zrobiłam mu wystawkę z tych buteleczek. Nawet za bardzo się nie zdziwił
              > .
              > Zerwałam kontakty towarzyskie i z jego rodziną, bo wszędzie musiał być alkohol.
              >
              > A teraz? Mąz pije codziennie puszkę albo dwie piwa (mocnego przeważnie), ale co
              > ś
              > przebąkuje ostatnio, że i to jest za dużo. Może wydoroślał, może zmądrzał, a mo
              > że
              > go po prostu odtrułam. (U teściowej alkohol często gościł chociaż sama nie piła
              > ).
              > Musisz się po prostu nie bać. Raz mi nawet przyłożył po alkoholu i to przy moim
              >
              > bracie. Ale to był jego ostatni raz. Nie mam drugiego dziecka, bo się bałam je
              > mieć. Jestem zawsze przygotowana na odejście.
              > Remo wyśmiewa takie zmiany. To może powie, jak z tym żyć? Znam kobiety, które
              > przyjęły po ślubie styl życia męża. I kim są teraz? Alkoholiczkami, domy
              > zaniedbane. A rozwody to są wtedy, kiedy dwoje ludzi nie podążają w jednym
              > kierunku. Jedno musi się zmieniać dla drugiego. Przychodzimy z różnych środowis
              > k
              > i budujemy własne. Jeśli facet ma takie zainteresowania, jak raz w tygodniu
              > spotkanie z kumplami na sali to, oby takich hobby więcej. Ale jeżeli raz w
              > tygodniu musi się spotkać z nimi w knajpie to już nie jest hobby.
              > Pozdrawiam

              ja powiem brutalnie: dziewczyny, wierzycie, ze WY możecie coś z tym zrobić...
              otóż NIE MOŻECIE. Wylewanie, wywalanie z domu i wszystkie te pozornie skuteczne
              działania (oby pomogły!) na ogół kończą się porazką. Próbujecie -w najlepszej
              wierze -przejąc odpowiedizalność za kogoś innego, ale to , niestety, typowy
              schemat działania "zony walczącej", na dłuższa metę równie skuteczny , jak
              bierność. Dlaczego? Jesli facet chce, będzie pił... i nie ma wielkiego znaczenia,
              co wy na to... i jeszcze jedno: nikt nie ma prawa mówić, że on "pije , bo wy mu
              pozwalacie - on jest dorosły i SAM SOBIE POZWALA". To on musi przestac chcieć.
              • wierna1 Re: Do Osy30 26.06.02, 08:22
                Oczywiście, masz całkowitą rację, ale tylko dlatego, bo takie stwierdzenie tu
                nie padło, a na pewno wiele z nas tak myśli. Nie napisałam de Bei, bo
                zapomniałam, że jej facet nei jest moim facetem, więc wcale nie jest
                powiedziane, że ma ochotę na ustępstwa. Mój jest typem raczej uległym, ale,
                ponieważ zdaje sobie sprawę z tej uległości czasami próbuje postawić na swoim.
                Jeśli to prowadzi do czegoś dobrego nie walczę, ale jeśli ma to mieć negatywny
                wplyw na naszą rodzinę czy związek to nie ustąpię.
                Aha, ja od początku nie byłam kimś innym niż jestem obecnie. Jeśli kobieta na
                początku związku jest uległa, a potem "pokazuje pazur" to nic dziwnego, że
                facet przezywa szok i zaczyna się przeciwko niej buntować.
    • lalka74 Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 10:02
      Dziewczyno - jeśli prawda jest taka jak piszesz to i tak Cię podziwiam za
      cierpliwość i wytrwałość. Pomyśl dokładnie czego chcesz od życia i spróbuj
      pomalutku ale konsekwetnie do tego dochodzić. Przede wszystkim postaw granicę,
      której Twój mąż nie może przekraczać. On musi mieć świadomość, że przekroczenie
      tej granicy będzie rodziło konsekwencje ujemne dla niego. Musisz być bardzo
      silna - poszukaj wsparcia wśród najbliższych, wcale nie musisz męża zostawiać
      ale chyba powinnaś zrewidować stosunki między wami.
    • pletwa3 Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 10:02
      Gość portalu: bea napisał(a):

      > Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisać.
      > Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy.

      A jak Ty to odbierasz ? Odczuwasz jego miłość, okazuje Ci ją? Bo jeśli tak, to
      spróbuj nie przejmować się takim jednorazowym narzekaniem, może miał zły dzień.
      >
      Wymagam od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba
      moją
      > wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jest
      > żelaznym punktem wieczoru.
      Skoro alkohol jest dla Twojego męża żelaznym punktem każdego wieczoru, to sprawa
      jest poważna. Być może jego rozdrażnienie i nieprzyjemne uwagi biorą się z faktu,
      że zaczyna popadać w uzależnienie, a Twoja niechęć do alkoholu jeszcze potęguje
      jego złość. Dlatego ma pretensję o to, że coś od niego chcesz i przeszkadzasz mu
      w "schadzce" z alkoholem. Gdyby nie miał tak ogromnej chęci na wypicie, chętnie
      zająłby się dziećmi, Tobą - w końcu powinny to dla niego być bardziej
      odprężające zajęcia niż picie.
      > Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on nas
      > utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a koszule
      >
      > do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję JEGO
      > pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.

      Gdyby Ciebie nie było, to spokojnie mógłby co dzień popijać do woli, nikt
      nie "trułby" mu za uszami.
      > Całość obficie przeplatana siarczystymi k
    • wacek32 Re: Jestem złą żoną 24.06.02, 13:20
      Gość portalu: bea napisał(a):

      > Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisać.
      > Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy. Wymagam
      > od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba moją
      > wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jest
      > żelaznym punktem wieczoru.
      > Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on nas
      > utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a koszule
      >
      > do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję JEGO
      > pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.
      > Całość obficie przeplatana siarczystymi k
      • Gość: bea Re: Jestem złą żoną - do Wacka IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.06.02, 01:09
        Wacek, trafiasz w sedno sprawy. Praca jest sensem jego życia, jest dumny z
        tego, co osiągnął i to prawdziwy jego nałóg. Dzisiaj na przykład dzieci nie
        zdążyły taty zobaczyć. Tak jest od kilku lat. Byłam szczęśliwa, że zdecydował
        się na dzień wolnego w majowy weekend, poprzednio taki jeden dzień był dwa lata
        temu. Kiedy go proszę o kilka dni albo o chociaż jeden jedyny dzień urlopu dla
        rodziny, słyszę, że niedługo może być w domu cały czas. Pracuje w firmie,
        której przyszłość jest bardzo niepewna, to jest ogromny stres, ale też daje mu
        to możliwość takiego lekkiego szantażu na mnie. Właściwie przyzwyczailiśmy się
        do jego ciagłej nieobecności, gorzej, że kiedy ma wolny wekend, niezbyt dobrze
        czuje się w domu bez pracy.
        Strasznie się boję tego, co mogłoby się stać, gdyby ją stracił.
        • wacek32 Re: Jestem złą żoną - do Wacka 25.06.02, 09:31
          Gość portalu: bea napisał(a):

          > Wacek, trafiasz w sedno sprawy. Praca jest sensem jego życia, jest dumny z
          > tego, co osiągnął i to prawdziwy jego nałóg.
          Po opisie zorientowałem sie, bo to dokładnie mój przypadek. Też kiedyś pracowałem
          prawie przez 2 lata w firmie i też dużo zarabiałem, która cieńko przędła i od
          początku było wiadomo, że w końcu nas zwolnią, tylko nie wiadomo kiedy, mam
          nadzieję, że z firmą twojego męża nie jest aż tak źle. Potwornie stresująca
          sytuacja. W dodatku nie miałem gdzie odejść i też miałem rodzinę na utrzymaniu. W
          końcu stało się to co musiało stać i podziękowali nam. Może to i dobrze bo dłużej
          trwać w takim stanie to można by się nabawić nerwicy. Poszukiwania nowej pracy
          trwały 9 miesięcy, na szczęście ponieważ wiedziałem co się święci, miałem na tą
          okoliczność odłożone oszczędności ale dzięki temu nabrałem dystansu do pracy i że
          ani ona ani pieniądze nie są najważniejsze. Mam nadzieję, że w razie takiej
          sytuacji Twój mąż się nie załamie i nie pomyśli, że to koniec świata. Zresztą z
          opisu wynika, że też jest już zmęczony tą sytuacją. Nie wiem jak z tym alkoholem -
          dużo dziennie go pije ? Podobno można wpaść w nałóg pijąc nawet małe ilości ale
          regularnie. Chociaż zdaje się Churchill pił codziennie dość sporo whisky i dość
          dobrze funkcjonował. Tyle, że nikt nie mógł go za to wylać z pracy.
          To trudna sytuacja, nie napiszę Ci tu, co powinnaś zrobić w Twojej sytuacji. Może
          trzeba podejść spokojnie, może trzeba lekko nim wstrząsnąć, nikt Cię nie wyręczy
          w rozwiązaniu tego problemu. Pewnie mógłby wyluzować się w tej pracy, praca w
          takiej ilości nie jest wydajna. Pracując bez urlopu przez 2 lata nie można chyba
          pracować wydajnie. Mają potwornego pracodawcę, gorszego niż mojego byłego, bo
          tamten, przynajmniej nie wymagał aby pracować po 10 godzin dziennie i bez urlopu.
          Pamiętaj, że w swoim rozumieniu on faktycznie poświęca się dla żeby utrzymać
          swoją rodzinę. Zresztą w sensie finansowym faktycznie ją utrzymuje.
    • Gość: Liwia Re: Jestem złą żoną IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 24.06.02, 13:32
      Nie wiem Beo, jak wam układaja się stosunki na co
      dzień. Nie można wyrokować na podstawie jednego
      incydentu. Dla mnie to horror, co napisałaś. Myślę, że
      najważniejsze, to nauczyć go szacunku do siebie. Nie
      będzie łatwe, ale bez tego takie "incydenty" będą
      zdarzać się częściej.
    • Gość: EWA Re: Jestem złą żoną IP: *.pl 24.06.02, 20:19
      napisz do mnie, mam podobne problemy, forbidden@interia.pl
      • Gość: Akacja Re: Jestem złą żoną IP: *.abo.wanadoo.fr 24.06.02, 23:51
        Jejku to mi przypomina moich rodzicow,jak mialam 10 lat. Zaczelo sie w
        identyczny sposob. Ojciec zaczynal pic wieczorami,a mamie to sie oczywiscie nie
        podobalo, ale uwazala ze on ma do tego prawo po calym dniu harowki. No i wciagu
        7 lat ojciec stal sie nalogowym alkoholikiem. Jak my- dzieci strasznie to
        przezywalismy. Pijackie burdy do samego rana, bicie, wyzwiska, policja etc.
        A na pocztku ojciec odnosil sie do mamy tak jak teraz Twoj maz do Ciebie. Jesli
        czegos nie zrobisz to sie na pewno rozwinie.
        Wspolczuje Ci bardzo, ale jeszcze bardziej wspolczuje dzieciom, bo z pewnoscia
        sa swiadkami waszych klotni.

    • Gość: Ola Re: Jestes dobra żoną, tylko masz zlego meza. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 24.06.02, 23:54
      Bea glowa do gory. Jestes z cala pewnoscia wspaniala matka i cudowna zona. To
      twoj maz nie zasluguje na ciebie, bo na sile chce cie zranic i dlatego wyciaga
      cala te artylerie ponizej pasa: moje pieniadze, jestes glupia, ja lepszy i
      madrzejszy itp. On pokazuje tylko w ten sposob jakim jest plazem. Wierzyc sie
      nie chce ze czlowiek po wyzszych studiach potrafi byc takim prostym chamem.
      Widac nie zdobyl na studiach ani oglady ani tez nie dowartosciowal sie
      odpowiednio, bo probuje sie wywyzszyc wdeptujac cie w bloto. Dzieci to sa
      nieszczesliwe ale dlatego ze slysza jak ojciec poniza ich wlasna matke, tym
      samym wdeptuje w bloto te ich druga polowe. Sprobuj sie tak mocno tym nie
      przejmowac prosze i nie pokazuj mu swoich lez i tego ze cie tak mocno zranil,
      bo jego dzialanie jest wlasnie obliczone na taki efekt. Twoje lzy daja mu
      satysfakcje, a wiec smiej mu sie w twarz z jego glupoty i chamstwa, a zobaczysz
      jak mu mina zrzednie. Znajdz jego slaby punkt.Pozdrawiam
      • ignatz Re: Jestes dobra żoną, tylko masz zlego meza. 24.06.02, 23:59
        Njalepiej, to poderżnij mu gardło. W końcu nie od dziś wiadomo, że faceci to płazy, co to by tylko krzywdzić kobiety chciały. I bynajmniej nie mają własnych problemów.
        • Gość: Ola Re: Jestes dobra żoną, tylko masz zlego meza. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.06.02, 00:12
          Skad w tobie tyle goryczy Ignatz?? Poderznac komus gardlo oznacza isc do
          wiezienia. Bea na to nie zasluguje aby dodatkowo sie karac. Plaza trzeba sie
          pozbys bezkrwawo. Trzeba z nim umiec walczyc po plaziemu, a nie z otwarta
          przylbica. Ps. Plazy sa wyjatkami, cala reszta to porzadni faceci. Co myslisz
          na temat wyzywania od roznych Bei przez jej meza? Kim w takim razie sa jego
          wlasne dzieci jesli wedlug niego jego zona jest k... i czy zasluguja na to???
          • ignatz Re: Jestes dobra żoną, tylko masz zlego meza. 25.06.02, 00:19
            Nie bronię jej męża. Zgadzam się, że jest płazem. Ale ta porada o szukaniu słabych punktów na pewno nie doprowadzi do rozwiązania konfliktu. Wręcz przeciwnie, zacznie się wojna na całego. Trzeba sięgnąć przyczyn, nie skutków. Niech choć spróbuje porozmawiać, może facet ma wielki problem i swoje frustracje wyładowuje na kimś, kto jest najbliżej?
    • Gość: bea Re: Jestem złą żoną IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 25.06.02, 01:37
      Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, za rady.
      Mam ciągle nadzieję, że to właśnie gorszy okres w jego życiu, że wszystko
      będzie w porządku.
      Ale myślę, że każdy medal ma dwie strony, nic nie jest białe albo czarne. A ja
      również święta nie jestem. Raczej jestem straszny nerwus o niewyparzonym
      języku, a on jest z tych, co mówią wtedy, gdy ich zapytają, a i to w wielkim
      skrócie.
      Wczoraj przyjęłam inną taktykę. Wyciszyłam się. Żadnych kłótni, wzajemnego
      nakręcania się. To pomaga zachować dystans. Żadne z nas nie potrafi się
      obrażać, od razu sobie wybaczamy, więc mam nadzieję, że szybko kryzys minie.
      Tylko co na przyszłość, co??????
      Co z jego piciem? Jestem w kropce, bo nie mogę tego zostawić dla świętego
      spokoju. Myślę o tym, co on sam powie mi za kilka lat: dziękuję, że o mnie
      walczyłaś, choć bolało jak diabli, ale teraz wam to wynagrodzę. Czy: jak mogłaś
      mi pozwolić się stoczyć i nie potrząsnęłaś mną, kiedy jeszcze nie było za późno?
      Takie mi myśli chodzą po głowie.
      Jak mu uświadomić, że jest silniejszy bez butelki? Miał kiedyś kolegę, który
      powolutku stoczył się na samo dno, został zupełnie sam upokorzony, właśnie
      przez alkohol. Ale mój mąż twierdzi oczywiście, że jemu to nigdy nie grozi, bo
      on nad tym panuje. Wydaje mi się, że każde tłumaczenie to powtarzanie frazesów,
      które i tak nie docierają do niego.
      Na wspomnienie AA stuka się po prostu w czoło.

      Jesteście wspaniali, może pomożecie mi coś wymyślić. Liczę na Was
      Bea
      • Gość: ........ Re: Jestem złą żoną IP: *.sympatico.ca 25.06.02, 08:18
        Wydaje mi sie ze on pijakiem nie jest, inaczej by go nie bylo
        stac utrzymywac rodzine. Poluzuj te sprawe troche. Postaraj sie
        doszukac przyczyny tego picia. Moze on faktycznie nie czuje sie z
        toba za dobrze. Moze mu lepiej z butelka. To powinnas zmienic.
        Nie moge ci powiedziec jak. Sama sobie znajdz wlasciwa droge ku
        temu. Nic na sile, to nie da sukcesu. Musisz tez zrozumiec ze
        nie kazdy chlop da sie pod pantofel podlozyc. A te jego
        wybrzedzania ze on ciebie nie potrzebuje tak na serio znowu nie
        bierz. Wiesz przeciez ze jestes mu potrzebna, tego ci nie musze
        mowic. No, chyba ze on nie z tych co............. Jezeli tak, to
        z czasem sama go zostawisz.
    • Gość: Liwia Re: Jestem złą żoną IP: *.uci.agh.edu.pl / *.odlew.agh.edu.pl 25.06.02, 08:53
      Bea, a może spróbuj w ten sposób: kiedyś mąż miał
      gorszy dzień i trochę pomstował na mnie, że ja taka
      (nie klnie).
      Rozpłakałam sie i zapytałam, czy mnie kocha, bo do
      nikogo tak się nie zwraca tylko do mnie, czyli
      najbliższej mu osoby. Powiedziałam, że nie wierzę, że
      mnie kocha bo dla obcych ludzi jest lepszyniż dla mnie.
      poskutkowało. Tyle, że on nie pije i chętnie zajmuje
      się domem.
      • nikt23 Re: Jestem złą żoną 25.06.02, 10:29
        Czasami...wstyd mi ,że jestem mężczyzną..gdy widzę jak siękompromitują
        wypisując chamskie odpowiedzi niesczęśliwej kobiecie...
        Nie mam dla Ciebie rady....
        Sytuacja nie jest łatwa...ale moge Ci jedeynie służyć...rozmową..,jesli
        będziesz chciała...

        nikt23@poczta.gazeta.pl
    • agniecha27 Re: Jestem złą żoną 25.06.02, 13:48
      Gość portalu: bea napisał(a):

      > Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisać.
      > Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy. Wymagam
      > od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba moją
      > wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jest
      > żelaznym punktem wieczoru.
      > Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on nas
      > utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a koszule
      >
      > do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję JEGO
      > pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.
      > Całość obficie przeplatana siarczystymi k
      • Gość: Ola Re: Jestem dobra żoną IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.06.02, 00:00
        Bea, mysle ze miedzy toba a twoim mezem stoi butelka z wodka. Kiedy twoj maz
        zaczal naduzywac alkoholu? Najwyrazniej on sam nie chce sie przyznac ze ma
        problem . Jak oceniasz w przyblizeniu wydatki miesieczne meza na alkohol? Jemu
        jest tak dobrze jak jest teraz. Tobie i twoim dzieciom jak rozumiem nie
        odpowiada ten stan. Mysle, ze gdyby twoj maz poczul sie zagrozony twoim
        odejsciem wowczas moze zgodzilby sie na klub AA . Pierwszym jednak etapem
        rozwiazania problemu jest uswiadomienie sobie ze on istnieje. Ja nie chce ci
        nic sugerowac, bo mysle, ze my wszyscy wiemy na ten temat niewystarczajaco
        duzo, jak chociazby jak czeste sa te klotnie i wyzwiska. Moj nauczyciel-
        wychowawca jeszcze ze szkoly sredniej zawsze mowil nam dziewczynom:
        pamietajcie nigdy nie wychodzcie za maz za pijaka. Z kazdym innym zeby nie wiem
        jak zlym, mozecie sie jakos dogadac. Z pijakiem nigdy nie dojdziecie do
        zadnego porozumienia, bo on wam obieca zlote gory, a nastepnie odwroci sie i
        zrobi swoje, dlatego ze rzadzi nim wodka. Nie wiem w praktyce czy jest to
        prawda, bo mam bardzo dobrego meza, niepijacego, sama rowniez nie pije. Moze
        jest jednak szansa na uratowanie waszego zwiazku. Szczegolnie ze macie dzieci i
        trzeba walczyc o to zeby bylo im i tobie jak najlepiej. Rozwod niekoniecznie
        musi byc najlepszym rozwiazaniem. Mam taka mysl Bea: zorientuj sie narazie
        sama, w tajemnicy przed mezem gdzie blisko was znajduje sie taki osrodek
        Anonimowych Alkoholikow. Porozmawiaj z ludzmi zaangazowanymi w jego
        dzialalnosc. Oni wedlug mnie beda mogli ci najlepiej podpowiedziec jak zrobic
        aby przekonac meza do wizyty u nich. Pozdrawiam.
    • Gość: hardy Re: Jestem złą żoną IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 00:18
      Typowe objawy alkoholizmu. Codzienne upijanie się (samemu!!!!!), wmawianie
      sobie i rodzinie ze sie nad tym panuje, pretensje do otoczenia o stresy itd. Aż
      dziwie się ze autorka dopuściła do takiego momentu bez żadnych reakcji! To
      smutne ale: terapia antyalkoholowa albo bedzie coraz gorzej.
      • osa30 Re: Jestem złą żoną 26.06.02, 19:54
        Gość portalu: hardy napisał(a):

        > Typowe objawy alkoholizmu. Codzienne upijanie się (samemu!!!!!), wmawianie
        > sobie i rodzinie ze sie nad tym panuje, pretensje do otoczenia o stresy itd. Aż
        >
        > dziwie się ze autorka dopuściła do takiego momentu bez żadnych reakcji! To
        > smutne ale: terapia antyalkoholowa albo bedzie coraz gorzej.

        wybaczcie, ale nie moge czytac takich bzdur... masz rację, pewnie,że to typowe
        objawy uzależnienia, przynajmniej we wstępnej fazie ,ale TO ROBI JEJ MĄŻ, nie
        ona. Ona tu nie ma nic do dopuszczania, pozwalania itp., jej mąż jest dorosłym
        człowiekiem i nie można dać mu klapsa albo postawić do kąta. Wiekszość żon
        alkoholików przechodzi w pewnym momencie fazę "walki", która jednak bardzo rzadko
        coś daje. A to dlatego, że nie można zmienić zachowań człowieka, który sam ich
        zmienić nie chce. Jak można obarczac kobietę winą za postępowanie jej męża??? To
        stereotyp, dzieki któremu tacy faceci dalej robią to, co robią, traktowani jak
        biedne niemyślące i niedoopiekowane istoty. ("pije, bo ma powód" "skoro ją bije,
        to widocznie zasłużyła", "gdyby nie chciała, to by nie dała"-o zgwałconej, itd.)
        • Gość: hardy Re: Jestem złą żoną IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 27.06.02, 01:52
          osa30 napisał(a):


          > ale TO ROBI JEJ MĄŻ, nie
          > ona. Ona tu nie ma nic do dopuszczania, pozwalania itp., jej mąż jest dorosłym
          > człowiekiem i nie można dać mu klapsa albo postawić do kąta. Wiekszość żon
          > alkoholików przechodzi w pewnym momencie fazę "walki", która jednak bardzo rzad
          > ko
          > coś daje. A to dlatego, że nie można zmienić zachowań człowieka, który sam ich
          > zmienić nie chce.


          Dziewczyno. Żyjemy w 21 wieku. Ale Ty chyba zostałaś 25 lat w tył ze swoimi
          pogladami. Teraz sie juz nie meczy z alkoholikami- najpierw stawiasz jasno
          sprawe: albo rodzina albo wóda a jesli to nie pomaga to się odchodzi. Czasy "zon
          alkoholików" dawno mineły. Sąd w takich sytuacjach przywala takie alimenty ze
          facet do końca życia sie nie pozbiera. Zreszta podejrzewam ze wczesniej czy
          pózniej TA sprawa równiez skończy sie rozstanie bo jesli facet sie nie zmieni to
          stoczy sie psychicznie w dół na maxa.
          Dla mnie gdy traci sie nić zrozumienia i nie pomagają rozmowy kochających się
          ludzi to juz nie małżeństwo.
          Ale jak któs woli cierpieć...
          • osa30 chyba nie zrozumiałeś 27.06.02, 16:00
            Gość portalu: hardy napisał(a):

            > osa30 napisał(a):
            >
            >
            > > ale TO ROBI JEJ MĄŻ, nie
            > > ona. Ona tu nie ma nic do dopuszczania, pozwalania itp., jej mąż jest doro
            > słym
            > > człowiekiem i nie można dać mu klapsa albo postawić do kąta. Wiekszość żon
            >
            > > alkoholików przechodzi w pewnym momencie fazę "walki", która jednak bardzo
            > rzad
            > > ko
            > > coś daje. A to dlatego, że nie można zmienić zachowań człowieka, który sam
            > ich
            > > zmienić nie chce.
            >
            >
            > Dziewczyno. Żyjemy w 21 wieku. Ale Ty chyba zostałaś 25 lat w tył ze swoimi
            > pogladami. Teraz sie juz nie meczy z alkoholikami- najpierw stawiasz jasno
            > sprawe: albo rodzina albo wóda a jesli to nie pomaga to się odchodzi. Czasy "zo
            > n
            > alkoholików" dawno mineły. Sąd w takich sytuacjach przywala takie alimenty ze
            > facet do końca życia sie nie pozbiera. Zreszta podejrzewam ze wczesniej czy
            > pózniej TA sprawa równiez skończy sie rozstanie bo jesli facet sie nie zmieni t
            > o
            > stoczy sie psychicznie w dół na maxa.
            > Dla mnie gdy traci sie nić zrozumienia i nie pomagają rozmowy kochających się
            > ludzi to juz nie małżeństwo.
            > Ale jak któs woli cierpieć...

            Ja o tym właśnie piszę, że nie można wymagać od kobiety, żeby wlaczyła z
            alkoholizmem męża, bo to JEGOA problem i jego wybór. Nie można obwiniać jej za
            jego picie , że "dopuściła" "pzwoliła" etc.Chce ją ostrzec przed marnowaniem
            swojego życia z kims, kto sam się o nie nie troszczy.
            Poza tym irytuje mnie twój protekcjonalny ton. Nie masz chyba o tym temacie
            pojęcia, nie czytasz uwaznie postów, a oceniasz innych. Sąd w takich sytuacjach
            nie "przywala wysokich alimentów". Bierze pod uwagę przede wszystkim zarobki
            męża, a jesli on pije i zarabia mało albo nic, "przywala" symboliczną kwote z
            funduszu alimentacyjnego. Jeśłik obiecie nie odpowiadają jego argresywne
            zachowania po alkoholu, to ONA i DZIECI muszą sie wyprowadzić. Sądu nie
            interesuje dokąd. W takiej sytuacji sprawa o eksmisję trwa latami. Pozdrawiam.
    • Gość: Agusja Re: Jestem złą żoną IP: *.infinity.net.pl / *.infinity.net.pl 26.06.02, 20:09
      Gość portalu: bea napisał(a):

      > Po wieczornej rozmowie z mężem tak mi się przykro zrobiło, że muszę napisać.
      > Co z tego, że on może i mnie kocha, jeśli nie jest ze mną szczęśliwy. Wymagam
      > od niego pomocy przy dzieciach, nie pozwalam wypocząć. Największą chyba moją
      > wadą jest wstręt do alkoholu, który pozwala mu się odstresować i który jest
      > żelaznym punktem wieczoru.
      > Dalej dowiedziałam się, że do niczego nie jestem mu potrzebna, bo to on nas
      > utrzymuje i wszystko sobie sam potrafi zapewnić. Jedzonko ma w barze, a koszule
      >
      > do pralki potrafi wrzucić. Jestem mu tylko kulą u nogi, na dodatek wydaję JEGO
      > pieniądze. I jeszcze śmiem się odzywać.
      > Całość obficie przeplatana siarczystymi k
    • Gość: jendza Re: Jestem złą żoną IP: *.abo.wanadoo.fr 26.06.02, 20:34
      Trudno potwierdzic, lub zaprzeczyc Twojej tezie.
      Mysle, ze trzeba, zebys sie zastanowila, albo
      moze zrobcie to wspolnie, CO jest przyczyna
      takich jego zachowan. Czy to 'tylko' Twoje
      nerwowe reakcje, czy moze cos wiecej...
      Podejscie do podzialu obowiazkow domowych
      Twojego malzonka dosyc jest klasyczne, aczkolwiek
      latwo dajace sie storpedowac. Jesli wszystko przelicza
      na pieniadze, to niech sobie przeliczy, ile musialby wydac
      na praczke, sprzataczke, Marysie do robienia zakupow,
      kucharke, nianke do dzieci 24 godz. na dobe (skoro
      pracuje i nie chce/nie moze sie nimi zajmowac), ze
      o partnerce do uprawiania seksu nie wspomne...
      Nie wiem, czy by sie 'przypadkiem' nie okazalo,
      ze powinien zarabiac... dwa razy wiecej, co najmniej...

      Zatem - z jakiego powodu chce Cie zranic, dokopac CI?
      Czy chodzi tylko o to, ze nie zgadzasz sie na alkohol,
      czy tez moze ma znacznie glebiej wobec Ciebie
      ugruntowane poczucie winy? Moze chodzi o to,
      ze 'przez niego' nie masz pracy zawodowej?
      Albo ma kogos na boku - stad ta stala nieobecnosc,
      a nie potrafi Ci tego powiedziec, wiec probuje
      Cie 'wrobic' w poczucie winy, sprowokowac...
      A moze po prostu jest meskim szowinista, przekonanym,
      ze to wlasnie jemu sie wszystko nalezy, znaczy wlasciwa obsluga
      wlacznie ze stosownymi holdami?
      A moze jest 'tylko' niedojrzaly i nie radzi sobie z zyciem?
      A moze byl jedynym synkiem mamusi, wiecznie uwielbianym, a Ty
      go smiesz krytykowac?
      Nie wiem.
      Odnosze wrazenie, ze to, o czym piszesz, to tylko wierzcholek
      gory lodowej. Nadmiar alkoholu to skutek, nie przyczyna.
      Jego karygodne zachowania wobec Ciebie z czegos wynikaja.
      Kiedy juz bedziesz wiedziec, z czego, moze uda sie znalezc
      wlasciwy sposob reagowania, walki z jadrem problemu?
      Jesli mozesz, powiedz, w czym rzecz.
      Jesli nie mozesz - zycze POWODZENIA w WALCE
      Sciskam!
      jendza
      • Gość: bea Re: Jestem złą żoną IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 26.06.02, 23:37
        To prawda, że sprawa alkoholu to tylko część problemów. Przeżyliśmy razem, oj,
        przeżyliśmy. Nauczyłam się gigant-tolerancji, chociaż najbardziej chyba
        przydałyby mi się jakieś środki uspokajające, bo nerwus ze mnie niepospolity.
        Trochę osiągnęłam, ale generalnie stwierdzam, że on jest raczej
        niereformowalny. Więc się ewolucyjnie dostosowuję. Do czasu, aż tego
        dostosowywania mam dość. Wtedy się stawiam, a on jest zdziwiony. W sumie mogę
        go zrozumieć. ;)
        Ale czego się nie robi dla dobrej atmosfery w domu.
        Ja w ogóle jestem dziwnym typem. Lubię się poświęcać, ale z drugiej strony
        zdarza mi się nieźle pozrzędzić. Przez ostatnie pół roku (po dużym kryzysie)
        odpuściłam sobie, a on był w siódmym niebie, bo najbardziej pożądane cechy żony
        wg niego to tolerancja i wyrozumiałość.
        Ale w końcu zabrakło mi tej cudownej zalety i raj się skończył.

        Przypomniał mi się jeszcze mały szczegól - tak na marginesie. Na początku
        małżeństwa zdarzało się, że teściowa kupowała synkowi piwo (!), bo zdrowe na
        nerki, tak mi tłumaczyła kiedy wyrażałam swoje oburzenie. A teraz rzekomo jest
        zaniepokojona, że on lubi wypić i jak ja mogę mu na to pozwalać.

        Pomogliście mi właściwie docenić wagę naszego problemu, nigdy wcześniej nie
        miałam z alkoholem do czynienia, więc nie wiedziałam, czy już mamy problem, czy
        to jeszcze rozrywka. Bardzo Wam dziękuję. Teraz muszę coś z tym zrobić.
        • Gość: jendza Co z tym zrobic? IP: *.abo.wanadoo.fr 27.06.02, 10:33
          Zastanawialam sie wlasnie, Beo, jak zamierzasz rozpoczac
          te walke. Przyszlo mi do glowy, ze OSa ma racje - po wielokroc.
          To znaczy - mala poprawka - to Ty znasz najlepiej swojego
          meza i wiesz, jak najlepiej mu pomoc.
          Idac jednak tropem mysli OSY doszlam do wniosku, ze moze by
          tak zaproponowac mu - skoro twierdzi, ze alkohol nie jest dla
          niego problemem/uzaleznieniem i nad tym panuje - zeby sam siebie
          sprawdzil i zdecydowal na przyklad nie pic w ogole przez 3 dni,
          tydzien etc. Zeby sam siebie przekonal, nie Ciebie itd.
          Moze to go 'ruszy'?
          Przy zalozeniu, ze NAPRAWDe powaznie traktuje pewne sprawy...
          pzdr
          j
          • Gość: bea Re: Co z tym zrobic? IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 27.06.02, 11:00
            No niestety :(((
            Zaproponowałam mu taką próbę właśnie przed tamtą feralną rozmową. Próbował to
            bagatelizować, jak to, przecież nad wszystkim panuje i może przestać kiedy
            zechce...
            Ciągle czekam, żeby się o tym przekonać, ale tak naprawdę cała sprawa jest dla
            mnie już jasna i nazywam ją po imieniu. Jejku, chyba mnie to przerasta :(
            • agniecha27 Re: Co z tym zrobic? 27.06.02, 11:06
              Może się też tak stać, że zacznie pić po kryjomu... Na to też musisz się
              przygotować...
              Pozdrowionka :)
            • wierna1 Re: Co z tym zrobic? 27.06.02, 11:14
              Gość portalu: bea napisał(a):

              > No niestety :(((
              > Zaproponowałam mu taką próbę właśnie przed tamtą feralną rozmową. Próbował to
              > bagatelizować, jak to, przecież nad wszystkim panuje i może przestać kiedy
              > zechce...
              > Ciągle czekam, żeby się o tym przekonać, ale tak naprawdę cała sprawa jest dla
              > mnie już jasna i nazywam ją po imieniu. Jejku, chyba mnie to przerasta :(

              O, mój też mnie zapewnia, że panuje. Ale zauważyłam, że jak raz na miesiąc nie
              popije tak porządnie to go nosi. Ponieważ się mnie boi to wykorzystuje każdą
              nadarzającą się okazję. I to jest dla mnie żałosne. I po trzynastu latach nie ma
              dla niego innych uczuć tylko politowanie.
              Nie wmawiaj sobie, że cię to przerasta, bo rzeczywiście się tak stanie. Czekaj,
              życie rozwiązuje samo problemy. Trzymaj się!
            • Gość: jendza Re: Co z tym zrobic? IP: *.abo.wanadoo.fr 27.06.02, 12:13
              Nie wydaje mi sie, by przerastalo...
              Mozna go teraz przyprzec do muru... Sklonic go
              do wybrania konkretnych dat tej proby.
              "Skoro 'panuje', to przeciez dla niego zaden problem,
              a Ty bedziesz spokojniejsza, a na Twoim spokoju tez mu
              zalezy, bo a) kocha Cie, b) gdy Ty jestes spokojna, w domu
              tez panuje blogi nastroj...".
              A swoja droga, to tak naprawde 'nie znam sie' na
              sprawach z uzaleznieniem od alkoholu... Utkwilo mi w glowie,
              ze najtrudniej jest alkoholikowi przyznac sie, ze ma ten problem...
              Problem ma tez rodzina uzaleznionego, nie tylko wspolmalzonkowie,
              dzieci tez - czasem przez pokolenia ciagna sie pewne psychiczne
              traumy...
              Jesli on nie chce zalapac sie do AA - moze Ty poszukaj pomocy,
              porady w stowarzyszeniu rodzin osob z choroba alkoholowa?
              Wlasnie te rodziny najlepiej, bo z wlasnego doswiadczenia, beda
              umialy CI doradzic, jak pomoc, by maz sam sobie w twarz spojrzal...
              Odwagi!
              j.
    • Gość: sam. mat Re: Jestem złą żoną IP: *.inet.pl 27.06.02, 15:31
      skoro zazdroscisz samotnym matkom - nic bardziej prostego - zostan nia.

      samotna matka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka