nonkonformistka
07.12.06, 22:16
Sama nie wiem już co myśleć, więc chce to wszystko wyrzucić i dowiedzieć się
co myślicie.
Spotykaliśmy się pół roku, był to jeden z poważniejszych związków w jakim
oboje się znaleźliśmy. Każde z nas poświęciło dla niego coś ważnego. Dobrze
nam się układało, choć różnice charakterów dawały się we znaki.
Ja jednak, mimo, że mam za sobą długi i poważny związek, spotykałam się
wcześniej z większą ilością mężczyzn, lubię flirtować, ale przestało to
wchodzić w grę, gdy się związaliśmy.
Na jednym z pierwszych spotkań, na które się mocno spóźniłam, podeszła do
Niego dziewczyna i chciała się z Nim spotkać. On miał zły dzień, był lekko
wstawiony, gdy wyszedł do łazienki, ona poszła za nim. Mnie sytuacja raczej
rozbawiła. Zostawiła Mu swój numer telefonu, podobno na tym się skończyło.
Nie widzieli się więcej, pisali smsy.
Ostatnio wróciłam ze służbowego wyjazdu i natknęłam się na mejla do niej. O
tym, że zaczynam go męczyć. Że jest ze mną przez chorobę mojego BLiskiego. Że
chce dalej do niej pisać, że daje Mu wytchnienie i takie tam. Ja miałam być
egoistką, zapatrzoną w siebie. Napisał, że kiedyś mnie bardzo kochał. On o
niej myśli. To taki ogólny zarys, tego co przeczytałam.
Wyszłam z jego mieszkania, bez słowa. Próbował się żałośnie tłumaczyć, że nie
wiedział co innego jej napisać, żeby się odczepiła; najgorszy z argumentów -
że ja także podałam wspomniane problemu rodzinne jako rezygnację z
atrakcyjnego wyjazdu zagranicznego (swoją drogą - zostałam dla Niego).
Mieliśmy poważne plany, wydawało mi się, że kochamy się z wzajemnością.
Zdrada? Dla mnie tak.