Dodaj do ulubionych

Wyschnięci

18.01.09, 17:19
Samo życie. Jestem po trosze każdym z nich i ona jest częściowo każdą z nich.

Naprawdę nie ma nadziei?
Obserwuj wątek
    • quant34 Wyschnięci 18.01.09, 18:20
      Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
      prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat
      pewny. Problem zapewne istnieje w rzeczywistości, czy faktycznie wygląda akurat
      tak, nie wiem. Nie mniej jednak uważam za szkodliwe produkowanie artykułów (ten
      nie jest przecież pierwszy) wmawiających ludziom, że pożycie seksualne jest
      "fundamentem" związku albo, że bez satysfakcji seksualnej jesteśmy "wypaleni"
      czy jacy tam jeszcze. Szczęśliwym to zapewne nie zaszkodzi, ale ludzi z
      problemami (nie seksualnymi) tylko niepotrzebnie inspiruje w kierunku kolejnych
      fobii i niezadowolenia z życia. Cokolwiek zdaje się autorom prasy kobiecej
      słynącej z takich artykułów (co w tym towarzystwie robi Wyborcza?), życie na
      szczęście nie składa się z seksu, odchudzania i kupowania ciuchów. Swoją drogą,
      ciekawą filozofię autor tych historii przedstawia ustami swoich bohaterów.
      Umówiłam się z obcym facetem na seks, ale z nim ostatecznie nie poszłam bo
      jestem lojalna wobec męża. Interesujące ujęcie lojalności. Ciekawe ile
      nieszczęśliwych (z różnych przyczyn) osób czytając takie artykuły uwierzy, że
      remedium na ich życiowe problemy jest puszczalstwo po hotelach? W porządku, nie
      o to chodziło autorowi, wiem. Chodzi mi tylko o to jak takie historyjki
      odpierają ludzie, którzy wierzą w ich autentyczność.
      • ledzeppelin3 Re: Wyschnięci 18.01.09, 19:22
        wmawiających ludziom, że pożycie seksualne jest
        > "fundamentem" związku albo, że bez satysfakcji seksualnej
        jesteśmy "wypaleni"
        > czy jacy tam jeszcze.

        Kiedyś też tak myślałam. Aż do pierwszego orgazmu:P
        • 21.gazeta.pl Re: Wyschnięci 18.01.09, 20:17
          Lekceważenie problemu seksu czy deprecjonowanie jego wartości w
          związku- to ślepy zaułek. Jeśli życie seksualne jest udane, to nawet
          jeśli są inne problemy w związku-ludzie trwają przy sobie. Pewnie,
          że są związki, gdzie tego życia seksualnego nie ma, a są razem, ale
          myślę, że to sięd udaje tylko wówczas, gdy obie strony mają bardzo
          maleńkie libido.
          • masysia Re: Wyschnięci 18.01.09, 20:35
            Mówcie sobie co chcecie, ale seks w związku ważny jest. Nie jest on postawą, ale
            jednym z BARDZO WAŻNYCH elementów jak np. miłość, zaufanie, zrozumienie by
            związek był udany. Czasem z mężem kochamy cię codziennie, czasem gdy mamy jakiś
            zwariowany czas (dużo pracy, innych zajęć) kochamy się np. 3 razy w miesiącu.
            Otwarcie o seksie rozmawiamy, staramy się zaspokajać nawzajem i jest
            wspaniale:)Życze każdej takiego kochanego męża.
            Ps. Chyba gorszy jest brak komunikacji, niż brak seksu.
          • 4rocco Re: Wyschnięci 19.01.09, 20:31
            Nieprawda Koleżanka miała sytuacje odwrotną niż bochaterowie
            artykułu ,tzn. świetny seks poza nim zero porozumienia kłótnie i
            poniżanie oraz przemoc . W końcu dojrzała do decyzji o rozstaniu ale
            stwierdziła że chciałaby dalej z nim sypiac ale juz bez glębszej
            relacji (ale to było chwilowe),rozstała się z ulgą, mineło parę lat
            fajni faceci sie znalezli ale ten były naprawde był pod względem
            seksualnym dla niej stworzony ,ale co z tego skoro kompletnie nie do
            życia.
            • maruda.r Re: Wyschnięci 20.01.09, 11:04
              4rocco napisała:

              > Nieprawda Koleżanka miała sytuacje odwrotną niż bochaterowie
              > artykułu ,tzn. świetny seks poza nim zero porozumienia kłótnie i
              > poniżanie oraz przemoc .

              *******************************

              Nie doceniasz siły seksu. Ludzie rzucają domy, majątki, rodziny, dzieci, gdy
              zapali się w nich ten płomień. Bo dopiero wtedy czują, że naprawdę żyją.

              Poza tym istnieją pary, które dopełniają się w każdym względzie. Warto więc szukać.

              • echtom Re: Wyschnięci 20.01.09, 17:01
                Tak, wiem doskonale, ile można zaryzykować dla dobrego seksu:) Ale 4rocco ma
                rację - jak zabraknie innych czynników, najlepszy seks przestanie wystarczać.
                Według mnie udany związek to fundamenty (miłość, zaufanie, współpraca itp.) +
                zaprawa, czyli dobry seks. Cokolwiek się z tego wykruszy, dom się zawali.
              • yanoosh111 Re: Wyschnięci 22.01.09, 08:29
                Kwestia wieku takiego "zapalonego" delikwenta... a specjaliści twierdzą, że ten
                płomień to krótkotrwały raczej. Owszem, tzw. "zakochani" rujnują komuś życie dla
                paru orgazmów ... I kto tu jest cynikiem ? ;-)
          • tacx Re: Wyschnięci 22.01.09, 09:35
            > Lekceważenie problemu seksu czy deprecjonowanie jego wartości w
            > związku- to ślepy zaułek. Jeśli życie seksualne jest udane, to nawet
            > jeśli są inne problemy w związku-ludzie trwają przy sobie. Pewnie,
            > że są związki, gdzie tego życia seksualnego nie ma, a są razem, ale
            > myślę, że to sięd udaje tylko wówczas, gdy obie strony mają bardzo
            > maleńkie libido.

            Piszesz bzdury. W przypadku braku seksu w małzeństwie nie chodzi o seks tylko o
            zwykłe niedopasowanie. Tylko tyle i nie warto z prostych faktów robić wielkiego
            problemu. Ludzie do siebie nie pasują i przykre to tylko że dowiaduja się o tym
            jak już mają rękę w nocniku. jeśli ktoś przed ślubem liczy ze stanie się po
            ślubie cud (lub jemu stanie) albo liczy na to ze małżeństwo to dobry seks choćby
            reszta spraw była jak dwa lewe buty to cóż... sam sobie winien
            Jeśli ludzie są seksualnie dopasowanie to nie znaczy to ze muszą zyć z soba do
            końca życia - to nie jest fundament na który buduje się małżeństwo - znam takie
            które rozpadały się mimo że seks był udany.
            poza tym...kto tam za ludźmi trafi. Po świecie chodza takie dziwadła ze naprawdę...
      • errare_humanum_est Re: Wyschnięci 18.01.09, 20:54
        quant34 napisał:

        > Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
        > prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat
        > pewny. Problem zapewne istnieje w rzeczywistości, czy faktycznie wygląda akurat
        > tak, nie wiem. Nie mniej jednak uważam za szkodliwe produkowanie artykułów (ten
        > nie jest przecież pierwszy) wmawiających ludziom, że pożycie seksualne jest
        > "fundamentem" związku albo, że bez satysfakcji seksualnej jesteśmy "wypaleni"
        > czy jacy tam jeszcze.

        Heh, to wejdź na to forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15128 i powtórz to co napisałeś wszystkim, którzy tam piszą.
      • eeela Re: Wyschnięci 18.01.09, 22:11
        > Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
        > prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat
        > pewny.

        Czy te akurat konkretne historie zostały opowiedziane przez prawdziwych ludzi z
        krwi i kości, czy też nie - trudno powiedzieć. Ale skąd w tobie ta pewność, że
        takie historie mogą być tylko wymysłami, to ja nie wiem. Artykuł był, z tego co
        wiem, częściowo inspirowany pewnym prywatnym forum tu, na serwerze Gazety, na
        którym od ładnych kilku lat przewijają się setki właśnie takich historii.
        • quant34 Re: Wyschnięci 18.01.09, 23:21
          eeela napisała:

          > > Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
          prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat pewny.
          >
          > Czy te akurat konkretne historie zostały opowiedziane przez prawdziwych ludzi
          z krwi i kości, czy też nie - trudno powiedzieć. Ale skąd w tobie ta pewność, że
          takie historie mogą być tylko wymysłami, to ja nie wiem. Artykuł był, z tego co
          wiem, częściowo inspirowany pewnym prywatnym forum tu, na serwerze Gazety, na
          którym od ładnych kilku lat przewijają się setki właśnie takich historii.

          No to już wiem kto je wymyśla :) Odpowiadając na Twoje pytanie, jestem pewny
          nieautentyczności takich historii ponieważ znam osobiście człowieka, który
          trudni się zawodowo ich wymyślaniem. Jednak nie dla GW, ale dla pewnego
          popularnego pisemka dla kobiet. Wątpliwości natomiast miałem w przypadku tej
          gazety bo to tytuł jakby nie patrzeć dużo poważniejszy niż prasa bulwarowa. Ale
          teraz już wiem, faktycznie na forach historii jest dosyć. Jednak to nie zmienia
          mojego poglądu na autentyczność samych historii. Po pierwsze wypowiedzi
          forumowiczów i tak podlegają obróbce celem dostosowania do tezy, jaką chce
          udowodnić autor artykułu. Po drugie, wiarygodność problemów poruszanych na
          forach jest delikatnie mówiąc dyskusyjna. Nie twierdzę, że ci ludzie kłamią,
          twierdzę natomiast, że 90% z ich ma problem z czymś zupełnie innym, a
          rzeczywiste czy urojone problemy z seksem są tylko skutkiem tych "głównych"
          problemów. Takie artykuły powinno się opierać na historiach zweryfikowanych nie
          tylko pod względem autentyczności osoby, która je opowiada, ale także pod
          względem diagnozy. Podam przykład: powiedzmy,ze 3 kobiety narzekają, że nigdy
          nie miały orgazmu. Dziennikarz wykorzysta ich historie na użytek tezy, iż Polacy
          to marni kochankowie. Jednak jeżeli z tymi samymi kobietami porozmawiał
          specjalista, to mogłoby się okazać, że pierwsza była molestowana w dzieciństwie,
          druga nigdy nikogo nie kochała, a trzecia konfabuluje ponieważ nigdy nie spała z
          facetem. Ale teza poszła w świat i wielu ludzi potraktowało ją poważnie.
          Przykład jest oczywiście uproszczony, ale problem jest zawsze ten sam: o
          sprawach będących wciąż tabu w naszym społeczeństwie, paradoksalnie pisze kto
          chce i co chce, na podstawie historii wyciągniętych z kapelusza, a skutek jest
          taki, że czytelnik zaczyna wierzyć w dowolny nonsens w zależności od tego, jaką
          gazetę akurat przeczytał. To oczywiste, że seks to ważna sfera aktywności
          człowieka, równie oczywiste jest to, że nieudane życie seksualne upośledza
          funkcjonowanie związku. Jednak nie jest już prawdą, że seks jest fundamentem
          związku, a w każdym razie na pewno nie każdego związku. Jeżeli dla kogoś
          najważniejsze, co go łączy z życiowym partnerem to łóżko, to tylko współczuć
          temu komuś, ale takie związki to tylko jakiś procent wszystkich związków. W
          pozostałych przypadkach fundamenty to miłość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa
          i tak dalej. Jeżeli jest jeszcze dobry seks to super, ale jeżeli namiętność w
          związku nie osiąga już takich obrotów jak niegdyś, to nie jest koniec świata,
          ani koniec związku. Najgorsze jest to, że takich i innych artykułów naczyta się
          jakich naiwny i nagle go "oświeci", że przecież jest nieszczęśliwy bo pisali w
          gazecie, że bez udanego seksu związek jest do niczego. Jest jeszcze jedna
          sprawa: zadowoleni ze swojego pożycia ludzie, nie żalą się na forach, dlatego
          ich historie obrazują problemy tylko pewnej części społeczeństwa i w żadnym
          razie nie dają podstaw do formułowania wniosków typu "Polacy" czy
          "społeczeństwo", a to niestety bardzo często się zdarza.
          • eeela Re: Wyschnięci 18.01.09, 23:58
            Czytam to forum od kilku lat. Miałam styczność z setkami historii. Wyrobiłam już
            sobie oko na to, które historie są prawdziwe, a które nie, które są
            wyolbrzymione, a które nie. Stali forumowicze nie klepią się tam po pleckach i
            nie użalają nad sobą, ale analizują ze wszech stron i szukają rozwiązań i/lub
            wytłumaczeń. Rozebraliśmy tam na części pierwsze setki prawdziwych i wymyślanych
            historii. Jedno nie ulega wątpliwości - cokolwiek by ci się nie wydawało, to są
            prawdziwe i istotne problemy, dotykające bardzo wielu ludzi. Artykuł zaledwie
            pobieżnie liznął ten temat.
          • mujer_bonita Re: Wyschnięci 19.01.09, 11:26
            quant34 napisał:
            > Dziennikarz wykorzysta ich historie na użytek tezy, iż
            > Polacy to marni kochankowie.

            Chyba kompletnie nie zrozumiałeś o co chodziło. Jacy 'kiepscy
            kochankowie'?

            > Jednak nie jest już prawdą, że seks jest fundamentem
            > związku, a w każdym razie na pewno nie każdego związku.
            (...)
            > Jeżeli jest jeszcze dobry seks to super, ale jeżeli namiętność w
            > związku nie osiąga już takich obrotów jak niegdyś, to nie jest
            koniec świata,
            > ani koniec związku.

            Taaaa... jasne. Poczytaj sobie forum 'Brak seksu w małżeństwie' to
            dowiesz się jak takie związki wygladają. Radzę zapoznać się z
            tematem przed ferowaniem opinii. Zarzucasz, że każdy może pisać co
            chce i sam to robisz.

            Z seksem w związku niestety jest jak ze zdrowiem - dopóki się nie
            zepsuje nikt nie wie jak jest ważny. Naprawdę zachęcam do lektury.
            • eeela Re: Wyschnięci 20.01.09, 13:47

              > Z seksem w związku niestety jest jak ze zdrowiem - dopóki się nie
              > zepsuje nikt nie wie jak jest ważny.

              Bardzo trafnie powiedziane :-)
            • ready4freddy Re: Wyschnięci 21.01.09, 23:44
              mujer_bonita napisała:

              > quant34 napisał:
              > > Dziennikarz wykorzysta ich historie na użytek tezy, iż
              > > Polacy to marni kochankowie.
              >
              > Chyba kompletnie nie zrozumiałeś o co chodziło. Jacy 'kiepscy
              > kochankowie'?

              moze jednak sproboj przeczytac CALY post poprzednika, ze zrozumieniem do tego, a
              potem komentuj?
          • ledzeppelin3 Re: Wyschnięci 19.01.09, 12:29
            > Przykład jest oczywiście uproszczony, ale problem jest zawsze ten
            sam: o
            > sprawach będących wciąż tabu w naszym społeczeństwie,
            paradoksalnie pisze kto
            > chce i co chce, na podstawie historii wyciągniętych z kapelusza, a
            skutek jest
            > taki, że czytelnik zaczyna wierzyć w dowolny nonsens w zależności
            od tego, jaką
            > gazetę akurat przeczytał

            Artykuł jest nieźle napisany, między wierszami daje do zrozumienia,
            że problemy bohaterów z seksem (bo to SĄ problemy, choć je
            trywializujesz i umniejszasz) są wypadkową ich innych problemów czy
            fałszywych przekonań (np. brak męskich wzorców jednej z bohaterek
            reportażu czy stereotypowe podejście do kobiet kolejnego z nich).
            Nie ma potrzeby autorytarnie twierdzić, że seks nie jest podstawą
            związku- dla Ciebie nie jest, dla innych jest i tyle.
            Jeżeli dla kogoś
            > najważniejsze, co go łączy z życiowym partnerem to łóżko, to tylko
            współczuć
            > temu komuś, ale takie związki to tylko jakiś procent wszystkich
            związków.

            Współczucie zachowaj dla tych, którzy cierpią z powodu nieudanego
            życia seksualnego.
          • unknown80 Re: Wyschnięci 20.01.09, 18:11
            W wielu sprawach można się zgodzić z quant34, a nawet momentami
            uznać tę wypowiedź za błyskotliwą, z wyjątkiem fragmentu: „Jeżeli
            dla kogoś najważniejsze, co go łączy z życiowym partnerem to łóżko,
            to tylko współczuć temu komuś, ale takie związki to tylko jakiś
            procent wszystkich związków.” W tym jest już pewna przesada i
            wypowiedź ta miałaby zupełnie inny wydźwięk, gdyby to zdanie się w
            niej w ogóle nie znalazło.

            I w tym właśnie quant34 ma akurat rację – wszystko można przeinaczyć
            i wyjąć z kontekstu tak, że uzyskamy zupełnie inny sens. Gdybym
            wycięła z jego wypowiedzi to zdanie, to uzyskałabym (mniej więcej)
            potwierdzenie własnych poglądów na temat bzdur zamieszczanych czasem
            w prasie, zwłaszcza tej kolorowej (do której Wysokie Obcasy
            zaliczają się również, choć często trudno porównywać poziomy) – i
            uznała, że facet mądrze gada: bo i o tym, że najważniejsza jest
            miłość, zaufanie itd. i że czasem ludzie biorą za bardzo serio to,
            co gdzieś wyczytali i przyklejają to własnego życia, a może to
            (potencjalnie) wyrządzić im szkodę i w końcu to, że wiele z takich
            historyjek jest wyssane z palca... Choć w niektórych momentach
            padają słowa zbyt kategoryczne. Ale do rzeczy.

            Po pierwsze – artykuł Grzebałkowskiej nie jest ani dobry, ani zły.
            Po prostu nie odkrywa nic nowego i niewiele wnosi do sprawy, bo
            takich historii było już wiele. Dokładnie takich. Stąd można wysnuć
            wniosek, że może to być historia zmyślona, ale nie musi. Równie
            dobrze może to być na tyle powszechny problem, że historie takie się
            mnożą same i nie trzeba ich wymyślać. Ale to akurat, czy prawdziwa
            czy tylko prawdopodobna, moim zdaniem w tej opowieści nie jest
            najważniejsze. Natomiast, jak widać, nawet artykuł pozornie
            zwyczajny może wywołać prawdziwą burzę na forum! I co znamienne,
            większość wypowiedzi dotyczy tego, czy można być szczęśliwym w
            związku mimo nieudanego pożycia lub odwrotnie. Ale bodajże tylko
            jedna osoba zauważyła to, co pod podszewką - że tak naprawdę
            bohaterowie artykułu (zmyśleni czy nie) mają w swoich związkach
            znacznie poważniejsze problemy, niż nieudany seks. On jest tylko
            jednym z czynników - dla bohaterów ważnym, skoro dostrzegają ten
            problem przed innymi, czasem również bagatelizując pozostałe lub
            wypierając się ich. I tak na przykład - co z tego, że
            Agnieszce „kiedy [Marek] zbliżał się do niej, włoski stawały (…)
            dęba na rękach. Wystarczyło, żeby dotknął ją palcem, a gdzieś w
            czubku głowy świdrowało jej podniecenie…”, skoro nie potrafił się
            całować, nie uznawał seksu oralnego, nie kupował kwiatów, dochodził
            w 3 minuty nie bacząc na nią, nie celebrował świąt, nie prawił
            komplementów etc… A wszystko to było dla niej ważne. Część z tych
            wad wyszła zapewne na jaw dopiero po ślubie, ale niektóre były znane
            Agnieszce od zawsze, choćby to, że nie umiał się całować. Można by
            rzec, że sama sobie winna wychodząc za mąż za człowieka, który nie w
            pełni jej odpowiadał, ale to byłoby zbytnie uproszczenie. Każdy ma
            prawo zmienić zdanie, zdziwić się czymś, czego wcześniej nie
            zauważał, uświadomić sobie pewne sprawy, gdy minie faza zauroczenia
            (nawet, gdy trwa to jak w jej przypadku 4 lata czy więcej), zacząć
            odczuwać pewne potrzeby bardziej intensywnie z biegiem czasu
            (zwłaszcza potrzeby seksualne u każdego z nas zmieniają się falami,
            o tym wie każdy kto miał biologię w szkole), a także zacząć się na
            to żalić i szukać rozwiązania problemów. Choćby w seksie
            pozamałżeńskim. Choć lepiej oczywiście byłoby znaleźć inne wyjście.
            A jeszcze lepiej byłoby w ogóle umieć się we wszystkim dogadać i
            nigdy nikogo nie krzywdzić, w tym również siebie. Ale tak się chyba
            nie da, można się co najwyżej starać. Bo tacy po prostu jesteśmy –
            omylni i zmienni. A jednocześnie wszyscy pragniemy szczęścia i
            spełnienia, choć dla każdego z nas wyraża się ono inaczej.

            I tu dochodzę do sedna sprawy – związek może być szczęśliwy bez
            seksu, o ile obydwoje są w nim szczęśliwi i go nie potrzebują, a
            jednocześnie nie mają innych większych problemów. Albo może opierać
            się wyłącznie na seksie, jeżeli obydwojgu na niczym więcej nie
            zależy i tyle im wystarcza. Dlatego zawsze na ten i wiele innych
            tematów będzie tyle opinii, ilu jest ludzi. Znacznie gorzej rzecz
            się ma, gdy zdania w obrębie związku są mocno podzielone. Nie tylko
            na temat seksu, na jakikolwiek temat tak naprawdę. Do zainicjowania
            związku, który będzie pełen pasji, wystarczy iskra i związki wielu z
            nas tak właśnie się zaczęły. Ale żeby z tej iskry był płomień, a w
            końcu potężne ognisko (np. domowe) - to już trzeba czegoś więcej.
            Ogniska mają też to do siebie, że czasem gasną, czasem zamieniają
            się w stabilny żar, z którego zawsze można z powrotem wzniecić
            solidny ogień, a czasem tlą się i kopcą i nie zawsze da się określić
            dlaczego. W przypadku „wygasania” oczywistym jest, że to brak tlenu,
            ale co jest tym tlenem w danym związku, to czasem nie wiemy nawet w
            odniesieniu do własnych związków, a często też nie zastanawiamy się
            nad tym, dopóki go nie zabraknie (co już ktoś trochę mniej
            metaforycznie tu napisał).

            Do quant34: Wysokie Obcasy to akurat prasa wyższego lotu, więc
            miejmy nadzieję, że nie przeczyta tego artykułu „jaki naiwny i nagle
            go "oświeci", że przecież jest nieszczęśliwy bo pisali w gazecie, że
            bez udanego seksu związek jest do niczego”. A jeśli taki się trafi,
            to na głupotę nie poradzisz, więc nie martw się na zapas :)
            Czasem jednak zdarza się, że ludzie nie do końca uświadamiają sobie,
            co ich dręczy i nawet banalny z pozoru artykuł (w tym wypadku
            artykuł bez morału, więc tym bardziej uniwersalny - i tu się pan
            niestety mylisz w obawach, że namiesza on komuś w głowie), może
            czasem w pewnym sensie pomóc uruchomić szare komórki czytelnika,
            który zada sobie pytanie: jak to jest ze mną? Ale przecież nie
            koniecznie dać gotową odpowiedź. Super byłoby, gdyby wszystko co
            znajdujemy w prasie było „oświecone” - same dobre a zarazem
            uniwersalne rady i historie (nie)prawdziwe - gdzieś pomiędzy prawem
            do szczęścia (w tym również wolnej miłości czy wręcz wyuzdanego
            seksu 20h/d), a wyższymi wartościami z dekalogiem włącznie… Ale do
            tego wszyscy dziennikarze musieliby być przynajmniej mądrzy. A na to
            nie licz. A jeszcze wspanialej byłoby, gdyby każdy człowiek umiał
            właściwie ocenić i wyważyć to, co czyta…
            Myślę jednak, że większość z nas czyta takie artykuły z czystej
            ciekawości, a nie w poszukiwaniu złotego leku na własne problemy.
            Tego niestety też być pewna nie mogę, a jedynie mieć nadzieję.

            Jedno jest pewne – seks to zawsze gorący temat, choćby tylko do
            dyskusji ;)
          • banzai123 Re: Wyschnięci 21.01.09, 22:23
            > No to już wiem kto je wymyśla :) Odpowiadając na Twoje pytanie,
            jestem pewny
            > nieautentyczności takich historii ponieważ znam osobiście
            człowieka, który
            > trudni się zawodowo ich wymyślaniem. Jednak nie dla GW, ale dla
            pewnego
            > popularnego pisemka dla kobiet.

            Co to za argument? Czyli to, że w jakimś pisemku ktoś wymyśla
            historie oznacza, że wszystkie reportaże są zmyślone?

            Napisanie akurat tego tekstu z głowy, to by była duża sztuka. Czytam
            dużo reportaży i uwierz, że zmyślony tekst zwykle bardzo łatwo
            rozpoznać.

            Uwierz też, że są ludzie, dla któych seks jest bardzo ważny, a jego
            brak frustrujący - także w udanym pod innymi względami związku. Ja
            np. nie mógłbym żyć z oziębła dziewczyną, choćby nie wiem jak
            wspaniała była. Znam też jednek osoby (obu płci) dla których seks
            mógłby nie istnieć i jest ok - po prostu ludzie są różni, chyba
            warto to zaakceptować.
          • yanoosh111 Re: Wyschnięci 22.01.09, 08:40
            Pracuję w Sądzie i wiem z jakimi historiami spotykają się ludzie pracujący w
            sekcji rodzinnej (zajmującej się rozwodami). Życie CZĘSTO przerasta fantazję
            pisarza :/
          • tetsujin Re: Wyschnięci 22.01.09, 08:56
            quant 34, wychodzisz z założenia, że skoro Ty nie uważasz tego za problem, to to
            problemem nie jest. Skro Ty nie znasz ludzi z takimi problemami tekst jest
            fikcją. Może więcej otwartości?

            Piszesz, że znasz "wymyślaczy". A skąd oni biorą tematy? Wymyślają wszystko z
            głowy, czy też uogólniają prawdziwe ciężkie sytuacje? Zdejmij klapki z oczu i
            rozejrzyj się. Taki jest świat.

            Ja np. miałem problem taki jak wspomniany w jednym z postów, a odwrotny z
            treścią artykułu: świetny seks, ale niewiele wspólnego poza nim. Miłość
            (uczucie) i seks nie wystarczyły by stworzyć udany długotrwały związek. I jest
            to druga strona medalu sytuacji z tekstu.

            I nawet jeżeli osoby są fikcyjne, to artykuł jest zlepkiem prawdziwych sytuacji
            i ludzkich nieszczęść. Trzeba poruszać takie tematy, a nie zamykać się w kruchcie.
      • prosty_facet Re: Wyschnięci 19.01.09, 11:27
        quant34 napisał:

        > Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
        > prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat
        > pewny.


        To nie bądź taki pewny ;-) Ciekawe co robi Twoja żona / mąż jak Ty masz takie
        podejście do sexu ;-) Obyś się nie zdziwił jak się okaże że jednak sex jest
        ważny w jej / jego życiu - ale nie z Tobą ... ;-)
      • dr_after Re: Wyschnięci 19.01.09, 13:10
        > Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
        > prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat
        > pewny.

        życia nie znasz. Takich i podobnych historii znam wieeele. Autentycznych. Czesc
        nawet z autopsji.

        > Nie mniej jednak uważam za szkodliwe produkowanie artykułów (ten
        > nie jest przecież pierwszy) wmawiających ludziom, że pożycie seksualne jest
        > "fundamentem" związku albo, że bez satysfakcji seksualnej jesteśmy "wypaleni"

        Po raz kolejny: życia nie znasz. I idealizujes. Seks jest fundamentem związku.
        To on i horomony z nim związane wzmagają przywiązanie. Bez niego związek
        wysycha. To fakty. I nie umniejsza to w niczym cudowności uczuc. Są one po
        prostu mocniej związane z fizjologią, niż idealisci skłonni byliby sądzić.
      • kamil.jach Re: Wyschnięci 22.01.09, 09:18
        quant34 napisał:

        > Ciekaw jestem kto im wymyśla te historie. Bo, że nie są to żadne wyznania
        > prawdziwych ludzi, ale fikcyjne imiona i fikcyjne historie, to jestem akurat
        > pewny.

        Brednie
    • kapitan.kirk Wyschnięci 18.01.09, 21:52
      "Babcia zawsze powtarzała Annie, że mężczyźni to plaga, którą należy
      wytępić. Dziadka porzuciła po pięciu latach małżeństwa. Mama
      uważała, że babcia ma rację. Anna nie wie, co o mężczyznach sądził
      jej tato. Zginął w wypadku, gdy miała dwa lata."

      Dlaczego więc właściwie się dziwi, że w seksie się jej nie układa?
      Zabrzmi to brutalnie, ale szczerze mówiąc dziwne byłoby raczej,
      gdyby działo się odwrotnie...
      Pzdr
    • fistach2000 Wyschnięci 18.01.09, 21:57
      no cóż, gdzie jest powiedziane że z mężem ma byc do końca zycia tak
      bosko i z gesią skórką jak podczas pierwszych chwil znajomości? W
      końcu gdyby mąż miał byc też i kochankiem, to po co te dwa
      okreslenia:)?
    • m.klimas Wyschnięci- te brednie to eksperyment społeczny? 18.01.09, 22:45
      mam kilka spostrzeżeń do tego reportażu, które powiązane są z podobnymi odczuciami przy okazji wcześniejszych artykułów.

      1) juz dawno stwierdzono, iż bedaca bytem samym sobie służącym socjologia przestała być nauką, a stała się sztuką doboru próby, układania pytań i wyciągania zaskakujących wniosków, wszystko to w otoczce "prawdy naukowej" -socjologia tworzy mity
      2) niektórzy, uważając za moralne i normalne, manipuluja danymi, nazywając to "Eksperymentem społecznym". W ramach niego kreatywnie czytane ankiety z tendencyjnymi pytaniamidaja wyniki, których oczekiwał twórca badań - potwierdzaja jego swiatopogląd
      3) Światopogląd badacza staje się bronią w walce o rzeczywistość, często badacz, używając swego autorytetu chce wprowadzić zmianę społeczną, w jego odczuciu konieczną dobra i potrzebną.
      4) wychodzi na to, iż socjologia i socjologizujący dziennikarze starają się uprawiać inżynierię społeczną, przejmujac- przynajmniej w sposób tekstualny - władze nad rzeczywistością.
      5) ostatnie artykuły ukazujące się w ramach GW wraz z jej przyległościami wykazują iż:
      a) grupa dziennikarzy zamieszcza artykuły cytując pojedyncze wwiady nie będace wykładnią ogółu społeczeństwa.
      b) w tych artukułach wykazują jakii panuje w Polsce zaścianek obyczajowy, jak to polka, która jest mądrzejsza, dyskryminowana jest przez faceta - mamuta z PRL-u
      c) zawładnięcie rzeczywistoscią polega na manipulowaniu danymi - artykuły sprawiają wrażenie że opisywana rzeczywistość jest w każym polskim domu - uogulnienie maksymalne
      d) artykułem stara sie zmienić polską rzeczywistość na lepsze, widać tu dązenie do zmian, wg. autorów tekstów prowadzących do polepszenia zycia ludzi, a w szczególności polskich kobiet.
      e0niestety zamiast prawdziwych badań funduje się czytelnikowi nowoczesny mit o uciskanym ciemym ludku, któremu GW stara się dać kaganek oświaty i wyrwać z okowów ciemnoty,zacofania, w jakim się znajduje.
      e) ten mit widać gołym okiem, przez co GW staje się niewiarygodna, bo mityzujaca rzeczywistość


      • thegreatmongo Co ty w ogole piszesz!!!??? 18.01.09, 22:57
        To jest tekst o ludziach z problemami w lozku. Moze tobie nie zalezy na
        partnerce i nie zastanawiasz sie nad seksem, ale wiekszosc z nas przezyla w
        swoim zyciu problemy na tym tle. I wiesz co nie jest to problem latwy, bo po
        pierwsze prawie z nikim o tym nie pogadasz, po drugie nie wiesz czy da sie to
        wszystko zmienic.

        Dobrze, ze Gazeta o tym pisze.

        Ale oszolomy jak ty wszedzie beda szukac spisku Masonow, Zydow czy czego tam
        jeszcze. Rece opadaja, polski zascianek
          • maruda.r Re: Aha bo mi sie przypomnialo nie sadzicie, ze t 19.01.09, 05:26
            thegreatmongo napisał:

            > problemy maja podloze w polskim braku wychowania seksualnego w szkolach? Ludzie
            > totalnie nie maja pojecia o potrzebach drugiej plci w lozku itp i czesto sie
            > nawet nad tym nie zastanawiaja.

            ****************************

            Przede wszystkim powinni zastanowić się nad sobą, a potem nad innymi.

        • czarnymak @thegreatmongo: Re: Co ty w ogole piszesz!!!??? 19.01.09, 23:00
          thegreatmongo napisał:

          > To jest tekst o ludziach z problemami w lozku. Moze tobie nie zalezy na
          > partnerce i nie zastanawiasz sie nad seksem, ale wiekszosc z nas przezyla w
          > swoim zyciu problemy na tym tle. I wiesz co nie jest to problem latwy, bo po
          > pierwsze prawie z nikim o tym nie pogadasz, po drugie nie wiesz czy da sie to
          > wszystko zmienic.
          >
          > Dobrze, ze Gazeta o tym pisze.
          >
          > Ale oszolomy jak ty wszedzie beda szukac spisku Masonow, Zydow czy czego tam
          > jeszcze. Rece opadaja, polski zascianek

          1) wiem o czym jest ten tekst
          2) jestem naukowcem
          3) prowadze badania w tej tematyce
          4) mam rzetelne dane tego problemu
          5) nie piszę histerycznych artykółów
          6) wiem, jak się rezyseruje zmioanę społeczną
        • m.klimas Re: Co ty w ogole piszesz!!!??? 19.01.09, 23:14
          Witam!
          Wiem o czym pisze.
          Prywatnie nie mamy z tym żadnych problemów, jesteśmy wykształconymi ludźmi znającymi nasze potrzeby, nzającymi i kochającymi siebie nawzajem.

          co do sytuacji w Polsce, to artykuły powinny być pisane w tej materii przez badaczy-naukowców, powinny opierać się na szerokich badaniach naukowych, a nie na listach do redakcji GW. Tio nie chodzi mi o spisek, tylko o nieprofesjonalne zachowanie sie GW - to zbyt delikatny temat, by wchodzić polakom do łóżka nie wiedzac ( z badań) co tak na prawdę się tam dzieje i jaka jest rzeczywistość i świadomość społeczna. Jeśli wiedzę naukową opartą na badaniach społeczeństwa zastępuje się listami od sfrustrowanych czytelników i czytelniczek, to nie jest to pełen obraz rzeczywistości tylko propaganda - niestety!!
          • sir_fred Re: Co ty w ogole piszesz!!!??? 20.01.09, 12:54
            Nóż się w kieszeni otwiera. To już nie wolno napisać o jakimś wycinku
            rzeczywistości, bez opatrzenia go sążnistym komentarzem, że oczywiście nie mówi
            się tu o wszystkich Polakach, a prawdopodobnie nawet nie o większości. "Palenie
            tytoniu powoduje raka i choroby serca" po prostu ...
      • ledzeppelin3 Re: Wyschnięci- te brednie to eksperyment społec 19.01.09, 12:50
        Oczywiście, ludziska czują, że artukul jest dla nich i o nich, to
        trzeba podważyć "metodyke":P
        To nie rozprawa dokrtorska, tylko artykuł reportażowy, wyluzuj

        Podśmiardujesz patriarchalno-rydzykowskimi pogladami typu "tyle lat
        ludziska po wsiach dzieci robili, baby nie wiedziały co to orgazm,
        więc nie musiały zdradzać pierdołowatych mężów którym nie stawał,
        chłopy na oral latali do prostytutek i dobrze było, a teraz panie,
        sodomia, gomoria i HIV"
        • m.klimas Re: akurat jestem liberalnym naukowcem 19.01.09, 23:25
          akurat jestem liberalny, lecz martwi mnie sposób, w jaki wprowadza sie dyskusję społeczną na ten temat. Rozumiem, że są ludzie którzy mają problem. Jednak gorący temat w GW nie zmieni tak na prawdę ich sytuacji - musiałyby pary przeczytać ten artykół, dojść do wniosku, że to jednak ich problem, zaakceptować swoje błędy i przejsć do ciągu małych zmian, które wyprowadziłyby ich na prostą. Jednak po przeczytaniu artykułu wielu okopie sie przy stanowisku, że wina leży po tej drugiej stronie - to nie zmieni swiadomości społecznej. Jedyny plus to to, iż zaczynamy o tym mówić, dyskutowac - więc może powstanie rozsądny zespół zajmujący sie tym problemem
          • maruda.r Re: akurat jestem liberalnym naukowcem 20.01.09, 11:09
            m.klimas napisał:

            > akurat jestem liberalny, lecz martwi mnie sposób, w jaki wprowadza sie dyskusj
            > ę społeczną na ten temat. Rozumiem, że są ludzie którzy mają problem. Jednak go
            > rący temat w GW nie zmieni tak na prawdę ich sytuacji

            *****************************

            Ależ zmieni - poszukają sobie nowych partnerów nie oglądając się na przesądy.

          • ufo64 Re: akurat jestem liberalnym naukowcem 21.01.09, 16:39
            to jest jeszcze demokracja, nie państwo wyznaniowe, choć część
            liberalnych ich zdaniem naukowców (albo raczej naukawców!),
            chciałaby inaczej. Zabranianie laikom zabierania głosu pod pozorem,
            że nie maja merytokratycznego (fachowego) przygotowania to stara
            autorytarna zagrywka. Nie wierzę w wasz liberalizm - nie wiecie tak
            naprawdę (m.klimas) również, co to jest. Wasze słownictwo was
            zdradza - posttotalitarny katolicyzm to wasza ideologia
      • monster1972 napisales wypracowanie cale.. jedno pytanie zadam 21.01.09, 16:10
        czy nie uwazasz, ze mnostwo ludzi ma/mialo/bedzie mialo takie
        wlasnie problemy jak opisane w tekscie?

        osobiscia znam kilka takich par... a i sam mialem taki zwiazek
        kiedys...

        po co dorabiasz ideologie do prostego tekstu o problemach
        wynikajacych z niedopasowania potrzeb seksualnych

        Polak-ateista

        ps. i jakie "programowanie zmiany" masz na mysli... znaczy co? tek
        tekst czemus sluzy poza zwroceniem uwagi na problem? czemu? ma
        sprawic, ze ludzie beda sie zdradzac na potege? rozwodzić po 3
        latach?

        sorry, ze jednak wiecej pytan, ale bardzo ciekaw jestem, jakiż to
        masonski spisek wykryles za tym tekstem

        ps2. i nie wyjezdzaj mi tu ze swoimi tytulami, pracami itp... pisz
        prosto na pytania,...
      • ech_1 Re: Wyschnięci 21.01.09, 17:36
        kkapiotrek napisał:

        > takie to prawdziwe, po prostu - a ja myślałem, że jestem sam.
        > cieszy przynajmniej to, że nie tylko ja mam takie problemy

        Nie jestes sam. W takim razie witaj w klubie. Ja juz powiedzialam mu, ze zrywam.
        Dzieki Bogu nie doszlo to za daleko... Ale bol jest.
    • wifan jestem jak Pawel z Kasia ale 19.01.09, 08:09
      30 lat po slubie, moje zycie osobiste to katastrofa, dzieci dorosle,
      poza domem ale w domu zero uczucia, zero wspolzycia a potrzeby,
      jeszcze, sa! Pawel! uciekaj jak najdalej, zapomnij o tej kobiecie i
      sprobuj znalesc swoja druga polowe, na pewno jest! kobiety nie sa
      takie jak Kasia, sa uczuciowe, wrazliwe, swiadome swoich potrzeb,
      poszukaj!
      • 4rocco Re: jestem jak Pawel z Kasia ale 19.01.09, 21:23
        No tak ,Paweł poleciał na urode Kasi (trza sie dowatosciować bo w
        liceum to bał się nawet podejść) zakochał sie (tak mu się
        przynajmniej zdawało)mial już wszystko a tu sie okazuje ze Kasia ma
        defekt taki , zjakis powodów seks nie sprawia ku przerazeniu
        bohatera ..że on ma dopiero 32 lata czy iles i co tak do końca
        życia !!!!a mialo być jak w bajce z długonogą brunetką z marzeń ,tak
        kiedys nieosiągalną.Ale przecież defekt mogl rownie dobrze polegac
        na czym innym np.ciężkiej chorobie np. rak
        (mastektonia ),schizofrenia albo prozaiczna nadwaga po dzieciach
        albo starość a może znuzenie po latach (ostrzegam cholernie często
        sie przytrafia) .Ale co tam , wprawdzie wziął slub ( o prrzeppraszam
        na skutek szantażu), chłop się nawet wysilił cos tam po próbował od
        strony technicznej nie zadziałało do seksuologa wysłał na 15tą ale
        sam to już z nią się nie udał bo wiadomo jej problem.Krótko mówiąc
        cały ten długonogi ideał szlag tafił!!!To trzeba wymienić na nowy
        model.Ludzie zabawa w małzeństwo nie jest dla gó...arzy ani tych 6
        lat ani 30 poślubie.
          • twojabogini Re: i tu z pomoca przychodza kochanki 29.05.09, 11:14
            pawciu2 napisał:

            > no, tylko u nas- jeszcze istnieje stereotyp - kocha, to tylko ze
            > mna. A jak chce sie po prostu rozerwac?

            Jak ktoś się chce rozerwać, to nie musi brać ślubu - zwłaszcza
            kościelnego. Może się rozrywać do woli, nikogo przy tym nie raniąc.
            Może zawrzeć kontrakt cywilny, założyć konkubinat, ale oznajmić
            wczesniej partnerce/partnerowi, jakie lubi rozrywki. Obłuda,
            kłamstwo i zdrada są czynami degradującymi.
    • bada62 Wyschnięci 19.01.09, 10:05
      Nie zgadzam się z tymi z Was, którzy uważają, ze wszystko to wymyślone ani z tymi, którzy problem umniejszają. Czy takie artykuły albo komentarze pod nimi zmienią nasze zycie? Myślę, że nie. Jeśli ktos ma fobie z dzieciństwa, problem z komunikacją, utrwalone przez lata błędy w kontaktach z partnerem i wiele innych, takie artykuły nie zmienią jego zycia. Jednak uświadomią, że to nie tylko osobisty problem, że są inni i jest ich wielu, którzy borykają się z tym, ze chcieliby zmienić coś w swoim zyciu. Zwróccie uwagę, ze ludzie, których tu autor opisuje (nawet jeśli ich wymyślił) chcą być ze swoimi partnerami, nie idą za głosem popędu, nie rujnują domu. Ale martwią się tym, ze ich seksualność albo zamiera albo nigdy nie byli w swoich związkach sobą. Wartość takiego artykułu upatruję w tym, ze choć niektórzy zastanawią się, zatrzymają, a może pomyślą, że może jednak mozna coś jeszcze w ich związkach zmienić. Tu nie ma gotowych recept. Ale na nic, co jest bolączką emocjonalną, nie znajdzie się recepty czytając artykuł, książkę czy słuchając o problemach innych.
      • july-july Re: Wyschnięci 19.01.09, 11:07
        A ci, którzy piszą, że seks nie jest jednym z fundamentów związku
        chyba nigdy nie byli w związku z kiepskim seksem. A w czymś jeszcze
        tudniejszym - w związku w którym grało wszystko oprócz seksu - już
        na pewno. Bo kiedy masz dwadzieściapare lat, chcecie się pobrać i
        wyobrażasz sobie, że do końca zycia tak bedzie - bo jeśli wychodzisz
        za mąż to z naiwnym założeniem, że do końca życia i nie po to by
        zdradzać - to stwierdzasz, że to iż wszystko inne pasuje nie
        wystarczy. A jeśli przez kilka lat nie udało sie zlikwidować
        problemu to taka przyszłość cie czeka. Jak u Pawła i Kasi. Albo
        można sie rozstać. I to chyba najczęściej jest o wiele lepsze
        wyjście.
        • bada62 Re: Wyschnięci 19.01.09, 11:23
          Pewnie to prawda, ze rozstanie bywa najlepszym wyjściem. Nie zawsze jednak ma się odwagę: są dzieci na przykład, więc się czeka, aż sie usamodzielnią albo jest strach przed zwyczajna biedą i zapewne co człowiek to inny powód, by nie podejmowac decyzji o rozstaniu. Poza tym, jak słusznie zaznaczasz, problem wówczas wielki, gdy poza seksem wszystko prawie gra. Myślę jeszcze , że problem wysychania jest najdotkliwszy, gdy następuje stopniowo, że kiedyś było fajnie, lepiej albo gdy tylko jeden z partnerów żył w przekonaniu, ze jest świetnie, a drugi nie chcąc ranić bądź ze strachu o utratę uczucia nie przyznawał się, że nie czuje się spełniony. Gdy po latach zaczyna mieć dość udawania, przemilczania i dociera świadomość, ze tak naprawdę z poczucia obowiązku wobec drugiego człowieka czuje się zaniedbany, niespełniony, to wówczas trudno oprzeć się przekonaniu, ze może utraciło cos najważniejszego w zyciu
      • bada62 Re: Wyschnięci 19.01.09, 12:28
        To pewnie temat na rozprawę doktorską. Tak w zasadzie pod wielkim tytułem
        dlaczego ludzie mają zahamowania. Dlaczego tak często nie umieją wyrażać uczuć.
        I to nie tylko w relacjach partnerskich ale także dzieci-rodzice na przykład.
        Dlaczego nie powiemy swojemu szefowi co o nim myślimy jest łatwe do
        wytłumaczenia. Ale już dlaczego kochanemu człowiekowi nie umiemy powiedzieć
        (albo nie chcemy, nie mamy odwagi itd)że coś nam się w nim nie podoba, coś nas
        drażni, męczy, ze w czymś jest niedoskonały ? Co człowiek z takim problemem to
        odpowiedź bedzie inna
      • maruda.r Re: Wyschnięci 20.01.09, 11:17
        halev napisał:

        > Czytałam ten artykuł i byłam przerażona. Dlaczego ludzie nie potrafią ze sobą
        > rozmawiać???

        **********************************

        Bo podświadomie zdają sobie sprawę, że niczego w ten sposób nie osiągną. Kiedy
        jest zadowolenie, to rozmowa nie jest potrzebna. Kiedy go brak, to zgłębianie
        przyczyn czy doskonalenie techniki są najczęściej tylko stratą czasu.



        • halev Re: Wyschnięci 21.01.09, 21:41
          Myślałam ogólnie o rozmowach w związku, a nie tylko tych o problemach w łóżku.
          Kiedy w łóżku jest źle, to znaczy, że cały związek kuleje.
    • horatio_valor Wyschnięci 19.01.09, 14:17
      Artykuł niewątpliwie prawdziwy.

      Ja widzę przyczynę tak.

      My po prostu za długo żyjemy. Ewolucja w ciągu ostatnich kilkuset tysięcy lat
      przygotowała nam psychikę do życia 30-40 lat. Ludzie zaczynali reprodukcję w
      wieku ok. 15 lat, po 30. byli już starcami i umierali. Mężczyzna reprodukował
      się poligamicznie lub promiskuistycznie przez jakieś 10-15 lat, podczas gdy
      kobieta była mocno zajęta rodzeniem i wychowywaniem potomstwa, żeby zdążyć
      przygotować do reprodukcji nowe pokolenie przed śmiercią.

      Ewolucja wyposażyła nas więc w siłę zainteresowania jednym partnerem na taki
      mniej więcej czas. Jednak teraz żyjemy dłużej, no i okazuje się, że możemy
      prowadzić życie seksualne nie 5-10 lat, tylko np. 20. Siłą rzeczy nudzimy się
      sobą po kilku latach, przestajemy być dla siebie atrakcyjni. Nasi praprzodkowie
      byli już w tym wieku albo nieaktywni, albo nieżywi, a my się zmagamy z nadmiarem
      możliwości...
      • bada62 Re: Wyschnięci 19.01.09, 14:46
        Horatio, to tez prawda. W sytuacjach gdy przez kilka, czy nawet kilkanaście lat
        między partnerami jest ok, a potem nagle albo ewoluując zainteresowanie spada,
        zgadzam się z Tobą, że taki własnie mechanizm jest prawdopodobny. Bywa jednak
        tak, jak napisałam w moim poprzednim poście, ze tylko jedno z partnerów uważa,
        ze wszyskto ok, a drugie całymi latami nie przyznaje się, że nie jest mu dobrze.
        Z czasem zaczyna pokazywać zniechecenie, rozczarowanie. Wtedy ten z partnerów,
        który nie miał świadomosci, że coś jest nie tak , zaczyna czuć się odrzucony.
        Efekt jest taki sam: białe małżeństwo lub sporadycznie spotykające się w łóżku.
        A wszystko to, tak naprawdę z braku umiejętności komunikowania się zaraz na
        początku związku, w czasie budowania go.
        • horatio_valor Re: Wyschnięci 29.01.09, 13:43
          > Bywa jednak tak, jak napisałam w moim poprzednim poście, ze tylko
          > jedno z partnerów uważa, ze wszyskto ok, a drugie całymi latami
          > nie przyznaje się, że nie jest mu dobrze

          Masz rację. Ja jednak zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy, trudno
          dostrzegalny z perspektywy młodego człowieka (a nim w większości tu jesteśmy -
          bo chyba się nie pomylę, jeśli założę, że dyskutanci na tym forum oscylują wokół
          średniej wieku 30 lat). Chodzi mi o to, że seks w trakcie życia człowieka
          systematycznie przesuwa się w dół w skali hierarchii wartości. Dla 18-letniego
          mężczyzny może być priorytetem numer 1, 50 lat później raczej na pewno tak nie
          jest.

          Dlatego nawet pary, które są ze sobą od wielu lat, mogą być obustronnie
          szczęśliwe mimo braku seksu. Coś, co doskwiera jeszcze człowiekowi 40-letniemu,
          może być okolicznością marginalną dla 70-latka, który za to bardziej będzie
          sobie cenił święty spokój, bezpieczeństwo, zaufanie, wygodę czy wspólne
          zainteresowania.
      • echtom Sporo racji w tym, co piszesz 19.01.09, 16:27
        a jednak zdarzają się małżeństwa, które prowadzą udane życie seksualne przez
        40-50 lat. Sama znam kilka takich par (a raczej znałam, bo byli z roczników
        bardzo przedwojennych). Zdaję sobie sprawę z tego, że to rzadkość, ale dowodzi,
        że takie zjawisko jest w ogóle możliwe. I było możliwe w czasach, gdy nikt nie
        mówił o wychowaniu seksualnym w szkole ani nie było viagry. Ciekawy byłby
        reportaż na ten temat, ale życie seksualne osób starszych jest u nas tematem
        tabu. Czytałam mnóstwo wywiadów z parami, które przeżyły zgodnie kilkadziesiąt
        lat razem, ale w żadnych z nich nie padło nawet słowo o seksie. A szkoda, bo to
        właśnie oni znają sekret długiego, szczęśliwego życia małżeńskiego we wszystkich
        jego aspektach.
        • neptus Re: Sporo racji w tym, co piszesz 20.01.09, 13:27
          Jedyny rozsądny głos w tej dyskusji. Z tym, że długoletnie pożycie
          to jeszcze niekoniecznie szczęśliwe. Często to tylko presja
          środowiska, bo inaczej nie wypada, bo kościół, bo sąsiedzi, bo
          rodzina itp. Na złotym weselu nie mówi się przecież o kochankach,
          łzach, frustracjach i depresjach. Prawdą jest natomiast, że seks
          jest w opinii społecznej sprawą młodych, o ludziach starszych w tym
          kontekście sie nie mówi, dla wielu to jest "nieestetyczne". A to z
          wiekiem nie przemija i wiele par do końca długiego życia, jeśli nie
          przeszkodzi choroba, uprawia udany, satysfakcjonujący seks.
          Nie wolno zamykać oczu na problemy ale też należy podawać przykłady
          pozytywne.
      • iluminacja256 BZDURY 20.01.09, 19:08
        My po prostu za długo żyjemy. Ewolucja w ciągu ostatnich kilkuset
        tysięcy lat
        > przygotowała nam psychikę do życia 30-40 lat. Ludzie zaczynali
        reprodukcję w
        > wieku ok. 15 lat, po 30. byli już starcami i umierali.
        Mężczyzna reprodukował
        > się poligamicznie lub promiskuistycznie przez jakieś 10-15 lat,
        podczas gdy
        > kobieta była mocno zajęta rodzeniem i wychowywaniem potomstwa,
        żeby zdążyć
        > przygotować do reprodukcji nowe pokolenie przed śmiercią.


        Chłopie, przepraszam, ze tak piszę, ale wypisujesz BREDNIE.
        Zarówno te o 30 letnich starcach(!), którzy umierali , jak te o
        poligamii, oraz jak te o intensywnym wychowywaniu dzieci przez matki
        przez 15 lat .

        Wiesz ile lat mmusieli mieć geronci w radzie starszych w Grecji?
        Powyzej 60 lat. Wiesz ile lat musieli mieć senatorowie w Rzymie ?
        Co najmniej 45 lat.

        30 letni starcy to moze istnieli wsród Śłowian zapieprzajacych po
        lasach w V wieku, ale to wynikalo tylko z poziomu rozwoju ich
        kultury i cywilizacji. Dla Rzymian Słowianie rzeczywiscie byli
        czymś gorszym od zwierząt ze względu na swój wygląd, zachowanie i
        całokształt...

        CZYTAJCIE LUDZIE!
        Ile kultur, tyle zachowań seksualnych i to zmieniajacych sie w ciągu
        lat.

        Mieszczański wzorzec XIX sto wieczny, który wbito wam do głowy - on
        pracuje i kopuluje, ona siedzi w domu i wychowuje dzieci a kopuluje
        tylko dla dzieci istnial ZALEDWIE przez 100 lat wsród dwóch wartsw
        społecznych!

        Wczesniej wsród arystokracji matki prawie nie widywały swoich dzieci
        od pewnego wieku! Nie karmiły, bo miały od tego mamki, nie
        opiekowały się nimi, bo tym zajmowały się bony ,dzieci wysyłano do
        szkoł przy konwiktach albo do szkół zeńskich przy klasztorach.
        Ojcowi kontakt z dziecmi mieli jeszcze mniejszy , a i malzeństwa nie
        mieszkaly ze sobą w blokach w m4 widując sie na co dzien.

        Co więcj - małzeństwa aranzowano - niejednokrotnie to stary dziad i
        młodziutka dziewczyna , która miała na boku kochanków wsród
        męzowskich podwładnych.

        małzeństwo BYLO kontraktem dla RODZIN i rodów , nie dla seksu i
        namiętnosci przez całe zycie.






        • iluminacja256 Re: BZDURY 20.01.09, 19:20
          Aha, dodam tylko, ze nie chciałam Cię obrazić, po prostu szlag mnei
          trafia, jak czytam takie torie socjobiologiczne, które nie mają
          wiele wspólnego z rzeczywistoscią

          Trzeba zdawać sobie sprawę z jednego - LUDZIE nigdy nie zyli tak,
          jak my teraz . Jeszcze 130 lat temu wyjazd z Warszawy do Zakopanego
          to była wielka wyprawa kilkudniowa w dzicz z małą wiochą. A kilka
          wieków temu, jak chłop był rycerzem , to jego babka zostawała sama
          nieraz na 6 lat - 8 lat, az wreszcie brala sobie nowego , bo o
          tamtym w swiecie słuch zaginał. Roszada ludzi była o wiele większa
          niż dzisiaj - ludzie nie tkwili w jednym mażłeństwie przez całe
          zycie i nie umierali wraz z 25 rokiem zycia, dozywali spokojnie
          50tki, ale zazwyczaj ich partnera wczesniej trafiał szlag, wiec
          brali nowego - i dotyczy to zarówno kobiet umeirajacych w połogach,
          jak i męzczyzn umierających w bitwach.

          Jedyną wielką czystę w populacji przynosiły zarazy i glodne lata -
          ale to tez zazwyczaj albo wsród chłopów, albo wsród niewolników.

          Drabina społeczna wyuglądala na tyle inaczje, ze nie ma tego jak
          porówanć z XXI wiekiem.
          • tetsujin Re: BZDURY 22.01.09, 09:32
            Oboje z jednej strony macie rację i się mylicie :)
            1. Rzeczywiście i w Rzymie i w Grecji tak było.
            ALE:
            Jaki odsetek ludności stanowili ci ludzie? Nie mówiąc już od ludzkości jako całej?
            2. Iluminacja, piszesz głownie o szlachcie, stanowiącej max 10% społeczeństwa.
            Reszta... cóż była 30 letnimi starcami.
            3. Pożycie faktycznie zaczynało się wcześniej.
        • horatio_valor Re: BZDURY 29.01.09, 13:27
          Przepraszam, ale zastanów się nad tym, co piszesz. A najpierw nad tym, co czytasz.

          Ludzie jeszcze kilka tysięcy lat temu przeżywali 30-40 lat, trochę więcej w
          milszym klimacie, trochę mniej w mniej miłym, ale tak mówi archeologia,
          poczytaj. Nie mówię o starożytności ani o epokach, co do których mamy dane
          historyczne! Cywilizacja to zaledwie ostatnia chwilka w historii człowieka.
          Człowieka biologicznie identycznego z nami - podkreślę.

          Ile kultur? Też nie do końca, pewne wzorce są jednak stałe (i wiązanie ich
          wyłącznie z kulturą mieszczańską XIX wieku to dopiero upraszczanie i duby
          smalone!), ale ja nie o tym pisałem! Mówiłem o czasach, o których nie wiemy, czy
          w ogóle była jakaś kultura, a jeśli była, to jak wyglądała. Nie wiemy, bo nikt
          wtedy nie umiał pisać, żeby nam o tym opowiedzieć.

          Powtarzam: czasy, kiedy jako ludzie żyjemy w warunkach jakiejkolwiek
          cywilizacji, to zaledwie ostatnie ok. 5 tysięcy lat (przyjmując bardzo grubą
          tolerancję, bo taki czas dotyczy właściwie Chin, Szumeru czy Egiptu, a nie
          dzikich puszcz nadwiślańskich). O jakiejkolwiek kulturze możemy mówić dopiero od
          jakich 100-50 tys. lat, a Homo wyewoluował 2,6-2 mln lat temu. Tak że zwróć
          łaskawie uwagę na skalę czasową.
      • monster1972 troche to prawda, ale nie cała:) 21.01.09, 15:39
        jest jeszcze jeden aspekt.. chyba wazniejszy

        roznorodnosc genetyczna, ktora jest motorem napedowym rozwoju
        gatunku a czasem wrecz warunkuje jego przetrwanie, bo wpływa na
        zdolnosci do przystosowania...

        człowiek nie jest monogamiczny... to wymysł cywilizacji

        biologicznie itp.. jestesmy nastawieni na maks 5-7 lat i "zmiana
        banana":)

        dziecko odchowane w miare... mozna zrobić nowe.. z innymi genami...

        to dlatego nam się nudzą nawet najpiekniejksze panny... a im nawet
        najlepsi kochankowie

        ot, jakby niektorzy nie wiedzieli, jestesmy zwierzętami

        a całe bajdurzenie o bogu itp.. mozna sobie wsadzić



        Polak-ateista
        • twojabogini Re: troche to prawda, ale nie cała:) 29.05.09, 11:43
          monster1972 napisał:

          > jest jeszcze jeden aspekt.. chyba wazniejszy
          > roznorodnosc genetyczna, ktora jest motorem napedowym rozwoju
          > gatunku a czasem wrecz warunkuje jego przetrwanie, bo wpływa na
          > zdolnosci do przystosowania...

          Takich teorii w stosunkowo krótkiej historii nauki było setki,
          podobną ich liczbę obalono. Teraz jest moda na "samolubne geny",
          albo na "memy" wskazywane jako źródło instynktu reprodukcji. Twoja
          teoria schodzi już do lamusa.

          > człowiek nie jest monogamiczny... to wymysł cywilizacji

          Człowiek może być i monogamiczny i poligamiczny. Instytucja
          małżeństwa monogamicznego jest tak stara jak ludzkość, podobnie jak
          poligamia (męska i żeńska). W czasach dziesiejszych to bardziej
          kwestia wyboru jednostki.

          > biologicznie itp.. jestesmy nastawieni na maks 5-7 lat i "zmiana
          > banana":)
          > dziecko odchowane w miare... mozna zrobić nowe.. z innymi genami...

          Jeśli ktoś wierzy w twoją teorię różnorodnośći biologicznej to
          zrobi, tak jak piszesz. Jeśli ktoś wierzy w Boga w wersji rzymsko-
          katolickiej to machnie bobaska swojej "starej" żonie. To nie kwestia
          instynktów, tylko wiary. Ateiści też są ludźmi wierzącymi. Tylko
          wierzą w inne bajki.

          > to dlatego nam się nudzą nawet najpiekniejksze panny... a im nawet
          > najlepsi kochankowie

          Uroda przemija i jeśli na tym opiera się fascynacja kobietą, to jest
          to przyczyną rozstania samą w sobie. Jeśli kobietę fascynuje
          mężczyzna, bo jest dobrym kochankiem, to on się jej znudzi - nawet
          najlepsze techniki są powtarzalne. Jeśli fascynacja opiera się na
          patrzeniu na osobę jako na całość, a decyzja o stworzeniu
          monogamicznego związku jest przemyślana i dojrzała - fascynacja może
          trwać całe życie. Jakie znudzenie po latach? Jeśli uważnie
          obserwujesz swojego partnera i pozwalasz mu na rozwój - to widzisz,
          że on się zmienia. Nawet w skali roku. Zawsze jest czas na
          zaskoczenie drugą osobą, odkrycie czegoś jeszcze. Chyba, że ludzie
          wpadną w stereotypy: mąż żona, mama, tata i zaczną siebie nawzajem
          postrzegać przez pryzmat określonych ról.

          > ot, jakby niektorzy nie wiedzieli, jestesmy zwierzętami

          Tyle, że zwierzęta działają pod wpływem instynktu, jak gatunek jest
          monogamiczny, sa monogamiczne, jak poligamiczny - poligamiczne itp.
          My mamy swobodę wyboru. Ludzie mogą bzykać się jak króliki, wybrac
          model małżeństwa kruków itp.
          > a całe bajdurzenie o bogu itp.. mozna sobie wsadzić

          Podobnie jak bajdurzenie o sile napędowej różnorodności genetycznej
          gatunku. Myslałeś o czymś takim będąc z kobietą?

          > Polak-ateista
    • gretagarbo13 Wyschnięci 19.01.09, 14:40
      czytam ten artykul i widze tam odbicie siebie, mojego mezczyzny i
      naszego pseudo "zwiazku".Czuje sie bezsilna, bo probowalam juz i
      namawiac na terapie, ale bezskutecznie:( Kocham ta osoba, a
      jednoczesnie wiem, ze nie chce tak zyc...
    • myfanawy Kiedy seks już nas nie łączy 19.01.09, 15:42
      Mnie ten artykul nie dziwi.

      Po sobie i swoich znajomych widze, jak wiele "dobrego" przyniosl nam kompletny
      brak wychowania seksualnego. Dorosli ludzie, z duzego miasta, a czesto nie
      potrafia rozmawiac z partnerem o swoich potrzebach. Nie umieja nazywac czesci
      ciala bez nerwowego chichotania albo uzywania niesmacznych wulgaryzmow. Maja
      problemy, ale nie wiedza, ze mozna je rozwiazywac wiec latami pielegnuja swoje
      niezadowolenie i rosnaca niechec do seksu. Mezczyzni nie rozumieja kobiecej
      seksualnosci a kobiety maja liczne blokady, bo cale zycie uczono je byc
      Grzecznymi Dziewczynkami. Generalnie - paranoja.
    • magdalaena1977 Wyschnięci 19.01.09, 19:17
      > Poza nią świata nie widziałem, przez sześć lat naszego
      > związku nawet nie zatańczyłem z inną kobietą.
      Co za cham !
      Nie cierpię takich facetów, którzy taniec traktują jako publiczne uprawianie
      seksu, a nie normalną towarzyską aktywność. On tańczy tylko z żona, a to, że na
      weselu są samotne ciocie czy kuzynki, to nie jego sprawa.
      • mika.urb Re: Wyschnięci 19.01.09, 22:48
        Dokładnie, co za cham! :). Przykro mi, że troszkę nie na temat ale
        dla mnie to jak czytanie własnego pamiętnika. Kocham męża ale powoli
        dojrzewam do odejścia, gdyż białe małżenstwo jest nie do wytrzymania
        na dłuższą metę. Pozdrawiam.
      • rikol Re: Wyschnięci 20.01.09, 17:56
        Do tego mial pretensje do zony, ze orgazmu nie udaje. No coz, takie historie to
        spelnienie marzen kosciola - ludzie nie potrafia czerpac przyjemnosci z seksu,
        najtanszej z dostepnych przyjemnosci. Wierza w jakies bzdury, ze jakos tam to
        jest grzech i ida sie z tego spowiadac, zalosne po prostu. sfrustrowanymi i
        glupimi latwiej kierowac. Potem moga sobie gratulowac wyzszosci moralnej, ze
        cale zycie spedzili z kims, kogo nie kochali i w ogole bylo beznadziejnie. Ale
        co tam, ksiadz pochwali, ze w sakramencie zyli.

        Dopoki w szkole nie bedzie sie dzieci uczylo szacunku do ciala, plci przeciwnej
        i ludzi w ogole oraz rozmowy, asertywnosci, to bedzie tak, jak opisano w
        artykule: tysiace nieszczesliwych ludzi, nie potrafiacych mowic o swoich
        potrzebach, nie znajacych swojej fizjologii, winiacych za niepowodzenia druga
        strone. Za stan zwiazku odpowiedzialni sa oboje - dopoki tego nie zrozumieja,
        lepiej nie bedzie. Jesli ktos odmawia seksu, to jest to oznaka glebszego
        problemu - fizycznego lub psychologicznego (np. nie kocha juz partnera, moze
        kocha kogos innego itd.).

        Mam zreszta wrazenie, ze te postaci sa wymyslone, ale 'reportaz' porusza wazny
        problem.
        • twojabogini Re: Wyschnięci 29.05.09, 12:27
          rikol napisała:

          > No coz, takie historie to spelnienie marzen kosciola - ludzie nie
          >potrafia czerpac przyjemnosci z seksu.
          To nie jest prawda. Sięgnij do źródeł - dokumentów zawierających
          oficjalne stanowisko kościoła. Nie tylko seks w małżeństwie uznaje
          się w KK za ważny i stanowiący istotny element więzi, ale nie ma też
          specjalnych ograniczeń co do zachowań. Szanowane jest prawo
          małżonków do decyzji, co do liczby potomstwa.

          >Wierza w jakies bzdury, ze jakos tam to jest grzech i ida sie z
          >tego spowiadac, zalosne po prostu.
          Z seksu w małżeństwie nie trzeba się spowiadać. Z przedmiotowego
          traktowania małżonka jak najbardziej (np. pretensji do zony, że nie
          udaje).

          >Potem moga sobie gratulowac wyzszosci moralnej, ze cale zycie
          >spedzili z kims, kogo nie kochali i w ogole bylo beznadziejnie.
          Doktryna kościoła katolickiego zakłada miłość pomiędzy
          małżonkami. Zawarcie małżeństwa bez miłości (dla majątku, seksu
          itp.) jest jedną z podstaw stwierdzenia niezaistnienia małżeństwa,
          jako, że wola deklarowana nie jest zgodna z wolą rzeczywistą osoby
          oświadczającej.

          Można być antyklerykałem, ale jak mawia profesor Bieleń "wroga
          trzeba znać". Nie krytykuj czegoś, czego nie znasz.
          Od moherów też nie musisz mi jechac, nawet jesli cię najdzie ochota,
          bo moherem nie jestem. Żyję po swojemu i daję żyć innym - po
          ichniemu.
    • pinup zenada 19.01.09, 19:25
      dorosli ludzie, ktorzy nie potrafia ponosic konsekwencji swoich
      wyborow i decyzji. wiaza sie z kims, z kim od poczatku nie jest im
      dobrze i placza nad zmarnowanym czasem.
      niestety zycie to nie bajka. nie mozna miec wszystkiego. chcesz miec
      poczucie bezpieczenstwa - nie mozesz miec fajerwerkow. masz
      fajerwerki - nie wiadomo czy go/ja jeszcze zobaczysz. samo zycie.
      kazdy niesie swoj krzyz.
      • bada62 Re: jak zwykle winni się wyłącznie faceci 19.01.09, 21:41
        Nie uważam, ze winni są faceci. Tu trudno mówić o czyjejś winie. Raczej odpowiedzialności i ona rozłożona jest po równo między oboje partnerów. Ktos ma jakieś blokady, ktoś ich nie rozumie. Ktoś ma kłopot ze swoimi emocjami, ktoś na czas tego nie zauważa. Ktoś ma problem ze sobą i nie umie poprosić o pomoc, ktoś nie umie tej pomocy udzielić.....Tam gdzie para tam wspólna odpowiedzialność za kształt wspólnego życia
      • myfanawy Re: jak zwykle winni się wyłącznie faceci 20.01.09, 09:19
        > Standard medialny do którego niestety zaczynam się przyzwyczajać. Niestety.

        Ciekawe, ja zrozumialam, ze ten mezczyzna zrobil naprawde duzo, moze wiecej niz
        wiele innych facetow na jego miejscu ? Zamiast ja odrazu zdradzac zrozumial, ze
        jest problem i postanowil im/jej/sobie pomoc. Wiecej, co jakis czas sugerowal
        jej, ze jest to dla niego wazna sprawa, co jest zadkoscia. Ale kobieta
        najwyrazniej albo ignorowala to z wygody albo faktycznie miala za duzo problemow
        ze soba. Smutne dla ich obojga.
        • rikol Re: jak zwykle winni się wyłącznie faceci 20.01.09, 18:03
          Ja mysle, ze na terapie powinni isc oboje, a nie tylko kobieta. Co z tego, jesli
          u obojga wszystko fizycznie jest w porzadku, jesli nie potrafia sie dogadac?
          Jesli facet karmil dziewczyne tekstami, ze seks oralny to tylko dziwki
          uprawiaja, to nie powinien sie dziwic, ze ona z nim nie chce seksu. Powinien isc
          z nia razem do seksuologa czy terapeuty malzenskiego i probowac odkrecic
          zniszczenia, jakie w niej dokonal. Powinien tez zastanowic sie nad soba - jaka
          korzysc daje mu przekonanie, ze porzadna kobieta nie robi tego czy tamtego...
          Ano taka, ze ma zone w szachu i moze zawsze powiedziec, ze ona porzadna kobieta
          nie jest - a akurat dla niej jest to wazne.
    • m.klimas Wyschnięci- potrzeba badań, a nie listów do GW 19.01.09, 23:19
      By przeprowadzić zmianę, nie wystarczą listy do GW i artykuły o nich.
      potrzeba badań naukowych o kondycji Polskiego społeczeństwa w poruszanym problemie.
      potrzebne są działania, które w sposób miarodajny i rzeczywisty pomogą ludziom.
      Akcje te nie moga być przeprowadzane na zasadzie taniej gazetowej sensacji w Dużym Formacie.

      Nie jestem zwolennikiem akci "Na Hura" bo tskie mogą wiele szkód narobić
      można zerwać "dzikim zachodem" i wprowadzić nową jakość, czyli długofalowe programy społeczne a nie "szybkie akcje" GW - to nie powstanie, to problem społeczny
      • july-july Re: Wyschnięci- potrzeba badań, a nie listów do G 20.01.09, 08:19
        Bardzo dobrze, że powstają artykuły o sprawach na temat ktorych
        ludzie nie potrafią rozmawiać nawet w najbliższym gronie. Dzięki
        temu ktos może, cos sobie uswiadomoć, zastanowic sie nad swoim
        życiem, dowiedzieć sie, że nie on jeden na świecie ma taki problem.
        Ale jeśli poza pomysłem na badania naukowe i programy społeczne
        (baaardzo nierealna koncepcja, z wielu powódów - od specyfiki
        polskiego spoleczeństwa po finansowe aspekty) masz środki i zarys,
        plan na przeprowadzenie tej rewolucji, a nie tylko uważasz, ze
        artykuly sa be i krytykujesz na zasadzie "jestem madrzejszy", to
        przyklaskuję.
    • puuchatek Wyschnięci 20.01.09, 12:12
      "Do łóżka poszli na trzeciej randce tylko dlatego, że tak wypadało."

      No tak, a teraz się dziwią, że jestjak jest. Sorry za truizmy, ale jek sie idzie do łóżka "bo tak wypada" (bo głupio nie pójść, bo preska otoczenia, bo "jak długo można chodzic ze sobą i nie..." etc.) - a nie z autentycznej miłości (tak, częścia autentycznej miłości jest też namiętność...), to czemu się dziwicie?
    • unknown80 Kiedy seks już nas nie łączy 20.01.09, 18:50
      W wielu sprawach można się zgodzić z quant34, a nawet momentami
      uznać tę wypowiedź za błyskotliwą, z wyjątkiem fragmentu: „Jeżeli
      dla kogoś najważniejsze, co go łączy z życiowym partnerem to łóżko,
      to tylko współczuć temu komuś, ale takie związki to tylko jakiś
      procent wszystkich związków.” W tym jest już pewna przesada i
      wypowiedź ta miałaby zupełnie inny wydźwięk, gdyby to zdanie się w
      niej w ogóle nie znalazło.

      I w tym właśnie quant34 ma akurat rację – wszystko można przeinaczyć
      i wyjąć z kontekstu tak, że uzyskamy zupełnie inny sens. Gdybym
      wycięła z jego wypowiedzi to zdanie, to uzyskałabym (mniej więcej)
      potwierdzenie własnych poglądów na temat bzdur zamieszczanych czasem
      w prasie, zwłaszcza tej kolorowej (do której Wysokie Obcasy
      zaliczają się również, choć często trudno porównywać poziomy) – i
      uznała, że facet mądrze gada: bo i o tym, że najważniejsza jest
      miłość, zaufanie itd. i że czasem ludzie biorą za bardzo serio to,
      co gdzieś wyczytali i przyklejają to własnego życia, a może to
      (potencjalnie) wyrządzić im szkodę i w końcu to, że wiele z takich
      historyjek jest wyssane z palca... Choć w niektórych momentach
      padają słowa zbyt kategoryczne. Ale do rzeczy.

      Po pierwsze – artykuł Grzebałkowskiej nie jest ani dobry, ani zły.
      Po prostu nie odkrywa nic nowego i niewiele wnosi do sprawy, bo
      takich historii było już wiele. Dokładnie takich. Stąd można wysnuć
      wniosek, że może to być historia zmyślona, ale nie musi. Równie
      dobrze może to być na tyle powszechny problem, że historie takie się
      mnożą same i nie trzeba ich wymyślać. Ale to akurat, czy prawdziwa
      czy tylko prawdopodobna, moim zdaniem w tej opowieści nie jest
      najważniejsze. Natomiast, jak widać, nawet artykuł pozornie
      zwyczajny może wywołać prawdziwą burzę na forum! I co znamienne,
      większość wypowiedzi dotyczy tego, czy można być szczęśliwym w
      związku mimo nieudanego pożycia lub odwrotnie. Ale bodajże tylko
      jedna osoba zauważyła to, co pod podszewką - że tak naprawdę
      bohaterowie artykułu (zmyśleni czy nie) mają w swoich związkach
      znacznie poważniejsze problemy, niż nieudany seks. On jest tylko
      jednym z czynników - dla bohaterów ważnym, skoro dostrzegają ten
      problem przed innymi, czasem również bagatelizując pozostałe lub
      wypierając się ich. I tak na przykład - co z tego, że
      Agnieszce „kiedy [Marek] zbliżał się do niej, włoski stawały (…)
      dęba na rękach. Wystarczyło, żeby dotknął ją palcem, a gdzieś w
      czubku głowy świdrowało jej podniecenie…”, skoro nie potrafił się
      całować, nie uznawał seksu oralnego, nie kupował kwiatów, dochodził
      w 3 minuty nie bacząc na nią, nie celebrował świąt, nie prawił
      komplementów etc… A wszystko to było dla niej ważne. Część z tych
      wad wyszła zapewne na jaw dopiero po ślubie, ale niektóre były znane
      Agnieszce od zawsze, choćby to, że nie umiał się całować. Można by
      rzec, że sama sobie winna wychodząc za mąż za człowieka, który nie w
      pełni jej odpowiadał, ale to byłoby zbytnie uproszczenie. Każdy ma
      prawo zmienić zdanie, zdziwić się czymś, czego wcześniej nie
      zauważał, uświadomić sobie pewne sprawy, gdy minie faza zauroczenia
      (nawet, gdy trwa to jak w jej przypadku 4 lata czy więcej), zacząć
      odczuwać pewne potrzeby bardziej intensywnie z biegiem czasu
      (zwłaszcza potrzeby seksualne u każdego z nas zmieniają się falami,
      o tym wie każdy kto miał biologię w szkole), a także zacząć się na
      to żalić i szukać rozwiązania problemów. Choćby w seksie
      pozamałżeńskim. Choć lepiej oczywiście byłoby znaleźć inne wyjście.
      A jeszcze lepiej byłoby w ogóle umieć się we wszystkim dogadać i
      nigdy nikogo nie krzywdzić, w tym również siebie. Ale tak się chyba
      nie da, można się co najwyżej starać. Bo tacy po prostu jesteśmy –
      omylni i zmienni. A jednocześnie wszyscy pragniemy szczęścia i
      spełnienia, choć dla każdego z nas wyraża się ono inaczej.

      I tu dochodzę do sedna sprawy – związek może być szczęśliwy bez
      seksu, o ile obydwoje są w nim szczęśliwi i go nie potrzebują, a
      jednocześnie nie mają innych większych problemów. Albo może opierać
      się wyłącznie na seksie, jeżeli obydwojgu na niczym więcej nie
      zależy i tyle im wystarcza. Dlatego zawsze na ten i wiele innych
      tematów będzie tyle opinii, ilu jest ludzi. Znacznie gorzej rzecz
      się ma, gdy zdania w obrębie związku są mocno podzielone. Nie tylko
      na temat seksu, na jakikolwiek temat tak naprawdę. Do zainicjowania
      związku, który będzie pełen pasji, wystarczy iskra i związki wielu z
      nas tak właśnie się zaczęły. Ale żeby z tej iskry był płomień, a w
      końcu potężne ognisko (np. domowe) - to już trzeba czegoś więcej.
      Ogniska mają też to do siebie, że czasem gasną, czasem zamieniają
      się w stabilny żar, z którego zawsze można z powrotem wzniecić
      solidny ogień, a czasem tlą się i kopcą i nie zawsze da się określić
      dlaczego. W przypadku „wygasania” oczywistym jest, że to brak tlenu,
      ale co jest tym tlenem w danym związku, to czasem nie wiemy nawet w
      odniesieniu do własnych związków, a często też nie zastanawiamy się
      nad tym, dopóki go nie zabraknie (co już ktoś trochę mniej
      metaforycznie tu napisał).

      Do quant34: Wysokie Obcasy to akurat prasa wyższego lotu, więc
      miejmy nadzieję, że nie przeczyta tego artykułu „jaki naiwny i nagle
      go "oświeci", że przecież jest nieszczęśliwy bo pisali w gazecie, że
      bez udanego seksu związek jest do niczego”. A jeśli taki się trafi,
      to na głupotę nie poradzisz, więc nie martw się na zapas :)
      Czasem jednak zdarza się, że ludzie nie do końca uświadamiają sobie,
      co ich dręczy i nawet banalny z pozoru artykuł (w tym wypadku
      artykuł bez morału, więc tym bardziej uniwersalny - i tu się pan
      niestety mylisz w obawach, że namiesza on komuś w głowie), może
      czasem w pewnym sensie pomóc uruchomić szare komórki czytelnika,
      który zada sobie pytanie: jak to jest ze mną? Ale przecież nie
      koniecznie dać gotową odpowiedź. Super byłoby, gdyby wszystko co
      znajdujemy w prasie było „oświecone” - same dobre a zarazem
      uniwersalne rady i historie (nie)prawdziwe - gdzieś pomiędzy prawem
      do szczęścia (w tym również wolnej miłości czy wręcz wyuzdanego
      seksu 20h/d), a wyższymi wartościami z dekalogiem włącznie… Ale do
      tego wszyscy dziennikarze musieliby być przynajmniej mądrzy. A na to
      nie licz. A jeszcze wspanialej byłoby, gdyby każdy człowiek umiał
      właściwie ocenić i wyważyć to, co czyta…
      Myślę jednak, że większość z nas czyta takie artykuły z czystej
      ciekawości, a nie w poszukiwaniu złotego leku na własne problemy.
      Tego niestety też być pewna nie mogę, a jedynie mieć nadzieję.

      Jedno jest pewne – seks to zawsze gorący temat, choćby tylko do
      dyskusji ;)
    • thornup Kiedy seks już nas nie łączy 21.01.09, 14:24
      Niestety, jagorsze to jest to jak sobie czowiek uświadomi w jakim jest położeniu. Mam ten problem w moim małżeństwie. Kochamy się z żoną raz na dwa-trzy-cztery miesiące. Moje rozmowy z nią na ten temat kończą się tak , że nie ma czasu, albo jest zmęczona. Jak jeszcze pracowała w innej firmie i miała nienormowany czas pracy, przez 2 lata nie byłem w stanie jej namówić do seksu w ciagu dnia. Zawsze miała inne rzeczy do zrobienia. Ostatni raz próbowałem w sylwestra, i nic z tego nie wyszło. Ktoś może sobie powiedzieć, że jest źle, ja wiem, ale powiem wam jedno. Nie zostawię moich dzieci, córki i synka. Nie mam innej rodziny, więc oni są dla mnie całym światem. Moim zamierzeniem jest tak żyć, aby kiedyś nad moim grobem , bez zastanowienia dzieci mogły wypowiedzieć takie słowa "miałem/am wspaniałego ojca, dużo mnie nauczył". Widzę po sobie, że świat bez seksu , jest szary i "niefajny". Każdy z nas ma jakiś "wentyl bezpieczeństwa". Odpowiedziałem sobie na pytanie czy jakbym poznał odpowiednią kobietę, czy zrobiłbym skok w bok? Tak, ale nie na złość żonie, tylko może po to aby choć na chwilę być "w innym świecie, takim trochę magicznym". Nie przenoszę problemów z pracy na grunt domowy, nie krzyczę, sprzątam, robie kolacje, czasami obiady. Oceniam siebie raczej pozytywnie, a to że w innych sprawach mi się nie układa, cóż każdy z nas ma jakiś "kamień do wtoczenia pod górę". Szanujcie swoich partnerów!
    • euro67 Kto ich tak skrzywdzil? 21.01.09, 15:36
      Kto tak skrzywdzil tych ludzi, ze uwierzyli ze seks jest wskaznikiem
      poziomu milosci? Seks nie jest i nie powinien byc "malzenskim
      obowiazkiem", a pikantrnym dodatkiem (i tylko dodatkiem!) dodajacym
      milosci smaku! Jesli para z tych czy innych powodow tego dodatku nie
      stosuje lub nie potrzebuje, dalaczego uwazac ze milosc sie
      skonczyla. To strasznie degradujace milosc podejscie do sprawy.
      Przypominam najlepsza jak na dzis definicje milosci autorstwa Ericha
      Fromma, milosc opiera sie na 4 filarach: poznanie, poszanowanie,
      troska i odpowiedzialnosc. Jest w nich takze miejsce na seks, ale
      nie na sile, nie traktowany zadaniowo bo jest skutkiem a nie
      srodkiem do milosci! Ludzie opamietjcie sie, nauczcie sie najpierw
      rozmawiac ze soba o waszych uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach i
      nauczcie sie siebie sluchac nawzajem. Kazdy problem, ktory nie jest
      problemem organicznym (od tego jest wiagra), da sie rozwiazac chocby
      terapia. Nie niszczcie zycia sobie i drugiej osobie z powodu
      wyimaginowego niedoboru seksu!
      • ech_1 Re: Kto ich tak skrzywdzil? 21.01.09, 17:21

        Czy ty w ogole wiesz, o czym piszesz? Widac nie masz tego problemu. Milosc ok.
        Ale jesli czujesz, ze nie krecisz swojego faceta, bo w ogole nie ma na ciebie
        ochoty, to jest dramat. Uwierz mi. A najgorzej jest wowczas, jak druga strona
        nie widzi problemu a ty masturbujesz sie caly czas, bo na niego nie mozesz liczyc.

        Jesli ogladasz film, w ktorym para sie kocha namietnie, czy caluje, to ci sie
        chce plakac! Z bezsilnosci.

        euro67 napisał:

        > Kto tak skrzywdzil tych ludzi, ze uwierzyli ze seks jest wskaznikiem
        > poziomu milosci? Seks nie jest i nie powinien byc "malzenskim
        > obowiazkiem", a pikantrnym dodatkiem (i tylko dodatkiem!) dodajacym
        > milosci smaku! Jesli para z tych czy innych powodow tego dodatku nie
        > stosuje lub nie potrzebuje, dalaczego uwazac ze milosc sie
        > skonczyla. To strasznie degradujace milosc podejscie do sprawy.
        > Przypominam najlepsza jak na dzis definicje milosci autorstwa Ericha
        > Fromma, milosc opiera sie na 4 filarach: poznanie, poszanowanie,
        > troska i odpowiedzialnosc. Jest w nich takze miejsce na seks, ale
        > nie na sile, nie traktowany zadaniowo bo jest skutkiem a nie
        > srodkiem do milosci! Ludzie opamietjcie sie, nauczcie sie najpierw
        > rozmawiac ze soba o waszych uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach i
        > nauczcie sie siebie sluchac nawzajem. Kazdy problem, ktory nie jest
        > problemem organicznym (od tego jest wiagra), da sie rozwiazac chocby
        > terapia. Nie niszczcie zycia sobie i drugiej osobie z powodu
        > wyimaginowego niedoboru seksu!
        • welcometopoland Re: Kto ich tak skrzywdzil? 21.01.09, 18:55
          ech_1 napisała:


          > Czy ty w ogole wiesz, o czym piszesz? Widac nie masz tego problemu. Milosc ok.
          > Ale jesli czujesz, ze nie krecisz swojego faceta, bo w ogole nie ma na ciebie
          > ochoty, to jest dramat. Uwierz mi. A najgorzej jest wowczas, jak druga strona
          > nie widzi problemu a ty masturbujesz sie caly czas, bo na niego nie mozesz licz
          > yc.
          >
          > Jesli ogladasz film, w ktorym para sie kocha namietnie, czy caluje, to ci sie
          > chce plakac! Z bezsilnosci.


          napisz lepiej do mnie priv - pomozmy sobie :)
          Mojej zonce wisi jak sie masturbuje ale porno wolno mi ogladac tylko noca w
          innym pokoju gdy ona spi ..
        • mahadeva Re: Kto ich tak skrzywdzil? 22.01.09, 11:12
          gdyby bylo wzajemne zrozumienie i troska, nie byloby takich
          problemow w zwiazku
          moj facet mnie w ogole zle trakuje i tez odmawia seksu i musze sie
          mastrubowac i sypiac z kolegami
          ale podstawa jest brak empatii i optymizmu z jego strony, w innych
          wazniejszych sferach to tez sie ujawnia
    • lolek_do_kfadratu No cóż... 21.01.09, 16:32
      "Delikatnie dotykał jej pleców, a kiedy Anna strącała bez słowa jego
      dłoń, zasypiał bez skargi. Nie chcąc urazić żony, czekał miesiącami,
      aż sama zainicjuje. - A ja nie miałam na to odwagi - mówi Anna. -
      Wydawało mi się to niegodne kobiety. Leżałam więc na swojej stronie
      łóżka, płakałam cicho i zastanawiałam się, dlaczego, do cholery, on
      nie chce się ze mną kochać."
      Kobiety są jednak głupie...
    • j23plpol Kretynizmy GW 21.01.09, 16:58
      "W liceum nawet na niego nie spojrzała. Dopiero przed maturą
      wyznała, że zawsze się jej podobał i że właśnie z nim chciała
      przeżyć swój pierwszy raz". ZAWSZE jej sie podobal, a ponoc piekna
      czekala az 4 lata by z nim porozmawiac. Glupia albo meczennica.

      "A już na pewno nikt nigdy Pawła nie uświadamiał seksualnie". Dobre
      sobie. W dobie pornosow, internetu, filmow na kazdym rogu...,
      kolegow. GW jak zwykle nawet bajek pisac nie umie.

      "Ale nie umie powiedzieć, czy seks z nimi należy uznać za udany". A
      umie powiedziec jak ma na imie?.

      "Paweł myślał stereotypowo, że seks oralny wymyślił przemysł porno i
      porządne dziewczyny nie robią takich rzeczy". W takim razie jest
      kretynem i zalosnym abnegatem.

      "Już zaczynali się kochać, kiedy ona zrywała się z łóżka i
      sprawdzała, czy drzwi są zamknięte na klucz. Albo nagle w trakcie
      stosunku pytała: 'Wziąłeś przedtem prysznic?'". Doprawdy para wiecej
      niz idealna. Kretyn i meczennica.

      "Ani razu nie miała ze mną orgazmu. Nawet nie udawała!". Rewelacja,
      nawet nie udawala. I tak zyli sobie kretyn i meczennica az do
      smierci. Trzeba sie w zyciu jednak wiele uczyc. Przede wszystkim jak
      byc szczesliwym.

      "Pokutował we mnie stereotyp, że mężczyzna ma zawsze ochotę, a
      kobieta nigdy nie chce". To nie stereotyp, to debilizm. I to pisze
      dorosly czlowiek. Albo dorosly wymyslony przez GW.

      "W końcu seks się uprawia, a nie o nim gada". Jasne. Jaki jest
      najwiekszy stopien bezmozgowia?

      "Poza nią świata nie widziałem, przez sześć lat naszego związku
      nawet nie zatańczyłem z inną kobietą". No to juz jest patologia.

      "Nazwałem to 'syndromem rodzinnego domu'". Nie, to syndrom polskiego
      chorego katolicyzmu.

      "Wcześniej nie pytałem po stosunku, czy było jej dobrze, bo uważałem
      to za prostackie". Tacy tez musza zyc, jesli Bog ich stworzyl.

      "Wiedza, którą posiadłem, z jednej strony rozwinęła mnie jako
      kochanka i człowieka, ale z drugiej strony przeraziła". Trrzeba bylo
      zaczac czytac kilkanascie lat wczesniej. Na glupote lekarstwa jak
      widac nie ma.

      I te swiatle jak cala GW przemyslenia, ta glebia, ta cala
      pseudointelekualna otoczka...Tak prymitywny gosc i takie madre
      refleksje. Chyba jednak ladna bajeczka dla grzecznych starszych
      dzieci przed snem.
      • ech_1 Re: Kretynizmy GW 21.01.09, 17:30
        j23plpol napisał:


        > I te swiatle jak cala GW przemyslenia, ta glebia, ta cala
        > pseudointelekualna otoczka...Tak prymitywny gosc i takie madre
        > refleksje. Chyba jednak ladna bajeczka dla grzecznych starszych
        > dzieci przed snem.

        Duzo z tych debilnych tekstow niestety slysze od swojego faceta... Wiec nie jest
        to do konca wyssane z palca.
      • twojabogini Re: Kretynizmy GW 29.05.09, 13:20
        j23plpol napisał:

        Do wszystkich jak leci się dowalasz, a ty najmądrzejszy?
        > "A już na pewno nikt nigdy Pawła nie uświadamiał seksualnie".
        > Dobre sobie. W dobie pornosow, internetu, filmow na kazdym
        > rogu..., kolegow. GW jak zwykle nawet bajek pisac nie umie.
        Mam szczerą nadzieję, że żartujesz i pornosów nie uważasz za
        materiały edukacyjne?

        > "Paweł myślał stereotypowo, że seks oralny wymyślił przemysł porno
        >i porządne dziewczyny nie robią takich rzeczy". W takim razie jest
        > kretynem i zalosnym abnegatem.
        Zajrzyj czasem do słownika, bo zdaje się, że nie wiesz co to
        abnegat. Chodziło ci o ignoranta?

        > "Pokutował we mnie stereotyp, że mężczyzna ma zawsze ochotę, a
        > kobieta nigdy nie chce". To nie stereotyp, to debilizm.
        Niestety stereotyp. Poczytaj więcej forów.Pogadaj z ludźmi.

        > "Nazwałem to 'syndromem rodzinnego domu'". Nie, to syndrom
        >polskiego chorego katolicyzmu.
        Możesz opisać szerzej ten sydrom?katolicyzm nie zabrania
        małżonkom doswiadczania miłości fizycznej, wręcz uznaje jej istotną
        rolę w tworzeniu więzi między partnerami. Katolicki małżonek nie
        oczekiwałby od żony udawania, ani też nie uważałby jej zachowań
        seksualnych za "dziwkarskie" - tylko za "ofiarowanie siebie w
        miłości".

        > "Wcześniej nie pytałem po stosunku, czy było jej dobrze, bo
        >uważałem to za prostackie". Tacy tez musza zyc, jesli Bog ich
        >stworzyl.

        Spytanie po stosunku "jak ci było" jest prostackie. Jak nie wierzysz
        załóż watek z pytaniem do kobiet. Jeśli mężczyzna jest dobrym
        kochankiem to w trakcie stosunku swiadomie postepuje tak, aby
        kobiecie było dobrze i potrafi to rozpoznać. Jak widzi, że się
        pospieszył, to nie pyta, tylko zaspokaja kobietę w inny sposób. Albo
        robi to z nią jeszcze raz.

        >Tak prymitywny gosc i takie madre refleksje.

        Pozwól, że odwrócę: taki mądry gość a takie prymitywne refleksje.





    • nowotkomarceli4 Recepta na udane małżeństwo 21.01.09, 17:09
      Kideyś byłem ślubie znajomych, którzy są protestantami.
      Po slubie pastor powiedział bardzo trafna rzecz:
      udanego małżeństwa nie ma bez trzech rzeczy: przyjaźni, zaufania
      oraz udanego seksu.
      Niedopasowanie pod względem seksu powoduje depresję.
          • monster1972 ano mało... niestety...:) 22.01.09, 07:21
            a nawet jak są, to się nie chcą ujawniac... zachowują rytuały itp..
            choć w nie nie wierzą

            mysle, ze to kwestia wychowania i zdaje się ogolnego
            braku "zdecydowania" czy odwagi u kobiet...

            a może presja spoleczna? facet ateista, to jeszcze jakos wyglada,
            ale kobieta? matka dzieciom?

            :)


            Polak-ateista

            ps. pozdrawiam z piekła:) hehehe
            • kolejnebezpoczty Re: ano mało... niestety...:) 22.01.09, 22:43
              monster1972 napisał:

              > a nawet jak są, to się nie chcą ujawniac... zachowują rytuały itp..
              > choć w nie nie wierzą

              Nie kombinuj jak koń pod górę bo sikam ze śmiechu. Ja tam się ujawnaim, ty nie.
              Z prostego powodu - nie jesteś ateuszem.

              Z resztą sam doskonale odpowiedziałeś. Akcja że 'nie chcą się ujawnaić' itd.
              >
              > mysle, ze to kwestia wychowania i zdaje się ogolnego
              > braku "zdecydowania" czy odwagi u kobiet...

              Błehehehehehe, no ty mnie ciągle bawisz! Taka książczyna jest, bodajże tytuł...
              The art of seduction, coś takiego. Ja tam coś czytałam tak z przymrużeniem oka,
              kilka rozdziałów i wyodrębniono typy seducerów. Ta kniga wskazuje na mnie jako
              na ... i tu oczywiście nie podam :-)

              No i co tam było fajnego, ze doradzają: nie próbuj uwodzić takiego samego typu
              jakim ty jesteś. Ja tam nie wiem dlaczego, mnie to śmieszy. Autor twierdzi że
              taka gra jest skazana na porażkę, ale na jakich podstawach tak twierdzi to nie
              wiem, bo nie napisał. Tylko nie bo nie :-) No w każdym razie bardzo zabawne
              rozdziały (bo mi się nie chciało całej czytać - nudna).
              >
              > a może presja spoleczna? facet ateista, to jeszcze jakos wyglada,
              > ale kobieta? matka dzieciom?

              A facet ojciec dzieciom. Nie widzę różnicy. Poza tym jesteś nędznym podszywem
              pod ateusza :-)

              >
              > :)
              >
              >
              > Polak-ateista
              >
              > ps. pozdrawiam z piekła:) hehehe

              Chyba z piekła niewiedzy! Ogólny dryf. Ale zaraz się znarowisz i mi wyjedziesz,
              że ci niewiedzę zarzucać próbuję. Stop. Niewiedza polega tylko na tym, że nie
              wiesz jak udawać ateusza!
              • monster1972 Re: ano mało... niestety...:) 22.01.09, 23:07
                > Nie kombinuj jak koń pod górę bo sikam ze śmiechu. Ja tam się
                ujawnaim, ty nie.
                > Z prostego powodu - nie jesteś ateuszem.


                Skad wiesz, ze nie jestem? Poza tym ujawniam sie... odmowilem
                wlasnemu bratu bycia chrzestnym jego dzieci.

                POnadto ja nie napisalem WSZYSTKIE... uwazam, ze tak robi WIEKSZOSC

                > >
                > > mysle, ze to kwestia wychowania i zdaje się ogolnego
                > > braku "zdecydowania" czy odwagi u kobiet...
                >
                > Błehehehehehe, no ty mnie ciągle bawisz! Taka książczyna jest,
                bodajże tytuł...
                > The art of seduction, coś takiego. Ja tam coś czytałam tak z
                przymrużeniem oka,
                > kilka rozdziałów i wyodrębniono typy seducerów. Ta kniga wskazuje
                na mnie jako
                > na ... i tu oczywiście nie podam :-)
                >
                > No i co tam było fajnego, ze doradzają: nie próbuj uwodzić
                takiego samego typu
                > jakim ty jesteś. Ja tam nie wiem dlaczego, mnie to śmieszy. Autor
                twierdzi że
                > taka gra jest skazana na porażkę, ale na jakich podstawach tak
                twierdzi to nie
                > wiem, bo nie napisał. Tylko nie bo nie :-) No w każdym razie
                bardzo zabawne
                > rozdziały (bo mi się nie chciało całej czytać - nudna).
                > >
                > > a może presja spoleczna? facet ateista, to jeszcze jakos
                wyglada,
                > > ale kobieta? matka dzieciom?
                >
                > A facet ojciec dzieciom. Nie widzę różnicy. Poza tym jesteś
                nędznym podszywem
                > pod ateusza :-)


                Ja nie mowie, jak powinno byc. Ja mowie jak jest. Kobiety sa w tym
                kraju inaczej postrzegane i juz. CHcesz walczyc z faktami?

                Walcz.. ja po prostu je widze:) i opisuje. NIe walcze.


                > >
                > > :)
                > >
                > >
                > > Polak-ateista
                > >
                > > ps. pozdrawiam z piekła:) hehehe
                >
                > Chyba z piekła niewiedzy! Ogólny dryf. Ale zaraz się znarowisz i
                mi wyjedziesz,
                > że ci niewiedzę zarzucać próbuję. Stop. Niewiedza polega tylko na
                tym, że nie
                > wiesz jak udawać ateusza!
                >


                Nie udaję....


                • kolejnebezpoczty Re: ano mało... niestety...:) 23.01.09, 17:22
                  monster1972 napisał:

                  > Skad wiesz, ze nie jestem? Poza tym ujawniam sie... odmowilem
                  > wlasnemu bratu bycia chrzestnym jego dzieci.

                  No i to ma być dowód na twój bardzo mocno domniemany ateizm? Sikam!!!
                  A skąd wiesz że ty ateistą jesteś?
                  ;-)


                  > POnadto ja nie napisalem WSZYSTKIE...
                  uwazam, ze tak robi WIEKSZOSC

                  Nom, no i ciom?

                  > Ja nie mowie, jak powinno byc. Ja mowie jak jest. Kobiety sa w tym
                  > kraju inaczej postrzegane i juz. CHcesz walczyc z faktami?

                  Eee tam Monster, nie masz monopolu na obiektywną ocenę jak kobiety są przez ogól
                  postrzegane. Tak, że fakty chture pszytaczasz są tylko 'faktami z twojej głowy.
                  Mówisz tylko za siebie... Hmmmmmmmmm, znowu sikam.


                  >
                  > Walcz.. ja po prostu je widze:) i opisuje. NIe walcze.

                  [cool] A potrafisz przewidywać przyszłość? [cool]


                  > tym, że nie
                  > > wiesz jak udawać ateusza!
                  > >
                  >
                  >
                  > Nie udaję....

                  Pomyłka, powinieneś napisać 'nie nadaję' (się na ateusza).



                  >
                  >

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka