masme
13.07.06, 00:22
od razu, z góry zastrzegam, że mam się zamiar wyżalić, więc jeśli ktoś nie ma
ochoty na czytanie tych bzdur, to niech sobie odpuści... gryzie mnie
sytuacja, w jakiej się znalazłam - poznałam super faceta, jesteśmy ze sobą
już prawie dwa lata, taki facet na całe życie... jednak z chwilą rozpoczęcia
naszej znajomości dwójka moich przyjaciół (dziewczyna i chłopak) zaczęła się
ode mnie odsuwać... siedem lat znajomości cholera wzięła; nie biorę pod uwagę
kwestii typu, czy byli to prawdziwi przyjaciele, ale strasznie mnie to teraz
dołuje, bo właściwie, poza moim lubym, jestem zupełnie sama... owszem, mam
znajomych, ale to nie są ludzie, z którymi jestem blisko, przy których mogę
się czuć prawdziwą sobą, z którymi mogę normalnie porozmawiać o tym, co mnie
męczy, boli, a co cieszy... pozostaje mi więc to forum; wiem, wiem - żałosna
jestem z tym żaleniem się, ale mój facet tego nie rozumie (od zawsze otoczony
grupą świetnych ludzi)... i pozostaję sama sobie z tym wszystkim; kurczę,
jakie to jest do bani... tak mi brak kogoś, do kogo się można zwrócić w
każdym momencie, kogoś, komu można się wypłakać, kogoś, z kim można iść
gdzieć i szaleć całą noc, kogoś, kto byłby dla mnie oparciem... żenada:( ale
teraz już niewiele mogę chyba zmienić...