Dodaj do ulubionych

Zwyczajne życie

IP: *.jaw.prince.pl / 10.10.0.* 26.07.02, 17:02
W pełni popieram tę tęsknotę za ciepłem, bezpieczeństwem, czasem
i spokojem domowego ogniska. I mnie jej brakuje i ja muszę
w "tempie burzowym" nadrabiać zaległości całego dnia, a
najwięcej na tym cierpi moja córeczka, dla której mam coraz
mniej czasu. Zajmuje się nią moja teściowa i to jest duży plus,
ale zdarza się, że moje dziecko mówi do niej "mamo" i to boli.
Mieszkamy na wsi (to też plus, bo przynajmniej mamy swoje
podwórko i dużo miejsca koło domu dla dziecka),czasem ciężko
pogodzić dziecko,dom, pracę i obowiązki w gospodarstwie. Brakuje
mi bardzo komfortu niepracowania, zajmowania się tylko
dzieckiem, a na to niestety nie stać ani nas, ani wiele wiele
rodzin w obecnych czasach, nie tylko tych mieszkających na wsi.
I wcale nie zależy mi na karierze, ale na tym by było za co
utrzymać rodzinę i gospodarstwo, do którego ciągle musimy
dokładać. Nawet nie możemy liczyć na jakiekolwiek wakacje, bo
zawsze są ważniejsze potrzeby, a ironizując: mamy wakacje przez
cały rok, bo przecież jesteśmy ze wsi. Dlaczego doszło do
takiego stanu? Dlaczego cierpią na tym nasze dzieci?
Obserwuj wątek
    • Gość: Basiaczek Re: Zwyczajne życie IP: *.inetia.pl 29.07.02, 12:25
      Łza się w oku kręci,że tak właśnie wygląda nasze zwyczajne
      życie. Z jednej strony właśnie takie wyśnione, z własnym
      mieszkaniem, zdrowym dzieckiem, z pracą...
      Z drugiej strony jednak tak ubogie, pełne pośpiechu, gonitwy za
      jakimiś w sumie błahymi sprawami.
      Ja żyję podobnie, mam podobną rodzinę i też bardzo, bardzo
      żałuję, że nie mam tyle czasu dla dziecka ile powinnam mu
      poświęcić,że on ciągle tęskni za mną. Żałuję,że nie mam więcej
      czasu i siły aby posiedzieć i poszeptać z mężem o czymś miłym,
      lub żeby upichcić mu wyszukaną potrawę i zorganizować
      romantyczną kolację. I wreszcie, gdzie tu miejsce na chwile
      tylko dla siebie, na książki, które tak uwielbiam, czy na dobry
      film. Mogę to robić tylko w środku nocy pod warunkiem,że
      wcześniej zmęczona jak zwykle nie usnę.
      Mam wrażenie,że nasze życie nabiera coraz większego tempa,
      wszystko biegnie szybciej i szybciej ...... i tylko my sami,
      razem z naszymi rodzinami na tym najwięcej tracimy, bo nie
      możemy tego wszystkiego pogarnąć.
      • mamosz Re: Zwyczajne życie 30.07.02, 02:56
        Zaraz sie oburzycie moje drogie, bo Wam się wydaje,że tylko wy tak sie
        męczycie ,ale w Polsce tak jest od lat.Ja jestem pewnie w wieku waszych mam i
        tez bardzo cierpiałam w swoim czasie,że nie moge zostac w domu tylko musze isć
        do pracy ,oddawać dzieci do wątpliwej jakosci przedszkola od ktorego uiratowała
        je wcześniejsza emerytura babci.Pewnie,że wracalam z pracy o 16.30 ale jak
        tylko pamietam dorabialam,udzielałam lekcji ang itd bo pensja mi nigdy nie
        wystarczała na normalne b.przecietne życie.
        Wspólczyje Wam bardzo ,ale mysle,że na prawde liczy sie jakosc kontaktu z
        dzieckiem i one to kiedys docenia jeśli nie bedziecie przyjmowały postawy
        meczennic bo dzieci tego nie cierpią pozdrawiam
        • Gość: Basia Re:niewolnicze zycie IP: *.telsten.com / 10.20.1.* 30.07.02, 09:22
          • zlotyrybek Re:niewolnicze zycie 30.07.02, 09:40
            Kobiety , nie przesadzajcie, bo nastrój jest minorowy.
            Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
            Albo dajcie soboie spokój z pracą (na czym ucierpi również Wasze dziecko) albo
            zastanówcie się po co pracujecie.
            A odpowiedź jest prosta.
            Można oczywiście zajmować się dzieckiem w domu (co czyniłam przez 5 lat) ale
            potem co ? Dziecko do przedszkola, szkoły, gimnazjum, liceum, studia - a wy
            dalej ze szmatką po chałupie i kurze, zakupy, pranie , sprzątanie i te teksty
            pracujących koleżanek : ty to masz super - siedzisz w domu i nic nie robisz.
            A potem Wasze dzieci spotkają "drugą połówke pomarańczy" i w domu zrobi się
            okrutnie cicho i samotnie. A wy dalej ze szmatką, odkurzaczem, zakupy ciut
            mniejsze - bo nie ma komu gotować, mąż zapracowany (wy siedzicie w domu - facet
            pracuje za dwie osoby).
            I nagle zapytacie - a co ja z tego mam? Wszystko super jeśli wasze dziecko nie
            zapomni numeru waszego telefonu (co się zdarza) albo nie skończy źle w życiu
            (co też się zdarza, bez względu na to ile pracy włożyłyście w jego wychowanie).
            I zostaje szmatka, odkurzacz, ścieżka do sklepu i spowrotem i jakieś
            niespełnione coś w środku was będzie krzyczeć - Za Późno.
            Wszystko ma dobre i złe strony.
            Ja zdecydowałam się pójść do pracy, żeby mieć coś własnego - poczucie własnej
            wartości i tego, że jestem komuś potrzebna. Nie tylko dzieciom, mężowi, pralce
            i odkurzaczowi. A mężowi tez mogę się kiedyś znudzić i chciałabym potrafić żyć
            na własny rachunek.

            Pozdrawiam
            • Gość: ada Re:niewolnicze zycie IP: 195.117.159.* 30.07.02, 09:55
              Kiedys, gdy kobiety tylko zajmowaly sie domem, wszystko robily wlasnymi rekami,
              praly, zmywaly, robily przetwory.
              Potem , wynaleziono kolejne usprawnienia, odkurzacz, pralke, chcialo sie je
              miec. Zeby bylo stac, trzeba miec wiecej pieniedzy -kobieta do pracy, dziecko
              do przedszkola.
              Czy to troche nie jest taka samonapedzajaca sie maszyna?
              • zlotyrybek Re:niewolnicze zycie 30.07.02, 10:08
                A co z wewnętrznymi potrzebami kobiet ? A co gdy mąż "wybrał nowszy model"?
                Wyżyła z tych przetworów i pracy własnych rąk ? Jakiej pracy ? Tej
                nieopłacanej ?
                • Gość: ada Re:niewolnicze zycie IP: 195.117.159.* 30.07.02, 10:18
                  A może te wewnetrzne potrzeby to wymysl feministek i moda?
                  Może kobiecość to dom i dzieci?
                  A zawodem kobiety - kobiecośc- bycie piękną , wypoczęta - dla męza?
                  Kiedyś małżenstwo było na dobre i złe-teraz jedna kłotnia - i rozwód.
                  I dlatego kobieta porzuca dom i dzieci i idzie na słuzbe.
                  • zlotyrybek Re:niewolnicze zycie 30.07.02, 11:16
                    OK, a co gdy mężczyzna odchodzi i zostawia kobietę, dla której dom i dzieci to
                    cały świat ? Naprawdę nie znasz takich przeypadków ? Co wtedy ? Kredyt
                    mieszkaniowy, nakarmić dzieci (chyba nie z alimentów) - nadal być piękną i
                    kochającą ? NIe mając doświadczenia zawodowego w wieku 40 lat znaleźć pracę ? A
                    może pomoc społeczna?
                    To co piszesz jest baaardzo piękne, ale to utopia. Podziwiam kobiety tak
                    ufające światu.
                    Zresztą mąż nie musi odejść - wystarczy , że zginie w wypadku lub co gorsza
                    dostanie wylewu i będzie roślinką. Co wtedy ?
                    Ideały proponuję schować do kieszeni. Kobieta musi myśleć o swoich dzieciach
                    również w aspekcie materialnym. Nigdy nie wiadomo co Cię w życiu spotka. Jak
                    pisałam byłam z dziećmi przez 5 lat - piękna i kochająca dla męża i dzieci.
                    Ale nie wiem jak dalej potoczy się moje życie. Wolę teraz podjąć pewne kroki
                    niż potem pisać do telewizji : "nie ma na jedzenie dla moich dzieci -
                    pomóżcie". Co w takiej sytuacji będę miałą do zaproponowania moim chłopcom ? Co
                    im odpowiem na pytanie : a dlaczego ty mamusiu nie pracujesz ? i nie pracowałaś
                    wcześniej ? POwiem : wychowywałam was, kochałam, chuchałam i dmuchałam, a teraz
                    nie mamy co jeść.

                    Czy pozostanie w domu z dziećmi na łasce męża nie jest pewnym rodzajem
                    egoizmu ?
                    • Gość: ada Re:niewolnicze zycie IP: 195.117.159.* 30.07.02, 11:26
                      Niestety wychowano mnie wlasnie w poczuciu koniecznosci pracy , posiadania
                      wlasnych pieniedzy chocby na kosmetyki i byc moze na szczescie , tak wlasnie
                      zyje.
                      Siedze drugi tydzien sama popoludniami.
                      Maz w delegacji, dzieci na obozie ( nie chcialam samolubnie zostawic ich w
                      domu, by miec ich popoludniami dla siebie) i zastanawiem sie , co mam z takiego
                      zycia. Pieniadze i Samotnosc kazdego z nas.
                      Zwykle zabiegana , dzieci same w domu, i uwierz mi zazdroszcze tym znajomym,
                      ktore cale wakacje spedzaja z dziecmi u rodziny na wsi, po szkole na dzieci
                      czeka cieply obiad.
                      Chyba po prostu dobrze jest tam , gdzie nas nie ma.
                      • zlotyrybek Re:niewolnicze zycie 30.07.02, 11:33
                        Istnieje takie prawdopodobieństwo, że nie dogodzisz ....
                        Mój mąż też w delegacji, ale dzieci za małę na obóz (cholera, chyba tylko mi
                        się tak wydaje....znowu egoizm) z super-nianią w domku.

                        Ale pomyśl jak będzie cudownie jak wszyscy zjadą do domu ... Problem to mają
                        kobiety, które na nikogo nie czekają. My i tak jesteśmy w niezłej sytuacji, bo
                        znalazłyśmy czas na dzieci i męża.

                        Oby do przodu !!!!

                        Pozdrawiam
                        • Gość: Kasia Re:niewolnicze zycie- dlaczego? I po co? IP: *.bh.com.pl 30.07.02, 16:19
                          Ja też teraz jestem sama. I co? Nie mam męża, ale mam chłopaka,
                          z którym "niby" planuję przyszłość.
                          Tylko, że on ciągle pracuje (teraz wyjechał na tygodniowe
                          szkolenie), a ja wieczorami jestem sama.
                          Dziecko?
                          OK, ale sama będę je wychowywała. On chce, ale wszystkie
                          obowiązki spadną na mnie... Warto? Przecież kiedyś trzeba
                          urodzić...w samotności.
                          Dla mojego "wybranka" liczy się nowoczesny model rodziny, czyli
                          on pracuje, ja tez, obowiąki finansowe dzielimy na pół, ale to
                          ja mam sie wszystkim zająć, bo on nie ma czasu. I to ma być na
                          pół? Ciekawe...
                          Mieszkac razem, ok, ale za pół roku, bo najpierw trzeba urządzić
                          mieszkanie...i dopiero wtedy je zobaczę...i oczywiście nic nie
                          będę mogła zmienić, bo to ON wszystko zrobił beze mnie...
                          A jak ja nie będę się czuła w nim dobrze, bo tam nie będzie w
                          sumie ani jednego centymetra mojego?Bo nawet mebli nie będę
                          mogła przestawić?
                          I co to za życie?
                          Ja mam tylko być, troszczyć się, rodzić dzieci (bo już najwyższy
                          czas), sprzątać, gotować, prać i prasować, oprócz tego
                          oczywiście pracować, bo po co mu taka kobieta, która jest
                          darmozjadem? (kobieta, nie żona, bo po co się żenić? Nie ważne,
                          że ja tego potrzebuję...jako kobieta)...i płacić połowę . I
                          oczywiście mieć na wszystko czas (dla niego oczywiście). Czy
                          takie ma być szczęśliwe życie?
                          I jeszcze oczywiście nie mogę narzekać, bo "takie są czasy..."

                          Więc po co się męczyć. Nie lepiej żyć samotnie i na własny
                          rachunek>? Bo przecież jak się z kimś jest, to dzieli się
                          wszystkie radości i smutki...a tu nie, bo kiedy? Przecież on
                          nigdy nie ma czasu, albo jest zmęczony i woli porozmawiać o
                          czymś przyjemniejszym...


                          Może najpierw się dobrze zastanowić zanim uwiązać sobie na
                          własne życzenie kamień u szyi i paść w wodę?

                          Zastanówmy się...
                          • zlotyrybek Re:niewolnicze zycie- dlaczego? I po co? 30.07.02, 16:29
                            Po pierwsze jesteś z nieodpowiednim człowiekiem, więc po co w ogóle chcesz coś
                            z nim planować. Dzieci dobrze mieć z kimś z kim chce się je mieć. I z kimś kto
                            podzieli z tobą twoją wizję świata i życia. To pomyłka. Nie o tym jest ten
                            wątek czy warto wiązać się z facetem, który chce z ciebie zrobić
                            kucharkę,matkę, kochankę i business woman w jednym.
                            Ja wiem, że można pogodzić pracę zawodową i rodzinę, choć zawsze pozostaje
                            ziarno niepokoju, czy jedno bądź drugie nie jest zaniedbane.
                            Nie można mieć ciastka i zjeść ciastko.
                            A czy warto być samemu ? Ja uważam , że nie , ale to moje prywatne zdanie.
                            Kiedyś nienawidziłam dzieci. Po urodzeniu własnych wiedziałam, że całe
                            moje "poprzednie" życie było totalną stratą czasu. Ale to oczywiście kwestia
                            gustu :)

                            Pozdrawiam
                            • Gość: ewa Re:niewolnicze zycie- dlaczego? I po co? IP: *.dip.t-dialin.net 30.07.02, 18:45
                              Widzac starych ludzi cierpne na mysl co to bedzie za pare lat
                              jak nikt poza mna nie przekreci klucza w drzwiach, jak to bedzie
                              gdy codziennie bede sama. Boze, zycie za szybko przemija.
                              Trawa jest zawsze zielensza po drugiej stronie, wszedzie dobrze
                              gdzie nas nie ma. Lepiej byc ladnym, mlodym i bogatym niz
                              brzdkim, starym i biednym.
                              Jak to dobrze gdy mozna miec dzieci, widziec ich radosc, jak cos
                              osiagaja w zyciu, jak sa szczesliwe i spelnione. Nic wiecej sie
                              dla mnie nie liczy.
      • Gość: Filozof Re: Zwyczajne życie IP: *.fiz.univ.szczecin.pl 30.07.02, 17:28
        To twoje zycie jast takie beznadziejne bo bedac wspolczesna
        kobieta jestes zachlanna na dobra materialne i tzw. niezaleznosc.

        Nie jestes wiec juz niewolnikiem meza tylko sytemu ...

        Lepiej ci tak?
        • Gość: Greta Re: Zwyczajne życie IP: 150.254.194.* 30.07.02, 18:10
          Drogi Filozofie!
          Kobieta niewolnicą systemu? Interesujące, tylko do czego to
          odnieść? Poprzedni ustrój już powoli przemija z naszej
          mentalności, nikt kobiet na siłę na traktor nie wsadza, same to
          zrobią jeśli taka ich wola. Na wyznania anarchisty to też nie
          wygląda - trudno wyzwolić się spod presji rachunku
          ekonomicznego,równającego kobietę i mężczyznę, męża i żonę,
          partnerów wreszcie - to co rozumiesz przez zachłanność
          jakkolwiek pejoratywne, wciąż pozostaje "zasługą" obu stron.
          Nikt z nas nie jest wolny od pragnień, które spełniane jawią się
          jak przestępstwo przeciwko rodzinie, dzieciom, tradycji
          wielopokoleniowej. Czy jeśli kobieta (mężczyzna) mają
          świadomość, że długie godziny poza domem, najczęściej spędzane w
          pracy, oprócz środków na utrzymanie dają też swoiste poczucie
          alienacji z "tradycyjnego" życia rodzinnego, to nie jest to już
          dla nich duże obciążenie? Niestety, nie można jednocześnie być
          dla dziecka i z dzieckiem. Ale trzeba się starać.
          • marina2 Re: Zwyczajne życie 30.07.02, 19:11
            Szkoda ,ze na ogol sie nie da zyc z jednej pensji na przyzwoitym poziomie.Moj
            maz trafil do zlobka jako trzymiesieczne dziecko , przerobil przedszkole ,
            dziecinstwo z kluczem na szyji.Slaby sporadyczny kontakt z rodzicami.Zle sie
            wyraza o takim systemie w jakim spedzil dziecinstwo.Ja jestem dzieckiem
            opiekunkowym.Nie podobalo mi sie to .Nuda i mnostwo zakazow.Rodzice wracali po
            pracy wykonczeni.Nie bylo mowy o jakis wyjsciach , o wspolnych zabawach ,
            zajeciach dodatkowych, szybki pozny obiad.Ja zyje inaczej, co nie znaczy , ze
            jest to prawda absolutna i recepta na uzdrowienie swiatw.Moje dzieci maja obiad
            i mame kiedy wracaja do domu.Mam czas , zeby im towarzyszyc w zabawie, zeby
            zawiezc na wszelkie zajecia dodatkowe w jakich sie realizuja.M
            • Gość: dziwak Re: Zwyczajne życie IP: *.dyn.optonline.net 30.07.02, 20:04

              Chyba troche przesadzacie.
              Przjedzcie tu do Ameryki to zobaczycie jak ludzie
              lataja po ulicach jakby im kto pieprzu nasypal;
              A wiekszosc dzieci to tu widzi rodzicow swoich
              tylko w weekendy i to w dodtaku czesto pojedynczo,
              bo tu malzenstwa rzadko mieszkaja razem.
              A wiec glowa do gory, zblizamy sie nie tylko do unii
              ale od razu do Ameryki.
              God bless America!

              :)
              • marina2 Re: Zwyczajne życie 30.07.02, 22:36
                Gość portalu: dziwak napisał(a):

                >
                > Chyba troche przesadzacie.
                > Przjedzcie tu do Ameryki to zobaczycie jak ludzie
                > lataja po ulicach jakby im kto pieprzu nasypal;
                > A wiekszosc dzieci to tu widzi rodzicow swoich
                > tylko w weekendy i to w dodtaku czesto pojedynczo,
                > bo tu malzenstwa rzadko mieszkaja razem.
                > A wiec glowa do gory, zblizamy sie nie tylko do unii
                > ale od razu do Ameryki.
                > God bless America!
                >
                > :)
                A amerykanski styl zycia to niby najlepszy na swiecie?:)M

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka