Dodaj do ulubionych

Jak mam się w końcu od niego uwolnić?

14.09.06, 21:42
Nawet nie byliśmy nigdy parą - ot nieszczęśliwa miłość, która trwa 1,5 roku.
Postawił mój świat na głowie, pozwolił zrozumieć samą siebie, wspierał w
trudnych chwilach. Od początku coś zaiskrzyło, myślałam że z obu stron - jak
się okazało później (za późno) on ma wiele przyjaciółek, a tej "jedynej"
ciągle szuka.
Chyba jestem masochistką, bo utrzymuje z nim kontakt, rozmawiamy jak
przyjaciele i nic więcej, a mnie w środku pali. Jak mam się od niego uwolnić,
kiedy on ciągle do mnie powraca, sam nawiązuje kontakt. Chyba gdzieś naiwnie
wierzę, że on tez mnie pokocha (bo niby wszystkie cechy, których on szuka u
kobiety ja mam, więc...) :/
Obserwuj wątek
    • allerune Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:45
      masz dwa wyjścia, albo zaczniesz spotykać się z kimś innym i ten pierwszy
      zacznie w końcu o Ciebie walczyć, albo nie zacznie... i zostanie Ci ten inny :P
      generalnie jednak bardzo dobrze jest mieć kogoś takiego...
    • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:46
      Jest jeszcze ktoś, kto chciałby ode mnie czegoś więcej niz tylko zwykłej
      znajomości - jest wspaniały pod każdym względem, tylko że ja nic do niego nie
      czuję, więc trzymam go na dystans, żeby go nie skrzywdzić.
    • 5aga5 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:48
      A ilu ma przyjaciół, facetów?
      Tyle samo co przyjaciółek?
      A może to zwykły playboy, który ciągle szuka?
      • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:51
        Gdyby to był playboy, dawno dałabym sobie z nim spokój. Te jego przyjaźnie
        są "czyste" :/
        • 5aga5 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:52
          Jesteś pewna?
          Bo ja bym się zastanowiła.
          No to w k-cu ilu ma przyjaciół facetów?
          • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:54
            Jestem pewna na 100%

            Takich prawdziwych przyjaciół mężczyzn ma chyba 3 i ma wielu kumpli.
            • 5aga5 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:55
              No widzisz, przewaga przyjaciółek nad przyjaciółmi.
              • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 21:57
                Tylko że on jest przy tym obrzydliwe porządny :/
                • 5aga5 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 14.09.06, 22:11
                  Skoro tak sądzisz, to już nic nie piszę, bo widzę że nie ma sensu.
                  Mój też był kiedyś obrzydliwie porzadny a po czasie wszystko wylazło.
                  Powodzenia.
                  • apogeum77 chyba jestem jedną z tych przyjaciółek... 14.09.06, 22:22
                    Sytuacja IDENTYCZNA! Obrzydliwie porządny typ. Podaj jego imię!
                    • 5aga5 Re: chyba jestem jedną z tych przyjaciółek... 14.09.06, 22:27
                      Jacek Placek
                    • crazyworld Re: chyba jestem jedną z tych przyjaciółek... 14.09.06, 22:41
                      M
                      • apogeum77 heh.... :) 15.09.06, 07:37
                        To nie on. Ale wiesz, ten "mój" przyjaciel naprawdę pasuje do opisu. Czasem
                        myślę,że to jakiś masochista.Kolezanek ma kilka (4, 5?), Każda z nas miała etap
                        zakochania w nim, a facet ani drgnął. Im dłużej go znam , tym bardziej myślę,że
                        z nim jest coś nie tak. Chyba czerpie jakąś przyjemność z tego,że każda się w
                        nim podkochiwała. Sama tego nie rozumiem. Przy czym nie jesteśmy tzw. młodzieżą-
                        dorosłe konie z nas.... ehhhh... Dodam jednak,że taki przyjaciel jest mi
                        potrzebny, ja też chyba masochistką jestem...Powodzenia!
                        • crazyworld Re: heh.... :) 15.09.06, 10:41
                          >Kolezanek ma kilka (4, 5?), Każda z nas miała etap
                          >
                          > zakochania w nim, a facet ani drgnął.Chyba czerpie jakąś przyjemność z
                          tego,że każda się w nim podkochiwała.

                          Wypisz, wymaluj M.


                          Przy czym nie jesteśmy tzw. młodzieżą
                          > -
                          > dorosłe konie z nas....


                          My też już mamy trochę więcej niż 18 lat ;)


                          Dodam jednak,że taki przyjaciel jest mi
                          > potrzebny,

                          Dokładnie tak samo :((((


                          Może założymy jakiś klub masochistek ??? ;)
                          Pewnie parę jeszcze by się znalazło ;)
                        • jasny_dzien Re: heh.... :) 16.09.06, 19:30
                          Uważajcie na tych swoich niewzruszonych. Też jestem porządny i również skrzywdziłem kilka
                          przyjaciółek. Tylko dlatego, że nie mogę zapomnieć o takiej jednej pani, która kiedyś mnie opuściła. Nie
                          próbujcie ich rozkochiwać sobie
                          • likeadrum Re: heh.... :) 16.09.06, 19:49
                            a czemu cię opuściła? I czemu jej nie dało się do tej pory zastąpić?
                            • jasny_dzien Re: heh.... :) 16.09.06, 20:04
                              Bo nie dbałem o nią, jak należy, to po pierwsze. Bo coś (nowi znajomi, nowe środowisko) zakręciło jej w
                              głowie i postanowiła być konsekwentna. Bo, podobnie jak ja, jest egocentrycznym, wyniosłym i złym
                              człowiekiem. Bo poza naszym długim związkem nigdy nie miała nikogo innego? A najważniejszego
                              powodu i tak nigdy nie poznam.

                              A czemu nie dało się zastąpić? W dużej części, to jest efekt nieodpowiednich lektur w wieku dorastania
                              :)
                              Tego, że ta jedyna była również pierwszą. I czemu jeszcze nie udało się zastąpić? Właśnie przez samą
                              ideę zastępowania zamiast zrobienia miejsca dla kogoś innego, różnego, przez romantyzm, taki
                              dziewietnastowieczny, z którego nie mam zamiaru rezygnować :)
    • kleopsytra Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 11:07
      jak to przeczytałam to pomyślałam, że mam identycznego kolege, w którym swojego
      czasu tez sie podkochiwałam i pewnie dalej nie jest mi obojetny. Najlepszy
      sposób to odciąć sie od niego, jak tak zrobiłam juz jakis czas temu i teraz
      powoli mi mija. Jak go poznałam to myślałam,że tylko wobec mnie zachowuje się w
      pewien sposób (dzwoni często, zaprasza na imprezy, do domu, na piwo itd) po
      czym okazało się,że on ma kupę koleżanek, z którymi sobie na zmianę wychodzi.
      Jak sie zorientowałam to byłam trochę wkurzona ale za każdym razem jak dzwonił
      to nie potrafiłam mu odmówić bo myślałam, ze moze tym razem coś wyjdzie i
      wreszcie nastąpi jakiś przełom..ale byłam kretynką... Moja rada, zerwij z nim
      kontakty bo to toksyczny koleś (prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę i
      sprawia mu to przyjemność,że laski sie w nim kochają a on pozostaje nadal
      nieugięty)
      • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 13:21
        Jak go poznałam to myślałam,że tylko wobec mnie zachowuje się w
        >
        > pewien sposób (dzwoni często, zaprasza na imprezy, do domu, na piwo itd) po
        > czym okazało się,że on ma kupę koleżanek, z którymi sobie na zmianę wychodzi.
        >Jak sie zorientowałam to byłam trochę wkurzona ale za każdym razem jak dzwonił
        > to nie potrafiłam mu odmówić bo myślałam, ze moze tym razem coś wyjdzie i
        > wreszcie nastąpi jakiś przełom.


        Niemal identycznie :/
        Cholera - to ilu takich facetów plącze się po tym świecie?

        Ale jego trudno chyba nawet nazwać toksycznym. Próbowałam go rozgryźć i
        dochodzę do wniosku, że ma zaniżoną samoocenę i próbuje w ten sposób udowodnić
        sobie swoją wartość. Tylko, że jak przychodzi co do czego, to dalej boi się
        zacząć związek na poważnie.
        Beznadzieja :/

        • kleopsytra Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 13:49
          wiesz, ten "mój" tez raczej nie powinien mieć powodów by sie uważać za super
          samca (a uważa się za takiego), przeciętny chłopak, podejrzewam, że ma mnóstwo
          kompleksów, które stara się ukryć. A swoja drogą też M.:)
        • jammego Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 10:35
          Oj chyba wielu, bo ja też mam takiego "przyjaciela", i szczerze radzę zakończyć
          tę znajomość, oszczedzisz sobie bólu.
    • wirginiawoolf Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 17:06
      hej!

      widzę, że wszystkie mamy wspólnego "kolegę":)

      czy jedna z was to W? ja jestem M:)
      u mnie było tak: rozwijanie znajomości, z jego inicjatywy, spotkania prawie
      codziennie - i to zwykle on dzwonił lub wpadał, zawsze znajdował czas żeby
      spotkac się choć na chwilę, choćby miał zmienić wcześniejsze plany, uwagi
      kumpelek w stylu "jak on na ciebie patrzy...", "on wszędzie za tobą łazi".
      Faktycznie, łaził za mną wszędzie, aż po pewnym czasie stalo się naturalne, że
      zabierałam go na wszelkie spotkania ze znajomymi. Wszędzie i zawsze był ze mną,
      wtopił się w mój świat i stał się jego naturalną częścią, traktowałam go jak
      brata, przyjaciela, choć w gruncie rzeczy to ja dawałam, ufalam mu, opowiadałam
      o sobie - on słuchał, nigdy nie odpowiadał, wchłaniał moje opowieści, moje
      emocje, jak gąbka. Myślałam, że za tym milczeniem kryje się jakaś tajemnica, a
      to zawsze pociągające, gdy facet ma w sobie zagadkę. Stał się kimś podobnym do
      drugiego ja, wszystko robiliśmy razem albo na spółkę. Był wtedy kiedy
      potrzebowałam. Myślałam, że w końcu znalazłam kogoś o podobnej wrażliwości co
      ja, podczas gdy tak naprawdę była to jego bezbarwność, brak charakteru,
      niedojrzałaość. Niepostrzeżenie zaczęłam go traktować poważnie i to był błąd.
      Kiedy zapytałam - co dalej z TYM zrobimy, odpowiedział, że jest ok tak jak jest.

      Zrozumiałam, że łączą nas tylko moje złudzenia i oczekiwania wobec niego. Że
      pomagał mi bez żadnego wysiłku i wkładu z jego strony, mimowolnie, przez sam
      fakt, że chciałam tak a nie inaczej go odbierać. I że wszystkie uczucia i
      emocje narodziły się WE MNIE, bez jego udziału. Ten M., w którym się zakochałam
      nie istnieje, jest figurą w mojej głowie. Tyle pojęłam po kilku miesiącach, ale
      nadal jest ciężko pogodzić się z myślą, że to, w co wierzyłam było
      nieprawdziwe, wszystkie słowa i gesty bez znaczenia.

      A tajemnica w nim? Za tym milczeniem jest raczej pustka, może wstyd, że nie
      dane jest mu pojąć, czym jest uczucie - on nigdy nie był zakochany dłużej niż
      tydzień...

      Tacy jak M czekają na miłość jak na listonosza, który pewnego dnia zapuka do
      drzwi i powie: oto przyniosłem Ci miłość, jest tu, w tym pudełku. I na tym
      pudełku musi być wielkimi literami napisane MIŁOŚĆ, bo inaczej M jej nie
      rozpozna...

      carzyworld, jedyny sposób, żeby się od niego uwolnić, to po prostu przestac
      widywać, ograniczyć kontakty. Ja tak zrobiłam, choć na początku było to jak
      życie na innej planecie, nie wyobrażałam sobie jak możemy nie widywać się
      codziennie. Ale jemu podświadomie o to chodzi, żeby uzależnić Cię od siebie nie
      dając nic w zamian. Świadomość, że jest Ci niezbędny do życia pomaga mu wierzyć
      w swoją wartość. Nie pozwól na to! Powodzenia!





      • kleopsytra Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 18:06
        moze sie okaze ze wszystkie mowimy o tym samym M.:) chociaz ten "moj" to chyba
        nie zna zadnej W. ale kto wie..
        U mnie było podobnie, spotykalismy sie a on (moim zdaniem) dawał mi do
        zrozumienia, ze chcialby cos wiecej, jego zachowanie, slowa swiadczyly o tym ze
        nie jestem mu obojetna ale okazało sie ze wszystkim swoim kolezankom serwuje
        taka sama game zwrotow i chyba nie liczy sie z uczuciami innych, wazne zeby
        zyskac jak najwieksze grono wielbicielek chociaz w stosunku do zadnej nie ma
        powaznych zamiarow,wszystko dla zabawy (przybajmniej ja inaczej nie potrafie
        wytlumaczyc jego zachowania). W koncu mialam tego dosc i zerwalam kontakt.
        Ciagle jeszcze niestety o nim mysle ale juz chyba coraz mniej:) dziwie sie ze
        potrafilam byc tak naiwna zeby dac sie tak omamic ale coz..czlowiek sie uczy na
        bledach i co nas nie zabije to nas wzmocni:)))
        Pozdrowki
      • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 22:27
        >i to zwykle on dzwonił lub wpadał, zawsze znajdował czas żeby
        > spotkac się choć na chwilę,


        Tak samo - to nie ja szukałam kontaktu, tylko on.


        uwagi
        > kumpelek w stylu "jak on na ciebie patrzy..."

        Większość osób postronnych uważało nas za parę. I w sumie nie ma co się dziwić,
        skoro nawet na załatwianie różnych urzędowych spraw chodziliśmy razem. Zdarzały
        się nawet pytania, czy są państwo małżeństwem albo na kiedy planujemy ślub. On
        zawsze szarmancki - pod każdym względem.


        > Zrozumiałam, że łączą nas tylko moje złudzenia i oczekiwania wobec niego


        Dzięki Ci za te słowa!!!


        > Tacy jak M czekają na miłość jak na listonosza, który pewnego dnia zapuka do
        > drzwi i powie: oto przyniosłem Ci miłość, jest tu, w tym pudełku. I na tym
        > pudełku musi być wielkimi literami napisane MIŁOŚĆ, bo inaczej M jej nie
        > rozpozna...


        Masz chyba rację - ten "mój" M tylko ciągle gada o miłości, jak to się musi od
        razu zakochać itp., itd., ale w wielu lat 26 tak naprawdę to z żadną kobietą
        jeszcze nie był na poważnie.


    • lila_lu Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 18:26
      nie ma zadnej rady. do mnie tez jakoby takie ''rzepy'' ostatnim czasy sie
      przyrzepiaja, i nie to ze nawet jeno "wydymac" by chcieli, ale
      raczej "wydupczyc mentalnie". chodzi taki jeden za toba, i wszyscy dookolo
      mysla ze jakis nowy narzeczony, a ty z lekkim zazenowaniem odpowiadasz zawsze-
      to kolego jeno. aczkolwiek czestotliwosc spotkan jest bynajmniej niekolezenska,
      bardzo intensywna, emocje miedzy wami dosc kurtuazyjnie okazywane, wszystko
      bardzo grecznie i kulturalnie. i zadnych perspektyw na normalna relacje, mimo
      tych wszystkich komplementow, woli nieustanych spotkan etc itp. poza tym tak
      typ pana charakteryzue rowniez uderzajaca wiekszosc kolezanek plc pieknej wobec
      znikomej ilosci kumpli, dobre maniery, przewaznie status tzw "dobrej partii".
      Nie wiem czy to jest przerost ego (co za tym idzie-przerost oczekiwan
      wobec "pudeleczka" z napisem MILOSC), czy jego niedomiar (kompleksy,
      podejrzenie impotencji, lub nawet tajony homoseksualizm,pozostajacy w
      konflikcie ze statusem "dobrej partii"), czy tez rodzaj zaburzenia
      narcystycznego zwanego w psychologii "osobowoscia na niby" (objawem jest
      m.in. "pozorowanie" wchodzenia w normalne uklady, lecz trzymanie osob na
      irytujacy dystans, aczkolwiek problem tkwi duzo glebiej).
      Nie wiem. Cale szczescie jakiekolwiek zadurzenie juz mi przeszlo a cala
      sytuacja nieco mnie irytuje.
      w kazdym razie ciekawe zjawisko, bo jak ich nazywac: adoratorzy, absztyfikanci
      niezainteresowani? hmmm, jakis kolejny ponowoczesny paradoks.
      • oskar_matzerath Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 20:58
        Dziewczyny to może po prostu napiszcie z jakiej części Polski jestescie (nie
        wspominajac o miescie). Przyznam, ze interesujace to co piszecie :) Moze
        rzeczywiscie to wasz wspolny M. ;)
        • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 22:37
          Ja mimo wszystko myślę, że to nie ten sam. Ale mogę powiedzieć, że Małopolska.

        • kleopsytra Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 10:17
          Stolica:)
          • likeadrum Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 19:47
            też m i stolica. Wypisz wymaluj jak w opisie. Swoją drogą widząc te aluzje w
            opisach gronowych jego przyjaciółek zawsze chciałam się je zapytać czemu sie
            godza na takie traktowanie-bo ja nie :)
          • apogeum77 kraków:) 16.09.06, 20:09
            jw.
      • pokrecona2 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 15.09.06, 23:11
        Bardzo ciekawe to co napisałas, zwłaszcza ten element narcystyczny mnie
        zaciekawił, czy jest gdzieś na ten temat więcej informacji?
        Obawiam się że takich facetów jest jednak więcej na tym świecie, bo ja też mam
        z takim typem do czynienia, i też próbuję się wyleczyć z takiej chorej miłości-
        przyjaźni, ja mam złudzenia że jest coś więcej, a on...? chyba niestety tylko
        on wie o co mu chodzi, albo i on tego nie wie. Jak przeczytałam Wasze
        wypowiedzi to trochę mi się w głowie rozjaśniło, bo do tej pory myślałam że
        chłopak nie trafił na właścwą dziewczynę z którą by chciał byc, ale myślę że
        problem nie jest z dziewczynami które poznaje tylko właśnie z nim. Trzeba się
        uwolnić, właśnie to sobie uświadamiam. Tylko do tej pory miałam poczycie że
        jednak przyjaźnie trzeba pilęgnować, dbać o nie bo jest to coś cennego w naszym
        życiu. Tylko z drugiej strony nie kosztem siebie, i tego trzeba się trzymać.
    • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 19:37
      Chcę Wam podziękować za wszystkie wpisy. Bardzo mi pomogły i mam tak jasne
      spojrzenie na M jak chyba nigdy wcześniej (no może tak miałam na samym początku
      naszej znajomości).

      Zrozumiałam, że to nie ja mam problem, tylko on. To nie ja go zwodzę, to nie ja
      umawiam się wieloma kolegami, tylko to jest jego styl.

      A w tym wszystkim najlepsze jest to, że jego musi bawić fakt, że rzesze
      koleżanek mają etap fascynacji jego osobą. Parę miesięcy temu, kiedy etap
      mojego zauroczenia nim był w fazie krytycznej (nie mogłam wytrzymać bez niego
      nawet jednego dnia), on z niewinną miną stwierdził, że ma nadzieję, że ja
      sobie "czegoś więcej" nie myślę, bo on tak traktuje wszystkie koleżanki. A już
      zdarzyło mu się parokrotnie (chociaż on oczywiście nie wie dlaczego :/ ), że
      koleżanki pytały go, czy są w końcu parą czy nie. On niestety musiał im
      odpowiadać, że je tylko lubi, ale nic więcej :/ Acha - i jeszcze jego
      wspaniałomyślność, że on nie chciałby nikogo skrzywdzić :/

      Wiem, że muszę dać sobie z nim spokój - definitywnie. Chociaż nie będzie to
      łatwe - bo znajomość z nim pozwoliła mi poznać lepiej samą siebie. Poza tym
      czasem zdarzy mu się powiedzieć coś naprawdę mądrego ogólnie o życiu.
      Ale przecież jeśli facet po 1,5 roku znajomości nadal nie potrafi się
      zadeklarować, to nie ma na co liczyć.

      Jeszcze raz wielkie dzięki i czekam na Wasze kolejne uwagi, bo pewnie pomagają
      one nie tylko mnie, ale wielu innym kobietom.

      P.S. Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale kobiety mają większą cierpliwość
      do słowa pisanego ;)
      Pozdrawiam
    • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 19:55
      Aha- ja nie wiem, jak ci "wasi" M, ale ten "mój" to zawsze spotykał się z każdą
      z osobna, nigdy nie było sytuacji, że nawet przypadkowe spotkanie w większym
      gronie.
      • jasny_dzien Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 20:06
        Bo to jest wyjątkowo kłopotliwa sytuacja siedzieć przy jednym stoliku z trzema kobietami, z którymi się
        spało...
        • crazyworld Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 16.09.06, 20:11
          siedzieć przy jednym stoliku z trzema
          > kobietami, z którymi się
          > spało...


          Heh - sęk w tym, że on zawsze rączki trzymał przy sobie, żadnego seksu.
      • porzeczka78 zapomniec! 16.09.06, 20:06
        Moj byl identyczny, mowil ze jestem kobieta, ktora ma wszystkie cechy jakich
        szuka. Wiedzial kiedy zadzwonic gdy bylo mi zle, wiedzial co powiedziec by
        poprawic mi nastroj, gdy popstrykalismy sie o cos mowil ze mu "zle".
        Skomplikowany facet z ktorym pragnie sie byc, bo jest wyjatkowy.
        A okazal sie zwyklym prostakiem, kazda kobiete tak bajerowal, mial ich kilka w
        tym samym czasie. Gdy jakas z grona sie nudzila, szukal nastepnej.
        Nie jestes wyjatkowa, nie zmieni sie dla Ciebie. Nawet jesli bedzie postepowal
        idealnie - klamie i stwarza pozory. On taki juz jest, to jego poza zyciowa, i
        wcale tak naprawde nie chce sie zmienic, bo tak mu dobrze.
        Poplaczesz i po jakims czasie wymarzesz go z zycia. Mnie juz nie boli, w
        koncu... :)

        Pozdrawiam serdecznie :)
      • kleopsytra Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 17.09.06, 12:03
        Z moim M bywalo roznie, czasami sam na sam ale glownie na poczatku a w
        wiekszosci przypadkow w wiecej osob (najlepiej on + kilka wielbicielek), lubil
        wtedy podkrecac sytuacje, raz sie przymilal do jednej raz do drugiej i chyba
        czekal tylko kiedy "rywalki" sobie wydlubia oczy, oczywiscie robil to w dosc
        subtelny sposob. Dziewczyna, która w danej chwili miala "szczescie", ze
        znalazla sie w centrum jego uwagi byla pewna, ze te gesty sa szczere, natomiast
        kiedy zmienial obiekt to miala wrazenie ze robi to specjalnie jej na zlosc,
        zeby ja jeszcze mocniej podkrecic ale chyba wiekszosc kobiet tak ma...
    • fajnaret Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 17.09.06, 09:38
      Zerwac kontakt i po wszystkim. A miłosc sama przejdzie!
    • edit76 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 20.09.06, 17:08
      hmm ilez takich M jest na tym swiecie?...bo chyba nie piszemy o tym jednym
      M?... choc kto wie:)) ..ja znam tez takowego ale z woj.swietokrzyskiego ....
    • crazyworld Odświeżam wątek, bo zaszło parę zmian :) 07.10.06, 14:12
      Dzięki Waszym odpowiedziom przemyślałam parę rzeczy. Zrozumiałam, że po świecie
      plącze się trochę takich "M" i nie ma co sprawiać im przyjemności, bo oni i tak
      nigdy na nic się nie zdecydują. Więc szkoda czasu i atłasu.
      Pisałam tutaj, że jest jeszcze ktoś, kto liczy na coś więcej z mojej strony,
      ale przez "M" nie mogłam się zdecydować. Z "M" zerwałam w koncu kontakt i chyba
      zaczyna się w moim życiu coś naprawdę pięknego :))))

      I do wszystkich dziewczyn, które mają takich "M" - nie dawajcie pożywki ich
      rozbuchanemu ego - szkoda Waszego cennego życia.

    • yarzynka Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 07.10.06, 21:00
      uff, ja tez jestem na etapie uwalniania sie od kogos...
      crazyworld, zazdrosze ci ze masz inna opcje - tego drugiego znajomego, naprawde
      bo ja jak na razie wiem ze nikt nie bedzie mnie w stanie zainteresowac tak
      bardzo jak 'moj prywatny M'
      zaczelo sie od rozmow, znajomosci, troche przyjaznienia, pomagania w ciezkich
      chwilach. rozwinelo sie ogromnie niespodziewanie w cos wiecej ale zanim
      cokolwiek sie zaczelo na dobre on przystopowal. z tego co wiem to nie ma innej
      dziewczyny, on jest tylko, cytujac 'niegotowy do tego aby z kims byc...'.
      oczywiscie nie przeszkadzalo mu to w przeszlosci mowic o rodzinie, rozmawiac
      jak wyobrazalibysmy sobie wesele itp itd...
      mam ogromny zal ale do siebie bo powinnam go uwazniej sluchac, obserwowac a nie
      isc za glosem serca i wszelkie watpliwosci tlumaczyc w nieuzasadniony sposob na
      tak.
      to taki typ ktory chyba na prawde nie potrafi sie zaangazowac a juz
      zdecydowanie boi sie tego. moze znajdzie sie ktos kto go przekona ze warto
      zaryzykowac i sie zaangazowac. ja nie mam na to sily i juz nawet nie chce tego
      robic.
      pozdrowienia dla znajacych M
      • pokrecona2 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 08.10.06, 17:16
        A mam dziewiczyny pytanie, czy jak próbujecie się uwolnić od waszego "M",
        przestajecie dzwonić, odzywac się, to czy oni w dalszym ciągu nalegają na ten
        kontakt, dzwonią itp. czy dają już sobie spokój..
    • gosia249 Re: Jak mam się w końcu od niego uwolnić? 08.10.06, 19:20
      czesc
      wiem ze to moze zabrzmiec tragicznie, ale dzieki Bogu jest nas wiecej i nie
      musze sie czuc jak jednyna na siwcei glupia i naiwna baba ktorej serce zabilo
      nie do tego faceta co trzeba, czyli do "M" ;)
      Checi do urwania z nim jakiehokolwiek kontaktu i takichze zamierzec bylo juz
      chyba ze sto, ale ciagle komplikuje to jakies na sze spotkanie, ktore niestety
      sa nieuniknione. W kilku slowach: dla faceta jestem w stanie zrobic prawie
      wszytsko, a on nawet sie nie domysla i nei zauwaza tego co robie i co czuje, ale
      nei dlatego ze nie potrafi tylko dlatego ze nei chce. jemu jest wygodnie tak jak
      jest, spotkanie raz na jakis czas i koniec, a mi sie glupiej serce wlaczylo do
      tego wszytskiego i teraz mam. problem oczywiscie taki jak u was , moje drogie
      Kolezanki, jak mam sie w koncu od niego uwolnic? ,ale z zastrzeżeniem ze co
      jakis czas bede musiala go widywac, nie sam na sam, ale zawsze.
      trzymajcie sie cieplo
      sciskam
      Gosia249
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka